„Wegetariańskie oszustwo” a NLP czyli pierwsze przymiarki do wprowadzenia Codex Alimentarius

Opublikowano: 06.08.2016 | Kategorie: Publicystyka, Zdrowie

Liczba wyświetleń: 78

Znalazłam w sieci skarbnicę książek oraz wiedzy z różnych dziedzin, a w niej artykuł o groźnie brzmiącym tytule „Wegetariańskie oszustwo”. Zaintrygowana ściągnęłam to dzieło na dysk i drżąca z lęku zabrałam się za lekturę. Tajemnicze opracowanie okazało się nieco wymiętym skanem z jakiejś gazety lub czasopisma. Nazwa pisma pozostaje tajemnicą, ale nad artykułem, na zielonej winietce, widoczny jest biały napis „Polska-Unia”. To rzuca nieco światła na naszą zagadkę. Jako dociekliwy Skorpion nie poprzestałam na tym, przesunęłam suwak na sam dół strony i moim oczom ukazał się kolejny trop, wiodący po nitce do kłębka, czyli sygnaturka: „Bezpieczeństwo i higiena żywności 8/49/2007”. I wszystko jasne. Oto próbka popisów pisarskich, dająca wyobrażenie o tym, w jaki sposób Unia Europejska ma zamiar dbać o zdrowie i bezpieczeństwo „swoich” obywateli. Obywatele przecież są głupi… e tam, zaraz głupi, przecież człowiek nie może się znać na wszystkim. Każdy fachowiec zna się na swojej działce, na przykład na muszkach owocówkach lub na czarnych dziurach, a zwykły obywatel nie ma o tym pojęcia i mieć nie musi. Ale od czegóż mamy Unię? Śpij więc spokojnie. Unia rządzi, Unia radzi, Unia nigdy Cię nie zdradzi. Unia zadba o ciebie, wprowadzając jednolite przepisy i zalecenia, rzecz jasna DLA DOBRA OBYWATELI, żeby nawet ci, którzy tego czy innego nie wiedzą mogli być pewni, że są tacy, którzy wiedzą i czuwają.

Idźmy więc dalej i przyjrzyjmy się artykułowi z całą, należną uwagą, wytrenowaną przez konieczność utrzymywania nieustającej czujności w społeczeństwie, w którym na każdym rogu czai się jakiś NLP-owski manipulant, cynicznie dybiący naszą kasę lub śliniący się z lubieżnej chuci, by nas wykorzystać seksualnie, bez naszej świadomości rzecz jasna.

Na samej górze widzimy sporej wielkości nadtytuł w dwóch kolorach. Ceglasto-czerwoną czcionką: „Diety zawierające produkty pochodzenia zwierzęcego” i dalej czcionką czarną: „kontra diety wegetariańskie”. Następnie wielkimi wołami wydrukowany sam tytuł. Czarną czcionką: „Wegetariańskie” i ceglasto-czerwoną „oszustwo”. Czerwony kolor rzuca się w oczy i jest stosowany wtedy, gdy koniecznie musimy na coś zwrócić uwagę. Wiemy już, że „diety zawierające produkty pochodzenia zwierzęcego” mają nam się wbić w podświadomość i że wegetarianizm jest oszustwem.

Pod spodem wycentrowany i wyróżniony dużą, szarą czcionką fragment tekstu:

“Odstaw mięso, stracisz zdrowie – tak powinni zachęcać do diet wegetariańskich ich orędownicy, jeżeli chcieliby zachować obiektywizm i szacunek do wyników badań dietetyków. Wykreślając z diety produkty mięsne tracimy szereg substancji niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania organizmu.”

I już od razu, na dzień dobry wiemy właściwie wszystko. Nie jesz mięsa, a więc nie szanujesz autorytetu nauki, a to znaczy, że zachowujesz się nieodpowiedzialnie. Nieodpowiedzialność zawsze owocuje złymi skutkami, w tym przypadku utratą zdrowia. Zamiast słuchać uczonych z tytułem dr dajesz się mamić jakimś podejrzanym „orędownikom diet wegetariańskich”. Skoro oni orędują, a więc agitują, kto wie, co się za tym może kryć, ale jest wielce prawdopodobne, że mogą oni być członkami jakiejś sekty. Przecież Dominikanie ostrzegają, że jeśli twoje dziecko przestaje jeść mięso, to jak nic wpadło w sidła groźnej sekty.

Na szczęście masz Unię. Unia rządzi, Unia radzi, Unia nigdy Cię nie zdradzi.

Skoro unijne pismo pisze o wegetariańskim oszustwie, to widocznie ma na to niezbite, wręcz miażdżące naukowe dowody, które zaraz zostaną przedstawione, a nam, wegetarianom nie pozostanie nic innego, jak posypać głowę popiołem, wejść pod stół i odszczekać wszystko to, co mówiliśmy o zdrowym (w naszym mniemaniu) odżywianiu.

Ze ściśniętym niepokojem sercem zabrałam się za lekturę reszty. Ale najpierw mój wzrok został przyciągnięty przez wyeksponowane podtytuły, aż krzyczące, żeby skupić na nich swoją uwagę: „LUDZIE-WARZYWA” i „ZDROWI INACZEJ”. Moja podświadomość od razu wpadła w stan trwożliwego drżenia, a oczom mojej wyobraźni ukazał się obraz jakichś zombie bezwładnie zwisających z wózków inwalidzkich, zielonych na twarzach jak szczypiorek, z cieniutkimi niczym zapałki nóżkami, sięgających pożądliwie rachitycznymi rączkami po zakazany krwisty befsztyk. „ Zamienił się w warzywo na resztę życia” – wiemy, że w mowie potocznej oznacza to stan wegetatywny. Któż z nas chciałby zamienić się w warzywo?

To było mocne! Z trudem doszłam do siebie, w czym pomogło mi wypicie szklanki zimnej, źródlanej wody z plastikowej butelki i z trudem przełamując lęk zabrałam się za dalszą lekturę.

Po zapoznaniu się z podtytułami rzuciłam okiem na autora i jego kompetencje, żeby nie dać się wpuścić w maliny jakiemuś panu Kaziowi, co to na co dzień para się układaniem parkietów, a po godzinach udaje dietetyka. To, co zobaczyłam uspokoiło mnie nieco, bo chociaż autor wydaje się pochodzić zza 7 gór i rzek, jest pracownikiem naukowym SGGW w Warszawie (dokładnie: dr Saa’ed Bawa, Katedra Dietetyki, Wydział Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji). No cóż, doktor. Nie mam pojęcia, czy Saa’ed to on czy ona, więc dla wygody przyjmuję założenie, że to on.

Kiedyś, w dawnych czasach, kiedy jeszcze byłam ateistką i ideową racjonalistką, przed doktorami chyliłam nisko czoło, ale ostatnio tytuły zupełnie przestały robić na mnie wrażenie. Biskup, doktor, prezydent, przedstawiciel Wielkiego Urzędu, Wielki Mistrz czy dowolnego rodzaju Jego Eminencja… te tytuły nie robią na mnie najmniejszego nawet wrażenia. Życie nauczyło mnie, że każdy z nich kultywuje swoją Świętą Wiarę, pozostając przy tym głuchym i ślepym na wszelkie dowody podważające związane z nią dogmaty. I tylko z rzadka światem wstrząsa straszliwy skandal, kiedy sławny na cały kraj jezuita lub watykański urzędnik świętej inkwizycji z hukiem opuszcza szeregi Kościoła, bo doznał iluminacji, że Jezus nie jest Bogiem lub gdy będący wielkim światowym autorytetem zajadły „rottweiler darwinizmu” uznaje nagle za naukową i dającą się udowodnić teorię „inteligentnego projektu”. Zdarza się. Osamotnieni tą dezercją wierni muszą jakoś sobie z tym poradzić, więc zwykle ogłaszają, że ten, kogo jeszcze wczoraj uważali za najmędrszego z najmędrszych nagle zwariował, więc nie ma co się nim przejmować.

“Zainteresowanie dietami wegetariańskimi w dużej mierze wywołują jednak aktywiści, którzy usiłują zdyskredytować korzyści zdrowotne, wynikające ze spożywania produktów pochodzenia zwierzęcego, jak np. wołowiny.”

I cóż my tu widzimy? Mowa jest o jakichś aktywistach, ale nie nazwano ich z imienia. Skąd mogę wiedzieć, jakich aktywistów mam się wystrzegać, skoro nie poinformowano mnie jak mam ich rozpoznać? Czy mam unikać wszystkich aktywistów jacy są? Czy może tylko jakichś konkretnych? To nie fair i ja się gubię.

Dalej mamy nie ulegające jakiejkolwiek wątpliwości „korzyści zdrowotne”. Koniec, kropka. A gdzie uzasadnienie? Nie ma! Mam uwierzyć na słowo. W końcu pisze to doktor.

Autor nie używa słowa „mięso” – ciekawe dlaczego? Czyżby z powodów (że tak powiem) estetycznych? „Mięso” nie brzmi zbyt przyjemnie i może wywołać złe skojarzenia. Jatka, trupy, ochłapy… Zamiast tego mąci mi w rozumie jakimiś „produktami pochodzenia zwierzęcego”. A czy (za przeproszeniem) kupa nie jest przypadkiem „produktem pochodzenia zwierzęcego”? Dla mnie jest, jak najbardziej namacalnie, bo sprzątam ją po moim kocie.

Dalej pada wreszcie jakiś konkret: WOŁOWINA!

Z czym kojarzy mi się wołowina? Ze wszystkim co najgorsze, czyli z Teksasem, gdzie hoduje się woły, które szprycowane są hormonem wzrostu, od czego tamtejsi ludzie stają się dwustukilogramowymi grubasami i dwumetrowymi gigantami. I z czymś jeszcze gorszym: z firmą Monsanto, która te hormony produkuje i tylko sobie znanymi metodami zmusza cały świat do ich używania. A kiedy jest mowa o „tylko sobie znanych metodach” oczywiście na myśl przychodzą wielkie pieniądze i korupcja. Moja uwaga została więc zaalarmowana, co wywołało podejrzliwość, czy przypadkiem autor artykułu nie jest przez kogoś sponsorowany. A może nie tylko sam autor, ale cała Katedra, a może i uczelnia. I nie mówcie mi, że to nie Teksas, lecz Polska. Firma Monsanto wykupiła już wiele stacji nasiennych i mnóstwo gruntów uprawnych w naszym kraju i tak się dziwnie składa, że ich posiadłości tworzą jedną linię z północy na południe. Jeśli będą tam uprawiać swoje GMO wiatr poniesie pyłki po całej powierzchni kraju: z zachodu na wschód, jedną linią od północy do południa. Jestem też pewna, że ich Posilac stosowany jest we wszystkich polskich oborach, od największych po najmniejsze. Któż nie skusiłby się na dotacje z Unii? Wszak Unia rządzi, Unia radzi, Unia nigdy Cię nie zdradzi.

