To tylko pies

Opublikowano: 09.02.2020 | Kategorie: Publicystyka, Społeczeństwo, Wierzenia

Liczba wyświetleń: 1730

„Dorobiono tu ideologię. To atak na księdza” – powiedział duchowny, który porzucił swojego psa, o innym duchownym, który tego samego zwierzaka niemal zagłodził.

Atos był „tylko psem”, dlatego ksiądz Mieczysław nie wpuszczał go do domu. Zwierzę było początkowo trzymane w kojcu, a potem biegało samopas po wsi. Duchowny wyjaśniał, że Atos nie był członkiem jego rodziny, dlatego nie miał wstępu za próg. Wielka to szkoda, bo przecież rodzinne życie duchowieństwa z reguły do najciekawszych nie należy, a więc towarzystwo psiaka mogło księdzu Mietkowi nieco osłodzić trudy samotności. No chyba, że samotność mu jednak nie doskwierała. Tak czy inaczej – ksiądz nazywał Atosa swoim „przyjacielem”, co rodzi pytanie – czy taki sam los spotyka również innych jego przyjaciół? Czy oni również warują na parafialnych wycieraczkach?

Była to chyba zresztą dość szorstka przyjaźń, bo kiedy ksiądz Mietek w ubiegłym roku zakończył posługę kapłańską w podlubelskich Łubkach, swojemu następcy obok mebli, sprzętu RTV/AGD i całej parafialnej infrastruktury, pozostawił również sędziwego psa. Powiadał, że w nowym miejscu nie miał warunków do trzymania zwierzaka. Ten brak warunków to dwa pokoje z łazienką, z oddzielnym wejściem. No cóż, może na starość duchowny bardziej potrzebował przestrzeni życiowej niż obecności przyjaciela. Zresztą, przecież to tylko pies.

Życie emeryta pochłonęło księdza Mietka do tego stopnia, że nie interesował się dalszymi losami swojego pupila. Nawet wtedy, gdy Atos miesiącami marniał z głodu i samotności, bo nowy proboszcz nie pałał sympatią do odziedziczonego psa, więc przestał go karmić, najwyraźniej czekając, aż pan bóg załatwi sprawę. W końcu to tylko pies.

Wśród parafian znaleźli się jednak ludzie, którzy Atosa dokarmiali resztkami z obiadów, przez co zwierzak, mimo skrajnego zaniedbania i toczących go chorób, przeżył jeszcze kilkanaście miesięcy. Aż pewnego dnia znalazła go na parkingu prozwierzęca aktywistka. Atos był cieniem siebie samego – wyliniały, wygłodzony, z białymi robakami wychodzącymi z uszu. Kiedy poszła ze skargą do księdza proboszcza, ten zapewniał, że Atos mieszka w okolicy od lat i tak po prostu wygląda. Zresztą, to tylko pies.

Atos został zabrany do zwierzęcej fundacji, które na osiem ostatnich miesięcy życia zapewniła mu szczęśliwy dom. Proboszcz, który próbował go zagłodzić, został oczyszczony z zarzutu znęcania się nad zwierzęciem. W jego obronie stanął m.in. ksiądz Mieczysław.

Historia bernardyna z lubelskiej wsi pokazuje nam, jak w praktyce wygląda chrześcijańskie miłosierdzie przedstawicieli polskiego kleru. Dla nich to tylko starannie ustawiona zasłonka na parafii, przesłaniającą deficyt empatii i współodczuwania. Uczą nas również, jak łatwo można wyłączyć emocje i nie przejmować się czyimś cierpieniem. Wystarczy dokonać odpowiedniej klasyfikacji – pomyśleć „to tylko pies”. Pies nie jest do mnie podobny, nie nosi sutanny, nie modli się do pana Jezusa. Nie mówi też po polsku. No właśnie, przecież pies nie jest Polakiem. Niby to przyjaciel, niby towarzysz, ale kiedy przyjdzie co do czego, to można go potraktować jak uliczne gówno – ominąć i iść dalej przez życie.

