Zwierząt w hodowlach przemysłowych przybywa. Dzikich zwierząt na wolności ubywa. Czy pierwsze może być przyczyną drugiego?

Opublikowano: 25.06.2017 | Kategorie: Ekologia i przyroda, Gospodarka, Publicystyka, Publikacje WM | RSS komentarzy

Przeczytano 86 razy!

Populacja wielu z gatunków zwierząt, w tym pingwinów, słoni czy jaguarów, od lat maleje. Części z tych fascynujących istot grozi wyginięcie. Jednocześnie niewielu z nas wie, że ogrom wołowiny, wieprzowiny, drobiu i jajek, pod którymi uginają się nasze sklepowe półki, w znaczącym stopniu się do tego zjawiska przyczynia.

„Hodowla przemysłowa powoduje ogromne szkody w przyrodzie i jest jedną z głównych przyczyn wymierania gatunków na naszym globie” – twierdzą aktywiści z kampanii wymierzonej przeciwko hodowli przemysłowej „Stop the Machine”. Według nich podstawowym problemem jest tu ogromna ilość zwierząt zgromadzonych na małej, odciętych od naturalnych pastwisk. Z powodu tego odcięcia są one karmione żywnością, która nie jest ich typowym pożywieniem, a której głównym składnikiem są genetycznie modyfikowane ziarna. Aż 35% uprawianych na świecie zbóż i soi przeznacza się na karmę dla zwierząt hodowlanych. „W ten sposób szerzymy wśród nich choroby, a żywność z nich produkowana jest uboga w składniki odżywcze. Jednocześnie sam proces produkcji rolnej staje się jednym wielki marnotrawstwem” – twierdzi Philip Lymbery, dyrektor znanej także w Polsce organizacji Compassion in World Farming (CIWF).

Co ciekawe, okres szybkiego rozwoju rolnictwa przemysłowego pokrywa się z okresem wymierania zwierząt dziko żyjących. Jak donosi dziennik The Guardian, tylko przez ostatnich 10 lat pod uprawy przeznaczono aż 40 mln hektarów ziemi, głównie w Afryce. Jednocześnie, w ciągu zaledwie 4 dekad populacja dzikich zwierząt zmniejszyła się o połowę. „The Guardian” pisze: „Dziesięć tysięcy lat temu ludzie i ich żywy inwentarz stanowiły ok. 0,1% żyjących na świecie kręgowców. Teraz jest nas ok. 96%. Czas zatem na poważną dyskusję w tym temacie.”

Wyżej wspomniana kampania „Stop The Machine” przytacza konkretne przykłady jak szkodliwa dla całych gatunków jest hodowla przemysłowa:

1. Jaguary. Obecnie na wolności żyje ich tylko 15 000. Połowa z nich w Brazylii, gdzie łąki i lasy deszczowe przekształca się pod plantacje soi stanowiącej główne źródło pożywienia dla zwierząt zamkniętych w fermach hodowlanych.

2. Słonie sumatrzańskie. Lasy nizinne, gdzie żyją te słonie, wycina się pod plantacje palmowe. Przy produkcji oleju palmowego powstaje produkt uboczny: ziarna palmowe, wysyłane następnie do hodowli przemysłowych w Europie. Dzięki temu zysk uprawiających olejowce wzrasta, podobnie jak i areał przeznaczany pod ich uprawy.

3. Pingwiny przylądkowe. Farmy rybne, określane mianem „morskich hodowli przemysłowych”, są tak samo szkodliwe dla środowiska jak ich lądowe odpowiedniki. Mieszkające w Południowej Afryce pingwiny są niedożywione, ponieważ ogromne ilości ich pokarmu: ryb wyławia się dla hodowlanych łososi czy kurczaków.

Nazwa kampanii „Stop the Machine” wywodzi się z przekonania, że dzikie gatunki zwierząt przeżyją jeśli my zahamujemy machinę rolnictwa przemysłowego: „Jedyną nadzieją dla tych zwierząt jest podjęcie przez nas natychmiastowych działań. Intensywna hodowla jest jedną z głównych przyczyn wymierania gatunków i zanikania bioróżnorodności. 60% naszej przyrody ginie z powodu produkcji żywności. Musimy zatrzymać tą szaloną maszynę, która zabija dzikie zwierzęta by wyprodukować śrutę sojową, zanieczyszcza nasz świat, szkodzi naszemu zdrowiu i wywołuje cierpienie milionów zwierząt.”