Ale zaraz, jednak jest coś o aktywistach:

“Aktywiści czynią to z powodów pozamerytorycznych, czasem religijnych, czasem quasi-ideologicznych. Troska o zdrowie namawianego do przejścia na wegetarianizm człowieka nie jest dla nich celem nadrzędnym.”

I znowu się nie dowiedziałam, jaki jest cel tych „aktywistów”. Skoro nie dbają o moje zdrowie, a ja nie widzę, jaką korzyść mieliby odnieść z tego namawiania, to widocznie są to bardzo, bardzo źli ludzie. I po co im to? Jaki cel mają w tym, żeby mnie za darmo wpędzić do grobu? Może to diabły są prawdziwe?

I dalej… coraz bardziej zapala się czerwona lampka w moim mózgu: znowu ta wołowina:

“Artykuł niniejszy opisuje diety wegetariańskie i POTENCJALNE następstwa zdrowotne, wynikające z unikania spożycia mięsa, zwłaszcza WOŁOWINY.”

(podkreślenia moje). Słowo „POTENCJALNE” zwalnia autora z odpowiedzialności za słowa, gdyby się jednak okazało, że nie poniosłam żadnych następstw zdrowotnych. A dlaczego wołowina? A dlaczego nie wieprzowina? Czyżby autor był Żydem lub muzułmaninem i uważał świnię za zwierzę nieczyste? W artykule ani razu nie pada ani słowo na temat wieprzowiny. Jak zalecenia religii mają się do wyników badań naukowych? Czy to się da jakoś pogodzić?

Dalej jest omówienie typów diet wegetariańskich, więc pomińmy ten fragment. Po przejściu na drugą kolumnę w oczy rzuca się dwukolorowy, ogromny tekst:

“Troska o zdrowie człowieka nie jest dla orędowników diet wegetariańskich celem nadrzędnym.”

To na wypadek, gdybyś drogi czytelniku to przeoczył. Pamiętaj, wróg nie śpi. Musisz być czujny. Taki orędownik może być dosłownie wszędzie, więc miej się na baczności. Za Stalina zachodni imperialista czaił się za każdym rogiem ulicy, a nawet pod łóżkiem, więc obywatel musiał być stale czujny, żeby drania rozpoznać i złożyć na niego donos do bezpieki. A w średniowieczu na biednego człowieka dybał diabeł. On też mógł być wszędzie. I też namawiał do złego. Zło chce twojej duszy lub twojego zdrowia. Ale nie wiem, czego mógł chcieć od obywateli zachodni imperialista. Bo chyba nie duszy?

“Brak zgodności w słowie „wegetarianizm” skłania do sugestii, że można go zastąpić terminologią „dieta oparta na produktach pochodzenia roślinnego”.”

Uuups, wymiękam, Pawian przy drodze pilnie potrzebny, bo bez profesjonalnego polonisty (przepraszam Pawiana, która jest kobietą a do tego feministką)… mówiąc feministycznie: bez polonistki nie potrafię zrozumieć co autor miał na myśli pisząc:

“brak zgodności w słowie „wegetarianizm””

I tu wreszcie dochodzimy do wspomnianego, mrożącego krew w żyłach podtytułu „ludzie-warzywa”. Wcale nie chodzi o to, że od wegetarianizmu staniesz się warzywem, co NLP-owsko zdaje się sugerować ten tytuł. W tym fragmencie znajdują się tylko dane statystyczne na temat wegetarianizmu w USA i trochę mącącego w głowie bełkotu autora, np. to:

“…badania przeprowadzone na zlecenie National Live Stock and Meat Board wykazały, że ok. 20% respondentów stwierdziło, że jest wegetarianami. Jednakże, po przeanalizowaniu diet respondentów okazało się, że mniej niż 1% nie spożywało czerwonego mięsa, a dużo mniej – mięsa, drobiu i ryb.”

No teraz to już naprawdę nic nie rozumiem… Ludzie deklarują, że są wegetarianami, ale tylko 1% z tych rzekomych wegetarian nie jada czerwonego mięsa? W takim razie NIE SĄ wegetarianami i badania na nich nie mogą dać wyników miarodajnych dla wegetarian. I co to jest „dużo mniej” niż 1%?

“Dla niektórych ludzi, szczególnie młodych kobiet, stosowanie diety wegetariańskiej może być sposobem maskowania zaburzeń odżywiania, jak np. anorexia nervosa, bulimia nervosa.”

Doktor zapomniał, a może raczej nie słyszał jeszcze o wymyślonej w 1997 roku przez innego doktora, Stevena Bartmana, jednostce chorobowej, która nazywa się orthorexia nervosa i polega na „fiksacji na punkcie zdrowego odżywiania”. Unia rządzi, Unia radzi, Unia nigdy Cię nie zdradzi! Unia ma teraz nowe narzędzie do ratowania ludzi przed samozniszczeniem. Jeśli nie będziesz jeść mięsa, jeśli będziesz odmawiać spożywania GMO i żarcia skażonego pestycydami oraz napromieniowanego, wsadzą cię do wariatkowa i zaordynują stosowną kurację. Doktor Bartman radzi takich ludzi leczyć. Poważnie. Przecież zdrowe odżywianie szkodzi, podobno nawet są już pierwsze ofiary śmiertelne, sprawa jest więc poważna. Jeśli chcesz uniknąć elektrowstrząsów i trepanacji czaszki nie podskakuj i żryj co ci każą, nawet jeśli się świeci lub jeśli warzywo ma oczy i się rusza.

A dlaczego wegetarianie są „zdrowsi inaczej”? Mówiąc w skrócie chodzi o to, że rzeczywiście są zdrowsi, co sam autor przyznaje ponad wszelką wątpliwość, bo nie da się inaczej. Wykazują to wszystkie bez wyjątku badana medyczne, ale autor jest jak podejrzewam sponsorowany przez pewne lobby, musi więc jak najlepiej odrobić zadanie, za które zainkasował niebagatelne jak się można domyślać honorarium. A to wymaga naciągania faktów i stosowania demagogii. Pisze więc, że

“małe spożycie mięsa czerwonego (przez wegetarian??? przypisek mój) nie wydaje się dostatecznym wyjaśnieniem ogólnego dobrego stanu zdrowia populacji stosujących dietę wegetariańską.”

Tu już autor po prostu pluje nam w twarz, najwyraźniej sądząc, że czytelnicy są idiotami i już zapomnieli, że przed chwilą zapewniał nas, że:

“troska o zdrowie człowieka nie jest dla orędowników diet wegetariańskich celem nadrzędnym.”

“Odstaw mięso, stracisz zdrowie”

“wykreślając z diety produkty mięsne tracimy szereg substancji niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania organizmu.”

To niedwuznacznie sugeruje, że diety te są szkodliwe. Żeby się nie wiem jak gimnastykować i naciągać fakty pod z góry założoną i opłaconą przez sponsorów tezę, nie da się w żaden sposób ukryć

“ogólnego dobrego stanu zdrowia populacji stosujących dietę wegetariańską.”

Brak w tym jakiejkolwiek logiki i konsekwencji, którą powinien odznaczać się tekst pisany przez naukowca, z tytułem „dr” przed nazwiskiem.

Dalej jest jeszcze gorzej. Dowiadujemy się, że wegetarianie nie piją, nie palą i uprawiają sporty oraz spożywają dużo owoców i warzyw. I to rzekomo może być przyczyną ich lepszego zdrowia, wniosek więc z tego wynika taki, że gdyby mięsożercy również spożywali owoce i warzywa w takiej ilości na pewno byliby równie zdrowi. Ale nie są, czego w żaden sposób nie da się ukryć. A gdyby wegetarianie jadali (jeszcze więcej) wołowiny (której jako wegetarianie nie jadają wcale), na pewno byliby jeszcze zdrowsi, bo mieliby jeszcze więcej witaminy B12 i cynku (których braku żadne badania nie wykazują, nie odnotowuje go nawet autor tej pracy). Z dalszej lektury wynika jeden wniosek: dieta wegetariańska jest pod każdym względem doskonała i zdrowa, zalecana dla kobiet w ciąży, niemowląt i dzieci, a nawet dla wyczynowych sportowców, wegetarianom nie brakuje absolutnie żadnych witamin, białek ani soli mineralnych, ale powinni oni jadać wołowinę. Bo tak. Po prostu.

“BADANIA NAUKOWE WYKAZUJĄ, że osoby, które wprowadzają DUŻE ilości WOŁOWINY do swej diety spożywają białko, żelazo i witaminy z grupy B NA POZIOMIE ZALECANYM w porównaniu z osobami, które jej unikają.”

Przeczytacie uważnie to zdanie! Czy widzicie, jak Was robią w konia? Badania NAUKOWE wykazują, że pożerając woły stosujesz się do zaleceń naukowych! Masło maślane! I za to dają w Unii doktoraty?!

Nie ważne czy wyjdzie ci to na zdrowie. Ważne jest jedynie to, żebyś spożywał białko, żelazo i witaminy z grupy B NA POZIOMIE ZALECANYM. Posłuszni ludzie tak postępują, po czym chorują i leczą się w szpitalach. Łykają leki całymi garściami i jeszcze bardziej chorują od skutków ubocznych tych leków. Więc dostają jeszcze więcej leków, po to, żeby zniwelować skutki tamtych leków. A potem skutki skutków kolejnych leków. I tak bez końca, aż do śmiertelnego zatrucia chemią farmaceutyczną i niestrawionymi resztkami wołowiny w osłabionych jelitach. Jaki stąd wniosek? Że zalecenia są złe i że są takie specjalnie po to, żeby sponsora tego artykułu było stać na jego opłacenie i zarobienie dzięki niemu jeszcze więcej kasy. Czy bogacenie się na śmierci może dawać szczęście?

Ten tekst bardzo podoba się mięsożercom, którzy powielają go i rozpowszechniają. Znaczy to, że nie zauważyli tej całej psychomanipulacji. Stanowi to dowód na to, że dieta mięsna szkodzi mózgowi i upośledza inteligencję.

