Młodzi, znakomicie wykształceni, z wodą zamiast mózgu

Opublikowano: 12.05.2012 | Kategorie: Edukacja, Publicystyka, Zdrowie

Liczba wyświetleń: 760

“Tylko na nas spójrzcie. Wszystko jest na wspak, wszystko jest do góry nogami: lekarze niszczą zdrowie, prawnicy niszczą sprawiedliwość, uniwersytety niszczą wiedzę, rządy niszczą wolność, główne media niszczą informacje, a religie niszczą duchowość.” (Michael Ellner)

Prowadząc mój blog trochę zamknęłam się w hermetycznej puszce wśród ludzi myślących podobnie do mnie. Ale na szczęście mam też konto na Facebooku. Niby tam też są sami swoi, bo starannie dobieram znajomych, ale moi znajomi mają swoich znajomych, a ci swoich i tak dalej. Ponieważ ja nie chronię swojej prywatności zbyt wieloma zaporami, należę też do różnych grup, więc widzę co piszą ludzie z kręgów, z którymi pewnie nigdy nie miałabym okazji się zetknąć. I tu czasem zdarza mi się przeżyć lekki szok. A to wpadam na jakąś ziejącą jadem nienawiści anty-polonistkę, a to na jakiego aroganckiego racjonalistę, a to na innego dziwoląga z zupełnie obcego mi świata. Staram się być tolerancyjna, ale czasem nóż sam mi się w kieszeni otwiera. Bo jak może się nie otworzyć, jeśli spotykam lekarza, który nie tylko nie ma pojęcia o istnieniu jakichkolwiek skutków ubocznych szczepień (NOP, niepożądany odczyn poszczepienny), ale wręcz je z oburzeniem neguje? No bo przecież, gdyby takie coś istniało, to on, jako lekarz, musiałby o tym wiedzieć!

Im bardziej „doskonale wykształcona” czuje się dana osoba i im bardziej prestiżowy zawód wykonuje, tym bardziej jest tępa, niereformowalna i zabetonowana na swojej szklanej górze. Umie ona to, czego ją nauczono w czasie studiów, ale nie wie, że ta wiedza może być niewiele warta. Myślenie i negowanie wiedzy jest ostatnią rzeczą, jakiej od niej wymagano.

System edukacji nie uczy myślenia. Nawet gorzej – oducza, i to już od pierwszych klas szkoły podstawowej. Za zadawanie trudnych pytań można bardzo podpaść, bo to jest przeszkadzanie w zajęciach. Nauczyciel ma do przerobienia konkretny materiał, musi go wyłożyć w określonym czasie, zrobić sprawdziany i przedstawić dyrekcji do oceny postępy klasy jako całości. Zadaniem ucznia jest nauczyć się na blachę zadanej lekcji. Uczeń powinien umieć wyrecytować lekcję nawet obudzony w środku nocy.

System edukacji nie produkuje ludzi twórczych i samodzielnie myślących, lecz roboty do pracy w korporacji. Człowiek twórczy jest nieprzewidywalny i niezdyscyplinowany. Zamiast robić co mu każą sprzeciwia się i robi zamieszanie. Szefostwo tego bardzo nie lubi. Najlepiej by było, gdyby ludzie stali się jak mrówki w mrowisku, a jeszcze lepiej, żeby mieli inteligencję zbiorową i automatycznie robili to, co szef pomyśli.

W tym celu wymyślono procedury. Po co lekarz w izbie przyjęć ma improwizować? Bezpieczniej będzie, jeśli zaprogramuje się go niczym automat, żeby przestrzegał procedur. To uchroni go przed błędami, a szpital przed odszkodowaniami. Pacjent postrzegany jest jedynie jako wróg, który może obrzygać lub polecieć do sądu.

Od czasu, kiedy uczelnie medyczne zostały wykupione przez korporacje lekarz stał się automatem do zlecania szczepień i wypisywania recept. Szpitale zostały sprywatyzowane i muszą być rentowne. Obecnie zadanie lekarza polega na szczepieniu od pierwszych godzin życia i zapisywaniu jak największej ilości jak najdroższych leków. Jak tak dalej pójdzie lekarze już niedługo w ogóle będą niepotrzebni, bo zastąpią ich automaty do wypisywania recept. Pacjent wpisze do lekomatu objawy choroby i poda wyniki badań, a automat wyda mu leki i pobierze opłatę.

