Liczba wyświetleń: 2858
Benzyna nie będzie po 5,19 zł za litr. Premier Donald Tusk nie ma takiej władzy nad rynkiem, jaką obiecywał. Jednak dlaczego rosną ceny gazu i energii elektrycznej, skoro ich ceny na rynku hurtowym spadły do poziomu z 2021?
Od kilku tygodni toczy się dyskusja na temat wysokich cen paliw oraz zapowiedzianych przez rząd podwyżek cen energii elektrycznej i gazu dla odbiorców detalicznych. Dyskusja jest szczególnie gorąca, gdyż w okresie przedwyborczym Donald Tusk zapowiedział, że jak dojdzie do władzy, to benzyna będzie po 5,19 zł za litr. Donald Tusk sprawuje władzę już 4 miesiące. Jednak teraz twierdzi, że nie ma wpływu na ceny benzyny.
Inaczej przedstawia się sytuacja na rynku energii elektrycznej. W przeciwieństwie do cen ropy, prąd na rynku hurtowym kosztuje coraz mniej (tyle, co w 2021 roku). Jednak minister klimatu Paulina Henning-Kloska, zapowiedziała dalszą podwyżkę jego ceny maksymalnej. Urosną również opłaty za dystrybucję energii elektrycznej. Wspominaliśmy o tym w kwietniu.
Pani minister w celu zmniejszenia obciążeń dla wybranych grup społecznych chce wprowadzić bon energetyczny. Ma być on przeznaczony dla najuboższych.
Okazuje się, że jego wprowadzenie jest praktycznie niewykonalne, gdyż może zablokować on prace w samorządach. Nie są przygotowane na niego pod względem logistycznym i finansowym. Zarówno rząd jak i samorządy nie mają na niego pieniędzy. Wygląda więc na to, że koncepcja bonu energetycznego pozostanie na papierze. Nie osłodzi on bólu związanego z podwyżkami cen prądu. Nam pozostaje cieszyć się, że wyniosą one około 30%. Gdyby rząd był bardziej bezwzględny, to mogłyby one urosnąć o 100%.
Jakby tego było mało, monopolista na rynku gazu PGNiG zapowiedział znaczącą podwyżkę cen gazu dla odbiorców detalicznych. Informuje on o wzroście opłat za gaz o 50-60% od lipca. Zaskoczenie jest tym większe, że ceny gazu na rynkach hurtowych są blisko poziomów z końca 2020 roku. Zdecydowanie niżej niż w ubiegłym roku. Podobnie jak w przypadku cen prądu, podwyżki uzasadniane są m.in. wyższymi opłatami za dystrybucję.
Monopolista może więcej, a rząd nie będzie narzekał na większe wpływy do spółek, w których siedzą jego reprezentanci. Zawsze można obarczyć winą Obajtka lub PiS. Dlaczego jednak wobec ogromnej skali podwyżek cen prądu i gazu milczą zarówno Urząd Regulacji Energetyki, jak i Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów?
Ponad rok temu kwestią braku obniżek cen gazu dla odbiorców końcowych, mimo spadających cen na rynku hurtowym, zajęły się media i obecny Minister Finansów Andrzej Domański. Na portalu „X” minister pisał: „Trwa potężna przecena gazu na rynkach – już 60 euro (282 zł) za MWh. To 31% niżej niż w przededniu wojny i 81% niżej niż w sierpniu. Tymczasem w cenniku Orlenu dla biznesu nadal… 793 zł. Firmy padają, ludzie tracą pracę, a Orlen wesoło „robi wyniki””.
Minęło półtora roku. Ceny gazu na rynkach są niższe. My jednak będziemy płacili więcej. Firmy padają, ludzie tracą pracę, Orlen wesoło „robi wyniki”, a minister Domański milczy.
Autorstwo: MTC
Źródło: FaktyiAnalizy.info
Rozwalanie kraju i ludzi trwa…zgodnie z wytycznymi globalistów…
Dlaczego, dlaczego, dlaczego – unijny Pan każe, sługa musi. Proste.
Cała Europa ugotowana jak ta przysłowiowa żaba, USA zadłużone na maxa, z Kanadyjczyków również robią wariatów. Ciekawe co się dzieje w Australii, bo tam za covidiozy też zrobili dom wariatów.