Tekst jest długi, ma 4 strony i nie ma żadnego sensu, żebym dalej, zdanie po zdaniu, dokonywała jego analizy. Chciałam tylko pokazać na przykładzie, w jaki sposób można ludzi ogłupiać i że można to robić w wyjątkowo prymitywny sposób. Przykre jest to, że większość przyjmuje te bzdury za dobrą monetę i nie zauważa, jak demagodzy manipulują prawdą, przedstawiając białe jako czarne.

Autor: Maria Sobolewska
Źródło: Jestem za, a nawet przeciw

BIBLIOGRAFIA

http://cia.bzzz.net/amerykanskie_stowarzyszenie_dietetyczne_o_diecie_wegetarianskiej

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...

TAGI: ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

59
Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
kroton
Gość
kroton

Od 15-tu nie jem mięsa, jajek i ryb. Nie jem również cebuli, czosnku, szczypioru. Mam 50 lat i nic mi nie dolega. Wszelkie wyniki w normie.
Kiedy przechodziłem na wegetarianizm moi znajomi, jak również rodzina, wróżyli mi rychłe podupadnięcie na zdrowiu, spadek siły i ogólnie same klęski. Tymczasem jest na odwrót. Ja mam się dobrze, a większość z nich choruje na różne paskudztwa w tym: cukrzyca, nadciśnienie, choroby serca, a ostatnio u siostry stwierdzono początki Parkinsona.
Żaden doktorek czy inny tak zwany naukowiec nie wmówi mi, że powinienem pożerać mięso bo jest to dobre dla mojego zdrowia.

Pozdrawiam

pan tofel
Gość
pan tofel

podczas zabijania zwierzat w ich ciele uwalnia sie duza ilosc adrenaliny i złej energii.
ja miesam staram sie w ogóle nie jesc

Rave
Gość
Rave

Bardzo dobry artykuł! Ponieważ z tego względu że uprwaiam kulturystykę, mnie też wielokrotnie ripostowano i próbowano robić wodę z mózgu, twierdząc że mięso jest niezbędne do życia a zwłaszcza do budowania masy mięśniowej. Zanim nie uświadomiłem kolegów jak ma się sprawa z mięsem, patrzyli na mnie jak na wariata a zarazem dziwili się jakim cudem mam siłę do treningu a kiedy stałem się wytrzymalszy od nich, to już w ogule zachodzili w głowę jak to możliwe.
Teraz wiedzą że mięso to nic innego jak tylko jedna, wielka kupa toksyn zabierająca człowiekowi siły, mająca jedynie walory smakowe…ale i to jest kwestią gustu.

saunterer
Gość
saunterer

@pan tofel: a co to jest “zła energia”?

Rojek
Gość
Rojek

Te zwierzęta sa hodowane po to zeby je jesć, wiec trzeba to robic bo inaczej bedize im przykro ;]

wujek
Gość
wujek

ale co ma do tego czosnek

r2d2
Gość
r2d2

wujek 27.08.2009 18:24 :

“ale co ma do tego czosnek”

zapewne chodzi o jogę

wujek
Gość
wujek

no ale joga-czosnek?
czosnek jest zdrowy!

Heh!
Gość
Heh!

No cóż jak łowię rybkę na wędkę to rzeczywiście ją może zaboleć. Ale tak samo ją zaboli jak zaatakuje ją szczupak. Tak samo zaboli mnie jak spotkam się z głodnym lwem w klatce. To jest cześć kręgu życia, co wy króla lwa nie oglądaliście? Mówienie że mięso nie jest naszym naturalnym pożywieniem to też za bardzo się kupy nie trzyma bo byśmy go porostu nie trawili, nie lubili i nie jedli. A ludzie jedzą i jedli mięso od tysięcy lat i jakoś dożyli współczesnych czasów.Tak samo pisanie że ten tłuszcz jest zły a inny dobry. Nasze obecne badania i obecne teorie nie pokrywają się nawet w 30% z całością prawdy bo mamy za małe możliwości pełnego zbadania sprawy. Wszystko jest potrzebne w naszym jadłospisie, dla jednego to dla innego tamto. Nie można tylko przesadzać i jeść np. samego mięsa lub samego ryżu z soją, lub samych ryb. Dla mnie jest chore. Pikantne rzeczy są złe a łagodne są dobre. A są przecież głosy że dzięki pikantnym rzeczom łatwiej się znosi klimat gorący i że są dezynfekujące itd. Ogólnie niektórzy uważają że np takie mleko jest szkodliwe dla naszych jelit. Inni dopowiadają że szkodliwe są ogólnie wszystkie nabiały. Z drugiej strony mamy atak reklam pij mleko będziesz wielki. Istna paranoja.
Ktoś stwierdził że tak będzie zdrowiej i szuka argumentów a teraz ktos stwierdził że z mięsem będzie zdrowiej i też szuka argumentów.

Raptor
Użytkownik

Nie można popadać w paranoję, trzeba zachować równowagę nie przesadzając w żadną ze stron, póki się nie ma pewności, co jest dla nas najlepsze. Ostatecznym miernikiem jest nasz organizm, który w danym momencie powie co mu się przysłużyło a co zaszkodziło… tylko trzeba być uważnym. Co do mięsa, na pewno jesteśmy do niego przystosowani, jak do wszystkiego, co można zjeść i nas nie zabije, ale czy jest dla nas wskazane, nie wiem. Sam od jakiegoś czasu bardzo rzadko je jadam, głównie ze względu na to, że w okolicy nie można za bardzo dostać świeżego i jednocześnie pewnego, bez dodatków.

Heh!
Gość
Heh!

Rave nie sądzę żeby to była do końca prawda. Skoro odżywki to soja, serwatka i jaja. To w nadmiarze wcale nie działa dobrze na organizm tak samo jak mięso. A że mówi się że tak nie jest to tylko reklama owych odżywek dla sportowców. Które same zawierają mnóstwo chemii i innych słodziko-podobnych rzeczy i chemicznych aromatów.
Co do diety to piszą że soja taka zdrowa jest a w 95% światowe upraw są genetycznie modyfikowane, strach to jeść. Do tego dochodzą jakieś kamienie na nerkach. itd. jest tego trochę co badanie to ukazuję soję w innym świetle.
Nadmiar mleka i produktów mlecznych źle wpływa na trawienie. Dostaje się trzustce, wątrobie. Wg niektórych badań wcale nie hamuje osteoporozy na starość tylko ją pogłębia i sprzyja nowotworom. Do tego laktoza której większość z dorosłych ludzi porostu nie trawi.
Nadużywanie jaj. Oczywiście można jeść samo białko. Ale wtedy rezygnuje się z wielu mikroelementów potrzebnych jak i tłuszczów które owe żółtko zawiera. A jeść całych jaj nie można w nadmiarze bo są za tłuste.
Jak ktoś potrafi przyrządzić mięso nie przypalając go, nie kapiąc go godzinami w tłuszczu i doprawiając odpowiednimi przyprawami to nie dość że rewelacyjnie smakuje to jeszcze wcale nie jest szkodliwe. Ani czerwone, ani drób, ani rybka. Nie piszę tu o mięsie z hipermarketu bo takie nigdy nie będzie zdrowe, zresztą często to nawet nie jest mięsem.
Wszystko dla ludzi ale z umiarem.

Velevit
Gość
Velevit

Ja tam wegetarianinem (jeszcze) nie jestem :), jednak również jem coraz mniej mięsa, bywają takie okresy że przez długi czas żywię się tylko warzywami i owocami, głównie bulwami, bez mięsa, nabiałów, jajek itd. i szczerze mówiąc wpływa to bardzo korzystnie na moje samopoczucie. Wydaje mi się że wyeliminowanie produktów pochodzenia zwierzęcego z diety jest jak najbardziej możliwe, a nawet korzystne i wskazane. Pamiętam jak kiedyś toczyła się na WM dyskusja nt. wegetarianizmu, wegetarianizmu ideologicznego itd, byłem wówczas stuprocentowym mięsożercą i muszę przyznać że wręcz bulwersowały mnie argumenty jaroszy :) Teraz jednak trochę mi się odmieniło heh… A tak apropos ideologii, nie myśleliście nigdy sobie, że właściwie to nie musimy zabijać innych stworzeń by przeżyć, tzn oczywistym jest fakt istnienia łańcucha pokarmowego, istnieje mnóstwo drapieżników itd, ale my ludzie posiadamy rozum, możliwość oceny rzeczy pod kątem moralności i zdaje się najzwyczajniej nie musimy wcinać mięsa, to odróżnia nas od szczupak czy lwa, dla których zabijanie innych zwierząt jest kwestią przeżycia. Staram się wykazać że z racji posiadania rozumu, sami powinniśmy wziąć odpowiedzialność również za to czym się odżywiamy, a nie zwalać wszystko na naturę i usprawiedliwiać nią kanibalizm hehe… Być może… To tylko taka luźna refleksja, sam również jem mięso, ale coraz częściej zastanawiam się czy aby ów wegańska ideologia nie jest przypadkiem słuszna.

czarnystokrotek
Gość
czarnystokrotek

Jestem weganinem od ponad sześciu lat. Nie biorę leków, ani suplementów witaminowych. Nie pamiętam co znaczy chorować. Jestem więc żywym dowodem na to, ze dieta wegańska jest zdrowa. Nie jestem jedynym przypadkiem, ludzi takich jak ja jest wielu. Ale to nie wystarcza, bo taki kowalski nie zada sobie trudu na przemyślenie tego wszystkiego, on po prostu uwierzy w to co ktoś powie w telewizji, albo w to co przeczyta w gazecie. Nieczęsto rozmawiam z ludźmi na temat mojej diety. Powód? Ludzie nawet nie wiedzą co to jest weganizm. No tak, w tv o tym nie wspominają, a książki trzeba czytać… Gdy jednak już taka rozmowa się zacznie, pada mnóstwo podstawowych pytań, które wykazują brak wiedzy na temat podstawowych zagadnień…a na koniec rozmowy słyszę zazwyczaj: “ale mięso trzeba jeść”. No to ładnie wam do głów powkładali… .A co myślą o tym wszystkim lekarze? Podobno ludzie wykształceni. Tak, kiedyś się uczyli, a musiało to być bardzo dawno temu, skoro na moje “jestem weganinem”, widzę puste spojrzenie. Dopiero kiedy dopowiem “wegetarianinem”, zacznie się klepanie niczym z kościelnej mównicy o tym, że będę musiał umrzeć, jeśli nie zmienię swojego postępowania. Wegetarianie chcą zabijać zdrowiem, homoseksualiści chcą zmniejszyć populację ludzi do zera, a terroryści czekają na mnie na klatce schodowej… Tu nie chodzi o wegetarianizm. Tu chodzi o ludzką głupotę i naiwność.

