Pusty grobowiec Jezusa

Opublikowano: 09.03.2019 | Kategorie: Publicystyka, Publikacje WM, Wierzenia

Liczba wyświetleń wpisu: 2835

Postać Jezusa z Nazaretu, opisana skrótowo głównie w czterech Ewangeliach, wspominana szczątkowo w dziełach starożytnych historyków (Tacyt, Pliniusz), a także w apokryfach jest jedyną postacią ze starożytności powszechnie znaną już na całym świecie, ale i jedyną, o której wszyscy wyznawcy trzech głównych nurtów chrześcijaństwa twierdzą, że po swej męczeńskiej śmierci (kara śmierci za zakłócenie porządku publicznego podczas najważniejszego corocznego święta paschy w głównej świątyni, znane jako „wyrzucenie kupców ze świątyni”) ponownie ożył, czyli de facto – żyje po dziś dzień. Przez niemal dwa tysiące lat zastanawiano się kim naprawdę był? Niezwykłym, ale jednak tylko człowiekiem? Czy miał cechy boskie, z innego wymiaru istnienia?

W XIX wieku historycy, przynajmniej najwybitniejsi (Renan) twierdzili, że nie tylko Jezus nie zmartwychwstał, ale że w ogóle nie istniał, nie ma więc sensu twierdzenie, że powróci, jak zapowiadał chwilę przed śmiercią, aby osądzić cały świat i rozpocząć tysiącletnie królestwo miłości i pokoju, „królestwo niebieskie”. Ówcześnie historycy podobnie twierdzili o autorstwie Iliady – „Homer” to nie jakiś konkretny autor, ale po prostu „człowiek”, czy nawet „ludzie”. Tzw. kwestia homerycka polegała na odejściu (podobnie było z ustalaniem autorstwa np. psalmów czy w Polsce „Trenów” Kochanowskiego) od sądu, że oba poematy epickie napisał jeden wybitny autor, lecz że jest to dzieło zbiorowe, a więc anonimowe, bo starożytni nie znali czegoś takiego jak pojęcie „autorstwa” (grec. auto – swój, swoisty, własny, samodzielny), a w średniowieczu powstające komentarze i kompilacje miały celowo anonimowy charakter, ponieważ tak nakazywała skromność i pokora, zresztą większość dzieł to były kopie, przepisywane przez pracowitych mnichów w klasztorze.

Jednak w XX wieku dzięki badaniom stylistycznym uznaje się, że poematy homeryckie napisał, a raczej zredagował jeden autor, nazywany umownie „Homerem”. Przywrócono też historyczność Jezusa z Nazaretu, przynajmniej w sensie świeckim – Jezus na pewno (wedle historyków I poł. XX wieku) żył, choć raczej tylko nauczał, ale nie czynił żadnych cudów, bo temu przeczy zdrowy rozsądek, są one jakby ubarwieniem rzeczywiście przełomowego charakteru moralnej nauki proroka z Betlejem.

Poza tym, że żył i nauczał, oraz zmarł przedwcześnie skazany na karę śmierci, nic pewnego nie wiemy, szczególnie o dzieciństwie, ojcostwie, wykształceniu, najbliższej rodzinie, ba, nie jest nawet (na skutek słynnego błędu w kalendarzu w IV w. n.e.) pewne, że obecnie mamy rok 2019, bo mnich pomylił daty o jakieś 6/7 lat naprzód – wedle prawdziwego kalendarza mielibyśmy tedy rok 2013/20014, a narodzenie Jezusa za czasów Heroda miało miejsce w tym przypadku kilka lat przed naszą erą. Natomiast jako datę śmierci większość (ale nie wszyscy) badaczy uznaje piątek 7 kwietnia 30 r. Jezus został pospiesznie zasądzony, torturowany i zgładzony, czego świadkami było wbrew pozorom niewiele najbliższych osób w wigilię szabatu, pogrzebany, a po dwu dniach rankiem 9 kwietnia wiele osób twierdziło, że widzieli Go znowu żywego. Co więcej, miał ukazywać się potem jeszcze przez 40 dni wielu osobom (nawet 500 braciom naraz, jak pisze ewangelista), by następnie na oczach znowu kilku świadków (uczniów) wstąpić do nieba, nakazując głoszenie ewangelii (dobrej nowiny o zbawieniu) wszystkim narodom, dopóki nie nastąpi koniec świata i Jego drugie przyjście w chwale. Tyle mówi wiara ponad dwu miliardów chrześcijan.

Jedynym twardym dowodem zmartwychwstania ma być znaleziony rano w niedzielę otwarty i pusty grób oraz kilka prześcieradeł i chusta na głowie. Istnieje wiele legend (chusta Weroniki, chusta z Manopello oraz oczywiście całun turyński z całym wizerunkiem jakoby Jezusa), ale je tu pominiemy.

Czy istniały alternatywne wyjaśnienia pustego grobu? Tak, a jedno z nich podaje nawet ewangelia – kiedy rzymscy strażnicy grobu (co na prośbę Żydów zlecił sam Piłat, chcąc zapobiec kradzieży ciała przez uczniów) uciekli z nieznanego powodu, opuszczając miejsce pracy, Żydzi powiedzieli, aby zaczęli rozpowiadać, że wykradli Go uczniowie, a oni sami wzięli na siebie odpowiedzialność przed namiestnikiem. Już to wskazuje, że żołnierze nie twierdzili, że ciało wykradli uczniowie, stąd wniosek, że zmartwychwstał, bo gdyby tak powiedzieli, to Żydzi nie instruowaliby ich, co mają mówić opinii publicznej. Ani więc Żydzi ani straż nie byli wcale pewni, że uczniowie w tym mieli udział. Czy były jeszcze inne wersje? Tak, ale tylko w skrócie: Jezus miał nie umrzeć, lecz przeżyć letarg, potem opuścić Jerozolimę i wyjechać do Indii bądź Europy, mieć żonę i dać początek jakimś znanym rodom królewskim. Ten trop, w istocie interesujący do przesady rozwinęli autorzy książek fikcyjnych (np. słynny “Kod da Vinci”), tym samym go kompromitując. Film „Body” z Antonio Banderasem opowiadał o znalezieniu prawdziwego grobu Jezusa, a w nim szczątków ludzkich, na których miały być ślady ukrzyżowania, a w sposób dokumentalny wersję tę drążył potem Cameron, ogłaszając, że odnaleziono zbiorowy grobowiec z I w. n. e., a w nich urny z imionami rodziny Jezusa i jeden pusty grób z imieniem „Jezusa, syna Józefa”. Wersję tę wyśmiali nawet archeolodzy żydowscy, niewierzący w zmartwychwstanie, twierdząc, zresztą słusznie, że imię Jezus było wtedy bardzo popularne, podobnie jak imiona Maria, Józef, Jakub, Juda. Istniały też teorie, że zamiast Jezusa na krzyżu zmarł ktoś inny.

Autor słynnej „Historii świata” Wells (ten, co napisał znany „Wehikuł czasu”) Jezusa traktuje ściśle historycznie, omawiając wyłącznie nauczanie, pomija milczeniem kwestie „pozagrobowe”, zatrzymując się nawet nie w momencie pogrzebu, lecz śmierci. Jakoś tak jest, że właśnie najmniej pisze się o sobocie, kiedy Jezus przebywał w grobowcu. Dlaczego powszechna jest ta „droga na skróty”, przeskok z chwili zdjęcia z krzyża i opłakiwania, do poranka dn. 9.04.30 r.? Rozwiązanie zagadki kryje prawdopodobnie właśnie szabat. Czy istnieje jeszcze inna możliwa wersja rekonstrukcji zdarzeń z tamtego kwietniowego gorącego z emocji weekendu w Jerozolimie? Istnieje, i krótko ją tu przedstawimy, zastrzegając, że jest ona autorstwa niżej podpisanego piszącego te słowa.

Cztery opisy pogrzebu Jezusa z Nazaretu – analiza porównawcza

W uznawanej za najstarszą (choć tak nie było) ewangelii Mateusza czytamy, co następuje: “Gdy zaś nastał wieczór, przyszedł pewien człowiek bogaty z Arymatei, imieniem Józef, który też był uczniem Jezusowym. Ten poszedł do Piłata, i poprosił o ciało Jezusowe. Wtedy Piłat kazał oddać ciało. A Józef wziąwszy ciało, owinął je w czyste prześcieradło, i położył je w nowym grobie swoim, który był wykuł w skale. I przywalił do drzwi grobu kamień wielki, i odszedł. A była tam Maria Magdalena i druga Maria, siedzące naprzeciw grobu.”

Z tego fragmentu istotne są następujące informacje: pogrzeb odbył się wieczorem z inicjatywy bogatego (tu jest to akurat dość istotne) ucznia Jezusa, niejakiego Józefa z Arymatei, który poprosił o oddanie ciała (kto je więc miał między dekrucyfikacją, a momentem rozkazu wydania?), owinął je w jedno, czyste prześcieradło (obie informacje znowu paradoksalnie są istotne – było jedno i pewnie nowe, bo czyste – nie znano przecież skutecznych metod czyszczenia). Jednak jeszcze nie to jest najważniejsze – Arymatejczyk miał własny grobowiec, nowy (jeszcze nie używany), który wykuty został w skale, co było typową formą ówczesnego pochówku, podobnie jak zastawienie kamieniem (podobnie w opisie rzekomego wskrzeszenia młodzieńca Łazarza Jezus każe „odsunąć kamień”), namaszczenie (przypominające egipskie balsamowanie), ale namaszczano jedynie ludzi z „górnej półki”, by tak rzec. Historycy słusznie twierdzą, że wbrew Cameronowi biedne rodziny (a z takiej pochodził Jezus) nie mogły mieć własnych grobowców rodzinnych w Jerozolimie, zwłaszcza w bogatych dzielnicach, czy centrum.

Oczywiście dwa tysiące lat to sporo, aby zmieniła się urbanistyka miasta, tak, że istnieją dwa konkurencyjne miejsca złożenia Jezusa do grobu, z czego raczej odpada skalista Golgota (dlaczego Rzymianie mieliby się trudzić wbijaniem w skałę krzyży, z drugiej strony wiadomo, że krzyż miał kształt litery T, bez górnej części, tabliczkę z nazwą przestępstwa przybijano w miejscu przecięcia wertykalnej i horyzontalnej belki (tę ostatnią tylko nieśli skazańcy, pionowe były cały czas wbite na miejscu, egzekucji było bardzo dużo i często), co umożliwiał fakt, że skazaniec nieco „opadał” po wciągnięciu na słup i przebiciu nóg (inaczej niż chce tradycja ikonograficzna między kostkami nóg z boku krzyża, a nie przez dwie „skrzyżowane” kończyny, podobnie inaczej przebijano dłonie, dodatkowo podtrzymując skazanego prawdopodobnie sznurami.

Z tego fragmentu jeszcze warto zanotować, że na pogrzebie były jeszcze tylko dwie osoby – Maria Magdalena (rzekoma żona Jezusa) oraz druga Maria (ale nie Matka), nikogo więcej, bo wszyscy uciekli ze strachu. Dlaczego nie było tam matki i ucznia Jana, autora późniejszej najstarszej ewangelii? Co się podczas pogrzebu działo w Jerozolimie? To są bardzo istotne pytania. Ewangelista dodaje, ale nie musi to być istotne, że obie kobiety „siedziały naprzeciw grobu”. U Marka (to jest tak naprawdę najstarszy zapis ewangelii, oczywiście bez oryginałów, bo te zaginęły czy zostały celowo zniszczone albo schowane, nie wiadomo) jest trochę podobnie (bo nie tak samo, co byłoby właśnie podejrzane), trochę niepodobnie. “Skoro już nastał wieczór (ponieważ był to dzień Przygotowania, który jest przed szabatem), przyszedł Józef z Arymatei, dostojny senator, który też oczekiwał królestwa Bożego, i śmiało wszedł do Piłata, i prosił o ciało Jezusowe. A Piłat się zdziwił, czyby już skonał. I wezwawszy setnika, zapytał go, czyby już umarł. A dowiedziawszy się od setnika, darował ciało Józefowi Józef zaś, kupiwszy prześcieradło i zdjąwszy Jezusa, owinął go w prześcieradło i położył w grobie, który był wyciosany w skale, i przywalił kamień do drzwi grobowych. A Maria Magdalena i Maria Józefowa patrzyły, gdzie go kładziono.”

Autor zaznacza i to jest istotny wątek, że piątek jest dniem Przygotowania, poprzedzającym szabat, upamiętniający stworzenie świata (siódmy dzień, odpoczynek Stwórcy) oraz przede wszystkim wyjście Izraelitów pod wodzą Mojżesza z niewoli egipskiej. Kim jest tutaj Arymatejczyk? Jeszcze tylko senatorem i ogólnie „oczekującym królestwa Bożego” (nie uczniem Jezusa), który „śmiało” (to znaczy, że był nie tylko bogaty, jak chce Mateusz, ale i wpływowy), Piłat zdziwiony szybką śmiercią (co wedle innych wskazuje, że Jezus wbrew pozorom nie miał mocnego zdrowia, skazani umierali nieraz dwa-trzy dni, często trzeba było ich dobijać, jak pozostałych dwu „łotrów”), lecz najwyraźniej nie dowierza jednak Józefowi, bo dopiero kiedy wezwany setnik potwierdza fakt zgonu (co ukróca w tym momencie spekulacje o rzekomym omdleniu Jezusa i przebudzeniu w grobie), ten oddaje ciało Józefowi. Tu się wyjaśnia to, gdzie było ciało po egzekucji – prawdopodobnie rzymscy żołnierze, którzy wykonywali egzekucję, musieli ją też skończyć, a potem oddawali ciało Piłatowi, który decydował, co dalej.

Nasuwa się tu najistotniejsze pytanie, którego jeszcze przez dwa tysiące lat nikt chyba nie zadał – gdzie chowano innych skazanych, gdzie pochowano tych „łotrów”? Czy istniało wspólne miejsce pochówku, gdzie wrzucano ciała, by w ten sposób jeszcze pohańbić ich po śmierci (np. w Antygonie Sofoklesa łamie zakaz i wbrew prawu państwowemu, które zabraniało grzebać zdrajców, urządza pogrzeb swemu bratu, co przypłaca śmiercią; a jak pamiętamy z Iliady, ciała wrogów hańbiono w ten sposób, że ciągnięto je za wozem dokoła miasta). Potwierdza się, że prześcieradło było nowe, bo ewangelista dodaje, że wcześniej je kupił (potwierdza to też pośrednio, że był bogaty, bo płótna były bardzo drogie, wykonywano je przecież chałupniczo jako rękodzieła, co podnosiło siłą rzeczy cenę). Lecz dalej już jest inaczej – tekst sugeruje, że w momencie prośby, ciało Jezusa jeszcze było na krzyżu, a tym samym obala hipotezę, że żołnierze rzymscy kończyli sami całą brudną robotę. Potem jest tak samo (oczywiście w innych słowach), ale istotny może okazać się detal, że oprócz kamienia istniały jeszcze jakieś „drzwi grobowe”, bo określeniem tym nie można oznaczyć samych skalnych ram wnęki. Podobnie są świadkowie – kobiety, które specjalnie „patrzyły, gdzie go położono”, wiedziały więc, gdzie przyjść z olejkami po szabacie.

Łukasz był greckim lekarzem, a jak chce tradycja wiele szczegółów wziął nie tylko z wcześniejszych ewangelii i tradycji ustnej (a ostatnio postuluje się istnienie zaginionej protoewangelii, którą używano w czasie liturgii, wielokrotnie przepisywano i krążyła w licznych odpisach, zanim powstawać zaczęły osobne ewangelie), ale i od samej matki Nazarejczyka. Podaje wiele dalszych detali na temat Arymatejczyka – był „dobry i sprawiedliwy” (więc oczekiwał królestwa), ale zarazem był członkiem wysokiej Rady, która uczestniczyła w parodii procesu sądowego (bo wyrok był „ich”), tak więc zapewne wyrok ogłaszano drogą głosowania, które już wtedy znano, byłoby to więc takie niby „liberum veto”, czy „votum separatum”), dodaje, że Arymateia była miastem „judzkim” (leżała w Judei, której namiestnikiem był wtedy właśnie Piłat z Pontu, tak więc Józef był też pod władzą rzymską Piłata), sam zdjął ciało z krzyża (co potwierdza obalenie hipotezy o procedurze kończenia egzekucji), dodaje też pośrednio, że grób był nowy (bo nikt jeszcze nie został złożony). „Niewiasty” to zapewne Maria i Magdalena, ale tu mamy dalszą informację, że obejrzały nie tylko miejsce pogrzebu, lecz również sposób ułożenia ciała (wewnątrz wykuwano jakby wnęki dokoła w ścianach), i wróciły, aby przygotować balsamowanie, które uniemożliwiło święto żydowskie: “I Oto mąż imieniem Józef, który był członkiem Rady, mąż dobry i sprawiedliwy – ten nie był się zgodził na ich wyrok i uczynki – z Arymatei, miasta judzkiego, który też i sam oczekiwał królestwa Bożego. Ten przyszedł do Piłata, i poprosił o ciało Jezusa. I zdjąwszy, uwinął w prześcieradło, i położył je w grobie wykutym, w którym nikt jeszcze nie był położony. A był to dzień Przygotowania, i szabat się zaczynał. Niewiasty zaś, które z nim przybyły z Galilei, przyszedłszy, obejrzały grób, i jak było położone ciało jego. A wróciwszy się, przygotowały wonności i maści. Ale w szabat dały pokój, według przykazania.”

U Jana podobnie, ale nie tak samo: “Potem zaś poprosił Piłata Józef z Arymatei (przeto że był uczniem Jezusowym, lecz tajemnym z bojaźni przed żydami), żeby mógł zdjąć ciało Jezusowe. I pozwolił Piłat. Przyszedł więc, i zdjął ciało Jezusowe. Przybył też i Nikodem, który niegdyś przyszedł był w nocy do Jezusa, niosąc mieszaninę mirry i aloesu około stu funtów. Wzięli więc ciało Jezusowe, i obwiązali je z wonnościami w prześcieradła, jak żydzi mają zwyczaj grzebać. A na miejscu, gdzie został ukrzyżowany, był ogród, w ogrodzie zaś grób nowy, w którym jeszcze nikt nie był położony. Tam więc, ponieważ grób był blisko, z powodu żydowskiego dnia Przygotowania, położyli Jezusa.”

Ważne są podkreślone detale, nieobecne wcześniej – Józef był jednak co prawda uczniem Jezusa, ale „tajemnym”, bo bał się Żydów (czyli ludzi z Rady, w której jednocześnie zasiadał), czyli właściwie po cichu sympatyzował z naukami Jezusa, raczej nie chodził z nim ani nie przyjmował go w domu, inaczej niż wspomniany tu nieoczekiwanie Nikodem, od którego – jak wyjaśnia wreszcie ewangelia – pochodziły olejki (dokładnie: mirra i aloes, w ilości stu funtów wagi, co było bardzo dużą liczbą i generowało wysoki koszt), być może do spółki z Arymatejczykiem.

Autor jednak twierdzi, że było więcej niż jedno płótno, w które „obwiązali” (czym? samymi płótnami, tak jak Łazarza, który wyszedł będąc jakby „zabandażowany”, co przypominało do złudzenia pochówki faraonów czy jeszcze czymś?) ciało, ale od razu dodali owe „wonności”. Grób był w ogrodzie, gdzie został ukrzyżowany – gdzie więc w końcu zginął? W ogrodzie wewnątrz murów miejskich – bo posiadłość należała do bogatego Żyda, czy na skale poza murami? Istotne jest, że jak wynika z tekstu, wybór pada na miejsce to, a nie inne z dwu powodów, wzajemnie się popierających – śpieszyli się, bo nadchodził szabat, a ten akurat grób był blisko. Nie ma tu mowy o innych czynnikach, takich jak aspekty szacunku dla Zmarłego i tak dalej – pamiętać należy, że byli to ludzie praktyczni, wręcz materialistycznie nastawieni do świata.

Wielka Sobota, nie taka wielka?

O tym, co działo się od momentu pospiesznego, prowizorycznego pogrzebu (co w klasycznej monografii “Dzieje Jezusa Chrystusa” R.L. Bruckbergera przyznaje nawet sam autor, żarliwy chrześcijanin-katolik) do opisu rzekomych „spotkań III stopnia” Jezusa z uczniami, uczennicami (ale zauważmy od razu: nie ma nigdzie wzmianki, aby ukazał się On swej… Matce, jeśli nie liczyć rzekomego spotkania w wieczerniku w kolejną niedzielę, drugą po wielkiej nocy) milczą jak zaklęci Marek, Łukasz oraz najbliższy uczeń Jan, a tradycja podaje tyle, że – podobnie jak Oryfeusz – zstąpił do “piekieł” (a więc nie do „piekła”? – temat na osobny tekst), jedynie Mateusz próbuje ustalić jakikolwiek kontekst. Nawiasem mówiąc ewangelie są kompletnie akontekstualnymi tekstami, jakby powstawały w izolowanej grupie ludzi prawie, że z marginesu, bo nigdzie nie ma informacji, co się działo w ważnych taktycznie miejscach podczas całej afery z Jezusem: jakie decyzje podejmowały wszystkie „vipy”, gdy umierał, podczas pogrzebu i właśnie w szabat. Właśnie. Oto ledwie, ale jednak zarysowany kontekst. Ewangelista zwany umownie Mateuszem (celnik?) pisze, że: “Nazajutrz zaś, to jest w dzień po Przygotowaniu, zebrali się przedniejsi kapłani i faryzeusze u Piłata, mówiąc: Panie, wspomnieliśmy, że ten zwodziciel powiedział jeszcze, żyjąc: Po trzech dniach zmartwychwstanę. Rozkaż więc, aby strzeżono grobu aż do dnia trzeciego, by przypadkiem nie przyszli uczniowie jego i nie ukradli go i nie powiedzieli ludowi: Powstał z martwych. I będzie ostatni błąd gorszy niż pierwszy. Rzekł im Piłat: Macie straż, idźcie, strzeżcie, jak umiecie. A oni poszedłszy, obwarowali grób, zapieczętowawszy kamień, straże postawili.”

To bardzo istotne, czy rzeczywiście tak było, bo nigdzie nie ma słowa o straży przygrobowej u synoptyków. To nie jest takie nic, jeśli trzech pośrednich świadków (właściwie powiedzielibyśmy dziś: tylko reporterów) nie wspomina o czymś takim. A to właśnie jest bardzo istotne w tej całej historii, tutaj mozolnie rekonstruowanej. Była więc jakaś (czy jedna? Ile trwała? Kto tam był konkretnie? Jak przebiegało zebranie?) narada kapłanów i faryzeuszy (a więc nie wszystkich stronnictw religijnych ówczesnego judaizmu, nawet saduceuszy, ale oni w ogóle nie wierzyli w możliwość jakiegokolwiek powstania z martwych, więc dlatego nie brali udziału?), w czasie której ustalono, że grób będzie chroniony, ale tylko z inicjatywy i rękami żydów, i to tylko przez okres szabatu, przez trzy dni (właściwie: od piątkowego wieczora do północny z soboty na niedzielę, maksymalnie zaś do świtu, kiedy zaczynał się kolejny, zwykły dzień pracy (dzień powszedni, roboczy), tak, jak dla nas poniedziałek. Grób został „obwarowany” (co to znaczy konkretnie?) oraz „opieczętowany” (to już bardziej ściśle). I tyle.

