Pijany jak uczeń – pocztówka z II RP

Opublikowano: 14.09.2021 | Kategorie: Historia, Publicystyka

Liczba wyświetleń: 1546

W Niepodległej Polsce alkohol był czymś normalnym: pili oficerowie, literaci, kobiety, kolejarze i nauczyciele, pili również uczniowi… Dla niektórych statystyki mogą być szokujące. Przeważająca większość młodzieży szkolnej z czasów II RP miała kontakt z alkoholem, a niemały ich procent raczył się procentami codziennie.

Zanim przejdę do opisu alkoholowych ekscesów uczniów, muszę zwrócić uwagę na jeden szalenie istotny aspekt. W przedwojennych badaniach wielokrotnie pada termin „alkoholizm”, ma on jednak nieco inne znaczenie niż dzisiaj. W czasach naszych dziadków nie rozumiano pod nim uzależnienia od alkoholu, lecz po prostu jego spożywanie. Gdy mówi się więc o alkoholizmie wśród młodzieży, nie ma się więc na myśli chorych, a jedynie raczących się regularnie lub nawet nieregularne trunkami.

DZIEWCZĘTA NA GAZIE A CHŁOPCY W HARCERSTWIE

Problem jakim było spożywanie alkoholu przez młodzież dostrzeżono stosunkowo wcześnie, bo jeszcze grubo przed I wojną światową – zaczęły wówczas powstawać zarówno prace mające na celu jego zwalczanie, jak i przedstawienie zatrważających statystyk. Już wówczas był to spory problem. Jeżeli zawierzyć tym pracom, to w większych miastach polskich jedynie nieliczny odsetek uczniów (poniżej 18 roku) w ogóle nie miał kontaktu z alkoholem – w zależności od miasta i szkoły było to od 25% do nawet 5%. I tak na przykład we Warszawie w 1908 roku piło 93% chłopców i 87% dziewczynek, we Lwowie zaś odpowiednio 88% i 75%.

Badania kontynuowano również w niepodległej Polsce. Wśród nich za kanoniczną uważana była praca księdza Michała Sopoćko “Alkoholizm a młodzież szkolna”, w której kapłan przedstawił wyliczenia uzyskane po przebadaniu młodzieży warszawskiej. Praca Sopoćki jednoznacznie ujawniła problem. Co prawda nieco zmniejszył się odsetek ogólnie pijącej młodzieży (70%), zwiększył się jednak tych, którzy raczyli się alkoholem codziennie. Do kieliszka każdego dnia sięgało 4,4% chłopców i 8% dziewczynek. Zgodnie z wynikami badań 100% siedmiolatków znało smak alkoholu.

Na pewno część czytelników zadaje sobie pytanie, dlaczego dziewczynki piły więcej, szczególnie, że taki stan rzeczy nie do końca licuje z obrazem porządnych dziewcząt z dobrych domów, przysłowiowych „dobry panienek Zoś i innych Maryś”. Podobne pytanie zadawali sobie autorzy prac na ten temat. Odpowiedź była równie prosta, co oczywista – doktor Andrzej Wojtkowski upatrywał takiego stanu rzeczy w sposobach spędzania wolnego czasu. Chłopcy zdecydowanie częściej należeli do harcerstwa (którego regulamin zakazywał spożywania alkoholu) oraz uprawiali sport, dziewczęta natomiast częściej siedziały w domu, gdzie paradoksalnie miały łatwiejszy dostęp do różnego rodzaju trunków.

CO, GDZIE I DLACZEGO?

Kiedy myślimy o spożywaniu alkoholu przez uczniów, zazwyczaj pierwszym skojarzeniem są weseli chłopcy z irokezami na głowach i butelką wyjątkowo taniego wina ze znaczącą zawartością siarki raczący się nim gdzieś w parku albo w bramie. Za czasów naszych dziadków wyglądało to nieco inaczej.