Robert Śmietana
Gość
Robert Śmietana

Wegetariańska dieta jest przeważnie zdrowa, tak jak przeważnie jest też zdrowa dieta niewegetariańska. Problem nie w mięsie tylko w tym, czym mięso faszerują (przed śmiercią i po śmierci zwierzęcia), w sposobie hodowania zwierząt (czy było szczęśliwe?) i sposobie ich zabijania. Podobnie jest i z marchewką, którą można podlewać wodą albo świństwem, hodować przy drodze, na polanie w lesie albo za elektrownią atomową, może być naturalna, albo z dodatkiem genów flądry.

Jak zauważył Heh! ludzie jedzą mięso od tysięcy lat i jakoś żyją i dobrze się mają, są kultury, gdzie je się praktycznie samo mięso. Tak więc wegetarianizm nie ma tu nic do rzeczy, szkodzi natomiast:

-monotonia jedzenia (brak urozmaicenia)
-dodawanie trucizny do jedzenia
-usuwanie minerałów i witamin z jedzenia
-brak ruchu (co jest równoznaczne z zatrzymaniem trucizn w organizmie)

Każdy organizm jest inny i potrzebuje innego rodzaju zasilania, tak więc czarnobiałe twierdzenia o adekwatności jakiejś spektakularnej diety są niepoważne. Ludzie, świat nie jest binarny! Często obok siebie egzystują pozornie sprzeczne prawdy. Zamiast przyczepiać się do którejś i kurczowo trzymać (o tak, umysł uwielbia to robić!), zacznijcie patrzeć na całość…

x
Gość
x

Świetny artykuł, ja nie jestem wegetarianinem ale unikam przynajmniej jedzenia mięsa pakowanego w folie z masą konserwantów. Jem świeże mięso. Myślę że jest to spowodowane raczej nawykami żywieniowymi gdyż w mojej rodzinie jada się sporo tych produktów. Jakoś nie potrafię odmówić sobie karkówki z grilla czy pieczonej kiełbaski albo kurczaka
Musiałbym radykalnie zmienić sposób żywienia co mogłoby być trudne dla mnie. Staram się odżywiać zdrowo oprócz mięsa, które rzeczywiście nie jest zdrowe do końca z wiadomych powodów jem warzywa, owoce nie używam cukrów, słodkich napoii, soków kartoonowych i innych podobnych syfów, pije tylko wode mineralną i czynnie uprawiam sport.
Czuję się wysmienicie i myślę że zachowanie odpowiednich proporcji tez ma duze znaczenie.
Artykuł bardzo dobry. Można odczuć że stopień zidiocenia społeczeństwa jest już na takim poziomie że “łykniemy” niedługo wszystko co podadzą nam na tacy.

kroton
Gość
kroton

Co do czosnku.
Zgodnie z Ayurwedą, jak również z wiedzą wedyjską ogólnie, pożywienie dzieli się zasadniczo na trzy kategorie, a mianowicie: w sile dobroci, pasji i ignorancji. Te pierwsze jest świeże, oleiste i smaczne. Daje ono siłę, zdrowie, przedłuża życie. Drugie jest albo zbyt kwaśne, ostre, przesolone, za gorące itp. Jest ono przyczyną chorób i niespokojnego umysłu. Trzecie wyprodukowane jest z produktów nieświeżych, starych, zgniłych i z resztek. Zaniża ono świadomość i nieuchronnie prowadzi do cierpienia oraz upodabnia ludzkie życie do życia wieprzy, które resztkami i odchodami się żywią. Pożywienie spożywane po 3 godz. od przygotowania zaliczane jest do pożywienia w gunie ignorancji. Zatem wszystkie te ładnie zapakowane, konserwowane produkty mięsne czy inne, leżące w sklepach, są w sile ignorancji, a więc nie przynoszą osobom je spożywającym nic dobrego, poza uczuciem zapełnienia żołądka. To tak w bardzo wielkim skrócie.
Czosnek jest produktem w sile ignorancji. Dlatego go nie jem. Również jajka, cebula, szczypior .
Ciekawostką jest, że piloci amerykańskich sił zbrojnych mają zakaz spożywania czosnku (jeśli któryś go je) na minimum 3 dni przed planowanymi lotami. Okazuje się bowiem, że substancje jakie zawiera czosnek wywołują zakłócenia w pracy mózgu. Spowalniają reakcję i zdolność do szybkiej, właściwej oceny sytuacji.

Raptor
Użytkownik

@Robert Śmietana
“Ludzie, świat nie jest binarny! Często obok siebie egzystują pozornie sprzeczne prawdy.”

Bardzo spodobała mi się Twoja wypowiedź. O to właśnie chodzi. Pozdrawiam.

czarnystokrotek
Gość
czarnystokrotek

Oczywiście, ludzie od pokoleń świetnie się mają…i ich liczne choroby potwierdzają jaka to dobra dieta.
“Pozornie sprzeczne prawdy” istnieją, ale gdy ktoś chce doszukać się ich wszędzie to powstają kwiatki typu: humanitarna śmierć, czy wojna dla pokoju.

Zadziwia mnie fakt, jak wielu pozornie przebudzonych ludzi (w końcu trafili na tę stronę) mówi coś o czym nie ma ŻADNEGO pojęcia. Chcesz się wypowiedzieć na temat wegetarianizmu, to chociaż spróbuj być przez chwilę wegetarianinem. Bo inaczej wszystko co powiesz, będzie tylko powtarzaniem czyichś słów, a w tym wypadku nie różnicie się niczym od ludzi, którzy powtarzaja za telewizorem. Wy tylko znaleźliście inne źródło po którym klepiecie słowo w słowo bez używania mózgownicy.

Zanim powiesz cokolwiek, zastanów się, czy wiesz co mówisz, czy tylko powtarzasz słowa w które wierzysz…? Jeśli to drugie, to możesz śmiało ruszyć w stronę kościoła – tam wyczekują na takich jak ty.

Robert Śmietana
Gość
Robert Śmietana

Hm… np. ja nie jestem przebudzony, ani pozornie, ani naprawdę. Jestem po prostu człowiekiem. I trafiłem na tę stronę!

Czy mam pojęcie praktyczne na temat wegetarianizmu? Oczywiście zanim odpowiem, Ty już wiesz czarnystokrotek, że nie. A ja Ci mówię, że nie wiesz, zanim nie odpowiem. I że każdy jest inny i wkładać wszystkich ludzi do jednorodnej szufladki, jest to wielki błąd.

Zatem pasuje do Ciebie przytoczony przez samego Ciebie cytat: “Zanim powiesz cokolwiek, zastanów się, czy wiesz co mówisz”…

Co do kwiatków typu: humanitarna śmierć, czy wojna dla pokoju, są to bardzo ciekawe kwiatki i rzeczywiście te pozorne sprzeczności istnieją. Mogą drażnić, ale są. Świat to zbiór sprzeczności – kiedy patrzeć z pułapu niskiego – albo zbiór wyższych prawd (syntez owych sprzeczności) – kiedy patrzeć z wysoka. Co dziś wybierzesz? Jak dziś popatrzysz na świat?

Velevit
Gość
Velevit

@czarnystokrotek (…)“Pozornie sprzeczne prawdy” istnieją, ale gdy ktoś chce doszukać się ich wszędzie to powstają kwiatki typu: humanitarna śmierć, czy wojna dla pokoju.”(…)

To moim zdaniem słuszna uwaga ;)

czarnystokrotek
Gość
czarnystokrotek

Robercie śmietano, nie mam zamiaru wpychać do Twoich ust słów których nie wypowiedziałeś i nie wiem co chcesz powiedzieć, zanim czegoś nie powiesz. Wiec jak, byłeś wegetarianinem? Weganinem? W końcu nie napisałeś nic na ten temat.

Wybieram więc pokój dla pokoju, zamiast wojny dla śmierci i życie dla życia, zamiast podrzynania gardeł. Moje działania przynoszą skutek natychmiastowy i namacalny. Jednak dalej ludzie (znów nie piszę o wszystkich ludziach) chcą wmawiać sobie wzajemnie, że zabijać trzeba a wojna to wspaniała rzecz – można zdobyć przecież trochę ropy.

Patrzę na świat z perspektywy działań i reakcji na nie. Nikt mi nie wmówi, że wojna zaprowadzi do pokoju i miłości, a cielaki wykrwawiającej się krowy powiedzą: Gwoździem w głowe? No! W końcu śmierć na jaką zasłużyliśmy! Niech żyją litościwi ludzie, niech żyje humanitaryzm!

Raptor
Użytkownik

Myślę, że zdecydowana mniejszość ludzi uważa, że wojna i zabijanie to wspaniała rzecz. Spora część jednak uzna to za smutną i nieprzyjemną konieczność, oczywiście nie wiedząc, w jaki sposób można temu zapobiegać. Kwestia świadomości i wiedzy, ale odczucia są mniej więcej takie same u wszystkich, z drobnymi wahaniami u mniej zdrowych.

Robert Śmietana
Gość
Robert Śmietana

czarnystokrotek, miałem różne fazy, również wegetariańskie, a nawet głodówkowe i sprawdziłem na sobie jak co działa. I wiesz co? Mięso nie szkodziło mi aż tak (w moich odczuciach), jak by być może zaszkodziło wysoko rozwiniętemu joginowi. Widocznie jestem słabo rozwinięty – trudno, będę musiał jakoś z tym żyć… A co ma powiedzieć troglodyta z Amazonii, któremu mięso wręcz służy? – dlatego napisałem, że niedobrze jest wpychać wszystkich ludzi do jednej szufladki. Każdy jest na innym poziomie rozwoju i inne rzeczy mu są potrzebne. Nie ma monochromatycznych, jednostronnych prawd – jeżeli już porównywać to do kolorów, to jedyną prawdą jest biały – suma wszystkich prawd. Znowu mamy tutaj do czynienia ze sprzecznością – jeżeli spojrzeć z poziomu mentalnego. Albo z super-syntezą – jeżeli spojrzeć z poziomu duchowego.

