Państwo przegrywa z producentami dopalaczy

Opublikowano: 05.06.2017 | Kategorie: Prawo, Wiadomości z kraju

Liczba wyświetleń: 757

Najwyższa Izba Kontroli uznała, że mimo restrykcji nałożonych na dopalacze handel nimi ma się całkiem dobrze. Liczba zatruć tymi substancjami wzrosła ze 176 w 2011 roku do ponad 7 tysięcy cztery lata później.

„Prawo i organy państwa nie nadążały za dynamicznymi zmianami na rynku sprzedaży dopalaczy, polegającymi głównie na przeniesieniu ich dystrybucji ze stacjonarnych sklepów do internetu, a także do sprzedaży bezpośredniej (dealerskiej)” – tak brzmi główny wniosek po kontroli NIK. Inspektorzy uznali, że uprawnienia Państwowej Inspekcji Sanitarnej (PIS) są nieadekwatne w stosunku do celów, które na PIS nakłada ustawa mająca zlikwidować ten segment rynku.

„NIK wskazuje, że walka z tym niebezpiecznym zjawiskiem okazała się w dłuższej perspektywie nieskuteczna. Nie udało się na stałe wyeliminować problemu dopalaczy” – pisze NIK w swoim raporcie.

„Handlarze dopalaczami mieli możliwość obchodzenia i lekceważenia wydawanych decyzji administracyjnych dotyczących zakazu prowadzenia działalności. Z chwilą podjęcia czynności przez Państwową Inspekcję Sanitarną kończyli działalność, a następnie otwierali kolejną pod zmienioną nazwą” – to kolejny wniosek.

Zdaniem Izby w 2011 r., czyli po roku od wprowadzeniu zakazu handlowania nimi, odnotowano spadek zatrutych tymi substancjami osób z 562 do 176. Natomiast w następnych latach ofiar dopalaczy było coraz więcej. W 2015 – ponad 7 tys. Dane ubiegłoroczne mówią o 4,3 tys zatruć dopalaczami.

Niewiele dała lista substancji zakazanych, które były i są stosowane w produkcji dopalaczy. „Producenci środków psychoaktywnych są bowiem w stanie szybko zmodyfikować ich skład, tak aby substancje zawarte w dopalaczu nie znajdowały się na liście substancji zabronionych i „wymknęły się” spod zakazu sprzedaży. W ten sposób organy państwa pozostają nieustannie o krok za podmiotami wytwarzającymi i wprowadzającymi dopalacze do obrotu” – stwierdzają kontrolerzy.

Sytuacji nie zmieniają też kary. NIK twierdzi, że ich skuteczność była „bardzo niska” co powodowało „rzeczywistą bezkarność podmiotów zajmujących się tym nielegalnym procederem”. „Inspektorzy objęci kontrolą NIK nałożyli kary w wysokości 13 mln zł, z czego wyegzekwowano zaledwie niespełna 5 proc. (0,6 mln zł). Łącznie w całym kraju organy Państwowej Inspekcji Sanitarnej w latach 2010-2016 wymierzyły blisko 65 mln zł kar, jednak do budżetu państwa wpłynęło zaledwie 1,8 mln zł (3 proc.)” – wykazała klęskę państwa w tym zakresie NIK.

Autorstwo: TJ
Źródło: Strajk.eu


TAGI: ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

5 komentarzy

  1. Waldorfus 05.06.2017 19:31

    Szarlatan: Prohibicja konopna i tożsamość religijna

    „Dopalacze” to jest jakiś kuriozalny twór językowy. Gdyby uznano te „dopalacze” za twarde narkotyki i za ich posiadanie wymierzano by takie kary jak za posiadanie twardych narkotyków, problem by zniknął. Niestety – polskie prawo, nie rozróżnia już czegoś takiego jak – twarde narkotyki i miękkie.

