Ukropolska, czyli jak zlikwidować polską państwowość

Opublikowano: 15.06.2022 | Kategorie: Polityka, Publicystyka

Liczba wyświetleń: 1504

W ciągu kilku dni okazało się, że narracja rosyjska powtarzająca w ostatnich miesiącach wątek o rzekomych rewizjonistycznych intencjach Polski w stosunku do części terytoriów obecnej Ukrainy nie jest może do końca prawdziwa, lecz jednak ma pewne podstawy. Okazuje się, że w Warszawie wprawdzie nie myślą o powrocie dawnych Kresów do Rzeczypospolitej, lecz zastanawiają się faktycznie nad powołaniem nowego tworu państwowego (związkowego?, federacyjnego?) lub bloku integracyjnego o nader skromnym, zaledwie dwupaństwowym składzie.

Federacja według Budzisza

Marek Budzisz, historyk, ale przede wszystkim publicysta piszący dziś dla prorządowych mediów, obszar postradziecki zna w miarę dobrze. Ciekawostka: jeszcze w latach 1990. zdarzało mu się publikować również na łamach „Myśli Polskiej” i wydawał się bliższy tradycjom narodowo-demokratycznego realizmu politycznego. Nie sposób oskarżać go o ignorancję, w przeciwieństwie do think-tanku Strategy&Future, efekciarskiego i intelektualnie nad wyraz płytkiego pseudogeopolityka Jacka Bartosiaka, z którym współpracuje. Tym bardziej, tezy prezentowane w sprawie stosunków polsko-ukraińskich przez Budzisza brzmią dość zaskakująco. I każą zastanowić się poważnie nad źródłami inspiracji jego publikacji.

„Potrzebne są w związku z tym, i o ich podjęcie apeluję, odważne decyzje, wytyczające linię naszych działań na dziesięciolecia. Tak jak w maju 1950 Robert Schumann i Jean Monnet opracowali plan polityczny, który siedem lat później doprowadził do powstania pierwszych organizacji dających początek Unii Europejskiej, tak i my winniśmy zacząć myśleć o deklaracji ideowej zapowiadającej powołanie polsko – ukraińskiego państwa federacyjnego, które może ziścić się za lat 10, ale już dziś powinno porządkować naszą i ukraińską politykę” – czytamy w tekście Budzisza (M. Budzisz, Pora na postawienie kwestii polsko-ukraińskiego państwa federacyjnego. Potrzebne są odważne decyzje, wPolityce.pl).

Wcześniej autor przywołuje jedną z ostatnich wypowiedzi byłego prezesa ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej, obecnie opozycyjnego parlamentarzysty, Wołodymyra Wiatrowicza. Wiatrowicz wyraźnie wskazuje w niej, że nie zamierza odcinać się od tożsamości budowanej w oparciu o kult Stepana Bandery i tradycji ukraińskiego nacjonalizmu. Z incydentu z maja 1946 roku, gdy oddziały UPA wespół z grupą polskich tzw. żołnierzy wyklętych, dokonały napadu na Hrubieszów, w którym zginęli również nieuzbrojeni działacze lokalni Polskiej Partii Robotniczej, czyni symbol polsko-ukraińskiej współpracy. Budzisz Ukraińcowi przyklaskuje. I pisze wprost o powołaniu wspólnego, polsko-ukraińskiego państwa, choć nie proponuje dlań żadnej nazwy.

Brak entuzjazmu

W mediach szeroko rozumianej prawicy mglista, wyglądająca bardziej na balon próbny i swoistą wrzutkę, propozycja Marka Budzisza entuzjazmu nie wzbudziła. Bez przekonania wypowiedzieli się również autorzy piszący dla mediów sowicie wspieranych przez kontrolowane przez partię rządzącą spółki skarbu państwa.

