Jak Ameryką rządzą tylko 4 banki?

Opublikowano: 29.01.2016 | Kategorie: Gospodarka, Wiadomości ze świata

Liczba wyświetleń: 908

Wielka czwórka albo inaczej “The Big Four” to cztery ogromne banki, które faktycznie są właścicielami większości tego sektora w Stanach Zjednoczonych. Zobacz jak do tego doszło.

W przygotowanej przez Visual Capitalist infografice (kliknij w obrazek wyżej by powiększyć) zawarto chronologiczne podsumowanie procesu tworzenia się specyficznego oligopolu jaki powstał w ostatnim czasie w Stanach Zjednoczonych. “Wielka Czwórka” łącznie posiada 45% wszystkich depozytów konsumpcyjnych w USA a ich łączna wartość wynosi 4,6 tryliona dolarów. Do konsolidacji dochodziło stopniowo i trwała ona od początku lat 1990. Początkowo było to 37 niezależnych banków, z czasem jednak łączyły się lub były przejmowane powoli tworząc grupę jaką mamy dzisiaj, czyli: JP Morgan Chase, Bank of America, Wells Fargo i Citigroup.

Jak wskazują analitycy VC wybuch kryzysu finansowego w 2008 roku jedynie przyspieszył ten proces i pozwolił bankom, które zachowały wystarczające rezerwy do przejęcia swoich konkurentów, szczególnie tych, którzy szczególnie dużo stracili na kredytach subprime (wśród nich były: Washington Mutual, Bear Stearns, Countrywide Financial, Merrill Lynch i Wachovia). Na horyzoncie nie widać także jakiejkolwiek konkurencji, liczba nowych banków powstałych w 2014 roku spadła do zera a okresie 2009-2013 uformowano ich jedynie 7.

Powyższa sytuacja rodzi wiele, niekiedy dwuznacznych interpretacji. Z jednej bowiem strony widać wyraźnie, że na kryzysie ucierpiało wiele banków, jednak z punktu widzenia całego sektora nie tylko utrudniona została konkurencja pomiędzy instytucjami, ale też brak jest możliwości zmiany stanu rzeczy. Czyżbyśmy zatem weszli w okres trwałego oligopolu bankowego? Jak szybko podobny układ przeniesie się także na inne państwa?

Autorstwo: Victor Orwellsky
Źródło: Orwellsky.blogspot.com


TAGI: ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

1 wypowiedź

  1. Raptor 29.01.2016 19:52

    Po uwolnieniu własności (ściśle, pewnej jej części przeznaczonej do rozdania) i zdjęciu wszystkich ograniczeń uniemożliwiających rozkwit gospodarki wolnorynkowej, następuje naturalny proces agregacji. Ten zaś w dalszej perspektywie prowadzi z powrotem do zablokowania własności, z pewną jej częścią, która zawsze pozostaje niezależna od wpływu tego cyklu. Ten proces można z dużym uogólnieniem opisać graficznie za pomocą elipsy, z dwoma ogniskami, czyli momentami zwrotnymi w polityce zarządzania własnością. Jeden model cyklicznie przechodzi w drugi (wolny rynek/demokracja – socjalizm/dyktatura), a punkty “przesilenia”, to zwykle dramatyczne momenty w historii, które implikują masowe ludobójstwo. To tak w wielkim skrócie, bardzo ogólnie. Generalnie można to uznać za skuteczny mechanizm kontroli populacji, która porusza się bez końca wyznaczonymi szlakami od bieguna, bieguna i wkłada w to cały swój entuzjazm i energię. Perpetuum mobile.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.