    Najciekawszym w tym wszystkim jest to, że PiS-owska władza, przy jednoczesnym tolerowaniu tych tzw „dopalaczy” – substancji niebezpiecznych dla zdrowia i życia ludzi – tak zaciekle broni się przed wprowadzeniem na rynek leków, marihuany zwanej „leczniczą”. Swoją drogą nigdy nie słyszałem o czymś takim jak „marihuana lecznicza”: marihuana jest tylko jedna; jest to roślina która nazywa się konopią i można za jej posiadanie w tym kraju, pójść nawet na trzy lata do więzienia. W tym kraju zamyka się za to do wiezienia dzieciaki na wiele lat… Szanowni Państwo… — pamiętajmy o tym.

    A ludzie z glejakami – jak ich na to stać – nie dość że chorzy cierpią z powodu terminalnej choroby, muszą jeszcze po rzęsach chodzić żeby zdobyć tą marihuanę i podjąć leczenie które minister Radziwiłł uważa za coś co na pewno nie leczy, tylko najwyżej łagodzi skutki choroby – jak się podobnie wyraził. A uważa tak, ponieważ sądzi że nie ma na to dowodów, że marihuana leczy – jak ten urzędnik i jemu podobni się wyrażają.

    Czytając i słuchając argumentacji temu podobnych ludzi, warto wziąć pod uwagę dwa aspekty: Po pierwsze, za dowód na istnienie czegokolwiek, uznają tylko to co wiedzą w jaki sposób to coś działa – znają pełen mechanizm kliniczny działania danego leku lub trucizny. Jeżeli nie mogą oni poznać mechanizmu działania jakiegoś przedmiotu, to uznają że on nie istnieje, i już. Niestety współczesna medycyna i biochemia molekularna razem z całą nauką, są na razie na to za głupie aby poznać ten mechanizm. Co gorsza, tej nauce i jej autorytetom nie wystarczą proste fakty, doświadczenia innych ludzi, na przykład dzieci chorych na padaczkę których p. dr Bachański do dziś nie może leczyć w swojej klinice: ma zakaz od polskich władz i pośrednio przez nieodwołalnych ministrów: https://wolnemedia.net/policjanci-wspierali-nielegalna-eksmisje/#comment-211452

    Jest jeszcze drugi aspekt. Bardzo tożsamy z mentalnością podobną do pana ministra Radziwiłła i jemu podobnych. A mianowicie, chodzi o średniowieczne naleciałości, prawdopodobnie związane również z religią którą partia PiS uważa za wartość samą w sobie, manifestując to, już czasem natarczywie, w swojej TVP. Nie dopuszczając do wiadomości publicznej kolejnego faktu: jak to po trupach niegdyś w imię tej religii, ścigano tzw czarownice – babki zielarki – torturowano je w makabryczny sposób, na końcu paląc je – pod kuratelą Kościoła – żywcem na stosach. Sami zaś, przy pomocy swoich medyków, potrafili leczyć tylko upustami krwi i lewatywami. Bo nie mieli dowodów.

  2. realista 06.06.2017 19:10

    wszystko, czego używasz na sobie i dla siebie powinno być legalne… .. .

  3. realista 06.06.2017 20:18

    jestem ubezpieczony na tyle, na ile inni.
    inaczej mógłbym powiedzieć, że każdy żrący mięso powinien być ubezpieczony na miliony.
    że każdy palący papierosy powinien być ubezpieczony na miliony.
    każdy pijący alkohol powinien być ubezpieczony na miliony.
    każdy jeżdżący motorem powinien być ubezpieczony na miliony.
    itd. itp…

    o wiele więcej wydaje się na nieskuteczną walkę z używkami oraz traci się na braku podatków z ich sprzedaży… a i jeszcze ciekawe ilu ludzi ginie po amoku alkoholowym, legalnym i dla państwa dochodowym… .. .

  4. Aida 07.06.2017 07:39

    Znajomi znajomego mieli takie różne uzależnienia. Jeden np. od marihuany, nie dało się z nim normalnie rozmawiać, co chwilę zaniki pamięci, bardzo ubogi język, jakby rozmawiało się z osobą upośledzoną…
    Inna sytuacje, ok 10-12 lat temu, złoty czas tzw. tabsów i przeżarte mózgi. Niemalże każdy fan techno i imprez tego typu pożerał tego całe mnóstwo, bo rozrywka itd., czasy amfetaminy, która bardzo dobrze schodziła.
    Podsumowując, nie sądzę, by dopalacze zbierały większe żniwo, może temat jest bardziej medialny na ten czas.

