Intrygujące podobieństwo lotów Putina i Kaczyńskiego

Opublikowano: 11.04.2018 | Kategorie: Polityka, Publicystyka

Podobną katastrofą lotniczą najwyższych rządowych oficjeli, jak ta polska w Smoleńsku z 2010 roku, mogła się zakończyć wyprawa Władimira Putina z małżonką do Gudermesu w Czeczenii. W Sylwestra 1999/2000 roku postanowił on w dwa samoloty – w drugim byli dziennikarze i artyści – odwiedzić rosyjskich żołnierzy, stacjonujących na terenach objętych wojną. W relacji kapitana samolotu zdumiewają liczne podobieństwa do tragicznego lotu Marii i Lecha Kaczyńskich, który dekadę później przypłacili życiem: kraj, wojskowe maszyny, mgła, interweniujący w kokpicie generał, dwa samoloty i próby odejścia na drugi krąg…

„Po całym dniu lotów zaczęliśmy przygotowywać się do święta” – opowiada pułkownik 148. Pułku Kaspijskiego, prosząc o niepodawanie nazwiska. „Choinkę zdobimy, stół nakrywamy, szampana tylko brakuje. Aż tu o ósmej wieczorem przychodzi rozkaz, żeby całym zastępem lecieć do Machaczkały. Tam nam wyjaśniają, że mamy dostarczyć do Gudermesu pełniącego obowiązki prezydenta z żoną i artystami. Ależ robótka… Przecież nasze maszyny nie są przystosowane do przewozu pasażerów, tym bardziej takich! Cóż robić, coś tam podmietliśmy, kurz strzepnęliśmy, siedzenia przetarliśmy na wszelki wypadek i akurat goście się pojawili. Mnie przypadł Putin z małżonką i ochroną, artyści mieli polecieć z kolegą. Towarzyszyły nam bojowe MI.

Gdy tylko się wznieśliśmy, otoczyło nas mleko. Tak na Kaukazie bywa, z minuty na minutę mgła choć oko wykol. Samoloty bojowe odprawiłem od razu z powrotem. Ładna historia – myślę – bez osłony, nocą, nad terenem walk, w absolutnej mgle leci głowa państwa nie tylko z żoną, lecz także z walizeczką jądrową. I ja za to wszystko odpowiadam. Dolatuję do Gudermesu, a tam nie widać nic. Ani sygnału, ani płomyczka – gdzie lądować? Melduję ochronie, że wracamy do Machaczkały, bo ryzykować nie mam prawa. A tu do kabiny stuka jakiś generał i oznajmia, że Putin każe lądować w Gudermesie. No, to drugi raz zataczam koło i dalej nic nie widzę.

Melduję pasażerom, że jesteśmy zmuszeni zawracać. Na to przez generała oznajmiają mi ponowny rozkaz Putina: „Lądować!”. Odpowiadam: „Na pokładzie dowódcą jestem ja, i ja lepiej wiem – lądować czy nie lądować”. Po chwili generał wraca i znowu: „Putin nalega na wypełnienie rozkazu”.

Na to drugi pilot zdejmuje hełm i posyła w kierunku pasażerów potężna wiązankę, wyjaśniając, że sam Pan Bóg by tu nie lądował. To wyczerpujące wyjaśnienie doleciało chyba gdzie trzeba, bo więcej rozkazu nie powtórzono. Patrzę na zegar i widzę, że Nowy Rok będziemy witać na wysokościach, o czym podróżnych zawiadamiam.

Proszą, żeby im włączyć światło. Hmm… Tylko tyle? Jakby to był autobus albo choinka w girlandach. Doprawdy aż się rumienię ze wstydu, w jakich to warunkach będzie witać taką wspaniałą datę głowa państwa. Ale cóż poradzę? Oświetlenia nie przewidziano. A tu nowe utrapienie: na minuty przed wybiciem północy wyjaśnia się, że moi pasażerowie mają szampana, ale nie mają szklanek. Czuję, jak włosy pod hełmem stają mi dęba: kryształowych kielichów na pokładzie też nie przewidziano. Drugi pilot wygrzebał ze schowka dwie plastikowe szklaneczki, niestety nie sterylnie czyste.

Jak się to skończyło? Tuż przed Machaczkałą przekazano nam do kabiny butelkę szampana z wyrazami wdzięczności od Władimira Władimirowicza”.

Być może gdyby kapitan polskiego Tu-154 Arkadiusz Protasiuk wykazał się podobną stanowczością i rozsądkiem, jak dowódca rosyjskiego samolotu, nie doszło by do tragicznej śmierci 96 osób.

Tymczasem świeżo namaszczony wówczas przez Borysa Jelcyna na prezydenta Putin z małżonką i towarzyszącymi mu oficjelami dotarł lądem do komandosów, zdrętwiałych od chłodu, o trzeciej nad ranem. Złożył im noworoczne życzenia a najlepszym wręczył pamiątkowe noże z wezwaniem, by znaleźli dla nich właściwe zastosowanie. Znaleźli je 14 lat później podczas wojny hybrydowej we wschodniej Ukrainie i aneksji Krymu…

Niedawne w Rosji wybory ponownie wygrał Władimir Putin. Czy świat powinien się już zacząć bać kolejnych zastosowań jego „noży”?

