Tłamszone odkrycia w fizyce – 2

Opublikowano: 14.03.2017 | Kategorie: Nauka i technika, Publicystyka, Warto przeczytać

WĄTPLIWOŚCI DOTYCZĄCE PRAWDZIWOŚCI TEORII WZGLĘDNOŚCI

Ogłoszona w roku 1905 szczególna teoria względności Einsteina stanowi jedną z podstaw współczesnej fizyki. Głosi ona, że w próżni prędkość światła jest taka sama we wszystkich kierunkach i dla wszystkich obserwatorów w początkowym (bez przyspieszeń) układzie odniesienia oraz że czas i przestrzeń łączą się w sposób bardzo szczególny, kiedy są mierzone w różnych układach inercyjnych. Jak to się dzieje, opisują dokładnie równania zwane transformacją Lorentza.

Mówiąc ściśle szczególna teoria względności nie odnosi się do niczego w fizycznym wszechświecie, ponieważ pola grawitacyjne, bez względu na to jak słabe, są zawsze obecne. Włączenie ciążenia i przyspieszenia do swojej teorii zajęło Einsteinowi dziesięć lat, w rezultacie czego powstała ogólna teoria względności. Opisuje ona grawitację nie jako siłę, ale jako wywołane masą zakrzywienie czasoprzestrzeni. Według ogólnej teorii względności nie może być czegoś takiego jak osłona antygrawitacyjna.

Mimo konsensusu wśród naukowców, że szczególna teoria względności jest prawdziwa, istnieje dobrze udokumentowany eksperymentalny i teoretyczny dowód przeczący jej słuszności. Mimo to dysydenci podważający teorię względności są na indeksie i nie dopuszcza się ich, aby prezentowali swoje poglądy na konferencjach lub w pismach naukowych.

John E. Chappell jr, nieżyjący już dyrektor Natural Philosophy Alliance (organizacja zrzeszająca krytyków teorii względności), relacjonuje następujący epizod dotyczący utrącania takich poglądów:[30] „Na kalifornijskim uniwersytecie Berkeley panowała szczególnie wroga atmosfera w odniesieniu do krytyków teorii względności Einsteina. Wpadłem tam w roku 1985 na Kongres Historii Nauki jako prelegent pracy głoszącej absolutną jednoczesność. Po zakończeniu wystąpienia duński przewodniczący wygłosił kilka grzecznościowych uwag na temat dysydentów, o których słyszał w Skandynawii, po czym zwrócił się do zgromadzonych z prośbą o pytania. Pierwszym mówcą okazał się młody człowiek z grupy czterech studentów siedzących z tyłu. Z miejsca przeszedł do steku potwornych wyzwisk, oskarżając mnie o całkowity brak kompetencji w analizie będącej uproszczoną wersją rozważań Melbourne’a Evansa. „Evans nie ma racji i pan też” – wrzeszczał. Oskarżył mnie o brak taktu z powodu przedstawiania moich „błędnych” argumentów w tak dostojnym gronie. Kiedy zapytałem go: „Więc jak pan wytłumaczy…” – przerwał mi, wykrzykując: „Nie muszę niczego tłumaczyć”. Reszta audytorium była tak zaszokowana tą wymianą zdań, że sesja pytań praktycznie na tym się zakończyła.”

Takie reakcje nie należą do rzadkości. Nawet próby krytyki szczególnej teorii względności Einsteina stały się naukową herezją najwyższego rodzaju.

Wśród fizycznego establishmentu panuje pogląd, że ten, kto wątpi w zasadność tej „opoki współczesnej fizyki”, z pewnością stracił zmysły, i że próba udowodnienia jej błędności jest objawem „paranoi”.[31]

W czasie nagranego na taśmie wideo wykładu zatytułowanego „Od atomów do kwarków” profesor Caltechu[32], David L. Goodstein,[33] oświadczył: „Są w nauce teorie, które są tak dobrze zweryfikowane przez obserwacje, że uzyskują status pewnika. Przykładem takiej teorii jest szczególna teoria względności – jest ona wciąż nazywana „teorią” z historycznych względów, ale w rzeczywistości jest to prosta inżynierska zasada rutynowo stosowana w konstrukcji gigantycznych urządzeń, takich jak akcelerator cząstek, która działa niezawodnie. Innym przykładem czegoś takiego jest teoria ewolucji. Nazywamy je „teoriami”, ale są one w rzeczywistości najlepiej ustalonymi faktami w całej ludzkiej wiedzy.”

Isaac Asimov oświadczył, że „żaden fizyk, nawet o szczątkowej świadomości, nie wątpi w słuszność szczególnej teorii względności”.[34]

W artykule o dysydentach teorii względności[35] jest cytowana wypowiedź relatywisty Clifforda Willa z Uniwersytetu Waszyngtońskiego wyrażająca podobne sentymenty: „Szczególna teoria względności została eksperymentalnie potwierdzona tak wiele razy, że powątpiewanie w jej słuszność graniczy z postradaniem zmysłów. Wykonano wiele eksperymentów bezpośrednio potwierdzających jej słuszność. Akceleratory cząstek na całym świecie nie działałyby, gdyby nie była ona prawdziwa. System określania pozycji GPS nie działałby, gdyby zasady szczególnej teorii względności nie były zgodne z rzeczywistością.”

Niestety, dla postępu w fizyce tego rodzaju opinie stają się po osiągnięciu masy krytycznej samospełniającymi się proroctwami. Odstępstwa nie są już brane pod uwagę ani nawet tolerowane. Danych świadczących, że może być inaczej, nie wolno już głosić, zaś magazyny naukowe odmawiają ich publikowania.[36]

Pogląd głoszący, że teoria, na podstawie której wysnuto wiele prawidłowych wniosków, musi być prawdziwa, jest matematycznie i logicznie nie do obrony. Naukowe modele mogą dawać wiele prawidłowych przewidywań, a mimo tego być obarczone błędami, jak tego dowodzi chociażby historyczny model układu słonecznego Ptolemeusza (geocentryczny). Nie ma znaczenia, jak wiele obserwacji potwierdza teorię, jeśli istnieje choć jedna, która jej przeczy. Teoria względności powinna była unaocznić fizykom tę zasadę już dawno temu.

Newtonowska fizyka przez stulecia prowadziła fizykę od jednego tryumfu do drugiego, wyjaśniając wzajemne związki świata materialnego, i pod koniec XIX wieku żaden fizyk, nawet taki, który posiadał tylko „szczątkową świadomość”, nie wątpił w jej słuszność. Czyż słuszność teorii Newtona nie została w końcu potwierdzona tak wieloma eksperymentami, że graniczy z „postradaniem zmysłów” twierdzenie, że coś jest z nią nie tak? Czyż działanie maszyny parowej nie udowodniło jej słuszności? A mimo to teoria Newtona traci swoją wiarygodność przy prędkościach zbliżonych do prędkości światła. Z perspektywy czasu jest oczywiste, dlaczego nigdy nie uchwycono tej niedokładności. W wyniku ogromnej prędkości światła „c” skutki stosunku „v/c” (prędkości przemieszczania się obiektu w stosunku do prędkości światła – przyp. tłum.) ujawniają się jedynie podczas wysoce wyrafinowanych eksperymentów.

Podobnie nawet współczesna technika nie jest w stanie wykryć różnic między teorią względności a konkurencyjnymi teoriami, które są z nią zbieżne w niższym zakresie stosunku „v/c”, a rozmijają się z nią w wyższych jego zakresach. Jedną z takich konkurencyjnych koncepcji jest teoria Ronalda Hatcha nosząca nazwę Ronald Hatch’s Modified Lorentz Ethergauge Theory (w skrócie MLET).[37]

Hatch, były prezes Instytutu Nawigacji i obecny dyrektor Inżynierii Systemów Nawigacji w firmie NavCom Technologies, jest jednym z najwybitniejszych światowych specjalistów od GPS (Global Positioning System – Globalny System Określania Pozycji). W kwestii tego, czy działanie GPS stanowi dowód na prawdziwość szczególnej teorii względności, doszedł on do diametralnie przeciwnego wniosku niż Clifford Will. W pracy „Relativity and GPS”[38][39] („Teoria Względności a GPS”) przekonuje, że obserwowany wpływ prędkości na zegary GPS wręcz przeczy wnioskom płynącym ze szczególnej teorii względności.

Hatch zaproponował alternatywne w stosunku do szczególnej i ogólnej teorii względności rozwiązanie w postaci tak zwanej teorii MLET, która zgadza się z ogólną teorią względności w początkowym zakresie i koryguje wiele anomalii, których ogólna teoria względności nie jest w stanie wyjaśnić bez wysunięcia „ad hoc” takich założeń, jak anomalie w obrocie galaktyk i pewne anomalie w orbitach planet. Ponadto w MLET siła grawitacji ma charakter samoograniczający się, co eliminuje punktowe osobliwości (czarne dziury) stanowiące jedno z ograniczeń ogólnej teorii względności. Jedną z możliwych do sprawdzenia konsekwencji teorii Hatcha jest to, że LIGO (Laser Interferometer Gravitational Wave Observatory – Laserowe Interferometryczne Obserwatorium Fal Grawitacyjnych) nie będzie w stanie wykryć jakichkolwiek oznak fal grawitacyjnych.

EKSPERYMENTY MICHELSONA-MORLEYA I DRYF ETERU

Wszystkie podręczniki traktujące o teorii względności zawierają opis eksperymentu Michelsona-Morleya[40], który dowodzi rzekomo nieistnienia ośrodka przenoszącego światło, czyli eteru.

W ramach tego eksperymentu w różnych kierunkach na tory kołowe wysłano promienie świetlne, a następnie połączono je, co dawało w rezultacie obraz interferencyjny. Gdyby „wiatr” eteru wpływał na prędkość światła w zależności od kierunku, w którym ono się rozchodzi, wówczas rotacja aparatury powodowałaby zmianę tego obrazu, lecz takiej zmiany nigdy nie udało się zaobserwować, co dowodziło izotropii (niezależności od kierunku) prędkości światła – tak przynajmniej przedstawiano tę sprawę.

Otóż fizyczna rzeczywistość jest bardziej skomplikowana, niż nam to wmawia mit względności. Badanie historycznych prac dotyczących tego tematu dowodzi, że relatywiści zmienili historię. Eksperyment Michelsona-Morleya z roku 1887 odkrył jedynie część efektu przewidzianego hipotezą stacjonarnego eteru, czyli że zaprzeczył jej, ale efekt nie był całkowicie „zerowy”, biorąc pod uwagę granice dokładności instrumentu i eksperymentu.

Dayton C. Miller dokonał w roku 1933 przeglądu danych i jego wyniki przedstawił w pracy „The Ether-Drift Experiments and the Determination of the Absolute Motion of the Earth” („Eksperymenty w zakresie dryfu eteru i określenie absolutnego ruchu Ziemi”)[41], stwierdzając: „Krótka seria obserwacji wystarczyła do stwierdzenia, że efekt nie miał spodziewanej wielkości. Jednak i to należy uwypuklić, albowiem sygnalizowany efekt nie był zerowy; czułość aparatury była tego rzędu, że wnioski opublikowane w roku 1887 mówiły, iż zaobserwowany względny ruch Ziemi i eteru nie przekracza jednej czwartej prędkości orbitalnej Ziemi, co jest czymś zupełnie innym od zerowego efektu tak często obecnie przypisywanego temu eksperymentowi przez zwolenników teorii względności.”

Dalej Miller omawia oryginalne wyniki eksperymentu Michelsona-Morleya, podkreślając istnienie powtarzalnego efektu wskazującego na to, że prędkość Ziemi względem eteru w przypadku obserwacji południowych wynosi 8,8 km/s, a w przypadku obserwacji wieczornych – 8,0 km/s.

Sceptycy teorii względności, tacy jak Miller, uważali że eter może być „ciągnięty” przez Ziemię. W celu sprawdzenia tej hipotezy, Miller postanowił powtórzyć eksperyment Michelsona-Morleya (który został wykonany w piwnicy w Cleveland) na większej wysokości, na Górze Wilsona, gdzie oczekiwał wystąpienia większej różnicy. Po latach uważnego eksperymentowania Millerowi rzeczywiście udało się znaleźć powtarzalne odchylenie od wyniku zerowego przewidywanego przez szczególną teorię względności, co wielce zakłopotało Einsteina i jego zwolenników. Einstein próbował potraktować to jako efekt wynikający ze zmienności temperatury, ale Miller dołożył wszelkich starań, aby uniknąć takiego błędu i 27 stycznia 1926 roku oświadczył przedstawicielowi Plain Dealer z Cleveland: „Problem z profesorem Einsteinem polega na tym, że nic nie wie na temat mojego eksperymentu… Powinien był mi zaufać, iż wiedziałam, że różnice temperatur wpłyną na wynik eksperymentu. Pisał do mnie w listopadzie sugerując to. Nie jestem, aż tak naiwny, aby nie brać pod uwagę różnic temperatury.”

Tak się jednak złożyło, że opinia naukowców skłoniła się w kierunku braku eteru i na korzyść Einsteina. Obserwacje zaćmienia słońca wykonane przez Arthura Eddingtona w roku 1919, które rzekomo potwierdziły przewidywania ogólnej teorii względności dotyczące ugięcia światła gwiazd pod wpływem pola grawitacyjnego, były tak niejednoznaczne i źle wykonane, że z naukowego punktu widzenia są praktycznie bezwartościowe,[42] lecz dzięki autorytetowi Eddingtona zostały zaakceptowane jako przekonywające potwierdzenie. Niektóre z gwiazd uległy przesunięciu w kierunku przewidzianym przez Einsteina, ale nie w takim stopniu bądź o wiele za dużo, inne natomiast przesunęły się w przeciwnym kierunku.

Potwierdzenie uzyskano przy pomocy „naukowego” urządzenia, które odrzucało dane nie przystające do przewidywań, pozostawiając tylko te, które do nich pasowały. Eddington tryumfalnie obwieścił „potwierdzenie” teorii Einsteina na połączonym posiedzeniu Towarzystwa Królewskiego i Królewskiego Towarzystwa Astronomicznego – przed audytorium, które w rzeczywistości nigdy nie widziało oryginalnych danych. W relacji naocznych świadków posiedzenie przypominało bardziej uroczystość koronacji niż posiedzenie naukowe.[43]

W wyniku tego naukowego oszustwa Einstein stał się w ciągu jednej nocy powszechnie czczoną osobistością otoczoną aurą naukowej nieomylności. Wyniki Millera, które wskazywały, że w celu wykrycia anizotropii (zależność od kierunku – przyp. tłum.) prędkości światła interferometr powinien znajdować się w możliwie największej próżni i być zlokalizowany na dużej wysokości nad poziomem morza, zostały zignorowane w kolejnych testach izotropii prędkości światła, takich jak eksperyment Brilleta-Halla[44], a ostatnio eksperyment Müllera[45].

Po śmierci Millera jeden z jego studentów, S. Shankland, dał fizycznemu establishmentowi ostateczny powód, aby mógł na dobre zapomnieć o jego pracach.[46] Shankland po prostu dokonał przeglądu starych krytyk dotyczących zmienności temperatury, przed którymi Miller za życia zawsze skutecznie się bronił, i doszedł do wniosku, że wyniki eksperymentów Millera muszą być błędne. Niektórzy krytycy teorii względności uważają, że wnioski Shanklanda były następstwem jego przywiązania do Einsteina, które jasno wynika z jego prac.[47][48]

Jeden ze sceptycznie nastawionych do teorii względności naukowców, dr James DeMeo, przeprowadził szczegółową analizę prac Millera i krytyki Shanklanda[49] i doszedł do wniosku, że zespół Shanklanda „po konsultacji z Einsteinem doszedł do wniosku, że Miller musiał się mylić, po czym zaczął szukać w archiwum czegoś, co poparłoby ten wniosek”.

Należy tu jednak podkreślić, że określenie przez Millera prędkości Ziemi w stosunku do prędkości eteru nie jest zgodne z obecnymi obserwacjami. Według Millera system słoneczny przemieszcza się z prędkością 208 km/s w kierunku punktu w Wielkim Obłoku Magellana w gwiazdozbiorze Złotej Ryby (Dorado), a nie jak podają współczesne dane przedstawione w dalszej części tego artykułu.

Nawet jeśli przyjmiemy za prawdziwy rzekomo zerowy wynik eksperymentu Michelsona-Morleya, wcale niekoniecznie musi to oznaczać izotropię prędkości światła. Dwaj fizycy z Imperial College’u w Londynie M. Psimopoulos i T. Theocharis podkreślają w swoim liście do magazynu „Nature”[50], że eksperyment Michelsona-Morleya był przeprowadzony wyłącznie w laboratoriach ziemskich, w których zawsze obecne jest pole grawitacyjne, magnetosfera Ziemi i inne czynniki otoczenia, w związku z czym należy powtórzyć go w przestrzeni kosmicznej, zanim wynikające zeń wnioski można będzie uznać za uniwersalne. Podkreślają, że „w przestrzeni kosmicznej przeprowadzono już wszelkiego rodzaju eksperymenty, lecz, co ciekawe, unika się wykonania kilku eksperymentów, których wynik zwerifikowałby prawdopodobnie najbardziej fundamentalną i kontrowersyjną hipotezę dwudziestowiecznej fizyki – postulaty Einsteina”.

EKSPERYMENT SILVERTOOTHA DOTYCZĄCY ABSOLUTNEGO RUCHU ZIEMI

W liście z roku 1986 skierowanym do magazynu „Nature”[51] Silvertooth poinformował, że zbudował interferometr zdolny do wykrycia i pomiaru absolutnego ruchu Ziemi w odniesieniu do eteru. W „Eksperymentalnym oznaczeniu eteru”[52] oraz w „Ruchu poprzez eter”[53] doniósł, że w dniu, w którym przeprowadzał pomiary, Ziemia przemieszczała się z prędkością 378 km/s w kierunku gwiazdozbioru Lwa. Jeśli teoria względności jest wiarygodna, to ten wynik jest bzdurny.

Silvertooth opublikował swoje wyniki przed wysłaniem przez NASA COBE, pierwszego satelity, którego zadaniem było dokładne zmierzenie kosmicznego tła mikrofalowego (Cosmic Microwave Background; w skrócie CMB). Z powodu dopplerowskiego przesunięcia w widmie CMB występuje niewielka anizotropia. Po jej dokładnych pomiarach ustalono, że heliocentryczna rama przesuwa się względem CMB w kierunku gwiazdozbioru Lwa z prędkością 390 km/s. Przy znanej prędkości orbitalnej Ziemi wynoszącej 30 kilometrów na sekundę, jest to duża zgodność z pomiarami Silvertootha. Po powtórzeniu pomiarów Silvertooth i Whitney[54] potwierdzili wcześniejszy wynik i ustalili, że prędkość wynosi v = 378 km/s.

W następstwie poszukiwań w ISI Web of Science[55] wzmianek na ten temat okazało się, że w literaturze głównego nurtu nie natrafiono na żadne odnośniki do prac Silvertootha. W jednym dokumencie opublikowanym w formie elektronicznej w Internecie[56] jest krótka wzmianka o jego pracach, które zostały całkowicie odrzucone w oparciu o zarzut, że zarówno eksperyment, jak i jego teoretyczna analiza są wadliwe. Wiedząc jednak, jak bardzo wyniki Silvertootha są zbieżne z niezależnie od niego określonymi parametrami ruchu Ziemi przez CMB, uznanie ich za błędne wydaje się co najmniej niewystarczające. Jeśli Silvertooth nie popełnił żadnego oszustwa, szczęśliwie zgadując prędkość Ziemi względem CMB i przypisując to odkrycie wyimaginowanemu eksperymentowi, wówczas nieodparcie nasuwa się wniosek, że translację (w fizyce ruch ze stałą prędkością) można zmierzyć wyłącznie środkami elektromagnetycznymi, co oznacza, że szczególna teoria względności Einsteina jest błędna.

CZY PRĘDKOŚĆ ŚWIATŁA W PRZESTRZENI MIĘDZYPLANETARNEJ JEST STAŁA?

Nieżyjący już fizyk Bryan G. Wallace odkrył w roku 1961, że radarowe pomiary powierzchni Wenus nie potwierdzają stałości prędkości światła. Stwierdzono bowiem systematyczne wariacje w danych radarowych dotyczących dziennych, księżycowych i synodycznych składników. Kiedy próbował opublikować swoje wyniki w magazynie „Physical Review Letters”, natknął się na potężny opór ze strony recenzentów i ostatecznie zdecydował się na mniej renomowane pismo.[57] W liście skierowanym do „Physics Today” tak podsumował swoje ustalania:[58] „Przeprowadzony w roku 1961 międzyplanetarny pomiar radarowy Wenus umożliwił po raz pierwszy pokonanie ograniczeń technicznych i wykonanie bezpośrednich eksperymentów dotyczących drugiego postulatu Einsteina głoszącego stałość prędkości światła (c) w próżni. Kiedy dokonano w oparciu o ten postulat obliczeń danych radarowych, wyliczone z obserwacji reszty przekraczały 3 milisekundy, podczas gdy spodziewany błąd wynosił 10 mikrosekund przy najlepszym dopasowaniu do ogólnej teorii względności, jakie udało się uzyskać w Lincoln Lab, co oznacza, że zakres zmienności przekroczył 30 000 procent. Analiza danych wykazała istnienie czynnika relatywistycznego w kategoriach galileuszowskich c + v.”

Dokonajmy teraz szybkiego sprawdzenia realiów. Jeśli prędkość światła w przestrzeni międzyplanetarnej nie jest stała, jak NASA mogła tego nie zauważyć podczas eksploracji kosmosu przy zastosowaniu robotów? Wallace twierdzi, że NASA w rzeczywistości zauważyła to i do obliczania czasu potrzebnego sygnałom na pokonywanie odległości w układzie słonecznym wykorzystuje równania z nie relatywistycznymi współczynnikami:[59] „Na Zjeździe Dynamicznej Astronomii AAS [American Astronomical Society – Amerykańskie Towarzystwo Astronomiczne] E.M. Standish jr z JPL[60] zakomunikował, że we wszystkich międzyplanetarnych danych znalazły się niewytłumaczalne systematyczne wariacje, co zmusza ich do stosowania empirycznych poprawek, które nie mają żadnego teoretycznego uzasadnienia.”

W pracy z roku 1973[61] Wallace opisuje, w jaki sposób Lincoln Lab wprowadziło uśrednianie, aby ukryć anomalne wyniki pomiarów radarowych, i odmówiło podania mu surowych danych, co znacznie utrudniło mu badania: „Pozorna poprawa reszt w późniejszych latach wynikała z tego, że Lab dokonało interpolacji danych z roku 1964 dotyczących Wenus do 12.00 UT [czasu uniwersalnego – przyp. tłum.] oraz danych z roku 1967 do jednej obserwacji dziennie z 2.12 UT do 2.21 UT. Czas obserwacji dla danych z roku 1961 mieścił się w zakresie od 00.33 UT do 23.40 UT. Zaangażowani radarowi astronomowie publicznie głoszą, że uzyskali prawie pełną zgodność między swoimi ostatnimi analizami radarowymi, a ogólną teorią względności, lecz moje badania mówią coś wręcz przeciwnego. „W czasie Czwartego Teksańskiego Sympozjum Astrofizyki Relatywistycznej I.I. Shapiro z Lincoln Lab przyrzekł, że prześle mi wszelkie dane, jakie będą mi potrzebne. W artykule opublikowanym przez Lab przeczytałem, że mieli dane dotyczące tych samych dat obserwacji, które pokrywały szeroki zakres czasów obserwacji i to zarówno z MIT, jak i ze stacji radarowych w ZSRR. Napisałem do Shapiro i poprosiłem go o te dane. W swoich listach z 28 lutego i 12 marca 1969 roku zignorował moje prośby. Nawiązałem do tego w odpowiedzi do niego z 20 marca 1969 roku, na co tydzień później, 27 marca, odpisał: „Niestety, dane w formie, w jakiej pan prosił, nie istnieją i dlatego nie mogę spełnić pana prośby”. „Shapiro przesłał mi później dane, które były całkowicie bezwartościowe, jeśli chodzi o możliwość ich wykorzystania do obiektywnego pomiaru relatywnej prędkości światła w próżni. Dane pochodziły ze stacji radarowych MIT w Massachusetts. Odstęp między nimi wynosił zaledwie 0,2 minuty długości geograficznej i 20,6 sekundy szerokości geograficznej, zaś obserwacje zinterpolowano na okres między godziną 2.12 a 2.21 UT przy tylko jednej obserwacji dziennie. Jest oczywiste, że Lab wyeliminowało wariacje poprzez interpolowanie danych na każdy dzień do jednego czasu obserwacji, tak żeby wszystko zgadzało się z przewidywaniami ogólnej teorii względności. Jest to metoda, za pomocą której można udowodnić, że zepsuty zegar wskazuje dokładny czas.”

W „Physics Today” odmówiono mu publikacji kolejnego listu wysłanego 9 lipca 1984 roku. Wallace przytacza go w rozdziale „Polityka publikacyjna” w swojej książce „The Farce of Physics” („Farsa fizyki”),[62] która jest dostępna w formie elektronicznej w Internecie. Pisze tam między innymi: „Prędkość światła wynosi c + v… Podczas bieżących poszukiwań w literaturze zwróciłem się z prośbą i otrzymałem kopię pracy autorstwa Theodore’a D. Moyera z Jet Propulsion Laboratory (T.D. Moyer, „Celes. Mech.”, 23:33, 1981). Praca podaje opis metod stosowanych do uzyskiwania dokładnych danych z obserwacji dotyczących układu słonecznego przy zastosowaniu sygnałów radiowych i radarowych. Podane w pracy równanie (A6) oraz towarzysząca mu informacja, która wzywa do szacowania pozycji wektorów w momencie odbioru sygnałów jest prawie identyczna z galileuszowskim równaniem c + v (2) zawartym w mojej pracy zatytułowanej „Radar Testing of the Relative Velocity of Light in Space” [„Radarowe testowanie relatywnej prędkości światła”] (B.G. Wallace, „Spectros. Lett.”, 2:361, 1969). Dodatkowe wyrażenia w równaniu (A6) korygują wpływ troposfery i naładowanych cząstek oraz efekt poszerzenia czasu wynikający z ogólnej teorii względności i grawitacji.”

„To, że radioastronomowie ociągają się z zaakceptowaniem w pełni teoretycznych implikacji wynikających z ich pracy, wynika prawdopodobnie z konsekwencji, które spotykają tych, którzy ważą się kwestionować świętość w postaci drugiego postulatu Einsteina. Minęły już ponad dwadzieścia trzy lata od momentu, gdy pierwsze radarowe eksperymenty z Wenus wyraźnie wykazały, że prędkość światła w przestrzeni kosmicznej nie jest stała, a mimo to przeciętny naukowiec wciąż o tym nie wie! To pokazuje, jak ważne jest wprowadzenie przez APS [American Physical Society – Amerykańskie Towarzystwo Fizyczne] prawdziwej wolności myśli naukowej w polityce wydawniczej magazynu „Physical Review” [„Przegląd fizyczny”].

Wspierające dane pochodzą od Ronalda Hatcha, który dowodzi, że równania NASA służące do międzyplanetarnej nawigacji są bardziej zgodne z jego teorią MLET niż ze szczególną teorią względności.[63] „Dane eksperymentalne zdecydowanie przemawiają na korzyść teorii MLET. Istnieje duży rozdźwięk między teoretykami SRT [Special Relativity Theory – Szczególna Teoria Względności] a eksperymentatorami. Teoretycy SRT niezmiennie utrzymują, że prędkość światła (c) jest stała i izotropowa[64] w stosunku do poruszającego się obserwatora lub eksperymentu. Natomiast eksperymentatorzy SRT robią to, co jest konieczne do wytłumaczenia i uwiarygodnienia znaczenia pomiarów. Równania służące do śledzenia i nawigowania sondami międzyplanetarnymi opracowane przez Jet Propulsion Laboratory (JPL) na zlecenie NASA są zbieżne z przewidywaniami MLET.”

B.G. Wallace zmarł 19 kwietnia 1997 roku, zaś jego odkrycia zignorowano – nie zostały ani potwierdzone, ani obalone przez fizyczny establishment. W ten sposób pytanie, czy prędkość światła w przestrzeni międzyplanetarnej podlega wariacjom w czasie, wciąż pozostaje otwarte.

Tak więc imperatywem stało się przeprowadzenie metodycznych, precyzyjnych eksperymentów w zakresie pomiaru prędkości światła, zarówno na ziemskich orbitach, jak i w przestrzeni kosmicznej. Jak dotąd żadnych takich eksperymentów nie wykonano. W końcu po co sprawdzać teorię, o której wiadomo, że jest prawdziwa? Jednak opinia większości zaczyna się ostatnio zmieniać. Próby pogodzenia ogólnej teorii względności z teorią kwantową zawiodły i fizycy zaczynają podejrzewać, że jednolita teoria pola musi zawierać „małe” pogwałcenia szczególnej i ogólnej teorii względności.

