Projekt Gilgamesz

Opublikowano: 07.07.2018 | Kategorie: Nauka i technika, Publicystyka, Warto przeczytać, Zdrowie | RSS komentarzy

Przeczytano 578 razy!

Zdolność do efektywnego dawania sobie rady z chorobami takimi jak rak i konsekwencjami starzenia się to jedne z najpoważniejszych wyzwań stojących przed wiedzą medyczną. Aby stawić czoło tym wyzwaniom, najistotniejsze jest zrozumienie mechanizmów rządzących procesem wzrostu komórki, czyli dlaczego komórki rosną i dzielą się, dlaczego podlegają procesowi różnicowania (jak i dlaczego identyczne komórki embrionu stają się w fazie dorosłej wątrobą, skórą, mózgiem etc.) i czemu w końcu gasną, starzeją się i umierają, powodując zapaść metabolizmu i śmierć całego organizmu.

Te zagadnienia nurtowały mnie od dzieciństwa i stały się przyczyną mojego ogromnego zainteresowania chemią i biologią, jeszcze na długo przed pierwszym kursem chemii w szkole. Biorąc pod uwagę ogromne ludzkie, społeczne i ekonomiczne koszty takich chorób, jak rak i zawał serca, oraz chorób związanych ze starzeniem się organizmu, można mi chyba wybaczyć, że w czasie nauki w szkole średniej naiwnie sądziłem, iż poświęcenie się rozwiązaniu tych problemów jest najszlachetniejszą ze wszystkich karierą. Gdyby wtedy ktoś mi powiedział, że partykularne interesy nie pozwalają na rozwiązanie tych najbardziej istotnych problemów, potraktowałbym go jak opętanego urojeniami głupka hołdującego teoriom spiskowym, jednak moje późniejsze doświadczenia całkowicie rozwiały moje młodzieńcze złudzenia.

W tym artykule pragnę opisać niezwykłą odyseję, jaką było moje życie, i przedstawić nieco szczegółów dotyczących prowadzonych przeze mnie badań medycznych. Uważam, że te badania, doprowadzone do logicznego końca, stanowiłyby dużą szansę na opracowanie nietoksycznych metod leczenia różnych form raka oraz przedłużenie okresu ludzkiego życia – możliwe nawet że w nieskończoność. Zamiast pochwalić mnie za te osiągnięcia zrujnowano moją karierę w dziedzinie nauk medycznych i w rezultacie moje życie legło w gruzach.

Z moich doświadczeń, które mogłyby z powodzeniem posłużyć za temat na hollywoodzki dreszczowiec, wypływa wiele nauk.

Pierwsza dotyczy niezdecydowania, z jakim próbujemy przenieść pragnienie zachowania młodości z dziedziny mitów do laboratoriów a ostatecznie do klinik – wskazówek prowadzących do tego celu dostarczają pewne usytuowane bardzo nisko na drabinie rozwojowej (i bardzo kłopotliwe) ziemskie organizmy.

Druga dotyczy dążeń medycznego, a możliwe że i politycznego, establishmentu zmierzających do zapobieżenia tej ewentualności.

Trzecia i ostatnia dotyczy macek partykularnych interesów, zarówno osobistych, jak i instytucjonalnych, które wniknęły w serca i umysły wielu lekarzy, administratorów i profesorów medycyny, którzy utrącają wszelką niekonformistyczną twórczość stanowiącą wyzwanie dla istniejącego „status quo”.

WCZESNE LATA

Mieszkam na Środkowym Zachodzie Stanów Zjednoczonych, gdzie dorastałem i otrzymałem wykształcenie. Obecnie posiadam licencjat z biologii oraz tytuł magistra nauk politycznych ze specjalnością w zakresie międzynarodowego handlu. Kiedy moi koledzy w szkole średniej chodzili na mecze piłkarskie i robili inne typowe dla nastolatków rzeczy, ja prowadziłem w prowizorycznym laboratorium w domu doświadczenia z zakresu syntetycznej chemii organicznej. Początkowo zajmowałem się opracowaniem nietoksycznych chemikaliów umożliwiających kontrolę wzrostu chwastów. Później zainteresowałem się opracowaniem nietoksycznych metod leczenia raka. Te zainteresowania ukształtował niekonwencjonalny nauczyciel biologii w gimnazjum, który zachęcał do eksperymentów „in vivo” (przepraszam w tym miejscu czytelników przeciwnych wiwisekcji) i nakłaniał uczniów do prowadzenia niezależnych badań zmierzających do rozwiązywania medycznych problemów.

Kiedy chodziłem do szkoły średniej, brałem udział w każdym konkursie naukowym, przedstawiając różne opracowania. W starszych klasach otrzymałem pierwszą nagrodę w stanowym konkursie wiedzy i uzyskałem certyfikat stanowego towarzystwa medycznego za opracowanie nowej klasy leków przeciwnowotworowych. Moje prace publikowano w pismach zawodowych, otrzymałem też nagrodę Amerykańskiego Towarzystwa Chemicznego, nagrodę Inżynierskiego Towarzystwa Naukowego w moim mieście i zostałem wprowadzony do Akademii Nauk mojego stanu, do Akademii Nauk Nowego Jorku oraz do Amerykańskiego Towarzystwa Postępu w Nauce – wszystko to osiągnąłem jeszcze przed ukończeniem szkoły średniej.

W college’u kontynuowałem próby poznania tajemnic wzrostu i metastazy (przerzutów) komórek rakowych. Opracowywanie i prowadzenie własnych prac przez studentów było rzeczą niezwykłą. Miałem szczęście pracować z pracownikami naukowymi mojego wydziału, którzy udostępnili mi aparaturę naukową. Badania doprowadziły mnie do opracowania nowych klas związków, które niemal całkowicie blokowały inwazję – proces migracji komórek rakowych do zdrowych tkanek. Te związki były zasadniczo nietoksyczne. Fundusze na badania uzyskałem od miejscowego onkologa i jego szpitala, a także z fundacji mojego uniwersytetu. Moje badania były prezentowane w miejscowej telewizji i opisywane w gazetach, otrzymałem ponadto szereg wyróżnień, w tym Kto Jest Kim Wśród Amerykańskich Studentów i Nagrodę College’ów. Tak więc w momencie uzyskania dyplomu licencjata miałem wszelkie przesłanki ku temu, by sądzić, że z powodzeniem ukończę studia lekarskie, i jednocześnie nadzieję na dalszą owocną pracę w dziedzinie badań medycznych.

Po dostaniu się na medycynę znowu miałem szczęście pracować z członkiem kadry naukowej, który zdawał sobie sprawę z potencjalnych możliwości moich prac i udzielał mi wszelkiej pomocy, na jaką go było stać. Finansował mnie mój znajomy onkolog, otrzymywałem też wsparcie finansowe z Amerykańskiego Towarzystwa Onkologicznego (American Cancer Society) oraz z innych finansowanych przez rząd organizacji. Byłem coraz bardziej zaabsorbowany poznaniem tajemnicy cyklu wzrostu komórki i kontynuowałem syntezowanie nowych klas regulatorów wzrostu komórek, co ostatecznie doprowadziło mnie do zupełnie nowej perspektywy w takich zagadnieniach, jak okres życia człowieka, rak i inne choroby, które moi wykładowcy przedstawiali jako nie związane ze sobą zagadnienia. Obecnie przedstawiam tę pracę w skróconej formie, aby uczynić ją zrozumiałą dla czytelników nie posiadających biomedycznego przygotowania.

UJAWNIENIE TAJEMNICY STARZENIA SIĘ

Chociaż etapy rozwoju komórki oraz komórkowych i histologicznych przekształceń, które im towarzyszą, są stosunkowo dobrze znane nauce, biologiczne mechanizmy rządzące tymi przemianami są, delikatnie mówiąc, słabo zdefiniowane i z tego względu w stanach gwałtownego i nie kontrolowanego podziału komórek (takich jak rak) obecnie stosowane terapie to metody polegające na zatruciu wrogich komórek przy zastosowaniu toksycznych leków (chemioterapia) oraz promieniowania (radioterapia) lub chirurgicznym ich usunięciu.