Lekarz już teraz zachowuje się jak automat. Jak go nauczyli na uczelni, tak działa. Nie myśli, nie poszukuje wiedzy w źródłach alternatywnych, nie jest ciekawy niczego, bo wydaje mu się, że wie wszystko.

Skutek?

Szczepienia zamieniają zdrowe dzieci w chore, a leki powodują skutki uboczne, czyniąc z pacjenta dożywotniego klienta służby zdrowia. Jeśli zabieg medyczny zaszkodzi pacjentowi, mówi się, że to przypadkowa korelacja. Usłyszałam ostatnio od Bardzo Ważnej Pani Ekspert Od Szczepień, że nie da się stwierdzić, czy problemy zdrowotne zostały spowodowane przez szczepienie czy przez czysty przypadek, ponieważ dziecko dostaje w pierwszym roku życia 14 szczepień. Znaczy to, że jest kłute częściej niż raz w miesiącu. Dzieci często chorują, więc każdy atak padaczki czy zapaść można zwalić (jakże niesłusznie) na szczepionkę i nazwać to NOP-em. A przecież dowodów na to brak!

Zastanawiam się, czy ci wszyscy Bardzo Ważni Specjaliści są totalnymi idiotami, ofiarami akademickiego prania mózgu, czy może reprezentantami jakiegoś obcego plemienia, któremu zlecono zadanie dokonania w białych rękawiczkach (ups, raczej fartuchach) ludobójstwa na Polakach?

Inny przykład zamroczenia ślepą wiarą w to, czego uczą uczelnie i co ludziom wszczekują do łbów me(n)dia: wpada młody „racjonalista” na mój blog, spogląda na tytuł i obrazki, nie czyta całości (bo po co?), nie ogląda wykładu doktor Niedzwiecki, bo “to że jakaś tam doktor powiedziała nic nie znaczy. Jest wielu ludzi którzy mają tytuły naukowe a gadają od rzeczy” i “Co ma wspólnego grubość rękawicy, fakt że leki używane w chemoterapii mogą doprowadzić do chemicznych oparzeń skóry a fakt ich skuteczności w leczeniu? Nic.”

W ogóle go nie interesuje, że badania zespołu, do którego należy dr Niedzwiecki są solidnie udokumentowane, więc on wykładu nie obejrzy. Dla niego liczy się jedynie źródło: WHO.

Gdyby mu powiedzieć, że WHO, FDA, „renomowane pisma naukowe” i parę jeszcze innych instytucji powołanych do czuwania nad zdrowiem społeczeństwa „sponsorują” kartele farmaceutyczne, też nie uznałby tego za coś złego. Znakomicie wykształcony człowiek nie dostrzega związku między finansowaniem tych instytucji przez lobby farmaceutyczne z nadużyciami, jakie z tego wynikają, bo nie uczono go myślenia ani detektywistycznej dociekliwości. Zamiast tego wyrobiono w nim odruch bezkrytycznego przyjmowania za prawdę wszystkiego, co podają do wiadomości Bardzo Ważne Instytucje i Autorytety.

Koniec dyskusji. Betonowa klapa spadła na umysł i zgniotła szare komórki.

Irracjonalni racjonaliści nie kierują się własnym rozumem i nie kojarzą oczywistych rzeczy, bo są ludźmi ślepej, fanatycznej wiary. Gdyby zachowali zdolność kojarzenia faktów, to musieliby zauważyć, że coś tu się nie zgadza i że ktoś ich okłamuje. A wtedy ich wiara w „naukową medycynę” i „postęp w rolnictwie dzięki GMO” runęłaby jak domek z kart. Bo to jest wiara, a nie wiedza.

Autor: Maria Sobolewska
Źródło: Jestem za, a nawet przeciw


TAGI: , , ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

12 komentarzy

  1. 23 12.05.2012 09:59

    rozni sa lekarze tak jak rozni ‘publicysci’ WM 😀

  2. gonzo111 12.05.2012 14:35

    Rolą publicystki jest pokazywanie własnego widzenia sprawy. Rolą człowieka jest wiedzieć, że takie różne punkty widzenia istnieją, umieć ocenić jakość argumentów i na tej podstawie wyrobić swoje własne zdanie lub opinię. A kto dzisiaj potrafi jeszcze szukać informacji i ocenić argumenty? Nikt już tego nie uczy.