Mała „wielkanoc”…?

I tu zaczynają się problemy. Zacznijmy od początku. Józef z pomocą kilku osób (dwie kobiety? Nikodem? Ktoś jeszcze?) chowa szybko Jezusa w swoim nowym grobie blisko miejsca kaźni (co sugeruje, że nie była to wcale Golgota, ale że Jezusa po prostu ukrzyżowano w ogrodzie zwanym Getsemani (inaczej: Oliwny), przybijając do któregoś z licznych tam drzew, co było tłumaczyło trudność, jakby się aż trzy naraz krzyże miały zmieścić na malutkiej górze czaszki, zwanej kalwarią, czy golgotą – jeśli wierzyć, że jest nią dzisiejsze, mocno eksponowane miejsce w Bazylice św. Grobu Pańskiego). Powoli zmierzamy do nieuchronnego sedna niniejszego opracowania, powtórzyć należy – całkowicie opartego na argumentacji „wewnętrznej” i close-reading: w-czytania się w analizowany tekst za pomocą „lektury wielokrotnej” (Bartoszyński) czy „slow-reading” (czytania wolnego, medytacyjno-kontemplacyjnego), a zarazem kontekstualnej.

Przeczytajmy opisy powoli, zawieszając na chwilę wszelkie przedsądy, uprzedzenia, swoją wiarę czy nie-wiarę. Czytanie „między wierszami” dzisiejsze literaturoznawstwo uznaje za narzędzie równoprawne tradycyjnej lekturze „dosłownej”, nie wnikającej w szare tło, jakie spowija mroki przeszłości. Okazuje się, że kobiety przychodzą (w wersji Mateusza) jeszcze w wieczór szabatu, a nie dopiero rankiem „pierwszego dnia tygodnia”: “W wieczór zaś szabatu, który świta na pierwszy dzień tygodnia, przyszła Maria Magdalena i druga Maria obejrzeć grób”. Ale Marek twierdzi, że przybyły jednak, „gdy minął szabat”, czyli najwcześniej o godz. 24.00 w sobotę: “A gdy minął szabat, Maria Magdalena i Maria Jakubowa i Salome nakupiły wonnych olejków, aby przyszedłszy namaścić Jezusa. Podobnie twierdzi Łukasz (W pierwszy zaś dzień tygodnia bardzo rano przyszły do grobu, niosąc wonności, które były przygotowały.), a Jan pisze tak samo, ale dodaje, że stało się to bardzo wcześnie („gdy jeszcze było ciemno”).”

I co? Nagle „wkracza” nowa rzeczywistość, na skróty, jakby autor bał się faktów, szczegółów, które nieraz potrafią naprowadzić dobrego detektywa-historyka na trop: mamy więc po kolei – „trzęsienie ziemi, teofanię anioła, który sam odwala kamień i siada na nim (Po co? Czemu nie odszedł, odwaliwszy?), opis przypomina „Syna Człowieczego” z Apokalipsy (motyw ognistego spojrzenia, szaty lśniącej jak śnieg), ten anioł rzekomo odstrasza pilnujących, a anioł mówi niewiastom, by się nie lękały (częsty motyw), bo Jezus żyje, pokazuje im miejsce i wysyła z misją powiadomienia uczniów, którzy mają wyruszyć (przed kobietami) do Galilei, i wszyscy mają spotkać się ze zmartwychwstałym tamże: “A oto stało się wielkie trzęsienie ziemi; albowiem Anioł Pański zstąpił z nieba; i przystąpiwszy, odwalił kamień i usiadł na nim. Jego zaś wejrzenie było jak błyskawica, a odzienie jego jako śnieg. A z bojaźni przed nim przerazili się stróże i stali się jakby umarli. Anioł zaś odpowiadając, rzekł niewiastom: Nie bójcie się wy; gdyż wiem, że szukacie Jezusa, który był ukrzyżowany. Nie ma go tu; albowiem powstał, jak powiedział. Chodźcie, a oglądajcie miejsce, gdzie był położony Pan. A prędko idąc, powiedzcie uczniom jego, że powstał; i oto uprzedza was do Galilei, tam go ujrzycie. Oto wam zapowiedziałem. I wyszły prędko z grobu z bojaźnią i z radością wielką, biegnąc, aby opowiedzieć uczniom jego.”

Niestety, Marek twierdzi niezupełnie tak samo, ale różnice są wbrew pozorom w detalach istotnych: podaje, że kobiety przyszły po wschodzie słońca, ujrzały kamień, zastanawiając się kto im pomoże odsunąć kamień (czyli nawet nie dopuszczały myśli, że coś się zdarzy, mniejsza co): “A bardzo rano pierwszego dnia tygodnia przyszły do grobu, gdy już wzeszło słońce. I mówiły między sobą: Kto nam odwali kamień od drzwi grobowych? A spojrzawszy, zobaczyły odwalony kamień; albowiem był bardzo wielki. I wszedłszy do grobu, ujrzały młodzieńca siedzącego po prawej stronie, ubranego w szatę białą, i zdumiały się. A on im mówi: Nie lękajcie się; Jezusa szukacie Nazareńskiego, ukrzyżowanego? Wstał, nie ma go tu; oto miejsce, gdzie go położono. Ale idźcie, powiedzcie uczniom jego i Piotrowi, że was uprzedza do Galilei, tam go zobaczycie, jak wam powiedział. A one wyszedłszy, uciekły z grobu, albowiem zdjęło je drżenie i przestrach; i nikomu nic nie powiedziały, bo się bały.”

Ten, podobnie jak inne, tekst nie jest spójny – pomijam mieszanie narracji (przeskoki czasowe, raz czas teraźniejszy, raz przeszły, raz przyszły), wielkość kamienia, no i fakt, że nikomu wbrew zaleceniom „anioła” nie powiedziały nic. Łukasz podaje, że co prawda weszły do środka i nie znalazły ciała, co wywołało lęk, ale „dwaj mężowie” stanęli przy nich chwilę potem, a nie wcześniej: “I znalazły kamień odwalony od grobu. A wszedłszy, nie znalazły ciała Pana Jezusa. I stało się, gdy się dla tego w sercu zatrwożyły, oto stanęli przy nich dwaj mężowie w szatach lśniących. Gdy się zaś przestraszyły, i pochyliły twarz ku ziemi, rzekli do nich: Czemu szukacie żyjącego między umarłymi? Nie masz go tu, ale powstał. Wspomnijcie, jak wam mówił, gdy jeszcze był w Galilei, powiadając: Że potrzeba, aby Syn Człowieczy był wydany w ręce ludzi grzesznych, I był ukrzyżowany, a trzeciego dnia aby zmartwychwstał. I wspomniały na słowa jego. A wróciwszy się od grobu, oznajmiły to wszystko owym jedenastu i wszystkim innym. A były to Maria Magdalena i Joanna, i Maria Jakubowa i inne, które z nimi były, które o tym powiedziały apostołom. I wydawały się te słowa w oczach ich jakby niedorzecznością, i nie uwierzyli im. Ale Piotr wstawszy, pobiegł do grobu ; a pochyliwszy się, ujrzał same prześcieradła położone, i odszedł, dziwiąc się sam w sobie temu, co się stało.”

Tekst miesza kilka porządków – fakty, interpretacje, komentarz z relacją, wprowadza po prostu wersję „skrótową”, przywołując słowa Jezusa, odwołując się do pamięci ludzkiej (notabene o wiele lepszej niż nasza dzisiaj), niestety na dobitkę podaje, że jednak – wbrew najstarszej ewangelii – jednak opowiedziały nie tylko „jedenastu” (bo Judasz uciekł), ale wszystkim innym, więc sam Piotr pofatygował się na miejsce, zobaczył „prześcieradła” i jedynie się zdziwił, co oznacza, że nie podzielał jednak do końca wersji kobiet. Zdziwienie to nie to samo, co bojaźń (tremens w religioznawstwie Otta ze znanej monografii „Świętość”), a tym bardziej „fascinosum” (zachwyt).

Lecz to Jan jest autorem wersji najbardziej barwnej, bo chce, aby to Maria Magdalena pierwsza ujrzała Jezusa, i to ta wersja jest najbardziej popularna, obecnie eksponowana na swój sposób przez wyznawców „Jezusa-męża-Magdaleny”. W najmłodszej ewangelii, pisanej pod koniec I w. n.e., jakby z poetyckiej mgły oddalenia czasowego, kiedy reflektuje się dawne zdarzenia z młodości, ale już inaczej, a zarazem przypomina detale jaskrawe, ale niekoniecznie istotne, pisze również autor Apokalipsy: “A pierwszego dnia tygodnia, Maria Magdalena przyszła rano, gdy jeszcze było ciemno, i ujrzała kamień odwalony od grobu. Pobiegła więc, i przyszła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego miłował Jezus, i rzekła im: Wzięto Pana z grobu, a nie wiemy, gdzie go położono. Wyszedł tedy Piotr i ów drugi uczeń, i szli do grobu. Biegli zaś obaj razem, ale ów drugi uczeń prześcignął Piotra, i pierwszy przyszedł do grobu. A schyliwszy się, ujrzał leżące prześcieradła, wszelako nie wszedł. Przyszedł więc Szymon Piotr idąc za nim, i wszedł do grobu, i ujrzał prześcieradła leżące, i chustkę, która była na głowie jego, nie z prześcieradłami położoną, ale osobno zwiniętą na jedno miejsce. Wtedy więc wszedł i ten uczeń, który był pierwszy przyszedł do grobu, i ujrzał i uwierzył; jeszcze bowiem nie rozumieli Pisma, że trzeba było, aby on powstał z martwych. 10 Odeszli tedy uczniowie na powrót do siebie.”

Stop. Rekonstruujemy zdarzenie: Magdalena widzi kamień odsunięty, nie fatyguje się (z lęku?) nawet, aby podejść, tym bardziej wejść i wraca do Piotra i Jana (pisze o sobie w 3 os.) i mówi, że ktoś zabrał Jezusa i przeniósł gdzie indziej. Uczniowie potwierdzają spostrzeżenie kobiety i wracają do siebie. Stop. “Maria zaś stała u grobu zewnątrz, płacząc. Gdy więc płakała, nachyliła się, i zajrzała w grób. I zobaczyła dwóch aniołów w bieli siedzących, jednego u głowy, a drugiego u nóg, gdzie położone było ciało Jezusowe. Mówią jej oni: Niewiasto! Czemu płaczesz? Rzecze im: Że wzięto Pana mego, a nie wiem, gdzie go położono. Gdy to powiedziała, obróciła się w tył, i ujrzała Jezusa stojącego, a nie wiedziała, że to jest Jezus. Rzecze do niej Jezus: Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz? Ona sądząc, że to ogrodnik, rzecze mu: Panie, jeśli go ty wziąłeś, powiedz mi, gdzieś go położył, a ja go wezmę. Rzecze do niej Jezus: Mario! Ona obróciwszy się, rzecze mu: Rabboni, (co znaczy: Mistrzu). Rzecze do niej Jezus: Nie dotykaj mnie, bom jeszcze nie wstąpił do Ojca mego. Ale idź do braci moich, a powiedz im: Wstępuję do Ojca mojego i Ojca waszego, Boga mojego i Boga waszego. Przyszła Maria Magdalena, oznajmiając uczniom: Żem widziała Pana i to mi powiedział.”

Dalszy tekst znowu wydaje się pisany w innym czasie, miejscu, przez kogoś innego – wynika z niego, że Maria zostaje przed grobem, płacze – więc widzi wszystko niewyraźnie – i w końcu zagląda do środka, „widzi” aniołów, zaczyna z nimi rozmowę, ale ją przerywa, bo z jakiegoś powodu „obraca się w tył” (czyli w kierunku wyjścia z grobu?) i wtedy…kogoś widzi. Nie widzi oczywiście dokładnie, bo albo jeszcze stoi w grobie, albo powoli z niego wychodzi, być może – skoro jest już rano, świeci słońce, nie można wykluczyć, że patrzy ze spowitego półmrokiem grobu w kierunku światła, co wywołuje efekt niedokładnego widzenia – widzi zarysy, czy kontury postaci, zastanawia się szybko, kto to jest i logicznie dedukuje, że to pewnie„ogrodnik”, więc pyta w taki sposób, jakby szlochała („jeśli go ty wziąłeś”) i dopiero na dźwięk swego imienia następuje rozpoznanie. Prawdopodobnie Maria stała w półobrocie i jeszcze raz się obraca (pierwszy raz wewnątrz, drugi raz wydostając się z grobowca). Zapewne jest to tak wielki szok, pomieszanie radości z niedowierzaniem („no nie, nie wierzę, to zbyt piękne”), że chce rzucić się Nauczycielowi w ramiona, który jednak tłumaczy tajemniczo, aby zachowała dystans fizyczny. Dalej już tylko Mateusz opisuje, że Jezus spotkał się z wszystkimi, a strażnicy opowiedzieli kapłanom wszystko, ci przekupili zaś żołnierzy, by rozpowiadali, że uczniowie wykradli ciało, gdy oni przysnęli, a oni wzięli na siebie odpowiedzialność wobec Poncjusza Piłata: “A oto Jezus spotkał się z nimi, mówiąc: Witajcie! One zaś przystąpiły, i ujęły nogi jego, i pokłon mu oddały. 10 Wtedy im rzekł Jezus: Nie bójcie się, idźcie, oznajmijcie braciom moim, aby poszli do Galilei, tam mię ujrzą. Gdy zaś one odeszły, oto niektórzy ze stróżów przyszli do miasta, i oznajmili przedniejszym kapłanom wszystko, co się stało. A zebrawszy się ze starszymi, naradziwszy się, dali żołnierzom wiele pieniędzy, mówiąc: Powiadajcie, że uczniowie jego w nocy przyszli, i ukradli go, gdyśmy spali. A jeśli się to do namiestnika doniesie, my mu wytłumaczymy i wam bezpieczeństwo zapewnimy. Oni zaś wziąwszy pieniądze, uczynili, jak ich nauczono. I rozniosła się ta wieść u żydów aż do dnia dzisiejszego.”

W tym miejscu lakoniczny opis najstarszej ewangelii jest najlepszy i potwierdza opis najmłodszy – Jezus najpierw ukazał się Magdalenie z Magdali, a ona podała dalej ludziom, którzy przynajmniej początkowo, nie uwierzyli: “Wstawszy zaś raniutko pierwszego dnia tygodnia, ukazał się najpierw Marii Magdalenie, z której był wyrzucił siedmiu czartów. Ona poszedłszy, opowiedziała tym, którzy z nim bywali, smutnym i płaczącym. 11 A oni usłyszawszy, że żyje i był widziany przez nią, nie uwierzyli.”

Konkluzje i wnioski końcowe

Poniższa hipoteza jest czystą spekulacją, lecz opartą na logicznym rozumowaniu. W wyjaśnianiu zagadki „pustego grobu”, która fascynuje szczególnie dzisiejsze umysły, należy wziąć „pod lupę” i ten trop, choćby po to, aby go wykluczyć. Innymi słowy, mówiąc metodologicznie wykazać jego fałszywość, dokonać falsyfikacji. To nie piszący te słowa wedle metodologii naukowej powinien udowodnić, że ma rację, ale potencjalni dyskutanci mają za zadanie wykazać ewentualny błąd w poniższej rekonstrukcji wydarzeń z niedzielnego poranka roku 30 n.e.

Według naszej hipotezy Józef użycza grób, ale zmienia zdanie w sobotę, być może z lęku przed Żydami (Ewangelia wspomina, że był co prawda sympatykiem Nauczyciela z Galilei, lecz „skrytym z obawy przed Żydami”), wręcz za ich namową (należał do Rady) czy nawet na skutek jakichś gróźb, i postanawia zmienić pierwotny plan bezterminowego pochówku i zaraz po szabacie „pozbyć się kłopotu”. Gdy tylko mija szabat, kiedy nie są dozwolone żadne prace, szczególnie przy czczonych tak przez judaizm szczątkach ludzkich (stąd nawiązujące do tradycji egipskiej balsamowanie) razem z kimś (sam by nie dał rady?) jeszcze w nocy (np. krótko po północy) albo rankiem wynosi ciało Galilejczyka z grobu albo kładzie je dalej do wnętrza grobowca (typowy grób miał dwa pomieszczenia), tak, by nikt nie znalazł.

W pierwszej wersji hipotezy przenosi gdzieś ciało, dlatego go nikt nie znajduje. Dokąd? Prawdopodobnie do zbiorowej mogiły skazańców, o ile taka w ogóle istniała, bo ciała mogły być wydawane rodzinom przestępców, ewentualnie właśnie rodzinie Jezusa.

Istnieją jednak mocne wady takiego rozwiązania. Szukając błędu w powyższym rozumowaniu należy powiedzieć następujące kwestie. Jeśli rodzina Jezusa zabrała ciało, to gdzie je położyła, skoro pochodzili z Nazaretu, oddalonego kilkanaście kilometrów (co najmniej). Mało prawdopodobne, żeby mieli inny grobowiec w mieście jako całkiem ekonomicznie wykluczona rodzina. Dokąd zanieśli ciało? Czy jednak Józef z Arymatei mógłby zabrać ciało bez zezwolenia Piłata albo kapłanów oraz podczas, gdy stała tam pewnie jeszcze straż?

Niejasne jest też, po co by mieli zdejmować płótna z ciała? Niesienie nagiego Jezusa przez miasto byłoby ryzykowne, nawet jeśli włożyliby je w inne materiały, albo nawet w jakieś pudło czy coś w tym stylu. Musieliby się potem tłumaczyć, że ciała nie ma, a płótna są, co wskazywałoby, że ktoś je rozebrał, ale po co? Łatwiej się niesie ciało owinięte, zwłaszcza, że Jezus był nauczycielem Arymatejczyka i ten raczej nie dopuszczałby się profanacji, szczególnie w kontekście wspomnianego szacunku judaizmu i w ogóle starożytności do zwłok.

Ciało dla Żydów było ważniejsze nawet niż dusza, którą czcili greccy filozofowie, Platon (np. miłość platoniczna). Kto pomógłby Arymetejczykowi, nawet jeśli miał on rzeczywiście jakiegoś „ogrodnika”? Poza tym musiałby usunąć straż i złamać pieczęcie, a straż odesłać do domu. Nawet gdyby on ich z kolei przekupił, to nie polecałby im mówić, że zdarzył się cud, tylko kazałby powiedzieć, żeby mówili, że sobie przysnęli ze zmęczenia, przyszli uczniowie Jezusa i je wykradli. Po co mieliby opowiadać bajki, w które Piłat i tak by nie uwierzył?

Wreszcie trzeba pamiętać, że Józef wykupił ciało, czyli poniekąd nabył je na własność. Sprawy ekonomiczne były wtedy prawie święte. Dlatego nie musiał się obawiać bezterminowego pochówku w swoim – w dodatku – grobowcu na terenie posiadłości.

Tyle, że pozostaje ciągle rodzina Jezusa. Niestety, trzeba zauważyć, że niejasne są kwestie „rodzinne” Jezusa. Gdzie przebywa np. Maryja w wielką sobotę, dlaczego Ona pierwsza nie idzie do grobu itd., itp. Niestety, tezę tę, że Arymatejczyk nie musiał obawiać się „bezterminowego pochówku” nadwątla fakt, że w starożytności istniał, w dodatku rzymski, zakaz grzebania zwłok (zwłaszcza skazańców, ale nie tylko) „intra muros” (dosł. wewnątrz murów), w mieście. Nie miało to żadnego uzasadnienia teologicznego, chodziło o higienę, kiedy nie znano jeszcze antysepcji, a także o nie zakłócania porządku codziennego życia miejskiego. Grzebano zatem „extra muros” – poza murami miast, co symbolicznie pokazywało, że zmarły należy już do innego świata, znajduje się „poza” tym, co skupia uwagę zwykłych obywateli. Zwyczaj taki istniał do średniowiecza, kiedy pozwolono na pochówki wewnątrzmiejskie, a rozpoczęli ten zwyczaj chrześcijanie, chowając zmarłych (świętych, wodzów, donatorów, itd.) pod podłogą w kaplicach, kościołach, kruchtach, etc.

Tak, czy inaczej istnieje niestety spore prawdopodobieństwo wyjaśnienia w ten czy podobny sposób faktu odnalezienia porankiem wielkanocnym „pustego grobu”. Zauważmy jeszcze, że przecież cała Jerozolima musiała wiedzieć, co się zdarzyło w piątek. Przecież uczniowie w Emaus mówili między sobą, że „jesteś jedynym, który nie wie, co się stało”. Jeśli tak, to informacja o pustym grobie rozeszłaby się jak błysk i koło grobu zgromadziłyby się tłumy. Tymczasem ewangelie podają, że wszyscy poinformowani po kolei przychodzili i odchodzili dziwiąc się.

Jednak wyjaśnienie jest proste: Żydzi nie wierzyli w zmartwychwstanie przed czasem sądu ostatecznego. Spali więc spokojnie, wiedząc, że sprawa Nazarejczyka jest zakończona w sensie właśnie cielesno-doczesnym. Rozpoczyna się wielka nadzieja, albo największe nieporozumienie w historii ludzkości, przynajmniej jej zachodniej części. Niestety, najczęściej wyjaśnienia naturalne okazują się po czasie właściwe. Aż dziw bierze, że dotychczas niezależne umysły historyczne nie wzięły, zapewne z powodów politycznych, pod uwagę prostego faktu, że co prawda Józef z Arymatei użyczył grobu, ale właśnie tylko (i aż) użyczył. Wymagało to sporej odwagi w tamtej sytuacji, ale po minięciu szabatu nie było podstaw do tego, żeby nie wydać ciała rodzinie Jezusa czy przenieść gdzieś w „lepsze” politycznie miejsce.

Pamiętajmy, że religia i polityka niestety idą w parze. Nie jest przy tym ważne, jaka jest „prawda obiektywna”, tylko przekonania o tym, jak jest czy jak było. Dlatego mit zmartwychwstania prawdopodobnie mógł się tak długo utrzymać.

Są jednak mocne podstawy, aby w ogóle przeformułować samą ideę czy lepiej „technologię” zmartwychwstania postrzeganego dotąd (podobnie jak wskrzeszenie wiernych) jako prosty „powrót do życia” zwłok. Ale o tym w innym miejscu, jeśli Czytelnik zechce poświęcić uwagę.

Autorstwo: Rafał
Źródło: WolneMedia.net

Print Friendly, PDF & Email

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Liczba głosów: 1, średnia ocena: 5,00 (max 5)
Loading...

TAGI: ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU: Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

Zobacz również

Boże Ciało – od herezji do jednego z głównych świąt Kościoła

Czy wielkie religie oparto na zmyślonych bajkach? – 1

Żydzi oburzeni spaleniem kukły Judasza



133
Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
supersebi900

Należałoby tu wpleść jeszcze problem istnienia a własciwie nieistnienia Nazaretu w czasach Jezusa,zatem kwestia przewiezienia zwłok do tego ponoc miasta nie wchodziła w rachubę.