Jeszcze więcej do życzenia pozostawia nasze rozumienie mechanizmów starzenia się. W rzeczywistości nie posiadamy obecnie żadnych terapii, przy pomocy których można by powstrzymać lub przynajmniej spowolnić chód okrzyczanego zegara biologicznego. Jedyne, na co nas stać, to ukrycie oznak starzenia się poprzez stosowanie różnych kosmetycznych eliksirów, oraz leczenie różnych związanych ze starzeniem się schorzeń (arteriosklerozy, zawałów serca etc.) poprzez terapeutyczne reżymy, których działanie jest ukierunkowane bardziej na objawy niż na przyczyny.

Dla każdego, kto musiał opiekować się pacjentami dotkniętymi destrukcyjnymi następstwami starzenia się lub potwornymi następstwami zagrażających życiu postaci raka, stan obecny jest absolutnie niesatysfakcjonujący i wymaga nowego nań spojrzenia i podejścia.

Każdy, komu uda się określić czynniki rządzące tym, co robią komórki na określonych etapach swojego wzrostu, dokona ilościowego skoku w zrozumieniu nie tylko genezy raka, ale również nieśmiertelnego problemu starzenia się, w wyniku którego zwierzęta, w tym ludzie, starzeją się i w końcu umierają. Wiedza ta nie tylko umożliwi medycynie w sposób bezpieczny i efektywny leczenie wielu stanów chorobowych, które do dzisiaj mają charakter enigmatyczny, ale będzie miała ogromny wpływ na przemysł kosmetyczny.

OBECNY STAN BADAŃ NAD DŁUGOWIECZNOŚCIĄ

W celu przezwyciężenia ograniczeń obecnych ortodoksji w  sprawie wzrostu i różnicowania komórek, konieczne jest krótkie omówienie owych ortodoksji.

W środowisku naukowym zainteresowanym tym zagadnieniem królują dwie szkoły na temat przyczyn starzenia się i śmierci komórek oraz zaburzeń czynności wynikających z choroby nowotworowej (raka). Obecnie dominuje pogląd wolnych rodników.

Ograniczony do najbardziej zasadniczego poziomu pogląd ten głosi, że dysfunkcje komórek prowadzące do nowotworu oraz starzenia się i ostatecznie śmierci komórki są skutkiem destrukcyjnego oddziaływania wolnych rodników na ważne składniki komórki, w tym DNA. Zgodnie z tym fatalistycznym poglądem starzenie się należy traktować jako nieodwracalny i nieunikniony proces akumulowania uszkodzeń komórki. Według mnie ten pogląd jest przynajmniej częściowo błędny.

Kiedyś powiedziano mi, że badania w kierunku przedłużenia ludzkiego życia są daremne, ponieważ „każdy żywy organizm musi się zestarzeć i umrzeć”. Otóż ten fatalistyczny pogląd jest z gruntu nieprawdziwy, istnieje bowiem wiele praktycznie nieśmiertelnych i rozmnażających się w nieskończoność poprzez podział organizmów jednokomórkowych, które ulegają jedynie katastrofom zachodzącym w ich środowisku, na przykład takim jak zastosowanie w trakcie prania chlorowego wybielacza.

Podobnie ma się sprawa z organizmami wielokomórkowymi, w odniesieniu do których pojęcie starzenia się nie ma żadnego sensu. Drzewa gigantycznej sekwoi mogą mieć tysiące lat, a mimo to wciąż rosną, rok po roku wytwarzają liście i wewnętrzne struktury, takie jak tkanka przewodząca i łyko, i padają jedynie pod ciosami piorunów lub ścięte piłami łańcuchowymi.

Niektóre skorupiaki, takie jak na przykład homary, rosną bez przerwy i jednocześnie nie wykazują związanego z wiekiem uwstecznienia refleksu i innych parametrów fizjologicznych, które nękają człowieka i inne zwierzęta.

Entomolodzy od dawna wiedzą, że hormonalne manipulacje mogą zapobiegać przeobrażaniu się i utrzymywać w nieskończoność insekty w stanie młodocianym. Ta wiedza posłużyła do opracowania środków owadobójczych.

Podobnie u roślin hormonalne sygnały kontrolują ich rozwój oddziałując na proliferację (rozrost) i różnicowanie komórek roślinnych. Herbicydy z klasy auksynów, takie jak szeroko rozpowszechniony kwas 2,4-dwuchlorofenoksyoctowy (2,4-D), są od lat używane do pozbywania się mleczu z trawników, a generalnie rzecz biorąc chwastów. Substancje te powodują zakłócenie procesu wzrostu i różnicowania komórek, co prowadzi w konsekwencji do zabójczych zmian morfologicznych i fizjologicznej niewydolności. Biorąc pod uwagę, jak ważne są takie układy hormonalne dla tak odległych od siebie organizmów, doszedłem do wniosku, że ssaki również posiadają układy (przypuszczalnie w stanie szczątkowym), których funkcje muszą być analogiczne, mimo iż mogą różnić się chemicznymi szczegółami.

Kolejne podejście do zrozumienia procesu starzenia się dotyczy tego, że wzrost komórki, jej różnicowanie, starzenie się i  śmierć nie są wyłącznie rezultatem narastających degeneracji komórki lub jakiegoś niemożliwego do powstrzymania biologicznego zegara, który jest zawarty w każdej komórce, ale że są to zjawiska regulowane przez hormony, które wynikają z  wzajemnego oddziaływania genów komórki z substancjami chemicznymi obecnymi w ponadkomórkowej matrycy i wytwarzanymi w odległych regionach organizmu.

Tę teorię wspiera wiele dowodów, w tym badania dotyczące rzadkiej choroby o nazwie progeria, w której w wyniku niewydolności różnych gruczołów dokrewnych chory gwałtownie starzeje się i umiera, zwykle przed osiągnięciem wieku dwudziestu lat.

Ta wyniszczająca i słabo zbadana choroba wyraźnie dowodzi, że zegar biologiczny można przestawiać i przyspieszać i że to przyspieszenie wiąże się z niewydolnością szyszynki (gruczoł wielkości ziarenka grochu położony w środku mózgu u jego podstawy) oraz całej osi podwzgórzowo-przysadkowej. Niewydolność wydzielania przez te gruczoły witalnych hormonów powoduje degeneracyjne zmiany w całym organizmie pospolicie wiążące się ze starzeniem się, tyle że znacznie wcześniejszym niż u zdrowych osobników, u których nie występują określone genetyczne defekty wiążące się progerią.

Moje własne badania, zarówno poszukiwania w literaturze, jak i doświadczenia laboratoryjne, skłoniły mnie do zestawienia tych obserwacji z wnioskami wynikającymi z badań prowadzonych pod innym kątem. I tak na przykład przyjmuje się, że hormon o nazwie melatonina – wydzielina szyszynki – wpływa nie tylko na regulowanie cyklu sen-czuwanie, ale też na przedłużanie ludzkiego życia, a w niektórych przypadkach na powstrzymanie, a nawet odwrócenie, niektórych objawów starzenia u zwierząt laboratoryjnych i ludzi. Hormon ten ma również działanie przeciwnowotworowe. Te przeprowadzone głównie w Europie badania są obszernie cytowane w bestsellerze dra Waltera Pierpaoliego „The Melatonin Miracle” („Cud melatoniny”) i nie ma potrzeby obszernego ich tu omawiania.

Melatonina jest obecnie powszechnie sprzedawana jako suplement pozwalający utrzymać dobre zdrowie i nie może być już opatentowana przez firmy farmaceutyczne, w związku z czym establishment medyczny nie wykazuje nią wielkiego zainteresowania, przynajmniej po tej stronie Atlantyku.

Moim zdaniem jest ona bardzo ważną, aczkolwiek tylko drobną, częścią całej układanki. Moje badania podążyły tym tropem, poza zasięg odkryć dra Pierpaoliego, w zupełnie nieznane obszary.

