Organizatorka Czarnego Protestu musi zapłacić za przerobienie „kotwicy” na piersi

Opublikowano: 12.10.2017 | Kategorie: Prawo, Wiadomości z kraju

To już drugi wyrok w sprawie znieważenia symbolu Polski Walczącej. Sąd Okręgowy w Kielcach utrzymał w mocy postanowienie rejonowej instancji, według której Alina, współorganizatorka Czarnego Protestu w Kielcach, została uznana za winną. Temida obniżyła wysokość grzywny z 2000 do 500 zł.

– Nie można znieważać świętości w walce światopoglądowej – mówił podczas odczytania uzasadnienia wyroku sędzia Bogusław Sędkowski.

Co widniało na banerze, który według sądu był znieważający? Znak powstańczej kotwicy uzupełniony o sutki, tak aby zaokrąglenia przypominały kobiece piersi. Taka interpretacja miała na celu ukazanie heroizmu walki kobiet o ich prawa i przeciwko pomysłowi zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej. Alina osobiście nie miała przy sobie takiego transparentu. Jej winą, według sądu, było to, że jako organizatorka protestu dopuściła do znieważenia. Warto nadmienić, że w zgromadzeniu wzięło udział ponad 1000 osób.

Sąd nie zgodził się na powołanie biegłego historyka sztuki, który miałby sprecyzować znaczenia przeróbki znaku. Sędzia argumentował, że jest to „kwestia oceny prawnej, a nie artystycznej”. Żadnego znaczenia nie miał również fakt, że Alina po raz pierwszy w życiu zgłaszała w ratuszu i organizowała zgromadzenie. Według adwokata skazanej, Grzegorza Borka, wymierzona kara może mieć szkodliwe skutki społeczne.

– W praktyce zastraszamy obywateli, którzy nie będą chcieli organizować demonstracji – zwrócił uwagę w rozmowie z kieleckim wydaniem „Wyborczej”.

– Jeśli ktoś podejmuje takie działanie, i to w skali masowej, to musi być na to przygotowany, znać przepisy – stwierdził sędzia Sędkowski. – Żeby coś robić, trzeba się na tym znać. Trudno brak znajomości przepisów czy doświadczenia uznać za usprawiedliwienie – dodał.

Więcej szczęścia miały osoby związane z partią Zielonych, które w ubiegłym tygodniu zostały uniewinnione w procesie o znieważenie kotwicy, który zakończył się przed warszawskim sądem oraz organizatorki Czarnego Protestu ze Szczecina – one również nie zostały skazane.

Symbol Polski Walczącej jest chroniony na mocy „Ustawy o ochronie znaku Polski Walczącej”, która została podpisana przez Prezydenta RP 30 lipca 2013 r. Gdyby nie sprawa z feministkami, zapewne wielu obywateli do dziś nie wiedziałoby, że znak ten jest chroniony.

Autorstwo: PN
Źródło: Strajk.eu

TAGI:

OD ADMINISTRATORA PORTALU: Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

6 komentarzy

  1. PanOdkrywca 12.10.2017 11:44

    Ale dalej będzie można sprzedawać kije do bejsbola czy skarpetki ze znakiem Polski Walczącej?
    Jeśli tak, to kamień spadł mi z serca- co by w innej sytuacji ubierali i wozili w samochodach patrioci wyklęci?

  2. W. 12.10.2017 11:44

    Za dużo jest tych ustaw, itd. Kto to ogarnia? Nawet prawnicy i sędziowie nie znają ich wszystkich, a żądają znania ich przez zwykłego obywatela, bo nieznajomość prawa anie chroni. Jeśli chcą, by obywatel przestrzegał prawa, powinni każdemu dostarczyć wydruk obowiązujących przepisów prawa, oraz na bieżąco dostarczać wydruki nowych i nowelizowanych ustaw. Może wtedy zastanowią się nad przesadną biurokracją. Zwrócę też uwagę, że do dziś nie ma w internecie państwowej strony z wykazem symboli chronionych prawem.

  3. PanOdkrywca 12.10.2017 12:03

    W. 12.10.2017 11:44

    Widzisz- myślałem, że „Ustawa o ochronie znaku Polski Walczącej” jest dla większości znana.

  4. luzak1977 12.10.2017 17:30

    Ja się nie wtrącam i dobrze wiem, że ustawa o ochronie Znaku Polski Walczącej, z dnia 10 czerwca 2014, istnieje i weszła w życie 14 dni po ogłoszeniu. Nikomu, jednak nie przeszkadzają skarpetki, kije bejsbolowe, Flaga naszego kraju, z tym znakiem. Niemal codziennie, nasi „rządzący” plugawią barwy narodowe, choćby przecinając wstęgę w kolorach naszej flagi, kibice obwiązują się flagą, jak szmatką, i tak można bez końca wymieniać. Polemizuję z tą ustawą, tylko dlatego, że jest niezgodna z Konstytucją, chociaż sama Konstytucja jest wytworem, tylko i wyłącznie, chazarskiej służby.

  5. Barabian 13.10.2017 12:55

    W.
    „Jeśli chcą, by obywatel przestrzegał prawa, powinni każdemu dostarczyć wydruk obowiązujących przepisów prawa, oraz na bieżąco dostarczać wydruki nowych i nowelizowanych ustaw. Może wtedy zastanowią się nad przesadną biurokracją.”

    Przecież oczywistym jest fakt, że byłoby to sponsorowane z kieszeni podatników oraz zapewniło nowe zatrudnienie w administracji. Nie bardzo rozumiem nad czym mieliby się zastanawiać skoro może to przynieść dla nich same korzyści. Na dodatek większość ludzi i tak by nie czytała tych wymysłów.

  6. W. 13.10.2017 16:28

    @Barabian

    Bo przepisów jest w Polsce tyle, że nie byliby w stanie tego nadrukować! Ktoś policzył, że wszystkich ustaw jest tyle, że gdyby je wydrukować, zapełniłyby powierzchnię większą niż ma przeciętne mieszkanie. A teraz to pomnóż x 38 milionów. Jakby zaczęliby to robić, to albo zredukowaliby liczbę przepisów do minimum, żeby dało się to wydrukować, albo upadliby z powodu kosztów i buntów społecznych (bo kto przyjmie kilka ciężarówek ustaw i gdzie je zmagazynuje?) i ich miejsce zająłby ktoś rozgarnięty.

    Toniemy w papierach – tyle tego produkują, że jak ktoś chce byś na bieżąco, musi poświęcić ponad 4 godziny dziennie na czytanie, do tego drugie tyle na szukanie powiązań z odwołań w przepisach do innych przepisów.

    W 2014 r. wyprodukowano tyle przepisów, że żeby je przeczytać, trzeba poświęcić 206 minut dziennie, a w 2016 r. znów wzrosło, i teraz jest to 257 minut czytania.

    https://www.pb.pl/padl-rekord-biurokracji-w-polsce-784593

    http://wyborcza.pl/7,155287,21404778,produkcja-prawa-bije-kolejny-rekord-w-2016-r-powstalo-2306.html

    Za rządów Edwarda Gierka produkowano najmniej, bo tylko 518 stron maszynopisu rocznie, w 2016 r. było to 31 906 stron maszynopisu (i to tylko ustaw i rozporządzeń bez pomniejszych aktów prawnych).

    Masowa produkcja przepisów zaczęła się od rządów Jerzego Buzka i była związana z Unią Europejską.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.