Ale czy świat nie będzie głodny bez hodowli przemysłowej? Mówi się, że rolnictwo przemysłowe jest najlepszym rozwiązaniem dla rosnącej populacji ludzi, ale to nieprawda. Ponad połowa kalorii na świecie pochodzi z pszenicy, ryżu i kukurydzy, co nie tylko jest niezdrowe, ale również zakłóca równowagę ekologiczną. Jak czytamy w magazynie „BioGraphic”: „W latach 1950. i 1960. tzw. „zielona rewolucja” dała rolnikom wysokoplenne odmiany pszenicy i ryżu, hybrydy kukurydzy i nowoczesne pestycydy. Wydajność produkcji rolnej z hektara wzrosła, szczególnie w Azji, co niejednemu mieszkańcowi wsi uratowało wtedy życie. Jednak ilość rodzajów uprawianych roślin zmniejszyła się. Setki jadalnych gatunków odsunięto na rzecz wysokokalorycznych ziaren. W ciągu zaledwie kilku dekad rolnictwo zmieniło się ze skomplikowanego, różnorodnego i regionalnego przedsięwzięcia w prostą produkcję przemysłową.”

Niestety, kiedy rolnicy zaczęli uprawiać głównie pszenicę, ryż i kukurydzę (także z przeznaczeniem na pasze) w ciągu jednego wieku zniknęło ponad 75% genetycznej różnorodności. „Tymczasem nieustający marsz w kierunku monokultury ” – czytamy w „BioGraphic” – „pozostawia po sobie jednorodne pola, które są dużo łatwiej zniszczy susza, szkodniki czy choroby.”

Według CIWF zaprzestanie karmienia zwierząt hodowlanych ziarnem dałoby możliwość wyprodukowania jedzenia dla kolejnych 4 miliardów ludzi. CIWF wskazuje, że według Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) zebrane w 2014 plony wystarczyłyby do nakarmienia 15 miliardów ludzi, tj. dwukrotnie więcej niż jest nas teraz, jednak ogromną ich część zjadły zwierzęta hodowlane.

Rzeźnia to ostatni etap życia zwierzęcia hodowlanego. Zgodnie z obowiązującym prawem, poza ptactwem, nie wolno już samemu zabijać zwierząt hodowlanych. Dla wielu małych gospodarstw konieczność uboju w uprawnionej do tego rzeźni stanowi nie lada problem, ponieważ i nią rządzi pieniądz. W samych Stanych Zjednoczonych działa 1100 rzeźni. Aż w 215 z nich zabija się 90% wszystkich przeznaczonych do uboju zwierząt. Do niektórych trafia nawet 35 000 zwierząt dziennie. Stąd dla wielu rolników znalezienie w sąsiedztwie małej rzeźni, która etycznie podchodzi do istot żywych i jest w stanie sobie poradzić z ich różnym wiekiem i rozmiarem, jest niemalże niemożliwe i zniechęca do utrzymywania hodowli. A to prowadzi do jednego: na rynku hodowlanym zostają duzi gracze ze swoimi przemysłowymi fermami.

A co z odchodami zwierząt hodowlanych? W Stanach Zjednoczonych w hodowlach przemysłowych powstaje 500 milionów ton odchodów rocznie, tj. trzykrotnie więcej niż od ludzi. Ilość ta jest tak duża, że nie da się jej zagospodarować na polach. W przypadku USA stanowią już one główne źródło zanieczyszczeń środowiska, ponieważ układa się je na otwartym powietrzu w stosy, a te łatwo wypłukują deszcze czy powodzie. W 2017 do amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska wpłynęła petycja, by zezwolenia dla ferm przemysłowych były wydawane jedynie dla określonych ilości przetrzymywanych w nich zwierząt i sposobu obróbki odchodów. Agencja odpowiedziała, że tylko 75% gospodarstw hodowlanych musi się o takie zezwolenie ubiegać, a jedynie 40% w rzeczywistości takowe posiada.