Zestawiając wyniki tych podstawowych badań z różnych dziedzin z wynikami moich własnych doświadczeń na kulturach „in vivo”, sformułowałem następujące ogólne wnioski:

1. Zapobiegające starzeniu i nowotworom działania melatoniny są przynajmniej częściowo wynikiem tego, że ten hormon po opuszczeniu szyszynki (gdzie jest wytwarzany) przemieszcza się do grasicy, która znajduje się za mostkiem, i być może do innych gruczołów dokrewnych, gdzie pełni rolę „hormonu uwalniającego” i modulującego syntezę co najmniej dwóch innych chemicznie istotnych, lecz nieznanych jeszcze medycynie, hormonów, które określę umownie dla naszych potrzeb symbolami „X” i „Y” i których chemiczną budowę określiłem.

2. Względne i absolutne poziomy hormonów X i Y w organizmie modulują wzrost komórek, ich starzenie i różnicowanie. Efekt ten jest modulowany z kolei przez melatoninę i co najmniej jeden z metali śladowych lub jego organiczne związki. Wstępne przypuszczenia mówią, że te wzajemne oddziaływania mają charakter złożony i są w zasadzie nieznane z powodu ograniczonych funduszy i aparatury, jakiej używałem podczas wstępnych badań. Wytwarzaniem tych substancji zarządzają prawdopodobnie złożone pętle zwrotne obejmujące hormony płciowe, tarczycy etc. Wyjaśnienie tych współzależności wciąż czeka na zbadanie.

3. Po osiągnięciu przez ludzi wieku 20–30 lat gruczoł grasicy zaczyna ulegać zanikowi. Szyszynka również ulega zwapnieniu i jej stan pogarsza się. To dlatego obrazy tomografii komputerowej (CT) i nuklearnego rezonansu magnetycznego (NMR) głów starszych ludzi ukazują u podstawy mózgu biały obiekt wielkości ziarenka groszku, który wiele osób, jak sam się osobiście przekonałem, myli z implantami wprowadzonymi przez istoty z kosmosu. Wnioskuję, że w wyniku pogorszenia stanu tych gruczołów następuje zachwianie normalnego poziomu hormonu X lub Y bądź obu jednocześnie. Wielkość i kierunek (w górę lub w dół) tych odchyleń nie jest znana, ale najprawdopodobniej chodzi o obniżenie ich poziomu.

4. To właśnie zaburzenia w poziomach hormonów X i/lub Y inicjują proces starzenia i ostatecznie śmierć komórek, co prowadzi w konsekwencji do zatrzymania procesu odnawiania się tkanek i narastania fizycznych ubytków związanych z procesem starzenia. Ponieważ jeden z tych hormonów bierze udział w utrzymywaniu komórek w stanie zróżnicowania, może się to okazać od dawna oczekiwanym wyjaśnieniem postępującego wraz z wiekiem nasilenia występowania raka, jak również zanikania w tym okresie różnicowania, tak płciowego, jak i innych tkanek.

5. Pozornie niedostrzegalne zależności można często odkryć jedynie poprzez powtórną, nowatorską interpretację zgromadzonych danych. Komórki nowotworowe należy traktować jak normalne komórki, które wróciły do stanu niezróżnicowanego, co znaczy, że przypominają one gwałtownie dzielące się niezróżnicowane komórki embrionalne, a nie dojrzałe, ulegające powolnemu podziałowi, właściwie zachowujące się normalne komórki tkanek, z których pochodzą. Naukowcy wiedzą również, że komórki nowotworowe są praktycznie nieśmiertelne i jeśli napotkają właściwe środowisko, mogą żyć i rozmnażać się w nieskończoność, podobnie jak niektóre bakterie i pewne typy roślin i komórek grzybni. Już samo to dowodzi, że starzenie się i śmierć są do uniknięcia, jako że są rezultatem programu, który można modyfikować. Chociaż konwencjonalni naukowcy niewiele zrobili w tym kierunku, wszystko wskazuje na to, że rak nie jest stanem chorobowym, ale problemem rozwojowym, podobnie jak starzenie. Komórki nowotworowe nie zachowują się źle, one po prostu zachowują się w sposób nieodpowiedni do ich wieku. Inaczej mówiąc, chodzi tu o biologiczny zegar. Ponieważ melatonina jest jedną z substancji modyfikujących go, tłumaczyłoby to jej przeciwrakowe własności i sugeruje zarazem, że hormony X i Y mają podobne cechy.

6. Ponieważ chemiczna budowa obu hormonów X i Y jest możliwa do ustalenia za pomocą tradycyjnych środków organicznej syntezy, ich wytwarzanie jest stosunkowo proste. Podobnie jak w  przypadku wielu obecnie znanych hormonów, takich jak estrogeny i progesterony, możliwe jest zsyntetyzowanie analogów hormonów X i Y o stosunkowo niskim ciężarze molekularnym, które podtrzymają biologiczną aktywność macierzystej molekuły. Spreparowałem szereg takich analogów. Związki te wykazują takie same własności zmieniania atrybutów macierzystej molekuły, mimo iż środki, jakimi dysponowałem, nie pozwoliły wyciągnąć szczegółowych wniosków w sprawie ich dokładnego działania.

7. Opracowałem inne związki, których budowa chemiczna znacznie różni się od budowy hormonów X i Y, niemniej wydają się one mieć podobne do nich działanie.

8. Dokładny mechanizm działania tych związków musi w chwili obecnej pozostać w sferze domysłów, ponieważ nie posiadałem odpowiednich środków pieniężnych ani odpowiedniej aparatury umożliwiającej dokładne ich zbadanie. Jednak na podstawie ich chemicznej budowy można przypuszczać, że na poziomie komórkowym działają one podobnie do hormonów-steroidów i retinoidów (takich jak witamina A). Oznacza to, że prawdopodobnie dostają się do wnętrza komórki poprzez błonę komórkową, a następnie po translokacji do jądra pobudzają lub hamują ekspresję genów, które regulują proces wzrostu komórki. Jest to znacznie bardziej wysublimowane podejście i stanowi przeciwieństwo sposobu działania dosłownie wszystkich istniejących leków antyrakowych, które niewiele różnią się od komórkowej trucizny skonstruowanej tak, aby zabić wszystkie gwałtownie dzielące się komórki. Takie mordercze podejście jest czasami przyczyną potwornych efektów ubocznych będących wynikiem konwencjonalnej chemioterapii. Związki, które opracowałem, mają zastosowanie w nietoksycznej terapii raka i innych schorzeń o charakterze nowotworowym. Mogą wyposażyć medycynę w zupełnie nowe podejście do wzajemnych związków między procesem starzenia się a różnymi stanami chorobowymi. Jeśli oś melatonina-hormon X-hormon Y jest rzeczywiście odpowiedzialna za to, co komórki robią w określonych stadiach swojego cyklu życiowego, to możemy wyjaśnić, dlaczego pewne formy raka mają na przykład tendencję do pojawiania się w określonych momentach życia człowieka. Wraz ze starzeniem się pojawiają się zakłócenia w poziomie hormonów X i Y. Moja hipoteza przewiduje również zmiany w częstości występowania raka w różnych okresach życia człowieka. Kiedy starzejemy się, częstość występowania różnych form raka rośnie, i może to wynikać z tego, że poziomy hormonów X i/lub Y nie są już wystarczające do utrzymania pewnych komórek w stanie zróżnicowanym, lub z tego, że układ immunologiczny, którego komórki również są uzależnione od określonych ilości hormonów X i Y, nie może już dłużej właściwie wypełniać swojej funkcji w postaci eliminowania komórek nowotworowych.

Kończąc, chcę powiedzieć, że mimo iż jest jeszcze zbyt wcześnie, aby mówić poważnie o wiecznej młodości, uważam, że hormony X i Y stanowią pierwszy krok do rozwikłania zagadki starzenia się organizmów i tkanek. Inaczej niż w przypadku melatoniny, związki, które zsyntetyzowałem, stanowią pierwsze warte opatentowania leki, które rzeczywiście posiadają zdolność odwrócenia lub przynajmniej spowolnienia biegu przerażającego zegara biologicznego. To pierwsze niesteroidowe, niebiałkopodobne, nieretinoidowe, działające jak hormony substancje, inne niż melatonina i hormon tarczycy, o których wiadomo, że mają wpływ na wzrost i różnicowanie komórek u zwierząt wyższych.

