Znów budują Wielki Mur

Opublikowano: 07.11.2012 | Kategorie: Gospodarka, Publicystyka

Liczba wyświetleń: 893

Na światowym rynku budowlanym trwa ekspansja wielkich państwowych firm chińskich. Wypierają Japończyków, Niemców, Turków… Jak oni to robią?

Jeszcze kilkanaście lat temu w branży budowlanej Zachód najbardziej bał się konkurencji Japończyków. W roku 2003 cztery japońskie giganty były w pierwszej dziesiątce największych firm budowlanych świata: Kajima (3), Taisei (4), Shimizu (6) i Obayashi (9). Dziś nie ma tam żadnej z nich, natomiast jest aż pięć wielkich chińskich firm budowlanych i to na miejscach 1,2,3,5,7, których wtedy w ogóle w czołówce jeszcze nie było. Jest to najbardziej niezwykłe zjawisko w branży na przestrzeni ostatnich 10 lat. W tym samym bowiem czasie chiński boom zbiegł się z japońską stagnacją. Firmy japońskie wycofały się na własny rynek, a Chińczycy wyszli na świat.

Swe pierwsze kroki za granicą chińscy budowlańcy stawiali tam, gdzie ich rząd zaczął szukać sobie nowych rynków i źródeł zaopatrzenia w surowce, np. w Czarnej Afryce, budując drogi i koleje z kopalń do portów. Teraz jednak rozpełzli się wszędzie. China State Construction & Engineering Company (CSCEC), uznana przez magazyn International Construction za największą firmę budowlaną na świecie z dochodami w wysokości 72,6 miliarda $ w 2011 roku, wykonuje renowację mostu Hamiltona w Nowym Jorku, wznosi superwieżowiec w Moskwie i buduje ogromny ośrodek turystyczny na wyspach Bahama. China Railway Construction Corporation (CRCC), druga co do wielkości firma budowlana świata, z dochodami rocznymi 68,8 mld USD, buduje nowy system metra w Mekce, w Arabii Saudyjskiej.

Wszystkie chińskie giganty budowlane to firmy państwowe, kontrolowane i zasilane przez chińskie banki państwowe, aczkolwiek zbierają też kapitał przez giełdy w Hongkongu i Szanghaju. Dotychczas miały dość zamówień w samych Chinach, ale wydaje się, że teraz będą musiały coraz bardziej szukać sobie pracy za granicą. Analitycy z banku HSBC twierdzą, że chińskie wydatki np. na infrastrukturę transportową, które przez ostatnią dekadę każdego roku rosły dwucyfrowo, mocno hamują w obecnym planie pięcioletnim 2011-2015. Drapieżny brytyjski bank HSBC na ogół wie, co mówi na temat Chin, bo tam właśnie powstał i w historii Chin fatalnie się zapisał finansując wyjątkowo brudne wojny opiumowe. Chyba z tego względu, aby nie budzić i nie przypominać tych skojarzeń, uparcie ukrywa swą pierwotną nazwę pod zagadkowo dyskretnym skrótem, którego nie rozwija i nawet pracownicy tego banku na Zachodzie czasami nie wiedzą, że oznacza on Hongkong Shanghai Banking Corporation.

Mocną stroną firm chińskich jest terminowe oddawane projektów i umiejętność radzenia sobie w najbardziej prymitywnych warunkach. Analitycy wątpią jednak, czy te cechy przydadzą się im w kontraktach w krajach bogatych. Julian Bu, ekspert z banku inwestycyjnego Jefferies uważa, ze główna chińska przewaga – niskie koszty robocizny – nie na wiele się przyda w miejscach, do których nie da się sprowadzić pracowitej masy zdyscyplinowanych chińskich mrówek. Co więcej, firmy chińskie mogą się także okazać rozpuszczone przez ich krajowe kontrakty typu “cost-plus”, gdzie marża, większa lub mniejsza, zawsze była zagwarantowana. W krajach bogatych firmy wykonawcze zwykle muszą brać na siebie większość przekroczeń budżetu i muszą umieć to w porę zaplanować, a firmy chińskie, jak się wydaje, nie mają tu zbyt dużego doświadczenia. Znamy to z niesławnego przykładu konsorcjum Covec na budowie autostrady A2 w Polsce, ale podobne wpadki firmy chińskie miały już także w Australii i Arabii Saudyjskiej.