Przeprowadziłem szereg doświadczeń wśród wegetarian. Bo wegetarianie autorytatywnie twierdzą, że mięso jest złe, bo ma złe wibracje. Podobnie jak sztuczne przyprawy, a w sumie to większość chyba rzeczy. Więc dałem im np. zupę z glutaminianem sodu albo wywar, w którym była kostka rosołowa mięsna albo nawet wywar w którym była pierś kurczaka. Nie poznali (w ani jednym doświadczeniu), że to nie “te” wibracje. I wtedy właśnie do mnie dotarło, że czasami ludzie Ci żyją w umysłowej niewoli, sami sobie sztucznie stawiając bariery. Jak byś to określił – “powtarzają tylko słowa, w które wierzą”…

Co do wojny, to czasami wojna jest potrzebna, aby był pokój. Czasami, aby mogła zaistnieć miłość, trzeba najpierw ukazać nienawiść. Bo taki jest nasz ogólny duchowy poziom (na planecie Ziemia) i takie rozwiązywanie spraw jest dla nas najwłaściwsze. Oczywiście możesz biernie poddać się złu i nie przeciwstawiać mu się, jeżeli czujesz, że dorosłeś do takiej postawy. Ja nie dorosłem. Kiedy przyjdzie mi do domu żołnierz-zabójca i będzie chciał mi zastrzelić dziecko, będę się starał go zabić najpierw. Tak że dla mnie jak najbardziej – jest możliwa wojna dla pokoju…

Raptor
Użytkownik

Zapomniałem dopisać: wegetarianie, mięsożercy, geje, heteroseksualiści, katolicy i ateiści, łączcie się, mamy wspólny cel – jak obejść filtr na WM. Jakże te problemy techniczne łączą ludzi.

Heh!
Gość
Heh!

do czarnystokrotek,
Można ci odpisać bla bla bla. I zgadnij dlaczego…
Jaki wpływ na ludzi ma jedzenie mięsa lub jego nie jedzenie? Eskimosi jedzą samo mięso i jakoś żyją bez chorób, znaczy żyli dopóki biali im nie wybili ich jadłospisu. Zwróć uwagę że im dalej na północ tym ludzie więcej mięsa i tłuszczy spożywają. Oczywiście chodzi o wegetację roślin itd, ale czy do końca?
Nie zwróciłeś uwagi że po odstawieniu tych składników jadłospisu w zimie jest jakby zimniej niż wcześniej mimo że termometr pokazuje standardowe 0 stopni?
Wierzę ci że jesteś super zdrowy, wierzę ci na słowo ale to wcale nie oznacza że to dzięki diecie. Ma ona wpływ ale samo całkowite odstawienie mięsa wcale nie daje jakiś super efektów.
Znam dwie osoby nie jedzące mięsa od kilku ładnych lat. Jedna moja znajoma strasznie wygląda ogólnie mam podstawy stwierdzić że jest anemiczką. Mój brat jest wegetarianinem już bardzo długo i jakoś choroby go nie omijają. Powiem szczerze jest wiecznie zakatarzony, przeziębienia o każdej porze roku. Pod względem odporności wypada bardzo blado przy moim dobrym znajomym który preferuje dietę opartą w zasadzie tylko na mięsie, ze skromnymi dodatkami. Do tego dla urozmaicenia rano pije mleko. Wcale nie mówię że to jest dobra dieta, wręcz odradzam taki sposób kamienia ale ten koleś w zasadzie nigdy nie choruje. Jaki z tego wniosek? Idąc twoim tokiem myślenia to powinienem stwierdzić że ma super dietę ale ja ci powiem że ma mocny organizm i tyle. Dla jednych bardziej potrzebne są witaminy zawarte w szczypiorze czy innych zieleninach a dla innego organizm bardziej potrzebuje witamin zwartych w mięsie bo bez nich źle funkcjonuje.
Tak samo jak na jednych działa dieta Kwaśniewskiego a inny przy tej diecie, drugiego dnia zemdleje z wycieńczenia, a nie schudnie.

EnergyFlow
Gość
EnergyFlow

Krotonie drogi, z całym szacunkiem, ale za bardzo się Swamim Prabhupadą przejąłeś i to jest efekt. Zaufaj swoim przekonaniom i doświadczeniu – to lepsze niż absorbcja cudzych poglądów bez analizy ich ideologiczno-religijnego kontekstu.

Raptor
Użytkownik

@Heh!
“Tak samo jak na jednych działa dieta Kwaśniewskiego a inny przy tej diecie, drugiego dnia zemdleje z wycieńczenia…”

Hehe, to byłby pierwszy raz w historii, żeby przy tak wysoko kalorycznej diecie zemdleć z wycieńczenia.

kroton
Gość
kroton

Drogi EnergyFlow

Z całym szacunkiem, ale cóż ma Swami Prabhupada do tego co napisałem? Przecież to nie on napisał Wedy. On tylko część z nich przetłumaczył na angielski, a potem ktoś inny za nim na polski.
Ayur Weda klasyfikuje pożywienie zgodnie z trzema gunami (siłami natury) i mówi o tym nie tylko Swami Prabhupad, ale również wielu innych. Wystarczy wziąć pierwszą lepszą książkę o Ayur Wedzie i znajdziesz tam to samo. Zasady odnośnie żywienia znajdziesz również w każdej niemal książce dotyczącej Hatha Jogi, Asztanga Jogi, Radża Jogi czy innych ścieżek. Nie tylko w książkach o Bhakti Jodze, którą prezentował Swami Prabhupada.
A co do odczuć. Tak. Ufam im. Bez obaw przyjacielu. Nie jestem żadnym fanatykiem. Przeszedłem na wegetarianizm (a było to, jak już napisałem wyżej, 15 lat temu) i mam się z tym dobrze.
Kontekst religijno – ideologiczny, o którym wspomniałeś, też nie jest mi obcy. Poznałem go i nic nie mam przeciwko temu co Swami Parbhupada głosił, tak samo jak nie mam nic przeciwko naukom Jezusa, który jak mówią niektóre źródła, również wegetarianinem był.
Proponuję dla przykładu przeczytać sobie książkę “Słynni wegetarianie i ich ulubione przepisy” autorstwa Rynn Berry. Może zaskoczy Cię ilu znanych Ci z skądś indziej osób było wegetarianinami. Z pewnością nie będziesz podejrzewał ich o bezmyślne naśladownictwo, czy “absorpcję cudzych poglądów.”
Swoja drogą – masz jakieś poglądy, które są tylko i wyłącznie Twojego autorstwa i nie mają nic wspólnego z istniejącymi już wcześniej poglądami? Czy na Twoje poglądy nie mają wpływu zasłyszane czy przeczytane poglądy i opinie innych osób? Powiem Ci, że ja nie znam takiej osoby, ale może Ty jesteś pierwszą.

Raptor
Użytkownik

@kroton
“tak samo jak nie mam nic przeciwko naukom Jezusa, który jak mówią niektóre źródła, również wegetarianinem był.”

To jest interesujące, wegetarianin obdarowuje ludzi rybami. No chyba, że Biblia kłamie :), w sumie bym się nie zdziwił.

Heh!
Gość
Heh!

Niektórzy odmawiają sobie tylko mięsa czerwonego i drobiu a rybki szamią aż uszy się trzęsą.

kroton
Gość
kroton

@Raptor

Kilka dni temu wróciłem z wycieczki do Indii, na której była ze mną min. moja córka. Ona ma 21 lat. Nie jest wegetarianką. Nie zmuszam jej do przyjęcia mojego sposobu odżywiania. Gdy chodziliśmy coś zjeść do restauracji to kupowałem jej, gdy tego chciała potrawy z mięsa. Można by rzec, że ją obdarowywałem tym mięsem. Jak to możliwe skoro sam jestem wege i karmiąc ją mięsem łamię swoje osobiste zasady? Ano możliwe. Są takie sytuacje, że trudno postąpić inaczej. Podobnie mogło być i z Jezusem. To, że nakarmił innych rybami (pod warunkiem, że coś takiego miało miejsce) nie oznacza, że sam te ryby jadł, albo że spożywanie mięsa czy ryb było Jego normalnym zwyczajem. Czasami trzeba postąpić tak czy tak bo dana sytuacja tego wymaga.
A co do Biblii to wystarczy poczytać co zrobiono z nią na soborze w Nicei w 325 r. gdy Konstantyn Wielki postanowił ustanowić chrześcijaństwo religia państwową. Dotyczy to zwłaszcza Nowego Testamentu i zawartych w nim ewangelii. Tak naprawdę Nowy Testament w formie takiej jaki go znamy, został zredagowany właśnie tam. Wyrzucono z nauk Jezusa wszelkie wzmianki o reinkarnacji jak również o miłosierdziu w stosunku do zwierząt..
Warto o tym poczytać aby miec jakis obraz sytuacji. Pisał o tym min. Krawczuk więc z dostępem do wiedzy nie ma kłopotu.

LeeFu
Gość
LeeFu

Rozumiem wegetarianizm bo sam chce na niego przejsc ale nie jedzenie cebuli i czosnku to juz przesada? Co wiec mozna jesc ? Jesli serki i inne zastepujace mieso produkty sa na mleku… I prosze nie myslec ze ucieczka od miesa to dobry sposob szczegolnie gdy Ci z gory doskonale wiedza gdzie sie bedzie uciekac i tak powstaja GMO produkty , salaty z genem szczura czy tunczyk w puszcze zamknietyt przypadkowo z rtecia…Szczegolnie krytyczny moment zapadnie jak Codex wejdzie w zycie co juz prawie przesadzone. Pozdrawiam

Robert Śmietana
Gość
Robert Śmietana

Jak w każdej sprawie i tu można przeginać w nieskończoność, LeeFu. Znałem ludzi tzw. “jedzących światło”, którzy nawet wody nie lubili pić, bo to materia była przecie. Ale ani nie wyglądali na zdrowych, ani na żywych. Było w nich za to dużo niechęci (by nie powiedzieć nienawiści) do materii. Wcielili się w fizyczność po to aby jej doświadczać, ale zamiast tego chcieli unikać tego doświadczenia. Dodatkowo, z wielkim poczuciem winy coś jednak czasami przekąszali. Wyglądali na głodnych i wycieńczonych. To jest dla mnie choroba.