Co więcej, odkryłem, że moje analogi obu hormonów X i Y istnieją w naturze i można je wyekstrahować z pewnych roślin. Substancje te można by włączyć do preparatów sprzedawanych bez recepty, takich jak kosmetyki i witaminy, i to bez żadnego niebezpieczeństwa przekroczenia ograniczeń narzucanych przez przepisy. Wpływ na przykład kremu przeciwko zmarszczkom, który w rzeczywistości pogrubia skórę i przywraca jej odnawianiu tempo, jakie miała ona w wieku dwudziestu lat, powinien być oczywisty, zwłaszcza że obecne kosmetyki są opracowywane głównie po to, aby ukryć oznaki starzenia.

Wszystko to prowadzi do zastanowienia, czy dane podawane w starożytnych legendach na temat okresu życia pradawnych ludzi nie mają podstaw w rzeczywistości. Na przykład sumeryjska legenda o Gilgameszu poprzedzająca o tysiące lat czasy opisane w „Biblii” opisuje jego podróże w poszukiwaniu nieśmiertelności. W końcu znalazł roślinę rosnącą pod wodą, która była w stanie obdarzyć go nieśmiertelnością. Niestety, zamiast spożyć ją od razu, zasnął. Kiedy drzemał, roślinę tę zjadł wąż – stąd mitologiczne wyjaśnienie, dlaczego węże ciągle zrzucają i odnawiają swoją skórę. Morał wynikający z tego mitu przypuszczalnie brzmi: „jeśli śpisz, to tracisz”. I tak oto z powodu nieostrożności Gilgamesza ludzkość została pozbawiona tajemnicy wiecznego życia. Nawiasem mówiąc, pochodzący z mitów opis tej rośliny jest niewystarczający do jej zidentyfikowania.

POLITYKA UCZELNI MEDYCZNYCH

Można by przypuszczać, że student zdolny do wykonania badań takich jak wyżej opisane powinien być źródłem ogromnej dumy każdej uczelni medycznej. Mój opiekun na studiach opisał mnie jako „najbardziej umotywowanego studenta, jakiego kiedykolwiek miał”. Niestety, niedługo potem odczułem, że są indywidua, które traktują mnie bardziej jako zagrożenie niż cudowne dziecko, i w rezultacie zostałem zmuszony do konfrontacji z siłami, których wtedy nie rozumiałem.

W przerwie między pierwszym a drugim rokiem studiów medycznych zostałem wezwany do dziekanatu wydziału medycyny. Rozmowa szybko zeszła na moje badania, co mnie zaciekawiło, ponieważ w obowiązkach administracji uczelni nie ma nadzoru nad studenckimi programami badań. Mój rozmówca odmówił odpowiedzi, kiedy spytałem, kto go poinformował o mojej pracy, i zapytał mnie, dlaczego stworzyłem własny program badań zamiast wybrać jeden z wielu przygotowanych przez kadrę naukową. Tak według niego „postępowała większość studentów”. Odpowiedziałem, że nie jestem „większością” studentów i że wstąpiłem na medycynę, ponieważ chcę znaleźć rozwiązanie problemów, z którymi konwencjonalna medycyna nie może sobie poradzić. Moja odpowiedź nie spowodowała pochwały i zachęty. Zamiast tego zaczął pytać, co jest nie tak z przygotowanymi programami badań. Odpowiedziałem, że są nieciekawe i zbyt ograniczone konwencjonalnymi paradygmatami, aby dać jakieś pozytywne wyniki w naszej batalii z chorobami. Teraz ja przybrałam zaczepny ton i zapytałem, co mu się nie podoba w moich badaniach, zwłaszcza że przyciągnąłem pieniądze i przysporzyłem uczelni pozytywnego rozgłosu. Odpowiedział, że „oczywiście nie ma w nich nic złego” i na tym skończyło się nasze spotkanie. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że nie uzyskał tego, co chciał. Po zasięgnięciu języka wśród innych studentów okazało się, że nikt inny nie został zaproszony na taką rozmowę.

To spotkanie okazało się punktem zwrotnym w moim pobycie na uczelni oraz początkiem zakulisowej kampanii oskarżeń i nękania skierowanej przeciwko mnie, po której pozostało mi odczucie, że ktoś musiał wzorować się w moim przypadku na „Malleus Maleficarum”.[1]

Pewnego dnia wezwano mnie do dziekanatu, gdzie usłyszałem, że z moimi postępami w nauce z jednego z przedmiotów jest „coś nie tak”. Ponieważ moje oceny z tego przedmiotu były do tego momentu dobre, byłem bardzo zaskoczony. Poprosiłem dziekana, aby powiedział mi dokładnie, co źle robię i kto krytykuje moje postępowanie. Zapytałem również, dlaczego osoba, która wniosła skargę na mnie, wniosła ją na ręce dziekana zamiast zwrócić się bezpośrednio do mnie lub postąpić zgodnie z przyjętym na uczelni tokiem postępowania. Dziekan odmówił odpowiedzi i zdenerwował się. Odpowiedziałem, że jeśli rzeczywiście robiłem coś źle, mam prawo wiedzieć dokładnie, jakie są do mnie pretensje, jak również kto je zgłasza. Dziekan odpowiedział, że nie mam takich praw, ponieważ jego gabinet nie jest sądem, i taka była dalsza linia postępowania dziekanatu wydziału medycyny.

Mimo początkowo dobrych ocen i opinii po konfrontacjach z kolejnymi urzędnikami klinicznymi moja sytuacja zaczęła się coraz bardziej pogarszać. Chociaż moje postępy wyróżniały mnie spośród wielu innych studentów, okazało się, że uzyskuję ujemne oceny. Wiele z tych ocen pochodziło od indywiduów, z którymi nigdy nie miałem żadnej styczności, co oznacza, że były one czystym zmyśleniem. Na innych formularzach ocen nie było w ogóle podpisu osoby oceniającej lub był on tak nieczytelny, że nawet pracownik dziekanatu stwierdził, że nie wie, kto go złożył. Był to najwyraźniej sposób na uchronienie danego delikwenta przed podaniem go do sądu. Protesty zgłaszane do administracji uczelni przeciwko tego rodzaju bezprawiu odbijały się jak groch o ścianę i jedynym ich skutkiem był nowy zarzut głoszący, że mam „konfliktowy” charakter. Wszelkie moje próby wykazania, że oskarżenia przeciwko mnie są fałszywe, były w klasycznym dla polowania na czarownice stylu interpretowane jako dodatkowe dowody mojej winy lub wręcz psychopatologii. Skierowano mnie do psychologa i poddano specjalistycznym badaniom. Kiedy okazało się, że jestem całkowicie normalny, administracja uczelni po prostu zignorowała je i zorganizowała mi nowy nie kończący się tor przeszkód, tak by dać mi do zrozumienia, że jestem „persona non-grata”. Te szykany zmusiły mnie ostatecznie do opuszczenia uczelni w połowie trzeciego roku studiów. Wiedząc, że nie stać mnie na oddanie sprawy do sądu, moi antagoniści czuli się bezkarni w swoich poczynaniach.

Kiedy byłem na tej uczelni, dochodziło do jeszcze bardziej tajemniczych zdarzeń związanych z moimi badaniami. Jeden z pracowników naukowych odmówił zwracania się do mnie w audytorium i dla podkreślenia swojej niechęci do mnie wychodził z konferencji, kiedy prezentowałem swoje prace. Często po wejściu do laboratorium stwierdzałem, że moje rzeczy były przeszukiwane. Szczytem wszystkiego były telefony od kogoś, kto utrzymywał, że jest moim przyjacielem. Osobnik ten informował mnie, że „sprawy ulegną tylko pogorszeniu” na uczelni, jeśli nie przestanę „odgrywać Boga”. Odmówił podania swojego nazwiska lub wyjaśnienia, co rozumiał przez to ostrzeżenie.