Świadomość korelacji między uszkodzeniem mózgu a piciem alkoholu nie była powszechna. Badania na ten temat, nawet jeżeli były rzetelnie przeprowadzone, nie były upowszechnione. Publikacje z lat 20. i 30. stanowiły forpocztę kaganka oświaty. Dosyć często rodzice sami zachęcali swoje pociechy do picia alkoholu, szczególności przy posiłku. Co więcej, zgodnie z danymi z części ankiet, sporo, bo blisko 50% młodzieży, piło pod presją swoich rodzicieli. Dla wielu z nich było normalne, że do obiadu należy się napić. Tak wspomniał swoje dzieciństwo Urke Nachalnik:

“Po każdym kilkuminutowym opowiadaniu ojca o wyzwoleniu z niewoli „egipskiej” popijaliśmy smaczne wino. Ach! Piękne to wspomnienia z lat dziecięcych, lat bez troski, lat, które nigdy już nie wrócą…”

W przypadku rodzin wiejskich albo biedoty miejskiej dochodziły jeszcze inne względy. Przy wykonywania pracy potrzeba, aby młody człowiek dostarczał do swojego organizmu dużo kalorii i niejednokrotnie próbowano czynić to właśnie za pośrednictwem wódki. Dobrze obrazuje to statystyka Kazimierza Hrabiana, który przeprowadził badania w regionie Tych i Pszczyny, gdzie piła średnio połowa 14-latków.

Zróżnicowane były również trunki, które młodzi ludzie spożywali. Jak przyznawali w ankietach z zasady była to wódka, ale informacje te dotyczą zazwyczaj chłopców. Powszechniejsze były jednak wina albo słodkie likiery. Nie trudno wyobrazić sobie, że dziewczęta nudząc się w domu sięgały po karafkę z likierem wiśniowym albo inną nalewkę lub wino, szczególnie jeżeli rodzina żyła na wsi albo na przedmieściach i miała sad. Wielu spośród uczniów lubiło się uraczyć herbatą z rumem. Część uczniów przyznawało się nawet do picia spirytusu, nie był to jednak znaczący procent.

Młodzież piła z tych samych powodów co dzisiaj. W ankietach padały takie uzasadnieni jak „zawody miłosne”, „presja otoczenia”, „chęć świętowania uzyskanie promocji”, a także „dla smaku” czy w przypadku uczniów V klasy gimnazjum również „dla przyjemności z kobietami”. Oddajmy jednak głos samym uczniom i przekonajmy się jak oni widzieli sprawę.

W większości wypadków wyrażali oni swoją aprobatę dla picia:

“Lubię sobie golnąć ale nie sam i tylko w towarzystwie. Sam choć mam w domu likierów pod dostatkiem nie wypije ani jednego kieliszka. Natomiast gdy przyjdzie jaki kolega, to wtedy lu-lu. Przed mazurem i shimmi na balu lubię sobie również dodać odwagi, ale nie lubię się urżnąć, bo wówczas plątają się nogi i źle się tańczy. Upiłem się tak „comme il faut” na komersie jednorocznym i to był mój debiut.”

“Piję jeżeli mam pod ręką wódkę i jeżeli mam pieniądze. Piję przeważnie wódkę 50-70%. Gdy jestem pijany przytomności nie tracę zupełnie, a przy tym jestem bardzo wesoły. Na promocję muszę się spić.”

“Jak piję – to piję dobrze, tak że jest „śrubka”. Piję także z największą chęcią, zwłaszcza w chwilach niepowodzenia. Uważam wódkę za dobry środek na uspokojenie nerwów. Człowiek po wypiciu zapomina o smutkach i o wszystkim, a nabiera odwagi i humoru.”

Były też i inne głosy:

“Picie nie sprawia mi żaden przyjemności, ale piję bo czynią tak wszyscy.”