@kroton – nie łamiesz swoich osobistych zasad karmiąc córkę mięsem na jej prośbę – to Ty jesteś wege, nie ona. Łamałbyś swoje osobiste zasady, gdybyś karmił siebie mięsem na jej prośbę albo karmił ją mięsem wbrew jej woli.

kroton
Gość
kroton

Napisałem o córce tylko odnośnie Jezusa. On również, choć sam prawdopodobnie mięsa nie jadał, mógł czasami być postawiony w sytuacji gdy mięsem innych raczył. Są jednak inne wersje tej historii z obdarowywaniem rybami. Niektórzy twierdzą, że nie chodziło tam o ryby, ale o coś w rodzaju chleba, powszechnie spożywanego w tamtym rejonie.
Osobiście nie mogę wyobrazić sobie Jezusa, który przedstawiany jest jako symbol miłosierdzia, z nożem rzeźnickim w ręku podrzynającego gardło jakiemuś zwierzęciu. Nie pasuje mi to do Niego. Był On osobą o wysoko rozwiniętej świadomości i duchowo bardzo zaawansowaną. Takie osoby nie jadają mięsa, ani innego pożywienia zaliczanego do siły ignorancji.
Nie należy tez uważać, że bycie wegetarianinem awansuje kogoś automatycznie na jakiś wyższy szczebel. Małpy też nie jedzą mięsa. Jezus jednak wykazywał cechy osoby zaawansowanej, więc nie mieści mi się w głowie, że mógłby spożywać mięso. Sądzę, że jesteśmy wprowadzani w błąd co do Jego osoby.

Produkty z mleka są jak najbardziej dozwolone. Dlaczego miałyby nie być? Aby uzyskać mleko nie trzeba krowy zabijać. Ja spożywam mleko, sery, jogurty itp. Zdaję sobie sprawę, że przetwory te, dostępne w sklepach nie są zdrowe, dlatego staram się kupować mleko u rolnika. Wiem, że to nie gwarantuje czystości ale nic już na to nie poradzę. Jakoś żyję już tyle lat i daję sobie radę całkiem dobrze.

Raptor
Użytkownik

“Napisałem o córce tylko odnośnie Jezusa. On również, choć sam prawdopodobnie mięsa nie jadał…”

Właśnie, prawdopodobnie. Lecz dogmatyczni wegetarianie przedstawiają to często jako pewnik. Podobnie jak dogmatyczni wierzący za fakt biorą istnienie tej osoby. Historyk miałby tutaj więcej wątpliwości. No ale trochę odbiega ten wątek od tematu :)

“Osobiście nie mogę wyobrazić sobie Jezusa, który przedstawiany jest jako symbol miłosierdzia, z nożem rzeźnickim w ręku podrzynającego gardło jakiemuś zwierzęciu. Nie pasuje mi to do Niego. Był On osobą o wysoko rozwiniętej świadomości i duchowo bardzo zaawansowaną. Takie osoby nie jadają mięsa, ani innego pożywienia zaliczanego do siły ignorancji.”

A jednak, bardzo uduchowione i żyjące w zgodzie z naturą natywne cywilizacje, jak Indianie różnej maści, nie widziały problemu w polowaniach i spożywaniu mięsa zwierząt. W jakiś sposób byli i są w stanie połączyć to wszystko ze sobą, nie tracąc przy tym mądrości i wrażliwości na aspekty życia i natury. Wg mnie jest to bardziej kwestia osobistego wyboru i przekonań niż uniwersalnej i ostatecznej mądrości. Trend wegetarianizmu został dopiero na światową skalę wylansowany przez zachodnią cywilizację, wcześniej takiego szerokiego nurtu na Ziemi nie było.

W.
Gość
W.

Wegetrianizm to stosunkowo młode zjawisko, które nie występowało w czasach Jezusa. Na pewno jadał mięso uznane za koszerne, bo robili to wszyscy Żydzi w tamtych czasach i robią do dzisiaj.

Raptor
Użytkownik

No właśnie. To jest też dość istotny argument. Żyjąc tam musiał być dostosowany do panującej kultury i miejscowych tradycji, stąd mięsa unikać nie mógł. Może pod koniec się nawrócił :)

Robert Śmietana
Gość
Robert Śmietana

Jeżeli chodzi o Indian, to owszem, jedzą mięso, ale ich duży poziom rozwoju objawia się tym, że pytają ducha zwierzęcia o pozwolenie na skorzystanie z jego ciała, czyli szanują go, itd.. Oczywiście nie wszyscy Indianie, etc., coby nie być posądzonym o uogólnianie ;)

kroton
Gość
kroton

Mówiąc “uduchowiony” nie mam na myśli osób mających związek z duchami (istotami, które nie mogą przyjąć z jakichś powodów kolejnego materialnego ciała). Uduchowiony w tym znaczeniu oznacza coś innego. Jezus znał wyższe wartości życia. Wiedział co to prawo karmy. Wiedział co to reinkarnacja. Wiedział dużo dużo więcej. Indianie nie koniecznie musieli znać te rzeczy. Indianie żyli w zgodzie z naturą. A cóż jest naturalne, a cóż nie jest? Wszyscy wszak należymy w tym momencie do tego świata. Cokolwiek wyprodukujemy jest produktem wykonanym z rzeczy dostępnych w tym świecie, a zatem jest naturalne. Nawet tak zwane tworzywa sztuczne. Istotne jest to czy dane rzeczy rzeczywiście są potrzebne do naszego życia. Ważne są konsekwencje tego co się robi. Następstwa czynów.
Prawo akcji i reakcji mówi ( tu zacytuję słowa z Biblii): “Co siejesz to zbierzesz”. Ludzie chcą spokoju dla siebie, i szczęśliwego życia.. Nie jest to możliwe do osiągnięcia jeśli sami nie dają spokoju innym istotom zamieszkującym tę planetę. Jakim prawem domagają się szczęścia dla siebie? Wszak co siejesz to zbierzesz. Tego nauczał Jezus. Siejesz cierpienie i śmierć więc nie spodziewaj, że zbierzesz pokój i szczęście. To nie jest możliwe. Dopadną cię reakcje twoich własnych czynów. Ludzie budują wielkie zakłady przetwórstwa mięsa. Są one istnymi obozami zagłady dla zwierząt. Codziennie zabijane jest tysiące istot , a wiąże się to z niewyobrażalnym ich cierpieniem. Co więc otrzymują ludzie w zamian? Cierpienie, strach, ciągłe niepokoje, wojny, choroby. Czyż nie to spotkało właśnie wspomnianych Indian? Ich cywilizacja została zniszczona a odbyło się wiadomo jak. To samo niewątpliwie spotka i naszą cywilizację. .
Zabrzmiało to nieco Kasandrycznie, ale cóż. Co siejemy to zbierzemy. To jest jedno z praw obowiązujących w materialnym świecie i warto o nim nie zapominać.
Powiecie, że zjadając warzywa też je zabijam. Tak. To prawda. Niektóre trzeba zabić. Jednak ja osobiście widzę różnicę w zabiciu marchewki a w zabiciu krowy. Jeśli ktoś nie widzi tej różnicy to zapraszam do ogródka a potem do rzeźni. Nikt nie wybiera się z rodziną na odpoczynek do rzeźni, natomiast wielu odpoczywa na działkach czy w ogródkach. Dlaczego? Inna energia. W rzeźni jest piekło a w ogródku spokój.

Robert Śmietana
Gość
Robert Śmietana

No i właśnie o to chodzi, kroton – o sposób hodowania zwierząt. Czy są szczęśliwa za życia, czym karmione. Natura i tak zabija zwierzęta – poprzez działania drapieżników. I jakoś tych drapieżników prawa karmy (w Twoim rozumieniu tychże praw) nie usunęły :) … Więc zamiast całe życie się bać, że go wilk zje, mógłby taki zając żyć w raju a umarłby tak jak i tak umiera, czyli ktoś by go upolował. Taki sposób hodowania zwierząt spowodowałby, że mięso byłoby zdrowe (takie jak naturalne), a energie w rzeźniach znośniejsze. Dodatkowo moglibyśmy wpływać na zwierzęta dodatnio, wspomagając ich ewolucję mentalną.

Nie spodziewaj się, że ludzkość jako całość przestanie jeść zwierzęta, to niemożliwe. Zamiast więc walczyć z mięsożercami, walcz o to, aby hodowane zwierzęta były szczęśliwe i miały się lepiej niż w “czystej naturze” – mniej stresu, bólu, zimna i głodu.

Tak, powiem że zjadając warzywa też je zabijasz. Bo tak wygląda proces życia na tym świecie, że jeden drugiego zabija i zjada, aby żyć. Rozumiem, że chodzi o to, aby zjadać istoty na możliwie niskim poziomie rozwoju. Ale i tak je zabijasz. A że marchewka akurat nie krzyczy jak zarzynane prosię… no to pewnie nic nie czuje, prawda? Jest szczęśliwa, że ją wyrwałeś z ziemi… ;)

Ty zabijasz marchewkę, marchewka “zabija” skałę, aby rosnąć i pobierać mikroelementy. Taka jest kolej życia w fizyczności, że jeden drugiego zabija (a w sensie ontologicznym, to tak naprawdę przekształca, gdyż życia nie da się zabić, zatrzymać). Nigdy tego nie zmienisz. Możesz zmienić natomiast sposób w jaki się to robi: jeść jak najprostsze organizmy i dbać o to, aby hodowcy dbali o swoje jedzenie pasące się na trawie albo ryjące wśród kasztanowców i widzieli w nim czujące istoty, a nie mechanizmy.

kroton
Gość
kroton

Zwierzęta nie podlegają prawu karmy. Tygrys nie odpowiada za to, że zjada inne zwierzęta. Nie ma bowiem wyboru gdyż całkowicie sterowany jest siłami natury. Natomiast człowiek taki wybór posiada.Ciało ludzkie wyposażone jest w większy zasób inteligencji. Możesz jeść mięso lub też go nie jeść. Zaręczam, że mięso nie jest potrzebne nam do tego aby żyć. Sam jestem tego przykładem jak również sporo liczba innych ludzi na ziemi. Wybór należy do każdego z nas. Za tym wyborem pójdą następstwa. Tak jak i za każdym innym wyborem podejmowanym przez nas w życiu.
Ciało ludzkie daje nam tę możliwość wyboru. Nie mają go zwierzęta ani rośliny. My mamy. Jeśli nie wykorzysta się tej szansy aby wybrać to co lepsze, wtedy ciało ludzkie zostanie nam odebrane. Dostaniesz ciało jakiegoś zwierzęcia żywiącego się mięsem i będziesz mógł jeść to co lubisz nie narażając się na konsekwencje związane z prawem karmy.
Mówiąc to mam tu na myśli Ciebie jako wieczną duszę transmigracją z ciała do ciała. Zgodnie z wedyjską wiedzą, takimi duszami jesteśmy.

Wyjeżdżam zaraz na ponad miesiąc i nie będę miał dostępu do sieci.

Dziękuję za miłą i rzeczowa wymianę zdań.

