Stara era dobiega końca

Opublikowano: 03.11.2017 | Kategorie: Publicystyka, Wierzenia | RSS komentarzy

Przeczytano 4 razy!

Powoli kończy się epoka, w której ludzie myśleli, że rząd o nich dba, że korporacje sprzedają dobrej jakości produkty, że rynek jest wolnym rynkiem. I że klasyczne religie dają wystarczające odpowiedzi na pytania o Boga i duchowość. Ludzie szukają nowych i przede wszystkim własnych ścieżek. Być może i Ty do nich należysz, skoro jesteś na tej stronie. I co oczywiste, ludzie popełniają przy tych poszukiwaniach masę błędów.

Chciałbym Ci uzmysłowić, jak wygląda jeden z podstawowych błędów dotyczących duchowości i podejścia do niej. Sam ten błąd kiedyś popełniałem… W tej autorskiej opowieści przedstawię dwie osoby prezentujące różne cechy, różne poglądy i podejścia do wiedzy, duchowości, polityki. Są to postacie archetypowe, a więc skupiające zbiór często przerysowanych cech. Zaczynamy.

ARCHETYP PIERWSZY

Andrzej, lat 27. Chłopak po zawodówce, parał się różnymi zajęciami, głównie tymi mało płatnymi. Nie był ani złym, ani dobrym człowiekiem. Po prostu zwykły, przeciętny facet, wkurzony na świat, narzekający na polityków i kobiety. Jednak dwa lata temu miało miejsce wydarzenie, które raz na zawsze odmieniło jego życie. Mniejsza o to, co się konkretnie stało.

On otarł się o śmierć, i to w sensie dosłownym. Jego serce zatrzymało się na około godzinę i czterdzieści minut, pomimo intensywnej akcji reanimacyjnej. Zespół który go reanimował, zakończył tę procedurę, i jak zwykle w takich wypadkach, był zaskoczony, gdy okazało się, że ich pacjent jednak wrócił z krainy umarłych. Pierwsze co pamiętał, to biały tunel z którego wrócił na Ziemię, poczucie bezgranicznego szczęścia i słowa lekarza: „Dostałeś drugie życie, szczęściarzu”.

To zdarzenie wstrząsnęło Andrzejem i spowodowało gruntowną zmianę jego systemu wartości. Gdy się obudził, przypomniał sobie dużo wydarzeń z wcześniejszego życia. Że nie zawsze był tym „dobrym”. Że tak często spinał się, obrażał i kłócił o byle gówno. O sprawy tak małe. Że bywało, że nie szanował kobiet i innych ludzi. Postanowił, że już nigdy nie skrzywdzi żadnej istoty. No chyba, że ktoś będzie próbował go skrzywdzić lub zabić. Wtedy zleje jegomościa na kwaśne jabłko tak, że przez miesiąc nie wyjdzie ze szpitala.

Przecież życie jest takie krótkie i kruche. Można je stracić w każdej chwili, choćby za minutę, i on to wiedział. Jak postanowił, tak też się stało. Wziął się za siebie i skończył drugą szkołę, by pracować jako hydraulik. Nie potrzebował dużo pieniędzy, ale nie narzekał na brak zleceń, a wręcz przeciwnie. Pieniądz zaczął się wręcz do niego kleić. Miał po prostu szczęście. Kilkunastu ludziom ze swojej dzielnicy wykonywał naprawy w domu za przysłowiowe pól litra, a najczęściej za darmo. Były to najczęściej stare, schorowane osoby.

Postanowił pojednać się z Bogiem. Co tydzień chodził do kościoła i przystępował do komunii. Jednak uważał, że każdy ma prawo wierzyć w co chce i mieć swoje własne poglądy. I że jemu nic a nic do tego. Za rzecz najgorszą z możliwych uważał skłonność ludzi, by namawiać innych do zmiany poglądów, i by tych innych za te poglądy nienawidzić. Wcześniej, zanim otarł się o śmierć, wykazywał postawę zgoła przeciwną. Teraz po prostu wie, jak małe i nieistotne są te sprawy wobec tego, co w życiu naprawdę ważne. Wobec przyjaźni, miłości czy choćby spokojnej pogawędki przy wódce.

Utrzymywał znajomości z różnymi ludźmi o różnych poglądach. Gdy kolega-narodowiec zapytał go co sądzi o „tych pedałach co się wszędzie panoszą”, powiedział, że gówno go to obchodzi. Że chce by Polska była niezależnym i bogatym krajem, by ster miał silny rząd, by żyło się normalnie, bez głupoty politycznej poprawności. No i jak jakiś pedał wystartuje do niego z pięściami lub nożem, to wiadomo, gorzko tego pożałuje. Z kolei inny jego przyjaciel, lubiący nosić bluzki z Che Guevarą i nieuchronnie narażać się na uliczne pobicie, nie mógł przeboleć tego, że Andrzej głosuje na PiS. „No jak to, przecież Ty jesteś zupełnie normalny i nawet tolerancyjny, ogarnij się, ziomek!”

Andrzej żył więc sobie spokojnie, bez znajomości głębszej wiedzy, bez wchodzenia w skomplikowane filozofie. Był prostym człowiekiem, ale nie prostakiem, i zresztą nigdy tego nie ukrywał. Po wyjściu ze szpitala spotkał kobietę swojego życia, u boku której w spokoju się zestarzał. Nie szarpał się w tym związku, nie musiał się użerać z jej fochami, bo ona zwyczajnie nie odwalała takich chorych akcji. W wieku trochę starszym, jako mistrz w swoim fachu, uczył młodych ludzi zawodu hydraulika. Dbał o swoich uczniów i starał się wychodzić poza toporny program Ministerstwa Edukacji, by Ci młodzi wynieśli coś więcej z tych lekcji.