Müller i inni twierdzą:[65] „Szczególna teoria względności leży u podstaw wszystkich akceptowanych teorii dotyczących natury na poziomie podstawowym. Z tego względu jest ona i musi być testowana z rosnącą dokładnością, aby dostarczyć podstaw do jej przyszłych zastosowań. Takie testy motywuje również dążenie do scalenia grawitacji z innymi siłami natury, które jest jednym z nie rozstrzygniętych wyzwań stojących przed współczesną nauką. W rzeczywistości wiele z obecnie dyskutowanych modeli kwantowej grawitacji narusza zasady szczególnej teorii względności.”

Ten pogląd wyzwolił w końcu chęć sprawdzenia obu teorii względności za pośrednictwem eksperymentów o dużej dokładności. Niemieccy fizycy przygotowują obecnie misję OPTIS-a[66] – satelity zdolnego do wykonania ultradokładnych eksperymentów, których zadaniem byłoby sprawdzenie podstawowych założeń i przewidywań teorii względności, a wśród nich izotropii i stałości prędkości światła. Jak należałoby się spodziewać, celem misji OPTIS-a będzie potwierdzenie zasad szczególnej i ogólnej teorii względności, a w ekstremalnym przypadku znalezienie niewielkich od nich odstępstw.[67] „Nowe unifikujące teorie (na przykład teoria strun) przewidują niewielkie odstępstwa od szczególnej i ogólnej teorii względności. Jeśli uda się odkryć te odstępstwa (na przykład anizotropię prędkości światła), zostanie otwarta droga do zrozumienia struktury przestrzeni i wszechświata.”

Uzasadnienie przeprowadzenia takich eksperymentów na ziemskiej orbicie wynika wyłącznie z technologicznych aspektów i nie ma nic wspólnego z dysydencką argumentacją głoszącą, że prowadzone w przestrzeni kosmicznej testy szczególnej teorii względności mogą dać radykalnie inne rezultaty od prowadzonych na Ziemi. Jeśli jednak Dayton Miller i inni krytycy teorii względności mają rację, OPTIS może wykryć znacznie więcej niż małe odstępstwa.

W lutym 2004 roku wciąż nie było pewne, czy uda się uzyskać odpowiednie fundusze na realizację misji OPTIS-a. Magazyn „Nature” podał niedawno najświeższe doniesienia w tej sprawie:[68] „Misja OPTIS-a uzyskała fundusze z Niemieckiej Agencji Kosmicznej, a Schiller [naukowiec uczestniczący w tym programie] ma nadzieję na dodatkowe wsparcie ze strony Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA). „Główne problemy technologiczne można rozwiązać w ciągu czterech lat” – twierdzi. Jednak cały projekt wisi na włosku, bowiem wszystko zależy od aprobaty ESA. Inne prowadzone w przestrzeni kosmicznej poszukiwania naruszeń zależności Lorentza mają być wykonane na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Chodzi tu zarówno o eksperymenty typu Michelsona-Morleya, jak i te, które dotyczą zegarów atomowych. Najwcześniejsza data realizacji któregokolwiek z nich to rok 2005.

DOWODY NA ISTNIENIE SYGNAŁÓW NADŚWIETLNYCH

Istnieją pewne dane świadczące o istnieniu w naturze nadświetlnych sygnałów, co pozostaje w sprzeczności z założeniami szczególnej teorii względności, ponieważ są one sprzeczne z zasadą związku przyczynowego, a co za tym idzie, niemożliwe.

W.A. Rodrigues jr i inni opracowali formalne rozwiązania głównych relatywistycznych równań fal dla dowolnych prędkości 0 ≤ v ‹ ∞[69] i nazywają je nie zniekształconymi falami postępowymi (undistorted progressive waves; w skrócie UPWs). Te formalne rozwiązania mają nieskończoną energię i w związku z tym nie mogą istnieć w rzeczywistości, aczkolwiek numeryczne symulacje i eksperymenty z falami dźwiękowymi sugerują, że można wygenerować tak zwane skończone aproksymacje apertury tych fal.[70] We wszystkich wytworzonych eksperymentalnie skończonych aproksymacjach tylko szczyty przemieszczały się nadświetlnie, zaś fronty fal przemieszczały się z prędkością c, co wyklucza możliwość nadświetlnego przesyłania sygnałów.[71]

W „Nadświetlnych rozwiązaniach o ograniczonej energii równań Maxwella”[72] De Oliviera i Rodrigues dowodzą, że nadświetlne próżniowe rozwiązania równań Maxwella o skończonej energii istnieją naprawdę, ale niestety nie mogą być zrealizowane przez skończoną antenę. Autorzy podają jednak, że „nawet jeśli nowych nadświetlnych rozwiązań nie można zrealizować przy pomocy fizycznych urządzeń, to jedynym możliwym powodem ich nieistnienia jest możliwość pogwałcenia zasady względności”.

W swoich licznych pracach Thomas Van Flandern dowodzi, że siła grawitacji musi działać w dokładnie ten sam sposób, jak jest obliczana przez astronomów, to znaczy niemal natychmiastowo. W innym przypadku pęd kątowy nie byłby zachowywany i orbity planet byłyby niestabilne. W pracy „Prędkość grawitacji – co mówią eksperymenty”[73] pisze między innymi: „Istnieją standardowe techniki eksperymentalne służące określeniu prędkości propagacji sił. Kiedy stosujemy je do grawitacji, okazuje się, że wszystkie one dają zbyt duże prędkości propagacji, aby można je było zmierzyć – znacznie większe od prędkości światła. Dzieje się tak dlatego, że grawitacja nie posiada w odróżnieniu od światła wykrywalnej aberracji lub opóźnienia propagacji jej działania, nawet w przypadkach (takich jak podwójne pulsary), w których źródła grawitacji znacznie przyspieszają w świetlnym czasie od źródła do celu. W przeciwieństwie do tego skończona prędkość propagacji światła sprawia, że siły promieniowania mają nieradialny składnik, co powoduje rozpad orbit (efekt Poyntinga-Robertsona), lecz grawitacja nie posiada odpowiednika siły proporcjonalnego do zależności v/c pierwszego rzędu. „Ogólna teoria względności tłumaczy te cechy, sugerując, że grawitacja (inaczej niż siły elektromagnetyczne) stanowi czysto geometryczne oddziaływanie czasoprzestrzeni, a nie propagującą siłę natury. Grawitacyjne promieniowanie, które rozchodzi się z pewnością z prędkością światła, jest efektem piątego rzędu w v/c, a zatem zbyt małe, aby odgrywać rolę w wyjaśnieniu różnicy między zachowaniem grawitacji a normalnymi siłami natury. Z tą sprawą wiążą się również problemy z zasadą przyczynowości w przypadku ogólnej teorii względności, na przykład w przypadku prób wyjaśnienia, w jaki sposób zewnętrzne siły działające między binarnymi czarnymi dziurami mogą się ciągle aktualizować bez korzyści wynikających z komunikowania się z masami skrytymi za horyzontami zdarzeń. Te problemy z przyczynowością zostałyby rozwiązane bez jakichkolwiek zmian w matematycznym formalizmie ogólnej względności, ograniczając się jedynie do interpretacji, gdybyśmy grawitację potraktowali jako siłę natury propagującą w płaskiej czasoprzestrzeni z prędkością propagacji wynikającą z danych obserwacyjnych i eksperymentalnych – nie mniejszą niż 2 × 1010 c. Taka zmiana perspektywy nie wymaga zmian w założonym charakterze radiacji grawitacyjnej lub jej propagacji z prędkością światła. Chociaż szybsza od światła propagacja sił gwałci zasadę szczególnej względności Einsteina, to jednak jest ona zgodna z względnością Lorentza, która nigdy nie została eksperymentalnie odróżniona od szczególnej względności – przynajmniej na korzyść tej ostatniej. Nie zakłócając większości obowiązujących w obecnej fizyce zasad, główne zmiany indukowane przez to nowe spojrzenie są korzystne w obszarach, w których fizyka się szamoce, takich jak wyjaśnienie eksperymentalnych wyników w stosunku do nielokalności w fizyce kwantowej, zagadnienie ciemnej materii w kosmologii i możliwa unifikacja sił. Uznanie szybszej od prędkości światła propagacji grawitacji, na co wskazują wszystkie istniejące dane eksperymentalne, może okazać się kluczem do przeniesienia konwencjonalnej fizyki na następny poziom.”

W swojej pracy z roku 2002[74] Van Flandern i Vigier rozszerzają te wyniki i konkludują, że rzekomy einsteinowski „ogólny limit prędkości” c musi być błędny. Należy zrozumieć, że istnienie natychmiastowych sygnałów (w odróżnieniu od nadświetlnych) zostało potwierdzone, co z miejsca obala zasady szczególnej teorii względności, która opiera się na poglądzie głoszącym niemożność synchronizacji dwóch odległych zegarów przy zastosowaniu natychmiastowego sygnału.

UKRYWANIE SKAZY W TEORII KWANTOWEJ

W „Równaniu Diraca i morzu ujemnej energii”[75] (piszący o sobie w trzeciej osobie) D.L. Hotson przedstawia następującą historią zatajania faktów: „(…) Niestety, nie mógł oprzeć się pokusie zadawania niewygodnych pytań. Jego profesorzy nauczali, że od będącej fundamentem fizyki zasady zachowania masy i energii nie ma odstępstw. W „wytwarzaniu par” foton o energii co najmniej 1,022 MeV „tworzy” parę elektron-pozytron, której każdy ze składników posiada energię spoczynkową 0,511 MeV z nadmiarem będącym pędem „stworzonej” pary. Można by więc sądzić, że zasada zachowania nie została naruszona. Ale „wykreowany” elektron i pozytron posiadają spiny (pęd kątowy) o energii h/4π. Przy dowolnym założeniu dotyczącym wielkości elektronu i pozytronu, oznacza to istnienie większej energii od tej, której dostarczył foton w momencie „kreacji”.

— Czyż moment pędu nie jest energią? — zapytał profesora.

— Oczywiście, że jest. Ten półcałkowity spin momentu pędu jest energią niezbędną dla elektronu do ustanowienia trwałej fali stojącej wokół protonu. Ma tu zastosowanie zasada wykluczania Pauliego warunkująca trwanie i stabilność całej materii. Można by powiedzieć, że jest to podstawowa przyczyna istnienia układu okresowego pierwiastków.

— Skąd więc bierze się ta energia? W jaki sposób „stworzony” elektron ma około szesnaście razy większą energię od fotonu, który rzekomo go „stworzył”? Czyż nie mamy tu do czynienia z ogromnym pogwałceniem podstaw fizyki?

— Spin momentu pędu traktujemy jako „inherentną własność” elektronu i pozytronu, a nie jako pogwałcenie zasady zachowania masy i energii.

— Ale to jest faktycznie energia, więc skąd się bierze?

— O „inherentnej własności” się nie mówi i ty też nie będziesz, jeśli chcesz ukończyć te studia — powiedział profesor. Później profesor odprowadził Hotsona na bok i oświadczył mu, że jego „nastawienie” zakłóca prowadzenie zajęć w całej grupie i że przy takim „nastawieniu” nie ma żadnych szans na ukończenie studiów z fizyki, więc niech „sobie oszczędzi kosztów”.

Ostatecznie Hotson skończył na Sorbonie, gdzie studiował francuską literaturę, aby zostać w końcu zawodowym geodetą.”

SKANDAL Z „WIELKIM WYBUCHEM”

W kosmologię „Wielkiego Wybuchu” stworzoną na podbudowie ogólnej teorii względności wtłoczono „ad hoc” szereg zmiennych parametrów i założeń, tak aby teoria zgadzała się z wynikami obserwacji, takimi jak rozszerzanie się, założenie że większość masy wszechświata stanowi „czarna materia”, której nie da się wykryć, a która musi istnieć, ponieważ wymaga tego teoria „Wielkiego Wybuchu”, podobnie jak najnowszy obecnie szlagier w postaci „czarnej energii”.

Dwie spośród trzech osławionych „prognoz” teorii „Wielkiego Wybuchu” – obfitość światła i temperatura mikrofalowego tła – to w rzeczywistości swego rodzaju „retrognozy”, co oznacza, że w ich przypadku teoria zawiodła w ich prawidłowym ilościowym przewidywaniu, po czym skorygowano ją, tak aby pasowała do danych pochodzących z obserwacji.[76]

Trzecia „konsekwencja” – ekspansja Hubble’a – jest, jak podkreśla od lat weteran astronomii Halton Arp, wyłącznie wytworem wyobraźni. Są liczne przykłady mocno przesuniętych ku czerwieni kwazarów, które są związane ze słabo przesuniętymi ku czerwieni galaktykami, poza tym jest też dowód, że przesunięcie ku czerwieni jest skwantyzowane. Astronomia nie dokonała jednak samokorekcji i jedynym uznaniem, jakie udało się Arpowi uzyskać ze strony naukowego establishmentu, było to, że został w dużej mierze, jeśli nie całkowicie,[77] odsunięty od możliwości publikowania prac w pismach naukowych oraz od prezentowania swoich poglądów na konferencjach. Co więcej, odmówiono mu również możliwości korzystania z teleskopu. Szczegółowy opis tej sprawy znaleźć można w „Quasars, Redshifts, and Controversies” („Kwazary, przesunięcia ku czerwieni i kontrowersje”):[78] „Około roku 1980 starałem się umówić na tenisa ze starym i cenionym przeze mnie przyjacielem z Caltechu, który od lat był moim oponentem w sprawie kwazarów. Był zakłopotany i starał się wykręcić od spotkania ze mną. Nazajutrz sześcioosobowy komitet przydzielający [czas obserwacji], którego był członkiem, przesłał mi nie podpisane pismo, w którym wyjaśniono mi, że moje badania zostały ocenione jako bezwartościowe i że mają zamiar odmówić mi przydziału czasu obserwacji… Z dyrektorem mojego obserwatorium skontaktowali się dyrektorzy innych obserwatoriów oraz znani astronomowie, bardzo mocno popierając moje badania i przeciwstawiając się akcji komitetu przydzielającego [czas obserwacji], co więcej, wezwałem członków komitetu do debaty na temat aktualnych faktów naukowych, ale żadna z tych akcji nie zapobiegła nieuniknionemu ostatniemu aktowi. Moje obserwacje prowadzone za pomocą teleskopu w Palomar o średnicy 508 cm zostały przerwane w roku 1983 a w Las Campanas w roku 1984.”

Arp znalazł naukowy azyl w Instytucie Astrofizyki im. Maxa Plancka w Monachium w Niemczech, gdzie umożliwiono mu kontynuację prac. Jednak nacisk nie ustał. W „Seeing Red: Redshifts, Cosmology and Academic Science” („Obserwowanie czerwieni – przesuniecie ku czerwieni i wiedza akademicka”) napisał:[79] „„Jeszcze jeden odosobniony przypadek”. Oczy prześlizgują się po tym wyrażeniu, ponieważ chce się wiedzieć, czy recenzent zarekomenduje publikację. Odpowiedź brzmi: „nie do „Astrophysical Journal Letters””. Przekaz ukryty za tym gładkim frazesem był jasny: „Bez względu na to, jak przekonywające są dane, możemy je zminimalizować i wyeliminować”. O jakie obserwacje chodziło tym razem? O dwa źródła promieniowania X [rentgenowskiego] będące niewątpliwie parą, które przesuwały się przez galaktykę dobrze znaną z jej erupcyjnego charakteru. W pracy donosiłem, że te dwa zwarte źródła wysokoenergetycznej emisji były kwazarami – wyglądającymi jak gwiazdy obiektami o znacznie większym przesunięciu ku czerwieni niż centrum galaktyki NGC4258. Najwyraźniej pochodziły z galaktyki wbrew wszelkim obowiązującym zasadom. Recenzent chytrze wzmiankuje, że „ponieważ nie są znane przypadki takich wewnętrznych, przesadnie przesuniętych ku czerwieni obiektów, autor powinien dołączyć do artykułu krótki opis teorii uzasadniającej taki przypadek”. Momentalnie przeleciałem w myślach trzydzieści lat zbierania danych ignorowanych przez ludzi, którzy byli pewni swoich teoretycznych założeń. Gniew był jedynym uczuciem, jakie odczuwałem – był znacznie silniejszy od tego, jaki wywoływały „recenzje kolegów”, ponieważ to nie była moja praca. Nie musiałem powstrzymywać się i martwić, że ktoś zarzuci mi, iż moja reakcja była spowodowana przez zranioną własną dumę. Jak się ta ostatnia potyczka zaczęła? Otóż kilka lat wcześniej do mojego gabinetu przyszedł astronom rentgenowski z mapą pola otaczającego NGC4258. Znajdowały się tam dwa rzucające się w oczy źródła promieniowania X połączone w poprzek jądra galaktyki. Zapytał mnie, czy nie wiem, gdzie mógłby dostać dobrą fotografię tego pola, aby sprawdzić, czy są tam jakieś obiekty optyczne, które można by zidentyfikować jako te źródła promieni X. Z wielką satysfakcją obróciłem swoje obrotowe krzesło w kierunku znajdujących się za moimi plecami półek i wyciągnąłem stamtąd jedno z najlepszych zdjęć tamtego obszaru. Wykonałem je mniej więcej dwanaście lat wcześniej za pomocą 4-metrowego teleskopu w Obserwatorium Kitt Peak… Wolfgang Pietsch bardzo szybko odnalazł małą punktową korekturę pozycji satelitów i ustalił, że ta rentgenowska para pokrywała się z niebieskimi obiektami gwiezdnymi o pozornej wielkości 20-tego rzędu. W tym momencie doszedłem do wniosku z niemal absolutną pewnością, że te obiekty są kwazarami i raz jeszcze doświadczyłem uczucia euforii, którego doznaje się, kiedy spostrzega się drogę wiodąca ku innej przyszłości. Biorąc pod uwagę oczywistą naturę tych obiektów, uważałem, że Pietsch wykazał odwagę i naukową prawość, publikując następujący komentarz: „Jeśli związek tych źródeł z galaktyką jest rzeczywisty, to mogą być one bipolarnym wyrzutem z jej jądra”.”

Następnie Arp opisuje, jak obstrukcje ze strony establishmentu opóźniały przez lata wykonanie potwierdzającej obserwacji. „Potem rozpoczął się kontredans wykrętów. Konieczne było uzyskanie optycznego spektrum niebieskich gwiezdnych kandydatów do potwierdzenia, że są kwazarami, i ustalenia ich przesunięcia ku czerwieni. Zapotrzebowano niewielki czas obserwacji na właściwym europejskim teleskopie, ale spotkano się z odmową. Pietsch unikał mojego wzroku, kiedy oświadczał mi: „Sądzę, że nie umotywowałem tego zbyt dobrze”. Dyrektor największego na świecie teleskopu w USA zażądał krótkiej obserwacji w celu uzyskania przesunięcia ku czerwieni i odmówiono mu. Dyrektor Instytutu Promieniowania X zażądał potwierdzenia i odmówiono mu. W końcu po prawie dwóch latach, wykorzystując stosunkowo mały, 3-metrowy reflektor umieszczony na Mount Hamilton, E. Margaret Burbidge zarejestrowała widma obu kwazarów w zimową noc, mając w tle nocną poświatę dochodzącą z San Jose. Na szczęście, obowiązkowe odejście na emeryturę zostało zniesione w USA, dzięki czemu Margaret mogła nadal pracować w obserwatorium (pracowała w nim od ponad 50 lat). Oczywiście opinia recenzentów, z której skorzystałem, była skierowana przeciwko jej pracy, która donosiła o tej nowej, ważnej obserwacji. W swoim zdecydowanym i zarazem w wytwornym angielskim stylu, Margaret wycofała swoją pracę z „Astrophysical Journal Letters” i opublikowała ją w europejskim magazynie „Astronomy and Astrophysics Letters”. Oto końcowe konkluzje i podsumowanie Arpa: „Co było szczególnie przerażające w tej serii zdarzeń, to to, że Margaret Burbidge jest osobą, która zasłużyła się społeczności naukowej długą i wybitną pracą. Profesor na Uniwersytecie Kalifornijskim, Dyrektor Królewskiego Obserwatorium Greenwich i Prezes Amerykańskiego Stowarzyszenia na rzecz Postępu w Nauce – to tylko niektóre z jej tytułów. Wydaje się, że… jej naukowym osiągnięciom nie wolno odmawiać szacunku i uczciwego traktowania. Ktoś mógłby twierdzić, że to odosobniony przypadek wynikający z klimatu opinii właściwego dla miejsca, w którym zlokalizowane są biura „Astrophysical Journal Letters”, lecz jak się dalej okaże, ten problem jest wszechobecny w całej astronomii i wręcz przeciwnie do jej lansowanego wzorca występuje również w większości dziedzin współczesnej nauki. Naukowcy, zwłaszcza ci z najbardziej prestiżowych instytucji, regularnie tłumią i ośmieszają odkrycia, które przeciwstawiają się ich teoriom i założeniom.”

G. Burbidge podaje następujące miażdżące podsumowanie antynaukowego postępowania astrofizycznego establishmentu:[80] „Istnienie klasy obiektów, które są przesunięte ku czerwieni, niekoniecznie z powodu ekspansji kosmosu, nie zostało przewidziane ani w teorii wielkiego gorącego „bum”, ani w QSSC [Quasi-Steady State Cosmology – Kosmologia Stanu Quasi-stałego]. Jak sobie radzą z tym zjawiskiem poszczególne hipotezy? Jeśli chodzi o model „wielkiego wybuchu”, to jego zwolennicy stosują taktykę całkowitego zaprzeczania. W ich pracach nie ma ani słowa o danych obserwacyjnych i nie dopuszczają, aby obserwatorzy, którzy chcieliby podawać takie dane, mieli jakąkolwiek okazję do zrobienia tego na konferencjach kosmologicznych. Sprzeciwiają się publikowaniu takich danych, a jeśli już są zmuszeni do ich skomentowania, to twierdzą, że są one niewłaściwe.”

W swojej ostatniej pracy zatytułowanej „Trzydzieści najważniejszych problemów związanych z Wielkim Wybuchem”[81] Thomas Van Flandern dokonuje ogólnego przeglądu problemów dotyczących kosmologii Wielkiego Wybuchu i w podsumowaniu stwierdza: „Wielki Wybuch… przestał stanowić zbiór możliwych do sprawdzenia przewidywań, przy czym jego orędownicy zgadzają się, że niesprawdzenie się któregoś z nich świadczyłoby o fałszywości całej hipotezy. Jest to teoria, która jest w stale poprawiana, tak aby zgadzała się z nowymi, nie oczekiwanymi odkryciami. Wielu młodych naukowców traktuje to jako normalny proces naukowy! Zapomnieli bądź nigdy ich nie uczono, że model jest tylko wtedy wartościowy, kiedy może przewidzieć nowe rzeczy, zanim zostaną odkryte, co odróżnia go od zgadywania oraz od innych modeli. Tłumaczenie nowych zjawisk powinno wypływać z podstawowej teorii przy co najwyżej jednym lub dwóch zmiennych parametrach, a nie po dodaniu do niej nowych elementów. (…) Prawdopodobnie nigdy w historii nauki nie zgromadzono tak wielu wartościowych danych świadczących na niekorzyść tak szeroko akceptowanego modelu. Nawet najbardziej podstawowe elementy tejteorii, takie jak ekspansja wszechświata oraz resztkowe promieniowanie, mają wiarygodne alternatywne wyjaśnienie. Jest zastanawiające, dlaczego w tych okolicznościach cztery dobre alternatywne modele nie są omawiane przez większość astronomów nawet porównawczo.”

Jednym z tych modeli jest zaproponowana w roku 1993 przez Hoyle’a, Burbidge i Narlikara Kosmologia Stanu Quasi-stałego.[82]

KONTROWERSJA W SPRAWIE ANTYGRAWITACJI

W roku 1992 rosyjski naukowiec Jewgienij Podkletnow doniósł o wytworzeniu częściowej osłony antygrawitacyjnej nad wirującym nadprzewodnikiem.[83] Naukowy establishment zareagował na to doniesienie z pogardą i „a priori” odrzucił je.[84]

„Większość fizyków śmiała się z doniesienia Podkletnowa. Riley Newman, profesor fizyki na Uniwersytecie Kalifornijskim, który od dwudziestu lat prowadzi badania nad grawitacją, skomentował to w typowy sposób: „Myślę, że można śmiało powiedzieć, iż osłona grawitacyjna jest wykluczona”. Podobnie jak wielu innych naukowców uważał, że Podkletnow musiał popełnić błąd, mierząc pola magnetyczne lub prądy powietrzne, a nie faktyczne zmniejszenie wagi.

„Jednak niewielu krytyków Podkletnowa zadało sobie trud przeczytania opisu jego badań. Ich reakcja była tak lekceważąca, że zabrzmiała niemal jak uprzedzenie. Z ich punktu widzenia Podkletnow był kimś z zewnątrz, nie należał do „establishmentu grawitacji”. Nie mogli uwierzyć, że fundamentalne odkrycie w dziedzinie fizyki mogło być dokonane przez pozbawionego statusu dyletanta z jakiegoś podrzędnego laboratorium w Finlandii.”

Doniesienie Podkletnowa rozniosło się szerokim echem w roku 1996, kiedy brytyjski dziennik „Sunday Telegraph” podał 1 września, że praca będąca owocem jego odkrycia ukaże się w brytyjskim magazynie naukowym „Journal of Physics D”. Jednak, jak podał niedługo potem „New Scientist”, Podkletnow wycofał w następstwie pewnych zdarzeń swoją pracę.[85]

„Podkletnow wycofał swoją pracę na tydzień przed jej publikacją. Jego decyzja jest wynikiem szeregu dziwnych zdarzeń wywołanych zainteresowaniem mediów jego urządzeniem. Nieco wcześniej w tym miesiącu [we wrześniu 1996 roku] Uniwersytet w Tampere wydał bardzo wyważone w słowach oświadczenie, w którym zaprzeczył jakiejkolwiek wiedzy na temat prowadzenia w nim badań w dziedzinie antygrawitacji. Przyznając, że partycypował w pewnych wstępnych eksperymentach Podkletnowa na początku lat dziewięćdziesiątych, oświadczył, że nie jest już on członkiem jego kadry naukowej. Podejrzenia wzrosły, kiedy Vuorinen, rzekomy współautor pracy, oficjalnie zaprzeczył, że kiedykolwiek pracował razem z Podkletnowem nad antygrawitacją. To całe zamieszanie wyraźnie zdziwiło Podkletnowa, który utrzymuje, że tezy wysunięte w jego pracy są autentyczne, i jednocześnie twierdzi, że uniwersytet mówi prawdę, zaprzeczając prowadzeniu ostatnio jakichkolwiek badań, ponieważ jego praca dotyczy eksperymentów przeprowadzonych w roku 1992. Komentując zaprzeczenie Vuorinena w sprawie udziału w badaniach, Podletnow twierdzi, że musiało zajść nieporozumienie związane z nazwiskiem, że być może to nie ten Petri Vuorinen, który brał udział w jego badaniach. Podkletnow jest związany z Instytutem Nauk o Materii w Tampere na zasadzie nieodpłatnej współpracy. Poszukiwania innej osoby o podobnym nazwisku, która potwierdziłaby udział w badaniach nad antygrawitacją i jednocześnie pracowała na uniwersytecie, okazały się bezowocne. Ta kontrowersja wstrząsnęła Instytutem Fizyki, który jest wydawcą magazynu „Journal of Physics D”. Trzem recenzentom nie udało się znaleźć żadnych błędów w przedstawionych w pracy wynikach, które byłyby w przypadku ich potwierdzenia jednym z największych przełomów w historii nauki. Grawitacja stanowi najbardziej wszechobecną we wszechświecie siłę i jak dotąd nikomu nie udało się osłonięcie materii przed jej działaniem. Odkrycie takiej osłony miałoby ogromne teoretyczne i komercyjne znaczenie. Wobec oświadczenia Uniwersytetu w Tampere i zaprzeczenia Vuorinena w sprawie jego udziału w badaniach Richard Palmer, redaktor naczelny magazynu, uzależnił opublikowanie pracy Podkletnowa od rezultatów dalszych ustaleń. Trzy dni później, 9 września, Podkletnow uwolnił instytut od tego dylematu, wycofując swoją pracę bez podania przyczyny. Przedstawicielowi „New Scientist” oświadczył zaś: „To jest ważne odkrycie i nie chcę, aby poszło w zapomnienie”. Jego praca może już nigdy nie ukazać się w żadnym magazynie naukowym. Mówi się, że Podkletnow uległ naciskowi ze strony nieznanych „agencji sponsorujących” i przyrzekł nie ujawniać żadnych dalszych szczegółów do momentu załatwienia formalności patentowych. Mimo to tajemnica urządzenia antygrawitacyjnego pozostaje. Wiadomo, że jego praca została dokładnie przejrzana przez niezależnych ekspertów od nadprzewodnictwa i zaakceptowana przez ceniony periodyk. Uniwersytet w Tampere przyznaje, że Podkletnow cieszy się opinią dobrego badacza, i uchyla się od odpowiedzi, czy jego urządzenie antygrawitacyjne rzeczywiście działa…”

Uniwersytet pozbył się ostatecznie Podkletnowa, zaś należący do NASA Ośrodek Lotów Kosmicznych im. Marshalla w Alabamie postanowił zbadać jego odkrycie, mimo narosłych wokół niego kontrowersji.[86]

Pierwsza próba powtórzenia eksperymentu nie powiodła się, ale została przeprowadzona bez wystarczającej wiedzy na temat oryginalnego eksperymentu.[87] W roku 2002 NASA wciąż pracowała nad drugą próbą.

