O 11 września – tyle, że w Chile

Opublikowano: 19.09.2020 | Kategorie: Historia, Publicystyka

Liczba wyświetleń: 670

15 tys. zabitych, 100 tys. w obozach koncentracyjnych. Bestialskie torturowanie więźniów, żołdackie gwałty, masowe grabieże. Bombardowania dzielnic robotniczych i podpalenia lokali partyjnych. Obalenie demokratycznie wybranego rządu i zamordowanie prezydenta. Rozjechane przez czołgowe gąsienice prospołeczne reformy, programy alfabetyzacji i zmniejszania nierówności. 17 lat brutalnej faszystowskiej dyktatury wojska i wielkich posiadaczy. To prawdziwy bilans zamachu z 11 września. W Chile, w 1973 roku.

Jak co roku o tej porze, nie było chyba medium w naszym kraju, które nie przypominałoby o rocznicy zamachów na nowojorskie wieże WTC. To całkowicie zrozumiałe – była to wielka tragedia i przerażający przykład tego, do czego może prowadzić religijny fanatyzm. Bardzo często jednak w parze ze wspomnieniem owych wydarzeń idzie mainstreamowa opowieść, jak to pokojowo nastawione oraz zawsze pacyfistyczne Stany Zjednoczone zostały brutalnie i niespodziewanie zaatakowane przez zewnętrznych napastników, a same zamachy były największą zbrodnią przeciwko ludzkości od II wojny światowej. I właśnie dlatego, oczywiście bardzo niechętnie i z wielkim bólem serca, Stany Zjednoczone nie chciały, ale musiały utopić Bliski Wschód we krwi. Dominacja takiej narracji nie powinna dziwić, żyjemy bowiem w amerykańskim protektoracie i świecie neoliberalnej ideologii. Mając to jednak na uwadze, tym bardziej warto przypominać, że dzień 11 września kryje w sobie także inną, o wiele bardziej mroczną rocznicę. Rocznicę przerażającej tragedii, jaką USA i lokalna prawica zafundowały ludowi chilijskiemu, a której bolesne skutki są odczuwalne do dzisiaj.

Salvador Allende był wiele lat parlamentarzystą i przewodniczącym senatu. W 1970 roku wygrał wybory w Chile i tym samym stał się pierwszym demokratycznie wybranym lewicowym prezydentem w Ameryce Południowej. Zwycięstwo zapewnił mu program szerokich prospołecznych reform. Po wyborach Allende utworzył koalicyjny rząd Frontu Ludowego. Wybór Chilijczyków rozwścieczył władze Stanów Zjednoczonych. Na wieść o zwycięstwie Allende prezydent Nixon nakazał CIA przygotowanie dwóch planów dywersji – „łagodniejszego”, mającego zmusić prezydenta do dymisji (która miała umożliwić wygranie „wolnych” wyborów amerykańskiemu pachołkowi) oraz, w przypadku nieugiętości Allende, „ostrzejszego”, polegającego podburzaniu do buntu i wspieraniu wrogich prezydentowi konserwatywno – arystokratycznych kręgów w armii. Według słów Nixona chilijska gospodarka miała „zawyć z rozpaczy”, a przeciwko chilijskiej głowie państwa miała zostać przygotowana zmasowana ofensywa propagandowa. Powodem tak szybkich i zdecydowanych działań było poważne zaniepokojenie Stanów Zjednoczonych, że kolejny, po Kubie, dotychczasowy wasal zdecydował się zrzucić amerykański protektorat. Sukcesy Chile mogły bowiem dodatkowo zachęcić kolejne kraje w Ameryce Południowej do przeciwstawienia się Wielkiemu Bratu.

A owe sukcesy pojawiły się bardzo szybko. Salvador Allende bardzo konsekwentnie realizował program, z którym stanął do wyborów. Uruchomił plan budowy 120 tysięcy budynków mieszkalnych w robotniczych dzielnicach, objął ubezpieczeniami społecznymi wszystkich pracowników, wdrożył program rozdawania darmowej żywności wśród najbardziej potrzebujących, prowadził integrację zmarginalizowanych dotychczas społeczności indiańskich z systemem oświaty, organizował alfabetyzację, zwiększył liczbę miejsc w szkołach i na uczelniach, znacjonalizował wiele dużych zakładów, będących dotychczas centrami wyzysku, rozszerzając program robót publicznych obniżył trapiące Chile bezrobocie, a także, podpisując umowę ze Zjednoczonym Centrum Robotników, dał samorządom robotniczym wpływ na decyzje Ministerstwa Planowania Społecznego. Mimo oporu ze strony wielkich latyfundystów i ich bojówek skutecznie wprowadzał w życie reformę rolną. Utworzył Sekretariat Kobiet, mający zająć się poprawą ich sytuacji społecznej i ekonomicznej. Państwo wykupiło także prywatny dom wydawniczy „Editorial Quimantu”, z którego drukarni wyszło potem w ciągu dwóch lat ponad 8 mln książek, dystrybuowanych między szkoły i wysłanych do biednych regionów. Poprawiły się także wskaźniki gospodarcze – inflacja spadła z 36 proc. w 1970 do 22 proc. w 1971 roku, a średnie płace realne w samym tylko 1971 roku wzrosły o 22,3 proc.