O zagrożeniach wynikających z pomysłu Budzisza pisali m.in. publicyści tygodnika „Do Rzeczy”, lokującego się ostatnio na stanowisku umiarkowanie realistycznym. Inni, nie bez racji, zwracali uwagę, że tezy o federacji polsko-ukraińskiej stanowią potwierdzenie narracji i przestróg płynących z Moskwy, przede wszystkim skierowanych do Ukraińców. „Państwo federalne z punktu widzenia prawa międzynarodowego staje się czymś całkowicie nowym, więc stanęłaby kwestia naszego dalszego członkostwa w UE i NATO. Jeśli ktoś sądzi, że da się Ukrainę wciągnąć do tych organizacji kuchennymi drzwiami poprzez federację z Polską, to po prostu nie wie, co mówi” – zwrócił również dość przytomnie uwagę na łamach „Rzeczpospolitej” (Groźne wizje federacji, rp.pl) Łukasz Warzecha, wyrastający dziś wśród publicystów głównego nurtu na jednego z najważniejszych przedstawicieli umiarkowanego realizmu. Warzecha, być może zupełnie niepotrzebnie, podjął tym samym próbę rzeczowej polemiki z tekstem pozbawionym jakiejkolwiek argumentacji merytorycznej.

Budzisz, wywołany do odpowiedzi, popełnił błąd jeszcze większy niż w pierwotnym dyskutowanym tekście. Najpierw przekonuje, że konflikt rosyjsko-ukraiński wkrótce ulegnie zamrożeniu (wbrew większości opinii analityków wojskowych), by po chwili stwierdzić, że „w interesie Polski leży w najbliższych latach pogłębienie współpracy wojskowej i politycznej z Kijowem po to aby razem przygotować się na odmrożenie konfliktu”. Krótko mówiąc, Budzisz uznaje, że wojna z Rosją leży w interesie Warszawy. Dlaczego? Bo Polska stoi na drodze interesów Moskwy w Europie.

Czy odnajdziemy tu jakąkolwiek logikę? Raczej nie. Przecież znacznie prostsze byłoby uzgodnienie interesów i znalezienie wspólnych ich obszarów. Ale to Budziszowi już do głowy nie przychodzi. Chce wojny, chce krwi, tym razem również polskiej. Dalej podaje przykłady udanych projektów federacyjnych w Europie, wykazując się totalną ignorancją; pisze o Niemczech, czyli państwie homogenicznym językowo, a następnie odlatuje w kierunku Hiszpanii i Wielkiej Brytanii, które federacjami nie są i wie o tym przeciętnie dobry uczeń w liceum.

Związek według Dworczyka

Wypowiedzi Budzisza to publicystyka. Wkrótce pojawił się jednak wywiad czołowych propagandzistów PiS, braci Karnowskich, z szefem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, Michałem Dworczykiem („Oś warszawa-Kijów? Wielu zrobi wszystko, by to zniszczyć”, „Sieci”, 6-12.06.2022). W nim właśnie istotny przedstawiciel polskiego rządu w zasadzie podziela koncepcję publicysty wPolityce.pl, nieco tylko inaczej ją określając. Mówi zatem o „osi” oraz „związku” obu krajów. Przede wszystkim podkreśla jednak, że rozmowy Kijowa z Warszawą w tej sprawie toczyły się od dawna. I zaznacza, że owa egzotyczna, proponowana przez rząd PiS oś ma wielu przeciwników. W pierwszym rzędzie, Rosję, ale też kontynentalną Europę, w tym wiodące kraje Unii Europejskiej – Niemcy i Francję. Dworczyk wpisuje się zatem w plan wprowadzenia za pomocą jakiejś formy unii z Polską Ukrainy do UE. Zapomina przy tym przyznać, że geopolityczne zainteresowanie wbiciem klina w przestrzeń pomiędzy Rosją (Eurazją) a Niemcami (Europą) wykazują przede wszystkim Anglosasi. W jego wypowiedziach nie pojawia się ani jedno pragmatyczne uzasadnienie dla romansu z Kijowem.