Podkletnow twierdzi obecnie, że jest w stanie generować wiązki siły odpychającej. Nick Cook donosi:[88] „Tymczasem zatrudniony obecnie w Moskiewskim Ośrodku Badań Naukowych Podkletnow rozwija swoje pomysły. W ubiegłym roku [2001] opublikował kolejne opracowanie, rekomendowane przez włoskiego fizyka Giovanniego Modanese, które omawia prace nad „impulsowym generatorem grawitacji” zdolnym do tworzenia siły odpychającej wszelką materię. — Wykorzystując silne źródło wyładowań elektrycznych i nadprzewodnikowy „emiter” urządzenie wytwarza „impuls grawitacyjny” — twierdzi Podkletnow — który trwa bardzo krótko i przemieszcza się z ogromną prędkością (praktycznie natychmiastowo) wzdłuż linii wyładowania, przechodząc przez różne obiekty praktycznie bez straty energii. W rezultacie powstaje odpychający efekt działający na każdy obiekt, w który trafia wiązka i którego siła jest proporcjonalna do masy trafionego ciała. Podkletnow twierdzi, że po wyposażeniu urządzenia w celownik laserowy może ono przewracać obiekty odległe nawet o kilometr. Co więcej, uważa, że tym samym urządzeniem można uderzać z nie zmniejszoną siłą w obiekty położone w odległości nawet 200 kilometrów.”

Te doniesienia zwróciły uwagę firmy lotniczej Boeing, która, jak głoszą plotki, również prowadzi badania w zakresie antygrawitacji.

Bez względu na to, czy uda się ostatecznie udowodnić istnienie antygrawitacji, jedna rzecz jest jasna: naukowcy głównego nurtu nie mają tak naprawdę ochoty badać doniesień mówiących o odkryciu antygrawitacji. Robert L. Park, rzecznik Amerykańskiego Towarzystwa Fizycznego, zamieścił w roku 2002 w rubryce zatytułowanej „Co Nowego” typowy komentarz będący wyrazem nienaukowego podejścia fizycznego establishmentu, które można krótko streścić słowami „teoria jest ważniejsza od praktyki”:[89] „Po co Boeing miałby wydawać miliony na testowanie absurdalnego doniesienia mało znanego rosyjskiego fizyka, które nie sprawdziło się w żadnym teście i jest przede wszystkim fizyczną niemożliwością?

DRUGA ZASADA TERMODYNAMIKI POD OSTRZAŁEM

Wyrażona w prostych słowach druga zasada termodynamiki mówi, że w zamkniętym układzie fizycznym użyteczna energia jest tracona na wytwarzanie niepotrzebnego ciepła i że nie da się jej w żaden sposób odzyskać.

Urządzenie, które wytwarza, powiedzmy, energię elektryczną z ciepła otoczenia jest według drugiej zasady termodynamiki niemożliwe i nosi nazwę „perpetuum mobile drugiego stopnia”.

Druga zasada termodynamiki znalazła się jednak pod ostrzałem i może się okazać, że to nienaruszalne prawo natury jest jedynie odbiciem ograniczeń dziewiętnasto- i dwudziestowiecznej techniki.

W pracy zatytułowanej „Półprzewodnikowy demon Maxwella”[90] D.P. Sheehan i A.R. Putnam z Wydziału Fizyki oraz J.H. Wright z Wydziału Matematyki i Komputerologii Uniwersytetu w San Diego proponują budowę półprzewodnikowego urządzenia, które będzie generować użyteczną energię z termicznego tła układów elektronicznych. Autorzy z powodzeniem sprawdzili model na symulatorze i szacują, że technologia konieczna do budowy modelu laboratoryjnego będzie gotowa w roku 2007. We wstępie do swojego doniesienia piszą: „Wciągu ostatnich dziesięciu lat pojawiła się bezprecedensowa liczba wyzwań rzuconych drugiej zasadzie termodynamiki. W tym czasie w ogólnie dostępnej literaturze pojawiło się około 40 prac przedstawiających kilkanaście poważnych wyzwań i tempo przyrostu tego typu publikacji szybko rośnie. Niedawno naukowa prasa głównego nurtu zamówiła monografię na ten temat. Poza tym w celu oceny tych wyzwań zwołano pierwszą międzynarodową konferencję.”

Ktoś mógłby pomyśleć, że mając na względzie wynikające z tego implikacje (przełamanie drugiej zasady termodynamiki oznacza ni mniej, ni więcej, tylko definitywne rozwiązanie kryzysu energetycznego dręczącego ludzkość) rządy, korporacje i naukowy establishment zainteresują się tą sprawą. Ale tak nie jest. Okazuje się, że to zainteresowanie jest nikłe. Wciąż dominuje przekonanie, że urządzenia naruszające drugą zasadę termodynamiki są niemożliwe, ponieważ jej zaprzeczają.[91]

W STRONĘ NOWEGO PARADYGMATU

Zarówno wśród fizyków, jak i osób nie parających się fizyką, panuje przekonanie, że fizyka w zasadzie „opisała” już wszechświat. Zgodnie z tym oznaczającym „kres nauki” poglądem[92] jedyne, co zostało do zrobienia w wielkim przedsięwzięciu o nazwie nauka, to połączenie kilku punktów w celu ostatecznego zestrojenia całości. Otóż, ten obraz jest iluzją stworzoną przez naukowy establishment, który ma inklinację do tuszowania lub ignorowania niewygodnych danych.

Dane omówione w tym artykule sugerują, że zaakceptowany całościowy obraz wszechświata, od jego największych do najmniejszych elementów, jest błędny i że rewolucja w fizyce jest opóźniana. To zła wiadomość dla fizyków głównego nurtu, którzy wciąż żyją w iluzji głoszącej, że „teoria jest wszystkim”, i jednocześnie dobra dla nas wszystkich.

Jeśli wybierzemy losowo jakieś anomalne zjawisko, to możemy być prawie pewni, że nauka odrzuciła je, ponieważ „jest ono niemożliwe w świetle obowiązujących praw fizyki”. Ten „paradygmat paraliżu” jest przyczyną wielkich cierpień ludzkości. Bezpłatna, wolna od skażeń energia zimnej syntezy, eteru lub otaczającego nas środowiska na zawsze uniezależniłaby nas od ropy naftowej i pozwoliła rozwijającemu się światu na dogonienie krajów rozwiniętych. Umożliwiłaby odsalanie wody morskiej w ogromnej skali, zapobiegając w ten sposób nadchodzącemu kryzysowi dostępu do słodkiej wody. W połączeniu z antygrawitacją doprowadziłaby do zrewolucjonizowania transportu i umożliwiła eksplorację kosmosu. Umożliwiłaby skolonizowanie układu słonecznego i podróże do gwiazd. Ale żadna z tych możliwości nie została nawet poddana badaniu przez naukę głównego nurtu, jako że są one traktowane przez nią „a priori” jako niemożliwe.

Kolejna dziedzina, która pozostaje pod silnym wpływem obecnego stanu ignorancji prezentowanej przez fizykę głównego nurtu, to medycyna. Nietoksyczne, tanie i efektywne metody, takie jak homeopatia, akupunktura, energetyczne i duchowe uzdrawianie, pozostają na jej manowcach, ponieważ zakładają istnienie witalnej energii (znanej pod takimi nazwami, jak chi, ki, prana, orgon etc.), która zgodnie z prawami fizyki nie istnieje.

Niewykluczone, że ów odrzucany eter i ta witalna energia to to samo. Jeśli to przypuszczenie okaże się prawdziwe, wówczas zmiana paradygmatu w fizyce spowoduje zmianę paradygmatu w medycynie, biologii i psychologii.

Terapie i praktyki duchowe, które są od dawna wyśmiewane jako oparte na przesądach i ignorancji w odniesieniu do praw przyrody, zostaną naukowo zaakceptowane i będą szeroko stosowane.

Parapsychologia, nie hamowana niezdolnością nauki do wyjaśnienia wzajemnych powiązań życia, stanie się działem głównego nurtu nauki.

Oparta na materializmie ideologia, która leży u podstaw większości problemów, przed jakimi stoi obecnie nasza cywilizacja, upadnie, ponieważ nie będzie już postrzegana jako opoka, na której wspiera się cała wiara i zaufanie współczesnej nauki.

Krótko mówiąc, zmiana paradygmatu w fizyce zainicjuje duchową transformację, która będzie dotyczyła wszystkich aspektów ludzkiej społeczności.

Autorstwo: Rochus Boerner
Tłumaczenie: Jerzy Florczykowski
Źródło: „Nexus” nr 4 (36) 2004

PRZYPISY

[30] John E. Chappell jr, „What Ideas Does The NPA Stand For?” („Za jakimi poglądami optuje NPA?”), luty 2000.

[31] John Farrell, „Did Einstein Cheat?” („Czy Einstein oszukiwał?”), Salon.com magazine, 6 lipca 2000; www.salon.com/2000/07/06/einstein/.

[32] Skrót od California Institute of Technology (Kalifornijski Instytut Technologiczny) – niewielki, prywatny uniwersytet i ośrodek badawczy. – Przyp. tłum.

[33] David L. Goodstein, „Atoms to Quarks” („Od atomów do kwarków”), Wykład 51 z cyklu wykładów na kasetach wideo pod ogólnym tytułem „The Mechanical Universe… and Beyond” („Mechaniczny wszechświat… i jeszcze dalej”), California Institute of Technology/Intelecom, 1985.

[34] Isaac Asimov, „The Two Masses” („Dwie masy”), „The World Treasury of Physics, Astronomy and Mathematics” („Skarbnica fizyki, astronomii i matematyki”), pod redakcją Timothy Ferrisa, Back Bay Books, 1993.

[35] B. Goodman, „A Varied Group” („Zmienna grupa”), „The Scientist”, 9(10):3, 5 maja 1995.

[36] John Farrell, „Did Einstein…

[37] Ronald R. Hatch, „A Modified Lorentz Ether Theory” („Zmodyfikowana teoria eteru Lorentza”), „Infinite Energy”, 7(39):14–23, wrzesień-październik 2001.

[38] Ronald R. Hatch, „Relativity and GPS, Part I” („Teoria Względności a GPS, część I”), „Galilean Electrodynamics”, 6(3):51–57, 1995.

[39] Ronald R. Hatch, „Relativity and GPS, Part II” („Teoria Względności a GPS, część II”), Galilean Electrodynamics, 6(4):73–78, 1995.

[40. A.A. Michelson, E.W. Morley, „On the Relative Motion of the Earth and the Luminiferous Ether” („W sprawie względnego ruchu Ziemi i luminiferycznego eteru”), „Am. J. Set.”, 34:333–345, 1887.

[41] Dayton C. Miller, „The Ether-Drift Experiments and the Determination of the Absolute Motion of the Earth” („Eksperymenty w zakresie dryfu eteru i określenie absolutnego ruchu Ziemi”), „Reviews of Modem Physics”, 5:203–241, lipiec 1933.

[42] P. Marmet, C. Couture, „Relativistic Deflection of Light Near the Sun Using Radio Signals and Visible Light” („Relatywistyczne ugięcie światła w pobliżu Słońca przy zastosowaniu sygnałów radiowych i światła widzialnego”), „Physics Essays”, 12(1):162–173, 1999.

[43] Ian McCausland, „Anomalies in the History of Relativity” („Anomalie w historii teorii względności”), „Journal of Scientific Exploration”, 13(2), 1999.

[44] A. Brillet, J.L. Hall, „Improved Laser Test of the Isotropy of Space” („Ulepszony laserowy test izotropii kosmosu”), „Physical Review Letters”, 42(9):549–552, 26 lutego 1979.

[45] H. Müller, S. Herrmann, C. Braxmaier, S. Schiller, A. Peters, „Modern Michelson-Morley Experiment Using Cryogenic Optical Resonators” („Współczesny eksperyment Michelsona-Morleya przeprowadzony za pomocą kriogenicznych, optycznych rezonatorów”), „Physical Review Letters”, 91(2), 11 lipca 2003.

[46] Robert S. Shankland, „New Analysis of the Interferometer Observations of Dayton C. Miller” („Nowa analiza interferometrycznych obserwacji Daytona C. Millera”), „Reviews of Modern Physics”, 27(2):167–178, kwiecień 1955.

[47] Robert S. Shankland, „Conversations with Einstein” („Rozmowy z Einsteinem”), „American Journal of Physics”, 31:47–57, 1963.

[48] Robert S. Shankland, „Conversations with Einstein II” („Rozmowy z Einsteinem II”), „American Journal of Physics”, 41:895–900, lipiec 1973.

[49] James DeMeo, „Dayton Miller’s Ether-Drift Experiments: A Fresh Look” („Eksperymenty Daytona Millera z prądami eteru – nowe spojrzenie”), „Infinite Energy”, 7(38):72–82, 2001.

[50] M. Psimopoulos, T. Theocharis, „How to test special relativity” („Jak sprawdzić teorię względności”), „Nature”, 319:269, 23 stycznia 1986.

[51] E.W. Silvertooth, „Special Relativity” („Szczególna Teoria Względności”), „Nature”, 322, 14 sierpnia 1986.

[52] E.W. Silvertooth, „Experimental Detection of the Ether” („Eksperymentalne oznaczenie eteru”), „”Speculations in Science and Technology””, 10(1), 1986.

[53] E.W. Silvertooth, „Motion through the Ether” („Ruch poprzez eter”), „Electronics & Wireless World”, str. 437–438, maj 1989.

[54] E.W. Silvertooth, C.K. Whitney, „A New Michelson-Morley Experiment” („Nowy eksperyment Michelsona-Morleya”), „Physics Essays”, 5(1):82–88, 1992.

[55] Thomson ISI Web of science; http://www.isinet.com/products/citation/wos/.

[56] Siegmar Schleif, Tom Roberts, „What is the experimental basis of SR?” („Jakie są eksperymentalne podstawy STW?”); www.math.ucr.edu/home/baez/physics/Relativity/SR/experiments.html.

[57] Bryan G. Wallace, „Radar Testing of the Relative Velocity of Light in Space” („Testowanie radarem względnej prędkości światła w przestrzeni kosmicznej”), „Spectroscopic Letters”, 2:361, 1969.

[58] Bryan G. Wallace, „Letter to the Editor” („List do wydawcy”), „Physics Today”, 34(8), 1981.

[59] Bryan G. Wallace, „Letter to the Editor” („List do wydawcy”), „Physics Today”, 36(1), 1983.

[60] Skrót od Jet Propulsion Laboratory (Laboratorium Napędu Odrzutowego). – Przyp. red.

[61] Bryan G. Wallace, „The Unified Quantum Electrodynamic Ether” („Zunifikowany kwantowy elektrodynamiczny eter”), „Foundations of Physics”, 3(3):381–388, 1973.

[62] Bryan G. Wallace, „The Farce of Physics” („Farsa fizyki”), opublikowana w Internecie pod adresem http://users.navi.net/~rsc/physics/wallace/farce.txt, 1994.

[63] Ronald R. Hatch, „A Modified Lorentz Ether Theory” („Zmodyfikowana Teoria Eteru Lorentza”), „Infinite Energy”, 7(39):14–23, wrzesień-październik 2001.

[64] Izotropia to cecha ciała polegająca na tym, że jego właściwości fizyczne (np. mechaniczne, elektryczne, optyczne) nie zależą od kierunku, w którym się je bada. – Przyp. tum.

[65] H. Müller, S. Herrmann, C. Braxmaier, S. Schiller, A. Peters, „Modern Michelson-Morley Experiment…

[66] Dostępne w Internecie pod adresem www.exphy.uni-duesseldorf.de/OPTIS/optis.html.

[67] Dostępne w Internecie pod adresem http://www.zarm.uni-bremen.de/2forschung/raumfahrt/optis/goals.htm.

[68] „Nature”, nr 427, str. 482–484, 5 lutego 2004.

[69] W.A. Rodrigues jr, J.E. Maiorino, „A unified theory for construction of arbitrary speeds (0 ≤ v ‹ ∞) solutions of the relativistic wave equations” („Zunifikowana teoria konstruowania rozwiązań dla dowolnych prędkości (0 ≤ v ‹ ∞) w relatywistycznych równaniach fal”), „Random Oper. and Stoch. Equ.”, 4:355–400, 1996.

[70] W.A. Rodrigues jr, J.Y. Lu, „On the Existence of Undistorted Progressive Waves (UPWs) of Arbitrary Speeds 0 ≤ v ‹ ∞ in Nature” (W sprawie istnienia w naturze nie zniekształconych fal postępowych o przypadkowych prędkościach 0 ≤ v ‹ ∞”), „Foundations of Physics”, 27:435–508, 1997.

[71] J.E. Maiorino, W.A. Rodrigues jr, „What Is Superluminal Wave Motion?” („Co to jest nadświetlny ruch fal?”), „UNISAL Science & Technology Magazine”, sierpień 1999.

[72] E. Capelas de Oliveira, W.A. Rodrigues jr, „Finite energy superluminal solutions of Maxwell equations” („Nadświetlne rozwiązanie o ograniczonej energii równań Maxwella”), „Physics Letters A”, 291:367–370, 2001.

[73] T. Van Flandern, „The speed of gravity – What the experiments say” („Prędkość grawitacji – co mówią eksperymenty”), „Physics Letters A”, 250:1–11, 1998.

[74] T. Van Flandern, J.P. Vigier, „Experimental Repeal of the Speed Limit for Gravitational, Electrodynamic, and Quantum Field Interactions” („Eksperymentalne uchylenie limitu prędkości dla grawitacyjnych, elektrodynamicznych i kwantowych oddziaływań pól”), „Foundations of Physics”, 32:1031–1068.

[75] D.L. Hotson, „Dirac’s Equation and the Sea of Negative Energy” („Równanie Diraca i morze ujemnej energii”), „Infinite Energy”, 8(43):37, 2001.

[76] T. Van Flandern, „The Top 30 Problems with the Big Bang” („Trzydzieści głównych problemów związanych z Wielkim Wybuchem”), „Apeiron”, 9(2), kwiecień 2002.

[77] H. Arp, D. Russell, „A Possible Relationship between Quasars and Clusters of Galaxies” („Możliwe zależności między kwazarami i gromadami galaktyk”), „Astrophysical Journal”, 549:802–819, 10 marca 2001.

[78] H. Arp, „Quasars, Redshifts, and Controversies” („Kwazary, przesunięcia ku czerwieni i kontrowersje”), Cambridge University Press, 1989.

[79] H. Arp, „Seeing Red: Redshifts, Cosmology, and Academic Science” („Obserwowanie czerwieni – przesuniecie ku czerwieni i wiedza akademicka”), „Apeiron”, str. 9–12, 1998.

[80] G. Burbidge, „Quasi-Steady State Cosmology”; http://arxiv.org/abs/astroph/?0108051, sierpień 2001.

[81] T. Van Flandern, „The Top 30 Problems…

[82] G. Burbidge, F. Hoyle, J.V. Narlikar, „A Quasi-Steady State Cosmological Model with Creation of Matter” („Kosmologiczny Model Stanu Quasi-stałego z kreacją metrii”), „Astrophysical Journal”, 410:437–457, 1993.

[83] E. Podkletnov, R. Nieminen, „A Possibility of Gravitational Force Shielding by Bulk YBa2Cu3O7-X Superconductor” („Możliwość osłony przed siłą grawitacji przez bryłę nadprzewodnika YBa2Cu3O7-X”), „Physica C”, 203(3–4):235–463, 10 grudnia 1992.

[84] C. Platt, „Breaking the Law of Gravity” („Przełamanie prawa grawitacji”), „Wired”, 6(3), marzec 1998, dostępne w Internecie pod adresem www.wired.com/wired/archive/6.03/antigravity.html.

[85] R. Matthews, „Antigravity machine weighed down by controversy” („Antygrawitacyjna machina przeciążona kontrowersjami”), „New Scientist”, 21 września 1996, str. 7.

[86] C. Holden, „NASA’s Fling with Anti-Gravity” („Przygoda NASA z antygrawitacją”), „Science”, 274:183, 11 października 1996.

[87] N. Cook, „Boeing challenges the laws of physics” („Boeing rzuca wyzywanie prawom fizyki”), „Financial Times”, Londyn, 29 lipca 2002.

[88] Jak wyżej.

[89] Robert L. Park, „What’s New” („Co nowego”), 2 sierpnia 2002; http://www.aps.org/WN/WN02/wn080202.html.

[90] D.P. Sheehan, A.R. Putnam, J.H. Wright, „A Solid-State Maxwell Demon” („Półprzewodnikowy demon Maxwella”), „Foundations of Physics”, 32(10), październik 2002.

[91] John Maddox, „Maxwell’s demon: Slamming the door” („Demon Maxwella – zatrzaskiwanie drzwi”), „Nature”, 417:903, 27 czerwca 2002.

[92] J. Horgan, „The End of Science” („Kres nauki”), Little Brown & Company, Wielka Brytania, 1997.

TAGI:

OD ADMINISTRATORA PORTALU: Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

136 komentarzy

  1. Hassasin 14.03.2017 19:49

    A może wynalazki Republiki Weimarskiej były przyczyną kreacji Hitlera ? Trzeba wszystko zmienić żeby wszystko zostało po staremu. I może dlatego ,,jeździmy,, dalej na ropie ?

  2. WacekPlacek 15.03.2017 07:34

    Co za żałosna dziecinada. Jak ktoś jest wrogi wobec teorii to mamy tutaj problem psychologiczny z niedorozwojem emocjonalnym. wrogim to można być wobec stosowania teorii w praktyce a nie wobec samego faktu odmiennego zdania. Naukowcy są tak żałosnymi jednostkami, że to wstyd, że za nasze pieniądze sponsorujemy tą piaskownicę.

    Teoria względności nie jest błędna, tylko względna, bo jest tylko teorią a każda teoria znajdzie na siebie choć jedno doświadczenie które ją obala i podważa, nigdy nie było inaczej i nigdy nie będzie inaczej, fizyka nie odkrywa prawd, nauka nie odkrywa prawdy o rzeczywistości tylko zmyśla prawdy o rzeczywistości, interpretuje ją aby jakoś ogarnąć i uczynić znośnym bezmiar informacji. Jakby ci ludzie choć na chwilę wyciągnęli głowy ze swoich tyłków (choć mylą to z głową w chmurach, dla nich każdy odór jest tym samym, zbiorem danych) to by się do-edukowali w pierwszej kolejności. Nauka i naukowa kultura zrodziła się w Oświeceniu kiedy to ludzie, filozofowie, pierwsi uczeni we współczesnym rozumieniu odrzucili Prawdę i poszukiwanie Prawdy a więc prawdziwych modeli i prawdziwych teorii, bo WIEDZIELI (byli o stokroć inteligentniejsi niż 300 miliardów współczesnych „uczonych” razem wziętych), że do Prawdy potrzebna jest metafizyka i uwzględnienie inteligencji i sensu kryjących się za naturą każdej rzeczy i zjawiska. Biblioteki są pełne literatury na ten temat, są pełne literatury podważającej fizykę Newtona i teorię względności, nie robią tego jedynie doświadczalnie/matematycznie ale logicznie. Naukowcy mając głowę schowaną w „chmurach” nie mają po prostu zielonego pojęcia ile już jest poznane i odkryte, bo myślą, że Prawda może być tylko mozolnie mierzona i wyliczana.

    Żenada, nich oddają ludziom pieniądze i tą neoscholastykę uprawiają za swoje własne. Tak się właśnie kończy zachód i zachodnia cywilizacja. Chińczycy budują pierwszy silnik elekro-magnetyczny, prototyp perpetum mobile, w Rosji i Indiach tworzy się podstawy do doświadczeń nad bioenergetyką, czyli darmową energią i darmową medycyną a tutaj neoscholastycy rozprawiają nad garnkiem zbiorów matematycznych których sami nie pojmują.

  3. realista 15.03.2017 08:09

    żenada to są twoje teorie o dodatkowych kręgach u żyraf albo o przeciwnych wirach nie wiadomo czego tworzących światło. to właśnie ty wymyślasz prawdy o rzeczywistości, a nie fizyka.
    a potem jeszcze piszesz takie głupoty jak te wyżej o nauce i przypisujesz oszałamiającą inteligencję jakimś filozofom, co we wszystkim się mylili…
    to ty masz głowę w chmurach. to ty nie pojmujesz zbiorów matematycznych, a przypisujesz to innym.
    wiesz na co cierpisz? na efekt Krugera-Dunninga… .. .

  4. WacekPlacek 15.03.2017 11:18

    A na jaki Ty cierpisz efekt skoro żyjesz w przekonaniu, że filozofowie się mylili? Żaden filozof się nigdy nie mylił, nawet nie wiesz co głosili bo znasz pewnie wypaczone opracowania. Na tym właśnie polega filozofia że nie głosi prawd więc mylić się nie może, ci uczciwsi wiedzieli, że tylko opisują rzeczywistość, czyli ją wymyślają, interpretują i są lepsze, pełniejsze opisy lub mniej lepsze a nie żadne prawdy. Tylko współcześnie te naukowe snoby myślą, że odkrywają „prawdy”. T ewolucji już jest historią, na świecie żyje 7mld ludzi a wyznaje wiarę w ten nonsens jakieś pół populacji Europy i Ameryki czyli około pół mld ludzi i to akurat ten z problemami demograficznymi i najczęściej chorujący, tak im się ta teoria sprawdza, kwestia 2 wieków i śladu nie ma po tych bzdurach, podobny los czeka fizykę Newtonowską i Heliocentryzm. Modele patrzenia na rzeczywistość, człowieka i wszelkie prawa zmieniają się średnio co pięć stuleci.

  5. realista 15.03.2017 11:33

    oczywiście, że się mylili. na przykład twierdząc, że wszystko składa się z 4 żywiołów, czego zbadać nie potrafili, bo nie byli naukowcami. i mylili się.
    piszesz, że filozofia nie głosi prawd, ale jest stokroć lepsza od nauki, która tylko zmyśla prawdy o rzeczywistości… nie zmyśla, tylko tacy jak ty, co to z nauką im nie po drodze, nie rozumieją o czym mówi nauka, bo nie ogarniają tych informacji, którymi nauka się zajmuje. zbyt wieloma, jak napisałeś…
    powołujesz się na to, że ludzie nie wierzą w ewolucję? i czego to dowodzi? czego dowodzi, że Wacuś nie wierzy w ewolucję? i potem bredzi coś o dodatkowych kręgach u żyraf… jakbyś rozumiał, to byś wierzyć nie musiał.
    i dobrze, że się w nauce zmienia. świetnie! nauka coraz lepiej rzeczywistość ogarnia. musi się zmieniać, bo kiedyś na przykład tacy filozofowie opowiadali bajdy o 4 żywiołach, ale się to zmieniło i teraz WIEMY o pierwiastkach i jak nimi manipulować dzięki chemii.
    i tylko tacy, co nie ogarniają, to im się wydaje, że to wszystko głupie. jakbyś rozumiał, to by głupie nie było. czego ci życzę, ale się tego zapewne nie doczekam… .. .

  6. WacekPlacek 15.03.2017 12:10

    @realista

    Nikt się nie mylił w niczym głosząc zasadę 4 żywiołów – stan ciekły, gazowy, stały plus ogień jest nawet jeszcze piąty – eter który fizyka nazywa czasoprzestrzenią a nawet i 6 i 7 ale są to stany świadomości która nie znajduje się w naszych głowach tylko pod powłoką właśnie materii w 5 żywiołach. Każdą materię można podpiąć po któryś z tych stanów, to jest tylko bardziej ogólny opis i tablica pierwiastków tylko i jedynie rozkłada to na większe szczegóły. Nie ma tutaj żadnego błędu ani żadnej pomyłki, jest tylko inne spojrzenie i inny język wyrażania się a pojęcia traktują dosłownie tylko ludzie opętani fanatyzmem religijnym. W Chinach istnieje żywioł drewna np i nie ma w tym nic błędnego, bierze się właściwości jakie posiada drewno i porównuje się je z właściwościami opisywanego bytu/zjawiska dzięki czemu można powiedzieć, że np danego człowieka stanowi żywioł drewna, bo jego zachowanie przybiera postać tych właśnie właściwości, co nie oznacza, że mowa o pierwiastkach i drewnie z chemicznej czy fizycznej perspektywy, bo te nauki mają język i pojęcia dla siebie a nie dla stanowienia wszystkich opisów świata.
    Ty żyjesz w przekonaniu, że pojęcia redukcjonizmu tj pierwiastek, atom, gen są czymś prawdziwszym, bardziej rzeczywistym niż metafory poetyckie i alegoryczne. To są także alegorie i tylko inne nazwy na to samo u źródła czyli na przejaw dyferencjacji energii.