“Piłem dużo dawniej – a od czasu wstąpienia do harcerstwa pić przestałem. Dopiero po 10 kieliszkach wódki uczuwałem zawrót głowy. Postanowiłem wstąpić do harcerstwa i nie mogę pić bo jestem przekonany, że działa to szkodliwie dla organizmu. O ile mogę, przeciwdziałam alkoholizmowi i widząc rozmaite ogłaszania propagujące picie wódki, zdzieram je i niszczę np. w pociągu. Gdy nie mogę zedrzeć upiększam je odpowiednim dopiskiem na szkodę rozszerzenia się alkoholizmu.”

“Od roku nie piję ze względu na sport i zdrowie. Czuję wstręt do picia i mam zamiar pozostać abstynentem.”

Na marginesie warto dodać, że sprawcy największej tragedii „szkolnej” z czasów II RP, czyli masakry w gimnazjum wileńskim, chętnie sięgali po alkohole, o czym bardzo dużo pisała prasa z tego okresu.

A MOŻE ETER?

Zdecydowanie poważniejszym był problem używania przez młodych ludzi eteru. W niektórych miejscowościach Polski, jak na przykład w Międzyrzeczu i Bojszowie Nowym, była to istniała plaga, narkotyku tego używało bowiem 80% młodzieży. Nie muszę chyba wyjaśniać, że istniała bezpośrednia relacja między statusem materialnym a korzystaniem z tej używki. Jak używano eteru wyjaśniał Hrabin:

“Do przegotowanej wody z cukrem i cynamonem wlewają po ochłodzeniu eter w stosunku na 1 l wody 1/8 l eteru. Mieszanina ta to napój odurzający, w działaniu swem gwałtowniejszy od alkoholu. Do upicia się wystarczy dojrzałemu człowiekowi 1.2 l powyższej mieszaniny, dziecku 1-3 kieliszki. Dlaczego piją eter? Otóż, po pierwsze: jest tańszym napojem niż piwo i wódka, po drugie: jest to napój słodki dający się łatwo pić i wreszcie: daje oszołomienie większe może niż alkohol. Człowiek upity eterem jest gwałtowniejszy od alkoholika. Człowiek upity eterem jest gwałtowniejszy od alkoholika, gdyż eter działa o wiele szybciej. Wyraz twarzy tępy, bezmyślny, oczy szkliste zamglone usta sine, wpada w obłęd i podniecenie seksualne. Pijący eter prawie zupełnie nie używa alkoholu. Stan opilczy eterem trwa u starszych 2-3 godziny, u dzieci całą dobę.”

Z używaniem tego specyfiką wiązało się nie tylko niebezpieczeństwo zatrucia się. Jak podaje Hrabin, w 1930 roku ciężarna kobieta została śmiertelnie poparzona podczas przygotowywania napoju, zaś rok później dwie kobiety zginęły w wybuchu, kiedy zajmowały się mieszaniem eteru na wesele. Hrabin w swojej pracy dużo miejsca poświecił zwróceniu uwagi na znacząco niższe wyniki w szkole uczniów którzy raczyli się eterem. Obawiano się nawet, że może dojść do plagi upośledzenia umysłowego w regionach w których odnotowuje się największe spożycie.

“Zabijanie owadów eterem podsunęło mi chęć spróbowania ponownie tego narkotyku (…) Odtąd eteryzowałem się coraz częściej. Maksimum osiągnąłem jako uczeń ósmej klasy. Lubiłem przechadzać się wieczorem po ponurych dzielnicach warszawskiego Powiśla z chustką pod nosem i flachą eteru w kieszeń.”

Autorem tych słów jest dr. Dezydery Prokopowicz, czyli przyjaciel Witkacego Stefan Glass, doktor nauk filozoficznych i matematyk. Jak widać, eter nie był tylko używką ludzi biednych.