ARCHETYP DRUGI

Postać druga – Asia, 28 lat. Studentka z dużego miasta o lewicowych poglądach. Duchowością zainteresowała się już podczas studiów. Z biegiem lat zdobywała coraz więcej i więcej wiedzy. Ta wiedza coraz bardziej ją przerażała, powodując zagubienie. „Przecież ludzie są takimi ignorantami. Tak bardzo nie chcą się rozwijać, tak bardzo gardzą porządną wiedzą. Mają za nic poszerzanie swojej świadomości. I ciągle się wkurzają, gdy próbuję im przemówić do ich zakutych łbów!”

Dosłownie wszyscy coś do niej i do jej chęci dzielenia się wiedzą mieli. „Dlaczego żyję na takiej planecie z tymi ignorantami, troglodytami?!” Często zadawała sobie to pytanie. Dlaczego nikogo nie interesuje filozofia i ezoteryka? Dlaczego ludzie wolą spotkać się przy piwku, zamiast medytować lub uprawiać jogę? Przecież alkohol to samo zło, to niskie wibracje, naraża na ataki energetyczne! Oni nie szanują swojej energetyki, swojego kundalini!

Co do samych ataków energetycznych… Asia doświadczała ich często i od różnych ludzi. „K***a, oni wyczuwają moje wysokie wibracje i uduchowienie, i wszyscy chcą mi podkradać energię! Wszyscy chcą mnie sprowadzać w dół, nasyłając klątwy, demony czy po prostu wykazując wampiryzm dnia codziennego! Ups, bez tego „k***a”, bo to takie niskie i złe słowo…

Tak też sobie myślała. Korzystała więc z usług różnych magów, uzdrowicieli, bioenergoterapeutów. Przynosiło to od razu pozytywny efekt… Ale no właśnie, zaraz znowu zjawiał się jakiś gnój o niskich wibracjach by właśnie ją dołować i właśnie jej podkradać energię. Więc trzeba było znowu szukać pomocy u ludzi moc mających.

Asia była zafascynowana różnymi systemami i prawidłami, mającymi rzekomo sterować naszym życiem. „Tak! To przez złą karmę tak cierpię i spotykam tych złych ludzi! Ale ta karma musi się wypalić, więc poczekam i nic nie będę robić! Bo nie chcę przecież rozgniewać karmana! No i ta cholerna szóstka w portrecie numerologicznym, i to nie tam gdzie trzeba! I kin urodzenia wg kalendarza Majów też jakiś słaby!” To także jej przemyślenia.

Tropiła wytrwale oznaki i przejawy złych energii i złych wibracji. „Przecież trzeba trzymać swoje myśli wysoko, tak jak lotos trzyma swoje płatki wysoko, ponad bagnem z którego wyrasta! Tak mówił guru duchowy! No i złe myśli się przecież materializują! Przecież jedną złą myślą można wywołać powódź w Brazylii!” Ale te złe myśli jak na złość pojawiały się i pojawiały. A to staruszek w autobusie śmierdział. A to przypomniały się słowa chamskiej, hip-hopowej piosenki sprzed lat. A to znowu ktoś wyprowadził z równowagi.

Uważała też, że złe samopoczucie, które czasami miewa, to efekt „oczyszczania i transformacji„. Miała kolegę lekarza, ze specjalizacjami endokrynologii i pulmonologii. Który swoich znajomych i pacjentów, którzy wyrażali zainteresowanie, leczył także metodami naturalnymi. Zbywała jego sugestie, że to mogą być objawy zaczynającej się właśnie niedoczynności tarczycy. Nie obchodziło ją, gdy mówił, że nie będzie jej dawał od razu syntetycznych hormonów, tylko spróbuje unormować to metodami naturalnymi.

Kiedyś jej stary przyjaciel poprosił ją, by poszła z nim na cmentarz. Była rocznica śmierci bliskiej mu osoby, którą to rocznicę bardzo przeżywał. Prosił, by była przy nim, jak on będzie nad jej grobem i zapali świeczkę. Ona odmówiła, bo przecież nie jest katoliczką i nie chce być wampirowana przez egregor katolicki. No i na cmentarzu przecież mogą przyczepić się różne złe byty, a ona jest taka wampirowana przez wszystko naokoło… Czyż nie? Jej przyjaciel musiał więc iść sam. Sam stał nad grobem i płakał, nie mając się do kogo przytulić.

Asia wciąż narzekała na facetów. Jej związki kończyły się tak, że albo ona nie chciała znać swoich byłych, albo oni jej. Wciąż marzyła o tym ideale, który będzie miał w stu procentach wyrażonego ducha. Bo tak przecież czytała na stronie internetowej dotyczącej tantry i ustawień hellingerowskich. Tak pisał duchowy guru o energii męskiej i o energii żeńskiej. „No i gdzie są Ci wszyscy normalni mężczyźni? Dlaczego ja spotykam albo nieczułych dupków, albo jakieś ślamazary, jakichś cipeuszy, jakieś troki w kalesonach? Przecież Ci fajni faceci gdzieś istnieją! Czytałam na stronie Kobusa, że oni są!”