    Nie twierdzę, że filozofia jest ważniejsza od nauki, ale że jest jej podstawą i nie można uprawiać nauki bez założeń filozoficznych a te założenia są właśnie tym „wymyślaniem”. Tylko współcześni naukowcy dzielą na wiedzę lepszą i gorszą, tymczasem jest tylko pełniejsza i bardziej szczegółowa lub bardziej luźna i ogólna/uniwersalna.

    To, że ludzie nie wierzą w t ewolucji po mimo jej upowszechnienia i edukacji świadczy tylko o tym, że to tylko teoria i większość osób nie jest do niej przekonania. Jedni odrzucają bo mają stare wyjaśnienia wynikłe z tradycji, inni ją odrzucają bo się jej przyglądnęli w detalach i zobaczyli gdzie jest błędna, jeszcze inni odkodowują starożytne teksty i jest tam dokładnie opisana zupełnie inna bajka o pochodzeniu człowieka.

  7. lboo 15.03.2017 12:30

    Nie ma się co przejmować współczesną nauką, sama się unicestwi.
    Nie kopie się leżącego.

  8. realista 15.03.2017 12:31

    mylili się bardzo, bo nie chodziło o stan skupienia, jak próbujesz imputować, tylko że z tego są zbudowane.

    tablica pierwiastków informuje nas doskonale o ich właściwościach i daje konkretne odpowiedzi jakościowe i ilościowe. filozoficzne 4 żywioły natomiast absolutnie nic nie wnoszą. są zmyśloną rzeczywistością.

    pojęcia jak pierwiastek czy gen dają możliwość zrozumienia zagadnienia i dalszego wyjaśniania kolejnych zagadnień. poetyckie czy alegoryczne opisy pozostają dla tych, którzy zagadnień nie rozumieją i dlatego wymyślają rzeczywistość, co do niczego i tak nie doprowadzi.

    nazywasz teraz umiejętność wykorzystywania wyobraźni do tworzenia nowych koncepcji filozofią. to nie jest to samo. filozofia tylko też z tego korzysta.

    ośmieszasz się słowami „to tylko teoria”, i czas by był, abyś w końcu pojął czym jest teoria naukowa.

    to, że ludzie nie rozumieją ewolucji i w nią nie wierzą jest dla faktu jej zachodzenia bez znaczenia. argumenty podnoszone przez jej przeciwników są w zasadzie wszystkie błędne. sam też podnosiłeś „genialny” argument o wyrastaniu dodatkowych kręgów żyrafom, nie? tak samo argumentują inni. brednie, i co z tego?

    pochodzenie człowieka jest tylko jednym z aspektów teorii ewolucji, a jeśli nawet historia była inna, czyli na przykład kosmici majstrowali przy naszym DNA, to co z tego?… .. .

  9. realista 15.03.2017 12:33

    dlaczego nauka miałaby się unicestwić? może mylisz naukę z technologią i przemysłem? bo nauka to coś o wiele szerszego… .. .

  10. lboo 15.03.2017 12:38

    @realista: „może mylisz naukę z technologią i przemysłem?”

    Właśnie z tego powodu: każdy kto myśli inaczej, myli się.
    Ty przynajmniej dodałeś „może”.

  11. realista 15.03.2017 12:53

    no to mylisz czy nie? co miałeś na myśli mówiąc, że nauka się sama unicestwi?… .. .

  12. WacekPlacek 15.03.2017 12:55

    @realista
    A co niby wnosi podział na stany skupienia? Też jest bezwartościowy?

    Dawnej nie zdobywano wiedzy dla wiedzy i nie poznawano aby rozwijać technologię, żaden myśliciel ani filozof nie zasłyną z tego, że opisał podstawy pracy cieśli czy murarza co nie oznacza, że nie budowano zaawansowanych inżynieryjnie rzeczy. Dawniej każda wiedza musiała być po pierwsze uniwersalna, czyli zrozumiała dla każdego a nie dla tego kto wykuł na pamięć regułki i oswoił specjalistyczny żargon, musiała być komplementarna i musiała mieć powiązanie z egzystencją człowieka, wnosić z automatu dla niego jakieś zrozumienie siebie samego i świata, nie służyła OPISYWANIU świata ale WYJAŚNIANIU a do wyjaśniania potrzebne jest nadawanie sensu każdemu zjawisku, nawet ziarenku piasku.

    Ja dzięki odniesieniu się do żywiołów leczę się od lat, nie robię badań krwi i moczu, nie potrzebuję prześwietlenia, wiem wszystko dzięki poetyckim metaforom, jeszcze nigdy nie chybiłem z diagnozą. Dzięki alchemii leczę się i ustalam dietę, dzięki astrologii przewiduję nastroje geopolityczne i rozwój kultury, dzięki magi rozwiązuje swoje problemy międzyludzkie i jeszcze się nie zawiodłem ani razu. Nie potrzebuje tutaj wiedzy szczegółowej bo ona tylko komplikuje sprawę i utrudnia podjęcie decyzji.

    Twoje szczegółowa wiedza rozwija tylko i wyłącznie technologię i tworzy większy komfort życia co nie oznacza, że lepiej poznaje życie i czyni je lepszym i bardziej wartościowym, bo ludzie tkwią w tych samych problemach od tysięcy lat popełniając te same pomyłki, różnica tylko taka, że kiedyś każdy miał odpowiedź na wszystko, a dziś każdy wie wszystko ale nie ma odpowiedzi na nic.

    Ludzie nie rozumieją t. ewolucji bo ma błędy, za to rozumieją inne rzeczy co sprawia, że się mnożą i rozwijają czyli ewoluują w przeciwieństwie do tej kultury w której się niby t. ewolucji rozumie, tam są niże demograficzne, choroby i wieczne lęki o przyszłość. Ewolucja przecież polega na tym, że ci co się nie dostosowali wymierają, czyż nie?

    Kosmici nie majstrowali przy DNA bo ich nie ma a człowiek nie jest tylko swoim DNA i tylko ciałem, był tutaj zanim pojawiła się pierwsza małpka i wcale nie był/jest ssakiem. Pojęcie człowiek jest rozumiane powierzchownie przez lud, nie jest wyjaśnione dogłębnie i w esencji, a tam Człowiek=Wszystko.

  13. lboo 15.03.2017 13:04

    @realista: „no to mylisz czy nie?”

    Ja nie wiem, może nauka Ci odpowie na to pytanie ;)
    Zresztą trochę dziwne wydaje mi się pytanie kogoś go wygłasza jakąś opinię na temat przyszłości czy się myli. Zazwyczaj osoby mówią to co myślą, jeśli mówią inaczej niż myślą to jest to kłamstwo nie pomyłka.
    A może chodziło Ci o to czy mylę naukę z przemysłem i czymś tam. To odpowiem też nie wiem bo to bardzo szerokie pojęcia. Może po prostu napiszę co miałem na myśli pisząc nauka.
    Chodzi mi o tych nadętych d… mieniących się naukowcami którzy uważają się za pępek świata i wydaje im się że wszystko wiedzą. Nauka będzie więc cała sferą (pseudo?)intelektualną tworzoną przez owych zachłyśniętych samouwielbieniem yntelektualistów.
    A mniej emocjonalnie: mam na myśli główny zinstytucjonalizowany nurt osób zajmujących się rozpowszechnianiem i poszerzaniem wiedzy o współczesnym świecie.

    „co miałeś na myśli mówiąc, że nauka się sama unicestwi?”

    Zadajesz trudne pytania, unicestwi się to znaczy ze się unicestwi. Połknie własny ogon ;)
    A bardziej „naukowo”: Niefrasobliwe podejście współczesnej nauki do rozważania wątpliwości dotyczących współczesnych dogmatów naukowych spowoduje w przyszłości że owa (nauka) przestanie w oczekiwany sposób opisywać rzeczywistość i ludzie przestaną w nią wierzyć.

    PS Czytając co właśnie stworzyłem zauważyłem że zachowuje się jak współczesna nauka: proste myśli wyrażam skomplikowanymi słowami po to żeby ktoś inny zrozumiał.

  14. realista 15.03.2017 13:19

    oczywiście, ze stan skupienia jest bezwartościowy w stosunku do układu okresowego pierwiastków. jaja sobie robisz? nie widzisz różnicy?

    oczywiście, że filozofia sama w sobie nic nie wyjaśnia ani nie rozwija technologii. co najwyżej właśnie opisuje na poziomie teoretycznym, bo nie dochodzi do weryfikacji.

    „wykucie na pamięć regułek” i używanie specjalistycznego żargonu jest konieczne do opisu wszystkich dziedzin życia, nie tylko nauki. do czego prowadzi rozmowa bez rozumienia definicji i słownictwa widać w twoim przypadku właśnie, kiedy na przykład nie rozumiesz czym jest kąt padania promieni na płaszczyznę.

    moja szczegółowa wiedza pozwala poznawać wszystkie dziedziny, a nie mówi nic tylko tym, którzy zamknęli się na nią i wolą w kółko pisać brednie. odpowiedzi są na ogromną liczbę pytań. ale jak ktoś nie chce, to ich przecież nie pozna…

    teoria ewolucji nie ma błędów, a ludzie jej nie rozumieją bo brak im wiedzy i wyobraźni.

    bardzo płytko rozumiesz ewolucję… wymieranie to cecha gatunku, a nie osobnika. a ewolucja nie polega na tym, że niedostosowani wymierają, tylko że ci, którzy mają potomstwo przekazali swoje geny.

    a to ci wyjaśnienie… człowiek = wszystko… teraz nauka może się cmoknąć, już wszystko wiadomo… .. .

  15. Fenix 15.03.2017 13:23

    „Krótko mówiąc, zmiana paradygmatu w fizyce zainicjuje duchową transformację, która będzie dotyczyła wszystkich aspektów ludzkiej społeczności.” Prawda tym jest.

  16. realista 15.03.2017 13:25

    lboo, ale ja napisałem, że może mylisz naukę z technologią, a nie, że się mylisz. to jest taka wiesz… subtelna różnica.
    w sumie nic nie napisałeś w odpowiedzi. nauka się unicestwi bo tak…
    nauka nie wyraża prostych rzeczy skomplikowanymi słowami. po prostu oddaje złożoność. niekiedy nie wytłumaczysz czegoś na „chłopski rozum”. musisz się posiłkować określeniami, albo i tak opisać zagadnienie.
    na przykład jak komuś wytłumaczysz, że nie ma zaćmienia Słońca i Księżyca co 2 tygodnie? musisz powiedzieć o orbicie, płaszczyźnie ekliptyki, kącie, węzłach wstępującym i zstępującym i innych rzeczach. prosta rzecz a nie opiszesz jej bez tego… .. .

  17. lboo 15.03.2017 13:31

    @realista: Przepraszam ze nie zrozumiałem, już poprawiłem.

    „w sumie nic nie napisałeś w odpowiedzi. nauka się unicestwi bo tak…”
    Pytałeś co znaczy że nauka się unicestwi, a nie dlaczego … „to jest taka wiesz… subtelna różnica.”

    PS Przyznaj że jest taka ochota żeby jeśli ktoś myśli inaczej, albo nie mamy kontrargumentu dokopać że się pomylił gdzieś. Te drobne złośliwości które dają tyle satysfakcji z poczucia wyższości. Ehhh… Dzięki w każdym bądź razie że mi to uświadomiłeś.

  18. realista 15.03.2017 13:42

    pytałem „dlaczego nauka miałaby się unicestwić?” oraz „co miałeś na myśli mówiąc, że nauka się sama unicestwi?”, a nie „co znaczy…?”.
    „to jest taka wiesz… subtelna różnica.”… .. .

  19. realista 15.03.2017 13:45

    i nigdzie ci nie dokopywałem, bo „myślisz inaczej”, ani nie pisałem, że „się pomyliłeś”. poprosiłem o uzasadnienie, a zamiast tego dostałem jakieś bohomazy. lepiej się poczułeś?

    ale okej, przeczytałem twój poprawiony post. widać niechęć to bliżej nieokreślonych naukowców z bliżej nieokreślonego powodu. dla mnie to argument bez wartości… .. .

  20. lboo 15.03.2017 13:51

    @realista:
    Przepraszam że zdania:
    „co miałeś na myśli mówiąc, że nauka się sama unicestwi?”
    nie zrozumiałem: dlaczego uważasz że nauka sama się unicestwi. Znowu wygrałeś ;)
    ” i co, lepiej się poczułeś?… .. .”
    Właśnie staram się nie podążać za tymi starymi nawykami. Wolę np teraz poczuć się lepiej wyrażając swoje poglądy nie obrażając przy tym współdyskutanta: „a zamiast tego dostałem takie bohomazy jak wyżej.”

    „widać niechęć to bliżej nieokreślonych naukowców z bliżej nieokreślonego powodu.”
    Raczej odczuwam niechęć do określonej postawy zabetonowanego światopoglądu niż do osób które taką postawę przejawiają. Ale masz racje, powinienem to uważniej sformułować, bo można było wywnioskować co innego.

  21. realista 15.03.2017 13:58

    bohomazy były, bo pisałeś nie na temat. naprawdę myślisz, że chodzi o to, by się lepiej poczuć? śmieszne… .. .

  22. realista 15.03.2017 14:02

    cyt.:”Raczej odczuwam niechęć do określonej postawy zabetonowanego światopoglądu”
    ale ten „zabetonowany światopogląd” nauki to wypadkowa wiedzy, jaką posiedliśmy przy zastosowaniu METODY NAUKOWEJ, która nie dopuszcza bezpodstawnych hipotez. to chyba dobrze, że nauka nie dopuszcza do „zabetonowanego światopoglądu” jednorożców i wróżenia z flaków zwierząt… .. .

  23. WacekPlacek 15.03.2017 14:02

    @realista

    Twoja szczegółowa wiedza jest wiedzą dla wiedzy, liczy się tyle ile potrafisz zastosować w życiu. Masz wybitną wiedzę o ludzkim ciele ale nawet katar stanowi problem, masz wiedzę o galaktykach ale nie wiesz jak sprawić aby pomidor urósł zdrowo zachowując swoją największą potencję albo jak zrobić aby komary nie kąsały w upale. To co nazywasz wiedzą to tylko spamiętanie informacji, wiedza jest umiejętnością i z tego co wiesz umiejętnie wykorzystujesz jakąś połowę jak nie i mniej.

    Średniowieczna scholastyka była bardzo zaawansowaną i wybitną formą pewnego rodzaju gier logicznych.Średniowiecze miało wyjaśnienie wszystkiego, znali odpowiedź na wszystko, co nie oznacza, że wiedzieli wszystko, w danej epoce interesują ludzi pewne pytania i na nie udziela się odpowiedzi, czego oczy nie widzą tego sercu nie żal i jak ktoś nie zna pojęcia komórka ciała to o to nie pyta co nie oznacza, że nic nie wie o ciele, bo wie tyle ile mu potrzeba i w średniowieczu ludzi też chorowali też się leczyli, innymi sposobami tylko (na długość życia to się nie przekłada bo umiera się z innych powodów niż choroby, głównie umierają noworodki i chodzi tutaj o higienę, skale wojen i ubóstwa).
    Ta scholastyka nie posuwała człowieka do przodu, niczego nie potrafiła dalej wyjaśnić, wszystko było albo albo dlatego w Odrodzeniu ludzie powiedzieli dość, i zaczęli tworzyć inny język, inaczej definiować rzeczy i poznawać, zmienili paradygmat co dało Kartezjusza, Galileusza, Newtona i innych oraz alchemie, astrologie i sztuki magiczne (psychologie). Stary sposób rozumowania, czyli Kościół zwalczał jednak przejawy wszelkiego postępu w wiedzy, co nie oznacza, że zawsze tak było, bo u swych początków był postępowy i wnosił wiele, ale czując się zagrożonym zwalczał i dyskryminował odmienność co sprawiło, że najbardziej zaawansowane poznanie pod postacią alchemii, astrologi i magi zeszło do podziemia, utrzymało się tylko to co zwiemy racjonalizmem bo było to praktyczne i potrzebne w podstawach życia. Ten racjonalizm w Oświeceniu się wyklarował, odrzucił pozostałość starego myślenia totalnie, odrzucił Metafizykę czyli próbę szukania prawdy i sensu w czymkolwiek uznając, że warto poznawać tylko to co bezpośrednio użyteczne a prawda jest sprawą indywidualną a nie kwestią nauki. Tak narodziła się Nowożytność, materializm, atomizm, redukcjonizm i naukowy scjentyzm i to króluje do dziś. Problem tylko w tym, że to doszło już tak daleko, że jest obecnie na tym samym poziomie na którym byli średniowieczni myśliciele, czyli na poziomie scholastyki, bo dywagacje t. ewolucji nie wnoszą niczego do życia, niczego nie potrafią przewidzieć ani dać żadnej pewności zarówno jeśli chodzi o zdrowie człowieka, jego lepszą „hodowlę” czyli jego doskonalenie się jak i przewidywanie kolejnych tych tzw „naturalnych selekcji”. Dokonuje się selekcji sztucznych tylko do pewnego bardzo wąskiego zakresu, albo obserwuje te naturalny tylko na mikroorganizmach i na tym z lenistwa i ignorancji zbudowano głupią i nielogiczną teorię o całości życia biologicznego. Nic się nie wie i podobnie dzieje się w fizyce a bardziej a astronomii i kosmologii i tych teoriach względności lub tp. To jest etap neoscholastyki czyli gadania dla gadania i tutaj pojawią się ludzie którzy powiedzą DOŚĆ i będą dla nauki nowymi Kartezjusz’ami, Newton’ami i Galileusz’ami i tak samo jak Kościół kiedyś za postęp prześladował tak samo te dorosłe dzieci zwane współcześnie, błędnie, „uczonymi” będą wyśmiewać i tyranizować, wykluczać i prześladować, wydalać i zwalczać każdego kto tylko będzie próbował zmienić oficjalny paradygmat w nauce na bardziej postępowy.
    To się dzieje cyklicznie co około 5 stuleci a raz na 2 tyś lat dzieje się to o wiele mocniej i dobitniej o czym poucza nas astrologia. Wchodzimy w erę Wodnika, upadnie patriarchat, upadnie kapitalizm, upadnie materializm i materialistyczna nauka, co nie oznacza, że było to złe, to po prostu już nie działa dobrze i musi przeminąć tak jak wszystko musi przeminąć.

  24. lboo 15.03.2017 14:06

    @realista: „naprawdę myślisz, że chodzi o to, by się lepiej poczuć?”

    Nawet jeśli sobie nie zdajemy sprawy z powodów naszego działania to takowe są. Czasem działa to automatycznie, podświadomie.
    Zresztą pisałem o sobie, czy jest jakiś powód dla którego odniosłeś to do siebie?

    „bohomazy były”
    Nawet jeśli napiszesz bohomazy, to ja nie muszę o tym wspominać. Bo jeśli to są bohomazy to i tak każdy widzi, a jeśli po prostu czegoś nie zrozumiałem to nie wyjdę na głupka. Oczywiście zawsze lepiej spytać jak się nie rozumie co autor miał na myśli, niż od razu zakładać że to nie ma sensu. I przypomniała mi się kolejna cecha współczesnych naukowców: jeśli czegoś nie rozumiem, to są to bzdury.

  25. realista 15.03.2017 14:16

    cyt.:”Twoja szczegółowa wiedza jest wiedzą dla wiedzy”

    absolutnie i kategorycznie NIE. korzystasz z tej wiedzy codziennie egzystując. piszesz na komputerze, bity w formie światła lecą po światłowodach, wyświetlane są na monitorze z chemicznych tworzyw sztucznych, siedzisz w domu wybudowanym dzięki wiedzy architektów. praktyka wykorzystała wiedzę. jak myślisz – ile odkryć i naukowców było do tego potrzebne?

    to, że wiemy o galaktykach nie znaczy, że automatycznie nie wiemy co zrobić z pomidorem czy komarami. wiedza to nie spamiętanie informacji, tylko włączenie ich do ogólnej puli.

    starasz się przekonywać, że wiedza jest niepotrzebna… daremnie. jeśli ktoś przeżyje, bo dzięki wiedzy uratuje go antybiotyk, to dla ciebie i tak bez znaczenia, bo się ludzie zawsze jakoś tam leczyli… no głupie to jest…

    wiedza nie musi być tylko praktyczna, bo nie mamy pojęcia do czego kumulacja wiedzy doprowadza w przyszłości, a przekonaliśmy się niezliczoną ilość razy, że poprzednie odkrycia mają wpływ na obecne. gdy konstruowano pierwszy laser wielkości samochodu, to myślisz, że wiedziano, że będziemy dzięki niemu odczytywać płyty CD? albo poziomować sufit? albo deformować lustra w teleskopach? wykonywać zabiegi? zrozum to, że nie wiadomo a priori do czego przyczyni się każde odkrycie.

    era wodnika… .. .

  26. realista 15.03.2017 14:22

    cyt.:”czy jest jakiś powód dla którego odniosłeś to do siebie? ”

    tak, taka konstrukcja wypowiedzi:

    Znowu wygrałeś ;)
    ” i co, lepiej się poczułeś?… .. .”

    cyt.:”Oczywiście zawsze lepiej spytać jak się czegoś nie rozumie co autor miał na myśli, niż od razu zakładać że to nie ma sensu.”

    też dlatego pytałem, ale w odpowiedzi dostałem masło maślane. więc oceniłem odpowiedź jako „wysoce niekompletną”.

    cyt.:”I przypomniała mi się kolejna cecha współczesnych naukowców: jeśli czegoś nie rozumiem, to są to bzdury.”

    dziwne, ja takie coś zauważam u przeciwników nauki, a nie u naukowców. nie wiem o jakich ty bliżej nieokreślonych naukowcach piszesz. nie znam takich… .. .

  27. WacekPlacek 15.03.2017 14:41

    @ realista
    Nie staram się przekonywać, że wiedza jest niepotrzebna, staram się przekonać, że wiedza o tym jak wystrugać sto różnych odmian ołówków jest wiedzą dla wiedzy.

    Wiedza to umiejętność i masz tylko jedną umiejętność strugania ołówka który ma określone zastosowanie, to że to rozwiniesz na detale i to zrobisz na sto różnych sposobów nie oznacza tego, że robisz coś lepiej i coś ważniejszego.
    Postęp jest wtedy kiedy zdobywasz nowe umiejętności, umiejętność=wiedza a nie wtedy kiedy posiadaną umiejętność przeobrażasz na tysiące różnych sposobów. Wtedy masz tylko komfort i zabawę i tego nie pojmujesz.

    Scholastyka to taka gra, zabawa, tak samo jak wcześniej była nią sofistyka która wrzuciła na stulecia w zapomnienie świat antyczny. To nie rozwija człowieka, przez to nie ewoluuje bo ewolucja nie jest tym co głosi współczesna neoscholastyka czyli t. ewolucji, nie polega na przekazaniu genów, w ewolucji nie liczy się osobnik i jego cechy, nie ma wartości, jest tyle warty co proch i pył, w ewolucji liczy się populacja i cechy populacji na danym terenie i tylko to się rozwija i ewoluuje. Nauka jeśli ma być nauką musi się rozwijać i mnie nie interesuje ile ekstra telefonów, telewizorów i komputerów się dziś wymyśli, to będzie to samo co mamy, ta sama rzecz i umiejętność która w ten sam sposób zafiksuje i przytłumi nasze zdolności i talenty tak jak to robi dotychczas. Postęp naukowy i wiedza naukowa to nie lepszy lek na katar, tylko zrozumienie czym jest katar a nie sam jego opis, i to takie zrozumienie, że zniknie on całkowicie z naszego słownika, ludzie nawet nie będą wiedzieli co to jest. Póki masz katar to masz taką samą wiedzę na jego temat jak pastuch owieczek w starożytnym Sumerze i ani milimetra więcej.

  28. replikant3d 15.03.2017 14:44

    Wielka część obecnej fizyki jest oparta na błędnych założeniach. Ale był to celowy zabieg iluminatów aby trzymać ludzkość na planecie. Wszystkie największe hołubione ,,autorytety,,naukowe były powiązane z tymi tajnymi organizacjami. Wystarczy trochę ,,pogrzebać,, jedynie Tesla nie był i dlatego został ,,wymazany,, na dziesięciolecia ze świadomości środowiska naukowego i ludzi. A ile takich ,,uciszono,, zanim zanim opublikowali swoje odkrycia? I nadal się to robi? Nie wiem gdzie ty żyjesz ,,realisto,, ale jesteś przykładem doskonałego obywatela o którym marzą te organizacje. Wyłącznie ,,oficjalna,, nauka zero własnej ciekawości i zero refleksji. nawet nie zdajesz sobie sprawy ile ,,prawd,,naukowych jest w tej chwili obalanych z hukiem. Ciekawe ile ci płacą za to? Bo twój nick zauważyłem na wielu innych stronach …co daje dużo do myślenia….

  29. realista 15.03.2017 15:01

    cyt.:”wiedza o tym jak wystrugać sto różnych odmian ołówków jest wiedzą dla wiedzy.”

    taka wiedza może i tak, ale nie taką wiedzą się zajmuje nauka.
    jak zwykle spłyciłeś i znowu umknęło ci to, co powtarzałem wielokrotnie – nie wiadomo a priori do czego można wykorzystać zdobywaną wiedzę.
    nie wiem gdzie ty widzisz w nauce „przeobrażanie na tysiące różnych sposobów”. nauka dąży do spójności na jak najprostszym poziomie. a często szczegóły grają rolę.

    cyt.:”w ewolucji nie liczy się osobnik i jego cechy”, „w ewolucji liczy się populacja i cechy populacji na danym terenie i tylko to się rozwija i ewoluuje.”

    populacja to zbiór osobników, i one są tak samo istotne, bo to ich cechy i ich przetrwanie definiuje populację. to tak jakbyś stwierdził, że pomidory się nie liczą, tylko plantacje pomidorów…

    cyt.:”Nauka jeśli ma być nauką musi się rozwijać i mnie nie interesuje ile ekstra telefonów, telewizorów i komputerów się dziś wymyśli”

    no i się rozwija. wcale nie polega na „wymyślaniu ekstra telefonów”, choć i tu STALE pojawiają się nowe wynalazki i patenty. oddziel naukę od technologii, która jest jej pochodną.

    bez zrozumienia czym coś jest i jakie zjawiska za tym stoją nie można mówić o wykorzystaniu lub zapobieganiu. wiemy czym jest katar więc wiemy, że nie ma możliwości aby mu zapobiegać. zamiast więc tańczyć nad ogniem to dostarczamy organizmowi witamin i unikamy szkodliwych zachowań. i o ile w przypadku tak trywialnego kataru możesz powiedzieć, że pastuch wie tyle samo, o tyle w przypadku bardziej zaawansowanej wiedzy już ta teza leży. to co piszesz odnosi się wyłącznie do prostych zjawisk… .. .

  30. realista 15.03.2017 15:05

    ty, replikant, za dużo nie myśl, bo ja ten nick mam tylko na WM. „ile ci płacą” jest bardzo bezczelnym i głupim tekstem.

    nie masz pojęcia jakie mam refleksje i jak wielką ciekawością się wykazuję. byłbym bardzo niedoskonałym obywatelem, bo od zawsze kwestionowałem autorytety. to co prezentuję w moich komentarzach jest przeze mnie przemyślane niejednokrotnie. wiem co mówię.

    oświeć mnie ile prawd naukowych jest obecnie obalanych z hukiem… .. .

  31. andig 15.03.2017 16:00

    Czekałem na jakieś ciekawe komentarze, a otrzymałem bełkot. Czasem się zastanawiam czy Wy dla jaj tylko tak piszecie, czy naprawdę wierzycie w to co piszecie.

    Co do artykułu – generalnie problem z niedocenianiem/odrzucaniem teorii z powodów osobistych jest stara jak świat. Niestety nie widzę, by ktoś próbował temu zaradzić.
    Druga sprawa – klikam w źródło, a tam? Księgarnia sprzedająca „magię”. Jasno jest napisane, że to tłumaczenie, po czym odsyła nas to do księgarni Oo. Dobra, kij z tym, że link zły. Szukam w tej księgarni tego artykułu – http://www.kontestator.eu. Po pierwsze w ogóle jest nie o tym, po drugie jest… po polsku… Więc o jakim tłumaczeniu mowa? Dobra, szukam dalej – http://www.nexus.media.pl/?7,nexus-nr-36-(4-2004) Ufff… znalazłem. Nadal jednak nie ufam takiemu źródłu, co to prześciga się w uprawianiu „magi”. Źródło magiczne, ale artykuł dużo ma przypisów, więc jest czymś to podparte, komu jednak chce się to weryfikować 😕.
    Jedno jest pewne – czy to bełkot w artykule czy to teoria względności jest nie pełna, z czasem wszystko się wyjaśni.

