Drogą do zmian szkoły jest całościowa wizja edukacji

Opublikowano: 04.10.2010 | Kategorie: Edukacja

Liczba wyświetleń: 275

W tekście autorstwa Macieja Gduli „Jak naprawić to, co napsuła religia w szkołach” znajduje się wiele postulatów, którym warto poświęcić uwagę. Należy zgodzić się ze wstępną opinią, że „obecność religii w szkołach publicznych de facto jako jedynego przedmiotu odnoszącego się do kwestii etycznych, duchowych i seksualnych przypieczętowała monopol kościoła katolickiego na zabieranie głosu w tych sprawach w sferze publicznej, ograniczając znaczenie demokratycznej debaty”. Choć podpisałbym się pod tym zdaniem, zdecydowałbym się chyba na trochę inny język: eufemizm o nauczaniu religii w szkołach oznacza tak naprawdę indoktrynację katolicką prowadzoną w czasie katechez, na co wskazuje nie tyle niewielka wiedza Polaków o sprawach religii, co jej prawie zupełny brak.

Pomimo słusznego punktu wyjścia Maciej Gdula proponuje jednak co najmniej kontrowersyjne rozwiązania. Postaram się pokazać jak w moim odczuciu lewica powinna przystępować do krytyki instytucji takich, jak szkoła, by uniknąć Scylli przesycania programów szkolnych dodatkowymi przedmiotami, których skuteczność nauczania może być niska, i Charybdy eliminowania z życia szkoły treści humanistycznych i społecznych wraz z ich funkcją krytyczno-obywatelską.

Moim głównym zarzutem wobec bardzo ciekawych propozycji Gduli, tj. urozmaicenia programu o nowe przedmioty: filozofię, naukę o zdrowiu oraz religioznawstwo, jest brak realizmu zaznaczający się w pominięciu istniejących już przedmiotów spełniających analogiczne funkcje oraz odsunięciu najważniejszej sprawy – jasnego określenia funkcji szkoły. Moim zdaniem tutaj właśnie – w (niedo)określeniu misji szkoły – mieści się główna skaza propozycji Gduli. Otóż, gdy przyjrzymy się strukturze programowej, dostrzeżemy, że dominującą rolę odgrywają w nim egzamin po szkole podstawowej, egzamin gimnazjalny oraz matura, których funkcja modyfikuje oraz zabezpiecza wewnętrzny „kształt ideologiczny” absolwenta, tzn. produkuje jego profil, sprzeczny ze słusznymi skądinąd intuicjami Gduli. Problem w tym, że przy takich niejawnych założeniach ideologicznych szkoły nie można skutecznie realizować tego, co Gdula zleca lekcjom filozofii i nauki o zdrowiu – krytycznego myślenia oraz kształtowania obywateli świadomych swoich praw. Przypomina mi to przykład z życia akademickiego, gdzie bywa tak, że przeładowane wiedzą o prawach człowieka i doktrynach politycznych przedmioty na kierunkach społecznych wykładane są w sposób anachroniczny, a na uczelniach panuje wyzysk studentów, marginalizacja ich praw, połączone ze świętą pozycją egzaminów, egzaminatorów i stopni. Wytwarza to specyficznie skrzywioną świadomość studentów i akademików oraz ukrywa rzeczywistą funkcję edukacji: przystosowanie się do wyścigu szczurów i reprodukcję podziałów klasowych poprzez wzmacnianie selekcji, pomimo przekazu częściowo emancypacyjnych treści.

