Zmierzch silnika spalinowego

Opublikowano: 12.09.2017 | Kategorie: Gospodarka, Nauka i technika, Publicystyka | RSS komentarzy

Wiek XXI będzie wiekiem silnika elektrycznego. Epoka spalinowych kopciuchów dobiega końca…

Bubble Bike – chiński skuter elektryczny.

„Ludzka inwencja… nie znalazła jeszcze mechanicznego procesu zastępowania koni jako napędu pojazdów” – ubolewała francuska gazeta „Le Petit Journal” w grudniu 1893 roku. Jakby dla przekornej riposty, już w lipcu następnego roku zorganizowano bardzo wówczas rozreklamowany wyścig pojazdów bezkonnych na trasie Paryż-Rouen. Wśród 102 kandydatów na finalistów znalazły się pojazdy napędzane parą, benzyną, energią elektryczną, sprężonym powietrzem i hydrauliką. Ostatecznie tylko 21 z nich zakwalifikowało się do wyścigu na dystansie 126 km, który przyciągnął ogromne tłumy widzów. Bezapelacyjnym jego zwycięzcą był silnik spalinowy, który w następnym stuleciu zapanował w transporcie, zrodził wielki przemysł i kompletnie przeobraził świat.

Lecz jego dni są już dziś policzone. Szybki postęp w technologii akumulatorów obiecuje pierwszeństwo silnikom elektrycznym. W Paryżu w 1894 r. żaden samochód elektryczny nie dotarł nawet do linii startowej, częściowo dlatego, że co 30 km potrzebował stacji wymiany baterii. Dzisiejsze samochody elektryczne, zasilane bateriami litowo-jonowymi, radzą sobie o wiele lepiej. Chevy Bolt ma zasięg 383 km; fani Tesli niedawno przejechali Modelem S ponad 1000 km na jednym doładowaniu. Bank UBS twierdzi, że „całkowity koszt posiadania” samochodu elektrycznego już w przyszłym roku zrówna się z benzynowym – aczkolwiek ze stratą dla producenta. Optymistyczne przewidywania mówią, że do 2025 r ​​pojazdy elektryczne osiągną 14% światowej sprzedaży samochodów (obecnie 1%). Inne prognozy są skromniejsze, ale szybko są one korygowane w górę, bo baterie stają się coraz tańsze: w przeliczeniu na kilowatogodzinę koszt spadł z 1000 USD w 2010 roku do 130-200 USD obecnie. Na korzyść samochodów elektrycznych w wielu krajach zaostrza się również przepisy. W czerwcu Wielka Brytania dołączyła do listy krajów wymagających aby do roku 2050 wszystkie nowe samochody miały zerową emisję spalin. Samo przejście z paliwa i tłoków na akumulatory i silniki elektryczne prawdopodobnie nie potrwa długo. Na całym świecie mówi się już głośno o rychłej śmierci silnika spalinowego – a takie wieści będą coraz milej widziane w różnych środowiskach.

Warto bowiem sobie uzmysłowić jak głęboko silnik spalinowy wpłynął na kształt współczesnego życia. Cały bogaty świat został przebudowany „pod pojazdy silnikowe”, z ogromnymi inwestycjami w sieci drogowe i przedmieścia wraz z ich centrami handlowymi i przydrożnymi restauracjami. W USA około 85% pracowników dojeżdża do pracy samochodem. Przemysł samochodowy był również generatorem rozwoju gospodarczego i ekspansji klasy średniej w powojennej Ameryce i gdzie indziej. Obecnie na drogach świata jeździ około 1 miliarda samochodów i prawie wszystkie są zasilane paliwami kopalnymi. Chociaż przez większość czasu większość z nich stoi bezczynnie, samochody w Ameryce mają łącznie taką moc, że mogą wytwarzać dziesięć razy więcej energii niż jej elektrownie. Silnik spalinowy jest najsilniejszym silnikiem w historii.