    PS. Płaskoziemców proszę o nie odpowiadanie. Nie chcę mi się czytać waszych wypocin.

  32. WacekPlacek 15.03.2017 16:40

    @realista

    Wydaje ci się, że ja krytykując coś chce to z automatu zwalczyć. Ja wiem, że szczegółowa wiedza jest istotna i kawałek do kawałka składa się na coś przełomowego w efekcie. Rzecz jednak w tym, że to nie jest jedyna i nie jest najważniejsza wiedza. Istnieje widza zrodzona z potrzeby życia i doskonalenia życia i siebie ale i też taka, którą rodzi czysta ciekawość, obie są potrzebne a nie tylko jedna i tutaj życie ma pierwszeństwo. Dlatego wszystkie teorie dotyczące pochodzenia człowieka powinny być wykładane w szkołach tak jak powinno się badać i stosować wszystkie teorie odbiegające od teorii względności. Nauka kieruje się pragmatyzmem ale to co nieopłacalne dziś na krótką metę może się przydać na dłuższą i tak ja osobiście stosuje teorie 5 żywiołów na co dzień, staram się to wykorzystywać głównie w kuchni i praktykach zdrowotnych, przy ocenianiu wartości mojej codzienności. Sprawdza się, pomaga i jest to dla mnie lepsze niż wymysły dietetyków, lekarzy i ekspertów psychoterapii bo wiem, że ich wiedza jest tylko nagromadzeniem szczegółów, kompletnie niepoukładanym zbiorem różnych detali często zrodzonych ze zwykłej ciekawości jak np u Freud’a czy Lacan’a którym przypisuje się „odkrycie czegoś w psychologi” tymczasem oni nazwali inaczej to co jest znane od bardzo dawna na Wschodzie i co lepiej tłumaczą teorie żywiołów. Aby z tego wyciągnąć coś wartościowego dla życia musiałbym zgłębić wszystko a następnie 90% wyrzucić i zapomnieć.

    Dziś aby pchnąć ludzkość do przodu należy patrzeć w kierunku darmowej medycyny, samoleczenia co zmiecie z powierzchni ziemi coś takiego jak służba zdrowia i jej gigantyczne koszty, zostanie tylko pogotowie i porodówka, w kierunku znowu darmowej bioenergii co puści w niepamięć samo pojęcie paliwa czy surowca co zlikwiduje wojny, to jest przyszłość i na to powinny iść nasze podatki. Jak ktoś chce jeszcze do końca wycisnąć tubkę i babrać się w fizyce klasycznej czy chemii to niech to sobie robi ale to nie powinno być głównym ośrodkiem koncentracji ludzkości bo jest to już mało twórcze i bez przyszłości.

    Nie jestem wrogiem współczesnej nauki, jestem wrogiem jej dominacji i jej jednostronnego myślenia.

  33. realista 15.03.2017 16:47

    cyt.:”Dlatego wszystkie teorie dotyczące pochodzenia człowieka powinny być wykładane w szkołach”

    pod warunkiem, że są to teorie naukowe. możesz mi przedstawić te teorie?

    coś tam piszesz o stosowaniu „teorii czterech żywiołów”, ale myślę, że zmyślasz na potrzeby chwili.
    daj przykład.

    ciekawe, skoro ludzkość powinna iść w stronę darmowej medycyny i darmowej energii, to przydałoby się mieć na tym polu przynajmniej jakieś osiągnięcia dające punkt zaczepienia. jakie mamy (macie)?

    oczywiście zgadzam się z tym, że powinno badać się różne teorie bez uprzedzeń, o ile teorie te mają jakiś sens. ale nie wszystkie. przecież nie będziemy wykładać „teorii płaskiej Ziemi”, z oczywistych powodów… .. .

  34. MvS 15.03.2017 18:12

    O, nie. Realisto, cóżes uczynił ? TPZ. Znowu się zacznie…

  35. MasaKalambura 15.03.2017 18:25

    Zaraz się zacznie, zaraz się zacznie…

    Powiedzieć, że dawni filozofowie, którzy byli wtedy najlepiej wykształconymi ludźmi, zupełnie się mylili co do składu otaczającego ich świata tzn 4 żywiołów jest chyba zbyt daleko posunięte.

    Mieli rację, świat składa się z ziemi – pierwiastków i cząstek o stałym stanie skupienia, wody – pierwiastków i cząstek wchodzących w roztwory z wodą i innych płynów, powietrza – gazów, i ognia – elementów o wyższej energetyce. Zwyczajnie słownictwo dawne oddające wiedzę przeszłą nie jest tak dokładne jak słownictwo dzisiejsze, oddające dzisiejszą znacznie dokładniejszą wiedzę o świecie.

    Już ten problem mieliśmy okazję dyskutować przy temacie 7 Dni Inteligentnego Stworzenia.

  36. WacekPlacek 15.03.2017 18:56

    @realista
    A dlaczego ma być to naukowe? O tym czy coś jest naukowe obecnie decyduje możliwość poddania obiektywnej obserwacji z zewnątrz.
    Jak jogin radzi, przez pół roku rób sumiennie to i tamto a osiągniesz takie i owakie samopoczucie to jak to ma wyłożyć naukowo niby? Ma to rozłożyć na szczegóły i opisać naukową terminologią wszystkie zachodzące procesy w imię czego? W imię zaspokojenia czystej naukowej ciekawości? To niech sobie to badają sami naukowcy skoro o ich czystą ciekawość chodzi.

    Są teorie które wyjaśniają pochodzenie człowieka w oparciu o tradycje religijne które wynikają z pewnych doświadczeń egzystencjalnych jakie mieli nasi przodkowie.
    Są teorie wynikające z odkodowania starożytnych tekstów (akurat częściowo pokrywają się z tymi religijnymi), wszystkie są kreacjonistyczne w jakimś sensie bo nie zakładają przypadkowe powstanie czegoś z niczego i przeistaczanie się wedle jednego prawa którego nie da się bezpośrednio obserwować a można jedynie o nim mniemać z częściowych obserwacji. To są rzeczy dotyczące pochodzenia człowieka, ważne dla wszystkich ludzi i tutaj sprowadzenie tego, a właściwie degradacja do terminologii naukowej nie zmieni ani ich treści ani znaczenia, więc po co miałoby się coś takiego dziać? Tylko po to aby naukowcy mogli uprawiać wiedzę dla wiedzy i przetwarzać to na różne setki sposobów jak z tym ołówkiem.

    Edukacja nie może być tylko naukowa ani oparta o naukę bo to zaprzeczenie słowa edukacja. Z mnogości ludzkich doświadczeń i zjawisk rzeczywistości nauka bada powierzchnie, jakieś 10%, cała reszta wymaga osobistego zaangażowania, przeżywania i jest niedostępna dla obiektywnej obserwacji z zewnątrz. Uczymy się wszystkich doświadczeń ludzkich a nie tylko tych obserwowanych przez wybranych.

    Z żywiołami nie zmyślam niczego, zapoznaj się choć trochę z tematem to nie będziesz dalej o tym pytał. Każde zjawisko posiada właściwości i te właściwości można uogólnić do właściwości danego żywiołu, np kłótnia międzyludzka i oszczerstwo jest przypisane żywiołowi ogni i najlepiej wtedy zastosować żywią wody który jest tożsamy czułości i opiekuńczości. Znając te właściwości posiada się uniwersalny kod który można przypisać do wszystkiego, nawet do grania na giełdzie bo cała natura składa się z tych żywiołów. Jest to więc klucz który ułatwia życie, bo nie potrzebują pamiętać setek opisów szczegółowych z setek książek, zapamiętuje tylko kilka uniwersalnych zasad.

    Ludzkość może iść w stronę samoleczenia, nasz organizm posiada zdolności do samoleczenia się z wszystkiego, trzeba tylko mieć klucze, poznawać prawa które otwierają te zdolności. Uczenie w szkołach o takich prawach ma lepszy efekt niż katowanie dzieciaków teoriami o mitochondriach. Ani tego nie zapamiętają ani tego nie użyją, dlatego właśnie nauki powinno być w szkołach jak najmniej, ona może być na kierunkach już specjalistycznych ale nie w publicznym obiegu bo to głupota wiedzieć tyle rzeczy których nie potrafi się zastosować.

  37. realista 15.03.2017 19:34

    Masa, nie mieli racji, bo substancje nie składają się z żywiołów. plus dla nich, że w ogóle próbowali to ogarnąć i stawiali pytania. ale błądzili, bo mówili że coś składa się z „tylu części ziemi, tylu wody, a tylu ognia”, a to nie jest stwierdzenie, że na świecie występują te stany, tylko że z nich składa się materia.

    Wacuś, dlatego naukowe, bo teoria naukowa musi być poparta i udowodniona. a teoria w potocznym rozumieniu to zwykłe przypuszczenie.

    same ogólniki. jeszcze raz – o jakich teoriach mówisz konkretnie, żeby ich uczyć w szkołach.

    pytam ciebie, bo zapoznając się z tematem nie natrafiłem na rewelacje, o których mówisz, więc pytam, żebyś wytłumaczył, a nie odsyłał mnie nie wiadomo dokąd. opisz mi ten kod, w praktyce, bo nadal wygląda, jakbyś zmyślał i teraz unikał tematu.

    ujawnij te klucze, przeprowadź badania, że coś naprawdę działa, i można wtedy coś o tym uczyć. a tak nie wiadomo nawet czego chcesz uczyć. zacznij od napisania czegokolwiek konkretnego tutaj.

    coraz więcej ludzi nie wie o co chodzi, mimo że mamy dostęp do wiedzy jak nigdy przedtem. lenistwo umysłowe. właśnie dlatego niektórzy w obecnych czasach nadal nie wiedzą czym jest ewolucja. edukacja nie spełnia swojej roli i działa przeciwko nauce. ludzie w większości nie mają wystarczającej inteligencji, i pozostaje im wizja tego, że nauka to regułki na pamięć, i że nic z niczym się nie łączy i nic z tego nie wynika. a jest dokładnie przeciwnie – nauka tłumaczy, zadaje pytania, i stara się na nie odpowiedzieć, a w międzyczasie dokonuje się dzięki niej postęp cywilizacyjny.
    więc jeśli ktoś jest katowany mitochondriami, to naturalnie również replikacja DNA jest dla niego katorgą do nauczenia na pamięć, i wtedy mu się wydaje, że mutacje (też tylko naukowe słówko kojarzone z żółwiami ninja) tylko zabijają, więc ewolucja to ściema… brak znajomości procesów więc i niedostrzeganie logicznego związku między nimi. to lepiej i łatwiej kogoś, kto zna i dostrzega zwyzywać od „nieukowca”… .. .

  38. WacekPlacek 15.03.2017 19:40

    Teoria nie może być udowodniona i każda teoria jest czymś poparta.

    Podałem ci same ogólniki bo napisałem wyraźnie, że są to zasady ogólne i uniwersalne, jak działają w szczegółach mnie nie interesuje, ważne, że dają zamierzony efekt.

    Ewolucja to nie ściema, darwinowska teoria ewolucji to ściema bo ewolucja występuje także w teoriach kreacjonistycznych, przyczyną zmian nie jest jednak selekcja naturalna i przypadek ale współistnienie, zgranie się z wolą Kreatora.

  39. WacekPlacek 15.03.2017 19:48

    @realista

    Jeśli znasz angielski – Manly P. Hall ma pełno wykładów na youtube i są genialne. Przekłada na racjonalny język całą ludzką wiedzę ezoteryczną. Nie ma sensu abym ja tu skrótowo cokolwiek wyjaśniał bo to i tak nic nie da. Ja tylko chce zdetronizować naukę w przestrzeni publicznej i posadzić ją tam gdzie ma siedzieć, czyli po lewicy króla którym jest Gnoza i wiedza mistyczna, na prawicy dopiero filozofia.

    https://www.youtube.com/watch?v=1pUIbYf9fG0

  40. realista 15.03.2017 19:49

    no mylisz się z tą teorią, co mam ci powiedzieć?… może poczytaj o tym, czym jest teoria naukowa?

    napisz mi o jakich zasadach mówisz i jak działają, bo na razie nic nie mówisz. tak jak w każdej poprzedniej dyskusji kiedy pytam o konkrety.

    nic nie świadczy o tym, że jakakolwiek wola Kreatora gra tu rolę. selekcja naturalna i przypadek jednakże działają, i te idee stosuje się w wielu dziedzinach, ostatnio również w informatyce, gdzie potwierdza się pozytywny ich skutek. nie wiesz o czym mowa? no właśnie… .. .

  41. beea 15.03.2017 20:44

    @WacekPlacek
    „Naukowcy mając głowę schowaną w „chmurach” nie mają po prostu zielonego pojęcia ile już jest poznane i odkryte, bo myślą, że Prawda może być tylko mozolnie mierzona i wyliczana.” – to by bylo jeszcze pol biedy, gdyby tak bylo. Tysiace instytutow na zachodzie ( Max Planck, itp.) to jest po prostu chleb dla tysiecy, ktorzy w nich siedza i musza po prostu udawac, ze cos madrego robia, bo branie pieniedzy trzeba uzasadnic.
    Znam nawet fizyka, ktory kazal studentom kupowac swoja ksiazke, w ktorej sile nazwal impulsem ( bo sila to pojecie „mylne”) i zarabial dodatkowo na tym.
    Jak sajemu mamonie rzadzic swiatem, to tak mamy…

  42. WacekPlacek 15.03.2017 20:53

    Wystarczy, że wiem co oznacza słowo teoria, dodanie do tego naukowa nie czyni tej teorii prawem natury czyli faktem.

    Mówię ale nie rozumiesz.

    O tym, że idee selekcji naturalnej stosuje się w wielu dziedzinach to nie mam najmniejszej wątpliwości, nawet Naziści próbowali, co nie oznacza, że trafnie tłumaczy ona powstanie i rozwój życia biologicznego Ziemi. W przyrodzie nie ma organizmów lepiej lub gorzej przystosowanych o lepszych lub gorszych szansach przetrwania, bo to się zmienia co ułamek sekundy i działa identycznie jak w fizyce zasada nieoznaczoności.

  43. realista 15.03.2017 22:04

    cyt.:”Wystarczy, że wiem co oznacza słowo teoria, dodanie do tego naukowa nie czyni tej teorii prawem natury czyli faktem.”

    no i właśnie dlatego tak się z tobą rozmawia… dodanie „naukowa” zmienia całkowicie sens tego określenia, bo teoria naukowa to: „całość logicznie spoistych uogólnień, wywnioskowanych na podstawie ustalonych faktów naukowych i powiązanych z dotychczasowym stanem nauki. Ma na celu wyjaśnienie przyczyny lub układu przyczyn, warunków, okoliczności powstawania i określonego przebiegu danego zjawiska.”

    Naziści nie mają żadnego związku z selekcją naturalną, a i ja mówiłem o wykorzystaniu selekcji jako narzędzia, które się sprawdza, więc to nie jest jakiś bezsensowny wymysł.

    oczywiste, że są w przyrodzie lepiej i gorzej przystosowani, jak i o mniejszych lub większych szansach przetrwania. pisząc, że ich nie ma tylko demonstrujesz to, jak bardzo nie rozumiesz tematu. nie rozumiesz i dlatego piszesz głupoty… .. .

  44. beea 15.03.2017 22:11

    @ realista
    „a w międzyczasie dokonuje się dzięki niej postęp cywilizacyjny.” – a co to jest konkretnie ten postep cywilizacyjny, bo wiecej autostrad i aut to w konsekwencji mniej ruchliwi = bardziej schorowani ludzie. O rakach i cukrzycach juz ciagnac nie bede, a tak na umysle to tez ludzie „postepuja” raczej w kierunku depresji itp.
    „moj dziadek lat 90 nie wiedzial co to aspiryna,
    a dzisiaj berbec w kolysce garsciami tabletki wcina” – ot i cala teoria naukowa.

  45. realista 15.03.2017 22:29

    nie wiem czemu nie potraficie oddzielić nauki od jej wykorzystywania…
    czy to nauki wina, że żre jeden z drugim syf i ogląda tv?
    czy to wina nauki, że zdychamy w smogu na raka?
    czy to wina nauki, że wpieprza taki czy taka talbety i jeszcze dziecku daje?

    sami decydujcie. ja jako świadomy fascynat nauki tak nie robię. jakoś mnie moja „religia” do tego nie zmusza… .. .

  46. WacekPlacek 16.03.2017 07:29

    Wszystkie teorie są zbiorem logicznie spójnych uogólnień wyciągniętych na podstawie obserwowalnych faktów, Ty tylko myślisz, że słowo fakt jest wyłącznie tożsame metodologi obserwacji zaproponowanej przez naukę i innych faktów nie ma i nie ma innego poznania niż szkiełko mikroskopu, co napisałem już na początku, myślisz, że pojęcia fizyki, chemii, biologii to jedyna wieczna mowa opisująca wiernie rzeczywistość a reszta to luźne poetyckie spekulowanie sobie. Niestety jest to ogromna naiwność i ignorancja, bo empirycznie doświadczamy jakieś 5-10% rzeczywistości więc tylko tyle opisuje fizyka, chemia, biologia. Dużo więcej doświadczamy spekulatywnie, logicznie i jest to z 20% rzeczywistości a pozostałe 70% doświadczamy i poznajemy intuicyjnie czego nie wyraża żaden język bo język nie został stworzony do poznawania i opisywania ale do komunikowania się. Życie aż tak prymitywne, bezsensowne i ubogie jak to rysuje nauka to nie jest ale to sam się musisz przekonać, ja swoim pisaniem Cię nie wybudzę z tego koszmaru na pewno.

    Dobrze wiesz, że możesz tylko zmyślać o lepiej dostosowanych tak jak zmyślałeś, że królik z białym upierzeniem jest w klimacie zimnym lepiej dostosowany od tego z ciemnym. Jest to zmyślone, wzięte z fantazji jak wszystko w darwinowskiej t. ewolucji bo albo nie ma i nigdy nie było królików z ciemnym upierzeniem w takim klimacie, albo są i żyją i się mnożą czyli przekazują geny. Nie ma na miliom procent za to takiej opcji, że sobie są i wymierają bo są za cieńcy żeby żyć. Nie ma takich zjawisk w przyrodzie i tyle. Wymieranie populacji nie jest związane z przekazywaniem cech tylko ze zmianami środowiska które nie chcą tych cech a chcą innych i tutaj nie liczy się tzw potomstwo tego wybranego i najlepszego, nowe cechy pojawią się u wszystkich z czasem i ci wszyscy wcale nie są spokrewnieni z tym „najlepiej dostosowanym”.
    Jeśli środowisko się zmienia to populacja ma pewien zakres elastyczności który pozwala iść za tymi zmianami, jest to bardzo wąski zakres i on nie uczyni nigdy przeistoczenia jednego gatunku w drugi choćby minęły tryliardy lat, wynika to z tego prostego faktu, że środowisko tak nie funkcjonuje i nie umożliwia zaistnienia takich procesów i bo nie ma w sobie aż tylu opcji, takie rzeczy są możliwe tylko w skali mikro gdzie odmienne rasy klasyfikuje się jako odmienne gatunki bo są tam mało skomplikowane specjacje i fajnie to się podciąga pod całość zmyślonej teorii. W pozostałych przypadkach zmiany są drobne, ograniczone i zawsze jest tak że w populacji nie zmieniają się wszyscy jak za machnięciem magicznej różdżki ale po kolei w zależności od intensywności wystawienie się na wpływ okoliczności. Jeśli królików z ciemnym upierzeniem jest co raz to mniej to nie oznacza tego, że nie dali radę się dostosować bo się także mnożą i także żyją jak wszystkie. Oznacza to tylko że dane cechy nie mają zastosowania w środowisku i się rzadziej pojawiają, za to pojawiają się inne cechy i dotyczy to każdego osobnika w pokoleniu a nie tych wybranych którym się udało napłodzić najwięcej. Dzieci królika z ciemnym upierzeniem też z czasem zaczną rodzić się białe bo pojedynczy osobnik nie istnieje i populacja, gatunek nie jest zbiorem pojedynczych osobników. Jest niepodzielną całością połączoną elektromagnetyzmem a nie więzami krwi.

    Za te bezczelne zmyślone kłamstwa biologów przeczące prostym obserwacjom natury które może dokonać każdy samodzielnie, nakładałbym wysokie kary finansowe i odbierał tytuły naukowe. Można sobie głosić różne rzeczy, ale bezczelnie kłamać podpierając się naukowością to jest już zamach na całe ludzkie poznanie.

  47. realista 16.03.2017 08:42

    piszesz o tych procentach nie zdając sobie najwyraźniej sprawy, że ludzie kierują się zupełnie różnymi cechami. ja na przykład kieruję się myśleniem, a nie odczuwaniem, i doświadczeniem, a nie intuicją. więc to twoje wyliczenia są naiwne, bo jak zwykle nie dostrzegasz całego spektrum, a tylko wyrywki.

    jak tylko zaczynasz wypowiadać się o ewolucji, to wskaźnik poziomu bredni natychmiast skacze poza skalę… nigdy nie było królików o ciemnym futerku w klimacie polarnym, pewnie zawsze były białe…
    ile razy ci można tłumaczyć co to znaczy wymieranie? nie że wymierają, bo są za ciency, żeby żyć, tylko rozmnażają się w mniejszej ilości CO PROWADZI DO ZMNIEJSZANIA POPULACJI, w skrajnym przypadku do całkowitego.
    ile możesz powtarzać te brednie, że cechy pojawiają się u wszystkich?! nie ma tak! cechy się dziedziczy, i choćbyś nie wiem jak zaklinał, to nigdy tak nie jest jak piszesz. a ty nie masz absolutnie NIC na poparcie swoich słów.
    populacja NIE IDZIE za żadnymi zmianami środowiska. to co piszesz o „wystawianiu się na okoliczności” to bełkot jakich mało. sprawa jest banalnie prosta – kto da radę ten będzie żył w nowym środowisku, i jak da radę to będzie miał dzieci. nową populację będą tworzyły dzieci tych, którzy przetrwali. osobniki różnią się miedzy sobą cechami, bo mają to w genach. jeśli więc jakaś cecha daje przewagę, to będzie coraz bardziej powszechna, bo osobniki posiadające ją będą płodziły dzieci.
    bezczelnie zmyślone to są twoje powyższe słowa przeczące prostym obserwacjom natury, które może dokonać każdy samodzielnie. i tacy ludzie postulują nauczanie wszystkich nienaukowych teorii? to jest zamach na całe ludzkie poznanie… .. .

  48. W. 16.03.2017 09:01

    @WacekPlacek

    Woda, ogień, powietrze i ziemia to nie stany fizyczne tylko żywioły. Stany fizyczne to – według obecnej wiedzy – ciało stałe, płynne, gazowe i plazmowe. Być może są jeszcze inne stany skupienia, które być może nauka odkryje. Mylisz żywioły ze stanami skupienia materii. Żywioły nie są częścią fizyki i chemii, ale co najwyżej nauk przyrodniczych. Uwzględniając fakt, że w chemii woda to związek chemiczny H2O, ziemia i powietrze to ogólnikowe nazwa różnych związków chemicznych w różnych proporcjach (nie ma jedynego składu ziemi czy powietrza), a ogień (zapłon i spłonięcie) to skutek reakcji chemicznej.

  49. WacekPlacek 16.03.2017 09:08

    Ludzie się mogą kierować czym chcą, co nie oznacza, że poznanie naukowe jest wyczerpujące i najlepsze.

    Sam zmyślasz i to grubo ale tutaj by się przydał jakiś sędzia bo się tylko wymieniamy monologiem.
    Nigdy nie jest tak że się tylko i wyłącznie dziedziczy cechy. Jeden szczur w populacji testuje truciznę, reszta się tego uczy bo zwierzęta się komunikują telepatycznie. Gdyby twoja bzdura miała choć promil racji bytu to by każdy szczur musiał zjeść trutkę aby jego dzieci mogły otrzymać instynkt obronny przed nią. Tak samo jak nie musi się każdy ptak uczyć lepić gniazdo, wystarczy że jeden się nauczy a już wszystkie z jego populacji na tym terenie posiadają tą cechę i umiejętność. Dla ciebie cechy to tylko kończyny i plamki na skórze, zupełnie nieistotne właściwości bo ci z długą i krótką szyją tak samo żrą i tak samo się płodzą.

  50. realista 16.03.2017 09:21

    nie twierdzę, że „poznanie naukowe jest wyczerpujące i najlepsze”, ale ty nie masz nic na poparcie swoich słów, tylko zmyślasz niestworzone historie i zaprzeczasz pewnym faktom. tak, faktom.

    skąd wiesz, że się szczury komunikują telepatycznie? futerko królików też się telepatycznie zmieniło? aha, zapomniałem, białe króliki były zawsze… ty może odstaw to, co bierzesz…

    ptak „lepi” gniazda instynktownie. znowu próbujesz się wypowiadać w dziedzinie, o której nie masz najmniejszego pojęcia… skąd ty wziąłeś, że „wystarczy że jeden się nauczy a już wszystkie z jego populacji na tym terenie posiadają tą cechę i umiejętność”? zmyśliłeś albo podchwyciłeś to, co ktoś zmyślił…

    nie, nie tak samo. znowu stawiasz tezy bez poparcia. znowu forsujesz bezpodstawny pogląd, że nie ma znaczenia czy jesteś szybki czy nie, czy masz maskujące futro czy nie, czy masz ostre pazury czy nie, i tak rozmnożysz się tak samo jak inni… to jest skrajnie głupie. nie, nie żrą tak samo, nie przeżyją tak samo, i nie rozmnożą się tak samo. i właśnie TO WYNIKA Z OBSERWACJI… .. .

  51. WacekPlacek 16.03.2017 09:35

    No to mamy problem z „bezpodstawnością”.
    Ja swoje wnioski biorę z własnych obserwacji przyrody takiej jaka jest i każdy to może samemu sprawdzić i zauważyć, że wszystko się zgadza.
    Ty swoje wnioski bierzesz z wiary w teorie która jest zbudowana na jednym zmyślonym założeniu i w oparciu o nie wymyśla się, że PRAWDOPODOBNIE musiało być tak i owak bo to pasuje do założenia i kiedyś nie było królików z białym futerkiem, nagle pojawił się jeden i tak się rozmnożył że hej, reszta nie dała rady.

    Twoje tezy są tylko w książkach, nie można iść do lasu i ich sprawdzać, moje może zweryfikować każdy i nie zauważysz ani jednego wróbla czy myszki który ma przewagę nad innymi i wydaje potomstwo które dalej ma przewagę bo miał ciut inne plamki na ciele. Za to zauważysz, że wystarczy wystraszyć jednego wróbla czy myszkę i reszta jego pobratymców już przestraszona być nie musi, bo zwierzęta nie są głupie, uczą się i komunikują to uczenie się jest ewolucją a nie robienie potomków w krzakach.

  52. realista 16.03.2017 09:46

    cyt.:”Ja swoje wnioski biorę z własnych obserwacji przyrody”

    znaczy się sam zaobserwowałeś, że te ptaki nagle wszystkie w populacji uczą się budować inne gniazda, bo jeden się nauczył?
    czy zaobserwowałeś, że białe króliczki były w rejonach śnieżnych zawsze?
    czy że żadne cechy nie wpływają na rozmnażanie się osobników i ich zdolność do przeżycia?

    ja w teorię ewolucji nie wierzę. to nie wymaga wiary. po prostu akceptuję, że tak działa biologia życia na Ziemi.

    „reszta nie dała rady”… który to już raz powtarzasz tę bzdurę? setny?
    chodzi o to, i już ci to tłumaczyłem, że jest w populacji coraz więcej osobników z daną cechą, a nie, że ci co jej nie mają nagle odwalają kitę, bo jej nie mają… zacznij myśleć, człowieku, bo jak do ściany piszę…

    obserwujesz wszystkie wróble na świecie?
    obserwujesz wszystkie myszki na świecie?

    kolejne bezpodstawne twierdzenie, że uczenie się to ewolucja… to te żyrafy, co im imputowałeś dodatkowe kręgi, to się nauczyły wyciągać te szyje, dlatego im tak zostało?… dżizes… .. .

  53. WacekPlacek 16.03.2017 10:05

    Nie obserwuje wszystkich i nie obserwuje wstecz, ale wnioski o wszystkich i wnioski o tym co było wstecz wyciągam z rzeczywistej i bezpośredniej obserwacji a nie z przypuszczenia i fantazji która zrodziła się w głowie Darwina bo zobaczył podobieństwa i to, że pies też ma uczucia.