  3. Il 12.05.2012 14:48

    Przypomnieli mi się ćpający studenci Studium Celnego. Brali jakieś prochy aby łatwiej zapamiętywać na krótki czas wiedzę. Zapewne skończyli “naukę” i być może rozpoczeli “pracę” jako celnicy.
    Później ludzie się dziwią jak w kartonie z bananami dostarczonymi do jakiegoś marketu w Polsce znalazło się dużo kokainy. Celnicy-przestępcy, lekarze- zabójcy, sędziowie-niesprawiedliwi … ?
    PSL ?
    Polska Skorumpowana Lichwiarsko ?

    Jeszcze o lekarzach: skomputeryzowani wpisują objawy choroby do odpowiedniego programu a program po przeanalizowaniu wyświetla listę polecanych farmaceutyków. Wystarczy studia skończyć a resztę komputer załatwi, nawet akt zgonu wydrukuje z dopiskiem “eutanazja made in china”.

  4. adambiernacki 12.05.2012 14:57

    Znakomity artykuł. Myślę dokładnie tak jak Pani.

  5. Aaron Schwartzkopf 13.05.2012 09:36

    Abstrahując od spraw medycznych. Przeraża mnie nasza atrofia szacunku dla poglądów innych niż nasze własne. I dotyczy to nie tylko “młodych, wykształconych”. Widać dwudziestoparoletni napór propagandy, o którym tow. Goebels mógł tylko marzyć, a przy którym komunistyczna propaganda (chociażby ze względu na swój nieprofesjonalizm) to “małe miki”, przyniósł efekty. Odebrał nam, wbrew temu, co nam się czasem wydaje, wrodzoną skłonność do pluralizmu poglądów. Przyjrzyjmy się niektórym “dyskusjom” na WM. Najłatwiej oponenta nazwać lewakiem/faszystą/klerykałem/nacjonalistą itp (właściwe podkreślić) i po sprawie. Myślę, że brakuje nam pokory, dystansu do samych siebie i szacunku dla innych.

  6. memento 13.05.2012 10:03

    @Aaron Schwartzkopf, nie jest to zjawisko ani nowe, ani szczególnie rozwinięte w dzisiejszych czasach. Czarownice, bumelanci, sofiści, cykliści… można by długo wymieniać.

  7. Aaron Schwartzkopf 13.05.2012 10:53

    2 memento
    Do pewnego stopnia masz rację, z tym, że znacznie większy jest dzisiaj kontrast między “formą i treścią” – oficjalną fasadą “liberalno-demokratyczno-wolnościową”, a stricte totalitarną zawartością. Wolność (lub jej brak) jest w nas samych. Co z tego , ze nie istnieje instytucja cenzury (komuniści nie ukrywali jej istnienia i jakiś tam sposób uzasadniali je), jeśli cenzura jest w nas samych (demagogiczny styl myślenia w rodzaju “jeśli myślisz inaczej, to jesteś idiotą”) bądź wynika z interesów właścicieli mediów.
    I to, że społeczeństwo uznawane zwykle za buntownicze z natury dało się tak łatwo spacyfikować – najbardziej mnie boli.

  8. l82 13.05.2012 12:06

    troszkę nieuczciwy ten artykuł. Pełna zgoda jeśli chodzi o to, że wiedzę należy aktualizować, pogłębiać, jeśli już się występuje w roli specjalisty należy być w tym faktycznie profesjonalistą. Faktem jednak równie bezsprzecznym jest to, że znaczną część wiedzy jednak przyjąć trzeba początkowo za pewnik a z czasem nabywania doświadczenia aktualizować – obalać/potwierdzać/udoskonalać.
    Zdecydowanie nie zamierzam bronić lekarzy, bo sam staram się z nimi mieć jak najmniej styczności i raczej szukać rozwiązań innych niemniej gdyby wykształcony lekarz wierzyć miał w każde słowo z internetu to dopiero by była patologia. Internet to jak wiadomo mnóstwo śmieci, ukazywanie spraw jednostronnie to normalka. Nie mniej przerażające niż ignorancja lekarzy jest występowanie w roli specjalistów osób nie mających z dziedziną nic wspólnego- autorka zawierza innym autorytetom, młody lekarz innym promowanym na uczelni wyższej (skąd też pochodzi cała jego wiedza)- nie ma możliwości by każdy lekarz przeprowadzał wnikliwe badania laboratoryjne we wszystkich dziedzinach. Raczej więc ten artykuł powinien być o uczciwym działaniu recenzentów książek tematycznych.
    Teraz to wszyscy eksperci od awioniki, ekonomi a i jak widzę od medycyny…

    Co do pytań i braku na nie odpowiedzi na uczelni, to w moim mniemaniu zależy w większym stopniu od chęci studenta niż samego wykładowcy. Książek jest wiele, katedra ma wielu wykładowców, fora eksperckie itd.