Wciąż narzekała, że zarabia tak mało. Przecież wykonała tyle rytuałów przyciągających pieniądze. Kupiła różne amulety mające je przyciągnąć, wypowiedziała tyle zaklęć… I nic. Pieniądz jakoś nie chce do niej przyjść. Tak samo z przyciągnięciem fajnego faceta. Nic nie dało wejście w pole serca i godzinne medytowanie w ten sposób. Nic nie dało palenie specjalnych świec, wykonanych z oryginalnego wosku. Zresztą, jej koleżanka kiedyś miała doła, kupiła całą butlę Johny Walkera, i chciała zaprosić ją na pogaduchy. Jednak ona żadnego alkoholu pić nie będzie, i poradziła tej koleżance, chyba pijaczce, by zapaliła trzy białe świecie. To powinno przecież dodać energii, prawda?

SŁOWO PODSUMOWUJĄCE DUCHOWE ROZTERKI WSPÓŁCZESNYCH

Te dwie postacie które przedstawiłem powyżej, są oczywiście tworami archetypowymi. Są mocno przerysowane, przesadzone, ale jednak oddają naturę pewnego zjawiska. Jak myślisz, jakiego? Te dwa archetypy nie są związane ani z lewicą ani prawicą, ani z kobietami ani z mężczyznami, ani z ezoteryką ani z katolicyzmem… Bo te dwie postawy, w mniejszym lub większym stopniu, może wykazywać każdy bez wyjątku.

Jak myślisz, która z powyżej opisanych osób jest bliżej tej prawdziwej, realnej duchowości? Która jest tak po ludzku życzliwsza i szczęśliwsza? Tym przerysowanym opisem chciałem Ci uświadomić jeden bardzo popularny błąd, jaki popełniany jest przez ludzi chcących zdobywać wartościową wiedzę. Jest on popełniany bardzo, bardzo często. 90% lub więcej ezoteryki to grząskie i śmierdzące bagno, to kontynuacja błędów religii monoteistycznych, ale w nowym „opakowaniu”.

Jest to temat nie tylko na cała serię felietonów, ale na długie lata pisania. Powstał cały ogrom koncepcji i prawideł powielających te wszystkie błędy. To powinniśmy teraz nomen omen „odczarowywać”.

Autorstwo: Jarek Kefir
Na podstawie: Jarek-Kefir.org

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...

TAGI: , , ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU: Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

18 komentarzy

  1. WacekPlacek 03.11.2017 15:08

    Człowiek duchowy, uduchowiony to człowiek który nieustannie pracuje nad rozmyciem własnego Ego i przemienieniem się ze zwierzątka Homo Sapiens w Człowieka istotę nad-biologiczną, kosmiczną. Oba przykłady to archetypy osób nieuduchowionych.

  2. lboo 03.11.2017 20:35

    @WacekPlacek: Biologiczności bardzo łatwo i szybko można się pozbyć. Praktykuje to wiele istot ludzkich, ale to raczej te jednostki które nie radzą sobie z rzeczywistością.
    Nie po to dostajemy narzędzie, żeby się go na siłę pozbywać.

  3. Aida 03.11.2017 21:16

    Oj Wacek odpływasz…istotę kosmiczną?? o_o haha

  4. WacekPlacek 03.11.2017 21:54

    @lboo
    Kajdany dostajesz tylko po to aby się ich pozbyć. Przyzwyczajasz się do nich za bardzo, wolność i właściwa rzeczywistość zaczyna się dopiero poza biologią, wszystkie religie o tym uczą.

    Ludzie praktykujący z energią, z „agregatorami energetycznymi” oczyszczający swoją energię, walczący z „wampirami energetycznymi”, „oczyszczający karmę” stosujący ajurwede itd itd to nie są ludzie uduchowieni (co najwyżej, starający się być) bo energia jest materialna, są tylko bardziej subtelne poziomy których fizyka jeszcze nie rozpoznała, ale to wszystko jest materią a nie duchem, duch się zaczyna tam gdzie kończy się Ja, Ego, w tym świecie nikt się z niczego nie musi oczyszczać, praca i rozwój jest tam czymś innym.

    To, że dla większości nie słychać muzyki do której tu tańczę, nie oznacza, że nic nie gra.

  5. lboo 05.11.2017 17:25

    @WacekPlacek: „Kajdany dostajesz tylko po to aby się ich pozbyć.”
    A narzędzie dostajesz po to żeby go używać.
    Nie można funkcjonować w materialnej rzeczywistości bez biologicznych „kajdanów”. A te akurat bardzo łatwo zrzucić, zupełnie nie rozumiem czemu z Twoim podejściem jeszcze się tutaj męczysz ;)

    Piszesz o ego, a czy przypadkiem posiadanie swoje własnej opinii i przedkładanie jej nad oponie innych nie jest objawem przywiązania do ego? Czy wyzbycie się ego nie oznacza że zarówno moja jak i Twoja opia są równouprawnionym opisem rzeczywistości zabarwionym tylko perspektywą danej osoby?

  6. MasaKalambura 05.11.2017 18:38

    Kajdanami są nasze uczucia żywione do obiektów materialnych lub istot materialnych. Jeśli kochasz ten świat stajesz się jego więźniem. Nie możesz całkowicie się wyzwolić z okowów tego świata, jeśli kochasz go bardziej niż na to zasługuje.

    Jeśli twym celem jest wyzwolenie, kochasz ten świat ze współczuciem. Życzysz mu jak najlepiej, ale ze świadomością, że go i tak zostawisz. Choćby nie wiem jak bardzo był pociągający, odejdzesz z niego bez żalu. Beż najmniejszego zawahania. Odwaznie ruszając w Nieznane. Aby odkrywać nowe wszechświaty. Ruszając wraz z tymi, którzy jak ty, z pełną świadomością zostawiają Ziemię za plecami.