Ale elektryfikacja mocno namieszała w branży motoryzacyjnej. Najlepsze marki są oparte na wyspecjalizowanym dziedzictwie inżynieryjnym – zwłaszcza w Niemczech. W porównaniu do istniejących pojazdów spalinowych, samochody elektryczne są znacznie prostsze w konstrukcji i mają mniej skomplikowanych części do montażu; są bardziej jak komputery na kołach. Oznacza to, że potrzebują mniej pracowników, aby je poskładać i mniej systemów zależnych od specjalistycznych poddostawców. Robotnicy w fabrykach, które nie robią samochodów elektrycznych, martwią się, że pójdą na bruk. Ponieważ w samochodach elektrycznych dużo mniej może się popsuć, zmniejszy się także rynek napraw, spadnie popyt na usługi mechaników samochodowych i sprzedaż części zamiennych. O ile dzisiejsi producenci samochodów borykają się z kosztownym balastem starych fabryk i magazynów, oraz z nadmiernym zatrudnieniem, to nowi producenci – samochodów elektrycznych – nie będą mieli tych problemów. Marki premium będą wyróżniać się przez stylistykę i obsługę, ale producenci masówki będą konkurować przede wszystkim niskimi kosztami.

Zakładając oczywiście, że ludzie w ogóle nadal będą chcieli mieć samochody. Napęd elektryczny, wraz z technologią self-driving (bez kierowcy), może oznaczać, że własność aut będzie w dużej mierze zastępowana przez „transport jako usługę”, w którym floty samochodów oferują dojazdy na żądanie. W najbardziej skrajnych szacunkach może to zmniejszyć cały przemysł i park samochodowy nawet o 90%. Duża liczba takich najemnych, samojezdnych samochodów elektrycznych pozwoliłaby miastom na rezygnację z parkingów (do 24% powierzchni w niektórych miejscach) np. pod nowe domy albo tereny zielone a ludziom pozwoliłaby dojeżdżać z daleka nie przerywając snu, co można by porównać do suburbanizacji à rebours.

Nawet jednak bez masowego przejścia na bezpieczne, samojezdne pojazdy, napęd elektryczny zapewni ogromne korzyści dla środowiska i zdrowia. Ładowanie baterii samochodowych z centralnych stacji i elektrowni jest o wiele bardziej efektywne energetycznie niż spalanie paliwa w oddzielnych silnikach. Zdaniem amerykańskiej Rady Ochrony Środowiska juz obecnie istniejące samochody elektryczne redukują emisję CO2 o 54% w porównaniu do benzynowych. Liczba ta wzrośnie, gdy samochody elektryczne staną się wydajniejsze, a sieci – bardziej ekologiczne. Lokalne zanieczyszczenie powietrza również spadnie. Światowa Organizacja Zdrowia mówi, że jest ono największym zagrożeniem dla środowiska naturalnego, które przyczynia się do 3,7 mln zgonów rocznie. W jednym z badań stwierdzono, że rocznie emisje spalin samochodowych zabijają 53 000 Amerykanów, w porównaniu do 34 000, którzy giną w wypadkach drogowych.

No i kwestia ropy naftowej. Około dwie trzecie ropy naftowej w Ameryce zużywa się na drogach, a z pozostałej części dużo stanowią produkty uboczne rafinacji ropy naftowej przy produkcji benzyny i oleju napędowego. Przemysł naftowy nie jest pewien, kiedy spodziewać się szczytowego zapotrzebowania, po którym zacznie się już tylko spadek. Royal Dutch Shell mówi, że może to być niewiele więcej niż za dziesięć lat. Ta perspektywa będzie ważyć na cenach paliw już na długo przedtem. Ponieważ nikt nie chce pozostać z bezużyteczną ropą pod ziemią, nie będzie wielu nowych inwestycji, szczególnie w obszarach o wysokich kosztach wydobycia, takich jak Arktyka. Natomiast obecni producenci, tacy jak Arabia Saudyjska, dysponujący olbrzymimi rezerwami, którzy mogą łatwo i tanio zwiększyć ich wydobycie, znajdą się pod presją, aby pompować na maksa, zanim będzie za późno: Bliski Wschód będzie miał nadal znaczenie, ale znacznie mniejsze niż dawniej. Chociaż nadal będzie rynek gazu ziemnego, który przyczyni się do generowania mocy w elektrowniach dla wszystkich tych samochodów elektrycznych, to niestabilne ceny ropy popędzać będą te kraje, które zależą od dochodów z węglowodorów, aby zawczasu zapełnić swoje skarbce i rezerwy. Kiedy skończy się naftowa obfitość, zwłaszcza na Półwyspie Arabskim, zaostrzy się walka o władzę i frustracje społeczne. Natomiast w takich krajach naftowych jak Angola, Nigeria albo Wenezuela, gdzie ropa była często korupcyjnym przekleństwem, rozproszenie siły ekonomicznej może przynieść korzystny efekt.