Jak można sobie łatwo wyobrazić, odejście z uczelni było dla mnie czymś w rodzaju zrzucenia ciężkiego brzemienia, mimo iż moje badania wymagały kontynuacji. Onkolog, z którym ostatnio współpracowałem, zmarł rzekomo na zawał serca w czasie pobytu na urlopie. Ponieważ nie jestem w stanie udowodnić, że było to coś więcej niż naturalne wydarzenie, wyciągnięcie wniosków pozostawiam czytelnikom. Po jego śmierci szpital, w którym pracował, wycofał się z subsydiowania moich prac pod pretekstem „innych priorytetów”.

Jakie można wysnuć wnioski na podstawie tego, co opowiedziałem? Czy byłem ofiarą szpiegostwa przemysłowego? Jeśli tak, to nie udało się im uzyskać niczego istotnego, ponieważ zawsze zabierałem ze sobą notatki i nawet mój doradca uniwersytecki nie miał dostępu do wzorów chemicznych związków, które opracowywałem.

A może chodziło o coś zupełnie innego? Na przykład o położenie kresu moim badaniom? Jeśli tak, to czy zamieszani w to byli tylko członkowie personelu uczelni, czy też sprawa była inspirowana z wyższego poziomu? Co mogło sprowokować tak dobrze zaaranżowany koncert nienawiści i to przeciwko komu – jakiemuś tam studencikowi medycyny? Czy wiedzieli coś o konsekwencjach moich badań, których nawet ja jeszcze wtedy sobie nie uświadamiałem?

Biorąc pod uwagę kierowany na mnie jad, nie mogę powstrzymać się od myśli, że znalazłem się na właściwej drodze ku czemuś. Sądzę, że powinienem dziękować moim dręczycielom za nie zamierzone potwierdzenie tego, czego nie pozwolili mi potwierdzić w laboratorium.

Jeśli celem tych sił było zmarginalizowanie mnie, to się im to udało – przynajmniej na razie. Obecnie jestem bezrobotny i moje finanse nie przedstawiają się najlepiej. Szukałem wykształcenia w innych dziedzinach. Obecnie próbuję prowadzić swoje badania prywatnie, jako że ich wyniki mogą podlegać opatentowaniu. Poczyniłem kroki mające na celu publiczne udostępnienie wszystkich istotnych szczegółów moich badań w przypadku mojego przedwczesnego zgonu, aczkolwiek wydaje mi się, że moi dręczyciele zadowolili się pozbawieniem mnie możliwości pracy i wpędzeniem w ubóstwo.

Od czasu kiedy stałem się entuzjastycznym czytelnikiem „Nexusa”, co nastąpiło kilka lat temu, zacząłem rozumieć moje trudne położenie i zadawać sobie pytania w kategoriach, które nigdy nie przyszły mi do głowy, kiedy studiowałem. Do niedawna naiwnie sądziłem, że celem zespołu opieki zdrowotnej jest eliminacja chorób i dbanie o dobro ludzi. Czytelnicy „Nexusa” wiedzą lepiej, jak jest naprawdę. Podaję im pod rozwagę następujące pytania i z wielką chęcią podejmę na ten temat dyskusję:

Jak niszczycielskie byłyby dla instytucji zajmujących się ochroną zdrowia skutki wynikające z tego, że większość chorób związanych z procesem starzenia się organizmu zostałaby wyeliminowana przez przyjmowanie jednej małej pigułki dziennie?

Co stałoby się z naszym nękanym kłopotami ubezpieczeniem społecznym, gdyby udało się podwoić długość ludzkiego życia?

Jaki miałoby to wpływ na kościół, gdyby okazało się, że jedna z nieuchronności życia, czyli śmierć, przestała być nieuchronnością?

Autorstwo: Andrew Sokar
Tłumaczenie: Jerzy Florczykowski
Źródło oryginalne: „Nexus” (wydanie angielskie), vol. 12, nr 4
Źródło polskie: „Nexus” nr 5 (43) 2005
Tytuł oryginalny: „The Gilgamesh Project”, „Nexus” (wydanie angielskie), vol. 12, nr 4

O AUTORZE

Andrew Sokar jest biologiem mieszkającym na Środkowym Zachodzie USA. Ma stopień licencjata (BSc) z biologii i tytuł magistra nauk politycznych ze specjalnością w zakresie międzynarodowego handlu, które zdobył z wyróżnieniem. Prowadzi finansowane przez siebie samego badania, pod kątem zastosowania ich wyników w preparatach do odmładzania sprzedawanych bez recept. Można się z nim skontaktować, pisząc na adres poczty elektronicznej slowsubversion@yahoo.com.

PRZYPIS TŁUMACZA

[1] Bardzo szczegółowy prawno-teologiczny dokument, który od roku 1486 aż do XVIII wieku stanowił praktyczny poradnik w sprawach czarów instruujący, między innymi, jak je wykrywać i wykorzeniać. Dzieło to napisali dwaj dominikanie Johann Sprenger, dziekan Uniwersytetu Kolońskiego w Niemczech, i Heinrich (Institoris) Kraemer, profesor teologii na Uniwersytecie Salzburgskim i zarazem inkwizytor na region Tyrolu w Austrii.

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...

TAGI: , , , , , , ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU: Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

39 komentarzy

  1. nemoein 30.09.2016 15:00

    Znów teorie spiskowe…
    polecam trochę więcej nauki, trochę mniej naciąganych opowiastek
    https://www.youtube.com/watch?v=Ryw78worF8Q

  2. sync 30.09.2016 17:34

    Znów niesamowicie merytoryczny komentarz, niesamowicie mądrego człowieka wyedukowanego na youtube. Temat nie jest moją domeną dlatego też nie mam prawa wypowiadać się w tej kwestii. Natomiast z pełnym szacunkiem podchodzę do czyjejś wieloletniej pracy. Zważając na to, że establishment medyczny skrupulatnie robi wszystko, aby zataić przed nami wiedzę dotyczącą naszego zdrowia, dopuszczam możliwość iż jest ziarnko prawdy w tym co mówi ten pan.

  3. WacekPlacek 01.10.2016 08:12

    Każdy kto twierdzi, że jakikolwiek hormon, wolny rodnik, komórka, gen, bakteria, wirus lub ogólnie jakikolwiek proces chemiczny odpowiada za cokolwiek w organizmie… BREDZI bez sensu i widać to po praktyce i całej „młodości, zdrowotności i cudownej egzystencji” samych naukowców, którzy częściej umierają i chorują niż przysłowiowe chłopy u roli. Procesy chemiczne to są wszystko skutki a nie przyczyny i nasze starzenie się nie jest wywołane niczym co można obserwować w sposób empiryczny pod mikroskopem. Niestety ludzie wyedukowani „zbyt ściśle” tak jak autor artykułu zazwyczaj nie mają pojęcia czym się zajmują i co robią, nie potrafią odróżniać nazwy od bytu ontologicznego, zbioru od części zbioru, przyczyny od skutku. Człowiek potrzebuje snu, musi spać aby żyć ale nie dlatego, że idą spać jego komórki, geny, hormony czy bakterie. Jeśli się nie wie po co człowiek śpi i jakim cudem poprzez sens odzyskuje od nowa energie, to nie ma się pojęcia czym jest życie, narodziny, śmierć i starzenie się.