    I pójdziesz jak Lot.
    I nie odwrócisz się jak jego żona.

    To ważny warunek wyzwolenia.

  7. Atos 05.11.2017 19:02

    @Masa. Piszesz b.dużo prawdy.
    Kajdanami są nie tylko przywiązania materialne.
    Okazuje się, że to, w co człowiek wierzył za życia, staje się nic nie wartą iluzją, gdy zacznie się umieranie. A wszystkie lęki, które przez życie odsuwał, wypierał, albo walczył, okazują się prawdą niszczącą jego ciało i psychikę w chwili tej wielkiej próby.
    Osobiście uważam, że jest to wielka porażka współczesnej rzeczywistości, która o śmierci nie mówi, nie przygotowuje do niej, nie inicjuje wewnętrznego oczyszczenia przed odejściem. I nie chodzi mi o rytuały, czy recytowanie modlitw, tylko rozwój świadomości, bo to ona jest kluczowa w obliczu cierpienia. Jest to wielka porażka współczesnego świata informacyjnego, który nie mówi o tym, jak śmierć naprawdę wygląda i przed jakimi problemami – fizycznymi, psychicznymi, emocjonalnymi oraz duchowymi człowiek umierający musi stanąć.
    Według hinduizmu, na świecie panuje avidya (ignorancja), czyli nieznajomość własnego prawdziwego ja. W efekcie kama (pragnienie) i niekończący się łańcuch ponownych narodzin są połączone w samonapędzający się krąg przyczynowo-skutkowy. Przez egoizm i pożądanie człowiek kreuje zalążek (przyczyny) przyszłych zdarzeń. Natomiast dzięki praktyce ascetycznej można osiągnąć wyzwolenie (moksza). Można powiedzieć, że święte życie jest ścieżką samooczyszczania z grzechów.

  8. MasaKalambura 05.11.2017 20:12

    To miłość kieruje naszym losem. Jeśli celem naszej największej miłości jest Niewidzialny Bóg, Stwórca wszystkiego, zrzucamy kajdany ziemskie. Zrywamy je intencją. Jednak nie zrywamy kajdanów, jakie wiążą nas z Ziemią przez nasze dotychczasowe życie.

    Istnieje co prawda specjalny wyjątek. Takich, którzy aktem nawyższej w mocy, niewzruszonej woli przucają wszystko za sobą. W akcie pokory i całkowitego nawrócenia. Możliwe jest to nawet w obliczu śmierci. Wtedy nic, co zrobili nie jest w stanie ich zawrócić. Jednak to dalej tylko wyjątek. Dotyczy on niewielu.

    Większość ludzi wchodzi na drogę wyzwolenia porzucając przywiązania stopniowo. Pozbywając się grzechu i usuwając go ze swojego sposobu życia etapami. Usuwając złe przywiązania i uzależnienia po kolei. Spłacających kolejno wszelkie długi wobec ludzi dotychczas spotkanych. Zarówno długi materialne jak i emocjonalne. Uzyskując wybaczenie, lub choć wykonując jakieś gesty takie wybaczenie przybliżające (nie da się przeciez uzyskać wybaczenia ludzi, którzy umarli).

    Aby się wyzwolić nie tylko należy zerwać więzy z Ziemią, stając się jak podróżnik w drodze. Będąc w tym swiecie ale nie z tego świata. Intencją spoglądając zawsze ku Bogu i robiac wszystko dla Niego. Dodatkowo należy też zebrać energię, która pozwoli wystrzelić z jej grawitacji i grawitacji emocjonalnej nas z nią łączących. Ta energia to nasze dobre uczynki. To energia miłości dana rodzinie, bliskim, i całemu otoczeniu. To miłość bliźniego dana w celu wyzwolenia. Bo bezinteresowna miłość dana drugiemu musi zawsze do dawcy wrócić pomnożona. Im intencja dawcy czystsza (im więcej w tym bezinteresowności i altruizmu), tym mnożnik miłości powracającej wyższy. Miłość dana ku zadowoleniu Boga, Celu Ostatecznego ma możnik najwyższy.

    Miłość do Boga ustawia kierunek ucieczki. Miłość ku bliźmiemu daje kopa ucieczki, jak wystrzał rakiety podczas startu. I Jedna i druga siła razem w momencie śmierci i dalej w bramie Dnia Sądu dają wyzwolenie. Dają zbawienie. Dają Raj.

    To jest sedno nauki monoteizmu. Znajdziesz je u wszystkich proroków.

  9. Atos 05.11.2017 22:24

    @Masa. Ok. My znamy a inni ?
    Jaki jest sens dążenia do wyzwolenia ?
    Bycie wszystkim, ponowne poznanie.
    To wydaje się być zaklętym i dość paradoksalnym kręgiem.
    Takim kręgiem jednak jest.
    To właśnie nazywa się kołem Dharmy.
    Pragnienia napędzają to koło.
    Jak pisze o tym mistrz Śiwaja Subramunija Swami:
    Za sprawą pragnienia dusza pokonuje kolejne etapy w swej życiowej wędrówce. Pragnienie matki, by otoczyć opieką swe dzieci i być dobrą żoną, pragnienie ojca, by zapewnić utrzymanie swej rodzinie, pragnienie uczonego, by dokonać odkrycia, pragnienie sportowca, by stanąć na podium, pragnienie jogina, by połączyć się z Stwórcą – za każdym razem ujawnia się ta sama siła pragnienia, wznosząca się przez czakry w miarę rozwoju duszy. Jest to ostatecznie to samo pragnienie, które prowadzi poszukującego do poznania Najwyższego – istoty poza czasem, przyczyną i przestrzenią. Bądźcie cierpliwi. Chwila ta czeka każdego.

