Turbina wkracza na scenę

Opublikowano: 10.08.2022 | Kategorie: Gospodarka, Publicystyka

Liczba wyświetleń: 944

Rosja gra gazem przeciwko Europie. Minęły bowiem czasy, gdy ta stawiała warunki Gazpromowi, pomiatając nim w prawo i lewo.

Od III pakietu energetycznego z tzw. klauzulą gazpromowską, przez szokująco stronnicze orzeczenia arbitrażu, zablokowanie połowy przepustowości niemieckiego rurociągu OPAL, wymuszenie na Rosji tranzytu przez Ukrainę, wprowadzenie przeciwko Nord Stream 2 obowiązujących wstecz przepisów, czy w końcu zablokowania jego uruchomienia. Dzisiaj w tej grze główną rolę odgrywa Nord Stream-1, a dokładnie pewna turbina. Po kolei.

Rurociąg Nord Stream 1 (1224 km, 55 mld m3/r) zaczyna się w stacji Portowaja. To jedna z największych na świecie takich instalacji (2021 roku zaspokajała 15% europejskich potrzeb), pracuje tam 6 wielkich turbin (moc 52 MW) i dwie mniejsze (27 MW). Urządzenia mają okres gwarancyjny (25 tysięcy godzin = ok. 3 lat), a potem konieczny jest kapitalny remont. Zwykle w normalnym trybie pracuje 5 dużych turbin, jedna jest w rezerwie, a dodatkowo jest „gorąca rezerwa” – dwie mniejsze turbiny.

Turbina, która zrobiła taką karierę, to SGT-A65, wg rosyjskiego nazewnictwa „nr 073”, to dzieło Rolls-Royce, skonstruowane na bazie silników lotniczych w Kanadzie (Siemens wykupił tę działalność Rolls-Royce w 2014 r.). Tam także wykonywano remonty. Rutynowo turbina 073 została w grudniu 2021 r. wysłana do Montrealu, i miała wrócić w maju. Ale nie wróciła.

Całe zamieszanie zaczęło się w połowie czerwca – Gazprom lekko obniżył przesył gazu Nord Stream-1. I poinformował, że to z powodu braku turbiny, Niemcy zaczęli więc negocjacje z Kanadą. Te szły bardzo opieszale, żadnego pośpiechu dopiero 7 lipca Berlin zwrócił się do Toronto o zwolnienie turbiny spod sankcji. Jednocześnie wicekanclerz Robert Habeck apelował: „potrzebujemy Nord Stream 1 do zapełnienia naszych magazynów”. I nic.

Z jednej bowiem strony Ukraina chciała przejąć tranzyt gazu z Rosji (państwa, z którym prowadziła krwawą wojnę), a z drugiej Niemcy żądali (od sojusznika w końcu) szybkich działań. Wicekanclerz Habeck zaklinał się, że popiera sankcje, „ale najostrzejsze nawet sankcje powinny szkodzić Rosji i Putinowi bardziej niż naszej gospodarce”.

Gazprom dociskał: 14 lipca zatrzymał pracę kolejnej turbiny, następnego dnia – następnej. O ile standardowo NS1 przesyła 167 mln m3/dziennie, to po 15 lipca przesył spadł do 67 mln. Jednocześnie Rosjanie zawiadomili odbiorców o „fource majeure”, twierdząc, że w nadzwyczajnej sytuacji (sankcje) może nie gwarantować pełnych ilości zakontraktowanego gazu.

17 lipca turbina wyleciała samolotem z Kanady do Niemiec. Już już spodziewano się, że za tydzień wszystko ruszy.

Ale właśnie wtedy rozpoczęła się rosyjska kontrofensywa. Kanadyjczycy popełnili błąd, przesyłając turbinę nie bezpośrednio do Rosji, a do Niemiec. Więc prawnicy Gazpromu ruszyli do boju i najpierw długo męczyli Siemensa o dokumenty z Kanady, a gdy je otrzymali – zażądali od EU stanowiska, że turbina, a przez to i Gazprom, nie zostaną objęte sankcjami. Powołali się na regulację EU 833/2014, zakazującą eksportu, a nawet przekazania do Rosji turbin gazowych. Dodatkowo wyłapano prosty błąd w dokumentach rządu niemieckiego, który pomylił nazwy firm. Koronkowa robota prawnicza, łapiąca Unię w jej własne sidła legislacyjne.

27 lipca Gazprom wyłączył kolejną, czwartą już, turbinę. Obniżył przesył gazu do 20% znamionowych mocy (35 mln m3/dzień). Powód prosty w swej biurokratycznej urodzie, którą upodobali sobie teraz Rosjanie: „wyczerpanie limitu pracy między kapitalnymi remontami”. Wsparte oczywiście odpowiednimi wskazaniami odpowiedniego urzędu nadzoru (Ростехнадзор).

Tak więc gaz ledwo ciecze, agregat nr 073 ugrzązł w Niemczech, a już kolejny (nr 072) od kwietnia czeka na wysyłkę do Kanady. Z kolei numery 075, 076 i 120 są w stanie „wymuszonego postoju” (bardzo ciekawe sformułowanie). Za to 074 i 121 wypracowały już swój resurs i Ростехнадзор wstrzymał ich pracę. Kurtyna.

Kryzys zapowiada się na długo i wydaje się nieźle skonstruowany. Rosjanie oczywiście mogliby zwiększyć przesył gazu przez Ukrainę czy Polskę. Ale dlaczego mieliby to robić? Lepiej trzymać Niemcy na gazowym głodzie i czekać. Na wymuszone otwarcie Nord Stream 2.

Autorstwo: Andrzej Szczęśniak
Źródło: MyslPolska.info

8

TAGI: , , , ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

2 komentarze

  1. pikpok 10.08.2022 14:23

    Celowe blokowanie (niszczenie) własnej gospodarki przez Niemców ?
    W tym roku wyłączyli już trzy swoje elektrownie atomowe i zamierzają wyłączyć kolejne trzy.

  2. AlbertW41 10.08.2022 16:21

    Kij ma zawsze dwa konce wlasnie drugi koniec sie odezwal.
    Dziwne ze gaz przez NS1 jest zly przez Ukraine juz dobry i na tym polega ta smieszna wojna.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.