  4. rumcajs 01.10.2016 10:24

    Niektóre z wpisów, mozna potraktowac, jako wpisy „dyzurnych” trlli, na usługach koncernów farmaceutycznych. Nie jestem ani farmaceuta, ani lekarzem, ani biologie, mój zawód nie ma NIC wspólnego z czymkolwiek zwiazanym ze zdrowiem, medycyna itd, ale z tego teksu wywnioskowałem jedno. Gośc SZUKA róznych odpowiedzi, zdaje sobie sprawe o swojej niewiedzy, ale cały czas SZUKA prawdy. I za samo to nalezy mu sie szacunek, bo tacy jak on, cos kiedys wreszcie znajda. Jest to niebezpieczne dla wielkich koncernów, bo , po piewrsze, nie pracuje DLA NICH, a jako „wolny strzelec”, i faktycznie może wreszcie cos odkryć, co może zmniejszyc im zyski, ba nawet udowodnic fakty, że celowo podtruwaja ludzkość, czego juz w historii mamy dowody. Mam szacunek dla takich ludzi, i nalezy ich szanować, bo nie jest on „zbyt ścisle” wyedukowany, ale jak poczytałem, włąsnie ucieka od tej „ścisłości”, jaka mu serować chciała szkola wyższa. Wielu dziś nadal mysli logika neandertalczyka, mimo tytułow naukowych…Skoro nie wiemy co to jest, to nalezy to zabić na wszelki wypadek. Tak samo potraktowano tego człowieka, skoro nie możemy go kontrolowac, to nalezy mu uniemozliwić jego badania, bo nie wiemy co odkryje…

  5. WacekPlacek 01.10.2016 11:48

    Z jednej strony owszem należy się szacunek za próbę samodzielnego myślenia, z drugiej strony zanim się coś wypowie publicznie podpisując się nazwiskiem i wykształceniem, należy grubo przemyśleć co się mówi i kogo oskarża.
    Nie jest oznaką samodzielnego rozumowania stawianie założeń w oparciu o wiedzę pochodzącą z edukacji którą się krytykuje i od której się ucieka. To jest tylko kolejny przykład siania zamętu informacyjnego. Jakbym był jakimś C.O w wielkiej korporacji farmaceutycznej to sam bym opłacał internetowych spiskowców od „alternatywnej cudownej medycyny” aby właśnie tworzyli obraz dezinformacji i aby nikt się w niczym nie połapał.

    Wszyscy „geniusze” po świecie szukają „leku na raka” gdzie rak nie jest chorobą, ale szukają leku bo wszystkim ktoś powiedział, że to należy leczyć, a kto to im powiedział? Właśnie koncerny farmaceutyczne i konwencjonalna medycyna akademicka – co tu więc nowego i oryginalnego, jeden robi głupotę w ten drugi w inny sposób?
    W ciele człowieka pojawia się przeróżna masa różnych „nowotworów” czyli dziwnych guzów, tłuszczaków, narośli itd itd. Wszystko wrzuca się do jednej szuflady – rak. Te nowotwory powstają w wyniku szeregu zaburzeń w szeregu procesów i wszystko jest zainicjowane przez zmiany w mózgu i sercu a te zmiany są zainicjowane przez nasz umysł czyli coś co się nazywa – psychika. To się nie dzieje nagle, tak jak nie tyjemy nagle, to jest postępujący, złożony długotrwały proces który nie jest spowodowany przez pojedynczy czynnik chemiczny i także pojedynczym czynnikiem chemicznym nie da się go powstrzymać, czyli uleczyć. To jest przede wszystkim spowodowane przez nasze myślenie i postępowanie. Ciało jest czymś całościowym, nie można niczego wyleczyć wyłączając z procesu mózg, serce, krew, oddychanie a przede wszystkim psychikę, nawet w głupim katarze to wszystko jest połączone.

    Nauki konwencjonalne sterowane i zarządzane przez wielkie koncerny czyli przez ludzką chciwość są oparte o dogmat materializmu, który wszystko dzieli na osobne części i traktuje jak martwe mechanizmy którymi można dowolnie sterować chemią. Jeżeli ktoś operuje w terminologii opartej o ten materialistyczny dogmat to jak alternatywnie i odkrywczo by nie brzmiał, zawsze służy koncernom bo one mają postęp tej nauki pod kontrolą i w szufladach wyprzedzają oficjalna wiedzę z tych zakresów o dekadę. Tu się nic nowego nie da odkryć czego by koncerny już od dawna nie wiedziały. Jedyna prawdziwa Alternatywa to ta która odrzuca dogmat materializmu i tylko takim ludziom można poświęcać uwagę bo tylko oni mogą czasami zaproponować coś co nie będzie powtarzało tych samych błędów i problemów. Ktoś kto szuka rozwiązań problemu starości opierając się na materialistycznej perspektywie patrzenia na człowieka, czyli jak na zbiór komórek, tkanek i genów nigdy niczego rewolucyjnego nie odkryje bo one nigdy nie są bezpośrednią przyczyną niczego. Człowiek wynalazł mikroskop dzięki czemu poznał więcej szczegółów odnośnie ciała ale nie rozwiązał sobie dzięki temu najmniejszego problemu zdrowotnego, nawet z bólem głowy sobie nie radzi i nie ma pojęcia jak. To droga donikąd, do nowych technologii a technologie się sprzedaje, one problemów nie rozwiązują.

    Starość, śmierć, in-vitro, sztuczna inteligencja, choroby nieuleczalne itd to są wszystko zagadnienia i problemy iluzoryczne stworzone przez dogmat materializmu. Jeśli się wyjdzie poza ten dogmat to tych zagadnień już nie ma, są zupełnie inne lub inaczej postawione.
    Na tym właśnie polega „zbyt ścisłe” wykształcenie. Ci ludzie nie poświęcając czasu na studia historii ludzkiej myśli, czyli filozofii, myślą, że świat się zaczął dopiero w XIXwieku kiedy to grupa filozofów stworzyła sobie coś takiego jak Pozytywizm, i powymyślała zbiór dogmatów materialistycznych które nie są ani logiczne, ani nawet do udowodnienia. Każdy myśli, że urodził się w jedynych czasach wiedzy, tymczasem 90% tego co się nazywa wiedzą jest zwykłą spekulacją w którą po prostu wierzy większość.

  6. realista 01.10.2016 12:25

    pieprzysz głupoty ziomek. zwykłe antybiotyki uratowały miliony ludzi.
    to, że nie tolerujesz materialistycznego świata, bo go nie ogarniasz, nie znaczy, że jest on nieważny w przeciwieństwie do jakiegoś twojego urojonego świata filozoficzno-psychicznego. jeśli 90% wiedzy jest spekulacją, to 99.999% „wiedzy niematerialnej” to spekulacje, w ogóle niemożliwe do jakiegokolwiek potwierdzenia. to jest tak idiotyczne co ty czasem wypisujesz, że szkoda w ogóle komentować… .. .

  7. WacekPlacek 01.10.2016 12:48

    zwykłe antybiotyki uratowały miliony ludzi tylko w twojej wyobraźni która każe ci myśleć, że jakbyś antybiotyku nie podał to dalsza kolej zdarzeń szła by tak jak właśnie wyobraźnia przesiąknięta strachem każe myśleć. To jest właśnie przykład wiary w spekulacje, wiedza różni się tym, że potrafisz udowodnić skutek niepodania antybiotyku nie w oparciu o prawdopodobieństwo a o konieczność. Obydwaj wiemy, że nie potrafisz tego udowodnić i nikt nie potrafi bo nikt nie wie jak to do końca działa, wierzy się tylko w to, że gdyby nie szpitale i lekarze to padalibyśmy jak muchy i że jakikolwiek działanie człowieka może ratować czyjeś życie. Żadne działanie człowieka nie może uratować niczyjego życia prócz zaniechania zabójstwa.

    Wiedza nie mówi o prawdopodobieństwach bo one są domeną wiary. Wiedza przewiduje konieczność w przyszłości, 100% proroctwo. Zastanów się co do ilu rzeczy jesteś pewien na 100% że się wydarzą za chwilę? Tyle właśnie masz wiedzy. Gwarantuje ci, żeś nie jest nawet pewien, czy ci serce będzie biło przez najbliższe 10 minut, tylko w to wierzysz.

  8. realista 01.10.2016 12:50

    to ty myślisz, że nie da się tego udowodnić i to ty nie wiesz jak to działa. to zostało UDOWODNIONE niezliczoną ilość razy. a nauka jak najbardziej może operować na prawdopodobieństwie, tylko jak zwykle tego nie ogarniasz, jak całej nauki.
    twoją domeną są urojenia więc się lecz (sam)… .. .

  9. WacekPlacek 01.10.2016 12:59

    Oczywiście, że można operować na prawdopodobieństwach, cały czas wszyscy to robimy. Problem tylko w tym, że słowo >dowód< wyklucza możliwość prawdopodobieństwa, udowadniać można jedynie na 100% i tego chyba nie kumasz.