Druga sprawa to wymieniona przeze mnie istniejąca już w programach szkoły treść przedmiotów takich, jak przedsiębiorczość, historia oraz język polski. Dokonująca się tam indoktrynacja nie sprzyja kształtowaniu się postaw krytycznych, nie mówiąc już o socjalizacji od wczesnych lat szkolnych rolami zakorzenionymi w seksistowskich reprezentacjach płci, obecnych np. w podręcznikach do nauki wczesnoszkolnej. Ranga tych przedmiotów jest instytucjonalnie znacznie wyższa niż filozofii czy wiedzy o zdrowiu. W takich warunkach rola filozofii, nawet jeśli jest ona przedmiotem maturalnym, będzie taka, że dostarczy ona prawdopodobnie kolejnej encyklopedycznej wiedzy o wielkich filozofach a krytyczne myślenie, jeśli w ogóle znajdzie tam swoje miejsce, łatwo ześlizgnąć się może w narzekania na zbyt duży wpływ mediów, czy naiwne utyskiwania na upolitycznione spory polityków w sejmie. Dlaczego? Trudno sobie wyobrazić, że system szkolny oparty o dryl i obsesję na punkcie kontroli i oceniania może wzmacniać treści krytyczne, choćby z tego powodu, że trudno to sprawdzić i ocenić (jeśli w ogóle nie jest to sprzeczne w samych założeniach), co skutecznie demotywuje nauczycieli. Chodzi więc nie tyle o kierunek, ale charakter i głębokość zmian, jakie proponuje Maciej Gdula, bo w jego wizji chodzi właśnie o wydźwięk krytyczny proponowanych przedmiotów. Wydaje mi się jednak, że aby to osiągnąć, należy postawić szkole za cel (misja, o której tak dużo się mówi) wykształcenie krytycznie myślących obywateli i wskazać narzędzia całościowego jej przekształcenia. Oznacza to krytyczne wykorzystanie na tym polu już istniejących przedmiotów, które do tego celu się nadają: od WOSu począwszy, poprzez lekcje wychowawcze a na przedsiębiorczości, wuefie, języku polskim i historii skończywszy. Chodziłoby tu rzecz jasna również o kwestie, o które od tak dawna dopominają się pedagodzy, tzn. zdemokratyzowanie wewnętrznego życia szkoły, zmniejszenie liczebności klas, realne (nie fikcyjne, jak dotychczas) przestrzeganie kodeksu praw ucznia, poszanowania jego autonomii i godności, stopniowe zniesienie podziału na klasy, dzwonków i zbędnego przymusu (umundurowanie, zwracanie się per „Panie Profesorze/Pani Profesor itd. itd.)[1]. Bez tych podstawowych osiągnięć, mających już skądinąd długą tradycję w teoriach pedagogicznych, trudno myśleć na serio o nauce krytycznego myślenia. Bez takiego punktu wyjścia „krytyczne myślenie” może pozostać pustym sloganem, pod którym prawie każdy się podpisze lub zostanie on ostatecznie wypełniony przez obecnie panującą ideologię konserwatywno-neoliberalną.

Inną pułapką, w jaką zdaje się wpadać Gdula jest zadekretowana implicite wiara w moc religii. Postępujące procesy laicyzacji i spadku znaczenia religii w społeczeństwach europejskich powinny raczej postawić na porządku dziennym pytanie o sens przedmiotu religioznawstwa czy religii w szkołach. Czy cywilizacyjnie ważniejszym osiągnięciem Europy nie jest tradycja krytyki religii, tradycja oświecenia, sceptycyzmu wobec dyskursu „wartości” (w domyśle katolickich)? Wydaje się rozsądne podjęcie dyskusji, jak w świeckiej szkole osiągnąć porozumienie w kwestii: ile wiedzy przekazać na temat różnych religii, a ile treści wobec nich krytycznych. W takim ujęciu trudno popadać w dość kontrowersyjne tezy (czego Gdula nie robi, ale można założyć, że taki problem może pojawić się w toku sporu), że wiedza religijna przygotowuje do życia we współczesnym świecie, nawet jeśli jest oczyszczona z indoktrynacji poszczególnych światopoglądów religijnych.

Zamiast religioznawstwa zaproponowałbym więc krytykę religii, filozofię rozbił na logikę i etykę (występującą jako osobny przedmiot, a nie alternatywę dla religii/religioznawstwa). W tej ostatniej jest oczywiście sporo miejsca na refleksje krytyczne oraz społeczne.