W międzyczasie narasta walka o lit potrzebny do akumulatorów. Cena węglanu litu wzrosła z 4 000 USD za tonę w 2011 roku do ponad 14 000 USD obecnie. Wzrasta też zapotrzebowanie na kobalt i pierwiastki ziem rzadkich dla silników elektrycznych. Lit jest używany nie tylko do napędzania samochodów: również zakłady energetyczne potrzebują olbrzymich baterii do przechowywania energii, gdy popyt na nią jest słaby i uwalniania jej rezerw w szczycie zapotrzebowania. Czy to wszystko sprawi, że Chile – dziś czołowy producent węglanu litu – stanie się nową Arabią Saudyjską? Niezupełnie, ponieważ samochody elektryczne nie zużywają litu fizycznie. Stare baterie litowo-jonowe z samochodów mogą być przecież ponownie wykorzystane w sieci energetycznej, a następnie dalej poddawane recyklingowi. Lit nie przepada.

Silnik spalinowy dobrze się spisał na drogach – i nadal może dominować w żegludze i lotnictwie jeszcze przez kilkadziesiąt lat. Ale na lądzie silniki elektryczne wkrótce zapewnią większą swobodę i wygodę w sposób oszczędny i czyściej. Ponieważ przełom w samochodach elektrycznych odwraca dotychczasową tendencję w bogatym świecie ku zmniejszeniu zużycia energii elektrycznej, decydenci będą musieli trochę tu szczęściu pomóc, zapewniając wystarczającą moc wytwórczą elektrowni – pomimo załamania się systemu regulacji w wielu krajach. Mogą też być potrzebne nowe zasady i normy dotyczące publicznych stacji ładowania oraz recyklingu baterii, silników, a także ziem rzadkich i innych elementów na składowiskach odpadów. No i będą musieli poradzić sobie z zamieszaniem, gdy stare fabryki trzeba będzie zamknąć i skurczy się podaż miejsc pracy.

Samojezdne samochody elektryczne w XXI wieku prawdopodobnie zmienią świat w sposób głęboki i nieoczekiwany, podobnie jak pojazdy napędzane silnikami spalinowymi zrobiły to w XX wieku. Ale będzie to wyboista droga pod górę.

Autorstwo: Bogusław Jeznach
Źródło: NEon24.pl

TAGI: ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU: Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

11 komentarzy

  1. Stanlley 12.09.2017 13:32

    Spojrzenie z drugiej strony, bez subsydiów pojazdy elektryczne nie mają szansy bytu : http://niewygodne.info.pl/artykul8/03951-Auta-elektryczne-czyli-sztucznie-dmuchana-banka.htm

    „W porównaniu do istniejących pojazdów spalinowych, samochody elektryczne są znacznie prostsze w konstrukcji i mają mniej skomplikowanych części do montażu; są bardziej jak komputery na kołach. ” Bzdura… ale skoro nie bzdura to dlaczego taki Nissan Leaf, pierdzikółko którym można przejechać niecałe 100KM w praktyce – kosztuje tyle co BMW Seria 1 – no Seria 1 jest tańsza…. a przecież przy takim porównaniu Leaf to pierdzikółko…

  2. lboo 12.09.2017 14:09

    @Stanlley: Z linku który podałeś:
    „produkcja jednej tylko baterii do elektrycznego samochodu może generować ilość CO2 zbliżoną do 8 lat jazdy autem z silnikiem diesla”
    A ile lat trzeba by tym dieslem jeździć żeby wyprodukował tyle CO2 ile wygenerowała jego produkcja?
    Myślę że produkcja samochodu spalinowego i elektrycznego wygeneruje podobną ilość CO2. Pomijając to że bzdurą jest przeliczanie tego na CO2, istotniejszym było by wyznaczenie jakiegoś współczynnika zużycia zasobów i zanieczyszczenia środowiska.
    Nie wiem czy porównywałeś kiedyś budowę ślinika spalinowego i elektrycznego, po takiej analizie raczej nie miałbyś wątpliwości który jest bardziej skomplikowany.

    Teraz promuje się samochody elektryczne, bo ktoś tak zadecydował i możemy narzekać że spalinowe będą sukcesywnie redukowane, albo cieszyć się z tego co daje transport elektryczny. Bez względu na nasz stosunek do tego, skoro tak zadecydowano to pewnie tak będzie.

    „dlaczego taki Nissan Leaf, pierdzikółko którym można przejechać niecałe 100KM w praktyce – kosztuje tyle co BMW Seria 1 ”

    Bo ktoś jest w stanie tyle za takiego Leafa zapłacić. Technologia produkcji elektryków nie osiągnęła jeszcze skali masowej, to cięgle raczej prototypy w fazie testowania. I stąd różnice w cenie.

