W Polsce rodzi się najmniej dzieci w powojennej historii

Opublikowano: 06.09.2023 | Kategorie: Społeczeństwo, Wiadomości z kraju

Liczba wyświetleń: 1814

W 2022 roku w Polsce urodziło się 305 tys. dzieci. To najmniej od zakończenia drugiej wojny światowej. Spada liczba kobiet w wieku rozrodczym, w dodatku coraz później i coraz rzadziej decydują się na macierzyństwo, a wskaźnik dzietności nieznacznie przekracza 1,26. „Największym problemem w polskiej demografii jest rozpad więzi społecznych. Duży wpływ mają również kwestie ekonomiczne” – ocenia Michał Kot, dyrektor Instytutu Pokolenia.

Z najnowszego opracowania GUS „Sytuacja demograficzna Polski do 2022 roku” wynika, że pod koniec ubiegłego roku liczba ludności Polski wyniosła niecałe 37,8 mln, o ponad 141 tys. mniej niż rok wcześniej. Stopa ubytku rzeczywistego wyniosła –0,37 proc., co oznacza, że na każde 10 tys. ludności ubyło 37 osób. Liczba ludności zmniejsza się od 2012 roku (z wyjątkiem 2017 roku), a pandemia w sposób szczególny pogłębiła niekorzystne trendy obserwowane na przestrzeni ostatniej dekady. Wpływa na nie przede wszystkim przyrost naturalny, który pozostaje ujemny od 10 lat. „Jeszcze kilka lat temu rodziło się w Polsce około 400 tys. dzieci rocznie, 40 lat temu było to ponad 500 tys., dzisiaj liczba urodzeń oscyluje wokół 300 tys. rocznie i najprawdopodobniej w kolejnych latach będzie spadać” – mówi agencji Newseria Michał Kot.

W ubiegłym roku urodziło się ok. 305 tys. dzieci. To o niemal 27 tys. mniej niż rok wcześniej i jednocześnie najgorszy wynik w powojennej historii Polski. GUS – na podstawie trendów z ostatnich 30 lat – określa sytuację ludnościową w kraju jako trudną i ocenia, że w najbliższej perspektywie nie można się spodziewać znaczących zmian gwarantujących stabilny rozwój demograficzny. „Spadek liczby urodzeń w kolejnych latach jest spowodowany dwoma czynnikami. Po pierwsze, jest mniej kobiet, które mogą urodzić dzieci. Kobiet w wieku 20–39 lat jest około 4,8 mln, ale jeszcze 20 lat temu było to 5,5 mln. Natomiast dziewczynek w wieku od 0 do 19 lat jest w tej chwili 3,7 mln, czyli za 20 lat będziemy mieli jeszcze mniej kobiet, które mogą urodzić dziecko. Liczba kobiet w wieku rozrodczym spadła o około 1/3” – mówi dyrektor Instytutu Pokolenia. „Drugim czynnikiem jest spadek średniej liczby dzieci, którą urodzi kobieta w ciągu swojego życia”.

Współczynnik dzietności to miara określająca przeciętną liczbę dzieci, które urodziłaby kobieta w ciągu całego okresu rozrodczego. Aby zapewnić stabilny rozwój demograficzny kraju, w danym roku na każde 100 kobiet w wieku 15–49 lat powinno przypadać średnio co najmniej 210–215 urodzonych dzieci, obecnie jest to ok. 126. Jeszcze w 1990 roku wskaźnik ten wynosił 1,99.

Rodziny coraz później decydują się na dzieci. W 1990 roku średni wiek kobiety w momencie urodzenia pierwszego dziecka wynosił 22,7, a obecnie – 28,8. W latach 1990–2022 udział matek w wieku co najmniej 30 lat podwoił się – w ubiegłym roku stanowiły one 55 proc. kobiet rodzących. Coraz więcej pań decyduje o posiadaniu mniejszej liczby dzieci lub nawet o samotnym życiu. „Około 30 proc. kobiet w wieku 40 lat nie ma żadnego dziecka, ze względu na wiek i na biologię prawdopodobnie już tego dziecka nie urodzi. Kiedy przyglądamy się badaniom osób bezdzietnych, dlaczego tych dzieci nie mają, to najczęstszym wskazaniem jest to, że kobiety nie znalazły odpowiedniego partnera. Czyli można powiedzieć, że samotność, rozpad więzi społecznych to najważniejszy problem polskiej demografii. Wpływ na to mają też kwestie ekonomiczne” – mówi Michał Kot. „Największym wyzwaniem są kwestie mieszkaniowe, zwłaszcza problem »uwięzienia« młodych ludzi w małych mieszkaniach. Często są to mieszkania, na które jest wzięty kredyt, czasami jest to kredyt we frankach szwajcarskich, co utrudnia zmianę tego lokum”.