  10. realista 01.10.2016 13:07

    a kumasz, że dowód w ścisłym tego znaczeniu dotyczy TYLKO MATEMATYKI?
    na każdym polu dajesz plamy, koleś… .. .

  11. lboo 01.10.2016 13:36

    @realista: Nie wiem ilu osobom uratowały antybiotyki życie, nie wiem też ilu zrujnowały zdrowie, ale przypuszczam że tych drugich jest sporo więcej.
    Osobiście nie znam przypadku żeby antybiotyki uratowały komuś życie, natomiast prawie wszyscy których znam stosowali antybiotyki na zwykłe infekcje górnych dróg oddechowych. Zupełnie niepotrzebnie, wiem co mówię bo od dłuższego czasu nie stosuję i jakoś żyję.
    Natomiast w dzieciństwie miałem tą wątpliwą przyjemność przeżyć wiele kuracji antybiotykowych których skutki do tej pory odczuwam w postaci kandydozy i azs. I co jeszcze ciekawsze moje chorowite dzieciństwo najprawdopodobniej miało podłoże psychosomatyczne.

    Co do procesu starzenia, to przypuszczam ze jest to kwestia wyłącznie „oprogramowania”. A to co naukowcy z takim zaangażowaniem badają, to po prostu mechanizmy które zostają włączone gdy nasze oprogramowanie zdecyduje że czas się powoli się kończy. Zablokowanie jednego mechanizmu nic nie da bo mechanizmów jest ich bardzo wiele.

  12. realista 01.10.2016 13:40

    teraz mówisz o obecnym nadużywaniu i niewłaściwym używaniu antybiotyków, co skończy się tragicznie dla całej ludzkości. antybiotyki prawidłowo stosowane bezsprzecznie powstrzymują infekcje bakteryjne.
    ja używałem antybiotyków kilka razy w życiu z doskonałym skutkiem… .. .

  13. WacekPlacek 01.10.2016 13:54

    Oczywiście, że nie, nie rozumiesz co to znaczy dowód i wiedza.

    „Jeżeli wszystkie okoliczności pozostaną takie jak przed minutą i nie dojdą inne nowe okoliczności zmienne to w ciągu następnej minuty nadal będę siedział przed komputerem i przeglądał internet”.
    Ja wiem co będzie się działo za minutę, jeśli nie wydarzy się coś innego. Ja nie szacuję prawdopodobieństwa tego co się będzie działo za minutę, ja ustalam ZAKRES swojej wiedzy w oparciu o koncept, czyli – Jeżeli A to i B, w przeciwieństwie do dogmatycznej nauki która głosi – Jest A i B. Nic nie wiem na pewno, dosłownie NIC ale wiem, że jeżeli…. to…. i to jest moją wiedzą i tylko tym może być wiedza.

    Na tym polega iluzoryczność materii i materializmu, w świecie postrzeganym zmysłowo nie ma wiedzy pewnej i absolutnej. Istnieje tylko wiara której intensywność jest określana przez prawdopodobieństwo i istnieje wiedza konceptualna, czyli pewne ujęcie zagadnienia. W matematyce jest identycznie. Nie ma prawdy, są tylko prawdziwe twierdzenia.

    Dlatego twoje antybiotyki ratują życie tylko wtedy kiedy bez ich podania występowałyby takie i owakie czynniki. Z racji tego, że w przypadku ludzkiego ciała i zdrowia czynników jest ogrom, wiedzę ma się tylko w sprawach ogólnych i wiem, że jeżeli będę w takiej i takiej kondycji zdrowotnej to zjedzenie muchomora mi zaszkodzi, ale jak ktoś jest wybitnie uzdolniony w zarządzaniu swoją energią cielesną i ma inną kondycję, będzie w stanie strawić muchomora na identycznej zasadzie jak ktoś odpowiednio wytrenowany potrafi chodzić po rozżarzonym węglu a ktoś inny się oparzy.

    Naukowcy rejestrują nieustannie przypadki „niemożliwe” a ta niemożliwość wynika z tego, że zapomnieli nabrać dystansu do swojej wiedzy i zapomnieli, że ona się tylko sprawdza do określonego zakresu. Zamiast tego mają dogmaty w które wierzą bo brak im podstawowej edukacji humanistycznej którą można nabrać tylko i wyłącznie studiując historię filozofii i kultury oraz logikę bo tylko te dziedziny uczą prawidłowo definiować twierdzenia i używać języka (bo nie o gramatykę i stylistykę chodzi), tak aby przez pomyłkę nie wygłaszać dogmatów. A różnica jest bardzo delikatna, wystarczy w twierdzeniu opisowym użyć nie tego słowa co trzeba i już mamy dogmat wiary zamiast wiedzy (najlepszym przykładem jest używanie stwierdzenia – błąd natury – w przypadku opisywania pewnych procesów. Błędy mogą popełniać tylko istoty świadome obdarzone intencją i zdolnością do abstrakcyjnego tworzenia planów działania. Natura błędów nie może popełniać bo by musiała być istotą świadomą, jakimś duchem, wszystko co robi jest uzasadnione i potrzebne).

  14. WacekPlacek 01.10.2016 14:20

    Prosty przykład:

    System nerwowy nie jest stworzony po to aby nam robić na złość i aby nas bolało za karę. Po to mamy nerwy aby nas informowały o zakresie możliwości na dany moment. Jeśli wkładam paluchy do ognia i dzięki unerwieniu mnie boli, to znaczy, że na daną chwilę moja potencja wyklucza możliwość takiej interakcji z materią w takiej formie.
    Podobnie jest z każdą chorobą, czujemy się źle i nas boli nie dlatego, że tutaj coś lub ktoś nam na złość robi, jest to informacja naszego organizmu, że włożyliśmy paluchy nie tam gdzie trzeba, postępowaliśmy tak, że dochodzi do zaburzenia funkcjonowania czyli tutaj mamy prostą konsekwencje w rozumowaniu – JEŻELI system nerwowy jest po to aby informować i ostrzegać o granicach możliwości TO każdy ból jest informacją o tym, że zbliżyliśmy się do tych granic.

    Tymczasem dogmatyczna nauka wierzy w dogmat błędu i zaczyna zwalczać własny system nerwowy. Zaglądają do środka, widzą że takie i takie bakterie uczestniczą w nasileniu się objawu, więc zaczynają wymyślać sposoby walki z nimi aby usunąć objaw. Na własne życzenie się okaleczają, chcą wyłączyć mechanizm ostrzegawczy który natura wszczepiała przez miliony lat ewolucji (tutaj znowu – JEŻELI uznajemy ewolucje TO można tak napisać). Nie można usuwać objawów choroby, bólu albo zwalczać grzybów, wirusów i bakterii, to wszystko jest potrzebne i ma nas naprowadzić i poinformować gdzie „wkładamy paluchy”. To jest nieprzyjemne i dysfunkcyjne Z OKREŚLONYCH POWODÓW. Jeżeli ignorujemy te sygnały organizmu, jeżeli nadal „trzymamy paluchy gdzie nie trzeba” czyli tkwimy w myśleniu/postępowaniu które do choroby doprowadziło, to naturalnie z czasem objawy rosną, bakterie i wirusy są coraz to bardziej intensywne i czasami doprowadza to do śmierci. Wszystko jest wynikiem zignorowania sygnałów układu nerwowego a nie wynikiem „nieudanej walki z chorobą”. Nie można z chorobami walczyć ani brać leków usuwających objawy bo to jest SAMO-OKALECZANIE się i zamach na samego siebie.

    W zdecydowanej większości aspektów, współczesna medycyna jest dla człowieka czymś wybitnie szkodliwym i chorobo twórczym.

  15. lboo 01.10.2016 14:22

    @realista: „teraz mówisz o obecnym nadużywaniu i niewłaściwym używaniu antybiotyków”

    Temat nadużywania zaczął się dopiero niedawno. 20-30 lat temu nikt o tym nie mówił, a antybiotyki stosowało się na wszystko. I to była obowiązująca wiedza naukowa sprawdzona i promowana. Dziś powoli trafia na śmietnik historii.

