Zabawa w psychologa społecznego

Opublikowano: 29.07.2012 | Kategorie: Publicystyka, Społeczeństwo

Liczba wyświetleń: 337

W felietonie będę bawiła się w to, w czym każdy internauta piszący komentarze gdziekolwiek jest najlepszy – w psychologa. Co prawda nie będę rozszyfrowywała osobowości i charakteru danej osoby po jednym komentarzu, ale spróbuję przedstawić społeczność, która jest mi dość bliska, a która jest zupełnie inna od tej, w której przyszło mi żyć.

Od wielu lat (w zasadzie to chyba od urodzenia) na wszelkiego rodzaju ferie, wakacje, długie weekendy jeżdżę do mojej babci, która mieszka w małej (ok. 15 tys. ludzi), wymierającej mieścinie bez perspektyw. Sama mieszkam we Wrocławiu czyli mieście dużym, rozwijającym się, niemalże studenckim. To tak tytułem wstępu.

Owa mieścina jest mi bardzo bliska, z nią wiążą się najciekawsze wspomnienia z dzieciństwa, tam zawsze miałam dużo luzu, mam dużo znajomych, których znam od zawsze. Lecz dopiero teraz zaczynam zauważać jak bardzo odmienny od mojej codzienności jest tamten świat. Zupełnie inne priorytety, poglądy, plany na przyszłość. Jak to w tego typu miejscach bywa z racji braku pracy występuje duże zagęszczenie rodzin patologicznych, rodziców którzy chleją dzień i noc jednocześnie “opiekując” się 5, 7 lub nawet 12 dziećmi. Rodziny z dwójką lub trójką dzieci to prawdziwa rzadkość. Oczywiście dzieci wychowują się na ulicy, bo kto miałby czas i chęci będąc wiecznie nawalonym opiekować się nimi. Przemoc domowa też jest na porządku dziennym. Nieraz byłam świadkiem kłótni małżeństwa, w której latały noże, talerze a w ruch szły pięści. Słyszałam też jak dzieci 8-10 letnie mówiły o tym, że ojciec bił je pogrzebaczem pokazując blizny na głowie, że były przypalane papierosem, bite wszystkim co tylko wpadło ojcu albo matce w rękę tylko dlatego, że przyszły za późno do domu albo ktoś się na nie poskarżył.

I taki dzieciak nie ma autorytetu w rodzicach, traktuje ich tylko jak karmicieli (a i to nie zawsze) i ew. źródło gotówki. Bliższa jest mu ulica, na której czuje się bezpiecznie, panują na niej zasady, które pojmuje bez problemu, rówieśnicy, którzy pokazują mu co ma robić i jak ma się zachowywać aby być w ich gronie. Oczywiście szkołę postrzega jako źródło wszelkiego zła, wyzysku a nauczyciele nie mają na celu nic innego jak tylko go udupić. Z racji tego pojawia się tam okazjonalnie oczywiście manifestując swoją pogardę dla kadry pedagogicznej. I tu też wiele dane mi było słyszeć. Rzeczy, które nigdy by mi nawet do głowy nie przyszły, oni traktują jako codzienność. Prześcigają się w tym, kto bardziej dotkliwie ubliżył nauczycielowi, z czyjej lekcji wyszedł z płaczem i kto ma na szkołę “bardziej wyjebane”. Przebywam z tym towarzystwem od dawna, więc przywykłam do ich opowieści, ale niektóre dobijają nawet mnie. Jeden z moich najbliższych kolegów olał teraz szkołę zupełnie, choć wcale nie jest debilem, ma łeb do nauki, ale on preferuje filozofię “Carpe Diem”.

Kontynuując wątek o wychowaniu na ulicy. Znam parę dzieciaków, które mają 8-9 lat i palą, piją a nawet jarają marychę. Choć jest ich niewiele to i tak jest to przerażające. Generalnie w wieku ok. 12 lat zaczynają palić nałogowo, w wieku 13 pić (lub ćpać klej, który jest tam coraz bardziej popularny) i palić marychę a w wieku 14-15 brać amfę (oczywiście ci, których na to stać). Narkotyki są tam powszechnie dostępne, sama znam 3 dilerów a prawie każdy może bez problemu załatwić. Marihuanę pali się na porządku dziennym, w końcu jakoś trzeba wykorzystać ten czas, który powinno się spędzić w szkole.

Najbardziej dobiło mnie gdy brat pewnego znajomego wyszedł z więzienia po 5 latach i chcieli sobie zabalować. Oczywiście na miejscową melinę zeszło się parę osób (w tym ja i paru kolegów w wieku 14-16 lat), alkohol lał się litrami, nikt nie patrzył ile kto ma lat. W pewnym momencie owy brat zachciał sobie “walnąć nocha”. Dał kasę koledze (14 lat) który po 15 minutach przyszedł z ok. 5 gramami amfetaminy.

