Kierowcy Arrivy jeżdżą przemęczeni

Opublikowano: 23.07.2020 | Kategorie: Gospodarka, Prawo, Wiadomości z kraju

Liczba wyświetleń: 927

O spółce Arriva Bus Transport Polska zrobiło się głośno po tym, gdy zatrudniony przez nią kierowca, jadąc pod wpływem amfetaminy wywołał tragiczny wypadek – prowadzony przez niego autobus spadł z warszawskiego mostu Grota-Roweckiego. Krótko potem powstał szereg publikacji opisujących warunki pracy w spółce i przemęczenie jej pracowników. Okazuje się, że lewicowi działacze alarmowali w tej sprawie na długo przed wypadkiem… Nie zostali jednak potraktowani zbyt poważnie.

Posłanka Magdalena Biejat i poseł Adrian Zandberg jeszcze w kwietniu zwrócili się do prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego w sprawie warunków pracy w spółce, która na mocy umowy z Zarządem Transportu Miejskiego obsługuje część linii autobusowych w stolicy. Parlamentarzystów zaniepokoił sposób, w jaki Arriva wdrożyła u siebie zapisy z tarcz antykryzysowych, otwierające drogę do oszczędzania na pracownikach.

„Z naszej wiedzy wynika, że części pracowników obniżono wynagrodzenia o 10 proc. bez zmiany wymiaru czasu pracy, innym o 20 proc. z jednoczesnym obniżeniem wymiaru czasu pracy o 20 proc. lub wysłaniem pracownika na przestój ekonomiczny” – pisali socjaldemokraci 20 kwietnia 2020 r. Wskazywali ponadto, że mogło dość do zwykłego złamania prawa, gdyż dotarły do nich informacje, jakoby Arriva wydłużyła okres rozliczeniowy dla kierowców do 12 miesięcy, podczas gdy ustawa o czasie pracy kierowców pozwala tylko na okres czteromiesięczny. Zandberg i Biejat przewidywali, że zatrudnieni na takich warunkach kierowcy będą jeździć po mieście przemęczeni i tym samym stwarzać zagrożenie dla siebie, innych uczestników ruchu drogowego oraz pasażerów autobusów. Chcieli wiedzieć, czy ratusz zamierza w jakiś sposób zareagować.

Władze Warszawy nie nadesłały żadnej odpowiedzi przez ponad miesiąc. List datowany na 8 czerwca 2020 r. wpłynął do biur obojga parlamentarzystów dopiero w tym tygodniu. Wynikało z niego, że miasto nic w sprawie nie zrobi, bo umowa między Zarządem Transportu Miejskiego i Arrivą zostawia prywatnej spółce wolną rękę, jeśli chodzi o umowy podpisywane z kierowcami i warunki ich pracy. Miasto zaznaczyło równocześnie, że mimo pandemii nie zmieniło stawek za wozokilometr ani nie zmniejszyło rozmiarów zamówienia dla Arrivy.

Oznacza to, że spółka oszczędzała na pracownikach, tnąc im wynagrodzenia, chociaż kwoty, jakie sama otrzymywała od miasta, nie zmniejszyły się.

Magdalena Biejat w rozmowie z Polską Agencją Prasową zasugerowała, że najpierw de facto zmuszono pracowników do pracy ponad siły (inaczej zarobiliby za mało, by utrzymać się w Warszawie), a potem zrzucono na nich całą winę za wypadek na moście Grota-Roweckiego i kolizję na Bielanach kilka dni później. Miasto interweniowało w sprawie zażywania narkotyków przez niektórych kierowców, a wcześniej nie zamierzało nic zrobi w sprawie czasu ich pracy. „Zbyt długie godziny pracy, zbyt małe zarobki i konieczność dorabiania na drugim etacie powodują, że aby sprostać pracy ponad siły, pracownicy sięgają po środki psychoaktywne” – powiedziała Biejat.

Według posłanki Lewicy pracownicy i mieszkańcy Warszawy padli ofiarą tak polityki władz Warszawy z PO, jak i polityki rządu PiS. Jedni nie zainteresowali się warunkami pracy w prywatnej firmie, której powierzono wykonywanie usług transportowych, drudzy, za pomocą tarcz antykryzysowych ukierunkowanych tylko na ratowanie biznesu, otworzyli drogę do pogarszania tychże warunków.

Autorstwo: Małgorzata Kulbaczewska-Figat
Źródło: Strajk.eu

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Liczba głosów: 3, średnia ocena: 3,67 (max 5)
Loading...

