Rzucić wszystko i wracać do Polski?

Opublikowano: 08.11.2021 | Kategorie: Polityka, Publicystyka, Społeczeństwo

Liczba wyświetleń: 1832

A może rzucić to wszystko i przenieść się do Polski? Nieprzypadkowo nie tak dawno media pro- i antyrządowe III RP pokłóciły się, czy Jeremy Clarkson, znana i kontrowersyjna osobowość telewizyjna, szczerze czy szyderczo zachwalał zalety przeprowadzki nad Wisłę.

Oczywiście, do porozumienia dojść się nie udało, nie o nie zresztą przecież chodzi w medialnych g****burzach. Charakterystyczne jednak, że co dla jednych jest największą zaletą życia w naszym kraju – dla drugich jest jego najgorszą wadą. I na odwrót – bo przecież partyjne skłócanie Polaków jest tak skuteczne także dlatego, że faktycznie mamy dwie Polski.

Jedną z grillem, ale i Zaduszkami, nie za mądrą, ale skoczną muzyką i potrzebą życia ze sobą i dla siebie w naszym sympatycznym grajdołku. I drugą szczerze brzydzącą się i gardzącą każdą z tych cech. Kiedy jednak mówimy o powrotach z emigracji, warto się zastanowić: do której właściwie Polski wracamy chętniej?

Disco-Polska i dizajn komedii romantycznych

Bo że wracamy – to prawda, choć wracają przede wszystkim ci, którzy nigdy na dobrą sprawę nie wyjechali. Ci odkładający na mieszkania w Polsce, albo budujący tam coraz większe i większe domy. Ci kupujący przez dziesięć lat wyłącznie niemieckie towary z polskimi naklejkami w sklepie należącym do Kurda. Ci, których naprawdę zżera nostalgia, choć nigdy nie nazwaliby jej żadnymi wielkimi słowami, powtarzając jedynie jak tęsknią za grillem, kumplami i swojską pogodą. Ale właśnie tak widzą, opisują i czują Polskę. Jako swojskość, której im brak. Ci wracają do disco-Polski, bo jest ich.

Ale do Polski wracają też ci z dizajnerskich komedii romantycznych, w których wszyscy są informatykami, architektami i oczywiście korpoludkami sukcesów. Wracają narzekać jaka to się w kraju zrobiła drożyzna, jak nie można już żyć przez ten kler, PiS i ciemnogród – ale też wracają, choćby po to, by swój średni status uzyskany na emigracji, przekuć choćby na chwilę na wysoką pozycję według krajowych standardów dochodowych.

Obie grupy wracają więc w przekonaniu, że coś się jednak autentycznie w Polsce zmieniło, nieważne czy zmianę tę oceniają pozytywnie czy wrogo. Sęk w tym, że w istocie w kraju nie tyle się zmienia, co drożeje. Nie tyle poprawia, co jakoś tam trwa, czyli jak zwykle – zgodnie z polskim zaklęciem wszechczasów „aby gorzej nie było…!”. No tyle tylko, że przecież wiemy, że będzie.

BREXIT i COVID korzystne dla polskich imigrantów?

Wbrew popularnym poglądom – patrząc od strony Wysp Brytyjskich – największą falę powrotów mamy już za sobą. Wzbierała ona na polskich grupach FB przez ostatnie kilkanaście miesięcy przed BREXITem, faktycznie pchana niepewnością i poczuciem przesilenia. Jednak dziś opowiadanie, że „COVID i BREXIT wypędzają Polaków z UK” jest nawet nie nieporozumieniem, ale dezinformacją. Sytuacja na brytyjskim rynku pracy i rosnąca luka, wynikająca z zablokowania napływu nowych pracowników nisko i w ogóle niewykwalifikowanych, zaczęła już wymuszać normalne reakcje pracodawców, czyli wojnę płacową. Jasne, nikt też nie ma złudzeń, że taki LIDL będzie płacił swoim kierowcom £22 za godzinę w nieskończoność. No, ale na razie jednak płaci i do świąt przecież nie przestanie.

To prawda, że ceny idą w górę, jest to zresztą trend ogólnoeuropejski, a biorąc pod uwagę ceny paliwa – wręcz światowy. Ale wartość godziny pracy w UK nadal jest 4-5 razy wyższa niż w Polsce, a to oznacza znacznie większą odporność gospodarstw domowych na inflację, zresztą i tak o połowę niższą niż w III RP i to pomimo znacznie bardziej rozbudowanych programów socjalnych. Nie, BREXIT to zdecydowanie argument, żeby z UK nie wyjeżdżać, choć oczywiście może utrudnić np. łączenie rodzin, sprowadzania krewnych (do pracy) i tym podobne prowadzone przez Polaków działania.

A czy argumentem może być COVID? Ha, wiadomo, że chorować lepiej wśród swoich, a ogół polskich imigrantów nie wyzbył się dotąd swojej nieufności do brytyjskiego systemu ochrony zdrowia, NHS, przede wszystkim zresztą z powodów językowych i nieco nadmiernej, jak na polski gust, cyfryzacji. I znowu jednak – po pierwsze lockdowny, kwarantanny i blokady granic w praktyce zmusiły Polaków do leczenia się nie miejscu, bo na nasze ulubione wczasy medyczne, połączone z wykupieniem połowy apteki, przez półtora roku latać się nie dało.

Po drugie – jeśli już nawet ktoś dotarł do swojego krajowego rodzinnego, to przeważnie po to, by przekonać się, że ten zaraził się ulubionymi przez Brytyjczyków teleporadami. A przede wszystkim – niezależnie od czyjegoś stosunku do pandemii (czy „pandemii”) – nie sposób nie zauważyć, że UK radzi sobie z nią lepiej niż III RP. O ile bowiem ktoś wierzy i stara się wykonywać wszystkie zalecenia, to jest mu to ułatwiane, a nacisk położony jest na system zachęt. A jeśli ktoś wątpi i nie chce, by mu nadmiernie zawracano głowę tą infekcją, również ma większe szanse żyć w ten sposób bez kolekcji grzyw, kar i groźby utraty pracy, które cechują COVIDpolitykę w Polsce.

Wrócić, by się przepakować

Więc, jak to jest w końcu: czy Polacy naprawdę wracają? A może faktycznie tylko wpadają się przepakować, a chwalące się powrotami paski wiadomej telewizji przekazują jedynie informacje o zmianie miejsca emigracji? Dane migracyjne w perspektywie kilkuletniej pokazują bowiem, że co najmniej część chwilowych reimigrantów wyjeżdża ponownie: do Niemiec czy Holandii, po prostu wybierając kraje bliższe i bez lub z mniejszą ilością formalności granicznych. I teraz to stamtąd będą tęsknić za polskim grillem, albo narzekać, że „tego Zenka to się już nie da słuchać”!

I tak żyjemy jako naród, który na siłę zostaje dłużej w pracy – bo przecież w domu musiałby posprzątać, a już zapomnieliśmy, jak to się robi.

Autorstwo: Konrad Rękas
Źródło: pl.SputnikNews.com


TAGI: ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.