Gdy nie ma kasy na marihuanę pije się piwo kierując się zasadą “im tańsze tym lepsze” byleby się najebać. Bezcenny jest widok pijanego 13-latka który wyzywa wszystko i wszystkich, raz płacze, raz się śmieje, bądź potyka się o równy asfalt. Nieraz takie imprezy kończą się wizytą jednego z osobników w szpitalu na płukaniu żołądka bądź “zawinięciem” przez “psy”.

No właśnie, policja, choć trudno w to uwierzyć, jest obecna w tym mieście. Czasami nawet pojawia się na ulicy i spisuje dzieciaki za grę w piłkę na podwórku przed domem bo pani Kowalskiej, która mieszka na trzecim piętrze kopią po oknach. Oczywiście panuje tam doktryna JP na 100% oraz “śmierć konfidentom”. Kto się “wysypie” na policji nie ma potem łatwego życia. Zazwyczaj kończy się pobiciem prze grupę 5-6 osób. Moi znajomi prześcigają się w opowieściach o tym ile to razy zostali złapani, ile przesiedzieli na komisariacie i kogo słyszeli “sypiącego”. Zazwyczaj lądują tam za drobne kradzieże w sklepach i zakłócanie ciszy (piwo w ciszy się samo nie wypije). Większość z nich ma kuratora, ośrodek wychowawczy (do którego muszą chodzić po szkole, nie jest to placówka zamknięta), a niektórzy siedzą w poprawczaku. I kim taki młody człowiek, wychowany w takim towarzystwie zostanie? Jeżeli dożyje trzydziestki to na pewno nie będzie się utrzymywał z pracy, z której odprowadza się podatki.

Oczywiście większość tamtejszej młodzieży chodzi w markowych dresach, buty zmieniają co trzy miesiące (oczywiście także markowe). I moje pytanie: skąd do jasnej cholery mają na to pieniądze? Jakim cudem w tak biednym mieście utrzymuje się kilka sklepów z markową odzieżą? Jeszcze tego nie odkryłam, ale jak tylko znajdę ich sposób to będę do końca życia siedzieć na tyłku.

Jeszcze kwestia stereotypu, że dzisiejsza młodzież gimnazjalna “sypie się jak domki w Armeni”. W tym miejscu spełnia się to w stu procentach. Kolega (ten sam co załatwiał amfę) chwalił się, że przez dwa tygodnie chodzenia z 16-letnią dziewczyną przeleciał ją trzy razy. Co lepsze, miał na to świadków. Oczywiście na pytanie czy się zabezpieczyli odpowiedział krótkim “pojebao?”. Inny otwarcie przyznał, że ma dziewczynę tylko po to żeby ją dymać. Oboje mają po 15 lat. Gadając o dziewczynach rozważają je tylko i wyłącznie w kategoriach ładne ma cycki, dupę, w ogóle jest ładna, może i bym przyruchał. Dziewczyny też nie są lepsze (choć z tymi akurat mało się zadaje, nie trawię tępych plastików). Także chwalą się ile to one razy i z kim spały. Większość z nich pewnie skończy jako nastoletnie matki. Ale spójrzmy na tragizm tej sytuacji. Jak bardzo muszą być one niedowartościowane i jak bardzo chcą być akceptowane, że puszczają się na prawo lewo. Jak bardzo brak wartości wpajanych od dziecka owocuje w przyszłości.

Najbardziej podoba mi się tam sposób rozwiązywania konfliktów. Nie ma jakiegoś głupiego knucia, obgadywania za plecami, wymyślania bzdurnych plot tylko spotkają się, dadzą sobie po mordzie, ten kto wygrał ma rację i koniec. Paru osobom uratowałam tyłek przed sześcioosobowym “wpierdolem”. Na szczęście jeszcze czasami ta dzicz mnie słucha.

I konfrontacja z moim światopoglądem. Od dziecka wpajano mi, że nauka to potęga i nawet nie wyobrażam sobie, że mogę nie pójść na studia. Narkotyki nie są dla mnie sposobem na życie, piję od czasu do czasu ze znajomymi, ale nie upijam się do nieprzytomności. Dla mnie oczywiste jest, że nauczycieli się szanuje (przynajmniej w ich obecności) a rodziców od czasu do czasu słucha. Mam też perspektywy na przyszłą uczciwą pracę. Nikomu z moich znajomych (tych wrocławskich) nie imponuje to, że zwinęła mnie psiarnia i nie sypnęłam nikogo ani to, że ukradłam ze sklepu paczkę fajek “dla przypału”. Słucham ciężkiej muzyki podczas gdy oni słuchają głównie hip-hopu i tego danco-techno-czegośtam.