MasaKalambura

„…(uzdrawianiu za pomocą cudów) przeczy zdrowy rozsądek…”
Badania naukowe zanotowały niezliczoną ilość zarejestrowanych natychmiastowych samouzdrowień 100%wo pewnie i naukowo rozpoznanych schorzeń, często trudno- lub nieuleczalnych. Między innymi dzięki stosowaniu placebo i odpowiedniego stymulowaniu aparatu szczerej wiary i chęci dla uzdrowienia pacjenta.

Najnowsze doniesienia fizyki kwantowej o nader niezglebionej mocy ludzkiej świadomości na zachowanie materii. Postulowane wielowymiarowe oddziaływania sektretne, zarówno słabe jak i mocne z opcją ich splątywania przy pomocy ludzkiej woli z rzeczywistością ludzką czy możliwą (postulowaną historycznie) nieorganiczną świadomością (duchy, dżiny etc.)

Te tylko dwa akapity mogą zdrowie rozsądku wyważyć zdecydowanie w innym położeniu.

A mamy jeszcze odkrycia eksploratorów świadomości śniących z utrzymaniem uwagi śnienia. Mamy dowody naukowego praktycznego stosowania w zadaniach wywiadowczych tzw zdalnego widzenia w armiach USA i ZSRR. Jest wiele szczegółowo opisanych przypadków oddziaływania zdalego kinetycznie czy psychicznie potwierdzonych laboratoryjnie. Że miejsc na cuda robi się coraz więcej.

Wacka Placka przemiana kamieni w cokolwiek przez co drugiego jogina w Himalajach wcale nie jest taka oderwana, jakby się mogło wydawać.

MasaKalambura

Jeśli zatem coś ma być zamknięte, wypada mi dodać zamykającą opinię proroczą.

Koran głosi: oni ani Go nie zabili, ani Go nie ukrzyżowali, tylko im się tak zdawało; i, zaprawdę, ci, którzy się różnią w tej sprawie, są z pewnością w zwątpieniu; oni nie mają o tym żadnej wiedzy, idą tylko za przypuszczeniem; oni Go nie zabili z pewnością. Przeciwnie! Wyniósł Go Bóg do Siebie! (4,157-158)

Tak im się zdawało tłumaczone jest na dwa sposoby. Pierwszy że Jezus został wzięty do Nieba, a Żydzi chcąc dopełnić wyroku ukrzyżowali w to miejsce kogoś innego. Niektórzy twierdzą nawet ze Judasza. Całą zaś historie okolozmartwychwstania zmyślono. Drugi, ze zdarzenia z sadzeniem i ukrzyżowaniem Jezusa to kolejny cud, jakich wiele Bóg dokonał przez Jezusa. Obrazy z zamęczenia, krzyżowania, śmierci i zmartwychwstania zostały cudem wtłoczone w oczy ludzi tak iż im się zdawało, ze to widzieli. W rzeczywistosci nic takiego nie było. To było przedstawienie. Jezusa nikt nie tknął nawet. Dokonało się wniebowstąpienie

Wstępuję do Ojca mojego i Ojca waszego, Boga mojego i Boga waszego.

Nie ma nigdzie, wracam do siebie być tym Sobą którym byłem zanim sam Się złożyłem w Maryi. Wraca do swego i naszego Boga by być z Nim a nie Nim.

MasaKalambura

Pluralis maiestatis Wacus. Liczba mnoga królewska a nie wielu bogów. Występuje w Torze i w Koranie. Występuje w języku polskim.

Działa ona mniej więcej tak, że kiedy mówię do najważniejszej osoby w UK: Wasza Królewska Mość, nie mam na myśli że na tronie zasiada kilka królowych, a tylko, ze podkreślam, jak ważną funkcję w państwie sprawuje.
Podobnie ma się sprawa w Torze. W Koranie tez znajdziesz zdania typu, … potem do Nas powrócicie… Nie znaczy to, ze Bóg jest mnogi. Jest jeden ale Największy i ponad stworzeniem i ponad Tronem zasiada. Z Elohim jest sprawa analogiczna.

MasaKalambura

Wacus, nie ma w Biblii i Koranie absolutnie jednego nawet dowodu na mnogość Boga. Są wyłącznie wskazówki i nauki oraz przykazania od i dla Jednego Boga, zasiadającego na Tronie a nie tronach oraz zwalczającego grzech politeizmu do tego stopnia, ze politeizmu, gdy grzech ten smierć zastanie Bóg nie przebaczy nigdy, co powiedział wprost. Tysiące przykładów monoteizmu, jedności Stwórcy przeciwko kilku domysłom na podstawie źle zrozumianych słówek. Tylko wyjątkowo skrzywiony umysł widzi politeizm z Biblii. Gratuluje Wacus.

1 Psalm. Asafowy.
Bóg powstaje w zgromadzeniu bogów,
pośrodku bogów sąd odbywa:
2 «Dokądże będziecie sądzić niegodziwie
i trzymać stronę występnych?3
3 Ujmijcie się za sierotą i uciśnionym,
wymierzcie sprawiedliwość nieszczęśliwemu i ubogiemu!
4 Uwolnijcie uciśnionego i nędzarza,
wyrwijcie go z ręki występnych!
5 Lecz oni nie pojmują i nie rozumieją,
błąkają się w ciemnościach:
cała ziemia chwieje się w posadach.
6 Ja rzekłem: Jesteście bogami
i wszyscy – synami Najwyższego.
7 Lecz wy pomrzecie jak ludzie,
jak jeden mąż, książęta, poupadacie».
8 O Boże, powstań, odbądź sąd nad ziemią,
bo wszelkie narody są Twoją własnością.

Jesteście bogami i jak jeden mąż poumieracie. Grzeszycie na ziemi, mocy nie macie wcale, stworzeni i słabi. Tacy z was bogowie. Wacus.

Tak się składa że nie znam się zbytnio na biblijnych bajeczkach. Dlatego w tym temacie milczę. Jednak trzeba zauważyć że pierwotne ludy tej planety miały kilku funkcyjnych Bogów, np od ognia wody powietrza, ale oni (ci bogowie) należeli do większego zbioru który nazywał się Duch. Do królestwa Ducha należeli wszyscy zwierzęta, ludzie, niefizyczne byty, bogowie i są jakby w tym Duchu bez przerwy zanurzeni. (Być może ta wiedza jest powodem powstania monoteizmu?) Stąd już jest krok do tego co pisze Wacek; by prości ludzie mitologiczne alegorie opisujące trudne zjawiska albo kosmiczne reguły – uczynili dosłownymi przekazami. Dzieje się tak bo większe zjawiska czy też wiedza są trudne do ogarnięcia gdyż wymagają dodatkowej energii potrzebnej do ich fizycznego utrzymania ”zwerbalizowanego/objawionego” obrazu wewnątrz mechanizmów ludzkiego ciała. Dlatego w pierwotnych społecznościach istnieli ludzie wyznaczeni do tego celu: szamani kapłani itp którzy utrzymywali kontakt z tą trudną wiedzą dla (i w imieniu) społeczności w której funkcjonowali. (Wiedza nie dla siebie, tylko dla społeczności, bez ego.)

A problemy – w moim prostym rozumieniu tego świata – pojawiły się w momencie gdy ktoś tą wiedzę ukradł i zdobył ją w sposób nienaturalny, naśladuje stare rytuały, ale bez przygotowanego odpowiedniego mentalnego i fizycznego zaplecza.

MasaKalambura

Nikt, nawet biblia nie twierdzi, że nie ma różnych bytów duchowych. Zastępy Niebieskie. Anioły i dżiny. Bogowie z małej litery, Elohim. Chodzi jednak nie o ich istnienie tylko o ich funkcję. Nie jest ich funkcją, i z tym przyszedł monoteizm i prorocy, aby ludzkość łączyła się z nimi, wzywała je, korzystała z ich wiedzy, korzystała z ich mocy, pomocy czy ochrony. Wszystko to jest zabronione. To politeizm, bałwochwalstwo i czarna magia (korzystanie z wiedzy i mocy duchów). Wszystkie te byty podlegają Sądowi, jak w powyższym Psalmie stoi, a Sędzia jest tylko Jeden.

Całość odpowiedzialności duchowej spoczywa na Stwórcy, jednym jedynym Prawdziwym Bogu. Tylko z Nim można wchodzić w bezpieczne kontakty duchowe, relacje emocjonalne intelektualne czy mocy. Tylko z Nim i tylko dla Niego jest wszelka cześć i chwała i dziękczynienie. La ilaha illa llah.

MasaKalambura

Jedyny Bóg, Allah wyraźnie zakazał mówienia o Sobie jako o trójcy, zlepku bóstw, konglomeracie sił i całej reszcie tych kosmicznych banialuków jakie powymyślali zagubieni tryniści, rabiniści i cała rzesza byłych politeistów, do których z dumą jak widać należysz, co jakoś musi swoje bzdury na gruncie monoteizmu zasadzać i kadzić nimi.

Jedyny Bóg, jakkolwiek niepoznawalny i niewyrażalny w Swojej nieskończoności i wielkości, w ramach skończonych umysłów ludzkich starających się Go pojąć, wyraźnie i bardzo mocno zachęca do stałego kontaktowania się z Nim, wyrażania swych próśb, miłości, wdzięczności, w aktach modlitwy, skupiania na Nim swej uwagi w aktach kontemlacji, medytacji czy wspominania Jego Najpiękniejszych Imion, wsłuchiwania się na Jego odpowiedź w wizjach, w natchnieniach artystycznych czy genialnych myślach naukowych, w snach prawdziwych i proroczych. W tym zawiera sie pierwsze przykazanie miłości:
Będziesz miłował Pana Boga Swego całym sercem rozumem i z całych swoich sił.
Mowa jest o Jednym i Jedynym Bogu.

O ile z pewnością tworzy się wokoło Tronu Boga olbrzymia sfera wiernych i poddanych Bogu sług, czyli zastępów niebieskich, dla nas, żyjących na ziemi ma ona pozostać tym, czym w istocie jest, czyli wyższą duchową formą nas samych, stworzenia. A to do Stwórcy, nie do stworzenia, i bezpośrednio do Niego, a nie przez stworzenie bez żadnych pośredników nakazał nam Stwórca Absolutny się zwracać.
W tym zawiera się pierwsze przykazanie Dekalogu: Nie będziesz sobie brał innych bogów obok Boga Jedynego.
Nie będziesz ich czcił i kontaktował się z nimi. Nie bedziesz w nich szukał pomocy i czegokolwiek.

Psalm 82 pokazuje stosunek Boga Jedynego do tego, czym ludzie nazywają bogów, w tym siebie samych, czemu cześć oddają poza Bogiem. Jesteście stworzeniem, prochem, marnością. Wszystkich was Bóg zabije, a potem wskrzesi i osądzi. I do odpowiedniego miejsca wsadzi wraz z tymi, co was czcili.

O żadnej antropomorfizacji też mowy być nie może. Po to jest drugie przykazanie Dekalogu. Nie stworzysz sobie żadnej podobizny Stwórcy. Jakiej byś nie wykonał, zawsze będzie błędna. I do błędu sprowadzi innych. Brudu bałwochwalstwa.

MasaKalambura

Niepoznawalny nie znaczy, że niedający sie poznać. W ręcz przeciwnie, zachęcający do studiowania Jego Istoty.

O ile pełni doskonałości Stwórcy pojąć naszym kisielowatym mózgiem szans nie mamy żadnych, o tyle droga poznania doskonałości i braku najmniejszych skaz Jego istoty, mądrości, z jaką stworzył zaprogramował i podtrzymuje nasz świat, miłosierdzia z jakim troszczy się o nas, poznawanie tego wszystkiego, kontemplowanie tego jest zalecane i prowadzi człowieka do mądrości, sprawiedliwści itd. Czyni go na podobieństwo Boga. W skali ludzkiej, ograniczonej, niedoskonałej, ale z dnia na dzień, z Bożą pomocą, lepszym, sprawiedliwszym, mądrzejszym i bardziej przydatnym.

Istota bowiem poznania Boga nie w rozumowym procesie się zawiera, choć na niego wpływa, ale na stworzeniu połączenia ze Stwórcą na podobieństwo łącza komputerowego. Jest to akt intencji złaczenia IP człowieka z IP Boga, którego adres, nieskończony szereg liczby …111111111111111111…, wyrażają Najpiękniejsze Imiona z Allah na czele. Raz ustanowione, często odświerzane, zmienia sposób działania organizmu, oczyszcza go, uzdrawia i naucza mądrości człowieka poddanego Bogu. Największa to mądrość z możliwych do osiągnięcia. I nie ma ograniczeń innych niż organiczność ludzkiej istoty.

MasaKalambura

Bóg z całą pewnością może zrobić wszystko, w tym zakazać podązania drogą głupoty, jaką jest politeizm. Bóg jest nieskończony i na tym, na Jego wielkości polega niepoznawalność dla czegoś tak skończonego jak człowiek. Jest Go tak wiele, że można spędzić całe życie, i zawsze zgłębi sie najwyżej Jego cząstkę.

Zakazując podążania drogą politeizmu Bóg nie zakazuje poznania rzeczywistości Zastępów Niebieskich, ale chroni człowieka przed popadnięciem w zależność i długi względem tych istot oraz ich mrocznych kopii, egregorów, podających się za tzw świetych. Ale ważniejsze, chroni kanał informacyły łaczności stworzenia z Bogiem, jaki posiada każde stworzenie. Nie wolno do instalacji wysokich mocy i częstotliwości podpinać prądów niewłaściwych, z odrotnym zwrotem, o częstotliwościach szkodliwych, wchodzących w rezonans z ważnymi dla ustroju transmisyjego człowieka elementami i degradujący je.

Słowo Bóg wywodzi się od Jednego Stwórcy, Który wszystko stworzył, a którego zantropomorfizowali a następnie rozmnożyli głupcy pośród ludzi, którym niewidzialny ale ze wszystkimi i wszystkim w łaczności Bóg nie mieścił się w głowach.

Stwórca Bóg jest Jeden a reszta to stworzenie. Ich domniemana boskość to tylko wątła emanacja Nieskończonego w ograniczonych pacynkach, którym nagle uroiło się, że są bogami, bo dojrzały w sobie Jego wielkość, i co ciekawe, bo inne jeszcze bardziej wątłe umysłowo stworzenie w swej beznadziejnej głupocie oddaje im cześć. Tak samo dotyczy to duchów jak i ludzi.

Bóg Jest Jeden. Zanim nas stworzył był sam jeden, i kiedy nas stworzył pozostał Jeden Jedyny, Prawdziwy Bóg. Nic co stworzone nie jest Bogiem.

MasaKalambura

Bardzo pokrętny i ograniczony sposób myślenia Wacuś.
Poznawanie Nieskończonego w Swej Wielkości Boga jest, w porównaniu z jakimkolwiek skończonym stworzeniem, choćby tak licznym jak twoja politeistyczna gromadka, każdej skali większe, obszerniejsze, dalej sięgające i prowadzące do ciekawszych mądrzejszych i bardziej wzniosłych wniosków. jak i mających i dających ciekawą przyszłość podążającemu drogą wiedzy o Jedynym Bogu.

Ta wąska jak piszesz droga monoteizmu, droga Wiernych, droga do Raju, jest w porównaniu z twoją pod względem przepustowości informacji hiperłączem wieloterabajtowym i największej możliwej dla człowieka hipertransmisji wielowarstwowej. A twoja szeroka jak się wydaje aleja , highway to hell, to pełna informacyjnych pułapek linia niskiej przepustowości, bliska przepustowością alfabetowi Morse’a w telegrafie, pełna kłamstw, symbolicznych niedorzeczności i wszystkiego tego, co ma duszę zaciemnić, uwięzić i zniszczyć. Mająca zgromadzić jak najwiekszą liczbę ofiar ale nie dająca żadnej potrzebnej wiedzy, wyłącznie durne zagadki i więzienie materializmu. Bo nie ma człowiek w duchach kontaktujących się z nim przyjaciela. Sami wrogowie.

Przyjaciele Boga ze świata Ducha, potencjalni przyjaciele człowieka, znają zakaz Boga kontaktowania sie ludźmi aż do Dnia Sądu, i przestrzegają go.

MasaKalambura

Jak chcesz widzieć bogów w liczbie mnogiej, to ich tam masz. Możesz ich więc czcić do woli. Bać się ich, podziwiać, czy uczyć od nich i służyć im.

Dla mnie to istoty duchowe. Bracia i siostry, jeśli wierni Bogu. Albo po prostu nieznajomi, których będąc w ciele ciekaw nie jestem zupełnie. A których śniąc spotykam, ale zainteresowania tym, co maja mi do dania czy powoiedzenia nie mam. Ot dżiny, jak ludzie.

O nieskończoności nie da sie mówić wprost, jednak można opisywac ją, przybliżać, w miarę ograniczenia skończonych umysłów i pojęć, które stosujemy. Matematyka to potrafi, potrafi filozofia, potrafi Słowo Boga. Ale zawsze jest to poszerzanie granic skończoności, coraz dalej i dalej. Przybliżanie do Jedynego, jeśli Jedynego Nieskończoność analizujesz. A wiem o Nim od Niego. Koran, Tora, Ewangelia.

Kiedy wkraczasz w nieskończoność, przynieść z niej możesz tylko tyle, ile pojemności w sobie wypracowałeś. Analizując ją, konteplując, zapoznając ją, napełniając sie jej mocą coraz wiekszą i większą. Jednakże możliwe jest to tylko z nią obcując samodzielnie, choćby poprzez śnienie, medytację czy modlitwę, a nie pożytkując się spostrzeżeniami innych, co sugerujesz ty, leniwie nieposzerzający własnej jaźni, skazany na rozum, niezbyt lotny.

Co ty ~~Masa każdy wie że nie wolno zwracać się do Stwórcy bezpośrednio. Od spraw przyziemnych tzw światowych są pośrednicy różne duchy i bóstwa, wystarczy znać ich prawdziwe imiona i poprawnie, czyli zgodnie z starożytnymi regułami imiona te wypowiadać bez kaleczenia. A do Stwórcy o którym piszesz ty i ~~Wacek nie wolno nam się bezpośrednio zwracać do tego co niepoznawalne. „Dusza moja jest”, mówi Zbawiciel, a nie mówi „ja jestem”. Co tam dalej? „Ojcze, nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie”. Wnioski? Przecież to nie my jesteśmy właścicielami Duszy tylko ona jest naszym właścicielem. Nie wolno kombinować i omijać Duszę zwracając się ponad nią do ścisłego kierownictwa. Myślałem, że takie proste rzeczy już rozumieją uczeni w piśmie. Jajo mądrzejsze od kury. Jak się okazuje nadal zero praktyki, za to same uczone pisma w głowie. Mnie wystarcza to że moja Dusza wie co trzeba o Stwórcy. Robię to co moja Dusza mi radzi i staram się nie wyłazić z własnym ego przed szereg.

MasaKalambura

Nie wiem jaki każdy? Pewnie masz na myśli każdy mroczny mag, który swoją działalnością ze Stwórcy zrobił sobie wroga, i teraz woli przed Nim nie stawać, w strachu przed konsekwencjami, jakie na siebie ściąga przez kontakty z duchami.

Nie ma takiej rzeczy, której Bóg by nie wybaczył szczerze żałującemu, dokąd żyje.

Każdy normalny wierny powinien wiedzieć, że nie zależnie od rodzaju sprawy, tylko i wyłącznie bezpośrednie zwracanie się do Stworcy ma sens i jest dozwolone. Jest zalecane i samo w sobie staje się dobrym uczynkiem. Jest to wszakże wyraz zaufania do Boga. Oznaka głębokiej wiary i miłości do Stwórcy. Odpowiedź od Boga przychodzi zawsze, z kierunków w czasie i w formach rzadko spodziewanych bo i ograniczeń żadnych przed Stwórcą nie ma. Umiejetność odnajdywania ich jest jedną z metod poznawania sztuki obcowania z Nieskończonością.

MasaKalambura

Twoje lucyferianskie rozterki siedmiokrotnego upadku są mi zupełnie obce i całkiem ich nie podzielam. Politeistyczne bzdury nawet takie manowce w głowach ofiar czynią wartościowymi.

Problem politeizmu, co widać, jest stale obecny. Brak zaufania dla Boga i kierowanie uwielbienia, nadziei i próśb do Bytów poza Bogiem istnieje. Oprócz tak wydziwionych rodzajów jak twój czy Kuralola, są też kulty maryjne, kulty świętych, to troicyzowanie na naszej szerokości. A są jeszcze kulty Indii czy inne prymitywnie wierzenia, pokładające cześć boską w przedmiotach i osobach poza Stwórcą. To tworzy przeolbrzymią chmarę szkodliwych myslokształtow. Chaos intencjonalny i mgłę źle ulokowanych energii mentalnych.

Jakie daje to efekty w sferze materialnej, możemy codziennie obserwować w świecie. Nie jest dobrze.

Nieosiągalność oglądu pełni Najwyższego wcale nie implikuje bezsensowności istnienia zakazów i nakazów. Wręcz przeciwnie. Ich istnienie, wobec konieczności stałego dochodzenia do możliwych dla wiernego wyżyn percepcji Jedynego w tym ludzkim ciele, zapotrzebowanie na wiedzę o tym, co nas przybliża do Stwórcy, a co oddała zwiększa, a nawet potęguje.

Całe szczęście w miarę zwiększania się poziomu miłości do Boga, naturalna droga miłującego oświetlająca najwspanialszym uczuciem rzeczywistosc, sama wspiera wybory dróg najlepszych dla lepszego poznania Boga. Jednak dalej istnieje potrzeba studiowania Dróg Boga, bo człowiek jest tylko człowiekiem, jego dusza jak ciało, pełna jest słabości, a wiedza ulatuje z czasem i warto ją odświeżać i uzupełniać.

Zawsze tez trzeba spodziewać się prób i testów, bo gra to interaktywna. Stale uaktualniająca poziom zaangażowania. Warto wiec wzmagać czujność i być przygotowanym.

Fenix

Przed szereg nie wychodzisz, mówiąc o sobie Ja? Ja, każdym jestem! Jedno nieskończone ,i jedność skończona . Materia i antymateria .

MasaKalambura

Jeśli twoje pojmowanie ksiąg Boga i ich metafizyki podobne jest do twego rozumienia fizyki i jej podręczników, to nic dziwnego, ze nie widzisz w nich tego, co napisałem. Nawet mimo tego, ze jest to oczywiste. Twoje przekonania mają większą sile niż dość proste pismo, którego treść ma być zrozumiała dla przeciętnego człowieka. Tym właśnie grozi politeizm, poważnymi zmianami w mózgu i pomieszaniem.

~~Fenix Tutaj w tej gęstości trzeba mieć ”ja” by garnitur ciała prawidłowo funkcjonował. Gdy przerobisz ten temat do końca to stąd wychodzisz, bo ”ja” wtedy traci swą ważność. Bóg jest jednością, doświadczenie ego czyli oddzielenia jest niezbędne do prawidłowego zrozumienia Boga czyli jedności.

Fenix

Świadomie oddzielam się od jednego. Zapominam ,kim jestem ? I wracam do jedności , kolejnym życiem doświadczona/y , przypomina mi to koło życia. Żyjesz i tu , i tam ! Po drugiej stronie żyjesz. Życie jest wieczne ,zmieniamy formę/postać/ istoty.