    A że lekarze są zadufani w sobie często to inna sprawa- nie przypisywał bym tego jednak w głównej mierze zakochaniu w sobie młodych lekarzy- raczej obserwacji nawyków ich starszych kolegów po fachu i dziwnym umowom nfz z firmami farmaceutycznymi

  9. Rozbi 13.05.2012 18:33

    Autorka pisze tak jakby sama nigdy nie uczyła się w Państwowej szkole.

  10. TomaszOzdowski 14.05.2012 13:09

    @Rozbi cały sęk w tym, że te rzekomo państwowe uczelnie medyczne są sponsorowane przez koncerny farmaceutyczne, i jeśli nawet brak oficjalnych na to dowodów (albo przynajmniej nikt ich nie szuka) to trudno jest uwierzyć, że jeśli idą pieniądze z tego źródła to pozostaje to bez wpływu na kształt programu kształcenia. Zresztą, wystarczy kupować późniejsze badania i media by ten wpływ mieć. Jak to ostatnio przeczytałem w nieznanym świecie – współcześnie lekarze (na szczęście nie wszyscy) stali się bardzo dobrze wykształconymi dystrybutorami chemicznych leków.

  11. bardocz 15.05.2012 15:51

    @l82 – czemu nieuczciwy? Nie widzę w nim żadnego oszustwa.
    “znaczną część wiedzy jednak przyjąć trzeba początkowo za pewnik a z czasem nabywania doświadczenia aktualizować – obalać/potwierdzać/udoskonalać.”
    Błędna to droga – jeśli się bowiem za pewnik przyjmie coś, czego nie ma albo po prostu kłamstwo, to jak można obalać “pewnik” – cały proces jest wtedy obarczony błędem. Mamy potem teorie, które zaistniały jako prawdy objawione np. dzięki szumowi medialnemu, choć stały od początku w sprzeczności z udokumentowaną nauką i zdrowym rozsądkiem. Przykład – choćby wciąż obowiązujące zalecenia żywienia niskotłuszczowego i niskokalorycznego, które pojawiły się wówczas, gdy już w świadomości naukowców i zwykłych ludzi istniały dowody na to, że cukry i zboża są tuczące. Inny – obowiązujące teorie na temat raka, przerzutów i błogosławieństwa chemioterapii – a nowotworów coraz to przybywa.
    Wystarczy się uparcie trzymać kłamstwa, aby po pewnym czasie stało się ono prawdą. Tylko krytycyzm jest w stanie przywrócić proporcje i obnażyć fałsz głoszony dla zysku.
    I co nam z tych “wnikliwych badań laboratoryjnych”? Niczego nie wyjaśniają, często podają błędny trop albo w ogóle są bez znaczenia. Gdy są “w normie laboratoryjnej” – usypiają czujność i wcale nie świadczą o dobrym zdrowiu. Gdy są złe, to i tak nie powstrzymują lekarzy przed działaniem, które szkodzi jeszcze bardziej (badanie krwi, które powinno wykluczyć kontynuowanie podawania chemii, jest ignorowane “dla dobra pacjenta”), aż do zejścia śmiertelnego z powodu zaburzenia krążenia, zatrucia albo wygłodzenia – oczywiście nikt nie umiera na raka! Coraz więcej chorób wynika z tego, że lekarze połapali jakieś błędne tropy, wyrzekając się wnikliwości i empatii, uznając uparte nawoływania (powtarzanie kłamstw) za szlachetny głos rozsądku.
    “autorka zawierza innym autorytetom” – a jakimże autorytetom zawierza autorka w tym artykule, bo dalibóg, niczego takiego w jej słowach nie widzę?

  12. Murphy 15.05.2012 18:19

    @bardocz: Jeszcze można dodać, że na prawdziwych lekarzy (takich co to uzdrawiają a nie tylko leczą objawy) robi się najczęściej polowanie na czarownice, tak że nawet obrona wyleczonych pacjentów nie pomaga.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.