    Jeden wróbel przylatuje do karmnika dla ptaków? tylko on ma przewagę? On lepiej się płodzi?
    Przyleci jeden i zaraz przylatują wszyscy z jego populacji na danym terenie i wszyscy nie muszą testować nowego sposobu odżywiania się, wystarczy, że jeden to zrobi. Na tej podstawie właśnie wnioskuję, że wystarczyło, że jeden zrobił solidne gniazdo a już wszyscy się tego nauczyli, cała populacja na danym terenie. Tak samo wnioskuje, że jeden królik z białym futerkiem gromadził więcej pożywienia, więc od niego cała reszta nauczyła się zachowania w taki sposób aby mieć w przyszłości białe futerka, czyli wybierali bardziej zaśnieżone środowisko co z czasem dało im białe futra. Nie musieli się z nim płodzić, wystarczy, że naśladowali jego postępowanie a środowisko samo wytworzyło potrzebę uaktywnienia pewnych genów i wyciszenia pozostałych, bo genetyka zależy od CZĘSTOTLIWOŚCI UŻYWANIA, jej nikt nie otrzymuje po nikim, zero ani jednego genu nie otrzymujesz po rodzicach, bo masz wszystkie jakie są tylko możliwe, one tylko się aktywują lub dezaktywują i o tym decyduje środowisko. Tak samo to funkcjonuje u ludzi i dosłownie każdy przypadek to potwierdza, tymczasem w Twojej bajce ewolucja u ludzi „zachodzi inaczej” lub nie zachodzi wcale” lub cokolwiek, trzeba coś zmyślać aby przypasować do teorii. W mojej bajce ewolucja jest empirycznie obserwowalna, weryfikowalna zawsze i wszędzie, zauważalna i dotyczy wszystkich. U Ciebie wszystko odbywa się niezauważalnie i jest chyba więcej wyjątków niż reguł.

  54. WacekPlacek 16.03.2017 10:15

    Jakby tak bardzo dokładnie przyglądnąć się darwinowskiej teorii ewolucji to jest wewnętrzne sprzeczna i wyklucza fakt zaistnienia samej ewolucji. Podobnie jak przypadkowość zjawisk wyklucza możliwość ich poznawania ale nauka z tworzenia sprzecznych logicznie twierdzeń słynie.

    Człowiek rodzi się w biednym domu chłopa, potem jakoś udaje mu się dostać do miasta i wygrać stypendium naukowe bo jest wybitnie zdolny, osiąga sukcesy i staje się bogatym mieszczaninem a potem wielkim sławnym geniuszem – mało takich przykładów? Pełno.
    Tymczasem wedle bzdur t. ewolucji aby posiadać jakieś cechy musi je odziedziczyć i skoro do 100 pokoleń wstecz jego rodzice byli biedakami na roli, tępi jak but to on także taki będzie forever bo ma te geny – co za nielogiczne i bezczelne łgarstwo. Natura jest przepełniona przykładami tego jak osobnik zmieniając środowisko nabiera nowych właściwości, wcale nie musi ich otrzymywać od kogoś drogą krwi. Gdyby tak było, żadna zmiana nie byłaby możliwa prócz „przypadkowych” mutacji, ale że przypadkowych praw poznawać nie można, więc nie ma mowy o przypadku. Ktoś nabrał nowych cech bo się starał, uczył, zmienił swoje środowisko, i ba, on nie musi mieć potomstwa, on może tworzyć dzieła, pisać książki i jego uczniowie będą przejmować jego cechy i zachowania. Skoro będą przejmować jego cechy i zachowania będą żyć inaczej, jeść inaczej i mieszkać gdzie indziej co z czasem da im nowe kolory skóry, oczu, włosów itd.

  55. realista 16.03.2017 10:20

    no czyli wyciągasz bezpodstawne wnioski oparte o brak obserwacji i interpolujesz bezpodstawnie na przeszłość i na wszystko wbrew faktom.

    przykłady, które podajesz, nie odnoszą się do sedna. przylatywanie do karmnika nie jest cechą biologiczną. stadność to zbyt błahy powód, żeby uznać, że „jeden zrobił solidne gniazdo a już wszyscy się tego nauczyli, cała populacja na danym terenie”. to się właśnie nazywa bezpodstawność twierdzenia.
    koloru futerka też się króliki nauczyły? nie masz pojęcia o genetycznym pochodzeniu koloru futra, co? przecież kiedy takie coś piszesz, to tak jakbyś krzyczał „patrzcie, nie mam pojęcia o czym mówię!”…

    genetyka nie polega na częstotliwości używania. wziąłeś sobie dosłownie stwierdzenie, że „organ nieużywany zanika”, ale to nie jest prawda.

    także gratuluję samopoczucia wynikającego chyba tylko z ignorancji, bo głupoty które tu wypisujesz, jako rzekomo obserwowalne fakty, przechodzą ludzkie pojęcie… nie znasz się na niczym i każdym swoim stwierdzeniem to podkreślasz. naprawdę przydałaby ci się wyprawa przyrodnicza zamiast obserwowania wróbli na parapecie, to może byś zrozumiał jak prymitywne masz pojęcie o przyrodzie i organizmach… .. .

  56. realista 16.03.2017 10:28

    teoria darwinowska nie jest wewnętrznie sprzeczna.

    twój przykład jest bez sensu. różne kombinacje genów dają różne efekty, a tępota wieśniaków nie musi wynikać li tylko z uwarunkowań genetycznych.
    dokładnie tak samo mógłbyś powiedzieć, że nie można wyhodować różnych ras psów, bo mają te same geny… kolejna rzecz – nie rozumiesz zagadnienia puli genetycznej. nie wiesz czym jest… a to taka ważna sprawa…

    ludzie NIE SĄ dobrym przykładem ewolucji, bo łamią schemat zachowań naturalnych. zwierzęta i uczą się od siebie, i w ogóle się od siebie nie uczą. wielokrotnie były prowadzone prace nad dziedziczeniem cech nabytych – praktycznie NIE MA TAKIEGO zjawiska, czyli zmyślasz koleś…

    załamujesz mnie… .. .

  57. WacekPlacek 16.03.2017 10:59

    Grubo się kompromitujesz.
    Pisałem, że wnioski wyciągam ze swoich bezpośrednich obserwacji przyrody a Ty mi piszesz że wyciągam bezpodstawne wnioski oparte o brak obserwacji bo przylatywanie do karmika nie jest cechą biologiczną. A jaką jest cechą wykształcanie sposobów zdobywania pożywienia? kosmiczną, ptaszek leci niesiony przez wiatr i przypadkiem rozbija się o kramik i przypadkiem mu do dzioba wpada ziarno? Mi się wydaje, że ptaki mają te same dziubki i skrzydełka a je więcej jak już to tylko ten który ma właśnie cechę przylatywania do karmików w zimie.

    Potrafisz tylko wyklepywać regułki z książek ale zero zdolności odniesienia tego do rzeczywistości. Futerko pochodzi tylko z genów a geny skąd się biorą? Z magicznej krainy przypadkowej mutacji? Chcesz to sobie wierz w takie magiczne zjawiska, ja wiem, że geny nie powstają przypadkowo wynikają z bardzo zaawansowanej kombinatoryki i algorytmów współdziałania okoliczności. Poznając te klucze można poznać warunki jakie należy wytworzyć aby samoczynnie uaktywnić dany gen, czyli wywołać określoną mutację – czyli uprawiać rzeczywistą nauką an ie to bajkopisarstwo o może tak a może siak. Ty sobie mieszaj i czekaj do końca świata aż przypadek coś wytworzy, choć słowo przypadek przeczy słowu tworzyć.

    Ludzie są wynikiem natury i ewolucji więc jak mogą łamać schemat? Ewolucja sama stwarza organizm który sam łamie jej własne prawa i nie działa wedle jej praw tylko wedle swoich praw które przecież pochodzą jak on sam od ewolucji?

    Powtarzam, za głoszenie takich idiotyzmów powinny być kary finansowe, nie dla Ciebie ale dla tych którzy z naszych podatków na nasze nieszczęście otrzymali tytuł naukowca.

  58. realista 16.03.2017 11:16

    cyt.”Pisałem, że wnioski wyciągam ze swoich bezpośrednich obserwacji przyrody a Ty mi piszesz że wyciągam bezpodstawne wnioski oparte o brak obserwacji”

    tak, bo wyciągasz wnioski z tego, że czegoś nie zaobserwowałeś. po prostu tylko patrzysz na to, że wróble przylatują do karmnika, i to znaczy, że w całej populacji na danym terenie wszystkie wróble się właśnie tego nauczyły i wyciągasz wniosek, że „wystarczyło, że jeden zrobił solidne gniazdo a już wszyscy się tego nauczyli, cała populacja na danym terenie”.
    … to jest właśnie kompromitacja.

    żadnych regułek ci nie wypisuję. po prostu rozumiem zagadnienie, i wtedy to jest wszystko oczywiste. to tylko tacy jak ty, którzy nie rozumieją, myślą że trzeba się regułek uczyć i wtedy je wypisywać… nawet nie wiesz jak głupie to jest stwierdzenie…

    geny skąd się biorą? z magicznej krainy, pytasz? NIE! przekazywane są przez rodziców dzieciom. gen nie powstaje tak ot! mutacje nie są magiczne, i WIEMY, że następują, bo potrafimy PORÓWNAĆ materiał genetyczny. my, nie wy, więc nic dziwnego, że tego też nie wiesz.

    ludzie łamią schemat, bo staliśmy się wystarczająco do tego inteligentni. tak, ewolucja stworzyła organizm, który teraz zachowuje się inaczej niż reszta zwierząt. wyłamał się. no ale tego też nie dostrzegasz…

    za takie braki w wiedzy powinny być kary finansowe… .. .

  59. WacekPlacek 16.03.2017 11:28

    Dokonuje takich samych obserwacji jak wszyscy, ty nie masz kamery przy każdym wróblu i nie masz pomierzonych ich skrzydeł i dziubków aby zmyślać, że któryś tu ma więcej a któryś ma mniej. Każdego roku każdego dnia to się zmienia nieustannie, wystarczy oglądnąć pierwszy lepszy program przyrodniczy, wszędzie pokazany jest jeden, ten sam obraz, dziś się poszczęściło osobnikowi, jutro nadepną nie tam gdzie trzeba i szczęścia nie miał, ten który jednak się czegoś nauczył zapoczątkował nowy rodzaj zachowywania się. Nie widziałem jeszcze przykładu obserwacji niedostosowanego zwierzęcia i są to łgarstwa.

    Człowiek to może łamać tylko zmyślony przez samego siebie schemat, tego co ewolucja robi łamać nie może bo on sam jest jej częścią i wszystkie prawa stosują się do niego identycznie jak do zwierząt. Jest pomiędzy nami diametralna różnica ale nie dlatego, że grupa idiotów z tytułami naukowymi coś takiego sobie kiedyś wymyśliła i teraz wciskają kit, że zauważają coś co jest niezauważalne. Różnimy się dlatego, że jesteśmy centrum biologicznym i nie powstaliśmy nigdy, istniejemy od początku wszechświata.

  60. realista 16.03.2017 13:39

    to ty opierasz swoje wnioski na temat „telepatycznego rozprzestrzeniania się zachowań żywieniowych u wróbla pospolitego” na podstawie patrzenia na wróble w karmniku, nie ja.
    obejrzyj dokładniej „każdy program przyrodniczy”, bo jest tam zwykle pokazane, że drapieżnik chwyta ostatniego, albo ten który schwyta, ten je pierwszy najlepsze mięso. to nie jest kwestia szczęścia, i nie ma żadnych dowodów na to, że osobniki „zapoczątkowują nowy rodzaj zachowywania się”. stale ZMYŚLASZ rzeczy, które BYŁY już badane i nie stwierdzono takich zachowań.
    dalej znowu pieprzysz te same głupoty! nie ma czegoś takiego stricte jak „osobnik niedostosowany”! to jest określenie mówiące tylko tyle, że z czymś sobie radzi gorzej niż inny. przykłady już ci podawałem, ale masz je w D…

    ręce opadają jak się ciebie czyta. po prostu popis niewiedzy i braku logicznego myślenia…
    ewolucja to nazwa procesu. to, że człowiek powstał w jego wyniku wcale nie znaczy, że nie może się „wyłamać”. bo NIE STOSUJĄ się już do niego wszystkie zasady DOBORU NATURALNEGO, które są wśród zwierząt! tworzymy skupiska, dzielimy się obowiązkami, opiekujemy się chorymi, mamy medycynę, mamy źródła informacji, mamy pojazdy… to wszystko nie pozwala działać doborowi naturalnemu!

    uczepiłeś się jakiegoś urojenia i ciągniesz… jesteśmy centrum biologicznym i istniejemy od początku wszechświata… no, k … .. .

  61. WacekPlacek 16.03.2017 16:11

    Czyli ten kto zjadł „najlepsze” mięso będzie je jadł także za tydzień, potem rozmnoży się i wyrosną kolejne jedzące pierwsi „najlepsze” mięso… i do tego wszystkiego jest to obserwowane i udowodnione naukowo.
    Aha.
    Jak już wspomniałem, mam nadzieję, że kiedyś będą za to karać finansowo bo dla mnie połowa naukowców to oszuści którzy zmyślają właśnie takie idiotyzmy choć się wyedukowali za nasze podatki.

    Telepatyczna komunikacja wynika z większej ilości obserwacji niż tylko wróbli przy karmiku.

  62. realista 16.03.2017 16:19

    to ty wymyślasz idiotyzmy jak widać powyżej. tak, jest to obserwowane i udowodnione. pamiętasz przykład żyraf? też się śmiałeś, że jak to? wyrósł im kolejny kręg szyjny? nikt tego nie udowodnił! a jednak dałem ci natychmiast opracowanie badań na temat, gdzie wynikało z nich nawet kiedy i jakie mutacje nastąpiły, i że nie były to żadne dodatkowe kręgi a tylko wydłużenie istniejących.
    nic ci to nie dało do myślenia? na przykład, że to może ty po prostu czegoś nie wiesz?

    ignorancja daje fałszywy spokój. to, że myślisz, że czegoś nie ma, to nie znaczy że inni tego nie zbadali.

    jak na razie nie udowodniono JAKIEJKOLWIEK telepatycznej komunikacji między zwierzętami… ale ty się akurat dowodami nie przejmujesz… .. .

  63. realista 16.03.2017 16:27

    a tacy jak ty powinni być karani finansowo za wyrzucenie w błoto pieniędzy na swoją edukację… .. .

  64. WacekPlacek 16.03.2017 17:51

    Jasne dałeś mi opracowanie które w ładny sposób zmyślały sobie bajkę o stopniowych mutacjach. Rzecz tylko w tym, że jest to wyssana z palca bzdura darwinistów bo nie sposób przeprowadzić ani symulacji w której to niby występują okoliczności środowiskowe sprzyjające takim zjawiskom, nie sposób tego też nigdzie zaobserwować. Po prostu ktoś sobie zmyślił nonsens który realność i prawdopodobieństwo zachowuje tylko w ludzkiej fantazji kiedy ta ludzka fantazja nie odpowiada sama sobie na pytania jak od strony środowiskowej miałoby do tego dojść.

    Możesz czekać, aż „udowodnią” telepatyczne komunikowanie się zwierząt, będziesz ostatnim który się o tym dowie.

    Żaden gatunek nigdy nie wyewoluował z wcześniejszego gatunku, nigdy to się nie stało i się nie stanie, takie zjawiska dotyczą tylko ras, ale nie tego, że z gadów powstają ptaki i żyrafom stopniowo rosną co raz to dłuższe szyje. Dzieje się to zupełnie inaczej i to jest do wyjaśnienia naukowo, zgodnie z genetyką a nawet i matematyką i fizyką, możliwe do zaobserwowania i możliwe do przewidywania, czyli można wiedzieć co będzie się działo dalej, nie ma też wyjątków ani wychyleń się jak niby u człowieka. Ty jednak dowiesz się o tym na samym końcu, jak już to zostanie przyklepane jako oficjalna wiedza.

  65. realista 16.03.2017 18:00

    dlaczego zmyślały bajkę o stopniowych mutacjach?… bo nie pasują do twojej wizji?
    przecież ty wypisujesz takie brednie, ze się rozmowy odechciewa… znowu puste stwierdzenia ignoranta, który nie przyjmuje do wiadomości wyników setek i tysięcy badań, a zamiast tego fantazjuje na tematy, o których nie ma pojęcia… „nigdy to się nie stało i się nie stanie” bo nie, i kropka. beton.
    ja odpadam… .. .

  66. WacekPlacek 16.03.2017 18:38

    Nie pasują do niczego prócz tej zmyślonej darwinowskiej teorii. Ja nie mam wizji, ja weryfikowałem zanim podważyłem t ewolucji i wiem, że w środowisku nie pojawiają się okoliczności pozwalające na tak ogromne przeistoczenia czy też mutacje bo o tym nie sposób pomyśleć szczegółowo i jeszcze nikomu się nie udało, każdy gatunek ma tylko pewien zakres zmian które przechodzi cyklicznie zgodnie z cyklicznymi zmianami środowiska, wszyscy rodzą się gotowi od podstaw z pełną pulą genową która tylko część cech uaktywnia w danym czasie a część wycisza i tłumaczy to dobrze Teoria próżni Szypowa , bo pod 5 stanem skupienia, pod eterem znajduje się 6 stan Umysłu czyli wszechpotencji wszystkich możliwości, coś jak dysk komputera (więc tu kreacjonizm można śmiało zastąpić jakimś modelem komputera) i stamtąd wyłaniają się geny tak samo jak i cząsteczki elementarne, wszystko.
    Twórczość nie polega na powstawaniu z niczego, tylko na przypominaniu sobie, czyli realizowaniu potencji zapisanych na matrycy 6 poziomu rzeczywistości.

    Coś o Tobie i naukowcach.
    http://imaginarium.org.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=264:nauka-jest-tworem-irracjonalnym&catid=54:po-siodme&Itemid=154

  67. MasaKalambura 16.03.2017 18:49

    Realista, mieli rację, bo żywioły składają się z substancji. Patrząc na to z tej strony materia składa się z żywiołów, które składają się z substancji.

    Owszem, z pewnością błądzili. Podobnie jak dzisiejsi naukowcy twierdzili: „jest tak i tak” a później okazało się że jest inaczej.
    Teraz też to mamy. Naukowcy twierdzą: „jest tak i tak” niektórzy dodając, nauczeni przeszłością „z wielkim prawdopodobieństwem”, a potem wychodzi że może być inaczej.

    O czym z resztą mówi ten artykuł.

  68. realista 16.03.2017 19:13

    nie mieli, bo żywioły nie stanowią składnika materii, a oni mówili, że się SKŁADA, a nie występuje w danym stanie. nie wiem czemu zawsze nazywasz krowę koniem i przekonujesz by tak ją nazywać…

    oczywiście masz (prawie)* rację z naukowcami, ale to jest domena nauki! to jest wielkie szczęście, że tak jest! nauka to stałe badanie i weryfikacja poglądów. jak widać właśnie choćby w przypadku tego artykułu – prędzej czy później wylezie jakaś inna „prawda”. jakby miała nie wyjść to bym nie był fascynatem nauki!

    bo chyba przyznasz, że (naukowa) teoria ewolucji a stwierdzenie „nic nigdy nie wyewoluowało i nie wyewoluuje bo nie” to jednak inna klasa dowodzenia, prawda? które bardziej ci przypomina: >>„jest tak i tak” a później okazało się że jest inaczej.<<?

    *bardzo, bardzo często, a w zasadzie zawsze w domyśle jest "jak na obecny stan wiedzy"!!!

  69. south wind 16.03.2017 19:29

    Ostatnio ciągle czytam i słyszę o Podkletnowie. Czy ktoś wie skąd można ściągnąć lub kupić jego prace/książki w języku polskim?

  70. MasaKalambura 16.03.2017 19:42

    Ale przecież człowiek składa się z ziemi, wody powietrza i ognia.

    Kości, mięśnie to ziemia.
    Płyny wewnętrzne to woda
    Powietrze jest w płucach, w krwi.
    A ogień to procesy metaboliczne.

  71. realista 16.03.2017 20:09

    nie.
    jedynie w przenośni, upraszczając, i nic to nie wnosi.
    lubujesz się widać w interpretacjach, żeby nie powiedzieć naciąganiu… .. .

  72. realista 16.03.2017 20:13

    zinterpretuj to: niejaki Beguin twierdził, że jest 5 żywiołów – rtęć, sól, siarka, flegma i ziemia :D… .. .

  73. MasaKalambura 16.03.2017 20:13

    Tak i wcale nie w przenośni.
    Owszem upraszczając – wynika to z mniejszej ilości danych jaką dysponowali.

    W Azji dodawali jeszcze metal. Jest to sposób opisu, jaki w tamtym okresie dominował. Ale byli to naukowcy tamtych czasów. Na dzisiejszych tak będą patrzeć naukowcy za kolejne 1000 lat kiedy ograniczenie czasu przestanie istnieć.

  74. realista 16.03.2017 20:22

    nie upieraj się, poczytaj o tych żywiołach i sam zobacz o czym oni mówili, jak próbowali określić ile jakiego żywiołu jest w czym, jak następują przemiany między żywiołami, a sam zobaczysz, że to nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. mylili się po prostu.
    gdybyśmy przyjęli, że to tylko w przenośni, to spoko, bo w końcu przecież oni te swoje wnioski brali z prymitywnych obserwacji i wymyślając wyjaśnienia tak, żeby pasowało. czyli właśnie tak myśleli jak ty piszesz – ciało – ziemia, krew – woda itp. tylko, że to żadnego sensu w przeciwieństwie do chemii i pierwiastków po prostu NIE MA… .. .

  75. realista 16.03.2017 20:25

    cyt.:”Na dzisiejszych tak będą patrzeć naukowcy za kolejne 1000 lat kiedy ograniczenie czasu przestanie istnieć.”

    sądzisz, że za 1000 lat chemia okaże się tak błędna, jak koncepcja żywiołów?… .. .

  76. MasaKalambura 16.03.2017 20:35

    Przecież nie upieram się ślepo. Piszę, że błądzili. W końcu odeszli od żywiołów poprzez alchemię doszli do chemii, fizyki, biologii itd. Ale tak właśnie widzieli kiedyś ludzie świat.

    Nie wiem co stanie się z chemią za 1000 lat. Twierdze jednak, że fizyka, która przyjmie wymiar czasu jako jedną z osi podobną do osi przestrzeni będzie czymś zupełnie innym. I w związku z tym może się zmienić opis chemii. Jak zapewne wiesz ze studiów dodawanie nowych wymiarów do starych równań sporo zmienia.

    A już sama możliwość oglądania przeszłości i przyszłości zmieni takie nauki jak historia czy geologia. Albo biologia z jej teorią ewolucji która ma szansę stać się prawem ewolucji lub prawem ewolucyjnego stwarzania świata – jak donosi Biblia.

    Możliwe też że otwarcie się na kolejną oś poprzeczna do linii naszego czasu z alternatywnymi wszechświatami (kolejny wymiar – możliwość zmiany zdarzeń) doprowadzi do punktu wiedzy jako takiej. Znając przeszłość i przyszłość, początek i koniec wiemy wszystko. Istnieć zatem musi wiedza jako miejsce.

  77. realista 16.03.2017 20:42

    oczywiste, że się zmieni, ale nadal mechanika Newtonowska będzie działać jak dotychczas, a kwasy będą zobojętniać zasady…
    kiedyś takie opowiadanie napisałem, że wszystko jest „utkane” z czasu. kończyło się ocknięciem się stwórcy ;)…
    myślę, że nie uzyskamy kontroli nad czasem, być może jako nad jedyną rzeczą. oczywiście to tylko przeczucie :P… .. .

  78. MasaKalambura 16.03.2017 20:57

    Kiedy już o przeczuciach mowa, to ja mam przeczucie zgoła odmienne.
    Myślę że ten wymiar jest dostępny ludzkiej percepcji już dziś i zawsze był. Wybitne pojedyncze jednostki potrafiące przenikać tę zasłonę istniały w przeszłości. Możliwe też że my jako ludzkość dojdziemy wreszcie na szeroką skalę, masowo do technik utrzymywania świadomości na poziomach umożliwiających przenikanie osi czasu.

    Cywilizacja taka niczym nie będzie przypominać naszej obecnej.

    A jeśli ja mam rację, powinniśmy już teraz spotykać takich międzyczasowych podróżników oglądających w ukryciu nasze czasy. Najlepszym sposobem ukrycia się w naszej nieduchowej cywilizacji jest duch.
    Zatem spotkać takich jeźdźców dziś mogą tylko ci, którzy opanowali swego ducha i zezwolili podróżnikom na czasowe zahaczenie ich zewnętrznej świadomości we własnej jaźni.

  79. atos 16.03.2017 23:54

    Dopóki coś się dzieje czas jest potrzebny-na pewno dla nas i my o tym decydujemy.Gdyby liczba 3,14…była idealnie równa to pewnie świat nie byłby nieskończony.kiedyś znany redaktor zapytał na antenie radia-co się stanie kiedy pojazd jadący z prędkością światła zaświeci światło?Jak regulować zegarek kiedy zbliżamy się do czarnej dziury?Czas jest potrzebny,żeby zadawać takie pytania.

  80. atos 16.03.2017 23:56

    „Iluzją jest, że każde zdarzenie, które dzieje się teraz, staje się przeszłością, a każde wydarzenie z przyszłości jeszcze nie istnieje. Jestem jednak pewien, że mój mózg pracuje tu i teraz. Wydaje nam się, że chwile, które przeżyliśmy, już minęły, ponieważ nasze mózgi je zapamiętują” – powiedział fizyk Max Tegmark z Massachusetts Institute of Technology.

  81. atos 16.03.2017 23:59

    Moim zdaniem fizycy cały czas popełniają jeden podstawowy błąd w zrozumieniu czasu. Nie ma czegoś takiego jak strzałka czasu i upływ czasu. Czas jest jedynie miarą służącą do mierzenia zachodzących zmian położenia składowych wszechświata względem innych składowych; zmian powstałych na skutek ruchu, przeskoku kwantowego bądź czegokolwiek innego, co powoduje, że jedna składowa wszechświata (o określonej przez nas wielkości – może to być np. elektron, foton, atom, komórka myszy, wahadło zegara, planeta, pulsar, galaktyka, a nawet cały wszechświat) zmienia w przestrzeni położenie względem innej składowej naszego wszechświata, o określonej PRZEZ NAS skali/odległości czy jak to nazwać. Prostą o długości jednego metra można podzielić na nieskończoną liczbę odcinków i tak samo miarę o nazwie czas także można podzielić na niezliczoną ilość „odcinków”.

    „Przykładowo w danej chwili, cząstki mogą mieć 50% szans aby obracać się zgodnie ze wskazówkami zegara oraz 50%, aby obracać się w przeciwną stronę. Twierdzenie, które zostało poparte doświadczeniami przez fizyka Johna Bella głosi, że nie istnieje prawdziwy stan cząstki i pozostaje kierowanie się prawdopodobieństwem.” Ten cyta najlepiej pokazuje, jak cały czas niezrozumiały jest fizyków czas. Wskazówka zegara jest jedynie miernikiem zachodzących w naszym wszechświecie zmian i nie ma czegoś takiego jak jej kierunek. On istnieje tylko dla nas i całkowicie błędnie przenoszony jest do zrozumienia tejże miary, czyli czasu. Czas jest jedynie miarą zmian, taką samą jak mertówka służąca do mieżenia odległości lub litr do mierzenia objętości. Czy nikt na świecie tego nie rozumie? To jest kluczowe jeżeli chcemy myśleć o dalczym postępie w fizyce na zadowalającym poziomie. Jak można wyjaśniać strzałkę miary zmian, jeżeli ta miara może być przykładana dowolnie w każdym dowolnym punkcie przestrzeni wszechświata i zależy od osoby ją przykładającej… To jest podstawowy błąd myślenia, który potem skutkuje takimi całkowicie błędnymi wnioskami wyciąganymi przez fizyków

  82. atos 17.03.2017 00:02

    Naukowcy twierdzą, że Wszechświat zbudowany jest z „klocków”, w których czas i przestrzeń są połączone tworząc tzw. czasoprzestrzeń. Teoria ta, która jest zgodna z teorią względności Einsteina, zakłada, że przestrzeń i czas są częścią czterowymiarowego Wszechświata, w którym wszystko, co się dzieje, ma swoje unikalne współrzędne w czasoprzestrzeni.Teoria ta pozwala na inne niż dotychczas postrzeganie czasu, ponieważ według niej wszystkie zdarzenia, które miały miejsce w przeszłości i przyszłości mają swoje „namiary” w czasoprzestrzeni i dzięki temu każde z nich jest „równe”. Nie istnieje więc coś takiego jak czas w takim sensie jakim my go rozumiemy, czyli linii, po której poruszamy się tylko i wyłącznie do przodu.

  83. realista 17.03.2017 00:11

    ale dlaczego tak?
    strzałka czasu oznacza właśnie to, że stan się zmienia, i co się stało to się nie odstanie. czyli to jak mierzenie przejechanych kilometrów (a nie pozycji) albo przepływającej wody. to nie jest tak, że jak się gdzieś znajdujemy, to nagle zmienia się kalendarz i jesteśmy np. młodsi. tylko upływ czasu jest inny, choć doświadczamy go identycznie… .. .