I teraz zapytacie “Po jaką cholerę tam jeździsz? Może jesteś taka jak oni? Jak tam w ogóle przeżywasz?”.

Nie, nie jestem taka jak oni, ci co mnie znają mogą to potwierdzić. Czasami sama się dziwię, że taka społeczność mnie akceptuje mimo, że tak się od nich różnię. Po prostu wielu zna mnie odkąd mieli po 3-4 lata, jestem częścią ich świata. Dzięki temu, że jestem brana jako swoja jeszcze nie mam uszczerbku na uzębieniu. Mimo, że są wrażliwi na każdą odmienność ani razu nie dostałam w mordę za irokeza. Przez wielu jestem postrzegana jako osoba, która przyjechała z miasta gdzie jest McDoland’s i więcej niż jedno kino. Mam u nich szacunek i może dzięki temu jeszcze czasami mnie słuchają. Po co tam jeżdżę? Czasami tylko po to żeby odreagować, odpocząć od miasta i codziennych zmartwień, ale przede wszystkim czuje, że mam misję (wiem jak to brzmi). Niektórym udało mi się wpoić to tych pustych łbów, że bez szkoły będą w dupie, że jak dalej będą kraść w sklepach to skończą źle. Jak są ze mną to przyjmują moje argumenty, że wyzywanie tej babki nie ma sensu albo rzucanie kamieniami w tamto okno może sporo kosztować ich rodziców i nie będą mieli na fajki. Przekonałam ich, że telefony nie są dobrymi bumboxami (great sukcess).

Jaki miałam cel pisząc ten tekst? Ukazanie jak bardzo środowisko ma wpływ na to, kim jesteśmy, jak różne są światy i jakie mamy szczęście, że nie żyjemy w takim miasteczku. Chciałam też pokazać tragizm tych młodych ludzi, którzy w gruncie rzeczy nie są kretynami, są tylko podatni na wpływy środowiska. Oraz pokazać, jakie mają motywy i czym się kierują.

Autorka: krollew93
Nadesłano do “Wolnych Mediów”

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...

TAGI: , , , , , , , ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

10
Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Slawww35
Gość
Slawww35

Bardzo fajny tekst. Pozdrawiam.

sunner
Użytkownik
sunner

Patologia jest wszędzie, takie same postawy można bez trudu znaleźć nawet w centrum stolicy. To nie zależy od miejsce uiszczania opłat mieszkaniowych.

onelove
Użytkownik
onelove

tak zwani toksyczni ludzie ktorym toksycznosc zostala wprogramowana i nie zastanawiaja sie dlaczego tak jest. Zyc beda tylko ile dragi, alkohol, szybki seks ma swoje konsewkencje te negatywne. Ciezko z takiego czegos wyjsc ale sie da.

fm
Użytkownik

“…Na szczęście jeszcze czasami ta dzicz mnie słucha…”

Sama jesteś dzicz pisząc takie teksty. To co robią młodzi to wina rodziców, “dorosłych”, “dojrzałych” jednostek. To one wpajają wzorce a młodzi tylko i wyłącznie kopiują.

Jacy wy, dorośli jesteście zarozumiali, mądrzy, egotyczni i pewnie swoich prawd – to jest niewyobrażalne i niewytłumaczalne. To właśnie przez to, że tacy jesteście jest tyle cierpienia na świecie. Prawda jest taka, że 7 latki wiedzą i czują więcej od was. Zostawiacie młodym świat, który zniszczyliście doszczętnie a wasze zarozumiałe mordy potrafią wypisywać komentarze w internecie: “dobrze, że ja już niedługo odejdę, nie będę widział tego postępującego szaleństwa”

NIKT Z WAS nie poczuwa się do odpowiedzialności i jedyne co potraficie to właśnie gnoić młodych tylko i wyłącznie za to, że was naśladują, kopiują i przede wszystkim dlatego, że są lepsi w tym bandytyzmie od was.

Z politowaniem..

egzopolityka
Użytkownik

Żyjemy w świecie STS i niektóre dusze nie wytrzymują tego i załamują się właśnie w sposób wyżej opisany. Wszyscy ludzi na świecie są uzależnieni od seksu i to uzależnienie zostało dobrowolnie przyjęte, gdy dusze ludzi zeszły na niższy poziom rozwoju z dobrego świata STO do tego podłego świata STS i życie idzie tak jak w tej piosence Kim Wilde “Can’t Get Enough (Of Your Love)”.

(cytat usunięto – wklejka i to w dodatku po angielsku, patrz regulamin – admin)

Drauz
Gość
Drauz

Ciesze się że autorka opisała to czego ludzie nie zauważają. Że środowisko ma na nas znaczący wpływ. To co dadzą nam rodzice, kultura, poziom życia następuje owocuje odpowiednim nastawieniem ,zachowaniem i stylem życia w przyszłości.
Jeżeli żyjemy w środowisku które sprzyja życiu sami życiu sprzyjamy.