  5. Waldorfus 07.06.2017 12:37

    @Aida 07.06.2017 07:39

    W Polsce droga Pani, w ogóle nie ma kultury palenia ziela. Kmioty się tym bawią, i biorą to razem z piwskiem, albo co gorsza z wódom. Potem, z tego powodu ks w Radiu Maryja ma pretekst – albo na swój sposób płytki argument – żeby powiedzieć, że po marihuanie jest się agresywnym.

    Może napiszę tu coś mało popularnego, ale uważam że marihuana w tym kraju – Polsce – powinna być jednak dystrybuowana pod kontrolą państwa i sprzedawana tylko w aptekach jako lek. Chociaż sam kiedyś tego kosztowałem, będąc częstowanym, tak samo jak kiedyś haszu, gdy 25 lat temu byłem w Danii, to mimo to jestem przeciwnikiem udostępnienia „zioła” tak jak np. w Holandii. W której – nie wiem czy zauważyłaś – specjalnie na zaniki pamięci nikt nie cierpi. Tu w Polsce, po prostu nie ma na to kultury: ludzie są z natury agresywni, prymitywni – szczególnie na wsiach – a nie daj Boże jak dostało by się to w ręce dzieci w gimnazjach. Zauważ że w takiej kulturze jak np. w Holandii czy Danii, tam nie ma z tym problemów. Ludzie tam, mają po prostu inną mentalność; potrafią się pohamować.

    Jednak, jeżeli chodzi o penalizację za choćby najmniejszą ilość marihuany – wtrącanie dzieciaka, jakiegoś studenta do więzienia za to że miał przy sobie, i karanie tak surową karą za taką błahostkę – błahostkę, bo jak rzeczywistość pokazuje w innych krajach jest całkowicie legalna, w Anglii traktowana jako miękki narkotyk i nie penalizowana za posiadanie małej ilości w ogóle, to na tym tle, takie coś nie jest już sprawiedliwym traktowaniem człowieka, humanitarnym podejściem do niego. Ludzi – swojego społeczeństwa, państwo nie może traktować jak zwierząt hodowlanych na mięso; to jest – nazwijmy to – miękki totalitaryzm, który nie plasuje naszego państwa na równi z cywilizacją zachodnią, w której człowiek ma większe możliwości samostanowienia o sobie: my nie jesteśmy niczyją własnością. To jest przegięcie struny w drugą stronę. Bezwzględne kary, powinny być, i to bardzo surowe – ale dla handlarzy. Dla tych co posiadają niewielką ilość, kara grzywny była by sprawiedliwsza od wtrącania „zwykłych” ludzi od razu do „łagrów”. Tak bezwzględne podejście, demaskuje tą władzę – obnaża jej prawdziwe intencję: traktowania swojego społeczeństwa instrumentalnie jako zbiorowości przydatnych bądź nieprzydatnych przedmiotów. Takim podejściem władza wychowuje sobie tylko bezwładną i agresywną tłuszcze. Tak traktowane społeczeństwo nigdy nie będzie potrafiło żyć samodzielnie.

    A co do amfetaminy… Pani Aido… to jest twardy i bardzo niebezpieczny narkotyk, o działaniu podobnym do kokainy… To jest zupełnie inny związek chemiczny. Proszę nie wrzucajmy wszystkiego do jednego worka. Takie podejście, jest prymitywne.

    Dla normalnych ludzi, chcących spokojnie sobie żyć, o wiele większy problem stanowią popularne podpite i agresywne oprychy na ulicy, z butelką piwa między palcami i co gorsza, jak dopalone tymi dopalaczami, które w obecnej sytuacji politycznej stanowią swego rodzaju – alternatywę dla właśnie: amfetaminy. Państwo przegrywa, bo traktuje ludzi tak jak swoje zwierzęta gospodarskie.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.