Z ubiegłorocznego sondażu Ipsos dla OKO.press wynika, że według 41 proc. badanych kobiety nie decydują się na macierzyństwo ze względu na lęk przed utratą pracy. Niewiele mniej (39 proc.) wskazuje na wysokie wydatki związane z utrzymaniem dziecka. Trzecim z najważniejszych czynników jest ryzyko związane z zajściem w ciążę. Kobiety obawiają się, że nie będzie ich stać (finansowo i psychicznie), aby podjąć się samodzielnego wychowania dziecka. Co czwarta wskazuje na zbyt małe mieszkanie, a 22 proc. – brak pomocy ze strony ojca dziecka. „Pojawia się często w debacie publicznej taki argument, że zmiana prawa aborcyjnego dokonana przez Trybunał Konstytucyjny wpłynęła na spadek dzietności, ale pytanie, czy to jest prawda. Nie ma żadnych wiarygodnych badań, które potwierdzałyby tę tezę, natomiast kiedy przyjrzymy się liczbie urodzeń w poszczególnych miesiącach przed wyrokiem i po nim, to widzimy, że nie było istotnego spadku. Nie widać, by liczba urodzeń spadła bardziej, niż wynika to z długoterminowych trendów” – podkreśla ekspert. „Badania społeczne pokazują, że Polacy i Polki chcą mieć dzieci, chcą mieć zdecydowanie więcej dzieci, niż mają, według wskazań z różnych badań to jest mniej więcej 2,1 – 2,2 dziecka na osobę. Gdybyśmy te rodzinne aspiracje mieli zrealizowane, to nie mielibyśmy w ogóle problemu demograficznego, bylibyśmy jedynym krajem europejskim z poziomem dzietności powyżej 2, z zastępowalnością pokoleń”.

Eksperci GUS podkreślają, że nie należy oczekiwać powrotu do wysokiego poziomu dzietności sięgającego istotnie ponad wartość 2. Utrzymywanie się przez długi czas niskiej dzietności grozi wejściem w tzw. pułapkę niskiej płodności, z której wyjście jest bardzo trudne. Skoro teraz rodzi się mało dzieci, to gdy to pokolenie dorośnie, nie będzie miało licznego potomstwa. „Będziemy mieli przez najbliższe dekady do czynienia z takimi trendami, że będzie coraz więcej zgonów i coraz mniej urodzeń. To oznacza spadek liczby ludności, oczywiście bez uwzględnienia migracji, starzenie się ludności. Oznacza to, że więcej osób będzie w wieku emerytalnym czy poprodukcyjnym, mniej osób w wieku produkcyjnym. Ma to konsekwencje dla bardzo wielu zjawisk ekonomiczno-społecznych” – ocenia dyrektor Instytutu Pokolenia.

Wyniki „Prognozy ludności na lata 2023–2060” GUS wskazują, że w scenariuszu głównym liczba ludności Polski do 2060 roku spadnie do 30,4 mln osób, jednak w scenariuszu niskim może to być jeszcze głębszy spadek – do 26,7 mln. W dodatku kurczyć się będą zasoby ludności w wieku produkcyjnym. Według wyliczeń ZUS na 1 tys. osób w wieku produkcyjnym w 2023 roku będzie przypadać ok. 390 osób w wieku poprodukcyjnym, w 2061 roku – 806 osób, a w 2080 roku – 839 osób. Zmiany demograficzne przełożą się też na wyższe koszty opieki zdrowotnej.