  84. atos 17.03.2017 00:23

    Obserwujesz wszechświat jak i ja, czy uważasz, że to dzieło przypadku? Ja nie uważam tak.
    Niestety nie mam „czasu” , może przy innej okazji.
    Ps.
    Prawda jest zakryta na „prison planet”

  85. realista 17.03.2017 07:57

    nie wiem czy przypadku, ale na pewno nie jest po to, żeby na Ziemi żył człowiek i wielbił stwórcę…
    nie wierzę też w „prision planet”…
    moim zdaniem wszystko jest proste, tylko za bardzo próbuje się to skomplikować… .. .

  86. WacekPlacek 17.03.2017 08:07

    @realista
    „nic nigdy nie wyewoluowało i nie wyewoluuje bo nie” to jest forma dowodzenia bo może być tylko to o czym da się pomyśleć. Jak się nie da o czymś pomyśleć to się ma pewność, że takiej potencjalności nie ma, nie ma w tym sensie, że nie można o niej niczego wnoszącego powiedzieć.

    Ja sobie mogę pomyśleć o różnej budowie kręgów u żyraf ale nie potrafię i nikt nie potrafi pomyśleć drogi jaką one przebyły zachowując zgodność z zasadą selekcji naturalnej, czyli zasady przekazywania cech dających lepsze szanse przetrwania. Jeśli pomiędzy szyją żyraf była różnica np 10cm to nie sposób w żaden sposób powiązać tego z wartością dodatnią służącą przetrwaniu, bo to fakt zupełnie nieistotny, chyba, że się komuś wciska na siłę kit, że jest inaczej. Dlatego wiem, że niektóre rzeczy nigdy nie miały miejsca. Wiem, że ptaki ani bobry ani pająki czy pszczoły nie uczyły się stopniowo budować swoich gniazd, tą wiedzę mają już daną w genach i nie można takich rzeczy zdobywać na podstawie prób i błędów bo w przyrodzie brak gniazda to brak potomstwa i śmierć. Tą drogą rozumowania można obalić większość przesądów i mitów współczesnej biologii.

    Łososie pokonują z 2000km płynąc w górę rzeki, bez jedzenia, pokonując wodospady, będąc wyjadane przez niedźwiedzie aby na końcu tego wszystkie będąc na granicy wycieńczenia rozmnożyć się i umrzeć, gdzie jakieś 10 % ich potomstwa potrafi dopłynąć z powrotem do oceanu. Jest to zachowanie wybitnie nieadaptacyjne nie dające żadnej przewagi, żadnych lepszych szans, wprowadzające ogromne zbędę ryzyko do tego zachowanie którego nie można się nauczyć stopniowo od nikogo bo ryba nie może się uczyć pływania w górę rzeki i skakania pod wodospad do tego w wrogim i środowisku. Takich przykładów jest setki, niedźwiedź który łapie te ryby dużą część zostawia martwą w lesie aby służyły za nawóz dla roślin, także nieadaptacyjne zachowanie którego nie można się nauczyć. W Brazylijskim Pantanalu w porze deszczowej gdzie jest nadmiar pożywienia drapieżniki wylegują się na brzegach rzeki razem ze swoimi ofiarami, ramie w ramie.
    Przykładów na nieadaptacyjne zachowania które wcale nie służą najlepszemu przetrwaniu jest setki, właściwie w każdym gatunku widać to wszędzie bo zwierzęta nie rywalizują o przewagę i o lepsze geny i mogę zrozumieć czasy Darwina kiedy to obserwacje nie były zaawansowane, ale głosić te bzdury dzisiaj i się przy nich upierać, to już perfidne oszustwo.

  87. realista 17.03.2017 08:45

    nie mów, że nikt nie potrafi, jeśli ty nie potrafisz.
    zauważyłem, że nie potrafisz sobie wyobrazić wielu rzeczy, które ja sobie doskonale potrafię wyobrazić. na przykład kąt padania promieni słonecznych na powierzchnię kuli.

    dla ciebie coś nie sposób powiązać, ale natura ma to w D, że tak uważasz, i tak właśnie się dzieje, że drobne zmiany się kumulują dając w efekcie inny gatunek.

    to, że wiesz, że zwierzęta zachowania mają w genach to dobrze. przynajmniej coś. ale to niczego w biologii nie obala.

    cyt.:”Jest to zachowanie wybitnie nieadaptacyjne nie dające żadnej przewagi, żadnych lepszych szans”

    lepszych szans niż czyje? a może to właśnie pokazuje, że to nie jest kierowany proces?
    ale faktycznie dziwne… to łososie CHCĄ płynąć w górę rzeki i ginąć i dlatego się tak rozwinęły? ani jeden nie „przypłynął do karmnika” i w jego ślady nie poszli „wszyscy z jego populacji na danym terenie”? podobno się telepatycznie uczą, sam tak pisałeś. a tu jednak płyną głupie w górę rzeki? dlaczego?

    jeśli jakaś cecha jest bez znaczenia, to jakie znaczenie ma powoływanie się na jej brak znaczenia?

    masz cały czas ewidentny problem ze zrozumieniem tak prostej rzeczy jak to, że minimalna różnica w dzietności prowadzi do rozprzestrzeniania się cech w populacji.
    to może taki przykład, jak dla dzieci – jeśli będziemy grać w wojnę (taka gra karciana dla dzieci. mam nadzieję, że potrafisz w nią grać), i będziemy mieć takie same karty (to ważne! dokładnie ten sam zestaw), tylko inaczej potasowane, to na wiele gier ty i ja wygramy zbliżoną ilość razy. jeśli jednak wymienię sobie jedną słabą kartę na asa, to wygram 8 na 10 gier. (zawsze jest możliwość, że stracę asa w wojnie)

    śmieszne jest kiedy piszesz, że „to niemożliwe”. właśnie granie w gry towarzyskie to takie zwiększanie swoich szans, prowadzące do wygranej. to jest oczywiste dla każdego myślącego. tak samo jest z życiem.
    ale prawdopodobnie ty nie grywasz w gry, albo jesteś w nie bardzo słaby. grywasz w szachy? w tryk-traka? może chociaż w tysiąca?
    może pograj sobie chociaż w wojnę… .. .

  88. WacekPlacek 17.03.2017 09:13

    Jeszcze nikt nie wygrał gry w wojnę dzięki temu, że miał jedną dobrą kartę. akurat gra w wojnę to jest ten przykład gry dla małych dzieci bo tam żaden ruch nie daje żadnej pewności nikomu, nie ma żadnych taktyk przetrwania więc tym przykładem sam siebie obaliłeś.

    Ja wiem, że potrafi się „wymyślać” wiele, np że te żyrafy z szyją dłuższą o 10cm jadły te „najlepsze” liście, problem się zaczyna jak ktoś zapyta co to znaczy „najlepszy liść” i jakie to ma przełożenie na potomstwo? Wtedy to trzeba zmyślać kolejną bzdurę której nijak nie da się połączyć z powrotem do żyraf, bo ta bzdura staje się już odrębną zagmatwaną teorią i nikt tego z powrotem nie próbuje przypisywać do wcześniejszych założeń. Naukowcy jak ognia boją się łączyć interdyscyplinarnie swoich teorii w całość bo wiedzą, że wtedy zaczynają wychodzić głupoty.

    łososie rozwinęły się jak? z czego, ze słabej rybki która się mnoży na potęgę i żyje spokojnie w oceanie do tej „silniejszej” która głupia płynie w górę rzeki podejmując takie ryzyko i samemu przy tym ginąć? Tak się rozwinęły?

    Zrozumiano by łososie jak i inne zwierzęta jakby zrozumiano, że żadna istota nie walczy o przetrwanie i przekazanie genów, to jest wpisane w naturę każdego organizmu ale nie jest celem i sensem istnienia żadnego organizmu. Wszystkie zwierzątka szukają tego co ludzie, nie lepszych warunków do przekazania lepszych genów, nie przetrwania ale lepszej jakości życia, która jest powiązana z nauką i zdobywaniem mocy. Łososie chcą doświadczać czegoś doskonalszego niż inne rybki, tak samo jak każdy człowiek i każda mrówka, nie interesuje ich samo przetrwanie za wszelką cenę. Niedźwiedź nie je wszystkich łososi choć mógłby, bo nie jest tak głupi jak biolodzy, nie chodzi mu o samo przetrwanie, zrodziło go środowisko i oddaje środowisku swoją część działki bo wie, że to środowisko jest warunkiem jego doskonalszej jakościowo egzystencji. W przyrodzie nie znajdzie się ani jednego przykładu na to, żeby zwierzęta nie dbały o jakość życia tylko chciały się nażreć ile wlezie i napłodzić ile tylko mogą.

  89. realista 17.03.2017 09:30

    cyt.:”Jeszcze nikt nie wygrał gry w wojnę dzięki temu, że miał jedną dobrą kartę.”

    i znowu stwierdzenie bez pokrycia… otóż ja wygrałem, niejednokrotnie przeprowadzałem ten prosty eksperyment pokazując to takim właśnie ignorantom jak ty. o to właśnie chodzi, że to jest gra LOSOWA, czyli dokładnie to, co zarzucasz ewolucji – przypadek! a jednak jedna karta przeważa szalę!
    także demonstrując niezrozumienie tak banalnego przykładu to ty znowu sam się obalasz…

    to jest nieważne co my tam sobie wymyślimy dlaczego coś się działo, jak z tymi kręgami u żyraf. istotne jest, że tak się stało, i widzimy to w zapisie kopalnym oraz w genach. wiemy co się stało i kiedy. dlaczego dokładnie cecha się rozpowszechniła jest dla mnie mniej interesujące. może żyrafy z dłuższym kręgiem mogły z powodu większej odległości odbytu od głowy łatwiej pierdzieć więc rzadziej wybuchały?

    łososie chcą szczęścia, dlatego giną w rzekach płynąc na tarło, i mimo telepatycznego kontaktu ani jeden nie nauczył się inaczej i nie pociągnął wszystkich z jego populacji…
    przecież ty sobie co chwilę ZAPRZECZASZ!… .. .

  90. realista 17.03.2017 09:32

    cyt.:”W przyrodzie nie znajdzie się ani jednego przykładu na to, żeby zwierzęta nie dbały o jakość życia tylko chciały się nażreć ile wlezie i napłodzić ile tylko mogą.”

    przechodzisz sam siebie… cóż za wszystkowiedzący biolog i przyrodnik z tego Wacusia! a powiedz Wacusiu, gdzie szukałeś? w karmniku?

    to jeszcze przypomnij dlaczego niemożliwe jest padanie promieni słonecznych na powierzchnię kuli pod różnym kątem, to prócz nobla z biologii dostaniesz nobla z fizyki!…

    żenujesz mnie koleś… .. .

  91. WacekPlacek 17.03.2017 09:49

    Akurat ja też grałem wojnę i oszukiwałem nie raz podkładając sobie i z 10 lepszych kart co nie było gwarantem żadnej wygranej. Takie „eksperymenty” losowości sobie zachowaj dla siebie.

    Jak to mniej interesujące jest to dlaczego cecha się rozpowszechniła.? Przecież t. ewolucji i selekcja naturalna mówią właśnie dlaczego cecha się rozpowszechniła, „bo dawała lepsze szanse”, tak samo jak twój as w grze w wojnę. Jeśli to wyrzucisz to już nie masz t. ewolucji bo tym „dlaczego” może być równie dobrze wola kreatora.

  92. realista 17.03.2017 09:58

    popatrz jeszcze raz co napisałem:
    „jeśli będziemy grać w wojnę (taka gra karciana dla dzieci. mam nadzieję, że potrafisz w nią grać), i będziemy mieć takie same karty (to ważne! dokładnie ten sam zestaw), tylko inaczej potasowane, to na wiele gier ty i ja wygramy zbliżoną ilość razy. jeśli jednak wymienię sobie jedną słabą kartę na asa, to wygram 8 na 10 gier. (zawsze jest możliwość, że stracę asa w wojnie)”

    widzisz fragment: „(to ważne! dokładnie ten sam zestaw)”? co ci to mówi?

    ale nawet bez tego, jeśli zgarniesz 4 asy, to masz zwiększone szanse, a wygraną praktycznie w kieszeni. dlatego nie oszukuj, że coś tam oszukiwałeś… no chyba, że z ciebie jeszcze gorszy obserwator niż by się zdawało.

    nie napisałem, że dla selekcji naturalnej jest to nieistotne, tylko że mnie to mniej interesuje. wymagałoby badań, eksperymentów i zwyczajnie skórka nie warta jest wyprawki. ja nic nie wyrzucam, ja ci uświadamiam, że cała rzecz w rozprzestrzenianiu się cechy w populacji, a ty cały czas wynajdujesz absurdalne wytłumaczenia bez poparcia w czymkolwiek, po prostu stwierdzasz, że „niemożliwe” i kropka. bez badania… geniusz!… .. .

  93. WacekPlacek 17.03.2017 10:08

    Ale w żadnej grze nie ma takich samych kart tak samo jak w życiu nie ma identycznych osobników i warunków. Twoje eksperymenty są teorią spaczoną przez analityczne, matematyczne rozumowanie nie powiązane z rzeczywistością.
    Myślisz jak baba, że są identyczne dwa lwy ale jeden ma o cm dłuższy pazur i ma zawsze lepiej bo wydaje ci się, że środowisko to próżnia w której tylko ta pojedyncza właściwość, ten twój as odgrywa cała rolę. Tymczasem środowisko jest żywe i może w każdej sekundzie wytworzyć okoliczność która sprawi, że ten dłuższy pazur będzie przyczyną klęski tak jak nie raz przyczyną klęski drużyny piłkarskiej było ego i samolubna gra najlepszego zawodnika.
    Są drużyny piłkarskie które mają najlepszych zawodników świata a mimo to nie zawsze udaje im się zdobyć puchar i przegrywają z tymi słabszymi. Rzeczywistość nie jest tożsama tej matematycznej, ten problem sto lat temu rozwiązał już Bernard Russel, matematyka nie ma powiązania z życiem, jest tworem naszej abstrakcji, narzędziem pozwalającym nam wypaczyć i zniekształcić życie aby móc się w nim sprawniej poruszać, ale go nie tłumaczy.

  94. realista 17.03.2017 10:16

    ja pierniczę… ale przecież pokazałem ci właśnie rzeczywisty eksperyment, a ty nawet analogii nie potrafisz dostrzec… tępy jesteś gościu jak młotek…

    właśnie o to chodzi, że środowisko jest żywe, dynamiczne, nie ma identycznych osobników, i każdy osobnik (bardziej lub mniej) gra na siebie. dlatego ewolucja może zachodzić! i zgadza się, raz pazur da przewagę, innym razem nie. NO I CO Z TEGO? tak działa ewolucja! NIE MA WYZNACZONEJ DROGI!

    gra w wojnę nie oddaje życia jako całego, a tylko ma ci uświadomić, że cecha może zdominować populację! i możesz to sobie na 100 sposobów sprawdzić! to, że mamy identyczne karty znaczy tylko tyle, że mamy takie same cechy, za wyjątkiem jednej lepszej w rozumieniu doboru – zasad gry.
    to, że spłycasz okoliczności do poziomu absurdu nie znaczy, że zjawisko takie nie istnieje… .. .

  95. WacekPlacek 17.03.2017 10:19

    Cecha nie może zdominować populacji, lwy nie biegają po matematycznej bieżni gdzie liczy się lepsza łapa dające przewagę o ułamek sekundy, czasami jest dól a czasami pagórek i ten z mniejszą łapą wejdzie w zakręt lepiej a czasami nie. Rzeczywistość nie składa się z prostych linii i powiązań, jest skomplikowaną złożonością której po prostu nie ogarniasz, myślisz naiwnie jak dziecko.

  96. realista 17.03.2017 10:35

    cecha może zdominować populację niezależnie od tego jak bardzo tego nie rozumiesz. właśnie ci podałem przykładowy eksperyment!!! nawet karty są tasowane, co właśnie odpowiada temu, że „czasami jest dół a czasami pagórek”!
    przeczytaj dokładnie jeszcze raz co napisałem w kilku ostatnich postach i przestań wymyślać absurdalne wytłumaczenia „dlaczego nie” tylko skup się na zrozumieniu tego procesu.
    nie muszę ogarniać wszystkich przypadków jeśli ogarniam proces. często jest tak, że coś się wydaje skomplikowane, choć jest to prosty proces. na przykład takie coś: https://www.youtube.com/watch?v=b6pbYuHE4OA
    proste? skomplikowane? hmmm… tak naprawdę to tylko banalnie proste równanie: „Z_n+1=Z_n^2+p”.

    nie myśl, że jak ty nie ogarniasz, to inni też. już wielokrotnie zademonstrowałeś, że nie ogarniasz najprostszych rzeczy, jak choćby ten kąt padania promieni słonecznych na powierzchnię kuli. obczaiłeś to już? czy potrzebujesz jeszcze kolejne pół roku?… .. .

  97. WacekPlacek 17.03.2017 16:46

    @realista
    Wyciągnij głowę z „chmur”, czyli z miejsca gdzie trzymają ją zazwyczaj naukowcy. Ani żadna gra w karty nie odbywa się wedle twojego eksperymentu ani w życiu nie występują takie zjawiska. Stworzyłeś sztuczną rzeczywistość i na tej podstawie przekładasz zasady na tą realną. Nigdy nie ma dwóch identycznych osobników (takich samych tali kart) z których jeden może otrzymać jakąś cechę (twojego As’a) i dzięki niej wygrać grę (właściwie co miałby wygrać w tym życiu, może od tego zacznijmy?) a potem tą wygraną przekazać swoim potomkom tak aby i oni mieli same As’y i stworzyli populacje As’ów bo z samymi As’ami nikt nigdy nie będzie grał, bo to zwykły bezsens game over.

    Twój eksperyment jak i cały proces rozumowania jest z „chmur” wzięty.

  98. realista 17.03.2017 17:16

    występują takie zjawiska, i wszyscy naukowcy się z tym zgadzają. i mamy na to DOWODY. nie zgadzają się z tym tylko tacy ignoranci jak ty, którzy te dowody ignorują a nawet ich nie znają, nie rozumieją o czym mowa nawet po wielokrotnym tłumaczeniu, i nie mają nic na poparcie swoich słów, jak właśnie ty…

    łatwiej i bardziej weryfikowalnie nie umiem ci już wytłumaczyć. dziecko by zrozumiało, ale ty teraz zamiast przemyśleć ten eksperyment i zrozumieć czym jest przewaga to czepiasz się asów… to jest totalny dramat. to znaczy, że twój umysł jest niezdolny do logicznego myślenia (choć tobie wydaje się zapewne, że jesteś mistrzem logiki – efekt Krugera-Dunninga). nie potrafisz rozłożyć zjawiska na elementy i poskładać tego do kupy.

    nie ma żadnego game-over. gra w karty była tylko przykładem oddającym pewien aspekt ewolucji, który uważasz za niemożliwy, bo tak i już. otóż jest możliwy, i każdy eksperyment używający selekcji da ci dokładnie taki sam rezultat – rozprzestrzenianie się cechy aż do zdominowania populacji. i zawsze jest możliwa inna cecha, która wygra z dotychczasowym asem… .. .

  99. WacekPlacek 17.03.2017 17:34

    Wszyscy naukowcy się zgadzają z tym eksperymentem ale rzeczywistość już zgodzić się nie chce, podobnie jak 6,5 mld ludzi, bo nie mają tak mocno wepchniętej głowy w „chmurkę”.
    Jaką przewagę niby ma zdobyć osobnik, co to znaczy przewaga, w czym skoro każdy się rozmnaża, łosoś płynący w górę rzeki zdobywa przewagę w czym? W tym, że dopłynie i się rozmnoży i to jego cechy zostaną a ten zjedzony przez niedźwiedzia nie dopłyną i już nie będzie jego cech, jego cech czyli czego nie będzie, czym on się różnił od drugiego łososia, milimetrową płetwą? a skąd pewność że w śród innych co dopłynęli nie ma podobnej płetwy, lub skąd pewność że ten co dopłyną spłodzi osobnika który w swoim życiu nie będzie zjedzony przez niedźwiedzia?
    Co z tego wyrośnie za milion pokoleń, ptak łosoś który będzie przeskakiwał niedźwiedzie i zjadał szyszki z drzew? Zresztą tylko 10% tych spłodzonych łososi dociera do oceanu w formach w których nie mają rozwiniętych żadnych cech, więc tutaj nic nie odkrywa żadnej roli związanej z przetrwaniem.

    Do teorii ewolucji tak jak do d…py można włożyć wszystko, co się tylko zechce, każdą bzdurę można uzasadnić, można mówić, że ten łosoś wygrał bo jego łuska odbiła światło słońca i oślepiła niedźwiedzia i od tej pory tacy będą się mnożyć a za milion lat będą łososie-lustra, nawet psychicznie chorzy mogą mieć w to wkład bo i tak nie sposób tego zweryfikować, ale w d…pie nic jeszcze nie urosło i tam nie powinno być nic wkładane, a nauka znajduje się obecnie bardzo głęboko w d..pie.

  100. WacekPlacek 17.03.2017 17:36

    O asie to walisz prze-bzdury. As jest częścią tali, nie jest dodatkową nową zmutowaną cechą, każdy dostaje czasami asa nie każdy z asem wygrywa, to takie proste. W twoim eksperymencie sztucznie zaburzyłeś sobie równowagę i mniemasz, że w życiu jest tak samo, chodzą sobie lwy a nagle jednemu wyrasta sokole oko dzięki czemu zjada innym całe mięso.

  101. WacekPlacek 17.03.2017 17:58

    Błąd Twojego rozumowania jest bardzo prosty.
    Masz identyczne talie kart, w jednej jest 5 Asów w drugiej jest tylko 3, bo wymieniłeś silną kartę na słabą – jakie to ma przełożenie na rzeczywistość? Wymieniasz u jednego osobnika kluczową najważniejszą cechę na najsłabszą cechę, czyli np wydłubujesz mu oko i dajesz dodatkowy ogon i cwany myślisz, że dokonałeś przykładu działania ewolucji bo tak się niby dzieje.
    Wszystkie lwy mają zęby, czyli Asy, jak jednemu wydłubiesz część zębów i wstawisz za to słabą kartę, np więcej sierści to oczywiste jest, że ten eksperyment się powiedzie. Problem w tym, że tak się nigdy nie dzieje, nikt nie dostaje asa, jeśli ktoś biega to tylko ciut szybciej, jeśli walczy to tylko ciut mocniej, jeśli widzi to tylko ciut lepiej a to i tak mu nie daje gwarancji bo czasami dzięki silnym cechom przepędza towarzysza i ten towarzysz chcąc przetrwać znajduje np lepsze tereny bogatsze w żywność, bo tam gdzie jest ten super silny większość już zjedzona i pouciekała. Los się odwraca i w życiu jest tak jak w prawdziwej grze w wojnę a nie tak jak w twoim eksperymencie. Natura nikomu nie daje dodatkowego Asa bo to tak jakby gepardowi miała dać prędkość 200km/h a inny by biegali tylko 100km/h.

  102. realista 17.03.2017 18:04

    rzeczywistość też się z tym zgadza. jedyne co ci pozostaje to tylko tępo zaprzeczać.

    wiele razy tłumaczyłem ci co to znaczy przewaga. to, kiedy jeden osobnik skuteczniej przekaże swoje geny większej ilości potomstwu. to nie jest konkretna cecha tak, jakbyś chciał, by móc to krytykować. właśnie dlatego twoja krytyka jest BEZ SENSU.

    łosoś od łososia różni się tak, jak człowiek od człowieka. nawet jeśli jest to „milimetrowa płetwa” to co pozwala ci te różnice zignorować?! skąd ty wiesz, że to nie ma znaczenia?
    a jeśli to będzie umiejętność trawienia laktozy? a jeśli to będzie błona między palcami? skąd ty wiesz, że to nie ma znaczenia?!
    wystarczy, że będę od ciebie odrobinę lepszy (obojętnie w jaki sposób), i to ja zapłodnię twoją samicę, nie ty. pojmujesz? nawet wystarczyłoby, żeby moje plemniki były odrobinę lepsze od twoich, a to ja przekażę swoje cechy, nie ty. pojmujesz?

    skoro 10% WSZYSTKICH młodych łososi dociera do morza, to i z tych z jakąś cechą jak i bez niej dociera 10%. więc skoro to nie ma znaczenia, to PO CO piszesz, że to nie ma znaczenia? czy to jest jakiś argument?

    do teorii ewolucji nie można włożyć wszystkiego, bo trzeba to jakoś udowodnić badaniami. taka właśnie jest różnica między bzdurami, które ty opowiadasz, a nauką, że ty sobie możesz bezkarnie pisać głupoty, których nigdy NIE weryfikujesz.

    HIPOKRYTO JEDEN.

    nadal nie rozumiesz celu i sensu doświadczenia, które jest najprostsze jak można wymyślić. tylko jedna cecha – wysokość karty. tylko jedno kryterium doboru – różnica w wysokości. tylko jedna zmiana (mutacja) – wymiana niskiej karty na wyższą… a ty nadal nie rozumiesz… to nic dziwnego, że ty nigdy nie będziesz w stanie pojąć ewolucji…

    i zrozum to wreszcie, ośle jeden, że ewolucja ZAPRZECZA stanowczo i ZAWSZE temu, że NAGLE COŚ KOMUŚ WYRASTA! po prostu znowu zademonstrowałeś jak bardzo nie wiesz o co chodzi. brednie!

    więc jeśli to masz w głowie, to właściwie to nie ewolucja jest głupia, tylko ty, skoro myślisz, że to jest ewolucja… .. .

  103. WacekPlacek 17.03.2017 18:27

    @realista

    A jak to się skuteczniej przekazuje geny potomstwu, oświeć mnie proszę? Wszystkie lwy się mnożą, wszystkie wróble, wszystkie żyrafy i króliki który skuteczniej przekazał cechy? Ci którzy się nie rozmnożyli to ci którym zabrakło skutecznych cech, to jakich cech im zabrakło, penisa? gdzie obserwacje tych cech, gdzie dane, pomiary? 10% młodych ikr łososi przeżywa, od których rodziców przeżywają, od tych najlepszych bo mają jaką cechę niby? nanomilimetrową dłuższą płetwę, to może ten nanomilimetr też i sprawi, że łatwiej je zobaczyć i uchwycić? Oświeć jakąś cechą, czekam na nią, może tą hipotetyczną którą przez miliony lat za nasze podatki będą próbowały wybadać komputery?

    Wymieniłeś sobie cwaniaku najsilniejszą kartę na najsłabszą, więc wymieniłeś najsilniejszą cechę na najsłabszą cechę – pokaż przykład z rzeczywistości na to, gdzie on jest, w naukowych opracowaniach i książkach dostępnych tylko wybranym? Bo ze zwykłej obserwacji przyrody wnika coś zupełnie innego.

    Powiesz mi pewnie, że to wszystko jest zbadane, udowodnione, pomierzone, zaobserwowane ale mi się nie chciało wyczytać tego w tych magicznych książkach, Idę o zakład, że i ty ich nie czytałeś bo takie książki nawet nie istnieją, nie pisalibyśmy po 100 wpisów w każdej dyskusji tylko byś sypał przykładem za przykładem w odniesieniu do realnych zwierząt, a ty walisz sztucznym eksperymentem gry w karty który nawet nie ma przełożenia na gry w karty bo tak nikt nie gra i nikt nie dostaje na 10 rozdań za każdym razem najsilniejszej karty za najsłabszą. Jesteś z tym wszystkim głęboko w d i myślisz że to cudownie pachnie.

  104. realista 17.03.2017 20:53

    problem w tym, że nie rozumiesz, że NIE WSZYSTKIE…
    problem w tym, że NIE WSZYSTKIE są w stanie zapewnić potomstwu równie dobre warunki.
    otwórz oczy i zorientuj się jak jest, i zamiast mnie i naukowców oskarżać o bujanie w obłokach SAM ZEJDŹ NA ZIEMIĘ.

    cyt.:”Ci którzy się nie rozmnożyli to ci którym zabrakło skutecznych cech, to jakich cech im zabrakło, penisa?”

    a może na przykład życia im zabrakło? albo przegrywali walki z innymi o samice? człowieku, zacznij myśleć!

    cyt.:”10% młodych ikr łososi przeżywa, od których rodziców przeżywają, od tych najlepszych bo mają jaką cechę niby?”

    czytać nie umiesz? napisałem, że jeśli jakaś cecha jest nieistotna, to i z jednych i z drugich przeżyje 10%. więc skoro sam piszesz, że bez znaczenia, to o co ci jeszcze chodzi?

    oczywiście, że w doświadczeniu wymieniłem słabszą kartę na najsilniejszą, żeby UWYPUKLIĆ zjawisko, które PEWNE JEST, że istnieje. i wynika to Z OBSERWACJI rzeczywistości.

    cyt.:”nie pisalibyśmy po 100 wpisów w każdej dyskusji tylko byś sypał przykładem za przykładem w odniesieniu do realnych zwierząt”

    o jakie przykłady tobie chodzi? możesz mi podać kryteria?

    cyt.:”ty walisz sztucznym eksperymentem gry w karty który nawet nie ma przełożenia na gry w karty bo tak nikt nie gra i nikt nie dostaje na 10 rozdań za każdym razem najsilniejszej karty za najsłabszą.”

    dramat, dramat, dramat. nadal nie rozumiesz tego prostego eksperymentu… .. .