Jest jednak prawdą, że Chińczycy szybko się uczą i lubią wyciągać analityczne wnioski z błędów własnych i cudzych. Wiadomo, że powołali specjalny centralny zespół ekspertów, który metodycznie studiuje powody klęsk firm japońskich i ich zachowania przy wycofywaniu się z rynków, a także sekrety niektórych firm zachodnich, które w branży budowlanej przetrwały. Zespół ten nie publikuje swych analiz i wniosków, ale te same zagadnienia badają także inni. Jordi Roca, Katalończyk z największej na świecie firmy konsultingowej Accenture mającej swą siedzibę w Dublinie, uważa że Japończycy padli w światowej konkurencji dlatego, że niechętnie rozrastali się poprzez nabytki i fuzje. Jakby dla kontrastu, największe firmy europejskie, które utrzymały swą pozycję na rynku, chętnie połykają kapitałowo mniejszych rynkowych rywali. Największa z takich firm, francuski gigant Vinci (4. miejsce na świecie, zaraz za podium trzech Chińczyków) wchłonął kilka największych brytyjskich firm budowlanych, takich jak Taylor Woodrow i Norwest Holst. Tylko w zeszłym roku Vinci kupił firmy budowlane w Kanadzie, Indiach, Turcji i na Nowej Zelandii. Hiszpańska ACS (numer 6. na świecie z dochodami 39,7 mld USD) wykupiła większość udziałów w niemieckim Hochtief.

W niektórych przypadkach francuski Vinci (dochody 52,4 mld USD w 2011) kupił takie miejscowe firmy ze względu na ich doświadczenie na lokalnym rynku. W innych poszedł w ślady innych wielkich firm zachodnich jak amerykański Bechtel lub niemiecki Hochtief i nabył wyspecjalizowane firmy wąskich branż i usług, jak np. badania mechaniki gruntu albo projektowania i montażu instalacji elektrycznych, po to by mieć je w swej dyspozycji pod ręką. Aby móc stawać do najbardziej złożonych i zarazem największych przetargów także Chińczycy będą musieli sięgnąć po takie firmy, nabyć je, a potem umiejętnie zintegrować. To ostatnie może okazać się dla nich najtrudniejsze.

Inna ważna strategia, którą stosuje Vinci oraz większość jego zachodnich konkurentów, to wchodzenie w jednoczesną rolę i wykonawcy i operatora infrastruktury na tym samym obiekcie. We Francji Vinci zarządza wybudowanymi przez siebie mostami, tunelami, lotniskami i stadionem narodowym. Szef tej firmy Xavier Huillard potwierdza, że na świecie jest wciąż ogromne zapotrzebowanie na wielkie projekty i prace publiczne, których rządy państw nie są w stanie sfinansować, więc takie partnerstwa prywatno-publiczne (PPP) mają coraz większą przyszłość. Wydaje się, że właśnie ta strategia szczególnie przypadnie Chińczykom do gustu. W lipcu br. podpisano jeden z pierwszych takich kontraktów z udziałem firmy chińskiej. China Communications Construction (CCC) podpisała umowę z rządem Jamajki na budowę autostrady, która potem spłaci sobie sama eksploatując ją przez 50 lat.

Największe światowe firmy budowlane zdobywają rynek i zamówienia w coraz większej proporcji. Accenture ocenia, że w latach 2002-2010 globalne wydatki na budownictwo wzrosły o 19%, ale dochody 20 największych na świecie firm tej branży prawie się w tym czasie potroiły. Również poza tą pierwszą ligą firmy z Turcji, Indii i Brazylii łapią sporo dobrych kontraktów np. w obszarze Zatoki Perskiej albo nad Morzem Kaspijskim, gdzie nafta i gaz generują ogromne pieniądze na potężne, prestiżowe projekty budowlane.