Autorstwo: Margo11
Źródło: Nautilus.org.pl

BIBLIOGRAFIA

K. Kurczab-Redlich, „Wowa, Wołodia, Władimir. Tajemnice Rosji Putina”, Warszawa, 2016, s. 371-373.

TAGI: , ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU: Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

4 komentarze

  1. rumcajs 11.04.2018 11:13

    Ten „incydent” jest tylko dowodem, że tak naprawde, mimo wciskanego nam kitu, jak na końcu powyżej, w Rosji nie ma „carskości” putina, zas jest „królewskość w Polsce.. Ruski oficer nie dał sie zastraszyc niewykonalnym rozkazem, i odmówił jego wykonania, a wydajacy zrozumiał, że popełnił bład, a wyrazem tego był szampan, a nie wydalenie z wojska, jak to zrobił św. pamieci były prezydent, za podobny incydent, polskiego oficera..Putin zyje, a ten drugi ma „przedrostek” św.pamieci…
    I nie był to pierwszy przypadek podbnej postawy naszych „wodzów”, ptrz przypadek samolotu casa…. A najgorsze jest to, że nadal sa u nas „królewicze”, i ich sługusy, straszace „ruskimi nozami”… Zapominaja ci usłuzni, jak autor tego co powyżej, że z nieco, byc może innymi gadżetami, w kieszeniach, ludzie z usa, WB, francji izraela i innych państw bandyckich, wymordowali miliony irakijczyków, dzis opłacaja, i byc może tez rozdaja jakieś gadżety, islamistom, podzynającym gardła niewinnym ludzim w Syrii… Mniej boje sie tych ruskich noży, niz bandytów z hasłem szerzenia ‚demokracji” na bagnetach z logo usa i nato, oraz wpisów propagandystów, tychże, jak pan(pani) margo..
    O ile pamietam, imie królowej margo, kojarzy mi sie z penym, także mało szlachetnym epizodem w historii europy, kiedy spływała krew niewinnych… Czyzby to nie był przypadek przybrania takiego, a nie innego pseudonimu…
    Ci ludzi taże zgineli w wyniku zakłamania i szerzenia fałszu… panie (pani) margo..

  2. jazmig 11.04.2018 20:28

    Opowieść fajna, ale bez propagandy się nie obyło. Krym nie jest anektowany, lecz inkorporowany, nikogo tam nie zamordowano nożem, ani bronią palną.

    W Donbasie armia ukraińska odmówiła zgody na mordowanie cywilów i bratała się z nimi. Dlatego wysłano tam najemników finansowanych przez oligarchów i to ci bandyci rozpoczęli strzelanie do bezbronnych cywilów, bombardowanie budynków mieszkalnych itp. Zdziwili się, gdy mieszkańcy Donbasu w obronie użyli broni palnej i dali popalić zbrodniarzom.

  3. Cami 13.04.2018 11:15

    Zapewne sytaucja z tej ksiazki wymyslona pod zaplanowane prawdopodobnie z pl wladzami morderstwo politycznych przeciwnikow i inteligencji :(
    Jesli rozmawia sie o katastrofie to nalezy brac pod uwage fakty, a nie domysly, a te jak kojarze byly m.in. takie:
    – samolot remontowany w Samarze krotko przed
    – film z lotniska iz ktos w nocy majstruje przy skrzydle (jakos dziwnym trafem przez cale sledztwo poprzednikow nie mozna bylo znalezc zdnego filmu ze startu tego samolotu)
    – radosna fota, wrecz przybijanie piatki Tuska z Putinem w miejscu katastrofy
    – smiechy Komora z Tuskiem na lotnisku jak trumny przylecialy
    – pewni ludzie z PO tuz przed odlotem z niego zrezygnowali
    Trzeba byc idiota zeby nie zauwazyc komu za skore wlazl Lech K jadac np. do Gruzji na wiec, czy komu nie pozwalajac przejac wladzy zlodziejom z PO w kraju, czyli w czyim interesie byla jego eliminacja wraz z calym otoczeniem :(
    A trumny tam zamykane z zakazem ich otwierania tutaj – toz to smierdzialo na odleglosc i jeszcze ta pseudo premier ktora przy ich zamykaniu byla – i co teraz po ich otwarciach powie?
    jakies konsekwencje w stos do tej marionetki zlodzieji zostana wyciagniete czy ma pojsc w zapomnienie i zrobila sobie tylko tam wycieczke dla picu :(
    Na kogo nie spojrzec z nich to co drugi to kanalia, jak np. ta Bankowska nagrana u Sowy, czy Sikorski – nie rozlicza sie tych swin z tego co mowia i co kradli tylko podwaza nagrywanie tych kanalii – w jakim swiecie my zyjemy?
    no tak co drugi Polak to przeca zlodziej – wystarczy zapytac Niemca :(

  4. PanOdkrywca 13.04.2018 12:17

    jazmig 11.04.2018 20:28

    Opowieść fajna, ale bez propagandy się nie obyło. Krym nie jest anektowany, lecz inkorporowany, nikogo tam nie zamordowano nożem, ani bronią palną.

    Upssssssssss….. Proponuję, choćby, o współczesnym losie Tatarów Krymskich poczytać.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.