Zdaniem eksperta powinniśmy czerpać z przykładów krajów, którym udało się odwrócić negatywny trend demograficzny, np. Czech. Raport Instytutu Pokolenia „Czeski sukces demograficzny” wskazuje, że jest to kraj z jednym z najwyższych wskaźników dzietności w UE (1,71), podczas gdy jeszcze 20 lat temu miał jeden z najniższych na świecie – 1,14. W przeliczeniu na 1000 kobiet w wieku rozrodczym rodzi się tam zdecydowanie więcej pierwszych (36 proc. więcej) i drugich dzieci niż w Polsce. „Przyczynami czeskiego sukcesu demograficznego jest przede wszystkim to, że Czesi nie kopiowali innych państw, tylko znaleźli swoją drogę, swoją politykę społeczną, która była zakorzeniona w ich systemie wartości. Czesi w praktyce mocno cenią rodzinę, bardziej niż pracę zawodową i bardziej niż mieszkańcy innych krajów” – tłumaczy Michał Kot.

Rodzice w Czechach otrzymują w przeliczeniu 60 tys. zł do wykorzystania na pokrycie kosztów opieki nad dzieckiem od siódmego miesiąca życia dziecka do ukończenia przez nie czwartego roku życia jako zasiłek rodzicielski. „Czeszki budują więzi, zajmują się dziećmi, a dopiero po ukończeniu przez nie trzeciego roku życia wracają do aktywności zawodowej, czyli przerwa w aktywności zawodowej wśród Czeszek jest elementem, który wyróżnia ich politykę od innych krajów. Czesi są krajem, w którym dzieci od 0 do 3 lat mają najmniejszy odsetek opieki instytucjonalnej i największy odsetek opieki przez rodziców, a jednocześnie kobiety, które wychowują dzieci do lat trzech, mają najniższy wskaźnik aktywności zawodowej spośród wszystkich krajów Unii Europejskiej. Z kolei po ukończeniu przez dzieci trzeciego roku życia mają najwyższy wskaźnik aktywności zawodowej” – wyjaśnia ekspert.

W Czechach wskaźnik zatrudnienia matek mających dziecko w wieku 6–14 lat wynosi 92 proc., dla porównania w Polsce jest to 79 proc. „Na pytanie, czy urodzenie i wychowanie dziecka jest obowiązkiem wobec społeczeństwa, dwa razy więcej młodych Czechów odpowiada twierdząco niż wśród młodych Polaków. Natomiast na pytanie, czy praca zawodowa jest obowiązkiem wobec społeczeństwa, to Polacy częściej odpowiadają »tak«. Na tym systemie wartości Czesi zbudowali swój system polityki społecznej” – podkreśla dyrektor Instytutu Pokolenia.

Źródło: Newseria.pl


TAGI: , , ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

6 komentarzy

  1. Irfy 06.09.2023 12:56

    Przede wszystkim Czechy są państwem, w którym Kościół katolicki nie ma dosłownie nic do powiedzenia w kwestiach politycznych. Jednocześnie bardzo nieliczni czescy katolicy wymagają od swoich jeszcze mniej licznych kapłanów, żeby zajmowali się wyłącznie tym, do czego zostali powołani.

    Wielokrotnie przekonali się o tym polscy “desantowcy”, którymi czeskie władze kościelne usiłowały łatać braki kadrowe. Każda próba wprowadzania “polskich porządków” kończyła się natychmiastowymi pustkami w świątyniach zarządzanych przez Polaków. W efekcie w Czechach brak armii bezdzietnych kawalerów, którzy za pomocą aparatu świeckiej władzy usiłują narzucać całemu społeczeństwu swoją wizję funkcjonowania rodziny.

    Wyniki są widoczne gołym okiem. W Polsce, rządzonej z tylnego siedzenia przez Kościół, trwa demograficzna katastrofa. Jednocześnie dziesiątki tysięcy Polek jeżdżą do bezbożnych, prawie ateistycznych Czech w celu przeprowadzania aborcji. I jakoś tak dziwnie się dzieje, że w kraju, w którym o wartości rodzinne nie dba czereda panów w spódnicach, rodziny mają się całkiem dobrze.