Rozwiązaniem są naturalne pastwiska. Naśladując naturalne zachowanie migrujących stad dzikich zwierząt, czyli pozwalając zwierzętom hodowlanym paść się na wolności i przemieszczać po wyznaczonych trasach, rolnicy mogą wspomóc Matkę Naturę w jej regeneracji. Dzięki temu zmniejszy się także ilość dwutlenku węgla w atmosferze, a żyzność gleby wzrośnie. Nie da się dalej ignorować faktu, że rolnictwo przemysłowe niszczy naszą planetę i jej mieszkańców. Jednocześnie obawy, że powrót do naturalnych metod upraw wywoła falę głodu na świecie, należy uznać jako całkowicie bezpodstawne.

Opracowanie: Xebola
Zdjęcie: Hans (CC0)
Źródło oryginalne: Articles.Mercola.com
Źródła polskie: Xebola.wordpress.com

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...

TAGI: ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU: Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

2 komentarze

  1. Waldorfus 25.06.2017 14:25

    Jedyną nadzieją – zwierze polityka

    Bo zbliża się ważne dla nas zwierzaków głosowanie: przemysł futrzarski i w nim zwierzęta hodowlane.

    Za nieludzkie traktowanie – tzn odhumanizowane bo ludzkie zachowania można różnie oceniać – odpowiedzialna jest – niestety, szanowni Państwo – polityka i wybory; przed tym nie uciekniemy…
    W art. pisze dużo o sztucznej hodowli, a ja, w związku z tym, chciałbym nawiązać do sztucznych podziałów, ale właśnie w tej polityce: na prawicę i lewicę. Które te podziały niczego dobrego nie przynoszą poza niepotrzebnym antagonizowaniem – nie tyle antagonizowaniem prawicy z lewicą co – niektórych ludzi na prawicy z innymi ludźmi na lewicy, co niektórych ludzi, niepotrzebnie skłóca. Jak to się dzieje?

    W związku z tym pytaniem, chciałbym przytoczyć dwa dość ciekawe przykłady – art. poświęcone hodowli zwierząt na futra; oba napisane przez dość znanych dziennikarzy prawicy, ale jakże się od siebie różniące:

    Konserwatywnego, pozbawionego wszelkich skrupułów i ludzkich odruchów cynika – Łukasza Warzęchy z – https://dorzeczy.pl/kraj/33368/Kto-sie-zapisal-do-Razem-czyli-o-hodowli-zwierzat-futerkowych.html

    Pytanie ile od „platformerskich” mafiozów – którzy władają obecnie tym rynkiem – zarobił na tym tekście konserwatywno-prawicowy Warzęcha? Oto kilka jego „kwiatków” z powyższego linka:

    „(…)2. Całkowicie bezkrytycznie, bez śladu sceptycyzmu, przyjmuje Mucha stanowisko lewackich ekooszołomskich organizacji – Otwartych Klatek i Vivy. (…)”
    Choć — jak na powyższym przykładzie — padają w nim na ogół same inwektywy i nic poza tym…

    Przykład cynicznego braku skrupułów – traktowania czującej i myślącej istoty tak jak przedmiotu: „(…)6. Przewija się argument, że futro to „zbytek”, a więc nie jest konieczne. Zła wiadomość dla Muchy: zapewne przynajmniej połowa światowej gospodarki jest napędzana potrzebą „zbytku” – kupowania czegoś, co nie jest niezbędne. (…)”

    Próba rozmycia: „(…)Tu oczywiście pojawia się kontrargument: ale za przemysłem futrzarskim stoi cierpienie zwierząt. Cóż, „cierpienie” zwierząt stoi za przemysłem jajczarskim, skórzanym czy rzeźnym(…)” – nie biorąc pod uwagę tego że futra nie służą do jedzenia, a jedynie – biorąc pod uwagę brak potrzeb podyktowanych samym odzianiem się a nowoczesną garderobą – zaspokojeniem próżności człowieka kosztem niewyobrażalnego cierpienia zwierząt hodowlanych stłoczonych całymi dziesiątkami tysięcy w jednym miejscu, makabrycznymi scenami odbierania im życia, nie biorąc pod uwagę tego smrodu i much wdzierających się wszystkimi możliwymi szparami do domów okolicznych mieszkańców, Warzęcha dalej kontynuuje swój „mądry racjonalny”, konserwatywny wywód. Na końcu stosując kolejne rozmycie, i podpierając się – z kolei, swoje własne kuriozum które wymyślił – po tym co sam napisał o próżności. Tyle tylko że porównał w nim zwierze do przedmiotu i psowatego lisa — mądrego jak psa — do żaby.