MasaKalambura

Nie wolno jej było czytac prostemu człowiekowi, bo po pierwszym przeczytaniu jasnym sie staje każdemu, że wprowadzone przez KK dogmaty i podstawy nijak się mają do treści Biblii. Tak właśnie powstała reformacja po wydrukowaniu Biblii Gutemberga i potem Biblii w językach narodowych.

Nauka Boga musi być skierowana i zrozumiała dla przecietnego człowieka, bo to Bóg uczynił ludzi przecietnymi w większości, zatem i nauki nie daje trudniejszej, niz stworzenie dla którego ją posyła. Z resztą mówi o tym Jezus (PZN) wprost:
Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie.

Dopełnieniem dowodów, jak skrzywionym czyni umysł politeizm, jest wyznanie twojego stosunku do Iblisa, Lucyfera, jawnego wroga człowieka, którego tenże obiecał Bogu zwieść w możliwie wielkiej liczbie i wprowadzić do Gehenny.
Bóg wszakże dał szatanowi tylko jedno prawo nad człowiekiem, wolno mu szeptać, podpowiadać, uczyć i podsuwać myśli w serca ludzi, by ich w błąd względem Boga wprowadzić. Nie ma za to szatan mocy nad tymi, którzy zamiast słuchać tych “rad”, co jest nam ludziom zabronione, wolą słuchać Boga – znać Prawo z Ksiąg i przestrzegać go, w sercu i życiu krzewiąc Miłość do Boga, budując osobistą więź z Bogiem i dzięki temu otrzymując od Niego prowadzenie i wsparcie.

Czy potrzeba lepszego dowodu?

Fenix

Ja myślę ; co z serca to z duszy. Nie z nakazu ksiąg ,piśmiennych .

MasaKalambura

Jezus, którego śmierć to oszczerstwo, został wzięty do nieba wraz z ciałem i jest tam do dzisiaj. Ale wkrótce powróci.

Wacuś, twój bohater Lucjan zwany Iblisem, jest dżinem, który przed stworzeniem człowieka w swym dostojeństwie przewyższył anioły, ale po jego stworzeniu uniósł sie pychą i nie usłuchał rozkazu Boga, aby pokłonić się Adamowi. Ma się za lepszego od nas, bo stworzony jest z ognia a my z gliny.
Za to nieposłuszeństwo został wygnany z wyżyn niebieskich, i za pozwoleniem Stwórcy ślubował zwieść wszystkich ludzi, aby udowodnić Bogu, że miał rację co do ludzi, odmawiając Bogu pokłonienia się człowiekowi. Ten zakład trwa, Bog bowiem zezwolił mu na to oraz wstrzymał śmierć Iblisa do Dnia Sądu. Tak, że każde pokolenie jest doświadczane przez tego dżina jak i jego pomagierów.

Zatem twoja historyjka, oraz nauki od tego indywiduum płynące, rozprzestrzeniane przez szatański chór szeptaczy to próba dla ludzi, zwiedzenie i kłamstwo. Dla każdego coś miłego. Dla umysłów pragnących zaawansowanych kłamstw jest ich całe mnóstwo i przecież sypiesz nimi jak z rękawa, choć nie trzymają się kupy. I byłeś ostrzeżony, że on jest kłamcą i ojcem kłamstwa. Ale przecież wiesz lepiej…

MasaKalambura

Juz ci pisałem, sługo Lucjana, podnóżku przeklętego. Te informacje zawiera Tora, Ewangelia i Koran i księgi proroków. Po troszku każda. Plus tradycje – sunna czy talmud.

Iblis nie chciał pokłonić się człowiekowi, mimo iż Bóg mu tak nakazał. Człowieka Bóg postawił ponad dżinami, czego wielu z nich nie akceptuje. Tak powstała największa dla słabych jak ty umysłów zagadka pochodzenia zła. Wszystko to z pychy. Wszystko z podszeptu pragnącego ludzkiej zguby dżina, Najeźdźcy, oraz ze słabości ludzkiej natury, nie znającej miłości Boga i dającej się zwodzić kłamcom.

MasaKalambura

Obydwaj wiemy, ze nie ma co brać na poważnie tego co piszesz. Koran opisuje początki twego koleżki i nauczyciela Lucka najpełniej. Tego mogłeś nie wiedzieć, choć pisałem ci to już ze dwa razy. A pozostałe o kłamliwej naturze Lucindy, o jego wrogiej postawie względem człowieka, o jego mocy szkodzenia ludziom znajdziesz w Starym Testamencie choćby u Hioba, czy od Jezusa choćby w scenie kuszenie. Z twoim studiowaniem jest, jak już pisałem. 10 lat powiadasz. Zmarnowane.

Na tym świecie złem są uczynki wbrew Prawu Boga i Jego Miłości. A dobrem uczynki zgodne z Prawem i Miłością Boga Jedynego. Tu się zgodzę nieantropomorfizowalnego.
A Lucjan zwany Iblisem to dżin, który z samego szczytu spadł tu do nas na ziemię przez pychę i upór. I pomaga głupcom spośród ludzi popaść w niełaskę Boga i wejść do Gehenny. Podpowiadając im najgorsze pseudomądre pomysły, których słuchają, wbrew Bogu. O czym zwyczaj wiedzą. Ale co z tego. Prawda Wacus?

MasaKalambura

Jakiś ty dorosły. Wzruszyłem się.

Szatan to po hebrajsku przeciwnik. Przeciwnik człowieka. Lucek to imię, konkretny szatan, ich przywódca.
Podpowiedzi szeptuchow doświadcza każdy człowiek. Wystarczy tylko, ze nauczysz się rozpoznawać różnicę pomiędzy własnym intecją wzbudzonym procesem myślowym a tym podrzuconymi nam przez Najeźdźcę. Lucka. Iblisa. Jak tylko odpowiednio dlugo poćwiczysz, może kiedyś poznasz. Spytaj Kuralola. Najwyraźniej przeszedł kursik.

Owszem podszept kuszenia wychodzi również od nas samych. Ale nie tylko. Lucuś, twój kumpel tez tym zarządza. Ma w tym interes. Jego interesem jest szkodzić tobie.

MasaKalambura

Gdyby nie ludzie byli przyczyną zła, nie można byłoby ich karać. Przyczyny ich trefnego zachowania tkwią w nich/nas samych. Efekt ten jest jedynie wzmacniany przez istoty dżiniczne. One podobnie jak my poddani będą sądowi. Zarówno ich jak i nasze zło tkwi w uczynkach sprzecznych z Prawem i Miłością Boga. Mariaż tych dwóch światów też z Prawem Stwórcy jest sprzeczny. To wszystko.

Radek

Grób Jezusa znajduje się w Indiach, w Kaszmirze. Od setek lat jest tutaj przekazywana taka tradycja, że to jego grób. Pewnie po prostu nie umarł na krzyżu, tylko wszedł w stan “samadhi” a potem uciekł do Indii, bo w śród narodu wybranego nie najlepiej się żyło i nie mógł tam kontynuować nauczania.

MasaKalambura

Z tym ze Jezus sam zapowiedział, że do żadnego grobu się jeszcze nie wybiera. Podobnie świadczą o nim współcześni. Również Prorok wysłany po kilku wiekach zeznaje, ze Jezus nie zginął a wraz z ciałem wstąpił do Nieba. W apokalipsie tygodni Henoha również opisano wniebowstąpienie, nie smierć.

Smierć w grobie neguje również drugie przyjście zapowiedziane przez Jezusa i Muhammada, kiedy ma przyjść w chwale, z mocą i wśród aniołów.

MasaKalambura

Można Wacus tak, można tez inaczej.
Iblis lub jak wolisz Lucjan, jeśli tak sam się nazywa, chcąc być naszym Prometeuszem łamie zakaz Boga. Nie mamy się bowiem zmieniać dzięki duchom tylko dzięki Bogu – źródłu istnienia i naszej stale działającej i złączonej sile Podtrzymującej i własnemu, złączonemu małżeństwem materii i ducha rozumowi i sercu. Umysłowi i intuicji zatopionych w Miłości do i od Boga.

Łamie to w sposób oczywisty- 1 przykazania miłości i dekalogu.

Jest bowiem Lusilla nie wyższym, następnym w kolejnosci stworzeniem po aniołach i ludziach – jakby chciał być przez ludzi widzianym, i jak głoszą ideologie przez niego zaszczepione, jak rak drążący czystą tkankę monoteizmu we wszystkich jego wersjach.
Jest on produktem przed ludźmi. Wesją starszą i mniej doskonałą – stąd motyw poklonienia się Adamowi. Miał on i jego bracia czas na ziemi zanim przybył tu człowiek, grzeszył i błądził, krew przelewał aż wreszcie osiągnął doskonałość w ramach jego rodzaju. Tak awansował do poziomu aniołów najbliższych Bogu.
A teraz przyszedł dla ziemi okres człowieka, któremu również dano czas na osiągniecie doskonałości w ramach naszego rodzaju. Ten czas trwa teraz bez szkody dla świata dżinów, bo są one tutaj rownolegle do nas. Żyją wśród nas i tez dzielą się na wiernych Bogu, poddanych mu, i na szatanów- przeciwników Prawu Boga i przeciwników człowieka. Mamy się nawzajem nie wtrącać we własne sprawy. W dniu sądu oba nasze światy będą rozliczane.

Co do Luzjego, nie spodobała mu się perspektywa bycia mniej doskonałym niż człowiek. Popełnił grzech pychy i nieposłuszeństwa i zamiast poprosić o przebaczenie Boga, trwa w pysze, robiąc co w jego mozliwosci, by wyszło ze ma rację. Nie jesteśmy swoimi wersjami inkarnacyjnymi. To są bzdury, którymi nas karmi. Jesteśmy na zawodach. Świat ludzi i dżinów. Podsuwając nam techniki zatapiania się w materializmie niszczy dusze ludzi. Podpowiadając techniki poprawiania własnego stanu na szkodę innym, zwiększa zasięg oddziaływania. Wmawiając ludziom stale przekonanie, ze Bóg im nie wybaczy, pogłębia oderwanie mas ludzkich od Jedynego Wybawienia.

Nie ma w jego nauczaniu nic, zupełnie nic, co rozwija duszę. Wszystkie jego nauki są dla duszy upadkiem. A jedyne światło, jakie ten niby Prometeusz niesie, to paliwo dla Gehenny w jej przyszłych płomieniach.

Nie może on znieść, ze doskonałość ludzka może zaistnieć i przewyższa wtedy doskonałość dżina. I zrobi co w jego mocy, by możliwie najmniejszej liczbie ludzi a najlepiej nikomu stanu doskonałości nie udało się osiągnąć.

Jezus w jego oczach, człowiek doskonały, podobnie jak i inni prorocy, to największe przeszkody dla jego planu. Stad tak perfidne ataki przeciw nauczaniu proroków, będących dobrem dla ludzi, i zastępowaniu ich niby głębszym pojmowaniem, stojącym w oczywistej sprzeczności z nauką pierwszego postrzegania.

MasaKalambura

Wacuś, zmyślasz z tymi energiami, jak dziecko we mgle, co mu się zabawki odbiera.

Lucuś to jak najbardziej postać. Nie taka jak ludzie, to dżin, świadomość ukuta z energii. Może się stawać czym zechce. Może się antropomorfizować, może też przybierać bardziej wydajne postaci. Jako energia nie jest ograniczony określoną formą. Lecz nadal to byt, konretny byt. Cała oddzielna rasa bytów, a nawet kilka ras wewnątrz rodzaju dżinów.

Wracając do Lucjego. Nie zawdzięczamy mu niczego. To narzędzie w rękach Stwórcy, który przewidział zarówno bunt w pysze tego chłoptysia, jak i niepołuszeństwo Adama, któremu co prawda Lucuś podsunął tę myśl (patrz ty dalej ją powtarzasz, być niczym Bóg), ale to Adam wykonał czyn. Lucuś tylko patrzył. Nie było w tym zaskoczenia Stwórcy, tylko Jego plan. Czy można zaskoczyć Kogoś, kto stworzył czas i jest jego niepodzielnym władcą (stąd proroctwo jako dowód działania Boga)?

I jesteśmy teraz i tu. Wynik tego planu i jego najważniejszy temat. Ludzie i dżiny. Czy wejdą do Gehenny, czy może wybiorą Raj. Czy połączą się wokoło Stwórcy i zagłębią w Jego Miłosierdziu słychając nauk Proroków, ludzi Prawdy uprawomocnionych wiedzą o przyszłości Proroctwem? Czy może przyłączą się do buntu i do syna kłamstwa, Iblisa w jego kłamliwej religii, z którym razem będą poddani zniszczeniu w najgorszym z możliwych miejsc.

MasaKalambura

Znajomość przyszłości i kompletny losów każdej ze stwarzanych istot to przejaw idiotyzmu Boga? Wacuś, chyba na za wiele sobie pozwalasz.
Prorocy głoszą dokładnie to, co napisałem. Absolutnie zaś nic z tego, o czym piszesz ty.

Powtarzasz Luckowe banialuki, bo tfu! Niosący Światłość tak ci podpowiada, i w to wolisz wierzyć zamiast Prorokom? Proszę bardzo, twój wybór. Kłamcy słuchasz, daleko nie zajedziesz.

~~Wacek ciekawy wpis nr 42. Możesz mumifikację ustosunkować do pozostałych form pochówku? Tz spalenia, albo powietrznego pochówku z Tybetu? Napisz czy te mumie z Egiptu to są Jarwy, bo jeśli dusza wróciła do siebie do domu Ojca to wtedy taki ”faraon” w moim zrozumieniu to jest tylko Jarwa czyli czyste uduchowione ego sterowane przez nieorganiczne byty (demony). W sumie to by wyjaśniało czemu te tzw elity są tak strasznie złe i socjopatyczne. Taka po-wrócona z martwych Jarwa używa w nowym ciele zdobytego wcześniej bogactwa i wpływów. Używa tych zdobyczy tylko w obszarze czysto materialistycznym bo nie jest zdolna do żadnych wyższych emocji. Czy te mumie to są aby prekursorzy mitów o wampirach?

~~Masa. Zauważ że nie propaguję żadnych ideologii. Swoją wiedzę staram się opierać o Naturalne Prawo. Takie prawo mi wystarcza i nie muszę zbytnio się wysilać szukając kolejnych mitologii i przejmować tym co wymyśliło ludzkie ego żeby mu było wygodniej.

MasaKalambura

Wacuś rozmachu nabrałeś. Nic jednak to nie zmienia. Lucyla Iblis to właśnie szatan, wróg ludzi.

Kuralol, jeśli ci wystarcza, cóż mi do tego? Moje grzebanie ma na celu odnajdywanie kolejnych metod podchodzenia siebie samego i tej Łajzy, Najeźdźcy, Lucjana. Islam daje wskazówek mnóstwo co do świata duchów. Więcej nawet niż Indianie. Istna skarbnica technik i zasad uniwersalnych w związku z nimi. Pierwsza o nieingerencji jest kluczem złotym.

MasaKalambura

Oczywiście, pospulstwo skazane jest na władanie przez uczonych, ma jak w średniowieczu zająć się pracà na rzecz przemądrych pasibrzuchów i nie myśleć. Dla prostego człowieka nie ma miejsca w raju. ot wydumał.

Pycha, zadufanie w sobie i niezasłużona pewność siebie Wacus. Pokręcił z tobą Lucus i zatańcował. A bądź że z nim na wieki. Uwierz mi, lotnością umysłu nie grzeszysz. Jeśli patrzeć na świat twoimi oczyma, to niestety tez powinieneś wgląd do ksiąg mieć zakazany. Jak zwykłej fizyki nie czaisz tak i rzeczywistosci duchowej nie łapiesz. Tępy jesteś wacus i przy tym uparty.

Jezus tez nauczał „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie”

Koran, tak jak i pozostałe Księgi Prorocze zostały zesłane wszystkim ludziom. A Koran dodatkowo i jako jedyny dla wszystkich ludów. Mają je czytać wszyscy czytać potrafiàcy. Oraz znać dokładnie kontekst zesłanych tekstów i to, jak rozumieli go wspócześni prorokom, by nie tworzyć własnych pokręconych i błędnych interpretacji. Ci, co czytać nie potrafią, muszą uczyć się przez słuchanie. Ale wszyscy mają prawa i obowiązki znać, bo nigdy nieznajomość prawa nie jest usprawiedliwieniem je łamiącemu. To wie największy prostak. Dlatego właśnie księgi prawa mają być proste i zrozumiałe. Ich funkcją jest być przewodnikami ludzi. Już samo to ostatecznie zamyka wywód o niedostępności dla ludzi prostych ksiąg proroków.
Co się tyczy wiedzy ukrytej, owszem jest taka, owszem ujawnia ją Bóg największym umysłom i jednocześnie najbardziej bogobojnym (Wacus to nie ty, nie łudź się)
ale nigdy nie jest sprzeczna z warstwą podstawową (w co wierzysz ty zbałamucony przez Lucjego), raczej dodaje głębi utwierdzajàc to co na pierwszym planie.

MasaKalambura

Jak ci mocniej dowalić, zawsze odpływasz.
Wszystkie pozytywne energie kieruję ku Stwórcy, przez serce i czakrę korony łàcząc je, jak jestem sam, czyli kocham Allah dla uczucia miłości, jak podpowiada Ibn Arabi. A jak jestem w otoczeniu bliźnich to dodatkowo miłosierdzie kieruję na zewnątrz przez serce do nich uczuciem, i rękami słowem i myślą czynem, ku Stwórcy zadowoleniu. Proste działanie prawa miłości. Gdzie tu ukryta podchwytliwość, gdzie abstrakcje? Czynami miłosierdzia wypełniaj świat, to przesłanie Jezusa. Czynami miłosierdzia wypełniaj Prawo. Czy to znaczy ze prawo trzeba porzucić? Żadną miarą mówi Pawel. Tyle tylko, ze mając miłosierdzie dla ludzi i Boga, sercem odnajdziesz właściwą ścieżkę. Wtedy nawet będąc prostakiem (to nie grzech) przejść możesz przez życie z sukcesem ostatecznym. Bo nie w samym rozumie, ale w mądrości płynącej z serca tkwi tajemnica. Z połączenia z Bogiem wypływa mądrość a nie z plątaniny neuronów. Tak rozumieć należy słowa Jezusa (PZN) przytoczone przeze mnie wyżej.

Jednak Prawo pozostaje. Poznawaj je, bo wiedza uszlachetnia i ubogaca. Rozumiejąc powiększysz pozytywny wpływ swych czynów. Nawet ty prosty człowieku. Albo przedewszystkim ty, wszak masz zaległości.

I tak na znajomosci Koranu (w Islamie, w innych religiach masz odpowiednik) opieraj decyzje, co robić. Kiedy tam nie ma jasności, to na sunnie (tradycji) a jak i tu pewnosci nie masz, udaj się do uczonego. A jak i tego zrobić nie możesz, albo czas masz ograniczony lub konieczność nalega, urzywaj serca i najlepszych intencji. Taka jest kolejność wedle Proroka (PZN).

Twoich banialukow wac aż szkoda czytać. Jęczysz jak zraniona sarna. Nie masz wiedzy ani połączenia z Bogiem. Jakieś tylko wyobrażenia o wiedzy kultywujesz. Najeźdźcy Luckowi dajesz się wodzić za nos. Wacusiu.

MasaKalambura

To jest właśnie wyobraźnia duchowa rodem z Wacka. Pornografia. Brawo Wacus. To zdaje się w twojej lucyferianskiej religii zrodził się pomysł pogłębiania duchowości przez kontakty homoseksualne czy pedofilskie. Alister Crowley i cała ta jego banda to wymyśliła. Uświęcenie przez splugawienie. Odwrócenie wszystkiego o 180 stopni. To lucyferianski odłam masoński steruje teraz hollywoodzkim przemysłem filmowym i muzycznym z tym wszechobecnym seksem, koniecznie cudzołożnym, możliwie bezwstydnym i przedstawionym ze szczegółami, z aktami mordu i gwałtu , w których bohaterami są zwykle najokrutniejsi bandyci, złodzieje i oczywiście kłamcy, choć z zasadami. Wszystko przeplatane magią fanazy i pochwałą dla rzucania zaklęć. To właściwe wam skojarzenia. Brawo Wacuś. Zaczynasz mówić otwarcie dopiero przyciśnięty.

Nie mój drogi. Proces odnajdywania w sobie miłości dla Boga jest dość długotrwały i mozolny. Najpierw trzeba zbudować z Nim więź i zaufanie, co odbywa się w trakcie długiej praktyki stosowania Jego Nauki w codziennym życiu, czyli stosowania w praktyce Prawa Stwórcy, modlitwy i medytacji nad Jego Atrybutami i całe mnóstwo innych praktyk, o których można by mówić wiele godzin. Najpierw poznaj Boga, następnie Mu zaufaj, a wtedy możesz nawet Go pokochać. Jak tylko On objawi Swoją miłość tobie.
To jak z rozkochiwaniem się kobiecie życia. Najpierw trzeba się poznac, zaprzyjaźnić, zaufać sobie, oświadczyć się, ożenić i stworzyć rodzine. Z tym ze tutaj Bóg jest stale z tobą a rodziną są wszyscy bracia i siostry w wierze.

Natomiast umiejetność kierowania energii do czakr przychodzi z praktyką świadomego oddechu, przepompowujacego energię wewnętrznej miłości wzdłuż kręgosłupa z dołu do góry do głowy i następnie w dół przednią częścią tułowia, wykonywanym w trakcie modlitwy i innych ćwiczeń połączonych ze skupieniem się na Najwyższym, oraz w trakcie medytacji w bezruchu. Po jakimś czasie nabiera się wyczucia innych strumieni energetycznych a wraz z tym przychodzi wiedza jak nimi manipulować. Choć zasadniczo wystarczy zdać się na serce. Tutaj tez.

MasaKalambura

Komedia, może i komedia. Z tego wszystkiego co napisałeś sens ma tylko to:
„Aby pokochać Stwórcę (wedle tych wszystkich nauk, wedle Biblii i Ewangelii) musisz mieć z nim kontakt, ze swoim własnym El, własnym bogiem,…, każdy nosi to ziarno w środku bo Bóg mieszka w każdym z nas. Ten kontakt jest dowodem na to, że rzeczywiście pokochałeś”
Wyciąłem własnego Abrahama, bo tutaj już odlot lucyfera sie zaczyna.

….Własnym Bogiem, Bogiem Abrahama, Mojżesza, Bogiem Jezusa, Noego, Muhammada i wszystkich proroków od Adama aż po dziś dzień (pokój z nimi wszystkimi). Aby to osiągnąć wystarczy naśladować tych proroków w tym, jak żyli, słuchać ich nauk, które przekazali, modlić się do Boga często i szczerze, modlitwa jest bezpośrednim z Bogiem kontaktem, i uczyć się o Bogu jak najwiecej. Wzbudzać w sobie miłość uniwersalną, traktując bliźniego tak, jakby się chcialo być samemu traktowanym, Tak właśnie podlewa się i dba o ziarno Boskości w sercu przez Stwórcę Słowem zasadzone. Modlitwa jest wystawianiem Ziarna na Światło potrzebne do wzrostu. Dobre uczynki to woda potrzebna roślinie do wzrostu, a glebą jest czyste serce szczerze kochające. I z czasem, kiedy wyprobowujesz na sobie Nauki Jedynego, kiedy nauczysz się w dobroczynności siłę i przyjemność odnajdywać, z małego ziarenka powstaje mocna łodyga a potem pień Drzewa Wiary, które samo jest właśnie związkiem miłości Stwórcy ze stworzeniem.