    Paradoksalnie jednak, aby osiągnąć wyzwolenie, trzeba zahamować potok pragnień.
    Stąd odwieczne duchowe nawoływania do wyrzeczenia się – ascezy.
    Nie są to nauki, które piętnują samo życie doczesne … to byłby czysty nonsens.
    Chodzi o realizację celu, jakim jest samowyzwolenie świadomości – duchowe poznanie.
    Jeśli chcesz tego dokonać, musisz powściągnąć pragnienia.
    Temu służy duchowa praktyka, temu służy medytacja.
    Opanowaniu pragnień umysłu, po to aby dokonać transcendencji postrzegania – poza zmysły, poza jednostkowość, poza osobowe ja.Umysł potrzebuje problemów, żywi się nimi. Jest doskonałym narzędziem i niczym więcej.
    To poznanie poza-osobowe rodzi właśnie duchowe wyzwolenie, do którego wszyscy adepci duchowego rozwoju dążą.
    Chodzi bowiem nie o wyzwolenie się z samego siebie (czego niestety wielu nie rozumie), ale o wyzwolenie się z iluzji niewiedzy.
    Uświadomienie sobie prawdy jest wyzwoleniem duchowym.
    Nie ma nic ponad to.

  10. MasaKalambura 05.11.2017 22:42

    Ależ jest. Nagroda. Raj. Wieczna bliskość Jedynego. Możność oglądania Go.
    Doświadczanie doskonałości istnienia w wieczności. Szczęścia radości i innych odmian miłości również tych nieznanych ludziom.
    To jest sens wyzwolenia. Taki jest sens ucieczki z tego świata pełnego bólu cierpienia i niesprawiedliwości.
    Wieczny Spokój i Odpoczynek. I mnóstwo radości nie do opisania naszym językiem powstałym w kajdanach czasu.

  11. Atos 05.11.2017 22:54

    Może masz rację, nie przeczę.
    Raj , rozmowa z Bogiem , czyż nie jest to sprawka umysłu. ? Umysłu który chce być naj…
    Wieczny odpoczynek ? Nie przesadzasz.
    A rozwój ? Aniołki będą się za ciebie uczyć ?
    Znasz to , „Wiedza was wyzwoli”

  12. MasaKalambura 05.11.2017 23:20

    Są granice wiedzy. Granice poznania.
    Granice wszelkich naj i och.
    Są granice rozwoju percepcji i postrzegania.

    Są tez granice tego co przyjąć i pojąć może stworzenie.
    I tym właśnie jest Raj. Nikt tam nie chce być Naj.
    Bo Naj we wszelkim aspekcie jest tylko On Sam Jeden.

    A Raj jest tuż obok Naj. Pomiędzy Nim i Lotosem w Siódmym Niebie.
    I gdy rozwojem zafascynowany, doskonałości poszukiwaczem jesteś…
    Cóż, to właśnie bycie w Raju, a nie niebyt w nicości jest Twym jak i moim Celem.

  13. Atos 06.11.2017 00:42

    @Masa. Cyt: „Są granice wiedzy. Granice poznania”

    Czy istnieją granice, których odkryciem ludzkość może nie być zainteresowana. Spontanicznie odpowiedziałbym, że nie ma. Myślę, że wszystko jest fascynujące i każde pytanie, pojawiające się w życiu człowieka, domaga się odpowiedzi. To nie jest luksus, ale obowiązek człowieka, żeby ją znaleźć. Istniało kiedyś przekonanie, że zbytnia dociekliwość oddala nas od Boga. Sami wytworzyliśmy sobie tabu – Pana Boga nie można poznawać, bo stracimy wiarę. Prości ludzie, którym należy się szacunek, przede wszystkim stawiali na wiarę, a ich pokora wynikała z kontekstu kulturowego. To człowiek wykształcony zaczął odchodzić od Boga, twierdząc, że już w ten „zabobon” nie będzie wierzył. Doszło do wielu nieporozumień, bo czasem nie dowartościowywaliśmy poszukiwania prawdy. Wiara bowiem potrzebuje pomocy rozumu, by poznawać prawdę, a nawet spierać się z Panem Bogiem. Czy my rzeczywiście zdołamy Go poznać – to już pozostaje innym problemem, ale nie zwalnia nas to z obowiązku stałego poszukiwania, bo po to dostaliśmy rozum.
    Moje ulubione powiedzenie dotyczące granic poznania brzmi następująco: człowiek rodzi się mądry, potem idzie do szkoły – czyli im więcej wiem, tym więcej wiem, jak wiele nie wiem. Albert Einstein powiedział, że mało wiedzy oddala od Boga, dużo sprowadza do Niego z powrotem… To stanowi odpowiedź na wiele problemów. Ilustracją może być przykład relacji dokonanych przez załogi dwóch statków kosmicznych, po powrocie załoga jednego z nich stwierdziła: tam nie ma Boga, drugiego zaś – to jest takie piękne, że mógł to stworzyć tylko Bóg.
    Jestem przekonany, że prawa i to nie tylko fizyczne wyznaczają granice naszej nauki. Czy istnieją tajemnice, których nie chcemy poznać? Uważam, że nie. Kant mówił o dwóch typach metafizyki – metafizyce jako nauce, która nie istnieje i metafizyce, jako naturalnej skłonności, powodującej, że chcemy naruszać tabu. Granice istnieją, ale rozum ludzki posiada naturalną potrzebę, by stawiać pytania, na które nie można odpowiedzieć empirycznie.