    Przy czym wbrew tezom z artykułu nie chodzi tu wyłącznie o pieniądze. Owszem, czeska matka za urodzenie dziecka dostaje 300 tys. koron, co zresztą zostanie niebawem podniesione do 350 tys. Tyle że jest to zasiłek jednorazowy. Nawet przy podwyższonej stawce, do 17 roku życia dziecka daje to, już po przewalutowaniu, około 340 złotych miesięcznie. Czyli nawet znacznie mniej, niż wypłacane na raty polskie “pińcet”. Tyle że potencjalne matki mają pewność, że w przypadku niepożądanej “wpadki” albo płodu z wadami genetycznymi nie będą musiały ryzykować swojego zdrowia i życia, jak ma to miejsce w Polsce.

  2. emigrant001 06.09.2023 19:05

    Żond PISS zamierza na bąmbelki w przyszłym roku wydać 60 mld zł z pieniędzy podatników. Nic to nie da ale odsetki od długu będą większe, więc wzrosną podatki i coraz mniej ludzi będzie stać na dzieci. Może oprócz patologii:) Brawo PISS.

  3. replikant3d 06.09.2023 19:50

    Depopulacja narodu trwa w najleprze…Zapomnijcie że to ,,nieudolność,, rządu. Mają wytyczne od swoich ,,panów,,…i gorliwie je wypełniają…

  4. pepcia28 07.09.2023 03:45

    Irfy, Twoja teoria sładająca winę za niską dzietność na politykę kościoła jest pozbawiona logiki. Idąc Twym tokiem rozumowania: wystarczy, że w Polsce wprowadzą prawo do aborcji “na żądanie”, bez żadnych ograniczeń- nastąpi boom demograficzny? Bardzo pokrętne i tendencyjne myślenie.

  5. Dandi1981 07.09.2023 10:15

    Przedewszystkim wine ponosi UE otwarte granice to nie tylko przeprowadzka za chlebem wraz z rodzina do innego kraju gdzie sie asymiluja i pozostaja to rowniez szukanie zwiazkow z obcokrajowcami w celu zapewnienia sobie lepszego zycia, z tych dziewczynek 3,9mln za 20 lat w polsce pozostanie z 3mln w polsce jak nie mniej wiec liczenie ze one wszystkie pozostana przy otwartych granicach jest poboznym zyczeniem albo brakiem logicznego myslenia.
    Adolf dawal medale tym kobieta ktore urodzily 8 dzieci, dzis nie ma takiej polityki bo on potrzebowal ludnosci na wojne a 8 dzieci to dzis patola, te wszystkie menele co maja 5+ dzieci to alcohol za darmo powinni dostawac.
    A ci co maja osmioro to mieszkanie 9 pokojowe nowe z mieszkanie plus

  6. Irfy 07.09.2023 10:32

    @Pepcia28
    Nie, działanie Kościoła to jedynie “gwóźdź do trumny”. Wprowadzenie natychmiastowej “aborcji na życzenie” nic by tu nie dało, być może poza skokowym, kilkumiesięcznym wzrostem dzietności. Kościół należałoby całkowicie odspawać od polityki i w jakiś sposób zagwarantować, żeby do niej nigdy nie wrócił.

    Wtedy i tylko wtedy kobiety będą decydowały się na drugie czy trzecie dziecko, co prowadzi do naturalnego podtrzymywania liczebności danej populacji. Wszystko to należałoby połączyć z dostępnością żłobków, przedszkoli i szkół. Przy czym powinny one być na poziomie, które umożliwi matkom spokojne kontynuowanie pracy. Pamiętam z własnego doświadczenia, jaką ekwilibrystykę musieliśmy z żoną uprawiać w czasach, kiedy o pracy zdalnej można było tylko pomarzyć a przedszkolna świetlica działała do 17:00 i ani minuty dłużej. Przy czym oboje pracowaliśmy również do 17:00 i dojazd do domu zajmował minimum 25 minut.

    Kościół dobija przede wszystkim klasę średnią. Czyli ludzi, których ewentualnie byłoby na dziecko stać, ale na pewno stać ich na aborcyjny wyjazd. Aha, tak się składa, że mam pośredni wgląd do niektórych czeskich dokumentów odnośnie polskiej turystyki aborcyjnej. Która znacząco wzrosła po ostatnich harcach z narzuconym przez Kościół zaostrzeniem ustawy antyaborcyjnej. Dlatego wiem, o czym mówię.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.