W WALCE O RZĄD DUSZ

Świadomość szkodliwego działania alkoholu na młodzież nie była wśród obywateli II RP powszechna. Taki stan rzeczy próbowało zmienić jednak wiele organizacji. Ich działania zbiegły się z ogólnoświatową kampanią abolicyjną, której polskim wariantem była “Ustawa z dnia 23 kwietnia 1920 r. o ograniczeniach w sprzedaży i spożyciu napojów alkoholowych”, będąca w rzeczywistości martwym prawem.

Do walki o rząd dusz stanął przede wszystkim Kościół katolicki, który niejako z urzędu widział w wódce i winie swoje wroga. Wielu księży, w tym i błogosławiony Sopoćko, starało się uświadamiać ludzi o szkodliwości spożywania przez uczniów alkoholu. Niemałe zasługi miał również polski skauting, który skutecznie odciągał młodych ludzi od kieliszka. Do tego zacnego grona należy również dopisać Polskie Towarzystwo Walki z Alkoholizmem „Trzeźwość”, które miało spory wkład na tym polu, oraz polscy narodowcy, którzy również walczyli z szerzącym się wśród Polaków alkoholizmem.

POSTSCRIPTUM

Przytoczone przeze mnie dane to jedynie wierzchołek góry lodowej. Badania na których się opierałem nie pozwalają na spojrzenie na pełen obraz pijących uczniów. Brakował w nich zarówno zróżnicowania ze względu na pochodzenie społeczne (z wyjątkiem pracy Hrabina) jak również status majątkowy. W przeważającej ilości prace dotyczyły młodzieży miejskiej i to takiej, która chodziła do szkół. Trudno więc na ich podstawie wyrokować jak wyglądała sytuacja na przykład na terenie Polesia czy Wołynia. Zrozumiałym jest, że w regionach biednych i zacofanych kwestia ta musiała wyglądać zupełnie inaczej. Niemniej, skoro uczniowie przedwojennych gimnazjów nie uciekali od kieliszka, to w przypadku reszty młodych ludzi raczej również trudno mówić o masowej abstynencji. Wbrew czarnym wizjom przeciwników alkoholu, nie miało to jednak naprawdę przerażających rozmiarów.

Autor: Paweł Rzewuski
Źródło: Histmag.org
Licencja: CC BY-SA 3.0

BIBLIOGRAFIA

1. Hrabin Kazimierz, Narkomanje w szkole, Polskie Towarzystwo Walki z Alkoholizmem „Trzeźwość”, Warszawa 1934.

2. Groźna statystyka, Wydawnictwo Związku Nauczycieli Abstynentów, Poznań 1927.

3. Nachalnik Urke, Życiorys własny przestępcy, Wydawnictwo Łódzkie, Łódź 1989.

4. Szymański Jan, Alkoholizm a dziecko i młodzież, „Odrodzenie”, Warszawa 1928.

5. Ulbricht Wilibald, Szkoła a zagadnienie alkoholizmu, Wydawnictwa Związku Nauczycieli Abstynentów w Poznaniu, Poznań 1929.

6. Wachholz Leon, Alkoholizm a przestępstwo, Centrala Kół Abstynenckich Młodzieży, Kraków 1927.

7. Witkiewicz Stanisław, Narkotyki; Niemyte dusze, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2004.

1 gwiazdka2 gwiazdki3 gwiazdki4 gwiazdki5 gwiazdek (Liczba ocen: 4 , średnia ocena wartości wpisu: 4,25 na 5 możliwych)
Loading...

