Profesor Pigmej

Opublikowano: 05.01.2010 | Kategorie: Edukacja

Liczba wyświetleń: 388

Polska nauka jest na poziomie chilijskiej. Za to znacznie gorzej wypada niż chińska. Co jasno wynika z najnowszego światowego rankingu wyższych uczelni.

ARWU, czyli Academic Ranking of World Universities, przygotowywany jest od roku 2003. To najbardziej prestiżowe takie zestawienie na świecie. Mimo ustawicznego reformowania naszego szkolnictwa wyższego, niezmiennie klasyfikowane są w nim tylko dwa polskie uniwersytety: Jagielloński i Warszawski (raz w ogonie załapał się Wrocławski, głównie dzięki niemieckim noblistom, o czym później). I choć wśród Polaków uchodzą za renomowane i powszechnie znane za granicą, regularnie zajmują miejsca w przedostatniej czwartej setce. (Pozostałe nasze wyższe uczelnie tak dalece odbiegają od światowych standardów, że w ogóle nie są klasyfikowane). Bydlą się tam w tak doborowym towarzystwie jak Uniwersytet Chilijski czy szwedzki Uniwersytet Nauk Rolniczych.

Co więcej, miejsca, jakie zajmują, są zawyżone, dostają bowiem bonusy za absolwentów, którzy dostali Nobla. Np. w tym roku UW od organizatorów rankingu otrzymał z tego tytułu notę 18,9 – dzięki Leonidowi Hurwiczowi, który w 2007 r. został nagrodzony Noblem z ekonomii, a tak się szczęśliwie złożyło, że 70 lat wcześniej ukończył warszawską uczelnię. Wkrótce, chcąc uniknąć Holocaustu, wyjechał do Londynu, a stamtąd do Szwajcarii i USA. Podobnie było z Józefem Rotblatem, laureatem Nagrody Nobla z 1995 r., który przed wojną na UW zrobił doktorat i potem prysnął do Liverpoolu. Nawet po kilogramie marychy trudno uznać, że przyznane im nagrody są świadectwem stanu i jakości dydaktyki dzisiejszego uniwersytetu. O tych świadczą za to inne parametry brane pod uwagę w rankingu.

Jeden z nich to najczęściej cytowani w publikacjach naukowych badacze. Tegoroczny wynik: UW – 0; UJ – 7,3 (maksimum punktów we wszystkich kryteriach wynosi 100). Obie uczelnie w poprzednich latach uzyskiwały równie beznadzieje rezultaty. W rankingu uwzględniana jest również liczba publikacji w „Nature” i „Science” – najbardziej prestiżowych periodykach naukowych. UW – 6,6; UJ – 4,8. Stan klęski trwa od lat i trendu wznoszącego nie widać. Punktuje się również za artykuły naukowe w wykazach „Science Citation Indem Expanded” i „Social Science Citation Index”. Tu Jagielloński i Warszawski uzyskały zbliżone efekty (odpowiednio: 31,6 i 33,1).

Co to wszystko znaczy? Ano tyle, że nasi nabzdyczeni naukowcy w świecie nie odgrywają żadnej roli, a wpływ ich publikacji na ogólny poziom wiedzy jest bliski zeru.

Ciekawe, co nasi uczeni porabiają – a ich armia liczy około 100 tysięcy – skoro nie zajmują się płodzeniem liczących się publikacji naukowych. Otóż niekoniecznie próżnują. Panuje za to wśród nich – jak to trafnie ktoś określił – etos stosu publikacji w gównianych periodykach. To nie tylko efekt zaściankowości. Np. żeby przymierzyć się do habilitacji z kultury fizycznej, trzeba zebrać ok. 100 punktów za artykuły. Ponieważ w Najjaśniejszej istnieje tylko jedno punktowane czasopismo i za każdy tekst można dostać 1,5 punktu, etos stosu ma praktyczne umocowanie.

Ranking ARWU spotkał się w Polsce z krytyką. Zarzucano mu, że jest subiektywny, promuje twórczość naukową wyrażoną tylko po angielsku, niesprawiedliwie ważone są kryteria itd. Chińczycy nie narzekali na subiektywność tego, co z natury rzeczy jest subiektywne (choćby dobór kryteriów), tylko wywalili gruby szmal na rozwój nauki – 1,2 proc. PKB. Nie ma co kryć – żółtki pobiły nas sromotnie.

Chińskie uczelnie, które jeszcze kilka lat temu snuły się w piątej ostatniej setce ARWU albo wcale nie były oceniane, dziś plasują się w przedziale o setkę wyższym niż dwa polskie rodzynki. Przy czym nie jest to zasługa historycznych noblistów, ale badań naukowych i związanych z nimi publikacji. Np. Uniwersytet Zhejiang, jeśli chodzi o liczbę artykułów pomieszczonych w indeksach naukowych, osiągnął taki sam rezultat jak UJ i UW razem wzięte. Tymczasem minister Kudrycka, zamiast rewolucyjnie odciąć chorą nogę, chce ją zreformować. Nowe prawo ma obowiązywać od roku akademickiego 2010/2011 i – jak wynika z zapowiedzi – zapewni uczelniom większą autonomię, a nepotyzm w szkołach wyższych przejdzie do historii.