Konkurencja jest zażarta i także klienci mają dziś w czym wybierać. Do przetargu na budowę elektrowni w Namibii stanęło niedawno 47 firm z całego świata. Na krótkiej liście po wstępnej selekcji zostało 13 firm, z czego 8 chińskich, a reszta z Japonii, Korei, Hiszpanii i Włoch. Na tak zatłoczonym rynku, jak zauważa Xavier Huillard, szef Vinciego, nie ma sensu bić się o jakiś docelowy udział w danym rynku. Lepiej mieć na nim 5-6 miejsce, ale nadal zarabiać jakąś kasę. Tego nawet najwięksi już się nauczyli na własnej skórze. Ich chińscy rywale jeszcze mają tę lekcje przed sobą.

Autor: Bogusław Jeznach
Źródło: Nowy Ekran


TAGI: , , ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

6 komentarzy

  1. manriusz 07.11.2012 11:32

    Dla ścisłości to prawidłowa nazwa brzmi ” Hongkong and Shanghai Bank Corporations ” .Powinienem jednak raczej napisać “była” nazwa ponieważ obecnie ten skrót nie oznacza już niczego , po prostu skrót.Pozdrawiam.

  2. adambiernacki 07.11.2012 13:38

    Zastanawiam się kiedy w tej krainie będziemy za miskę ryżu zaiwaniać od świtu do nocy bo to tylko kwestia czasu…

  3. Rozbi 07.11.2012 18:20

    Drogi Adamie – gdyby w Polsce byly takie srednie place i taka sila nabywcza pieniadza jak obecnie w Chinach to mysle ze nie poczulbys a roznicy a moze nawet moglbys sie taniej ubrac wyzywic czy kupic sprzet AGD RTV.

    Czasy gdy chinscy pracownicy pracuja za miske ryzu dawno sie skonczyly.

    Pragne tylko jeszcze dodac ze dzieki tej ekspansji w ostatnie kilka lat Chiny zrobily dla Afryki wiecej niz Europa i U.S.A. przez ostatnie 50 lat.
    L

  4. adambiernacki 08.11.2012 11:47

    Wiadomo, że Chiny dzisiaj są inne niż 20 lat temu ostatnio ponoś wzrosły wynagrodzenia. Tutaj ludzie pracują za 1000 PLN dla tzw. “pracodawców” najczęściej wykonując dodatkowo pracę zwolnionej osoby. Oczywiście tzw. “pracodawcy” piszczą a to, że święta a to, że urlop a to, że jedyne 8 godzin a to, że w ogóle muszą jakiekolwiek koszty ponosić. Skoro niektóre firmy wycofują się z Chin to zapewne najtańszą siłę roboczą znajdą tutaj w dodatku bliżej:-)
    My zaś będziemy zaiwaniać po 12 godzin bez przerwy, bo przerwa w pracy jest straszną niesprawiedliwością dla najuczciwszych na tym łez padole „pracodawców” polackich.

  5. adambiernacki 08.11.2012 11:50

    Gwałt(definicja): stosunek pracy w RP

  6. michal 08.11.2012 16:13

    @Bogusław Jeznach – zastanawiam się skąd posiada Pan informacje, że konsorcjum Covec pracujące na polskiej autostradzie nie posiadało doświadczenia w planowaniu. Uzyskał Pan takowe informacje z mainstremowych mediów ?:) Otóż prawda jest zupełnie inne czemu firma nie kontynuowała prac na A2. Jeśli nie chcieli podzielić się $ z odpowiednimi ludźmi to niestety… Opóźnienia wypłaty przez GDKIA sięgające 90 dni opóźnienia odbioru robót itd … Covec znika winą zostają obciążeni Chińczycy i pojawia się “nowa” lepsza firma która ma powiązania polityczne po wykonaniu części prac firma nagle bankrutuje – nie wypłacając pieniędzy podwykonawcą. Czy układa się to w logiczną całość? Zmierzam do tego, że Covec był dla elit niezręcznym problemem więc należało poinformować opinie publiczną jak to źle pracują – nie pracowali bo nie dostawali wynagrodzenia. Pomimo tego płacili podwykonawcą ze swojej własnej kieszeni i nie mają żadnych zaległości. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.