Inny problem, który jest stałym punktem sporu o to jakich przedmiotów nauczać w szkole to fakt, że każdy, kto zabiera głos w tej sprawie ma własny zestaw przedmiotów i w związku z tym czasem trudno o jakiś punkt wspólny w dyskusji. Najistotniejsze wydaje mi się przyjęcie wstępnego założenia, iż jakichkolwiek nie proponowalibyśmy przedmiotów, powinny one być spójne z wstępnie założoną wizją szkoły, a w tym przypadku jest to eliminacja (złagodzenie) reprodukcji klasowej[2] oraz kształcenie krytycznie myślących obywateli. Stąd postulat wprowadzenia wymienionej przeze mnie logiki, który ciągnie się skądinąd od lat, musi znaleźć uzasadnienie w takiej właśnie wizji edukacji. Do tej pory takie pomysły były wspierane argumentem o tym, że nauka logiki sprzyja logicznemu myśleniu i niejako ma zastosowanie w „codziennym życiu”, argumentowaniu w sporach, itp. Nadal jest to argument budzący wątpliwości. Dlaczego więc warto wprowadzić logikę do programu nauczania? Rzecz w tym, że matematyka i przedmioty ścisłe nie sprzyjają utrwalaniu podziałów klasowych, kiedy są one przedmiotami egzaminacyjnymi[3], ponieważ w ich przypadku odpada możliwość oceniania na podstawie habitusu: wiedzy, czy erudycji wyniesionych z domu. Po drugie, ostatnia matura z matematyki pokazała, że zdolności matematyczne wśród chłopców i dziewcząt są dość równo rozłożone i nie ma tutaj takiego zagrożenia, że nauka ścisłych przedmiotów jest trudniejsza dla którejś z płci (jeden z możliwych kontrargumentów). Powinno się raczej zwracać uwagę na fakt, że kobiety na kierunkach ścisłych, inżynieryjnych wciąż stanowią mniejszość, a jeśli już studiują, to są tam traktowane jako osoby poszukujące kandydatów na mężów. Istnieje również problem z tym, że coraz mniej osób w ogóle wybiera kierunki ścisłe i nie specjalizuje się w rynkowo wymaganych przedmiotach, wybierając w dłuższej perspektywie bezrobocie lub przekwalifikowanie, przy czym niekoniecznie będą to wybory lepsze z punktu widzenia ich talentu i jednostkowego rozwoju. Warto więc zastanowić się nad logiką jako dodatkowym ścisłym przedmiocie motywującym do nauki i zdawania na kierunki ścisłe.

Maciej Gdula rozpoczął od zdania, że wyprowadzenie religii ze szkół jest dziś czymś nierealnym. Moim zdaniem jest to postawienie sprawy na głowie, tzn. dekretowanie krytyczności w filozofii i innych jeszcze nie funkcjonujących w szkole przedmiotach bez zmiany roli szkoły, przekształcenia konstytutywnych dla jej funkcji treści konserwatywno-liberalnych w lewicowe, nie tylko może niepotrzebnie oddawać prawicy pole debaty, ale i prowadzić do błędnych rozwiązań.

Autor: Artur Maroń
Źródło: Internacjonalista

PRZYPISY

[1] http://www.krytykapolityczna.pl/Trzy-pytania-do/Kwiecinski-Polska-szkola-nigdy-nie-byla-liberalna/menu-id-77.html

[2] por. http://www.krytykapolityczna.pl/Opinie/SaduraGrawklasyOpolskiejszkole/menuid-197.html

[3] R. Bakalarczyk, Po co komu matma na maturze?, „Przegląd” 17/2009

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...

TAGI: , , ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

1
Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Sebek
Użytkownik
Sebek

Autor tego tekstu chyba sam został nieźle zindoktrynowany, skoro twierdzi, że mamy obecnie panującą ideologię konserwatywno-liberalną…