Ci ludzie którzy nie mają żadnych wartości nie są od nas gorsi, po prostu się zgubili bo nie wiedzą co to jest zdrowy dobrobyt i inspiracja do tworzenia jego. Więc żyją jak umieją jadąc na destrukcji która nasyca ich hajem. Niczego innego nie znają więc należy im pomóc.

Niestety żyjemy w systemie w którym poziom życia określają pieniądze. Uważam ,że należy odchodzić od takiego stanu rzeczy i próbować uwolnić się od systemu.

LeeFu
Gość
LeeFu

Ogolnie nie zgodze sie z tym… Srodowisko tak naprawde jest praktycznie ostatnie znaczenie przed charakterem, moralnosci i wewnetrznymi aspektami osoby jak i duchowoscia oraz DNA itp. Sa na to potwierdzone dowody ze taki np Einstein bylby Einsteinem nawet gdyby zyl w Tundrze czy na Syberi nawet w jakims obozie pracy! To ze nie bylby tak nam znany i tak utalentowany *(dla nas) to nie to ze bylby inny przez srodowisko ale ze nie poczynil by tych samych krokow i czynow i przez to nie byl by taki jakim go pamietamy chociaz dalej bylby dokladnie taka sama osoba wewnetrznie!!!. Srodowisko ma tu raczej neutralny wplyw… Bo postrzegamy je jako pewnik i oceniamy czy jest lepsze czy gorsze gdzie nie jest to wogole trafne. Przykladowo oceniamy wioske jaka ta zacofana a miasto jako to innowacyjne gdzie kazdy widzi ze tak naprawde pod przykrywka innowacyjnosci i niby jakosci zycia to w miastach ludzie sa bardziej zagubieni i bardziej spaczeni w tym dobrobycie!!! Pz

forest
Użytkownik
forest

Za pokonanie didżejów bez słuchawek wielki PLUS, za tekst również – choć razi mnie momentami kolokwialność (to nie język mówiony, sam klnę). A co do sytuacji… Całość jawi mi się jako czarne kontra białe. Nie podoba mi się takie podejście, bo sam wychowałem się w “w większym mieście” z takimi “patolami”… i mam odpowiedz na pytanie: dlaczego tam jeszcze jeździsz. Widzisz coś w nich, przyznaj, mimo tych różnic, negatywnych cech, podłoża społecznego, dragów itd. Widzisz to COŚ. Bo nie jeździ się do miejsca, tylko do ludzi.

sunner
Użytkownik
sunner

“Zabawa w psychologa społecznego”

Zgadza się, ten tekst jest rzeczywiście zabawą, na dodatek zabawą godną tzw. małolaty (jakim to tagiem został opatrzony).

Wydziera z niego polski wschodniacki ANTYINDYWIDUALIZM (nie mylić z indywidualizmem w obecnym orwellowskim sensie). Autorka zdaje się wyznaje zasadę całkowitego prymatu kolektywu, zbiorowości, środowiska nad jednostką ludzką. Tymczasem na opisanych przez nią płaszczyznach wszystko, albo co najmniej bardzo wiele, zależy od samego człowieka. Nikt nikomu nie każe zadawać się z marginesem społecznym, w które obfitują miejsca każdej wielkości: i wsie, i miasta (małe, średnie, duże). Poza tym nie żyjemy w średniowieczu, nie ma czegoś takiego jak bariera komunikacyjna, tym samym w każdej chwili z każdego “małego miasta” każdy może podjechać lub przyjechać do każdego, zwł. sąsiedniego “dużego miasta”, by tam do woli, na ile starczy mu środków kupować sobie owe markowe ubrania, które tak poruszyły autorkę.

Między mieszkańcami wsi i miast, a wśród tych ostatnich miast małych, średnich i dużych, na ogół nie ma żadnych zasadniczych różnic, takowe usiłuje jedynie sztucznie stworzyć neoliberalna (a wcześniej zdaje się “komunistyczna”) polityka. Żadna umiejscowiona niby w tzw. dużych miastach elita w gruncie rzeczy nie istnieje, choć naturalnie są środowiska za takową próbujące się uważać.

Współczesna faktyczna polska elita (gł. intelektualna) funkcjonuje praktycznie jedynie w Warszawie. Są to jakieś ułamki procenta, środowiska zamknięte i naprawdę solidnie elitarne, a przy tym o poglądach raczej lewicowych niż liberalnych, które to cechują i zawsze cechowały de facto parweniuszy, dorobkiewiczów itp.

sunner
Użytkownik
sunner

uzup do 11.

(Chodzi oczywiście o elitę nie lokalną czy regionalną lecz w skali ogólnokrajowej).