MasaKalambura

Nudny się robisz Wacęty.

Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie

Oj ~~Masa jeśli twój ”pan objawił prostaczkom” taką metodą jak to było w Egipcie to współczuję. Tam dosłownie każdy hieroglif miał ze 2 oznaczenia. Pierwsze było jawne, a prostaczek który czytał np o tym że ”rzeka Nil wylewa wczesną jesienią” przeczytał zrozumiał i poszedł sobie. Ale ten sam tekst czytany przez kapłana miał nowe dodatkowe dokładniejsze znaczenia. Należy zauważyć że są to dziwaczne praktyki z Egiptu, ale nie odosobnione. Wschód tak jak cały świat miał przekaz liniowy tz był totalny zakaz zapisywania wiedzy – o ile wiem po raz pierwszy ten zakaz złamał nauczyciel Tamerlana, czarownik który nazywał się Bereke. To on zapisał tajną wiedzę przekazywaną ustnie, zrobił to ponieważ jego uczeń Tamerlan nie chciał się szkolić tylko chciał mordować… Zatem mamy już 2 źródła wiedzy zapisanej, a nie przekazanej ustnie odpowiednio przygotowanemu uczniowi – są to Egipt i ten Bereke który wiedzę zapisał po stracie ucznia. Być może przecieków było więcej. Przygotowany uczeń jest gwarancją że nie wypaczy wiedzy… problem zaczyna się jak pojawiają się amatorzy którzy umieją tylko czytać i nic więcej ponad to.

MasaKalambura

Kuralol wiedza ukryta może mieć conajmniej kilka powodów tego, że ukryta została. Może być tak jak w Egipcie, czy w średniowiecznej Europie, gdzie kapłani specjalnie utrzymywali ludzi w niewiedzy aby utrzymywać niezmiennym statusy panow i poddanych. Godnych; niegodnych. Itd. Są to systemy kastowe sztywne i już wymarłe w większości. Choć znajdzie się kilku twierdzących inaczej.

Mogło być tak, ze wiedza przekazywana w ukryciu była wiedzą z rodzaju sztuk magicznych, przywoływania duchów i rzucania zaklęć. Ludzie zawsze odnosili się do takich praktyk wrogo. Całkiem z resztą słusznie. Wiec trzeba było się ukrywać.

Jest tez wiedza, która jest ukryta, bo poziom posiadanej świadomości człowieka nie jest jej w stanie utrzymać w pamięci. To co Don Juan przedstawiał jako nauki prawej i lewej strony. To ta amnezja, która znika kiedy umysł jest pod działaniem THC albo DMT albo innych środków psychoaktywnych a potem znów powraca, tak, że nie jesteś w stanie odtworzyć przeżyć po drugiej stronie zaslony.
Jest to najbliższe tajemnicy, jaka tkwi w tajemnicach monoteizmu, ale tez w technikach wschodu oraz sedna nauki Indian o gromadzeniu wewnętrznej ciszy. Tutaj zamiast środków chemicznych dostarczonych z zewnątrz, elementem powiększającym świadomość i zezwalającym utrzymać wiedzę ukrytą jest zebrana w praktyce wewnętrzna moc. Dana od Boga powiedzą jedni, kiedy praktyką jest dobra modlitwa, Zikr i właściwa praktyka pozostałych elementów wiary. Zebrana w medytacji powiedzą inni jak buddyści. Czy jak Indianie zebrana chwila całkowitej wewnętrznej ciszy i nieskazitelności wojownika. Jak zwał tak zwał. Ważny jest efekt.

Przekaz wiedzy liniowy nadal trzyma się świetnie w Tybecie i pradawna wiedza jest tam nadal nauczana. W Rosji to nie wiem jak jest obecnie, bo Stalin rzucał na dawne Rody całe bataliony NKWD potem jak nikt nie wracał żywy, to rzucał na nich atomówki, potem wejścia to ich twierdz zasypywał odpadami radioaktywnymi. Nie wiem czy przeżyli, jeśli tak to są bardzo wściekli. Resztki Wiedzy w totalnej konspiracji funkcjonują w Afryce w Australii w Ameryce Środkowej.

Tak Eckharta Tolle jest świetny. Nie będę się zagłębiał o co mi chodziło bo to niewłaściwe gdyż prowadzi do licytowania co jest lepsze a co jest gorsze. Trzeba każdego uznać i zaakceptować że jest na odpowiednim dla siebie miejscu w tej rzeczywistości.

Tak, są tacy nałogowcy co lubią tu wracać.

Też wiem o tym że pochówek w ziemi jest dla chrześcijan odpowiedni. Ich brud nie wylewa się natychmiast zatruwając ziemię, tylko zanim się uwolnią rozpadając na atomy to siedzą w czyśćcu czyli w trumnie. Stąd pochówek w Tybecie to szybka droga do powrotu. Oni są chyba mniej przywiązani do swoich ciał. Po śmierci ptaszki ich jedzą, a potem ich atomy rozdrobnione do postaci kupy spadają w dół na ziemię roztrzaskując się na mikrony. Do tego samego wniosku doszli najwybitniejsi nobliści – nakazują się spalić a prochy rozsypać na wysypisku śmieci. Dlatego mnie ruszyło jak napisałeś o tych ”mumiach” bo to jest przecież całkowite przeciwieństwo. (Czytałem gdzieś że Egipt to była kolonia Atlantydy…)

Samospalenie to jest czwarty stan skupienia wody w którym woda się pali. A człowiek składa się w 80% z wody …

MasaKalambura

Wacus, okultysto, spirytualisto, majtają tobą oj majtają.

MasaKalambura

Wacuś, majta tobą niebywałe. Każda istota na ziemi zna moje dokonania. Brawo. No wszechznany jestem.

Jaka to wolność co oprócz połączenia ze Źródłem zależności od duchów naucza? Marionetką jesteś.

MasaKalambura

Wacuś, masz sprany mózg, przejęty w całości, bo niestety zabawa w spirytyzm to napisanie sobie afiszu na czole: “bierz mnie duchu niezbyt czysty cały jestem twój”, więc wolno ci pozornie bezkarnie takie bzdury pisać i w to wierzyć. Pozornie, bo do czasu.

Żadnej z tradycji proroczej nie propagujesz. Prorocy nie dość że praktyk tego typu nie nauczali, to wręcz przeciwnie, dokładnie ich zakazali. Jezus (PZN) dobrych 80% czasu leczenia ludzi (opisów w Ewangelii) poświęcił usuwaniu z nich tych dżinicznych aplikacji. Jego oczywiście też próbowali przejąć. Nie było w tym symboliki.
A Muhammad (PZN) opisał to jeszcze bardziej wprost, wprowadzając, a właściwie na powrót przypominając oczywisty zakaz kontaków i magii typu okultystycznego, obkładając to klątwą obciążającą duszę dwoma najcięższymi z grzechów. Politeizm czyniąc grzechem niewybaczalnym po śmierci (kiedy politeista bez skróchy umrze nim obciążony) a uprawianie magii, okultyzmu, spirytyzmu grzechem drugim w kolejności ciężaru wagi sądu.

Nie ma tu niedomówień. To nie są nauki typu Trócy urojonej wprowadzonej 300 lat po Jezusie (PZN). Jest to napisane i przekazane ustnie wprost, wielokrotnie i tak dobitnie, że najbardziej tępy z ludzi to pojmie bez specjalnego tłumaczenia.

Niestety umysły przejęte, takie jak twój, pod wplywem “pomocy”, “asekuracji”, “nauki” duchów zbuntowanych (bo buntem przeciw Bogu z duchów strony jest kontakt z ludźmi), umysłów Najeźdźcy przyjąć tego nie mogą. No nie mogą. Jak nie chcą, nie mogą. Ani samodzielnie myśleć, ani samodzielnie eksplorować osobistych mocy duszy, którą sami są. Objawia się to na przykład całkowitym brakiem dostępu do snu. O astralnej przestrzeni nie wspominając.

Stwórca, Jedyny Bóg, Podtrzymujący i Sędzia, Allah Wielki i Potężny został doskonale opisany i wystarczy oczyszczać połączenie z Nim. Módl się, zachowój dobre czyny i kochaj.

MasaKalambura

Dobrze dobrze Wacuś. Teraz się raczkiem wycofujesz? Myślisz że tak można? Ależ to tobą majta.

MasaKalambura

Jesli pozycję filozofa wyłącznie gmerającego przy religii na własną rękę, tylko teoretycznie, bez testowania praktycznego; w czasie, w teraz i tu, w linii ciągłej od twego narodzenia do śmierci wciąż podtrzymujesz? Obiecujesz nie rzucać egregorami niekontrolowanych wybuchów gniewu, wtedy może mógłbym zatrzymać swą inkantację obronną.

Nauczony jednak praktyką w wiedzy, jak zwodniczym jest myśleć, że Lucynda napromieniowana naiwną ludziną przerywa kiedykolwiek, inkantancji nie odpuszczam.

Otwarcie definiując możliwy Egregor Obronny całkiem możliwy na początku drogi większości muzułmanów, przeradzający sie z czasem aż do ( w intencji wywołanej) najdoskonalszej obrony Rzeczywistego Jah. Wewnątrz śnienia Allah został zdefiniowany jednym wersem sury Bakara 255 tak przewidująco, czemuż by zatem miała służyć taka, sugerowana przez ciebie moja zła intencją splątana argumentacja w złej woli? Nie da się przesadzić i zbłądzić; jeśli trzymać się umiaru i środka.

Rozwój trzech poziomów poznania różnicy bogów zmyślonych przez ludzi od Prawdy El, przez warstwę egregorycznie właściwą dżinom i ich błędom interpretacyjnym Koranu tj Istot tylko energetycznych, aż do Rzeczywistości Absolutnej ich wymiaru, i wreszcie do Poziomu Końcowego wspólnego obu tym światom w Prawdzie Allah, Stwórcy Początku i Końca, jako Pewność Obecności i Pełni Wiedzy definiuje hiperprzestrzeń poziomów Islam, Iman i Ihsan. Jest zalecany, praktyką i intelektem, wiec powodzenia w przebijaniu kurtyny niewiedzy.

Żeby bowiem udowodnić powyższe twoje urojenia względem mej osoby, winieneś zacząć poznawanie. Zatem Fatiha i Bakara. Te dwie Wacuś masz na ten tydzień. Powodzenia.

”3:54 Oni knuli podstęp i Allach knuł podstęp; a Allach jest najlepszy spośród knujących podstępy. 13:42 Knuli już podstępy ci, którzy byli przed nimi, lecz do Allacha należy wszelka chytrość. On wie, co zyskała sobie każda dusza, i niebawem niewierni się dowiedzą, do kogo należy ostateczna siedziba! ”

”Prawdą jest również, że pogańscy Arabowie nigdy nie zarzucali Mahometowi, że ogłasza on im innego Allaha od tego, którego już znali i czcili. Stąd „Allah” był pustynnym demonem jak wykazują archeologiczne dowody. Tak więc Mohamet usiłował osiągnąć swój cel na dwa sposoby. Poganom mówił, że wierzy w księżycowego boga Allaha. Żydom i chrześcijanom mówił, że Allah jest także ich Bogiem.”

”Cały ten koran to odwrócona biblia, tam niemal wszystko jest na zasadzie odwrotności, podejście do postu, do alkoholu, do kobiet, wyznanie wiary to zaprzeczenie, kłamstwo jest cnotą i tak dalej…”

http://przyjdzpaniejezu.pl/allah-bog-ksiezyca/

http://staraprawda.com/czy-islam-jest-religia-szatana/

”Podobno w Chinach publiczne propagowanie islamu zostało w zeszłym roku prawnie uznane za chorobę umysłowa, leczoną przymusowo w szpitalach psychiatrycznych.”

~~Masa na wszelki wypadek nie jedź do Chin.

MasaKalambura

Kuralol. Rozumiem ze pierwszy cytat z Koranu tłumaczący podstawy rozumienia Wszechwiedzy i praktycznych mozliwosci Wszechmocy ma być podparciem dla słuszności dwóch kolejnych.

Prawdą jest, że Arabowie znali pojęcie Allah, ale byli politeistami, zatem jakie mogli mieć podejście do idei Jednego Boga? Raczej tylko wrogie i raczej prymitywne. Ta sama sytuacja była, kiedy Pawel przyszedł do Greków albo Rzymian i uczył ich o Bogu Jezusa na podstawie pomnika dla Boga Nieznanego, jaki tam się znajdował. Cała zatem nauka to przejście od poziomu demonicznego lub antropomorficznego pojmowania czym Bóg jest, tak bowiem wierzą politeiści i bałwochwalczy, do pojęcia wielowymiarowego Absolutu, o czym uczył Muhammad, jak i Prorocy przed nim (pznw).

Zarzut, ze Koran jest odwróceniem Biblii, to dobre. W twoich ustach, człowieka który do Biblii się raczej nie przyznaje to co najmniej dziwne. Czyżbyś wprowadzał taktykę sprowadzenia wojny chrześcijańsko muzułmańskiej w celu zniszczenia ich obu?
Ale zajmijmy się tym z grubsza. Przykłady alkohol- to pewnie podstawa chrześcijaństwa, być na rauszu całe życie.
Post- bo Jesus nie pościł? A 40 dni kiedy nie jadł i nie pił – przecież to dokładnie opis postu muzułmanów, miesiąc bez jedzenia i picia w dzień. Jak to się ma do postu chrześcijan, kiedy tylko ograniczają spożycie mięsa zwierzat lądowych, zastępując to obrzarstwem rybami? I kto w ogóle pości dziś, chyba tylko najbardziej wytrwali bracia zakonni.

Podejście do kobiet, to jest dobre. Masz na myśli różnice pomiędzy Muhammadem a tzw św Tomaszem. Który głośno wątpił w człowieczeństwo kobiet?
Wyznanie wiary, to zaprzeczenie, że jest jakiś inny bóg obok Boga czyli czysty monoteizm od początku. Faktycznie przy politeizowaniu Trócą musi to być szok.

Kłamstwo może być cnotą tylko w trzech przypadkach, kiedy godzisz zwaśnione strony, kiedy komplementujesz żonę, kiedy prowadzisz działania wojenne dla zmylenia wroga (nie dotyczy traktatów i umów).

Rzeczywiście ale to zarzuty…
aż chyba z Chin zrezygnuję….

MasaKalambura

Wacus pustosłowie to twoja domena Demona bym powiedział. Tylko ktoś taki jak ty może wzywać się religioznawcą przyznając się do nieznajomości jednej z najważniejszych ksiąg jednej najwiekszych religii. Tylko taki głąb jak ty może wierzyć, ze wolno mu nawoływać ludzi do spirytyzmu, okultyzmu i wiary w szatana zamiast Boga, i jest to Ok względem Biblii, samemu w to nie wierząc i nie praktykując tego. Już samo to jest pustosłowiem granicznym. Nic bowiem nie wiesz o sednie okultyzmu czy lucyferianizmu do których zachęcasz, nie uczestnicząc w nich samemu. Twoja o nich wiedza z racji nieuczestniczenie to wierzchnia warstwa sprzedawana przechodniom. Jesteś w ten sposób ich szyldem reklamowym. Słupem drogowym. Pustym w środku napisem głoszącym: wejdź do domu szatana umieraj i oddaj mu dusze.

Ignorancja aż tak bardzo nie chroni. Możesz tego nie czuć, ale co wpis, tylko potwierdzasz. Najeźdźca ma na tobie używanie.
A ja nie mogę sobie pozwolić na duchowe ignorowanie niebezpieczeństwa z twojej strony, albo ze strony okultystow bawiących się marionetką Wackiem. Całe szczęście Islam dostarcza odpowiednich broni, pancerza i właściwego obeznana w sytuacji.

Fenix

Mit o Jezusie, ja tak go rozumiem . Ofiara,chciwy władzy sprzedaje ofiarę, oprawcy żołnierze na usługach władzy ,i sprawcy elity sprawujące władzę . Ten mit odtwarzamy w kółko ? Przed, mit o Zeusie z jego bogami , i półbogami ludźmi. Wzrost świadomości człowieka , stworzymy własny mit.

MasaKalambura

Tak Wacus. Bo nie mogę ja ani nikt inny przewinąć trochę i przeczytać kilku wpisów wyżej, jak otwarcie zachęcasz do spirytyzmu i okultyzmu lucyferianskiego, przy czym za chwile zaznaczasz, ze sam w nich nie uczestniczysz, a tylko studiujesz religioznawstwo, przy czym zaznaczasz ze nie religioznawstwo w ogóle, bo najważniejszych religii i wiar nawet nie tknąłeś, a tylko jakieś tam bajania.
Wacęty Wacęty…

MasaKalambura

Oczywiście troll. Twoje ulubione odwracanie.

Jak chcesz do sądu to idź śmiało. Masz tu materiał dowodowy…
O swojej umiejętności rozumienia tematów znacznie łatwiejszych dałeś już świadectwo niemałe, śmiechu było co nie miara. Tematykę duchowości w twoim wykonaniu wystarczy tylko ekstrapolować na podstawie wiedzy o fizyce i ma sie ogląd na te bzdury jakie wypisujesz.

Lucyfer ma swoje kościoły, swoich wyznawców, swoje praktyki z którymi już przestał się kryć dość dawno. W USA jest to już nawet oficjalnie przez rząd federalny uznana religia. Tylko ślepy nie widzi w tym okultyzmu i spirytyzmu, ściśle związanego z magią zaklęć i urzywania duchów. I to od razu na początku. Jak tylko skończy się czytanie laurki reklamowej kościoła lucyfera i wejdzie o krok głębiej. Że ty taki głupi jesteś, by tego nie widzieć. Widać zasłania ci to bajeczka w którą sam wierzysz. A ganiaj się z Lucindą, i niech ci ziemia lekką będzie…

MasaKalambura

Wacuś, to ciebie śmieszy? Ciekawe, tak właśnie jest. Masz tu wyznawców

https://youtu.be/h960FRiK_O8
https://youtu.be/3kaJVbTM2qE
https://youtu.be/6AOX-_HdFKQ
https://youtu.be/307wIjPXYBw

Widze, ze jesteś tak tępy, ze nawet nie wiedziałeś, ze na świecie ten kult, okult, ta prosta droga do Gehenny nie jest już tajemnicą. W Polsce to rzeczywiście może być jeszcze tajemnica ale bez przesady. Wacuś, mamy 21 wiek.

MasaKalambura

Tak Wacuś, tylko już się tak nie unoś, bo ci żyłka pęknie.
Tak się składa, że znam pisma Bławatskiej i Crawleya poznałem, i trochę inkantacji sekt judaizujących, wiec nie zmyli mnie ta degrengolada umysłowa, jaką tu promujesz, to braterstwo Lucka srucka, co to niby oświeceniowo broni się przed ciemnością. Żebyś ty chociaż otwarcie tak jak mężczyzna stanął i opisał domniemane błogosławieństwa technik okultystycznych, jak wyglądają, czym są na pierwszym planie oraz w planach głębszych, co dają, jakie są zalety czy wady albo ograniczenia, prawdziwy obraz i odlamy sekciarskie wewnatrz tego ruchu.
Ale co ty możesz powiedzieć więcej niż plotki i reklamy. Nie uczestniczysz w tym, sam to przyznałeś, a okult ujawnia się dopiero głębiej zaangażowanym praktykom. Pusta gadanina od ciebie płynie. Wacęty

Masz tu info z WM dzisiejsze:
https://ia801401.us.archive.org/16/items/rwm-2019-03-17/pp-Rewolucja-koscio%C5%82a-Lucyfera.mp3

MasaKalambura

Skoro nie znasz technik okultystycznych, to po co w ogóle to reklamujesz ludziom? Robisz to cały czas – czyżby znów niezauważanie własnych czynów wyparte technikami Najeźdźcy?

Z teorii opisanych przez Bławatską i Crawleya wynika wzywanie duchów – najgorszy możliwy grzechów jeszcze wybaczalnych, oraz politeizm – grzech niewybaczalny po smierci. Wprost i bezspornie.

Jedyne co ukryte to nazwy demonów i ofiary im składane, aby były skłonne działać w imieniu okultystów.

Weź ty się Wacek zajmij może filozofią. Choroby które wymieniasz doskonałe – dobrze pamietam jak już ci je ktoś nam obu dobrze znany zdiagnozował. Klasyczny tępy Wacuś umie tylko powtarzać i błaznować…

a mnie się podoba wpis nr 96 ~~Wacka aż go zapisałem w pliku tekstowym

Monoteistyczne religie Abrahamowe to przekręt na skalę światową, to nieszczęście ludzkości. Oczywiście źli ogłupieni ludzie są i nie neguję tu ich istnienia, a także istnienia Lucyfera itp straszydeł. Uciekając przed tymi straszydłami ofiary wpadają w właściwy obłęd i fanatyzm.

Dzicy ludzie wyznawcy politeizmu prali się zwykle o jedzenie, płodne kobiety, stada owiec. Jakoś trudno jest mi znaleźć starodawne konflikty z bogami w tle. Zazdrosna bozia, która zabrania nawet myśleć o innych boziach dopiero pojawia w wiadomej rasistowskiej mitologii monoteistycznej. Nawet w Mahabharata bogowie prali się jedynie o baby a nawet wojna była o 5 wiosek! które były fajnym łupem dla tych ”bogów” – noż jaja jakieś?! Nie prali się między sobą o to który z ich jest większą i wspanialszą bozią! Chcieli materialnych spraw. Za to monoteizm napuszcza ludzi na siebie w imię pustych słów i teoretycznych ideologi z d. koczownika wziętych. Dzicy przynajmniej wiedzą o co się między sobą piorą (np wojna Trojańska) a monoteiści mordują się w imię chorych konstruktów myślowych. Już pora by ludzkość się wyzwoliła z tego monoteizmu bo inaczej czeka nas 3WŚ jak zapowiedzieli masoni ostatnia wielka wojna religijna. Niech no zgadnę kto najbardziej w takiej wojnie ucierpi … monoteiści oczywiście.

~~Masa w jednym zdaniu skazałeś większe pół ludzkości… ”oraz politeizm – grzech niewybaczalny po smierci. Wprost i bezspornie.” – Kto ci daje prawo do takiego oceniania? Jakoś teraz dzięki tobie rozumiem Chińczyków – porozmawiali sobie z takimi jak ty Muhammedami i doszli do wniosku że tylko psychiatryk tu coś może zdziałać.

MasaKalambura

Bo ty Wacek sam nie wiesz o czym piszesz, co wychwalasz, co krytykujesz, co z czym się wiąże, jakie są duchowe konotacje danych czynów słów i ich odpowiedników w świecie ducha, astralu i ostateczności. Umiesz tylko ględzić wyuczone bzdury i czasem nawet sensowne regułki na tematy, których nie ogarniasz w żaden sposób. Ani praktycznie, bo praktyka wymaga nie być leniem. Ani intelektualnie, bo bez praktyki są to tylko słowa bez znaczenia.