Jedynym elementem mającym jednoczyć Warszawę z Kijowem ma być walka z Moskwą. I to właśnie ten cel mając na względzie, należy – zdaniem Dworczyka – zaakceptować fakt neobanderowskiej tożsamości współczesnej Ukrainy. Do tego wątku tożsamościowego Dworczyk dodaje kult neonazistów z Mariupola i „bohaterów” z Wyspy Węży, którzy – co przyznał sam Kijów – po prostu poddali się i trafili do niewoli rosyjskiej, choć Wołodymyr Zełeński zdążył im już wręczyć pośmiertne odznaczenia. Szef kancelarii premiera operuje zatem w świecie mitów, na czele z mitem najbardziej absurdalnym: dogmatem, że Rosja, prędzej czy później, zaatakuje militarnie Polskę. Powstaje wrażenie, że aby ta ostatnia prognoza miała szansę się sprawdzić, polskie władze gotowe są na bardzo wiele, na czele z integracją z Kijowem.

Ukraiński balast czy nowy Izrael?

Obecny prezes Fundacji im. Stefana Batorego, Edwin Bendyk, w wywiadzie dla „Krytyki Politycznej” („Ukraina: słabe państwo inaczej niż dotąd zdefiniowało źródło siły”, krytykapolityczna.pl) przypomina, że w otoczeniu Zełeńskiego pojawił się pomysł, by po wojnie Ukraina stała się „nowym Izraelem”. Nie chodzi przy tym o zmiany jej składu narodowościowego. Rzecz w ustroju, który Bendyk określa mianem „demokracji zmilitaryzowanej”, a większość politologów nazwała by tradycyjnym terminem autorytaryzmu. Jeśli powstałby nowy „Izrael”, pojawiliby się też nowi „Palestyńczycy”. Byliby nimi prawdopodobnie Rosjanie, których prześladowania nabrałyby charakteru systemowego. A na to, nie miejmy wątpliwości, Moskwa nie może sobie pozwolić.

Wróćmy jednak do rojeń o wspólnej, polsko-ukraińskiej państwowości. Nie miejsce tu na szczegółową analizę pomysłu pod kątem geopolitycznym, prawnomiędzynarodowym czy ekonomicznym. Warto jednak pamiętać, że w szeregu dziedzin, w hipotetycznym związku Warszawy z Kijowem, to Ukraińcy zyskaliby rolę jednoznacznie dominującą, choć oba człony proponowanej federacji byłyby z kolei zewnątrzsterowne, całkowicie kontrolowane przez anglosaskich koordynatorów obecnego planu destabilizacji kontynentu europejskiego.

Wszelkie rozważania wypadałoby zacząć od trzeźwej oceny perspektyw przebiegu toczącej się wojny. Wbrew propagandowym zaklęciom strony ukraińskiej i przyklaskujących jej mediów głównego nurtu w Polsce, to Federacja Rosyjska jest dziś zwycięzcą toczącego się konfliktu. Buńczuczne twierdzenia polskiej klasy politycznej o tym, że polskie firmy będą odbudowywały Charków mogą mieć niewiele wspólnego z rzeczywistością, bo wydaje się dużo bardziej prawdopodobne, że miasta i regiony wschodniej Ukrainy odbudowywać będą firmy rosyjskie.

Wystarczy chłodno i bez emocji rzucić okiem na publikowane regularnie mapy przedstawiające sytuację na frontach. Okrojenie terytorium Ukrainy i oderwanie od niej najbardziej rozwiniętych przemysłowo i najgęściej zaludnionych obwodów na wschodzie sprawi niewątpliwie, że jakakolwiek współpraca z kadłubową, powojenną formułą quasi-państwa ukraińskiego stanie się balastem nie do udźwignięcia nie tylko przez Polskę, ale nawet przez całą Unię Europejską. Anglosasi zainteresowani mogą być wyłącznie eksploatacją zasobów, a z pewnością nie rekonstrukcją zapóźnionego cywilizacyjnie zakątka Europy Wschodniej.

Ćwiczenia z braku logiki

Gdyby jednak jakimś cudem okazało się, że Kijów przetrwa w obecnej (zredukowanej o ok. 100 tys. kilometrów kwadratowych) formule terytorialnej, nadal aktualnym pozostanie podstawowe, niezwykle logiczne pytanie o sens jakiegokolwiek związku państwowego (federacji) osi Polski z tym krajem. Zwolennicy utopijnego neojagiellonizmu mają z tym wyraźny kłopot. Cała ich argumentacja sprowadza się właściwie do niezachwianej wiary w dogmat o wrogich zamiarach Rosji wobec Polski, niechybnym zbrojnym konflikcie z naszym największym wschodnim sąsiadem. Dogmat potwierdzać ma obecna interwencja Moskwy na Ukrainie. I nikt nie zadaje sobie trudu, by zapytać: na ile usytuowanie i geopolityczne znaczenie Ukrainy ma cokolwiek wspólnego z pozycją Polski, choć przecież wystarczyłoby wrócić do lektury doskonale w Polsce znanych prac Zbigniewa Brzezińskiego, by dostrzec fundamentalną różnicę.

