Książka bez recenzji

Opublikowano: 23.06.2015 | Kategorie: Polityka, Publicystyka

Liczba wyświetleń: 297

“Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego” autorstwa Wojciecha Sumlińskiego, wg opinii wielu komentatorów wpłynęła na wyniki wyborów prezydenckich w Polsce. Jak to jest możliwe, że w sieci nie znajdziemy ani jednej opinii na temat książki? Prawicowe portale zajęły się problemem, powielając pracę księgarń internetowych, publikując tylko to co Sumliński (jako autowydawca książki), napisał na tylnej stronie okładki. Trzeba tu również wspomnieć o tym, że kilka redakcji wspięło się na szczyt publicystyki i w związku z publikacją zorganizowały wywiad z autorem. Nie próbując odpowiedzieć na to pytanie, ani na szersze: Czy w Polsce zaprzestano pisać jakiekolwiek recenzję? Spróbuję przypomnieć: Po co są recenzje?

Recenzje są potrzebne publice która ma problem z wyborem spośród wielu pozycji. Publiczności która chce wiedzieć za co płaci. Widowni, czytelnikom, słuchaczom, którzy chcą po sztuce, książce, koncercie poznać szeroką i wnikliwą opinię znawcy tematu. Ludziom, którzy nie mając czasu, a chcą poznać streszczenie.

Zanim ogłoszę konkurs na najciekawszą recenzję Niebezpiecznych związków Bronisława Komorowskiego. Spróbuję przybliżyć moje stanowisko sprzed i po podjęciu lektury nieobowiązkowej.

Brak recenzji nie skłaniał mnie do przeczytania tej książki, wręcz przeciwnie. Brak sugerował, że nie warto. Książkę polecił mi przyjaciel z dzieciństwa jako wartą przeczytania. A że należy on do tych którzy nie lubią recenzji, a cenią element zaskoczenia, przyniósł mi książkę i sam się zadeklarował, że mi ją pożycza.

Zabrałem się za nią dużą dozą nieufności. Po pierwszym dniu czytania (a byłem już w połowie) musiałem wykonać kilka telefonów do znajomych w tym do fachowca od dziennikarstwa śledczego. Musiałem z kimś pogadać z powodu wielu natarczywych pytań, które rodziły się w mojej głowie. Nie mogłem zrozumieć; jakim cudem ta pozycja nie wzbudziła kilkudziesięciu procesów sądowych? Ilość oskarżeń i zniesławień na jednej stronie książki wystarczyłoby na pięć pozwów. Mój informator (plagiatuję sposób narracji Sumlińskiego) stwierdził, że skoro nie ma procesów sądowych, to jest obawa przed odtajnieniem dokumentów na które powołuje się dziennikarz śledczy. Twierdził, że nie ma w Polsce sędziego, który nie odtajniłby dokumentu w procesie o zniesławienie publiczne. Dodał, że w około 50% przypadków pozwy pojawiają się, a nawet potrafią wyprzedzić publikację i ją powstrzymać. Po dwóch dniach książkę skończyłem i pożyczyłem dalej.

Oprócz wątku sensacyjnego i politycznego jest to dość ciekawa opowieść o człowieku wmanewrowanym, oszukanym, przez los, ludzi i samego siebie. Zdradzająca kulisy pracy dziennikarza śledczego, niezwykle interesujące są opisy spotkań z informatorami. Ciekawie zakomponowane sfery czasowe… No właśnie. Chciałbym przeczytać dobrą recenzję tej książki, a nie ją napisać.

Autorstwo: Maciej Lercher
Źródło: lercher.jg24.pl
Nadesłano do: WolneMedia.net

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...

TAGI: , , ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

3
Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
agama
Użytkownik

Nawet w empiku bestseller, warto przeczytać.

reotak1
Użytkownik
reotak1

„Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego” autorstwa Wojciecha Sumlińskiego to książka mówiąca o tym obliczu Polski, które jest nie widoczne dla zwykłego obywatela. Obnaża ona mechanizmy rządzące naszym krajem w układzie “pookrągłostołowym” , odsłania powiązania mafii i elit politycznych, objaśnia istotę wszelkich “afer” do dziś nie zakończonych wyrokami, pokazuje kto naprawdę rządzi w Polsce. Wszystko to powiązane historią wplątanego w intrygę dziennikarza śledczego wykorzystanego przez siły, które miały go przerosnąć, a które niespodziewanie zahartowały go w dążeniu do prawdy.

Literacko książka ta nie jest bardzo dobra, w końcu napisał ją dziennikarz a nie powieściopisarz. Jeśli ktoś szuka opowieści sensacyjnej, z wartką akcją i błyskotliwymi dialogami – tu tego nie znajdzie. Znajdzie za to znane z pierwszych stron gazet nazwiska i historię, która rozgrywa się na naszych oczach. I tragiczną opowieść o człowieku, który miał zostać wg rozgrywających ofiarą. Wybrano go, bo w ich ocenie był słaby. Mylili się.

dagome12345
Użytkownik
dagome12345

Książka pana Wojciecha Sumlińskiego jest przykładem ułudy wolności słowa w tzw wolnym świecie.

Szerokiej recenzji można się spodziewać pod dziełami nic tak naprawdę nie wnoszącymi do codziennego życia. Mogą one opisywać jakieś istotne fakty, ale musi minąć pewien okres czasu tak aby informacje w niej zawarte nie miały większego pływy na obecne czasy. Przykładem są książki “korporacyjnych szakali” , dziennikarzy okazujących realia prawdomówności mediów itd. Jedynym sposobem na walkę z informacjami zawartymi w książce pana Sumlińskiego i jej podobnymi , jest permanentne ignorowanie . Dla większości społeczeństwa jeśli nie będzie informacji na dany temat w mediach głównego nurtu to “to coś nie istnieje”, koniec kropka.
Sama książka w mojej ocenie zawiera tyle faktów(domniemań?) ,że nie starczyło by dwóch dekad aby zakończyć wszystkie procesy sądowe, co powoduję ,że przeciętny zjadacz TVN-wskiej papki uzna tą pozycje za dzieło należące do strefy teorii spiskowych( bo przecież żyjemy w państwie prawa) . Właśnie dzięki temu tak skuteczne okazało się wyżej wymienione ignorowanie.