Choroby umysłowe byś leczył, a sam za siebie nie weźmiesz się, bo leniem jesteś i, nie bójmy się powiedzieć tego otwarcie, bezrefleksyjnym głupcem. Tylko bowiem głupek zachwala rzeczy przez siebie nie sprawdzone. Raz dlatego, że wychodzi to od razu w rozmowie, dwa dla tego, że rzeczy te są szkodliwe, a cena za zgubne rady w sferze ducha idzie na źle doradzającego, razem z ceną zła, które przez tę radę słuchający uczynił.

MasaKalambura

Kuralol, ja skazałem? To Bóg skazał. A właściwie ludzie się tym parający sami siebie skazują, o ile mieli możliwość poznać Boga, ale woleli tkwić w politeizmie i bałwochwalstwie. Nie zależy mi na tym by znaleźli się oni w najgorszym z miejsc. Robię co w mej mocy, by tam nie wchodzili. Ale nie zabronisz człowiekowi błądzić, bo cię zaraz oskarży o chęć zmiany jego przyzwyczajenia.

Kiedy widzę kretyńską reklamę Wacka politeizmu, za który jak piszesz połowa planety pójdzie na zniszczenie w Gehennie, szlak mnie trafia. I reaguję. Ale co mogę prócz pisania.

Twoje oskarżanie monoteizmu powtarzane za tym śnieżnym ludkiem mogło by może i ładnie brzmieć, gdyby tylko pozostać na poziomie Wackowej ignorancji. W rzeczywistosci Prawo Boga wprowadzało zawsze najlepsze rozwiązania, stosowane po dziś dzień ( nie znam człowieka, który jest w stanie skutecznie zaatakować Dekalog; ani innego obalającego Prawa Miłości Jezusa). Dla ludów wychodzących z ciemnicy politeizmów do monoteizmów oznaczało to zawsze potężny awans intelektualny i moralny dla całych wielkich społeczności, które po wiekach rozdzielenia wśród wielu bogów, wreszcie mogły stać się jednym ludem jednego Boga. Oczywiście z czasem to się degradowało i perturbowalo, ludzie są tylko ludźmi, ale nie bez powodu ludzkość wybierała ostatecznie jedność w Jednym Bogu. Bo Chiny komunistyczne to tylko krótka historyczna aberracja. Podobnie jak była Rosja, i już nie jest.

Patrząc również na różnice pomiędzy tym, jacy byli Arabowie przed Islamem – mordy plemienne, traktowanie kobiet jak rzecz, niewolników jak bydło, kantowanie w handlu, brak cnoty słowa, niesprawiedliwość i bezład. Dopiero Islam uczynił z nich wielowiekową potęgę zdolną prześcignąć pod każdym względem wszystkie pozostałe ludy świata razem wzięte. Islam przemienił ich w ludzi godnych zaufania, dzięki czemu tylko dzięki handlarzom arabskim uczciwie traktującym kontrahentów, islam przyjęły Malezja Indonezja i daleka Azja czy Afryką. Bez jednego żołnierza. Sami. To wszystko tylko dzięki sprawiedliwemu prawu, i moralnemu ideałowi człowieka do jakiego dzięki Koranowi i Jednemu Bogu ludzie zaczęli dążyć, zamiast prostackiego materializmu. Dzięki dobremu traktowaniu braci w wierze i braci ludzi pośród mężczyzn, kobiet, dzieci, niewolników, a nawet roślin i zwierząt. Można by tak pisać bez końca.

~~Masa, lepiej doprecyzuj który Bóg skazał politeistów? Ten od nieskończonej miłości ten od miłosierdzia co siedzi na chmurce, może bogini płodności to zrobiła, czy może egotyczny jahwe ? Lepiej sobie jasno i precyzyjnie to określ żeby nie było błędu u podstaw.

MasaKalambura

Tak Wacuś, tony materiału i cała kupa śmiechu.

Kuralol, politeistow skazali oni sami. Nie wejdą do jedności bo zaprzeczają Jedynemu.

MasaKalambura

Tak Wacuś, umiejętność rozpoznawania zła i odróżniania go od dobra czyni rzeczywistość nieznośną. Szczególnie lucyferianiom, z ich relatywizacją zła i dobra ekstremalną, tak, że zalegalizować można mordy, a akt homoseksualny traktować jak sakrament kolejnego wtajemniczenia.

Nie mój drogi, monoteizm wprowadzony od czasów Abrahama, ale znany wcześniej przez Noego i jego potomstwo itd, stoi twardo za trzonem moralnym, którego podstawowa treść opisana została w Dekalogu, ktory to trzon wyraźnie odgranicza czyny dobra od czynów zła. Politeizm uznając za występek duszy przeciw zjednoczeniu ze Stwórcą. Ludzie i duchy świadomie prawo przekraczający opowiadają się za złem i zepsuciem. Spełniający je opowiadają się za dobrem. Ta wiedza jest na tyle prosta, że można wymagać jej od 12 latków. Ale nie od Wacka. Bo jemu marzy się świat nie ścigający morderców, złodziei, gwałcicieli i kłamców.

Ot folzof

MasaKalambura

Tak Wacuś, ty wszystko wiesz, wszystkie książki masz na swojej półce, i w ogóle naj.

Ale żeby filozof nie wiedział, że o filozofii antyku wie wyłącznie dzięki Arabom. No tak, ot filologzof…

MasaKalambura

Wacku bredziszewski, a właśnie dzięki kulturze monoteistycznej Islamu, która rozprzestrzeniwszy się z Arabii na więszość ówczesnego świata cywilizowanego, rozwinęła go pod każdym względem, ratując dzieła przeszłe od zniszczenia i zapomnienia, a następnie produkując przeolbrzymi, w Europie do dziś w większości mało poznany wkład w ich rozój na wszystkich poziomach nauki. Ale nie tylko bo również sztuki czy architektury, jednak w specyficznym, orientalnym kształcie.

To czym straszysz, obecna degrengolada w świecie Islamu jest dalekim cieniem, a czasem niestety nawet parodią tego, czym była kultura Islamu przez piewszych kilka wieków istnienia. Jednak nie wymagam od ciebie takiego wglądu w historię kultury. Tylko ty potrafisz chwalić się religioznastwem nie znając podstaw największych religii. Tak samo jest pewnie z twoją filozofią bo jest tak z całą pewnością z fizyką. Kultury po twych pornograficznych wybuchach nie spodziewam się żadnej, chyba że kultury zadnej. Cały Wasuś jestes teoretycznie tylko, wirtualnie.

Ot filozadof…

MasaKalambura

Bawimy sie teraz w co by było gdyby? Niezwykle to filozoficzne.

Wacuś, nie zrozumiałeś, Arabowie przed Islamem nie mieli specjalnego zainteresowania nauką. Sztukę uprawiali, szczególnie poezję. Nic dziwnego, że Koran przyszedł właśnie do nich w tramtym czasie. Jednak dopiero Islam z nauki uczynił obowiązek, z praworządności i sprawiedliwości stadard, z dobroczynności jałmużny i pomocy innym filar wiary i tak dalej i tak dalej. Prawa człowieka powiadasz? To co dziś nazywa sie prawami człowieka i prawami socjalnymi Islam wprowadził 14 wieków przed Europą. Ale co ty możesz o tym wiedzieć. O ile wiesz, a ile nie wiesz…

MasaKalambura

Brawo Wacuś, to tylko jedno wielkie terrorem wprowadzone imperium, ludziom wciśnięto na siłę prawo Koranu, i przez kolejnych 14 stuleci wbijano wiarę na sile. Jak już wspomniałem wcześniej nie licząc Malezji, Indonezji czy Afryki środkowej i zachodniej do, których żadne miecze nie dotarły, tylko handlarze i tylko na podstawie wiedzy zdobytej od tych handlarzy i podczas obserwowania ich uczciwości te olbrzymie połacie ziemi same się zislamizowały.

Bóg nie przyszedł z ostateczną wersją Prawa w jakimś bezsensownym momencie, tylko właśnie z premedytacją wybrał najmniejszy i najsłabszy naród w tamtym czasie, i uzbroiwszy go w Swoje Słowo dał im siłę pobić w boju i intelektualnie ówczesne potęgi Bizancjum i Persję, tak ze te z radością podjęły temat i same stały się potęgami wewnatrz Państwa Muzułmańskiego budując jeszcze dalej jego trzon intelektualny, wzbudzając na nowo dyskurs naukowy i filozoficzny islamu z Antykiem wydobytym z niepamięci, czego pokłosiem był najwspanialszy rozwój nauki w dziejach końca pierwszego tysiąclecia naszej ery. Zatrzymany masakrą mongolską, którego najazdu nie zdołali odeprzeć (masakra Bagdadu 1000 000 ludzi), ale nawet Mongołowie, dziki lud azjatycki po najechaniu ziem muzułmańskich sam poddał się Bogu, rozprzestrzeniając Islam jeszcze dalej.

Tak na zakończenie, wiesz Wacus, byłem przed chwilą na obiedzie u mojego kolegi Ujgura z Kirgistanu, opowiadał mi jak jego rodzina w Chinach jest teraz traktowana ze względu na swą wiarę. Jak małe dzieci zmusza się by zamiast Boga partę komunistyczną nazywać Akbar. A jak nie to obóz koncentracyjny a czasem śmierć.
Bardzo to ciekawe historie. Ależ ci twoi chińscy przyjaciele wspaniali…

MasaKalambura

Wacuś, nie boję się nikogo oprócz Boga. Chińczyków też nie. Niech sobie tworzą imperium cyberiady ateistycznej. Pożyjemy zobaczymy, jak to się rozwinie.

Co się tyczy oceny Islamu, przecież nic nie wiesz. Nic nie przeczytałeś, nie znasz ludzi jedynie propagandę. Zatem czym jest ocena jaką wystawiasz? Konfabulacją ignoranta. Cały ty.

MasaKalambura

Wacuś nie masz zakazane, a jednak nie znasz najważniejszej z Ksiąg Islamu, ani jednej ksiegi hadisów, żadnej z sir, ani jednej z ksiąg o historii początków państwa muzułmańskiego pisanych przez uczonych Islamu. Jedyne co znasz to przednie banialuki drugiej wrogiej strony, która co ciekawe opierała się na pismach muzułmańskich, bo innych zrodel z tamtego okresu i miejsca brak. Wiem bo czytam sporo, Islam nie dość ze nie zakazuje czytania to do tego przymusza. Kolejny twój bzdecik wśród wielu innych.
Czyli jednak masz zakazane, ale o tym nie wiesz. Twój pan Lucjan Podmózgi nie da ci ich wziąć do ręki. Pewnie dlatego, ze bardzo źle działa na jego obecność samo brzmienie Koranu w oryginale. Najmocniej Bakara, którą polecałem ci na początku tygodnia. Jest ona używana przez egzorcystów. Czyż to nie ciekawe.

Po przeczytaniu tragmentu o braku problemu ateizmu u chińczyków padłem ze śmiechu. Proszę napisz coś jeszcze.

MasaKalambura

Dobre, mamy jasność. Religioznawca co ksiąg religijnych nie czyta. Filozof co dzieł filozofów nie zna. Pusty w środku, wydmuszka słowotwórcza. Brawo Wacek.
A Lucyna bezpieczna. Nikt jej Slowem Boga nie podrażni. Nosiciel śpi jak spał.

”A słowo stało się ciałem i zamieszkało pomiędzy nami” Jak to się zaczyna? Na początku było słowo… itd. Jak wiemy Abraham miał problemy, była susza, nie było co jeść, mało kobiet, ogólnie nędza. Więc siedział na kamieniu myślał i charczał sobie coś pod nosem… i słowo ciałem wnet mu się stało! Wymyślił plemiennego boga, który będzie wspierał tylko jego bandyckie wędrowne plemię i kasował konkurencie do koryta (czyli do żarcia i kobiet). Mowa w jego plemieniu była charkotliwa i nie umiał jak większość plemion wychwalać bogów na A tj Adonai, może konstrukcja krtani ludów pustynnych na to nie pozwalała z powodu kurzu i piasku, ale szły im za to dobrze pochrząkiwania na hhhiiijjjj więc szczytem werbalnym stała się bozia której imię było najwyższym tonem jakie plemię mogło wycharczeć: IIIIHHHHWH i to stąd mamy całe późniejsze mioty plemiennych boziów na Ihwh Isis oraz Iesua wiadomo, a potem w kolejnych wybranych przez plemienną radę starszych imion typu Izzak Ismael Jakub Jonasz itp.

Wracając do tematu. Pojawia się dużo wskazówek, że zaczęło się to w momencie jak człowiekowate zaczęły MÓWIĆ tz porozumiewać się werbalne co było bardzo dawno temu. Jak bardzo dawno ? Podobno 40 tyś lat temu. Wiem że upraszczam za co przepraszam, ale staram się przekazać tylko pewną myśl upakowaną w komentarz internetowy. Dlatego się nie rozpisuję. Nie wiem jak oni wynaleźli mowę … zgaduję że jak neandertale jedli na żywca jakiegoś nieszczęśnika to ten ryknął na nich AAAAA więc pomyśleli, że jak się idzie do bozi to trzeba wydawać dźwięki na AAAAAA. Może rzucali w przepaść to co było przeznaczone do zjedzenia żeby mięso zmiękło i ofiary kierujące się w locie do bozi też robiły aaaaaa, które wprowadzało plemię neandertali w ekstazę umysłowo taneczno intelektualną. Licho wie jak to z nimi było. Co by nie wymyślić faktem jest, że pierwszy bozio był na A. I nie da się temu zaprzeczyć! Idąc tym tropem można rozpoznać kręgi kulturowe wielu plemion np B Ben = Syn czyli drugi po bozi ojcu … serio polecam prześledzić imiona boziów wraz z lingwistycznymi zdolnościami plemion. Są tacy co maja ogromny problem z R ale świetnie im wychodzi S itd itp.

MasaKalambura

Zmieniło by tyle, ze dałbyś mi choć minimalny powód, by traktować słowa, które wypowiadasz serio.
A tak jesteś sobą łot filolozoolog.

MasaKalambura

Jedno by się zmieniło, miałbyś wiedzę. A tak jak głupi byłeś tak i pozostałeś.

MasaKalambura

Wacuś, to zamiast zajmować się bezprawną oceną innych opisz praktykę planety, na którą się wybierasz pracując czynami. Bo teorią się nie idzie.

Ja opiszę tobie moją.
Moja to ta (inszaallah), na którą idą ci, którzy nie kłamią, nie zabijają bezprawnie, nie zazdroszczą, nie cudzołożą, nie kradną, którzy dobrze traktują rodziców, zachowują dane słowo, kochają Jedność w Bogu Jedynym, opisanym Atrybutami Koranu, dają jałmużnę, poszczą i modlą się i starają się być najdoskonalszą wersją siebie nie na pokaz, nie fałszywie, nie jak hipokryci ale szczerze, z oddaniem służąc ludziom ku zadowoleniu Boga, dając im to, co sami by sobie życzyli od innych otrzymywać.

MasaKalambura

O, nawet nie zaskakujące, wszak nie masz nic, żadnej praktyki. Żadnej budowy przyszłości ostatecznej świadomie nie prowadzisz. Kierujesz się wyłącznie na zewnątrz, bo nie prowadzisz inwentaryzacji wnętrza. Tak samo na jawie (nie umiesz odpowiedzieć na pytanie), jak i w podświadomości (nie analizujesz treści snów, nie dopuszczasz ich do jawy).

Ale planetę, na którą trafisz będziesz miał przypisaną. I jest tylko jeden grzech powodujący zakaz jej opuszczenia kiedykolwiek, jeśli okaże sie Gehenną, jedną z jej 7 bram.

MasaKalambura

Wacuś jak narazie to ja przestawiłem tu dwóch autorów literatury okultystycznej, ktorą miałem nieprzyjemność poznać. Ty żadnych. Wiec jeśli już osądzam, to nie po okładce, tak jak ty Koran.

Po drugie analiza snów jest zawsze na jawie. W trakcie zwykłego snu, świadomego śnienia czy OBE informacja od podswiadomosci, nadświadomości albo od Boga (przyszłość) przychodzi. Dopiero po obudzeniu można ja zinterpretować.

Tzw kity to wciskasz ty sam, gdy nie mając wiedzy silisz się na analizę składu religii, której boisz się poznać. I wychodzą Lucynowe kwiatki.

To zdradzisz wreszcie te praktykę, ten ideał jaki starasz się zrealizować. Tę planetę, na którą się wybierasz?

~~Masa twój raj to: inszaallah = Naozobil lach = If Allach Wills = Jeśli Allach Będzie (niech będzie wola Allacha)

Coś mi się zdaje że to jest przecież takie typowo katolickie ”niech będzie twoja wola” = dalej tkwimy w tym samym pustynnym środowisku ? To może być straszny grzech gdy połapią się o co chodzi wyznawcy z spranym mózgiem przez Allach-a utną ci głowę jak się w teoretycznej kiedyś-przyszłości zorientują się żeś jest wyznawcą katolicyzmu. A ty tam chcesz z nimi (katolikami) do nieba iść zamiast ”zaginąć w akcji” jak każdy praworządny muzełmanin i iść do nieba gdzie dają te 40 letnie dziewice wraz z atrakcjami na wieki wieków amen.

MasaKalambura

Nie mówi się nigdy, będzie tak i tak, bez dodania, jesli zechce Bóg. Jest to zasada Koraniczna. To oznacza po prostu uznanie, ze bez zgody Najwyższego nic się nie dzieje. Poza tym wspominanie Boga to dobry uczynek.

Islam to kontynuacja nauki proroków Boga Jedynego. Podobienstw z chrześcijaństwem i judaizmem jest bardzo wiele. To w koncu to samo Boskie Źródło. Tylko inni przekaziciele, inne czasy i tym samym inni odbiorcy, oraz inny czas dekompozycji.

MasaKalambura

Takie to twoje czytanie ze zrozumieniem.
Nie napisałem ze nie czytałeś, tylko nie przytoczyłeś nazwiska autora w rozmowie ze mną.

Analiza snów w Islamie to sunna Wacuś. Tłukę to w ten twój niezbyt mądry łepek od początku naszych rozmów. A ty nawet w powyzszym cyklu zdążyłeś to moje przywiązanie do warstwy snów kilkukrotnie wyśmiać, aż tu nagle kolejny wielki odwrót kota ogonem, bo wnioskuję o tobie na podstawie twego do snów podejścia.
Nawet gdy analizuje sny wedle symbolicznego klucza zawartego w tradycji Biblijnej i Koranicznej, analizując je robie w tym temacie więcej od ciebie. Pajacyku.

Wacuś na podstawie twojej nauki przestawiłem ci ideał planety na którą z większym lub mniejszym przyszłym sukcesem staram się trafić. To Bóg zadecyduje nie ty, choć wiem, ze masz ambicje być Bogiem, Lucynda ci to wszeptuje, stąd cała dyskusja. I po raz kolejny pytam ciebie, jaka jest twoja praktyka i twoja planeta.

MasaKalambura

Wacusiu kochaniutki, projektujesz na mnie swe własne lęki i wybuchy gniewu.

Jak mogę dokonać analizy? Na wiele sposobow. Albo poprzez wykorzystanie garnituru symboliki dostarczonego przez pisma święte- dajmy na to symbolika zawarta w snach Józefa- Słońce Księżyc i gwiazdy kłaniające się jako jego rodzina oddająca mu cześć w przyszłości. Sen Faraona siedem kłosów i siedem krów jako siedem lat dostatku itd. Jest tu pomocny również sen Abrahama, jak składa syna w ofierze. Tu znowu symboliki nie ma żadnej, Abraham widział swą przyszłość.

Analizując wyłącznie powyższe w polaczeniu z doświadczeniem własnego śnienia zauważam, ze symbole nie są stałe a zmienne, odpowiednie psychice śniącego. Zamiast zatem kopiować symbole trzeba raczej starać się odgadnąć własne przy wykorzystaniu kolorystyki symboliki znanych z pism na podstawie głównie własnego doświadczenia.

I tak właśnie doszedłem, że kiedy śni mi się ze łowię ryby, po ich rozmiarze i tym czy udało mi się je zdobyć lub czy uciekły, oceniam prognozowaną przez Stwórcę w moich snach przekazaną przyszłość w biznesie, jaki prowadzę ja sam i moi bliscy, którzy tez mi się śnią czasem.

Ta nasza z tobą i Kuralolem rozmowa tez mi się przyśniła. W sposób tak symboliczny, ze dopiero twoje planety uzmysłowiły mi czego ten sen dotyczył i co zapowiadał.

Tak tez i pytam po raz ostatni, jaka jest twoja praktyka i planeta mierniaczku.

Ps sunna to tradycja. Naśladowanie charakteru i zachowań najlepszych to praktyka. A znajomość tłumaczenia znaczenia daje większy ogląd niż nie czytanie wcale.

MasaKalambura

Wacuś nauka i interpretacja to nie jest praktyka głąbuniu. Praktyka to zestaw działań, to czyny. Czy tak trudno temu Lucusiowi, co ci tłumaczy to co widzisz pojąć, o co pytam? Planetę docelową osiągasz nie przez przez słowa jakie poznałeś czy pojęcia z jakimi się zetknąłeś, nie przez deklaracje jakie o sobie samym innym przedstawiasz, a i tu już nie do końca, bo fałszywe świadectwo to grzech. Liczy się to, co robisz. Praktyka. O nią pytam bęcwałku. Porzuć że wreszcie tę durną instalację.

W snach (zwykle) nie śnią się arabskie czy hebrajskie słowa, tylko obrazy. Baranku. Zatem kiedy widzisz obraz nie ma znaczenia jakim językiem go opiszesz, tylko czym on jest, co przedstawia i co może symbolizować. Śnią już małe dzieci. Juz dziecko zatem może się o swoim własnym śnieniu uczyć. O wiele ważniejsze jest bowiem w ogóle snów zapamiętywanie. Analiza to kolejny wieloletni krok. Wiedza przychodzi z doświadczeniem. To praktyka. Ja ją mam, ty deklarujesz, choć zdarza ci się często z niej kpić, co stawia tę deklarację w bardzo wątpliwym świetle. Szczególnie że dopiero wiek 40 lat jest twoją granicą startową.

Szkoda, że nie udało mi się ciebie nawrócić na Islam. Ale to nie człowiek nawraca, tylko Bóg. Jedynie przeciwstawiłem się twoim durnowatym politeistyczno okutystycznym zapędom.

MasaKalambura

To nie monoteizm nas odczłowiecza, tylko ci co nas nienawidzą, nie mając ograniczeń moralnych odczłowieczają nas w związku z tym, że deklarujemy swój monoteizm. To podszept Lucka, on nienawidzi każdego, kto nie życzy sobie go mieć za kompana.

Nigdzie nie twierdziłem też że jestem nieomylny, albo że muzułmanie są nieomylni. To przecież ja zwracam uwagę, że świat Islamu jest w tak złym położeniu, bo muzułmanie odeszli od religii, zagubili naukę, porzucili modlitwę, zniszczyli jedność jaką przez tyle wieków byli, zapomnieli bogactwo duchowe, jakiego źródłem jest Koran i sunna, i teraz cena naszego życia spadła bardzo. Opisuję islam i proroków jako wzór, do którego dąże a nie którym jestem. Stąd InszaAllah. Ja bym bardzo chciał, ale czy się uda, czy jestem na właściwej ścieżce o tym Bóg decyduje, nie moja opinia, ani tym bardziej twoja.