Wszystko to wywołało furię Waszyngtonu, próbującego coraz to nowych dywersji, by pozbyć się lewicowego prezydenta. Allende był jednak nieugięty. W samym Chile także nasilał się opór kręgów konserwatywnych wobec działań prezydenta, a coraz większa liczba prawicowych bojówek destabilizowała kraj. Sytuacja była coraz bardziej napięta. CIA cały czas wspierała wymierzoną w prezydenta i planującą przeprowadzenie zamachu stanu konspirację w armii, śląc jej pieniądze, organizując szkolenia i pomagając politycznie. Na jej czele generał Augusto Pinochet. Planowany od maja pucz rozpoczął się w nocy z 10 na 11 września 1973 roku. Nad ranem większość stolicy była już w rękach spiskowców, a sam Allende z najwierniejszymi zwolennikami został otoczony w pałacu prezydenckim – La Moneda. Prezydent, mimo że jego współpracownicy przygotowali mu samolot i dali szansę na ucieczkę z kraju, zdecydował się walczyć do końca z bronią w ręku. Poległ ok. 14.15, podczas decydującego szturmu na pałac, do ostatnich chwil dzielnie broniąc lewicowych ideałów, którym był wierny całe życie.

Po śmierci prezydenta wojskowi na czele z Pinochetem zgotowali Chile piekło. W ciągu kilku dni zostało zamordowanych ok. 15 tys. ludzi, w większości cywilnych działaczy lub sympatyków lewicy. Największe stadiony kraju, Estadio Chile i Estadio Nacional, zmieniono w obozy koncentracyjne, przez które przeszło prawie 100 tys. osób. Tysiące więźniów poddano tam bestialskim torturom, a kobiety padały ofiarą masowych gwałtów żołdactwa. Armia bombardowała robotnicze dzielnice i pacyfikowała protesty w zakładach pracy. Śmierć groziła każdemu, kto w jakikolwiek sposób był powiązany z lewicą lub był choćby potencjalnym zwolennikiem Allende. Kraj na 17 lat pogrążył się w mroku brutalnych rządów wojskowej junty na czele z Augusto Pinochetem jako dyktatorem. Cofnął on prawie wszystkie prospołeczne reformy, zmienił kraj w prywatny folwark oficerów i bogaczy oraz uczynił z niego królika doświadczalnego dla chicagowskich ekonomistów. Narodzony w ten sposób neoliberalizm stał się źródłem bolączek bardzo silnie trapiących Chile (i nie tylko) po dziś dzień. By przekonać się, jak trudne to dziedzictwo, jak wielkie są nierówności z niego zrodzone, wystarczyło posłuchać demonstrantów, którzy protestowali na ulicach Chile całymi miesiącami, na przełomie 2019 i 2020 r. Wiele lat po tym, gdy dyktatura Pinocheta teoretycznie odeszła do przeszłości. Nie byłoby tych wszystkich nieszczęść, gdyby nie organizacyjna, propagandowa i polityczna interwencja Stanów Zjednoczonych w kraju, który – tylko i aż – chciał demokratycznie iść własną drogą.

11 września nie powinien być zatem zawłaszczany przez narrację tylko jednej, choć wstrząsającej, tragedii z 2001 roku. Ten dzień, 19 lat po upadku dwóch wież, przypomina także o przerażającej tragedii ludu chilijskiego, której sprawcą były Stany Zjednoczone. Nieokiełznana i bezdenna pazerność rządzącej tam oligarchii na panowanie nad światem kosztowała ten naród wiele krwi i lat ucisku. Trzeba pamiętać również o Salvadorze Allende, niepozbawionym wad, ale z krwi i kości bohaterze, który całe życie pracował na rzecz sprawiedliwszego świata. A w obliczu przemocy nie opuścił posterunku i wzorem swojego serdecznego przyjaciela Ernesto Guevary oddał życie, jak pisał Ryszard Kapuściński, „za władzę ludu”. Żadne moje słowa jednak nie powiedzą tak wiele o Salvadorze Allende jak te, wypowiedziane przez niego w ostatnim radiowym orędziu do narodu, tuż przed zbombardowaniem pałacu prezydenckiego: „Niech żyje lud! Niech żyją ludzie pracy! To są moje ostatnie słowa i jestem pewien, że moja ofiara nie będzie próżna. Niech będzie lekcją moralności karzącą zbrodnie, tchórzostwo i zdradę”. Naszym obowiązkiem jest zachować tę lekcję w pamięci.

Autorstwo: Dominik Pieniądz
Źródło: Trybuna.info


TAGI: , ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

1 wypowiedź

  1. Doctor Who 21.09.2020 00:08

    To tak dla przypomnienia ? Dla tych co liczą na zmianę nastawienia resortów siłowych.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.