    Po przeczytaniu tekstu Warzęchy, zabrałem się za teks – jego oponenta Wojciecha Muchy z: http://gpcodziennie.pl/65349-jakprawicenafutroprzerobic.html

    – po przeczytaniu którego wróciła mnie nieco nadzieja, że na prawicy są jeszcze ludzie którzy posiadają takie organy – „emocjonalne” – ja zwie je Warzęcha – „serca”. Czytając Wojciecha Muchę z GPC, bez głębszej analizy merytorycznej samego charakteru piśmiennictwa – która w tej sytuacji nie była wcale konieczna – stwierdziłem że to co Wojciech Mucha napisał, jest całkiem szczere. Mimo że posłużył się na końcu badaniem opinii publicznej w którym Polacy nieomal jednomyślnie opowiadają się za likwidacją barbarzyńskiej hodowli na futra, czego nie raczył zauważyć w swoim tekście makiawelista – Warzęcha – któremu prawdopodobnie jedna z organizacji dobrze zapłaciła za te jego wypociny. Wypociny – bo człowiek ten nieźle się napracował żeby pokrętnie zdezawuować w swoim kompletnie nieobiektywnym tekście, intencje, i odwrócić kota ogonem – w brew pozorom – choć opierające się o ludzkie/chrześcijańskie miłosierdzie, to racjonalne – argumenty Wojciecha Muchy z GPC.

    Polecam oba teksty. Szczególnie tym którzy dali się wciągnąć w ten wir nienawiści dzielący Polaków na lewicę i prawicę, a światu odbierając prawomyślność. Która teraz, decyzjami wyborców na całym świecie, nie może już bronić nawet życia poczętego człowieka, a co dopiero prawa zwierząt do życia na wolności. Nie może już bronić, bo taki jeden człowiek – stosując jego własną terminologię – „zafiksowany”, „oszołom” prawicy, intelektualista z duszą gada („duszą gada” to już nie jego słowami) – Łukasz Warzęcha z dorzeczy.pl – okopał się ze swoim Kościołem i na samym początku tych swoich wypocin, broniąc nawet uboju rytualnego prowadzonego na zwierzętach, przytaczając wyssany z palca naskórkowy argument natury ekonomicznej, wywołał taką nienawiść do prawicy, że w całym obszarze cywilizacji Zachodu stała się ona nieszczęsna – jedynie marginesem wyborczym. A jedyny zafiksowany na punkcie ekonomi bohater „racjonalnego” rozsądku Łukasz Warzęcha, odniósł tym samym ekonomiczny „sukces” prawicy – jej upadek na całym świecie.

    Kiedy się ona – ta konserwatywna samobójcza prawica Warzęchy – podniesie? Mam nadzieję że nieprędko, i że prezes dziś największej partii w Polsce, opiekun kota Fiony Jarosław Kaczyński, nie dopuści do tego aby tacy ludzie jak Warzęcha czy jego autorytet ekonomiczny – dr Marian Szołucha – zrobili z Polski średniowieczny skansen barbarzyństwa, jednocześnie skazując nasz kraj na ekonomiczny upadek – dzieląc los pozostałych partii prawicowych świata kultury zachodu, który min za to właśnie został rozliczony – za brak chrześcijańskiego „serca” – ludzkich skrupułów, a nie „argumentów emocjonalnych” – jak raczył je nazwać prawicowy samobójca – Warzęcha, z Kościoła Zerwiskórów. Któremu teraz, żeby wygrać z lewicą, pozostał jedynie jej lewicowy/islamski strach jaki ta lewica ze sobą niesie. Wszak aborcji, Warzęcha już się nie potrzebuje bać; przecież już się narodził.

  2. mr_craftsman 26.06.2017 04:40

    to w takim razie Dania – zdecydowany lider w hodowli zwierząt na futra – to dopiero musi być „średniowieczny skansen barbarzyństwa”.

    to „zachód” jest regionem barbarzyńców, stosującym bez przerwy Filozofię Kalego – na zachodzie robią pewne rzeczy dla ogromnych zysków, a jednocześnie opłacają w Polsce krzykaczy, którzy mają wpędzić nas w kompleksy, i odwieść od robienia tych zyskownych rzeczy, które robi zachód.

    analogicznie jest z węglem, z gazociągami, z żywnością sprzedawaną u nas drożej i w gorszej jakości, itd…

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.

pl Polish
X