Co wynika z obrazów, że mi się śnią?
A no to z tego, że mam dzieki temu całą ich kolekcję w swej pamięci. Mam również całą kolekcję przygód, jakie mi się przytrafiły, i których opis senny był taki to a taki – to jest do odnalezienia, dopasowania. I na podstawie tego właśnie rozkodowuję swą własną symbolikę, mając wiedzę z ksiąg, jakiego typu symbolikę otrzymywali inni, jak ja ludzie. NIe ma tu znaczenia jaki użyto język, większą ważność ma znaczenie słów które język opisuje. I tak samo jak nie mogę mieć 100% pewności ich znaczeń, tak i ty jej miec nie możesz. Stąd właśnie praktyka osobistego śnienia jest wg mnie ważniejsza niż to, jakim językiem księgi opisują sny innych ludzi.
Nie wiem skąd uroiło ci się, że zwalczam czytanie ksiąg i naukę ich zarówno w oryginale (jak ktoś języki zna) oraz w tłumaczeniu (jak ktoś musi na tłumaczy się zdać). Jest dokładnie na odwrót. Sam polecałem ci tutaj księgę kontynuację Starego i Nowego Testamentu. A ty negujesz sensowność czytania ksiąg tłumaczonych, po co zatem tłumacze? Ty sam z racji swego zaślepienia nienawiścią do mnie (jest w tym troszkę mojej winy, drażnię cię jak bym lwa za ogon ciągnął) porzucasz możność sprawdzenia (na początek) łączności tych dwóch z Koranem, co powinno być conajmniej ciekawe dla szczerego poszukiwania wiedzy z Ksiąg.

Wróżką nie jestem, bo nikomu nie wróżę. A sobie mogę szukać wiedzy gdzie tylko mi się podoba. W snach ukryta została ostatnia z dróg proroczych, dostepnych ludziom zgodnie ze słowami Muhammada. Więc co dziwnego, że chcę poznać własny sen? Dziwne jest to, że ktoś tego poznac by nie chciał.

Przewyższasz mnie praktyką? Jaką praktyką?

MasaKalambura

Wacuś nie śnisz, a radzisz śniącemu od lat. Nie czytałeś Koranu, a opowiadasz o nim komuś, kto czyta go w oryginale i we wszystkich dostępnych tłumaczeniach.

Nie masz praktyki. Nie praktykujesz niczego. Wiec czego chcesz nauczać praktyka. Człowieku ogarnij się.
Ty mnie chcesz nauczać wiary? Politeista okultysta w teorii? Żałość bierze.

MasaKalambura

Wacuś bęcwałku to twoja praktyka właśnie.
Praktyka śnienia – blog pana x.
Praktyka duchowości – książka tego i tego
Praktyka tantry – film na youtube

Wacek nie gotuje, on ogląda Okrasę. Nie zna sztuk walki, ale kupił poradnik Brusa Lee. Prawa jazdy nie ma, ale często widzi auta. Gitarę w ręku zastąpił krótkim kursem korespondencyjnym. Domu nie zbuduje, ale prenumeruje Muratora. Niczego nie naprawi, ale może ściągnąć schemat. Pływanie, boi sie wody, ale czytał kursy żabki i kraula. Podróże? Po co, przecież ma przewodniki. Po prostu alfa i Romeo.

Planeta Wacka – nie wiadomo, pomiędzy książką a książką nie zapracował wiele. Nie kontrolował siebie ani tu ani tam.
A wiedza którą posiadł, nie zdatna do niczego, Wacus nie naumial się przekładać jej w czyny. Nie zdążył zachwycając się pojemnością swego mózgu, nieświadomy starczego uwiądu. A Lucek śmieje się z dala, kolejny frajer do kolekcji…

MasaKalambura

Ojojoj, nie rozpłacz się.
twój wpis 132
“Tak jak osoby żyjące w rozpuście, zmysłowości i przesadnej namiętności i fantazji, również względem bozia, budują sobie nową planetę, lucyferyczną na którą ich dusze będą się wcielać po śmierci, tak samo osoby żyjące wyłącznie prawem, surowymi nakazami i zakazami, techniką, materializmem i zimną wyrachowaną logiką pragnący kontroli, również sobie budują nową planetę, na którą zmierzają po śmierci”

To jest prawie dokładnie opisana droga dusz w Islamie. Tutaj opisałeś twoją wizję piekła hipokrytów. Islam też tak opisał jedną z bram Gehenny, krtórą przeciwstawia Ogrodom Raju, do którego trafiają dusze wyzwolone z cierpienia, które za życia podążały szczerą, szlachetną i pełną poświęceń drogą miłosierdzia dla ludzi i miłości do Boga, Stwórcy Wszystkiego i Jedynego Sędziego.

Zatem nie wybierasz się nigdzie, ale wybierasz się? Znowu Lucka Strucka rozdwojenie jaźni?

Wacuś same studia nie uczynią cię inżynierem. Mając ten tytuł dopiero stajesz się nim w praktyce pracy. Wiem, bo inzynierem jestem.
Tak samo ty może i przestudiowałeś to czy tamto, ale guzik wiesz, bo nie sprawdziłeś nic w praktyce. Nie doradzasz zatem, tylko móndrkujesz słabym ego, podnosząc tym swą samoocenę. Realizując i przenosząc na innych lęki przed nieznanym, o którym czytałeś tylko i boisz się poznać, albo kierując ku zgubnym dla dusz ludzkich praktyk, których sam nie tykasz nawet, ale udajesz inaczej, i dopiero przyciśnięty stwierdzasz, że jesteś tylko znawcą z kanapy.

Nieznane pozostaje dla ciebie nieznane, nawet jak przeczytasz wszystko co dostępne, poznanie przychodzi z praktyką.

Tak samo dziedziny snów, obcowania ze Stwórcą (religia) sztuki tantryczne, gotrowanie, budowanie, grę na instrumentach albo w gry, sporty, podróżowanie, kobiety i mężczyzn, życie. Praktyka Wacku, praktyka.

MasaKalambura

Oczywiście Wacuś, oczywiście…

Potwierdzam. Jestem z całkowicie odmiennej szkoły niż Wacek, ale wnioski odkryłem / zdobyłem takie same jak on. ~~Masa jak staniesz oko w oko przed nieznanym to nic po tych wszystkich zapisanych bajeczkach, zauważ że twoja praktyka może pochodzić z tego co znane. Jak przychodzi co do czego, to zawsze cofnie cię do rdzenia, a pominie bajeczki. A to są przecież bajeczki to jest tylko tonal – powtórki. Żyjąc, sam wybierasz, które odloty tonala ci odpowiadają – taka jest cena konformizmu osób żyjących w emanacjach tonala. Pisałem już wcześniej na tym forum, nie ma dowodów na to, że ta cywilizacja wyszła poza tonalne zdobycze Lema Clarka Asimova Dicka. Sorki, ale czytając twoje rozpaczliwe wpisy dostrzegam że to co takim jak ty nie weszło (jeszcze) do opisu świata (tonal) wzbudza jedynie lęk i odrzucenie.

MasaKalambura

Kuralol o ile wiem wejście w astral jest odpowiednikiem Nagula. Nie jest to szczególnie trudne, wystarczy upór, szczera intencja i wieloletni trening połączony z dogłębną rekapitulacją (to chyba wiesz). Obecność tam po latach pozwoliła mi na bardzo osobliwe odczytanie Koranu dla tamtej strony. Wszystko pasuje. Doskonale uzupełnia Koran i Sunna nauki Don Juana, tak żeby obecność Nagula w wyzwoleniu nie była potrzebna. Klasycznie przez smierć i zmartwychwstanie.
Zarówno co do miejsca „On Pan dwóch wschodów i dwóch zachodów.”
Jak i zamieszkujących je istot – dżiny, świadomosci nieorganiczne.
Podobnie droga nieskazitelnego wojownika. Dla człowieka z Europy znacznie łatwiej stać się nieskazitelnym wojownikiem islamu niż indiańskim. Tak czy siak droga prosta.
Jeśli widzisz w tym, co pisałem rozpacz to jest to odbiór zupełnie fałszywy. Jedyna rozpacz jaka mnie bierze, to ta wynikająca z czytania bredni Wacka Sracka. Naczytał się kniżek, niczego nie sprawdził (wg niego sprawdzenie to przeczytanie, praktyka to siedzenie na fotelu) a móndrkuje, że głowa boli. Tfu!! Jiddu Krishnamurtii jego rozczochrane.

Wacek, oczywiście masz rację. Pozdrów Lucka. On pisze mnóstwo książek. Nie rozumiesz albo nie chcesz zrozumieć, że udziela własnego umysłu ludziom. Indianie nazwali to Najeźdźcą, Muzulamnie dżinem Iblisem, a wśród ludzi kultury judeochrześcijańskiej to Lucek. Przykładem mogą być wszystkie te dzieła, w których jak twierdzisz Wacęty wmawia się ludziom, ze stary czy nowy testament zachęca symbolicznie do kultu wielu bogów. Totalna bzdura. Przychodzi Koran, doktryna Tauhid, wyjaśnienie tych bzdur, ale Lucjan nie odpuszcza. Dalej to samo. I Wacek bredzi, bo Jiddu Krishnamurtii jego w twarz!

Chodzenie w astral bez wiedzy i analizy to głupota. Wacek nazywa to ”krytyczne rozumowanie” a ja pod tym terminem mam analizę. Dlatego zadawanie się z bytami nie ma sensu bez dogłębnej analizy tego co one żądają od ludzi. Tym bardziej sprawdzanie i potwierdzanie czegokolwiek taką metodą to już zupełny odlot. Przecież one nie powiedzą ci nic więcej ponad to co dotychczas zrozumiałeś i przeanalizowałeś. Dla mnie jest to niepojęte jakim sposobem można te zbrodnicze systemy wyzysku z ksiąg Abrahamowych podpiąć pod naturalną wiedzę indian ameryki środkowej.

Podam ci zwykłe fizyczny ćwiczenie jak można sprawdzić czy masz zaburzenia w trawieniu i zaburzenie emocjonalne, w uczuciach, zaburzenie rozumowania, mózg uszkodzony oraz dewiacje egotyczne. Jakbyś spotkał Don juana to on by cię taką metodą sprawdził. Oto proste ćwiczenie: Ręce do przodu otwarte kciuki do góry łokcie na zewnątrz dłonie do siebie, teraz należy klasnąć z tył za plecami ale klasnąć zewnętrznymi stronami dłoni jedna o drugą, łokcie są ustawione do wewnątrz w kierunku kręgosłupa na wysokości nerek wątroby lub wyżej, wnętrze dłoni na zewnątrz, a kciuki nadal do góry. Nie wolno obracać dłoni, robisz wymachy i klaskasz za plecami. Proste? Wynik mówi o tym jakie masz na kręgosłupie ustawienie pierzastego węża czyli energii kundalini tej z ziemi i ciała wycelowanej do prawidłowej pracy mózgu i dalej do nieba. Każdy prawdziwy nauczyciel na wschodzie czy na zachodzie czy w australii tak sprawdza zanim nauczy cię choćby prawidłowego dłubania w nosie. A ci którzy tego nie umieją zrobić sami są tylko egoistami i uczą egoizmu gdyż do ich głowy nie dociera pełny obraz, czyli spektrum rzeczywistości w której fizycznie przebywają. Dlatego uważam że tylko liniowy przekaz daje nadzieje człowiekowi, który może się kiedyś czegoś nauczy w przyszłości. Idź do swoich mułłów i uczonych w piśmie rabinów i im to sprzedaj, może dzięki temu coś zrozumieją i zejdzie z nich choć trochę opętanie w którym tkwią.

MasaKalambura

Na tapczanie siedzi len
Jiddu Krishnamurtii cały dzień

MasaKalambura

Na tym polega twoja praktyka. Przeczytał mistrza. Poczytał o zbawiennym wpływie medytacji. I tyle. Praktyka – 0

Tak jak powiedziałeś, ścieżka serca powyżej astral i mental. Zatem najpierw astral, potem mental. A potem to…

A Wacek siedzi na tapczanie.
Przez minutę mózg mu stanie?
On o medytacji czyta
To czytanie nie praktyka.

MasaKalambura

Ty Wacus nie ogarniasz niczego. Nie wszedłeś do przedpokoju (astral) a o salonach rozprawiasz.

To nie jest coś, co sobie możesz wybierać. Drogę do wyższych poziomów przechodzi się przez niższe. Na poziome jawy i medytacji możesz sobie wybierać co chcesz oglądać. Ale na poziomie ducha przy rzeczywistych wędrówkach tamtędy musisz przejść. A skoro nie byłeś tam, nie chrzań o poziomach wyższych.
Ten twój Jiddu Krishnamurtii był tam, stad może o tym nauczać. O tym co tam i wyżej. Dlatego naucza aby się w ten rejon nie zagłębiać, bo w praktyce zwyczajnie musisz przez niego przechodzić aby wyjść dalej. Stad nauka o unikaniu pułapek astralu.

Widzę jak ze swego dyletanctwa praktycznego starasz się zrobić atut. Ale działać to może na takich jak ty sam teoretyków kanapowych.

Na tapczanie siedzi leń
Wacek tępy niczym pień

MasaKalambura

To jest właśnie to. Na razie nigdzie nie idziesz. Narazie czytasz na tapczanie i wydaje ci się ze znać drogę i iść nią to to samo.

Owszem mając ciało astralu nie opuszczasz. Natomiast duchem owszem opuszczasz Tak podczas śnienia jak i głębokiej medytacji. Tego nie znasz, choć czytałeś o tym. Uczucie rozdwojenia.

Ja na natomiast ruszyłem w drogę prostą. Drogą serca kochającego swego Stwórcę, będącego daleko ponad tworami astralu mentalu i co tam jeszcze ludzie nie wymyślą, miłością wyrażaną w codziennej modlitwie, w medytacji nad Jego Absolutem, w miłości do braci i sióstr poprzez rozpuszczającą serce jałmużnę, która zmywa grzech i obciążenia karmiczne. Taka to ścieżka wojownika plus wiele wiele więcej.

Niewielka jest bowiem szansa spotkania mistrza, który pomoże wejść w ostateczność tak jak się wchodzi do ogródka, jak to uczynił Jezus. Bliska zeru. Droga przez smierć i zmartwychwstanie natomiast 100 % pewna. Tak wiec ociąganie się z decyzją pójścia w dobre uczynki i zbieranie odważników wagi dobra jest szaleństwem. Kto z nas wie kiedy przyjdzie smierć?

MasaKalambura

Wacuś, sen to mała śmierć.

MasaKalambura

To tłumaczy bierność i brak działań. Podobno to mało.

Mozna również oprócz zniechęcenia, beznadziei i ogólnego otępienia, wstąpić na drogę prostą, drogę ku zbawieniu. Wystarczy ustanowić na nowo świadomą łączność ze Stwórcą, definiując ją na podobieństwo Adresu IP jako Boga Proroków (Mojżesza, Jezusa, Muhammada) Boga Jedynego, odnawiać je stale w aktach czci, modlitwy, medytacji i przed każdym zaśnięciem, kiedy wykonujesz czynności pożegnalne z tym światem jakbyś miał się już nigdy nie obudzić (mała smierć) oraz czynność oddania w związku z tym duszy Bogu. Oraz uwalniać się z grzechu, karmicznego przywiązania z tym światem ściągającego nas ku Gehennie. To robi się poprzez ćwiczenie nieskazitelności działań oraz dobroczynność, a także post.

Nie jeden powie, ze to ułuda, bo podobno to czy tamto. Ale oni już przegrali. Poddali się i trwają jak umarli.

Bóg poprzez Proroków powiedział jednak, ze zawsze jest nadzieja, dokąd żyjesz możesz uratować dusze i wejść do ostateczności jako zwycięzca. Wystarczy wesprzeć się na Bogu.

To lepsze niż beznadzieja.

MasaKalambura

Żyje po to by kochać. Boga i bliźniego. To jedyny cel stworzenia człowieka i dżinów. Cierpię, kiedy nie kocham ja albo bliźni. Kiedy kocham cierpię mniej, a czasem wcale To odpowiedzi monoteizmu.

Podaj swoje

MasaKalambura

O kłopotach z realizacją pierwszej części celu życia napisałem w drugim zdaniu. Nie czyn w swej głowie obrazu muzułmanina nieludzkim. Muzułmanin, monoteista to człowiek, słaby, pełen wad i pożądliwości. Jego siłą jednak może być i często jest przywarcie do pierwszej części. Kiedy uda się mu zrealizować sercem i czynem miłosierdzie dla Boga, który nie opuszcza nas na sekundę i widzi wszystko. Który mieszka w sercach innych istot czujących, wtedy jest na drodze prostej i ma szansę, powtarzam szansę na ratunek i wyzwolenie.

Taka odpowiedz jest jednocześnie nauką jak i wskazówką.

Co wskazuje twoja pseudofilozoficzna zagadka? Jak jest odpowiedz twojej filozofii? Nie dość ze nie znaczy w praktyce nic ponad słowa, to jeszcze nie daje żadnych szans na wyzwolenie. Twoje słowa.

MasaKalambura

Odpowiedziałeś sobie sam na pytanie.

Kochanie i cierpienie to nie jest wyłącznie uczucie, to przede wszystkim czyny. Jeśli kochasz, nie zabijasz bezprawnie; nie kradniesz, nie cudzolozysz, nie kłamiesz i nie dajesz fałszywego świadectwa, nie pożądasz ani zazdrościsz innym. W tak welu wariantach, ze potrzebna jest do tego księga wraz z jej tłumaczeniem praktycznym (Koran i sunna).

Zacznij od tego, bo to niszczy duszę. Aby osiągnąć wyzwolenie nie wystarczy tego nie czynić, musi iść za tym intencja, musi iść za tym uczucie. Nie czynisz innym tego co sam nie chcesz by tobie czyniono, bo kochasz siebie i chcesz być kochanym, a kiedy kochasz współodczuwasz. To czynisz innym co chciałbyś by tobie czyniono. Nie wystarczy się powstrzymać od czynienia zła, wyjdź pierwszy z czynieniem dobra. Jałmużna. Pomagaj rodzinie, kochaj i wspieraj rodziców, pomagaj biednym, wspieraj sierotę, twój sąsiad twym przyjacielem, posiadania wrogów unikaj; nie wolno obrażać się na brata czy siostrę na dłużej niż trzy dni, potem pogódź się z nim. I tak dalej i tak dalej.

Powiesz wtedy, robię to wszystko ale uczucia nijak wzbudzić nie mogę. Dobrze mówisz, bo czucia kluczem jest twoje serce. Serce, które budzi się do miłości kiedy czynisz dobro. Ale potrzebuje źródła energii, bo miłość to energia działania, energia życia. Jej źródłem jest Stwórca. On, Wszechwiedzący, nigdy cie nie opuszcza, jest w każdym momencie z tobą, wie o tobie wszystko, wspiera cię w twych zmaganiach, zapewnia wyjście z trudności, ratunek i wszelkie zaopatrzenie potrzebne abyś mógł realizować miłość. Skup się na tym, że czynisz dobro nie dla tych ludzi, tylko dla Boga mieszkającego w twoim sercu. Dla Boga który przenika serca wszystkich. Dla Boga który tchnął w nas nieco ze Swego ducha, aby uzyskanie połączenia z Nim, ze Źródłem Życia, Źródłem Miłości było łatwe i proste. Bóg jest Jeden on Bóg Proroków. Posiadający Najpiekniesze Imiona. Wiekuisty. Kiedy wiesz to, już z Nim się połączyłeś/aś.

Kiedy nareszcie nauczysz sie z Nim łączyć, kochaj Go w aktach czci. Módl się tak, jakby stał przed tobą. Proś go o wszystko, dziękuj za wszystko czym cię obdarował. To jest twój jedyny prawdziwy Przyjaciel, Wszechmocny. Zarowno w tym tym co dobre jak i tym co złe. Bo nie człowiek a Bóg wie, co jest dla niego dobre czy złe. A nauka poprzez wiele sprawdzianów prowadzi. Czcij zatem Boga, wspominaj Go, na Niego nakieruj swoje serce a będziesz miał/a miłość i będziesz szczęśliwy/a, i nie będziesz cierpieć, a cierpienia zadawane tobie przez innych przestaną się liczyć. Bo On jest zawsze blisko i w każdej potrzebie przybywa.

MasaKalambura

Wacus, policz zaczepki z twojej strony, twoje pomawianie i inne agresywne słowno-intelektualne zlepki, dodaj do moich, i masz w praktyce bilans zastosowania prawa: co chcę by mnie czyniono innym daję. W formie skrajnej oko za oko. Prawo to nie zostało nigdy zniesione, jedynie rozwinięto je znacznie w stronę miłosierdzia. Nauczając, ze przebaczenie jest lepsze. (ja ci wybaczyłem ale nie odmówiłem sobie reakcji, bo byś na głowę wlazł) Zawsze jednak można doń wrócić bez moralnych strat. Zysków co prawda tez żadnych, bo zyski są głównie z miłosierdziem. Ale strat też większych nie widzę. Na moje emocjonalne zaangażowanie w dopierniczaniu ci pismem nie licz. Linia nerwów płaska jak u psychopaty, za którego mnie bierzesz. Chcesz, to masz. Może trochę śmiechu…

Jesus uczył nienawidzieć rodziców, No brawo. To jest twoje rozumienie i nauczanie, No zwyczajnie dramat.
W dekalogu jest takie dodatkowe prawo w prawie: jak kto troszczy się o swoich rodziców, tak jego dzieci troszczyć się będą o niego. Ty i te twoje symbole…
Jezus nie nakazał nienawidzić rodzica tylko wskazał to, co i ja wyżej napisałem. Nie czyn nic ze względu na miłość do tych osób czy rzeczy. Rób wszystko dla Boga, z taką intencją działając zdobędziesz prawdziwą miłość i osiągniesz zwycięstwo.
Dokładnie z tego samego powodu lewa ręka niech nie wie co czyni prawa. Jałmużna zaś jest dobra przedewszystkim dla dającego. Pod warunkiem ze skryta. Inaczej wzbudza pychę i złe uczucia.

Właśnie dlatego, że zbawienie nie przychodzi łatwo ty, ambitny inaczej, hołdujesz zasadom nie przynoszącym ratunku z założenia.
Natomiast rzeczywiście ambitny człowiek wie, że łatwe to nie jest od początku, ale mimo to próbuje przez ciągły trening. Znając możliwość hackowania systemu nagród i kar wynikających z czynów dzieki miłosierdziu oraz, a moze przedewszystkim dzięki wierze i miłości szczerej do Boga, ambitny czyni swe trudne zadanie z dnia na dzień prostszym. Mimo stale obecnych potknięć, pracuje by zmniejszać ich ilość bardziej i bardziej. Stabilizując życie do stanu drogi środka i umiaru osiąga spokój coraz większy i większy, i tak buduje ducha. Bo zrzucając z siebie grzechy i napięcia w codziennej modlitwie dokonuje stale zachodzącej rekapitulacji życia, oczyszczenia i energetycznego wzmocnienia u Źródła, z którym dokonuje połączenia i synchronizacji. Dzięki temu osiągając coraz większy wgląd w Ostateczność. I osiągając coraz większe zbliżanie do Stwórcy, co ocenia po trafności przewidywań śnienia. Im kto bliżej, tym sen bliższy prawdy i przy tym coraz częściej. Procz tego jest jeszcze co najmniej kilka innych wskaźników. Ten jednak należy do mocnych.