  105. WacekPlacek 17.03.2017 22:50

    Może zamiast tracić czas na idiotyczne dalsze wywody, poczekam na przykład obserwacji osobnika któremu się nie udało zapłodnić samicy, bo jak wiadomo istnieje tylko jedna królowa matka, raz nie zapłodni i za rok już spróbować z inną nie może.
    Na pewno jest masa książek pod tytułem – „Na tropie żyrafy która od 10 lat nie potrafi zapłodnić żadnej samicy bo ma o 10cm za krótką szyję i je gorsze liście” – autor – Naukowiec.

    Podeślij linki, chętnie poczytam kto to bada te „nie wszystkie” którym się nie udało zapłodnić.

  106. realista 17.03.2017 23:01

    poobserwuję wróble w karmniku jak ty, może też odkryję rewelację na miarę twojego odkrycia telepatii wśród wróbli, dzięki której wszystkie wróble z okolicy wiedzą gdzie wpaść na szamkę…

    a tak poważnie to naprawdę nie rozumiesz, że nie wszystkie osobniki rozmnażają się w takiej samej ilości? NAPRAWDĘ? muszę ci poszukać takich badań? a przeczytasz? przeczytałeś to o kręgach żyraf? bo wiesz, najpierw wyśmiewałeś, a jak dostałeś te badania, to przypomnij, przyznałeś się że pisałeś wcześniej głupoty?… .. .

  107. realista 17.03.2017 23:08

    cyt.:”poczekam na przykład obserwacji osobnika któremu się nie udało zapłodnić samicy”

    może nie trzeba szukać? masz dzieci?…

    cyt.:”Na pewno jest masa książek pod tytułem – „Na tropie żyrafy która od 10 lat nie potrafi zapłodnić żadnej samicy bo ma o 10cm za krótką szyję i je gorsze liście” – autor – Naukowiec.”

    nie, nie ma takich głupich książek. a spodziewasz się, że takie coś właśnie ci znajdę? bo może nie warto szukać?… .. .

  108. WacekPlacek 18.03.2017 06:42

    Oczywiście, że nie wszystkie osobniki płodzą się w takiej samej ilości, ale jest to pozbawione znaczenia bo większość dzieci i tak nie daje rady przetrwać i tutaj ilość rodzeństwa nie zwiększa szans, wręcz odwrotnie bo rodzice mają większe obciążenia pokarmowe i mniejsze szanse na dochowanie choćby jednego. Za to tym, którym się urodziło mniej liczne potomstwo rodzice są w stanie lepiej zapewnić rozwój i ochronę. U ludzi działa to identycznie.

    Sytuacja w ktorej liczba potomków odgrywa znaczenie występuje tylko o mikroorganizmów, stawonogów, ryb i robaków i tam to nie lepsze cechy się liczą ale właśnie namnożenie jak największej ilości potomków. Problem w tym, że u tych organizmów wszystko żyje w kupie i indywidualności się nie liczą także, nie ma tam pojedynczych osobników z dominującymi cechami, wszyscy mnożą plus minus tyle samo a umiera najczęściej ten który akurat pechowo znajdzie się na obrzeżach wiecznie zmieniającego się roju czy ławicy.

    Ot kolejny przykład obalający bzdurę.

  109. realista 18.03.2017 09:04

    śmieszne jest, kiedy piszesz bzdury i obwieszczasz, że coś tym obaliłeś…

    OCZYWIŚCIE, że ilość dzieci ma znaczenie. są różne strategie przetrwania, jedne zwierzęta mają więcej dzieci, inne mniej, ale zawsze muszą mieć średnio WIĘCEJ DZIECI niż dwoje, które osiągną wiek rozrodczy (a w praktyce dużo więcej, bo śmiertelność wśród zwierząt jest duża), bo inaczej populacja wymrze! nie chodzi o to, że więcej dzieci w jednym miocie! w CAŁYM ŻYCIU! i to ilu dzieciom zdążą przekazać swoje geny JEST NAJISTOTNIEJSZE, bo stanowi ile procent ich geny będą stanowić w tej populacji. a to zależy od tego jak długo będą żyć, co zależy od ich sprawności fizycznej, odporności na choroby, inteligencji, itp., i jak zawsze odrobinie szczęścia. ale nie wciskaj bzdur, że to tylko za sprawą pecha zwierze zostaje upolowane.

    jeśli tego nie rozumiesz, to ja nie potrafię ci pomóc. oleju ci do głowy niestety nie naleję… .. .

  110. WacekPlacek 18.03.2017 09:54

    Uciekasz ale tu nie ma dokąd.
    Kto liczy potomstwa osobników z całego życia i łączy to z jakimiś cechami? Który mądry naukowiec to robi?

    Wychowanie potomstwa kosztuje, ten kto ma więcej za życia musi częściej ponosić ryzyka, więcej spalać energii, jest częściej wystawiony na porażki, musi więcej zgromadzić pożywienia. Ten co ma mniej potomstwa ma mniej problemów, dzięki czemu może lepiej odbierać pożywienia i może nawet sprawniej eliminować potomstwo innych, lepiej jeść. I co teraz? Bajka sypia się już po raz setny.

    Przyjmuje się założenie wyjściowe i nie patrzy się potem na rzeczywistość, stara się stworzyć, wymyślić taką rzeczywistość hipotetyczną która będzie pasować do przyjętego założenia, przez co ignoruje się tysiące faktów mówiących co innego.
    Ta ignorancja jest chorobą większości współczesnych naukowców, są tak zakochani w swoich założeniach wyjściowych, że odrzucają i zaprzeczają wszystkiemu co rysuje inny obraz.
    Zmyślono sobie, że współcześnie znana fizyka jest jedyną możliwą i prawdziwą, że czas płynie zawsze wedle tych samych zasad i nie ma nowych niepoznawalnych zjawisk fizycznych, że rozpad jądra atomu nie może odbywać się inaczej niż to obecnie jest znane – gdzie tu więc miejsce na poznanie, skoro wszystko jest już poznane?

    Biorąc pod uwagę wszystkie dostępne nam dane, nie tylko te naoczne, (jakby to oko nie miało być stworzone do zniekształcania rzeczywistości w celu lepszego skupienia się na wybranych elementach życia służących głównie przetrwaniu, ale do tego aby być obiektywnym weryfikatorem „prawdy”.To jest dopiero dowcip). Więc biorąc pod uwagę nie tylko naoczne dane ale te pochodzące ze starożytnych zapisków przodków (którzy nie mieli powodu aby zmyślać bo wtedy w kulturze nie istniało pojęcia fantazji i fikcji literackiej więc trzeba zakładać, że wszystko jest pisane w celu przekazania faktów), oraz to pochodzące z doskonalszych narzędzi poznawczych niż zmysły, czyli z intelektu i intuicji i mistycznych przeżyć i prób odczytania np Kronik Akaszy (od tysięcy lat bank informacji dla wszystkich ludzi, który tylko teraz półgłówki naukowe wyśmiewają bo nie potrafią go obsługiwać), rysuje się zupełnie inny obraz rzeczywistości, taki który wyjaśnia wszystko, nie ma dziur, luk, wyjątków od reguł i jest wewnętrzne spójny, jedyne do czego nie pasuje to do założeń wyjściowych zmyślonych przez ignorantów – naukowców.
    Ten obraz mówi, że czas jest względy i wieku Ziemi określić się nie da, mówi, że na Ziemi było życie od zawsze, zanim było Słońce i Księżyc i pierwszym naszym słońcem był Saturn, mówi że elektromagnetyzm był zupełnie inny, inna radiacja, inne sposoby rozpadu jądra w atomie, nie było pór roku, nie było organizmów dwupłciowych, gęstość materii i wilgotność była tak duża, że podrzuciwszy kamień do góry trzeba było czekać minuty aż opadnie, można było lewitować i budować piramidy tak łatwo jak z plasteliny a ludzie mieli wtedy postać przypominającą mix bezkręgowca i rośliny i coś takiego jak układ kostny formował się wraz z formowaniem się Słońca i oddalaniem się Saturna. Bajki o dinozaurach są zmyślone, to są prototypy jak w każdym laboratorium, nigdy nie chodziła po ziemi większa część tych skamieniałości, bo wszystko jest wymyślone na jednym błędnym założeniu wyjściowym – mianowicie, że współczesne prawa fizyki i chemii są wieczne i „prawdziwe” i metodologia datowania jest bezbłędna.

    Zmyślaj bzdur ile chcesz, rzeczywistość się z ciebie śmieje. Jak weźmiesz pod uwagę wszystkie dane jakie posiadamy to nie ma opcji, że ułożysz z tego bajkę o darwinowskiej t ewolucji, także to nie o twoją inteligencję chodzi, tylko o ignorancje.
    Nie uprawiasz nauki i naukowcy także, to jest bajkopisarstwo zbudowane na ignorancji tego co niewygodne.

  111. realista 18.03.2017 10:17

    cyt.:”Przyjmuje się założenie wyjściowe i nie patrzy się potem na rzeczywistość, stara się stworzyć, wymyślić taką rzeczywistość hipotetyczną która będzie pasować do przyjętego założenia, przez co ignoruje się tysiące faktów mówiących co innego.”

    DOKŁADNIE WŁAŚNIE TO ROBISZ, HIPOKRYTO.
    ja nie mam już siły na twoją głupotę i ignorancję… .. .

    „Zmyślaj bzdur ile chcesz, rzeczywistość się z ciebie śmieje.”

  112. WacekPlacek 18.03.2017 10:43

    Robię coś dokładnie odwrotnego, za fakty i rzeczywistość nie uznaję tego co wynika z teorii czyli założeń wyjściowych a z bezpośredniego doświadczenia, dopiero potem zakładam i tworzę teorię. Tej różnicy nie pojmujesz.

  113. realista 18.03.2017 10:50

    właśnie robisz dokładnie odwrotnie niż piszesz. wierzysz w jakieś bajki z kronik, a badania rzeczywistości przez tysiące naukowców z różnych dziedzin bez ich znajomości odrzucasz.
    doświadczenie z kartami mogłeś bezpośrednio zrobić, zamiast tego odrzuciłeś, bo NIE WIDZISZ rzeczywistości, tylko własne i cudze urojenia… .. .

    „Zmyślaj bzdur ile chcesz, rzeczywistość się z ciebie śmieje.”

  114. WacekPlacek 18.03.2017 11:10

    W bajki z Kronik nie wierzę, zawsze istnieje opcja, że ktoś źle odczytał. Bajki z Kronik po prostu najtrafniej pasują do tego co widać. Twoje doświadczenie z kartami nawet nic nie mówi o grze w karty, wywołałeś sztuczne warunki nie istniejące w rzeczywistości tak samo jak sztucznie wywołujesz walkę o jak najliczniejsze potomstwo.

  115. realista 18.03.2017 11:20

    najtrafniej do tego co widać pasuje teoria ewolucji, bo powstała w wyniku obserwacji i badań, i została przez nie potwierdzona na różnych polach niezliczoną ilość razy.
    moje doświadczenie pozwala się przekonać, czy pojawienie się przewagi powoduje zdominowanie zbioru, tyle że tego po prostu nie pojmujesz. modele rzeczywistości są dla ciebie zbyt trudne bo nie posiadasz umiejętności logicznego myślenia. a to jest wręcz przedszkole analizy i modelowania, co leży u podstaw inżynierii i jest wykorzystywane w praktyce, a więc działa, o czym też z resztą nie masz pojęcia.
    nic nie pisałem o walce o jak najliczniejsze potomstwo, nawet tego nie rozumiesz, co tłumaczyłem ci jak dziecku już wielokrotnie i na najróżniejsze sposoby… .. .

    „Zmyślaj bzdur ile chcesz, rzeczywistość się z ciebie śmieje.”

  116. WacekPlacek 18.03.2017 11:36

    niezliczoną ilość razy to unikasz powiązania swoich tez z przykładami z rzeczywistości.
    Ja twój eksperyment rozumiem, ja ci tłumaczę tylko, że nie ma przełożenia na życie bo takie zjawiska jak zastąpienie najsłabszej cechy najsilniejszą nie występują, chyba że w warunkach sztucznych.

  117. realista 18.03.2017 11:40

    jest przełożenie, bo np. silniejszy samiec wygra ze słabszym i zapłodni samice. czego tu nie rozumiesz???… .. .

  118. WacekPlacek 18.03.2017 12:06

    Pisaliśmy o tym, zwierzęta nie żyją w sztucznym pokoju gdzie jest bieżnia i czasomierz.
    Słabszy osobnik przegrywając jedną walkę idzie szukać innego terenu i tam zapładnia inną samicę. W naturze panuje harmonia. Ten z pozoru silniejszy płodzi 5 potomków, ten słaby 3 potomków. Trójkę łatwiej nakarmić niż piątkę więc ta trójka podrastając staje się silniejszymi a ta piątka trochę niedożywieniowymi dochodzi znowu do tej samej rywalizacji i te lepiej dożywione dzieci tego słabego rodzą piętkę potomków a tamte przegrywają i rodzą tylko trójkę i historia się w koło powtarza, raz na wozie raz pod wozem, cyklicznie i tutaj nikt nie walczy o przetrwanie, środowisko daje szanse na życie i środowisko je odbiera, zwierzątka walczą tylko o jakość egzystencji co ewolucji nie czyni tak jak to tworzą biolodzy.

  119. realista 18.03.2017 12:21

    znowu dorabiasz bajki…
    niezależnie gdzie pójdzie osobnik słabszy, to przegrywając nie zapłodni żadnej samicy.
    w naturze nie panuje harmonia, tylko względna równowaga.
    jeśli ten silniejszy jest silniejszy z pozoru, to być może nie wykarmi wszystkich pięcioro, i nic się nie zmieni. ale jeśli wykarmi, to jego geny będą w 5 osobnikach, a tego słabszego w 3 osobnikach. co będzie w następnym pokoleniu? te 5 osobników będzie miało po 5 dzieci, czyli 25, a te 3 osobniki też będą miały po 3, czyli tylko 9. potrafisz policzyć co będzie przy zachowaniu tej tendencji dalej? to jest uproszczenie, ale różna dzietność i różna zdolność do wykarmienia potomstwa jest FAKTEM.
    zwierzęta nie walczą o jakość egzystencji, tylko o pożywienie i reprodukcję, czyli właśnie o przetrwanie. ślepy jesteś jeśli tego nie widzisz. przestań pisać bajki, bo „rzeczywistość się z ciebie śmieje”… .. .

  120. realista 18.03.2017 12:26

    ty, a może ty nie rozumiesz czym jest walka o przetrwanie? może tobie się wydaje, że to stałe pojedynki gdzie losowy drapieżnik napada na losową ofiarę z losową skutecznością?
    może ty nie rozumiesz tego, że na przykład walką o przetrwanie jest nacieranie się wiewiórek wylinkami grzechotników?… .. .

  121. WacekPlacek 18.03.2017 12:33

    Niezależnie gdzie pójdzie ten słabszy to zawsze przegra?

    Podaj link do tej książki – „Obserwacje włóczęgi który chodzi i nigdzie zapłodnić nie może” – autor – Naukowiec.

    Dlaczego niby te 3 silniejsze mają mieć tylko 3 dzieci a te 5 słabszych ma mieć 5? Gubisz się sam w tych rozważaniach, 3 silniejsze z racji że są silniejsze (wedle twojego rozumowania oczywiście, bo ja wiem, że nawet i takie zjawiska nie zachodzą, siła w walce o samice nie ma powiązania z liczbą potomków ani z ich dalszym losem, ale staram się tylko dostosować do twojej idiotycznej logiki myślenia) rodzą po 5 a tamte 5 słabszych z racji ze są słabsze rodzą po 3 co daje równowagę i żadnej względności.

  122. realista 18.03.2017 12:59

    nie zawsze, ale w większości przypadków tak.

    nie ma takich głupich książek. możesz sobie poczytać publikacje na temat rozmnażania się zwierząt stadnych, gdzie są samce alfa. tam będziesz to miał, w każdej takiej publikacji.

    gdzie ja piszę, że „te 3 silniejsze mają mieć tylko 3 dzieci a te 5 słabszych ma mieć 5?”.
    nie pisz mi, że się gubię, skoro ty czytać nie potrafisz…

    pisałem o spłodzeniu i wychowaniu dzieci przez całe życie, baranie jeden, a nie że słabsze zwierzęta rodzą mniej dzieci. czy ty potrafisz w ogóle myśleć?… .. .

  123. WacekPlacek 18.03.2017 14:13

    „te 5 osobników będzie miało po 5 dzieci, czyli 25, a te 3 osobniki też będą miały po 3, czyli tylko 9” – twoje słowa

    Bardzo chętnie zapoznam się z tymi danymi na temat tej większości przypadków osobników którzy nie dają rady niczego zapłodnić. Dawaj, na pewno jest tysiące badań na ten temat. Do tego dołącz badania o tych osobnikach którzy płodzili przez całe życie więcej niż inni dzięki takim i owakim cechom. Po co tylko pisać, zasyp mnie badaniami.

    Idę o zakład, że wszystko to wymyślasz bo zobaczyłeś walkę samców o pokrycie samic w jakieś grupie i myślisz, że te przegrane już nigdy szansy nie dostają i nigdy się nie rozmnożą ich geny. Z tego też wyciągasz bzdurę, że ten wygrany wygrał bo posiadał pewne cechy i następne pokolenie jest przepełnione tymi cechami i tam znowu spośród tych cech wygrywa najlepsza i tak dalej. Myślę, że stąd bierzesz te nonsensy i wydaje ci się że jak samiec jeleni wygrywa dzięki większemu porożu to jego dzieci się rodzą z większymi porożami i potem znowu wygrywa z tym największym aż rodzi się pokolenie z porożami ważącymi 500 ton o wielkości sekwoi.

    Te bzdury nawet na komiksy się nie nadają.

  124. WacekPlacek 18.03.2017 14:28

    Wiesz po co jest walka samców w grupie o pokrycie? Po to aby w populacji wykorzystać najlepszą potencjalną jakość. W danym okresie godowym niektóre samce są zbyt młode i niedojrzałe a niektóre już zbyt stare, walka jest po to aby zapładniał najlepszy jakościowo z nich, bo chodzi o JAKOŚĆ czyli zbiór wszystkich (dosłownie) cech a nie jedną najlepszą cechę. Ci starsi przegrywają to walkę bo są starzy ale byli kiedyś młodsi i wtedy zapładniali, jak przegrali to znaczy, że ich najlepsza potencja się wyczerpała. Ci za młodzi mają jeszcze czas, rywalizują, doskonalą się, kiedyś dokona się ich czas najlepszej potencji i też będą zapładniać aż wygryzą ich młodzi. Takim oto sposobem każdy zapładnia i to jest genialnie zrobione tak aby wybrać idealny moment czasu w populacji, bo tylko ona się liczy, pojedynczy osobnik podobnie jak u ludzi jest ZEREM.

    W twojej kretyńskiej historii chodzi o dominację jakiejś cechy dającej jakąś przewagę i należy uznać że kiedyś poroża będą ważyły po 500 ton i kiedyś gepardy będą biegać z prędkością światła, przecież za każdym razem dochodzi co raz to lepsza cecha i się mnoży z pokoleniem.

  125. realista 18.03.2017 15:08

    kłamczuchu… jak cytujesz to cytuj wszystko, co ma znaczenie. moje słowa:
    „jeśli ten silniejszy jest silniejszy z pozoru, to być może nie wykarmi wszystkich pięcioro, i nic się nie zmieni. ale jeśli wykarmi, to jego geny będą w 5 osobnikach, a tego słabszego w 3 osobnikach. co będzie w następnym pokoleniu?”
    i dopiero wtedy:
    „te 5 osobników będzie miało po 5 dzieci, czyli 25, a te 3 osobniki też będą miały po 3, czyli tylko 9”.

    twoje słowa:
    „Dlaczego niby te 3 silniejsze mają mieć tylko 3 dzieci a te 5 słabszych ma mieć 5? Gubisz się sam w tych rozważaniach”

    i po co przekręcasz? przestań się zachowywać jak osioł!

    cyt.:” walka jest po to aby zapładniał najlepszy jakościowo z nich, bo chodzi o JAKOŚĆ czyli zbiór wszystkich (dosłownie) cech a nie jedną najlepszą cechę.”

    a czy teoria ewolucji mówi o wyłącznie JEDNEJ CESZE, ośle jeden?

    cyt.:”Takim oto sposobem każdy zapładnia i to jest genialnie zrobione tak aby wybrać idealny moment czasu w populacji”

    nie każdy zapładnia, ani nie każdy ma tyle samo dzieci. i tego właśnie nie możesz pojąć, że to ma znaczenie…

    no nie mogę więcej tych idiotyzmów czytać… to nie na moje nerwy… biegać z prędkością światła, powiadasz?… 500-tonowe poroża?* czyli nie rozumiesz, że coś jest zawsze kosztem czegoś? w ogóle nie rozumiesz jak działa przyroda. jak dziecko. z tego co piszesz naprawdę wyłania się żałosny obraz ignorancji. aż mi żal tego jak bardzo nie rozumiesz rzeczywistości, a masz celność wyzywać jej badaczy… dramat, dramat, dramat… .. .

    *gdybyś wiedział co mówisz, to znałbyś np. takie przypadki: http://dinoanimals.pl/zwierzeta/jelen-olbrzymi-los-irlandzki-megaloceros-giganteus/
    może zajmij się tym? skoro jesteś tak mądry, na pewno rozwikłasz tę zagadkę, bo głupi naukowcy jakieś bajki wymyślają. POKAŻ IM!

  126. WacekPlacek 18.03.2017 15:31

    silniejszy płodzi więcej – twoje słowa na co ja odpowiedziałem, że więcej dzieci trudniej wykarmić więc są słabsze, jak podrosną to mamy 5 słabych z genami tego niby silniejszego i 3 silnych najedzonych z genami tego słabego, który przez swoją słabość napłodził mniej. Teraz oni się płodzą wedle tej samej twojej idiotycznej zasady. 5 słabych płodzi po 3 dzieci czyli 15 w sumie i trójka silnych płodzi po 5 co daje też 15, ten sam wynik. Widzisz już jak twoje cechy nie posiadają żadnego znaczenia, najsilniejszy im więcej napłodzi tym trudniej jest mu wykarmić i utrzymać tą niby „siłę”.

    Może mówić o ilu chce cechach nawet o miliardach cech, ważne że idiotycznie rozróżnia na gorsze i lepsze cechy a takich nie ma, bo wszyscy zapłodnią w momencie swojego najlepszego okresu jakościowo i przekażą wszystkie cechy ani jedna nie chlapnie na podłogę.

  127. WacekPlacek 18.03.2017 15:43

    Uprawiaj naukę na podstawie rzeczywistości, badań rzeczy rzeczywistych na które możesz spojrzeć bezpośrednio a nie w oparciu o teoretyczną hipotezę do której potem chcesz przekłamać rzeczywistość.

    Nigdy nie było takich jeleni, skamieniałości nie dowodzą istnienia, nie było nigdy tych wykopanych w ziemi zwierząt, większości z nich, a nawet jak były to musiały wyewoluować z podobnych do naszych jeleni, a skoro są tylko nasze to oznacza, że w którymś momencie te super genialne cechy nie były tak genialne. Tu trzeba z tysiąc fantastów aby nazmyślać niezliczoną ilość bzdur aby to uzasadnić, lub drugie tysiąc naukowców aby zignorować wszystkie pojawiające się sprzeczności.

    Jak inżynier tworzy to zanim wytworzy dzieło ma prototypy w laboratorium, jak skończy to dzieło zabiera z laboratorium i wypuszcza je w świat a prototypy zostają. Jak teraz przyjdzie powódź bądź pożar i zaleje laboratorium to jaki będzie miał obraz? Będziesz miał żyjące obok ciebie dzieło inżyniera i wykopaliska z jego laboratorium? czy to dowodzi, że prototypy żyły i były przodkami współczesnego dzieła?
    Od kiedy to hipotezę udowadnia się hipotezą. jaka metodologia naukowa na to zezwala? Ty teorie tylko teorią potrafisz udowodnić, od jednej abstrakcji na drugą skaczesz a rzeczywistości bezpośredniej unikasz jak ognia.

  128. realista 18.03.2017 15:46

    przecież to tylko przykłady.
    silniejszy płodzi więcej, gdyż wygrywa z rywalami walkę o samice. co za różnica dla niego ile tych dzieci zrobi? przecież nie on tylko, o ile w ogóle, będzie je karmił, i nie wszystkie naraz. powtarzam, że chodzi o potomstwo przez całe życie! nie jarzysz?
    dlaczego więc dzieci silniejszego mają być słabsze od dzieci słabszego? przecież dziedziczą geny silniejszego.
    to, że dzieci silniejszego będą słabsze, bo rzekomo gorzej mu będzie je wykarmić jest tylko twoją bajką, bo jak pisałem uznałeś, że chodzi o potomstwo w jednym miocie i że silniejszy nakarmi je słabiej niż słabszy (jakby to tylko od ilości dzieci zależało), bo tak ci pasuje do swojej bajeczki.

    są gorsze i lepsze cechy, i nie ma znaczenia, że ty myślisz, że nie. gdyby nie było to osobniki byłyby identyczne, a nie są. gdyby nie istniały różnice i wszystkie osobniki miałyby takie same geny (pomijając, że i tak różniłyby się rozwojowo), to następowałaby degeneracja, jak to mamy w chowie wsobnym. no i musiałbyś udowodnić, że mutacje nie występują, a przecież występują, więc tak czy siak osobniki zaczęłyby się różnić…

    opowiadasz totalne bzdury, i im więcej piszesz tym jest to głupsze… .. .

  129. realista 18.03.2017 15:49

    cyt.:”Uprawiaj naukę na podstawie rzeczywistości, badań rzeczy rzeczywistych na które możesz spojrzeć bezpośrednio a nie w oparciu o teoretyczną hipotezę do której potem chcesz przekłamać rzeczywistość.”

    wszystkie wnioski dotyczące ewolucji są wyciągnięte na podstawie badań. tak powstała w ogóle ta teoria.

    cyt.:”Nigdy nie było takich jeleni, skamieniałości nie dowodzą istnienia”………..
    ……………….
    ……………….
    nieeeeee, to już naprawdę przechodzi granice mojej wytrzymałości na głupotę… .. .

  130. WacekPlacek 18.03.2017 16:10

    To pokaż mi tego silniejszego co chodzi od grupy do grupy i wszędzie zapładnia a reszta samców przegranych frajerów tylko się temu przygląda bo jest za słaba. Ty sobie już jaja robisz? Kup sobie kolorowankę dla dzieci w księgarni, o słonikach lub pingwinach, może tam ci wytłumaczą jak działa natura.

  131. realista 18.03.2017 16:40

    cyt.:”Kup sobie kolorowankę dla dzieci w księgarni, o słonikach lub pingwinach, może tam ci wytłumaczą jak działa natura.”

    to już wiem skąd ty czerpałeś „wiedzę” na temat działania natury.
    nic więcej nie pisz… .. .

  132. realista 18.03.2017 16:47

    cyt.:”To pokaż mi tego silniejszego co chodzi od grupy do grupy i wszędzie zapładnia a reszta samców przegranych frajerów tylko się temu przygląda bo jest za słaba.”

    ależ skąd… przecież zwierzęta parzą się wszystkie ze wszystkimi radośnie kontemplując swoje szczęście. żadnego tam stroszenia piórek, tańców godowych, ani walk o samiczki. przecież tego w naturze NIE MA, co?
    a osobnik alfa to tylko przecież tytuł grzecznościowy…
    te naukowce to są ślepe, Wacuś wie lepiej, z kolorowanki… .. . :O

  133. WacekPlacek 18.03.2017 17:36

    A czy Ty pojmujesz co to znaczy być w kwiecie wieku i znaleźć własne terytorium?

    Po to jest ta rywalizacja aby każdy odnalazł właściwy, najlepszy sobie okres do godów i najlepiej pasujące do niego miejsce. Przegra w tym roku tu to poszuka za rok gdzie indziej. Nie ma przegranych masturbujących się po krzakach z żalu.

  134. realista 18.03.2017 18:31

    zmień kolorowanki na te dla starszaków. te twoje są dla 3-latków… .. .

  135. WacekPlacek 18.03.2017 22:15

    Ok, niech tak zostanie. Do następnej :)

  136. south wind 21.03.2017 00:17

    Myślę, że ciekawym uzupełnieniem będzie publikacja dostępna za darmo w google book pt. Tajna historia fizyki kwantowej.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.