Czy Polacy chcą cen maksymalnych?

Opublikowano: 19.02.2022 | Kategorie: Gospodarka, Wiadomości z kraju

Liczba wyświetleń: 1236

Jak wynika z sondażu Uce Research i Syno Poland, aż 42 proc. pytanych chciałoby, aby wprowadzono ceny regulowane na żywność.

Jak informuje portal Wyborcza.biz, 41,7 proc. Polaków uważa, że rząd w obecnej sytuacji gospodarczej powinien wprowadzić ceny maksymalne na produkty spożywcze oferowane w sklepach. Przeciwnego zdania jest 35,2 proc. respondentów.

Mamy już tarczę antyinflacyjną, mniejsze podatki od paliw, brak akcyzy na prąd. Polacy chcą dodatkowo regulacji cen. Do kiedy powinno się je wprowadzić? Najlepiej do końca tego roku – za takim rozwiązaniem padło 35,9 proc. głosów w sondażu przeprowadzonym na zlecenie Wyborcza.biz.

Taką ideę w ograniczonej skali testują właśnie Węgrzy. Tu od 1 lutego do 1 maja nie można podnieść cen sześciu produktów spożywczych. Chodzi o mąkę pszenną, mleko krowie, cukier, olej słonecznikowy, udziec wieprzowy i piersi kurze. Ich ceny nie mogą być wyższe niż z połowy października ubiegłego roku.Polski rząd wybrał na razie inną drogę: obniżył z 5 proc. do 0 proc. VAT na podstawowe produkty spożywcze.

Źródło: NowyObywatel.pl


TAGI:

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

3 komentarze

  1. Cosmo 19.02.2022 13:24

    To ciekawe komunistyczne rozwiązanie. A kto dokładnie nie może podnieść cen na te kluczowe produktu? Sklepy czy producenci tychże produktów? Bo jeśli sklepy, a producenci nadal będą to sklepy przestaną je sprzedawać, aby nie dopłacać a jeśli producenci, to zaprzestaną ich wytwarzania skoro noe będzie im się to opłacać.

  2. Irfy 19.02.2022 15:16

    “Ceny maksymalne” to wynalazek typowy dla państw “realnego socjalizmu”, z zastrzeżeniem, że funkcjonowały wyłącznie w krajach, w których cała gospodarka rolno-spożywcza była w pełni uspołeczniona. A kiedy piszę “w pełni” to rozumiem ten zwrot dosłownie. Czyli wszystko, każdy sklep, każdy producent, każdy młyn i każdy dostawca był PAŃSTWOWY. Pań-stwo-wy!!! To samo dotyczyło rolnictwa. Żadnych “prywatnych gospodarstw”, żadnych prywatnych pół, wszystko w kołchozach albo PGR-ach, czy jak to jeszcze nazwać. Żadnych prywatnych restauracji. I można sobie odgórnie ustalać ceny.

    Tak funkcjonowało to w byłej Czechosłowacji i faktycznie działało. W tym sensie, że w dowolnym sklepie na terenie całego kraju, w Brnie, Pradze, Bratysławie czy na jakiejś zapadłej wiosze masło, rogaliki, serek i mleko kosztowały dokładnie tyle samo. Według linijki. Tyle a tyle, ani halerza mniej czy więcej, pełne zrównanie. Ale tak się można bawić w systemie, w którym dyktator / pierwszy sekretarz / prezydent / umiłowany przywódca trzyma wszystko pod butem. Do tego pensje są stałe niezależnie od wolumenu sprzedaży. Co oznacza, że dyrektor (bo przecież nie właściciel) sklepu i jego pracownicy zarobią tyle samo, niezależnie od tego, czy sprzedadzą 100 czy 1000 produktów. A jak zacznie kombinować z cenami, żeby sobie trochę dorobić do pensji, to go umiłowany przywódca wtrąci do pierdla albo obozu.

    W gospodarce nieuspołecznionej takie odgórne harce skończą się tak samo, jak inne komunistyczne wynalazki. W stylu “covidowych obostrzeń”. Do “mleka krowiego” zaczną dolewać parę kropli owczego albo koziego i już nie będzie “krowie”, za to cena będzie rynkowa. Wieprzowina i kurczaki pójdą na eksport, olej słonecznikowy zastąpi się rzepakowym. I tak ze wszystkim, bo obecna gospodarka jest w całości prywatna i tutaj pan pierwszy sekretarz nie ma nic do gadania. Może co najwyżej obniżyć VAT, co i tak nie powstrzyma wzrostu cen.

    A że “Polacy chcą”? No jasne że “chcą”. W tym wypadku mamy klasyczny przejaw “sondażowej babciokracji”. W jaki sposób przeprowadzane są “sondaże”? Ano w taki, że agencja sondażowa kontaktuje się, z reguły telefonicznie, z ludźmi, którzy mają czas i chęć z nią rozmawiać. Żaden człowiek który ma pracę, rodzinę albo własny biznes nie będzie brał udziału w jakichś ankietach, bo nie ma na to czasu. Za to babina emerytka ma go w nadmiarze, za to “kontaktów międzyludzkich” żadnych. Stąd tasiemcowe “kolejki do lekarzy”, stąd dyskusje z ekspedientkami w sklepach, nawet wycieczki do kościoła. Żeby poplotkować i do kogoś otworzyć gębę. Udział w ankietach i sondażach też może być. Stąd ta nagła “chęć” cen regulowanych. Bo jak się za “komuny” było młodym i pięknym, to się powrotu tej komuny pragnie, normalna rzecz. I tyle na ten temat.

  3. kufel10 19.02.2022 15:42

    Widzę że szczepany i zmiennoprocentowe kredyciarstwo przeczuwa że za chwilę zacznie im się palić grunt pod nogami 😉

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.