TAGI: , , ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

4
Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Radek
Użytkownik
Radek

W obecnej sytuacji “pandemii” to zrozumiałe, że człowiek nie chce stracić nawet źle płatnej pracy i po prostu jej nie zostawia. Ale w normalnej sytuacji cżłowiek który ma honor nie pozwoli siebie tak traktować i nie zgodzi się pracować za takie pieniądze, lub odejdzie z firmy jak nie otrzyma odpowiedniej kwoty. Ale musi mieć alternatywę. Czyli musi mieć możliwość podjęcia innej, lepiej płatnej pracy. Co najbardziej przeszkadza zmianie pracy poza przyzwyczajeniem? Wydaje mi się, że konieczność otrzymywania licencji/pozwoleń/uprawnień itd aby wykonywać nawet prace które nie są bardzo wymagające. Czyli każdy człowiek jest w dużej mierze systemowo ograniczony w możliwości zarabiania i zmuszony do wykonywania wyuczonego zawodu. Ponieważ każde szkolenie kosztuje i zajmuje czas, to ludzie po prostu nie mają czasu i oszczędności na przetrzymanie tego okresu i nie zawsze do końca wiedzą, czy w tym nowym zawodzie się sprawdzą. Dlatego taki system sprzyja wyzyskowi ludzi. Ponieważ zawęża możliwość wykonywania wielu zawodów. Oczywiście jak zwykle urzędnicy argumentują bezpieczeństwem, bo z tym się nie da dyskutować.

robi1906
Użytkownik

Miała być Japonia a jest Meksyk.
Napiszę oczywistość z oczywistości, w USA już nawet portów nie mają, to co przychodzi z Chin (czyli wszystko, nawet kartony z tektury dla bezdomnych) jest przywożone przez porty Meksyku, ciężarówkami.
Kierowca meksykański ma tak wyśrubowane normy, że żeby coś zarobić prowadzi 20 godzin na dobę, dobitnie to uwypuklił reportaż “Ameksyka, wojna wzdłuż granicy” gdzie autor trafnie zauważył, “jeden narkotyk, żeby jechać cały dzień a drugi żeby zaspać na kilka godzin.

Pytam się kiedyś Korwina Mikke, nadmieniając mu wcześniej o liście Polaka opisującego spotkanie z czołówką Koru, kiedy jak już sobie popili, Geremek (bodajże) wybełkotał autorowi tego listu prosto w twarz “My was zniszczymy”, Was tu oczywiście chodzi o nas o tubyców, a Oni to wiadomo kto (jakby kto nie wiedział kto to Geremek z sekty).
Więc pytam się Korwina czy słyszał takie opinie “z Kor-u”, On, że nie,
więc pytam dalej, “zatem to co się stało z Polską po 89 roku, to nie było celowe działanie, żo Oni chcieli dobrze, ale że tak wyszło to nie ich wina?”, a On na to, “że tak, chcieli dobrze”.

Być może narkotyki ćpane przez kierowców to nie jest jeszcze Meksyk, ale kolonializm w Meksyku jest taki sam jak skolonizowana przez Szwabów Polska, pod oczywiście zarządem chazarskim.

Kaczor3333
Użytkownik
Kaczor3333

Z mojego punktu widzenia sprawa wygląda tak, ten pan co spowodował wypadek, prawo jazdy zrobił przez urząd pracy, który go tam skierował. Potem wsadzili pana w autobus i kazali jeździć ponad normę. Ten facet jest tylko współwinny tragedii. Śmieszna jest ta nagonka iż firma niemiecka itd. Czy pracują tam sami Niemcy? Dlaczego akurat niemiecka? Czyja to wina? Otóż pracują tam pazerni Polacy i Ci sami pazerni Polacy dopuścili do tego aby to firma z Niemiec przejęła rynek. Temu panu nie powiedzieli że będzie miał na grzbiecie dwóch darmozjadów z zarządu i jednego z rządu, zorganizowali kurs za publiczne pieniądze, które teraz musi odpracować jak niewolnik i nie może się zwolnić przez 3 lata. Dlatego pensyjka marna i trzeba dorobić. Ja sam jestem kierowcą autobusu, swoje prawo jazdy (wszystkie Kategorie) robiłem sam za swoje pieniądze. Miedzy czasie zrobiłem też studia i w Polsce mnie nie chcieli do pracy. Podejrzewam że za wysokie wykształcenie jak na kierowcę tłumaczyli brakiem doświadczenia. Na kursie byli ze mną panowie skierowani właśnie przez urząd, także wiem jakie było ich podejście. Na siłę robią z nich kierowców. Albo muszę bo co innego. Ja wiedziałem co chcę robić i nie chwaląc się jestem kierowcą od serca, a nie z musu. Za granicą nikt mnie nie zmusza do pracy ponad siły, mam dobrą atmosferę w robocie i zarobki nie najgorsze. Podsumowując Ryba zawsze psuje się od głowy.