  14. Atos 06.11.2017 01:11

    Jeśli w laboratorium prowadzi się badania naukowe, to jak powiedział śp. profesor Stankowski z Instytutu Fizyki Molekularne z Poznania, na chwilę należy zostawić Pana Boga za progiem. Kiedy dochodzi się do pewnej prawdy, czy też dokonuje się jakiegoś odkrycia, można się tym zachwycić i z tego zachwytu jawi się duchowość, sens życia, coś w rodzaju dowodu na istnienie Boga…
    Niestety niesłychanemu wręcz rozwojowi rozwojowi nauki nie wtóruje, rozwój intelektualny społeczeństw, odwrotnie – mnożą się zjawiska negatywne, jak chociażby wtórny analfabetyzm. Jako ludzkość wiemy coraz więcej, natomiast przeciętny człowiek coraz mniej rozumie z otaczającej go rzeczywistości.

  15. MasaKalambura 06.11.2017 06:37

    Może należy się zastanowić gdzie leżą granice poznawcze człowieka. Zdecydowanie jest różnica pomiędzy Nieznanym a Niepoznawalnym. Do pierwszego można a czasem trzeba iść. A drugie może zniszczyć człowieczeństwo i trzeba się go wystrzegać.

    Jest tez zasadnym pytanie czy każdą wiedzę musimy odkrywać sami, czy może jest takie jej Źródło, które pozwala uniknąć niepotrzebnego odkrywania Ameryki po raz kolejny?

    Boże, uchroń mnie od wiedzy zbędnej i szkodliwej.
    Nie pozwól aby pożądanie wiedzy stało się przeszkoda w poznaniu Ciebie, Źródła wszelkiej wiedzy i mądrości najwyższej.

  16. Atos 06.11.2017 19:22

    @Masa.
    Ktoś, kto w celu wyższego poznania, pogardziwszy pracą myślową, chciałby zwrócić się ku innym siłom w człowieku, nie bierze pod uwagę tego, że myślenie jest właśnie najwyższą ze zdolności, które człowiek posiada w świecie zmysłów. Tak więc komuś, kto pyta: Jak można zdobyć wyższą wiedzę nauki duchowej? – należy odpowiedzieć: Zaznajom się najpierw z tym, co mają do zakomunikowania o tej wiedzy inni. A jeśli ktoś taki odrzeknie: Chcę sam zobaczyć, nie interesuje mnie to, co widzieli inni – wówczas należy mu odpowiedzieć: Właśnie przyswajanie sobie treści relacji innych stanowi pierwszy stopień na drodze ku własnemu poznaniu. Ów ktoś może na to powiedzieć: Wtedy jednak zmuszony będę na razie ślepo uwierzyć. W przypadku takiej relacji nie chodzi jednak o wiarę czy niewiarę, a jedynie o wolne od uprzedzeń przyjęcie tego, o czym się dowiadujemy. Prawdziwy badacz duchowy nigdy nie mówi, oczekując, że spotka się ze ślepą wiarą. Myśli zawsze w ten sposób: to przeżyłem w duchowych obszarach bytu i o przeżyciach tych opowiadam. Wie on jednak również, że jeśli inna osoba przyjmie jego przeżycia, a opowieść o nich przeniknie jej myśli, stanowić to będzie dla niej żywą siłę potrzebną dla rozwoju duchowego.
    Tylko ten patrzy właściwie na sprawy, o które tu chodzi, kto pamięta, że cała wiedza o światach duszy i ducha spoczywa na dnie duszy ludzkiej. (…) Nie uświadomiona wiedza wychodzi na spotkanie stwierdzonemu przez kogoś innego faktowi duchowemu. Nie wynika to ze ślepej wiary, lecz jest właściwym działaniem zdrowego ludzkiego intelektu. W zdrowym pojmowaniu powinno się upatrywać o wiele lepszy punkt wyjścia dla samodzielnego poznania świata duchowego niż w wątpliwym mistycznym “zanurzeniu się w sobie” i jemu podobnych doświadczeniach, o których sądzi się często, że są czymś lepszym niż to, co może uznać zdrowy ludzki intelekt, gdy dostarczy mu się wyniki prawdziwych badań duchowych.
    Warunkiem otwarcia się wyższych zmysłów nie jest ślepa wiara, lecz otwarcie się na świat myślowy nauki duchowej. Badacz duchowy wychodzi naprzeciw swemu uczniowi, stawiając jednocześnie wymaganie: w to, co mówię, nie powinieneś wierzyć, lecz powinieneś o tym rozmyślać. Winieneś uczynić to treścią swego własnego świata myślowego, a wówczas moje myśli same sprawią, że poznasz je w ich prawdzie. Oto sposób myślenia badacza duchowego. Daje on bodziec; siła pozwalająca uznać coś za prawdę wypływa z wnętrza osoby przyjmującej. W takim duchu powinno się poszukiwać treści poglądów nauki duchowej. (…)
    Pierwszą cechę, jaką musi rozwinąć w sobie ktoś, kto pragnie dojść do własnego oglądu wyższych faktów. Jest nią bezwzględne, wolne od uprzedzeń oddanie się temu, co objawia ludzkie życie lub świat pozaludzki. Człowiek, który podchodzi do jakiegoś faktu w świecie ze z góry podjętym sądem, wyniesionym ze swego dotychczasowego życia, sądem tym zamyka się przed spokojnym, wszechstronnym działaniem, jakie fakt ów mógłby na niego wywrzeć. Uczeń powinien umieć w każdej chwili uczynić z siebie całkowicie puste naczynie, w które wpłynie obcy świat. Chwilami poznania są tylko te, w których milczy wszelki nasz osąd, wszelka krytyka. (…) Z oddaniem się objawieniom obcego świata jest nieodłącznie związana całkowita bezinteresowność. Zdumiewających odkryć dokona w sobie człowiek, gdy sprawdzi, w jakim stopniu obecne jest w nim owo oddanie. Jeżeli ktoś pragnie wstąpić na ścieżkę wyższego poznania, musi ćwiczyć umiejętność wygaszenia w każdej chwili siebie wraz ze wszystkimi swoimi uprzedzeniami. Tak długo, jak wygasza siebie samego, wpływa weń inne. Jedynie wysoki stopień tego rodzaju bezinteresownego oddania czyni człowieka zdolnym do przyjęcia otaczających go zewsząd faktów duchowych. Zdolność tę można w sobie świadomie rozwijać. Spróbujmy, na przykład, powstrzymać się od wszelkiego osądu w stosunku do ludzi z naszego otoczenia. Usuńmy z siebie miarę, którą zwykliśmy przykładać, miarę tego, że ktoś jest pociągający lub odpychający, głupi lub inteligentny. Spróbujmy zrozumieć ludzi bez niej, takimi, jacy są. Najlepiej można to ćwiczyć na ludziach, wobec których czuje się niechęć. Należy ją z całą mocą stłumić i pozwolić działać na siebie bez uprzedzeń wszystkiemu, co czynią. Lub też, gdy jesteśmy w otoczeniu, które prowokuje nas do tego czy innego sądu, tłumimy go i bez jakichkolwiek uprzedzeń oddajemy się wrażeniom*
    .* To bezstronne, wolne od uprzedzeń oddanie się wrażeniom nie ma nic wspólnego ze „ślepą wiarą”. Nie chodzi o to, by w coś ślepo wierzyć, lecz o to, by żywego wrażenia nie zastępować „ślepym sądem”.