Pozdrawiam Wszystkich.

Robert Śmietana
Gość
Robert Śmietana

kroton, to wszystko zależy w jakie prawa karmy wierzysz. Z tego co piszesz wynika, że mamy zupełnie inne pojęcia na ten temat, np. dla mnie jest zupełnie niezasadne stwierdzenie, że ktoś, kto wcielał się jako człowiek, zechce z powrotem wcielić się jako zwierzę. Jest to “technicznie” możliwe, ale tego się nie robi nigdy, tak jak nikt kto nauczył się chodzić, nie jest zainteresowany pełzaniem. Tak więc dla mnie wszystkie opowieści o odradzaniu się jako pies (bo np. lubiło się seks) są chybione i tylko ośmieszają naukę o karmie.

Jeżeli zwierzę nie ma karmy, to dlaczego jedno rodzi się słabe, inne silne, dlaczego jedno żyje w raju, a inne idzie do rzeźni? Przypadek, los? Nie ma na świecie czegoś takiego jak przypadek.

Piszesz, że coś tam zgodnie z wedyjską wiedzą. A jak to jest zgodnie z TWOJĄ wiedzą? Z Twoimi odczuciami i doświadczeniami? Mnie absolutnie nie interesuje, co mają do powiedzenia religie albo filozofie, tylko co mają do powiedzenia (a nie do automatycznego powtarzania za swoimi aktualnymi autorytetami) ludzie.

Co do wyboru, jakiego może dokonać zwierzę, to przypatrz się zwierzakom bliżej. Te wyżej rozwinięta mają swoje charaktery, upodobania, potrafią też wysilić się na coś w rodzaju bezinteresowności. Zwierzęta, to nie roboty! Wie o tym każdy właściciel psa albo kota. Może nie miałeś bliżej do czynienia ze zwierzętami – proponuję trochę z nimi pobyć i sprawdzić jak się rzeczy mają w praktyce.

Zgadzam się natomiast, że bywa tak (to zależy od człowieka), że nie trzeba jeść mięsa i jest to możliwe. Jest to też korzystne dla całego świata (biorąc pod uwagę dokąd zmierzamy jako świat).

Raptor
Użytkownik

@kroton
“Mnie absolutnie nie interesuje, co mają do powiedzenia religie albo filozofie, tylko co mają do powiedzenia (a nie do automatycznego powtarzania za swoimi aktualnymi autorytetami) ludzie.”

A jednak czosnek i cebula zaliczają się do energii ignorancji według jakichś tam filozofii. Lecz ludzie powiedzą Ci, że mają one bardzo pozytywny wpływ na organizm, ja powiem to samo :)

mescalito
Gość
mescalito

Wegetarianizm jest zdrowy ale nie wszystkie pokarmy wegetarianskie sa zdrowe. Chyba najwiecej kontrowersji panuje wokol soi. Owszem byly robione badania, ktore udowodnily, ze soja pozwala na budowanie masy miesniowej rownie dobrze jak bialka wysokiej jakosci (konkretnie bialko serwatkowe) i nie obniza poziomu testosteronu ani nie podwyzsza poziomu estrogenow w organizmach mezczyzn ale te badania mialy krotki horyzont czasowy : 12 tygodni. A jesli jesz soje rok, kilka lub kilkanascie lat lub dluzej ? Ja od dzisiaj wyeliminowalem produkty sojowe z diety, teraz podstawowym zrodlem bialka beda jajka oczywiscie takie gdzie kury maja dobre lub wzglednie dobre warunki bytowe a wiec NAPEWNO NIE 3 (CHÓW KLATKOWY) !

Jeszce odniose sie do tego co napisal realista “aby uchronić zwierzaczki jedzmy GMO i uzupełniajmy witaminy i mikroelementy tabletkami. o to chodzi?”.
Moglbys napisac w ten sposob : “aby uchronić Żydeczków jedzmy GMO i uzupełniajmy witaminy i mikroelementy tabletkami. o to chodzi?”
To oczywiscie takie male political-fiction, ze Zydzi byliby eksploatowani jako mieso konsumpcyjne. Zalozmy, ze istotnie to ma miejsce. Jakie sa Wasze odczucia czytajac taki tekst ? Czlowiek, Zyd, Swinia – to sa przeciez istoty czujace, czuja tak samo, przeciez cala ta trojka to ssaki…. Maja wiec taka sama strukture mozgu jak my. Pamietajcie o tym.

Robert Śmietana
Gość
Robert Śmietana

Fajnie to napisałeś mescalito, jest to jakiś przykład i chcąc być uczciwy muszę Ci to oddać. Jest też jednak tak, że Żydzi są to ludzie, więc zahaczamy tutaj o kanibalizm, co jest chyba zbyt daleko idącą ekstrapolacją tematu.

Jest też inny problem – problem granicy. Kiedy skończyć? Na kurach? Rybach? Marchewkach? Czy też może mamy jeść atomy węgla? A może one też mają świadomość (a jestem przekonany że mają zarówno świadomość jak i pamięć)? Czy kiedy idę chodnikiem, to może zadeptuję bakterię? A jak się myję to niszczę grzyby na ciele. A w ciągu życia zjadam niechcący podczas snu średnio 5 pająków, więc może trzeba popełnić samobójstwo, aby nie chwiać zastaną równowagą?

O to chodzi, że granicę ową ustala się subiektywnie, zgodnie z różnymi parametrami własnej istoty, takimi jak: poczucie jedności z innymi istotami, wrażliwość na pokarmy (i trucizny), zapatrywania filozoficzne, czystość eterycznego ciała, sytuacja karmiczna, manipulacje sztampy społecznej, zapatrywania uznanych przez siebie autorytetów, stopień uśpienia (tzw. sen na jawie), itd.

mescalito
Gość
mescalito

Ja tu nie widze zadnego problemu – kiedy skonczyc, na kim, na czym ? Jesli zabijasz lub ranisz kogos lub cos czujacego wowczas postepujesz zle (chociaz rozpatrujac sprawe z punktu widzenia dobra i zla latwo wdac sie w ideologie, przeciez tyle tego wymyslono, wiec olejmy takie kategoryzowanie). Tzn z tym zabijaniem powinnismy miec do tego zdrowe podejscie : sa sytuacje, w ktorych po prostu nalezy zabic czlowieka, zwierze, bezkregowca… Ale wspolnym mianownikiem tych sytuacji jest twarde uzasadnienie takiego dzialania. Ludzie-padlinozercy takiego usprawiedliwienia nie maja.
Interesujace zestawienie parametrow przedstawiles, gdyby kazdy rozwazajac sprawe “jesc mieso czy nie jesc” podchodzil do tego w taki sposob wowczas prawie kazdy z tych wyborow – bez wzgledu na to jaki – spokojnie bylby do przyjecia :).

Robert Śmietana
Gość
Robert Śmietana

Skąd wiesz, co czuje? Czy marchewka czuje? Nie krzyczy. Ale nie wiesz czy czuje. Musiałbyś być marchewką, aby sprawdzić w doświadczeniu albo pamiętać jak byłeś kiedyś marchewką. W starożytnej Grecji uczeni robili wiwisekcje zwierzętom – bo myśleli że to takie mechanizmy i chcieli sprawdzić jak działają. A może Ty robisz wiwisekcję marchewce?

Jesteś też niejednoznaczny: najpierw proponujesz, aby jeść tych, co nie czują (swoją drogą nie jest to jedyne możliwe kryterium, można wymyśleć inne, np.: nie wolno jeść roślin pod ochroną, bo znikną), by potem stwierdzić, że należy zabijać w zależności od sytuacji, gdzie dozwolone jest nawet zabicie człowieka, kiedy sytuacja tego wymaga (swoją drogą to oświecona myśl). A może sytuacja (w skali konkretnego ludzkiego życia) mięsożerców wymaga jedzenia mięsa? Gdyby rozpatrywać sprawę globalnie, może się okazać, że taka teza może odzwierciedlać prawdę…

mescalito
Gość
mescalito

Jestem spokojny o samopoczucie marchewki podczas wyrywania jej z ziemi. Rosliny nie maja ukladu nerwowego i jak do tej pory nie znaleziono dowodow, ze takie istoty moga cokolwiek odczuwac tu w swojej fizycznej postaci. Kwestia odrebna jest ich podwojne zycie, moze niektore takowe prowadza. Mysle, ze moze prawdziwa byc teoria szamanska jakoby niektore (a moze wszystkie ? ) rosliny posiadaly swojego ducha i prowadzily zycie po tej drugiej stronie, to akurat odnosi sie do roslin o dzialaniu psychodelicznym, halucynogennym, Don Juan Matus nie wypowiadal sie na temat zwyklych roslin.
Napewno sytuacja wiekszosci miesozercow nie wymaga jedzenia miesa. To sa sporadyczne przypadki, ze osobie, ktora rozsadnie ulozyla sobie wegetarianska diete zaczynaja wypadac wlosy i cala czuje sie fatalnie. Takze sportowcy lub osoby uprawiajace kulturystyke moga odzywiac sie wegetariansko, wszakze budowanie masy miesniowej zalezy od dostarczania organizmu odpowiednich skladnikow budulcowych i anabolicznych. Spokojnie mozna budowac mase bedac wegetarianinem, jednak bedac weganinem to raczej ciezko – chociaz byc moze istnieja takie przypadki.

Robert Śmietana
Gość
Robert Śmietana

No a ja nie jestem spokojny o samopoczucie marchewki. Jeżeli nie wiemy, czy czuje, bo nie ma dowodów, to chyba rozsądniej jest przyjąć, że może czuć, niż ewentualnie popełnić fatalny błąd. Życie to nie tylko fizyczność i układ nerwowy nie musi być jedynym możliwym nośnikiem sygnałów. Prawda jest taka, że nie mamy pojęcia czy i co czuje marchewka. A fakt, że jej śmierci nie towarzyszą emocjonalnie brudne energie nic nie mówi o jej wewnętrznych przeżyciach.

I tutaj objawia się właśnie subiektywność wszelakich przekonań, gdyż powiedzmy dla Kowalskiego zjadanie człowieka jest barbarzyństwem a zjedzenie świni jest dobre bo smaczne, dla Ciebie zjedzenie świni jest mordem, a marchewki czynem obojętnym, a dla sąsiada jedzącego światło jesteś przestępcą, bo niszczysz życie aby żyć.