Rzeczywiście – z raportu Collegium Civitas „Autodiagnoza polskiego środowiska naukowego” wynika, że naszymi uczelniami rządzi zamiast merytokracji, gerontokracja, marazm i kumoterstwo, grono profesorskie niesprawiedliwie obdziela projekty badawcze pieniędzmi z budżetu i trwoni je na utrzymanie nieruchomości, rozbudowanej administracji, niewykorzystywanej aparatury, laboratoriów-atrap, zaś wegetująca naukowo stara kadra blokuje kariery młodych zdolnych, rozdziela granty, staże zagraniczne, sprzęt komputerowy według zasad patronażu, a nie potrzeb. Ale najczęściej respondenci narzekają na finanse: Brak dostatecznego finansowania działalności naukowej – np. publikacje, wyjazdy służbowe, udział w konferencjach, zakupy literatury fachowej itp. Na naukowca przypada 10 do 40 razy mniej pieniędzy niż w krajach cywilizowanych. To powoduje, że nie jesteśmy w stanie kupić aparatury, aby nadążać za rozwojem nauki światowej. Nasze badania stają się anachroniczne.

Nakłady na polską naukę od lat utrzymują się mniej więcej na tym samym poziomie i wynoszą ok. 0,7 proc. PKB. Jak wynika z danych uzyskanych w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego, w 2009 r. na szkolnictwo wyższe przeznaczono 11,5 mld zł. Prawda jest nieprzyjemna – Polska, obok Grecji, Malty, Słowacji, Bułgarii, Rumunii i Cypru, znajduje się w grupie państw europejskich najsłabiej finansujących badania naukowe.

Reformy Kudryckiej gołej dupy nie zakryją. Alternatywa jawi się następująca: albo państwo będzie łożyć więcej, albo niebawem znajdziemy się w ogonie świata.

Autor: Maciej Mikołajczyk
Zdjęcie: Flickr
Źródło: “Nie” nr 47/2009

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...

TAGI:

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

6
Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Roman Ambrożewicz
Gość
Roman Ambrożewicz

Nasze “autorytety moralne” myślą poprawnie politycznie, nie chcą chcą żadnych zmian, lustracji ale domagają się prywatyzacji uczelni i większej kasy za bałamucenie młodzieży i wybijanie z głowy myslenie.

Lek
Gość
Lek

Ależ no ludzie kochani, czego wymagać od szkolnictwa skoro wszystko podupada. Co dziś mamy polskie, poza obywatelstwem ? To jest właśnie UE…. i mamy być jak te szare barany.

Mefir
Gość
Mefir

A głupoty pierdolone przez jakieś Instytucje Zagraniczne. DObrze jest i będzie lepije :0 – tylko szkoda , żę wszytsko idzie z zchadou i niszczy nasze szkolnictwo wyższe jk np. studia 2 stopniowe czy np. wprowadzane testy i itd – chcciarz neikiey są dobre :)

Prometeusz
Gość
Prometeusz

Szczerze powiedziawszy…

1) Z Polskimi uczelniami jest bardzo źle. To fakt. Zgnilizna i dno, i tu się w pełni zgadzam. Były potęgą w latach 20 – 30-ych minionego wieku, ale, wraz ze śmiercia kadr, upadkiem tradycji i przerwaniem ciągłości, wiadomo, co się stało. Zresztą wystarczy popatrzeć.

2) Tzw. ‘światowe standardy’ ja osobiście jednak bym sobie podarował. Prestiż jest mierzony tym, jak bezmyśle i ograniczone bydło i w jakich ilościach jest z owych ‘fabryk’ magistrów, doktorów i profesorów wypuszczane; nie należy również zapominać o tym, czy wszystko odbywa się zgodnie z linią sposoringu, czyli życzeniami lobby przeróżnego rodzaju, głównie farmaceutycznych, naftowo-chemicznych, zbrojeniowych i politycznych. Nie czarujmy się, Panie i Panowie – żadnej wiedzy, kształcenia ani wychowania to tam nie Uświadczycie.

Pozdrawiam,
Prometeusz

Heh!
Gość
Heh!

Moja teoria na dany temat:
– Ogólnie niski poziom nauczania na uczelniach wyższych – brak wysokich standardów a uczelnie równają w dół.
– Relikty po PRL-owskie zostały dodatkowo pozostawione same sobie i ich funkcjonalność jest fatalna (np każdmu znane dziekanaty przypominające urzędy z Procesu Kafki).
– Nauka w Polsce nie jest jakoś specjalnie opłacalna wiadomo że nie wiedza ale znajomości się liczą.
– Brak funduszy na stypendia – bardzo ważne dla badań naukowych.
– I ostatnia kto wie czy nie najważniejsza przyczyna. Zachód ma swój kierunek nauki i inne kryteria naukowe. Każdy kto ma odrobinę inny kierunek automatycznie traci bardzo dużo. Dlatego Chiny jako takie są bardzo nisko.
Za samo automatyczne powielanie zachodnich wzorców nauk i ścisłe ich przestrzeganie mamy awans w rankingach. A kiedy potrafi się coś dodać od siebie to w ogóle jest super wg rankingów. Przykład to jedyna i prawdziwa szkoła ekonomii przyjmowana z zachodu.
Ale jeśli badania skupiają się na naukach na których zachód się nie skupia lub naukach konkurencyjnych czy nawet nie wygodnych z punktu widzenia zachodu to w rankingu taki kraj dołuje.
W naśladownictwie zachodu nigdy nam nie szło, natomiast zawsze mieliśmy przykłady naukowe, którymi można się było pochwalić a które mimo to nie odnosiły sukcesów.

Rojek
Gość
Rojek

Zapaść to jest mało powiedziane.