    Ja tam się cieszę że będzie więcej elektryków, pomimo ze i spalinowym lubię pojeździć to kwestia cichszych i czystszych miast jest dobrym argumentem. Przy okazji walki z pojazdami spalinowymi prawdopodobnie zredukują też w ogóle ilość pojazdów w dużych miastach i stąd też ceny elektryków muszą być wyższe niż spalinowych.

  3. MarcinL 12.09.2017 14:20

    Zrobić zakaz kupna i sprzedaży aut spalinowych w Polsce, doładowałoby to Polskie firmy zajmujące się pojazdami elektrycznymi, odcięłoby zachód od Polskiej rzeki pieniędzy wydawanych na samochody i przerzuciłoby to do Polskiej gospodarki. Masowo pojawiłyby się stacje ładowania po całym kraju i technologia baterii i silników by się szybko rozwijała co mogłoby nas popchnąć na światowego lidera pojazdów elektrycznych. Nie mówiąc już jak bardzo by się to przysłużyło jakości powietrza na śląsku i w małopolsce.

  4. agama 12.09.2017 14:29

    „dlaczego taki Nissan Leaf, pierdzikółko którym można przejechać niecałe 100KM w praktyce – kosztuje tyle co BMW Seria 1 ”

    ostatni research google to chyba z 2010 r.? Bo na dziś ani 1 z tych rzeczy nie jest aktualna…..

  5. Stanlley 12.09.2017 15:17

    @agama – jak nie jest? Nisslan Leaf obecnie kosztuje https://www.nissan.pl/pojazdy/nowe-pojazdy/leaf/cena-specyfikacje.html

    BMW : https://www.bmw.pl/pl/all-models.html jest o 10kzł tańsze…

  6. lboo 12.09.2017 16:29

    @MarcinL: „Zrobić zakaz kupna i sprzedaży aut spalinowych w Polsce, doładowałoby to Polskie firmy zajmujące się pojazdami elektrycznymi”

    No to jeszcze wyjaśnij jak wytłumaczysz przeciętnemu Kowalskiemu że jak zepsuje się jego styrany samochód to będzie musiał wydać 50-100 tys za elektryka zamiast 5-10 tys za używkę z zachodu żeby kupić samochód który jest mu potrzebny do wykonywania jego pracy za którą dostanie 2tys miesięcznie.

    Moim zdaniem pierwsze wejdą elektryki na zachodzie, bo ich po prostu na to stać, a my musimy jeszcze przez jakiś czas utylizować te stare spalinowe które będą wycofywać z zachodu.

  7. Szwęda 12.09.2017 17:43

    Dopóki głównym źródłem energii elektrycznej będą paliwa kopalne, dopóty nawet elektryczne pojazdy będą de facto pojazdami spalinowymi.

  8. Radek 12.09.2017 18:32

    @Swęda. Tak, ale lepiej jak trują w jednym miejscu, a nie na każdej ulicy. Poza tym łatwiej jest kontrolować emisję kilku elektrowni, niż tysięcy samochodów.

  9. Collega 13.09.2017 07:53

    A mnie ciekawi jaki będzie komfort jazdy takim elektrykiem w srogą zimę w wielokilometrowych korkach.
    Osobiście wolałbym, by postawili na hybrydy.

  10. Admin WM 13.09.2017 09:05

    Wolałbym by postawili na silniki na sprężone powietrze (wymyślił Polak ok. 1870 r.). Nawet nad takimi pracują w Hiszpanii, ale nie wiadomo czy im coś z tego wyszło.

    https://wolnemedia.net/samochody-na-sprezone-powietrze/

    Ewentualnie na wodorowe. Bo z elektrycznymi jest ten problem, że akumulatory są nieekologiczne i na wielką skalę mogą rodzić większe problemy niż silniki spalinowe.

  11. Stanlley 13.09.2017 11:19

    @Collega W zimę zasięg elektryka spada o połowę (takiego opartego na li-on). Dlatego sensowniejsze jest paliwo wodorowe albo (w co jakoś nie wierzę by się ziściło) na sprężone powietrze. Ale skolei teraz powietrze jest używane jako nośnik energii przez niektóre elektrownie – gdy prądu nie potrzeba to jest pompowane do ogromnych zbiorników (np jaskiń) a w okresie szytowego zapotrzebowania na energię napędza dodatkowe turbiny.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.