Czyny każdego z nas są naturalne i adekwatne do powiedzmy jego “poziomu duchowego rozwoju” i nie ma sensu, abyś Ty jako 6-klasista strofował 1-klasistę, że nie potrafi czytać i podtykał mu “Anię z Zielonego Wzgórza”, gdyż dla niego Ania jest niezrozumiała, niedobra! Tak samo jak dla Ciebie elementarz jest niedobry. Nie każdy chodzi do szóstej klasy jak Ty. W ziemskiej “szkole” są dzieci we wszystkich możliwych fazach rozwojowych. Jak byś się czuł, gdyby licealista zmuszał Cię do obliczania całek?

Trochę mnie drażni u niektórych niejedzących mięsa to ich pompatyczne przekonanie o swojej wyższości – zapominają, że czeka ich jeszcze liceum, a potem studia i zachowują się często jak prawdziwy profesor, nie pamiętając, że jeszcze niedawno sami byli w pierwszej klasie…

Sens wydawania energii na sprawy zwierząt widzę jedynie w poprawieniu zwierzętom poziomu życia (kury biegają po dworze i dają jajka numer “1”, świnie ryją na polu i nikt ich nie faszeruje antybiotykami, etc.) oraz w godnej i możliwie mało bolesnej śmierci. Pierwszoklasisty nie nauczysz czytać lektur z szóstej klasy, ale możesz go nauczyć szacunku do elementarza.

Robert Śmietana
Gość
Robert Śmietana

Aha – mescalito – nie miałem na myśli konkretnie Ciebie, pisząc o pompatykach-wegetarianach…

Draupadi
Gość
Draupadi

Witam
przeczytałam komentarze i jako praktykująca wegetarianka-od 23 lat-polecam wszystkim tego typu odżywianie. Nie jem jaj, ryb, a czosnek i cebulę tylko gdy pojawia się objawy zaziębienia-rzadko kiedy, raz na 5-6 lat. Codziennie jeżdzę na rowerze-do 20 km trasy, bez względu na pogodę-zimą tez-nie meczy mnie jak inne wspólpracownice, wykonywana stojąca praca i nie potrzebuję ” wzmacniaczy” w formie czarnej kawy. Oczywiscie, moja rodzina tez jest wege jak ja-syn ma 198cm wzrostu. silny i dobrze zbudowany 22-latek, a 14-letnia córka niedługo przerosnie mnie i meza. Pani doktor, ktora się
mnie spytała co daję do jedzenia mojemu synowi, że taki urósł; odpowiedziałam, że drożdże, bo na nich najlepiej rosnie ciasto. Nie jestem odpowiedzialna za brak wiedzy wśrod lekarzy dot. wegetarinizmu. Dziękuję Autorce za wspaniały artykuł.
Pozdrawiam.

mr_craftsman
Gość
mr_craftsman

ale hardkorowa dyskusja hehe

z tymi eskimiosami to przegięliscie. eskimosi – owszem – dostosowali się do warunków rejonu i “jakoś żyli”, jednak raczej nie cieszyli się specjalnie długowiecznością.
wiecie, człowiek to skomplikowana istota z całkiem niezłą możliwością adaptacji.

można to przyrównać do budowlanej przepychanki architekta z inwestorem.
architekt zaprojektował określone materiały, o określonej wytrzymałości, wyglądzie, etc.
inwestor pozamieniał wszystko na tańsze zamienniki, zmniejszył wytrzymałość, etc.
i co – stoi dom? stoi. może nie dokładnie taki jaki miał być, może nie najpiękniejszy, ale póki na głowę nie cieknie udajemy że jest fajnie. czasem się jakąś prowizorkę (np bypass, przeszczep) strzeli i nadal jest fajnie, no nie?

ciekawe też jak ugryziecie fakt, że mięso jest pożywieniem… nieracjonalnym ekonomicznie.
człowiek ma się nieźle na diecie z minimum mięsa i produktów zwierzęcych (co dostrzegły już nawet zachodnie urzędy – np nowa zalecana przez ministerstwo zdrowia piramida zdrowia w UK mięso ma na ostatniej pozycji, razem ze słodyczami i używkami).
produkcja mięsa jest ekonomicznie nieracjonalna. bo to mięso trzeba najpierw wyżywić, i trochę to trwa. aby sprostać apetytom na “codzienny befsztyk”, przemysł wprowadził szereg “udogodnień” i “racjonalizacji”.
po pierwsze czas – więc produkcja przemysłowa, karmienie przemysłowe, najlepiej na małej oszczędnej w utrzymaniu powierzchni (fabryce). do tego oczywiście hormony, antybiotyki (niestety z konieczności), aby zwierzyna szybciej rosła i nie zdychała tak często z powodu warunków chowu.
czym to wykarmić..? mam! racjonalizacja 1! mączka zwierzęca. efekty wszyscy znamy. tony roślin – efekty to zabijające biocenozę monokultury (plus przemysłowe zanieczyszczenie z upraw).
więc może GMO? efekty zdrowotne poznamy za niedługo. chociaż np. austriackie badania – całkowita bezpłodność myszy karmionych GMO mogą dać co nieco do myślenia. zresztą – w meksyku i w indiach ekonomiczne efekty polityki spółek GMO odczuli już farmerzy. skutek niestety często śmiertelny.
i jeden z moich ulubionych punktów – co robić z górą nawozu? i to niezbyt wartościowego. tysiace hektolitrów zaprawionej antybiotykami i hormonami gnojowicy to ból głowy dla koncernów typu smithfield.
(nawiasem mówiąc smithfield został wywalony z paru krajów ameryki pd z powodu trucia środowiska, u nas jakoś smithfield-animex się trzyma. się smaruje się jedzie)
no i co z tym gnojem? na pola? ale to trzeba rozcieńczać 10:1 co najmniej bo zamieni je w pustynie. a co ze wpływem narastajacym hormonów i antybiotyków na populację? świń oczywiście – trzeba będzie nowe antybiotyki, bo na stare bakterie szybko się uodpornią przy takiej dostępności…ach te koszty.

ludzie to takie dziwne istoty. zajmują się głównie tworzeniem problemów a następnie próbą ich rozwiązania lub zatuszowania…

Heh!
Gość
Heh!

Eskimosi się szybko starzeją długo bo mają w diecie nadmiar białka. Spożywają przeciętnie 350-450gramów białka dziennie. Takie dawki nawet dla kulturysty są bardzo wysokie. Nadmiar białka każdego rodzaju czy to zwierzęcego czy roślinnego podnosi szybkość starzenia się organizmu.
Ta cała reszta to standardowa otoczka. Dlatego kilogram mięsa jest droższy niż kilogram ziemniaków.

Robert Śmietana
Gość
Robert Śmietana

mr_craftsman, ogólnie wszystko gra i zauważyłeś dużo fajnych, ciekawych albo ważnych rzeczy.

Nie do końca podzielam jednak Twoją opinię, jakoby produkcja mięsa była nieracjonalna ekonomicznie. To zależy co i jak hodujemy. Część planety Ziemia nie może być porośnięta niczym innym jak trawą z powodu określonych warunków geograficznych i tam można wpuścić trawożerców. Będzie super ekonomicznie, bo inaczej nikt by tej trawy nie zjadł i by się zmarnowała. Inna możliwość, to ryby w morzu – same się hodują, trzeba je tylko z głową (czyli bez przesadyzmu) wyławiać. Znowu jest super ekonomicznie – same zbiory bez wysiłku innego rodzaju. Tak że uważam, że fakt Twój nieco nadgryzłem ;) .

Co robić z górą nawozu? Nie robić gór nawozu! Nie dawać antybiotyków, nie trzymać miliona świń na m2, nie bawić się w demiurga z GMO-eksperymentami, itd.. Przestać myśleć tylko w kategorii zysku. Oczywiście biorąc pod uwagę niski stopień rozwoju naszej cywilizacji – jest to mrzonka. Zawsze będzie z tym problem, albowiem śpimy na jawie, patrzymy na rzeczywistość – ale nasze podświadomości filtrują niewygodne fakty. Fakty stoją nagie przed nami, trzaskając po głowie i kłując w oczy, a krótkowzroczni my udajemy, że ich nie ma. Masz rację – rzeczywiście ludzie, to takie dziwne istoty…

Raptor
Użytkownik

“Część planety Ziemia nie może być porośnięta niczym innym jak trawą z powodu określonych warunków geograficznych i tam można wpuścić trawożerców.”

Nawet nie część planety, tylko jakieś 2/3 powierzchni lądowej pod uprawy się nie nadaje :) Co zrobić z górą nawozu zwierzęcego? Ano obficie użyźniać nim pozostałe obszary uprawne, zwierzęta są doskonałym dostawcą darmowego i ekologicznego nawozu :) Proporcje są tak fajnie ustawione, że wszystko może pracować w symbiozie i służyć człowiekowi, bez zbędnej chemii i kombinowania ze skomplikowanymi technologiami.

Świetlisty
Użytkownik
Świetlisty

Odchodze od pisania komentarzy na tej stronie.Ten bedzie ostatni .

Pani Mario podpisała pani umowe z koncernem Monstanto?

agama
Użytkownik

AStromaria ma tyle wspólnego z Monsanto, co piernik z wiatrakiem.

kornwalia
Użytkownik
kornwalia

Byłam na diecie wegetariańskiej przez 2 lata ze względu na adrenalinę, pogorszyła mi się pamięć i koncentracja, czułam się słaba, nawet jak robiłam ksero w pracy to zostawiałam kartki, które kserowałam. Nie powiem, mój sposób odżywiania nie był idealny, nie byłam świadoma tego jak bardzo trzeba dbać o poziom witamin, zwłaszcza przy diecie wegetariańskiej. A co najlepsze to szefowa podpowiedziała mi aby zacząć jeść mięso, bo coś mi nie idzie i rzeczywiście kiedy wróciłam do mięsa wróciłam do kondycji. Obecnie kupuję mięso od znanego rolnika i wiem że nie podaje im się hormonów i antybiotyków, karmione są oprócz typowych pasz trawą, pokrzywą, warzywami z ogródka. Nie jadam glutenu, unikam przetworzonych, rafinowanych produktów pełnych chemii, cukru i nabiału. Myślę, że zła jakość jedzenia a nawet chemia z kosmetyków czy środków czystości itd jest właśnie powodem problemów zdrowotnych ludzi. Czasem myślę jeszcze nad wegetarianizmem, ale przyznam że nie do końca ufam tej diecie. Ewentualnie więc ograniczę ilość mięsa w diecie na rzecz warzyw, z ogródka oczywiście.

agama
Użytkownik

masz rację, mięso trzeba jeść, ale tego dobrego i nie za dużo