Realistyczne ujęcie planów likwidacji obecnej państwowości polskiej – a tym przecież byłaby unia z Kijowem – każe również zapytać o układ sił w ewentualnej federacji. W sferze kapitałowej Ukraina, ze swoim zasobem oligarchicznym, jest od Polski, zdominowanej przez kapitał międzynarodowy, znacznie silniejsza. Wystarczy przypomnieć, że w polskie huty, stocznie i zakłady przemysłowe inwestowali właśnie Ukraińcy, a nie na odwrót. Demograficznie, mamy do czynienia z narodami o mniej więcej podobnej liczebności (populacja Ukraińców na świecie szacowana jest na ok. 45 mln, Polaków – na 50 mln), przy czym tożsamość ukraińska budowana jest na pobudzeniu etnonacjonalistycznym, jak w przypadku każdego, konstruowanego odgórnie etnosu.

Ma zatem więcej cech ekspansywnych i dynamizmu od tożsamości polskiej. Wizerunkowo, Ukraina jest dziś w centrum uwagi świata zachodniego, mogąc dzięki temu liczyć na wyraźne preferencje zewnętrzne w przypadku hipotetycznej federacji. Militarnie, Kijów jest dziś wciąż uzbrojony po zęby, a Polska – przekazując mu kolejne partie sprzętu wojskowego – ulega demilitaryzacji. W sferze bezpieczeństwa Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), realizująca program szeroko zakrojonych represji, w tym motywowanych politycznie zabójstw, zdominowałaby całkowicie nieporadne służby polskie.

Finis Poloniae a la Kaczyński?

Warto przeprowadzić nieco szerszą i bardziej wnikliwą analizę możliwych skutków federacji (osi) z Ukrainą. Już dziś można jednak jednoznacznie stwierdzić: to formuła skrajnie dla bytu narodowego Polaków niebezpieczna, oznaczająca w praktyce likwidację państwowości polskiej.

„Kaczyzm umiłował Drugą RP – państwo autorytarne (choć nieudolne) – jako ideał, wedle którego należy rekonstruować obecną Polskę. Sam Prezes przymierza się do roli Dziadka, packa na muchy zastąpiła mu buławę marszałkowską. Karol Marks mówił, że historia się powtarza: to, co po raz pierwszy jawiło się jako tragedia, po raz drugi wynurza się jako farsa. Polska międzywojenna w sposób tragifarsowy powieliła w 1939 roku upadek Pierwszej Rzeczpospolitej – nikt z przywódców RP, łącznie z naczelnym dowódcą Rydzem-Śmigłym, gdy gremialnie czmychali szosą zaleszczycką, nie zasługuje, by zestawić ich szczurzy pęd z tragiczną wielkością Kościuszki z jego okrzykiem ‘finis Poloniae’. A skoro tak, to jakąż groteskę stanowi Polska pisowska, usiłująca naśladować Drugą RP?” – pytał niedawno retorycznie prof. Jarosław Bratkiewicz, były dyplomata i krytyk jagiellonizmu w różnych jego odsłonach.

Jest gorzej. Pomysły federacyjne oznaczają nie tylko groźbę unicestwienia Polski poprzez wciągnięcie jej do konfliktu z mocarstwem. Stanowią de facto pomysł na likwidację państwowości polskiej na własne życzenie. Dlatego dziś, jak nigdy, potrzebujemy racjonalnej realistycznej wizji geopolitycznej Polski piastowskiej, którą będzie można przeciwstawić rojeniom zwolenników walki z Moskwą do ostatniego Polaka.

Autorstwo: Mateusz Piskorski
Źródło: MyslPolska.info

19

TAGI: , , ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.