TAGI: , , ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

7 komentarzy

  1. Gylhyrst 25.01.2014 12:08

    Artykuł przeczytałem z ciekawością, rzuca nowe światło na lata międzywojnia. Jako trzeźwiejący alkoholik od roku w końcu nie piję i nie zamierzam wracać do tego za żadne skarby, nie zamierzam też przeprowadzać propagandy antyalkoholowej ale polecam na youtube film “historia picia w Rosji”, osobiście mną wstrząsnął i dał mi dużo do myślenia.
    Tak patrzę na dzisiejszą młodzież i widzę kilka analogii. Poza oczywistymi, na całym świecie trwa propaganda alkoholowa, wszechobecne reklamy, nadawane również w porach dostępnych dla dzieci pokazujące uśmiechniętych ludzi raczących się piwem, zerknijcie na większość filmów/seriali w których co chwila bohaterowie piją i naprawdę rzadko zdarza się, żeby to picie było jakoś piętnowane. Jeszcze jakiś czas temu żałowałem Jackiego Chana, że – pomimo iż tak bardzo lubię jego i jego filmy – to często w filmach właśnie uciekał od alkoholu, wydawał mi się taki żałosny bo przecież co to za chłop co nie pije.
    Sam byłem harcerzem i z nostalgią wspominam w sumie jedne z najpiękniejszych chwil w życiu, w których alkoholu nie było prawa być i było nam z tym naprawdę dobrze. Nie wiem jak u Was w innych miastach ale u nas na Podkarpaciu harcerstwo praktycznie jest zniszczone, przynajmniej ja tak to odbieram, może nie jestem w temacie. 20 lat temu istniały Zuchy, harcerstwo, wyjazdy, kolonie, spotkania, marsze i nie było takiej sytuacji, żeby jedne dzieci piętnowały inne które do harcerstwa należały (“te, harcerz, uważaj bo się usmarczesz”).Ww wieku 17-18 lat chcieliśmy stworzyć paramilitarną drużynę, znaleźliśmy 4 chętnych, po kilku miesiącach projekt upadł całkowicie. Dzisiaj na słowo harcerz przeważająca większość dzieci czy młodzieży stuka się w czoło, hołdując zasadom JP, picie, palenie, być jak najbardziej gangsterowatym, seks, używki, konflikty z Rodzicami, wirtualny świat itp można by mnożyć. Nie dziwię się temu, deprecjacja Rodziny jako wartości, brak czasu Rodziców który poświęcają dzieciom pozostawiając wychowanie telewizji, internetowi i nie dbając o to co się z nimi dzieje jest coraz powszedniejsze. Szczególnie w małych miejscowościach BRAK ZAJĘCIA i brak w ogóle pomysłu na zagospodarowanie wolnego czasu pcha do jednego co można robić – pić, bo co innego? Nie ma kina, na basen 20 km, siłownię otworzyli i musieli zamknąć bo nie dało się utrzymać, brak jakichkolwiek miejsc typu świetlica, orlika albo nie ma albo zamknięty o 18(!), harcerstwa nie ma, wielu młodych nie ma hobby, pasji, pozostaje picie bo jest łatwe, przyjemne, tanie i zawsze skuteczne.
    Przerażają mnie np. moi sąsiedzi, jeden w wieku 11 lat notorycznie przychodził pijany na lekcje, większość 14-18 lat chodzi w grupach i pije codziennie. Nie potępiam, nie piętnuję, sam tak robiłem i gdybym powiedział, że odcinam się od tego i jest to be to bym skłamał bo lubiłem to jak cholera. Potrzeba akceptacji zaspokajana była w pijącym towarzystwie a kto nie pił – nie był mile widziany.
    Do tego dochodzi postrzeganie pijących jako “dorosłych”, magiczna bariera 18 lat której i tak większość nie przestrzega nie jest postrzegana jako jakaś dorosłość tylko wiek, w którym w końcu można legalnie kupić alkohol i pić, z tego co widzę i pamiętam przynajmniej 90% znajomych tak właśnie traktowało tę granicę.
    Zaskoczyło mnie to, że w kwestii abstynencji swoją rolę odgrywali narodowcy, nie spodziewałem się tego, pozytywne zaskoczenie.
    Może ogólnikowo to zabrzmi i wielu się nie zgodzi, ale społeczeństwo pijące to społeczeństwo łatwiejsze do manipulowania, uczące się uciekać od problemów w alkohol a nie rozwiązywać je tak jak to być powinno, bierniejsze, nabijające kabzę tym, którzy czerpią z tego profity. Jednakże skala przestępstw dokonywanych pod wpływem, wypadków, patologii, chorób, leczeń alkoholików, współuzależnionych, dzieci z rodzin patologicznych przerasta wpływy do budżetu z tytułu sprzedaży wyrobów.
    Ja przynajmniej w tej walce zmieniłem strony i rękami i zębami trzymać się będę, żeby nie dać się w to koło wciągnąć z powrotem. Przykro mi się robi, gdy widzę w mojej rodzinie połowę wujków, kuzynów o których spokojnie mogę powiedzieć, że są alkoholikami choć każdy uparcie twierdzi że skądże (znam to doskonale z autopsji), ale co mogę zrobić. Każdy musi osiągnąć swój punkt krytyczny, ja taki osiągnąłem i żałuję tylko tego, że nie stało się to wcześniej.
    Troszkę te moje przemyślenia się przedłużyły, ale potrzebowałem tego a jeśli choć jedna osoba dzięki temu zastanowi się głębiej nad tym problemem – bardzo mnie to ucieszy. Pozdrawiam!