Tak pracujący wytrwale i do samego końca wierny zwiększa swe szanse na ratunek. Ale tylko zwiększa. Ostateczna ocena do Boga na Sądzie należy.

Miłości można uczyć się na kotach. Koty w domu nie są dekoracją tylko po to aby było nam miło. Miłość jest wtedy gdy widzimy że kot jest bezpieczny zdrowy i wesoły, wtedy robi się przyjemne uczucie w sercu.

~~175 Większość ludzi których znam to ich życie i cierpienie motywuje jedynie do tego by nie trafili do piekła. Nagrodę w niebie to już im monoteistyczni kapłani skutecznie wybili z głowy, głosząc tezy że nikt nie zasługuje na niebo. Religijni ludzie wszystko robią ze strachu, a nie z miłości, a im są starsi tym robią się gorsi.

MasaKalambura

Tak jak myślałem, skrzywdzony w młodości mści się w starości. Biedny Wacuś. Na zasadzie: na złość mamie odmroził sobie uszy. Można i tak.

Jezus uczył wyłącznie miłości do Boga. Pisząc, ze to kłamstwo, zamykasz cudnie cały temat.

Mt22,36-40
„Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?»On mu odpowiedział: «Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem9. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy».”
Mt 6,9-13
„Wy zatem tak się módlcie:
Ojcze nasz, który jesteś w niebie,
niech się święci imię Twoje!
Niech przyjdzie królestwo Twoje; niech Twoja wola spełnia się na ziemi, tak jak i w niebie.
Chleba naszego powszedniego3 daj nam dzisiaj;
i przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili;
i nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, ale nas zachowaj od złego! ”

Co można dodać?
Acha, ze to wszystko inaczej, każde slowonznaczy co innego, a sens o miłości do Boga jest w rzeczywistosci ukrytym przekazem, by Boga nie kochać. Może nawet ze Boga nie ma wcale. To Wacuś. Dodajmy, Wacuś, który postanowił od Boga odejść, zwąchał się z Lucyndą, i działa na szkodę wszystkim w tym przedewszystkim sobie, nawet nie ukrywając, że żadnych szans na ratunek mieć nie może.

PS, współczuję ludziom, którzy nie wierzą w miłość szczerą prawdzwą i uniwersalną. Ale nie współczuje ludziom, którzy próbują te wiarę odbierać innym. Tym na pohybel…

MasaKalambura

Nie. Nienawiść jaką Jezus uczy, to nienawiść do rzeczy przyziemnych, do materializmu, który więzi tutaj dusze, i nie pozwala rozwinąć skrzydeł duszy. To napisałem wyżej, i to pisze teraz. Duszę rozwija miłość do Boga której uczył Jezus.

Boga Swego, Boga Mojżesza, Jezusa i Muhammada. Boga Proroków, Boga przekazującego przyszłość. Boga, który przenika dusze wszystkich istot. Boga, który tchnął w nas nieco ze swego ducha, ułatwiając tym kosmiczną identyfikację rzeczywistego Źródła Życia, Boga, Allah, od wytworów ludzkiej wyobraźni, które przerasta pod każdym względem.

Można zatem kochać Boga Swego, Boga który istniał zawsze, Boga Mojżesza, który jest składową duszy. Nie należy za to wymyślać sobie swego Boga.

Ładnie Wacuś, ale kłamiesz po czym konfabulujesz. Jezus uczył kochać Boga. Wystarczy przeczytać całość pisma by z łatwoscią stwierdzić, ze bredzisz.

To z resztą było jasne od początku każdemu, kto choć odrobine je zna. Natomiast do niedawna nie było jasne czemu tak konfabulujesz. Teraz to proste. Wiara lucyferiansko hiduistyczna, która tak zaciemniła twą intencję, nakazuje ci utrzymywać się na poziome medytacyjnej autohipnozy, która ma prawdopodobnie uśmierzyć świadomy ból drogi upadłych, którą z pełną wiedzą podążasz. Aby nie być w tym buncie, wywołanym jakąś traumą z dzieciństwa, samemu, ściągasz w ten obłęd i innych.

MasaKalambura

Naukę Jezusa celnie podsumował Pawel. Kto miłości by nie miał, byłby jak miedź brzęcząca czy cymbał brzmiący.

Tak, Jezus nauczał świadomości pogrążonej w świetle miłości. Do Boga Jezusa i Boga naszego.

A po co Koran? Ostateczne wyjaśnienie….

Pa

MasaKalambura

No to do szkoły Wacuś

https://youtu.be/Gh8Lv6Wu-_Q

MasaKalambura

Wacuś, nie pokochasz Boga, dokąd nie docenisz wielkosci Jego stworzenia. Tylko twój ateizm, podobnie jak u tego naukowca, tylko on czyni ten materializm bezdusznym.

Ja widzę w tym jedynie Doskonałego Stwórcę przy pracy.

Do szkoły Wacuś, do szkoły.

MasaKalambura

Czym jest schizofrenia wiesz z pewnością.

Ja myslę, ze nie ma się co na rzeczywistość obrażać. Jest jaka jest. A Bóg Wielki i Potężny włada nią on line non stop. I jest to piękne.

MasaKalambura

Rzeczywistość jest jaka jest. Podobnie Bóg jest Który jest.
Natomiast ludzie mogą otworzyć się na prawdę, przyjmując to co jest, albo tworzyć własne co do nich fantazje.

MasaKalambura

Strasznie dużo poświęcasz fantazjowaniu o mnie.
Lepiej byśzrobil jakbyś nic nie robił.

Bóg przemówił do nas za pośrednictwem proroków.
Dał nam świadomość, której rozwój uzależnił od poziomu miłosierdzia, jaki osiągnęliśmy.
Utwierdził proroków przez proroctwo, które się spełniło.
I nas utwierdza dzięki wizjom, które daje nam w snach, które się spełniają.

Tak Ten Który Jest potwierdza rzeczywistość która staje się, jak przekazał.

Lono jest tylko teraz. Lono rozpuszcza się z twoim ciałem po kilku dniach. W Tybecie twierdzą że silne Lono zostaje czasem dłużej pod postacią demonicznej Jarwy. Masa – Wacek znowu ma rację. Twoi prorocy budują tylko myślowe konstrukcje kolejne iluzje. Bóg jest w nas, skąd ta wasza mania pośredników władców skarbonki i wiedzy. To zwykłe nieuctwo i lenistwo pozwala zrzucić odpowiedzialność na ”proroków” – bo oni już wiedzą więc ja nie muszę się starać i rozwijać własnej świadomości gdyż przede mną zrobił to jakiś ”prorok.”

MasaKalambura

Fantazjujesz Wacuś o mnie aż do przesady. Zakochałeś się?

Skąd wiem co Bóg zrobił, od Boga, z pism, które dał ludziom. Jak rozpoznaję, ze to nie fantazja? Otóż właśnie przez ścisły związek przepowiedni, jakie dostali prorocy z rzeczywistością, w której się spełniły. I nadal spełniają. Proroctwa Muhammada opisują zjawiska naszych czasów. Pwt, 18,21-22
„Jeśli pomyślisz w swym sercu: «A w jaki sposób poznam słowo, którego Pan nie mówił?» – gdy prorok przepowie coś w imieniu Pana, a słowo jego będzie bez skutku i nie spełni się, [znaczy to, że] tego Pan do niego nie mówił, lecz w swej pysze powiedział to sam prorok. Nie będziesz się go obawiał.”

Jednym z tych zjawisk, proroctw jest właśnie rozlanie się ducha w dniach ostatnich. Zapowiedziane jeszcze w starym testamencie i nowym testamencie. Gorąco w niego wierzą katolicy i chrześcijanie wielu innych sekt. W islamie zostało ono zapowiedziane właśnie w ten sposób. W dniach ostatnich sny wiernego Bogu zwykle będą pokazywać to, co nastąpi dniach następnych. Jak mówiłem wielokrotnie śnienie to ostatnia z dróg proroczych po Ostatnim Proroku i Wysłanniku.

Nie jestem zatem prorokiem, tych już nie będzie po Muhammadzie(PZN) ale mogę korzystać z ostatniej z pozostawionych ludziom ponadczasowych pasm informacyjnych. Dostępnych ludziom miłującym Stwórcę.

Dziwne, że jakieś Akasze tutaj reklamujesz, a nie załapałeś ze jako takie są to właśnie obszary informacji ostatecznej. Zatem ponad czasowej. Ty opisałeś co, a ja piszę jak tam dotrzeć. Tym się różni teoria od praktyki. Wacjęty.

MasaKalambura

Powiedziałem ci, ale ty odmawiasz zrozumienia. Wiem od Boga za pośrednictwem Proroków, których proroctwa potwierdzają ich prawdomówność. Sprawdzalność na poziomie rzeczywistosci materialnej daje prawdopodobieństwo na poziomie rzeczywistosci ducha równie wysokie.
Może wedle ciebie proroctwa Biblii się nie spełniły. Wedle mojego rozeznania spełniły się i dalej się spełniają. A już Muhammada spełniają się tak bardzo, że obecność czasów ostatecznych dziś przestała być pytaniem. Bliskość zaś Godziny graniczy z pewnością.

Dostęp do Akaszy może mieć każdy. W śnieniu mam to i ja. Oprócz ciebie. Ty nie masz.

Zastanawiałeś się może czemu? Czemu nie masz? I czemu mimo ze nie masz, pouczasz o niej kogoś kto ma?

MasaKalambura

Lekarzu ulecz siebie…

MasaKalambura

Co widać po kontroli rzeczywistosci ostatecznej, jaką posiadłeś.
Ups, No tak. Fantazjowania moc co najwyżej.

MasaKalambura

Czyli z bogobojnego zmieniłeś się w bogobojnego po swojemu. Dalej żyjąc programami kotolicyzmu, z tym ze lekko podrasowałeś je judaizującym hinduistycznym lucyferianizmem, który nie dał ci nawet żadnej nadziei na ratunek, z góry stwierdzając: będziesz Wacus potępiony chocbys nie wiem jak się starał. Pozostałeś wierny Synowi, ale to już nie jest Jezus syn Maryi, tylko Chrystus Lucyferus deus. Zaszczepka świadomości, jaką zesłał twój bóg, w którego wierzysz jakoś tak średnio, boziem go zwąc. Bardzo to ciekawe.

Dla mnie ta świadomość, którą tak wielbisz, to Najeźdźca. Świadomość dał nam Najwyzszy Bóg kiedy tchnął w każdego z nas nieco ze Swego Ducha. Aby do niej dotrzeć na nowo, trzeba najeźdźcę zrzucić z siebie. Bo ta łajza gnębi niemal wszystkich, oprócz dzieci i tych którzy się jej pozbyli. Jest to akt tak wyraźny i pamietny, że jeśli go nie pamiętasz w swym życiu, znaczny to że najeżdźca cię trzyma. Ty Wacuś tego problemu nie masz Ty uważasz to za właściwe.

Kiedy jednak ktoś uparty tego zerwania z najeżdżcą, zwanym tez szatanem świadomie dokona, pozostaje sam jak palec. Bez wsparcia ducha, na którym dotąd opierał całą swą świadomość. Ta samotność dla kogoś, kto nie ma wsparcia w nikim z ludzi, kto tego dokonał, jest tak przytłaczająca, że większość rezygnuje z tego, i wraca do starego.
Jest jednak inna możliwość. Dokonania tego ze wsparciem od Stwórcy. Trzeba tylko do Niego przylgnąć.
Islam jest religią stworzoną dla ludzi porzucających wszelkie pośrednictwo w kontaktach z Bogiem. Modlitwa, i pozostałe akty czci wykonywane regularnie bylueują taką wież i zaufanie. Teraz porzucenie niechcianego doradcy odbywa się systematycznie. Islam uczy, jak odpychać i wywalać z doświadczania tę namolną i ulierdliwą niczym kleszcz szatańską smołę myślową.

W pewnym momencie ta chwila przychodzi. Szatan odpuszcza i przestaje być tobą. Przestaje być twą myślą. Odsuwa się i od tej chwili słyszysz go jako obcą myśl. Nigdy cię nie opuści. To pewne. Obiecał to Stwórcy, ze wolno mu próbować do śmierci podsuwać musli zwodnicze. Ale odtąd może tylko próbować. Na wszystkie sposoby. I im bliżej do Boga Najwyższego się zbliżysz, tym strategia się zmienia, częstotliwość również.

Natomiast w sytuacji, kiedy dokonałeś rozdzielenia będąc pełen wiary w Boga i ze zbudowaną silną więzią opartą na praktyce religijnej, akt ten pozostając trudnym wstrząsającym wręcz wydarzeniem, jest jednocześnie łatwiejszy. Bo możesz teraz mieć oparcie na swym Stwórcy. Możesz teraz budować trwały mechanizm dusza-ciało, kiedy elementy duchowej rzeczywistosci przenikają do rzeczywistosci materialnej i na odwrót. Kiedy zatapiasz się w Duchu Prawdy, tak iż przeżycia w duszy śniącej stają się odzwierciedleniem duszy w ciele materialnym – proroctwo snu. I jie tylko. Bo zaufanie do Boga buduje zaufanie do Intuicji, i duchowość człowieka wzrasta. Oczywiście czasem tez maleje. Jesteśmy ludźmi. Ale przy udziale szczerze praktykowanej religii srednia wzrasta.

MasaKalambura

No miło się czyta te twoje fantazje. Niestety nie praktykujesz nic, sam to przyznałeś, wiarygodny nie jesteś wcale. Przeczytałeś, pomieszałeś, oszalałeś.

Kriszna priszna na fotelu,
Żegnam Lucka przyjacielu.

MasaKalambura

Tak, na fotelu. Już przerabialiśmy temat.

MasaKalambura

Wysiedzisz wysiedzisz, zapytaj Kuralola jak zdobyć energię na OOBE.
Właśnie to pozwala mi sądzić, że nawet tego nie umiesz.

MasaKalambura

Tak, zawsze jak cię do ściany przycisnąć, takie bączki puszczasz.
Ja nie chce, a co mi to, jestem ponad to, to może być niebezpiecznie, a to a tamto.

Wacuś po uzbieraniu odpowiedniej ilosci milczącej energii stany astralne wzbudzają się same. Ty guzik zbierasz, bo guzik medytujesz. Jesteś pusty jak wydmuszka.

MasaKalambura

Domena ego Wacuś, to jawa.

Do astralu wchodzi się w celach szkoleniowych. Dobrze Wacuś, nareszcie. To podstawówka. Potem dopiero są studia.
Nie idziesz na studia bez podstawówki.
Kto to tu wypisuje ciągle?

MasaKalambura

Wacuś znowu w świat fantazji odpływasz.

Astral to szkoła podstawowa. A przed tym jest jeszcze żłobek, sztuka śnienia bez OOBE. To tam rozgrywa się największa pokusa ego, folgowanie sobie we wszelakich możliwych fantazjach w spełnianiu wszystkich możliwych pożądliwości, które ego musi powstrzymywać na jawie. Nie dziwota, że wolisz w to się nie zagłębiać. Mało kto lubi oglądać siebie zupełnie odartym z ograniczeń jawy.

Tak już na zakończenie Wacuś, piszesz że astral nie jest ścieżką wojownika. Że don Juan tego nie uczył. Tak się składa, że to jego nauki wyodrębniają kilka bram śnienia. Wszystkie trzeba przejść po kolei, i nie ma przeskakiwania, jak sobie to ślicznie ubzduraleś. Otóż ostatnia brama została opisana mniej więcej tak:
Wychodzisz w Nagul do sobowtóra (ciało astralne) i widzisz swoje materialne ciało jak śpi. Widząc je odwracasz się i ruszasz w nieznane.

MasaKalambura

Znowu te twoje fantazje.

Astral i kolejne poziomy od niego to właśnie Nagul don Juana. W systemie jaki tam zaprezentowano, z udziałem szamanów i całego ich kramu rzeczywiście poziom to nieosiągalny dla nas samodzielnych poszukiwaczy.
Natomiast nie ma tam ani ostrzegania przed astralem. Ani całego tego zamyślonego na poczekaniu przez ciebie lucyferiansko hinduistycznej papki. Jest to uznana droga do milczącej wiedzy. Która jest do udźwignięcia tylko dla niektórych.

Jest za to prosta droga poszukiwania połączenia z duchem i duszą.
Poziom jawy, nieskazitelność w działaniu i utrzymywanie wewnętrznej ciszy.
Poziom snu, przekraczanie kolejnych bram śnienia na astralu kończąc.

Wraz z opanowaniem tych dwóch równoległych dróg dochodzi się do ustanowienia więzi z ciałem bliźniaczym tzn ciałem astralnym właśnie. Nastepnie połączenie tych dwóch pozwala uzyskać pełnię władzy i swiadomosci nad nimi obydwoma jako jednością materialno-duchową, i to zarówno na jawie jak i w trakcie śnienia, co pozwalało na wejście w nieznane.

Oczywiście astral a dokładniej świat ducha sam z siebie ma kolejne poziomy nazywane przez niektórych mentalnym i dalszymi. Jednak następne osiąga się zaczynając od tego. Nie ma to już tak wielkiego znaczenia, bo przejście jest płynne. A najtrudniej jest tam wejść właśnie. Dlatego cały wysiłek większości poszukiwaczy skupia się na tym. Aby oczyścić się wewnętrznie; przebudować świadomość ku nieskasitelnosci, opanować intencję jako koezalezną siłę i całą resztę tak, by możliwe było wejście w astral i dalej.

Możesz tu w nieskończoność powtarzać te rególki, jakie wyryłeś na pamięć. Masz duże doświadczenie w tyciu na pamięć niedoszły filozofie. Jednak wiedza ta to nie są regułki, tylko zasady postępowania. To wytyczne są, i jako słowa same z siebie nieznaczą nic.

Skoro nie wykonujesz nic oprócz siedzenia na fotelu próbując nie myśleći łudząc się ze właśnie Krisznujesz. A samo niemyślenie nie dało jeszcze efektów podróży duchem. I nie musi być ten astral. Może być mental. Może być i czysta energia. Skoro żadnego postępu nie zrobiłeś, bo jak piszesz tylko czytasz i zwlekasz z decyzją wyruszenia w konkretną drogę, To twoje rady są na nic. Z resztą to w tym twoim pisaniu jest uderzające. Ty nie pokazujesz jak osiągnąć jakikolwiek postęp. Żadnej praktyki prócz siedzenia na fotelu.

MasaKalambura

Właśnie dlatego że nie śnił, jedną z ksiąg zatytułował sztuka śnienia.

Widzę że kopię się z koniem.

~~Masa. Wacek znowu ma rację. To nie są poziomy astralu, o jacie. Każde ciało śni swoje odrębne sny. Zrób taki eksperyment: Jeden dzień postu z olejem rycynowym i szybkie czyszczenie, dzień wcześniej albo na drugi dzień idź kup sobie w sklepie wątróbkę wieprzową albo wołową to dla muzełmanów, tak z 0,5 kilograma. Umyj wątróbkę w zimnej wodzie, zblanszuj cebulkę z czosnkiem na patelni, potem ładuj paski wątróbki do zapełnienia całej patelni. Następnie zjedz wieczorem po godzinie 16 wszystko na pusty żołądek i nic więcej nie jedz w tym dniu. W nocy będziesz miał na 100% sen z poziomu czerwonej czakry podstawy. Doświadczysz wieprzowej rekapitulacji czyli mega strachu srania pod siebie ze złości i bezsilności, a potem umrzesz. To był sen ciała fizycznego wieprza. Człowiek ma inne ciała i są też inne sposoby na wejścia w sny tych ciał. A ciał jest tyle ile czakr. Na ostatniej najwyższej mieszka Niszczyciel, dlatego naukę zaczynamy zawsze od czakry podstawy i się wspinamy do góry. Nawet w UFO o tym wiedzą i piszą to samo np w najnowszym NEXUS-ie 2 (124) jest na końcu właśnie w tym temacie artykuł.

Don Juan był jednym z najwybitniejszych widzących na Ziemi. Widział kto ma ciało świadome. Ba, mógł w ten ”kokon” zaglądać do środka. Normalni widzący widzą tylko nieprzenikniony kokon. Znowu Wacek dobrze napisał. Wiedzę zdobywasz przez mitologię śniąc / marząc o wyższych sprawach poszerzasz swoje horyzonty wyzwalasz się z poziomów zwierzęcości. Te książki Castanedy to bełkot, one nic nie znaczą jak nie ma się klucza, który ten bełkot właściwie ustawia. Ludzie tkwią w ślepych zaułkach przez to traktowanie dosłownie co tam jest napisane. A Castaneda opisał wesołe historyjki, a pominął milczeniem ciężką monotonną pracę nad sobą… np on miał 4 pasy mistrzowskie w karate ale ani słowem o tym w książkach, bo to by było niekomercyjne. Rozumiesz Masa coś z tego co napisałem?

MasaKalambura

Rozumiem. Wiedzę zdobywasz przez naukę i praktykę. To właśnie pisałem Wackowi. Pomijanie praktyki, w tym wypadku praktyki śnienia eliminuje z doświadczania naukę teorii. Zatem samą naukę w praktyce.

Dojście do astralu to podstawa od której zaczyna się rzeczywista nauka o duchu. Kiedy ducha masz dopiero możesz go poznać. Dopiero kiedy wiesz, jak do niego dotrzeć, zaczynasz go poznawać. Siedzenia na fotelu to jie nauka.

Co z tego, ze Wacek umie to ładnie opisac. Już pominę to, jak wiele pisze dokładnie na odwrót. Rzeczy które pisze możesz znaleźć w necie. Ale o swoim duchu dowiedz się będąc nim.

MasaKalambura

Wacuś, Wacuś; Wacuś.

Tak. Świadomość jest wspólna. Don Juan i inni wyprzedzili nas w rozwoju. Są tam, w warstwach cebuli. (Las capas de cebolla.) Nie mogą przejść przez kolejną bramę. Czekają na nas w pewnym charakterystycznym miejscu żółtego świata. Tysiące oświeconych też tam tkwi. Czekają kiedy reszta ich zbiorowej duszy osiągnie tak jak oni poziom 7 i dopiero wtedy wspólnie przejdą wyzwolenie. To dlatego jedyną rzeczą, która ma sens na tym świecie jest pomoc bliźnim. A materialne pasożytnictwo jest tego całkowitym zaprzeczeniem.

MasaKalambura

Kuralol.
Czekają na Sąd.

Jak na dole tak na górze. Jedyną osądzającą instancją jest serce, to ono zapisuje wszystkie twoje czyny. W odpowiednim momencie zostają one jedynie wyświetlone i to wtedy odbywa się to co jest powszechnie nazywane jako sąd ostateczny. Wcale nie robi tego bozia na chmurce. To człowiek sam sobie robi podsumowanie. Prawdopodobnie ten ”osąd” polega na porównaniu do wzorów Adamy (matrycy ludzkiej to jest ona obojnacze połączenie kobiety i mężczyzny, Adam to kolejny wymysł) a ona jest bardzo surowa. Z twoimi poglądami ~~Masa to nie wiem jak ty przed nią staniesz…

pl Polski
X