  17. Atos 06.11.2017 19:33

    Dzięki takiemu ćwiczeniu człowiek staje się zdolny do przyjęcia wszystkiego, co go otacza. Do zdolności tej musi jednak dołączyć jeszcze właściwa ocena. Dopóki człowiek skłonny jest przeceniać siebie kosztem otaczającego go świata, zamyka sobie dostęp do wyższego poznania. Ktoś, kto w obliczu każdego zdarzenia bądź rzeczy oddaje się radości lub bólowi, które mu one sprawiają, ceni siebie zbyt wysoko. Od swojej radości i bólu nie dowiaduje się bowiem niczego o rzeczach, a jedynie o sobie samym. Gdy odczuwam sympatię do jakiegoś człowieka, odczuwam zrazu tylko mój stosunek do niego. Jeśli w moim osądzie, w moim zachowaniu uzależniam się wyłącznie od uczucia przyjemności, sympatii, wówczas na pierwszym planie stawiam swą własną osobowość; narzucam ją światu. W świat pragnę włączyć się takim, jaki jestem, samego jednak świata nie chcę przyjąć bez uprzedzeń i pozwolić mu w żywy sposób wyrazić się stosownie do działających w nim sił. Innymi słowy: jestem wyrozumiały tylko dla tego, co odpowiada mojej specyficznej naturze. Wszystko inne odpycham. Dopóki człowiek uwikłany jest w świat zmysłowy, działa w sposób szczególnie odpychający na wszelkie wpływy niezmysłowe. Człowiek uczący się poznania duchowego musi rozwinąć w sobie umiejętność zachowania się wobec rzeczy i ludzi w sposób odpowiadający ich specyficznej naturze, musi uznawać wartość i znaczenie każdej z nich. Sympatii i antypatii, zadowoleniu i niezadowoleniu przypada zupełnie nowa rola. Nie może być mowy o ich wykorzenieniu, o uczynieniu siebie na nie głuchym. Przeciwnie, im bardziej człowiek taki rozwinie w sobie zdolność polegającą na tym, że nie pozwoli on swojemu sądowi oraz czynowi wynikać natychmiast z każdego uczucia sympatii i antypatii, tym subtelniejszą wykształci w sobie zdolność odczuwania. Doświadczy on, że jego sympatie i antypatie przyjmą wyższą formę, gdy okiełzna w sobie tę, w jakiej w nim już istnieją. Nawet rzecz zrazu niesympatyczna posiada ukryte własności; objawi je, gdy człowiek przestanie w swym zachowaniu podążać za egoistycznymi odczuciami. Ktoś, kto rozwinął się w tym kierunku, odczuwa wszystko subtelniej niż inni, ponieważ nie pozwala, by osobowość czyniła go niewrażliwym. Każda skłonność, której człowiek jest ślepo posłuszny, przytępia zdolność widzenia otaczających rzeczy we właściwym świetle. Posłuszni swym skłonnościom, przepychamy się niejako przez otoczenie, zamiast otworzyć się na nie i odczuć je w całej jego wartości.Człowiek, gdy przestanie odpowiadać samolubnym słowem i zachowaniem na każdą przyjemność i ból, sympatię i antypatię, uniezależni się również od zmieniających się wrażeń świata zewnętrznego. Zadowolenie, które odczuwamy z powodu jakiejś rzeczy, natychmiast nas od niej uzależnia. Zatracamy się w niej. Człowiek, który zależnie od zmieniających się wrażeń zatraca, się w przyjemności i bólu, nie może podążać ścieżką poznania duchowego. Przyjemność i ból winien przyjmować ze spokojem i opanowaniem. Wówczas przestanie się w nich zatracać; zamiast tego zacznie je rozumieć. W chwili, gdy oddaję się przyjemności, pochłania ona moje istnienie. Powinienem ją zaś wykorzystać jedynie jako pośrednika w zrozumieniu rzeczy, która mi jej dostarczyła. Nie powinno mi chodzić o to, że dana rzecz sprawiła mi przyjemność: winienem doświadczać przyjemności, a za jej pośrednictwem istoty rzeczy. Przyjemność powinna być dla mnie raczej zwiastunką tego, że w rzeczy obecna jest własność mogąca sprawić przyjemność. Własność tę powinienem nauczyć się rozpoznawać. Jeśli poprzestanę na przyjemności, jeśli pozwolę się jej całkowicie ogarnąć, wówczas tym, co znajdzie swój wyraz w przeżyciu, będę tylko ja sam. Jeśli natomiast przyjemność stanie się dla mnie okazją do poznania właściwości rzeczy, wówczas dzięki temu przeżyciu wzbogacę swe wnętrze. (…)