Skoro nie przejmujemy się ofiarami odległych kataklizmów, uchodźcami z Bliskiego Wschodu tonącymi w Morzu Śródziemnym, ofiarami suszy i głodu, to dlaczego mielibyśmy przejmować się jakimś psem? To przecież tylko pies.

Autorstwo: Piotr Nowak
Zdjęcie: Claudia Wollesen (CC0)
Źródło: Strajk.eu


TAGI: , , ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

3 komentarze

  1. Radek 09.02.2020 13:49

    “Historia bernardyna z lubelskiej wsi pokazuje nam, jak w praktyce wygląda chrześcijańskie miłosierdzie przedstawicieli polskiego kleru. ” Po pierwsze jednostkowy przypadek nie świadczy o chrześcijaństwie. Manipulacja na bardzo niskim poziomie.
    Po drugie chrześcijaństwo to jedna z najmniej miłosiernych religii na świecie. Mogą konkurować z Islamem w ilości pomordowanych nie tylko ludzi ale i zwierząt. Nie wiem kto wygra, ale prawdopodobnie chrześcijaństwo.
    Jeżeli autor je mięso, to też pewnie mówi, “to tylko świnia”.

  2. janpol 10.02.2020 01:59

    Ostrzegam! Przykład robienia wody z mózgu przez czerwońcową propagandę!

    Fakty: bernardyny to bardzo duże psy, które NIE NADAJĄ się do trzymania w domu. Lenią się przez cały rok, mało higienicznie jedzą i piją. To nie są psy pokojowe, tylko do ciężkiej pracy i nic nie ma tu do rzeczy fakt, że są łagodne i zrównoważone w kontaktach z ludźmi, bo z innymi psami to rożnie bywa (wiem z też w własnego doświadczenia bo miałem kiedyś też bernardyna). Czyli ksiądz Mieczysław postępował słusznie i miał rację, że nie zabrał ze sobą Atosa do miasta i małego mieszkania licząc, że jego następce zajmie się właściwie psem.

    Cóż przeliczył się ale nie wiem czy to obciąża księdza Mieczysława, raczej jego następcę i zgadzam się z przedmówcą, że być może, ten pojedynczy przypadek znieczulicy na los psa nie świadczy o postawie chrześcijańskiej w ogóle, tylko o postawie tego konkretnego człowieka. Można nawet to napiętnować (i słusznie, bo od księdza można wymagać więcej w takim przypadku) i na tym skończyć ale nie bo czerwońcowa propaganda nie na tym polega!

    Co robi “rasowy czerwońcowy propagandzista”? Odpowiednio naświetla i naciąga fakty i wyciąga “właściwe” wnioski:
    – polski kler przejawia praktykę chrześcijańską traktując biedne pieski “jak uliczne g_ówno – omija i idzie dalej przez życie”;
    – a skoro nie przejmujemy się losem psa to (przecież oczywiste – nie?!!!) to “nie przejmujemy się ofiarami odległych kataklizmów, uchodźcami z Bliskiego Wschodu tonącymi w Morzu Śródziemnym, ofiarami suszy i głodu” (i odwrotnie, w sumie nie ważne już co z czego wynika).

    PS. 1. Rozumiem, że czasem na czerwońcowych stronach i źródłach można znaleźć coś ciekawego ale może nie wszystko należy przedrukowywać!
    2. “…uliczne g_ówno…” to cytata z powyższego tekstu, nie wiem dlaczego nie może być zamieszczone w komentarzach?

  3. wolny 17.01.2022 22:02

    Przed wielu laty przyszedl ksiadz po koledzie,wtedy mialem charta afganskiego,kiedy ksiadz go zobaczyl powiedzial:pies musi wyjsc bo jak nie to…….Wiec na uwage ksiedza odpowiedzialem
    to jest czlonek rodziny i wita ksiedza przyjaznie.Co zrobil ksiadz? Pozostal – pies tez,wychodzac
    nawet psa pokropil i poglaskal.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.