  2. kudlaty72 25.01.2014 13:23

    @Gylhyrst witaj,mądre słowa.Takie dojrzałe.Pozdrawiam

  3. matimozg 25.01.2014 21:08

    @Gylhyrst
    Bardzo dobrze mi się czytało twoją opinię.
    Ja mimo, że mam 22 lata to już nie pije prawie wcale. Zdarzało się kilka razy bardzo żałować, że złapało się za kieliszek. Zrozumiałem, że alkohol to jeden z cięższych narkotyków. Jeżeli czasami chcę zmienić stan świadomości to wybieram zielony szlak.

  4. danush 26.01.2014 13:56

    Na mnie największe wrażenie wywarł niesamowity,przekonywujący,szczery do bólu profesor Żdanow .YT “Alkoholowy terror wykład prof.Żdanowa “.
    Po takiej wiedzy kobiety w mojej rodzinie przestały pić szampana.Nieprawdopodobne ? A jednak….

  5. matimozg 27.01.2014 16:24

    @danush Również oglądałem ten wykład.
    Zazdroszczę, że w twojej rodzinie są osoby, czy jak to napisałeś kobiety, które mają czas żeby zapoznać się z materiałem który im przedstawiasz i jeszcze potrafi zmienić to ich tok myślenia.

  6. Stasiu26 27.01.2014 18:42

    Prof. Żdanow to miłośnik teorii spiskowych – z chęcią pokazałbym wykład większej liczbie osób, ale z doświadczenia wiem, że po tych rewelacjach po pierwszej połowie, większość uzna pierwszą za przesadzoną. Alkohol faktycznie szkodzi, ale takie straszenie nie jest dobre, bo alkohol jest obecny wszędzie, a po tym wykładzie mogę sobie wyobrazić ludzi wyrzucających lekarstwa które są oparte na alkoholu jako rozpuszczalniku albo hipochondryków którzy kiedyś pili/piją i teraz wpadają w depresję i tylko czekają na rychłą śmierć. Bez tej historii o depopulacji i dodając coś radzącego co robić jak już człowiek alkohol pił i chciałby przywrócić teraz swój organizm do równowagi, byłby to dużo przydatniejszy wykład.

  7. vannamond 14.09.2021 16:54

    Od czasów Kazimierza II nieslusznie nazywanego wielkim, arenda żydowska masowo rozpijala chłopstwo i szlachtę. Międzywojnie to ponure czasy kiedy ich gansterka de facto rzadzila tym krajem (vide serial Król) więc nic dziwniego ze picie gojów było w modzie. W końcu takie na rauszu spoleczenstwo łatwej było popędzić na Niemca niż gdyby było trzeźwe. Proby promocji abstynencji, oczywiście ośmieszane, podejmowali Polacy we władzy i w Kościele. Jak jest dziś każdy widzi.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.