    Dzięki temu w człowieku rozwija się całkowicie nowe nastawienie do rzeczy. Przedtem pozwalał, by to czy inne jego działanie następowało po tym czy innym wrażeniu tylko dlatego, że wrażenie to cieszyło go lub sprawiało mu przykrość. Teraz natomiast pozwala, by przyjemność i przykrość stały się organami, za pośrednictwem których rzeczy powiedzą mu, jakimi są zgodnie ze swą istotą. Przyjemność i ból przestają być tylko uczuciami i przemieniają się w nim w organy zmysłów, za pośrednictwem których postrzega świat zewnętrzny. Tak jak oko, widząc coś samo, nie podejmuje działania, lecz pozwala działać ręce, przyjemność i ból, o ile wykorzysta się je jako środki poznawcze, nie wywołują niczego w badaczu duchowym, a jedynie odbierać będą wrażenia, dopiero to, czego doświadczy on za pośrednictwem tych uczuć, spowoduje jego działanie. Jeśli człowiek będzie ćwiczyć przeżywanie przyjemności i przykrości w taki sposób, by stały się one “przepuszczającymi” organami, wówczas uczucia te zbudują w jego duszy właściwe organy, dzięki którym otworzy się przed nim świat duszny. (…)
    Dzięki wymienionym cechom poznający może pozwolić działać na siebie – bez zaburzających wpływów ze strony swej własnej osobowości – wszelkiemu bytowi, który znajduje się w jego otoczeniu. Powinien on jednak we właściwy sposób włączyć również siebie w duchowe otoczenie. Jako istota myśląca jest przecież obywatelem świata duchowego. Może nim być we właściwy sposób tylko wtedy, gdy w trakcie poznania duchowego nada swym myślom bieg odpowiadający wiecznym prawom prawdy, prawom krainy ducha. Albowiem tylko w taki sposób kraina ta może na niego działać i objawiać mu swe fakty. Człowiek nie dotrze do prawdy, jeśli zda się jedynie na te myśli, które nieustannie przepływają przez jego „ja”. Myśli takie przyjmują bowiem bieg, jaki narzuca im fakt powstania w obrębie natury cielesnej. Świat myśli człowieka zdającego się na aktywność duchową uwarunkowaną przez jego cielesny mózg jawi się jako nie uporządkowany, chaotyczny i pogmatwany. Jakaś myśl rozpoczyna się w nim, po czym urywa, wypchnięta przez inną. Ktoś, kto uważnie przysłucha się rozmowie dwojga ludzi, kto bezstronnie obserwować będzie siebie samego, wytworzy sobie pewne wyobrażenie o poruszających się niczym błędne ogniki masach myślowych. Dopóki jednak człowiek oddaje się jedynie zadaniom życia zmysłowego, dopóty fakty korygują nieustannie bezładny tok jego myśli. Choćbym myślał nie wiem jak bezładnie, dzień powszedni narzuci moim działaniom prawa odpowiadające rzeczywistości. (.

  18. MasaKalambura 06.11.2017 22:23

    Czy to myślenie jest najwyższą zdolnością zmysłów? Gdy wczytać się w dalszy ciąg powyższego wywodu nasuwa się myśl, że nie myślenie ale czysta i pozbawiona myśli (osądu) percepcja. Ze szczególnym naciskiem na percepcję duchową światów ukrytych dla oczu materii ale otwartych dla oczu duszy.

    Gdyby się przyjrzeć postępowaniu ludzi, myślenie dalej nie jest ich cechą, która przynosi im najwyższa chwałę.
    A i mistrzowie swych profesji wszelakich najlepiej działają dopiero po wyłączeniu myślenia.

    Najwyższą zdolnością zmysłów jest współczucie. Współodczuwanie. I nadawanie uczucia miłości współodczuwającym.
    To komponowanie myśli i słów miłości pełnej mądrości. Oraz działanie pod miłości wpływem.

    A także obserwacja światów stworzonych przez Miłość, z miłości i dla niej.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.

pl Polish
X