    Nie mówię że antybiotyki są złe, ale powinno się jest stosować pewnie 1/1000 z tego co się stosuje obecnie. A przecież przepisuje lekarz, czyli ktoś kto powinien być autorytetem, opierać się na wiedzy i nauce, a jest jak jest.

  16. realista 01.10.2016 14:24

    no i tu się pojawia kwestia rozumienia pewnych pojęć, i właśnie ty się na takich rzeczach często wykładałeś w poprzednich dyskusjach, bo nie mając podstaw brałeś pewne określenia potocznie. stąd prawdopodobnie niezliczona ilość nierozumianych przez ciebie aspektów choćby ewolucji, bo widzisz małpę, która schodzi z drzewa, albo ewolucję, która szuka rozwiązania. a to tylko przenośnia opisująca złożony proces.

    rozumiem doskonale czym jest dowód i wiedza, a to, że w naukach przyrodniczych nie ma pewności absolutnej (co sam ci pisałem) nie znaczy, że to co twierdzi nauka jest iluzją, albo że w iluzji żyjemy. to tylko ty chcesz tak to postrzegać, bo pasuje to do założeń, które przyjąłeś.

    mam nadzieję, że rozumiesz jednak co ma do powiedzenia naukowiec słowami „błąd natury”, a nie że ci się wydaje, ze chodzi mu o „orta” walniętego przez panią Naturę pląsającą we wianku i zwiewnej sukience… .. .

  17. realista 01.10.2016 14:28

    boo, nie oceniam lekarzy i faktu niewłaściwego używania antybiotyków. stwierdzam tylko, że uratowały miliony ludzi i że powstrzymują infekcje, choć przecież wiadomo, że pojawia się u bakterii antybiotykoodporność. to oddzielny temat… .. .

  18. WacekPlacek 01.10.2016 14:41

    @realista
    Jeżeli ktoś w oparciu o potoczne stwierdzenie -„błąd natury”- tworzy cały system postępowania z chorobą i walki z tym „błędem”, to już nie mamy do czynienia z zwykłą potocznością tylko z nadinterpretacją.
    Podobnie z T.E. rozumiem potoczność stwierdzenia – byłem małpą – sam często się nim posługuję. Nie wyciągam jednak z tego daleko idących wniosków typu – jesteśmy tylko i zaledwie trochę lepiej rozwiniętymi małpkami które wygrały walkę o byt, bo mamy dużo cech wybitnie nieistotnych z perspektywy samego przetrwania i walki o byt, dlatego historyjka o „lepiej przystosowanych” genezy powstania człowieka mi nie wyjaśnia nawet w najmniejszym stopniu.

  19. lboo 01.10.2016 14:54

    @realista: To pewnie jesteś w stanie udowodnić te miliony przypadków, że gdyby te osoby nie wzięły antybiotyku to by nie przeżyły ;)

    I można by się tak przegadywać bez końca, tylko po co.
    Wierzysz w naukę i wiedze akademicką, Twoja sprawa możesz swoje postępowanie na tym oprzeć, nikt Ci nie broni. Natomiast to co nazywasz nauką, to bardzo często tylko opinia naukowców na dany temat w danym momencie. Aż nie przyjdzie jakiś inny mądrzejszy naukowiec i nie udowodni że jest inaczej niż nauka już udowodniła wcześniej.
    Natomiast jak ktoś myśli inaczej, ma inną opinie nie znaczy że się myli, może po prostu patrzy na problem z innej strony, a może nawet jest bliżej prawdy niż opinia którą Ty nazywasz prawdą.

  20. Wędrowny 01.10.2016 18:41

    Kurna, chce się wam tyle pisać? I tak do niczego nie dojdziecie oprócz niekończącego się sporu. Po prostu jedni ludzie myślą/czują tak a inni inaczej i tyle. Z myśleniem i odczuwaniem jest trochę tak jak z gustem. Udowadnianie swojego gustu komuś o innym guście nie ma najmniejszego sensu i jest stratą czasu i energii.
    Z procesami starzenia może być tak jak z nowotworami, że istnieje już bardzo wiele skutecznych leków, metod, terapii na raka, ale wszystkie one mogą nie ujrzeć światła dziennego dopóki światem rządzi mamona i niemal wszystko jest podporządkowane ZYSKOWI.

  21. realista 01.10.2016 19:48

    nauka to nie jest kwestia gustu… .. .

  22. tomasz26 01.10.2016 21:14

    wszystkie choroby zaczynają się w mózgu …kluczem do tego jest aspekt duchowy materia jest dopiero na drugim miejscu. obecna medycyna zaczyna powoli to zauważać ze świadomość pacjenta ,sugestia ,oraz zdrowe ja dają gwarancje na lepsze funkcjonowanie procesów zdrowotnych…ciało + 3ja +miłość = zdrowie

  23. MasaKalambura 01.10.2016 21:14

    … .. . antybiotyki to nie są żarty,
    znaczy działają jak atom, spuszczasz
    na swoje ciało, bakteriom: Narta!

    I nie ma wielu, złych ani dobrych
    Probiotyk weź więc, flore odbuduj
    Bo wyniszczony, pustynia choćby
    z ciebie jest teraz, albo to ugór.

    Zawsze na wszelki miej ją wypadek
    penicylinę chociaż sprawdzoną
    albo też inny środek, gdy nagle
    bakteria wyjdzie z tobą na wojnę

    Lecz stosuj żadko, raz lub dwa razy,
    w życiu swym całym, jak Hiroszima
    i Nagasaki. Może się zdarzyć
    że więcej lek ten mocy tu nie ma.

    Bo jak wariaci, wasi lekarze
    lek ten stosują, robak się zmienia
    i uodparnia ten kamikadze
    co będzie wtedy? Atomu nie ma… .. .

  24. Maximov 02.10.2016 07:15

    @Iboo
    Tylko tę „opinię”, jak to nazywasz, można poprzeć konkretnymi badaniami, które dadzą ten sam wynik, niezależnie od osoby i miejsca.
    Zasadniczo nauka „działa” w sposób, który opisałeś: działamy na określonym modelu, dopóki ktoś nie UDOWODNI (powtarzalne badania), że jest inaczej.
    Co do antybiotyków, pomogły miliardom ludzi (tak, miliardom!) od czasu wynalezienia, choć obecnie dopiero w pełni odkrywamy skutki ich stosowania (wzrost odporności bakterii – dowód na TE).
    Obecny model funkcjonowania nauki jest spaczony – to fakt, ale to nie podważa naukowego podejścia w badaniach.

    @Wacek
    Czy jak ktoś da ci śmiertelny zastrzyk lub wbije nóż w serce to też będziesz w stanie to przeżyć za pomocą braku akceptacji tego faktu i wyśmiewaniu praw fizyki?
    Czy „innego” spojrzenia na problem?
    Antybiotyki zabijają bakterie i ratują życie, choć pewnie i tak nadal będziesz to kwestionował…

  25. WacekPlacek 02.10.2016 09:28

    @Maximov

    Nie wiem o jakich prawach fizyki piszesz? Z tego co ja wiem, bakterie nigdy nie są przyczyną zgonu ani chorób chyba, że mowa o tych nowo zmutowanych szczepach bakterii które zostały wytworzone właśnie z powodu stosowania antybiotyków. Nauka się tutaj akurat przyznaje i już to pisze oficjalnie – antybiotyki które stosujemy doprowadziły bakterie do takich supersilnych mutacji, że nie mamy już nad tym żadnej kontroli.
    W stanie naturalnym każdy organizm składa się z bakterii które odpowiadają za tzw porządki, trawią, uodporniają i oczyszczają z toksyn podczas każdej choroby, bez nich nie można nawet wyleczyć się z kataru itd. Szkodzą tylko w przypadku tzw Infekcji, czyli kiedy organizm styka się z nową nieznaną bakterią która albo nie powinna się znaleźć w ciele albo jeszcze nie zdążyła się zintegrować (czyli zaadaptować) i obrać dla siebie odpowiednio pożytecznej funkcji. Właśnie dlatego Indianin może pić wodę z Amazonki i bakterie które się tam znajdują mu nie szkodzą, Europejczyk już tego robić nie może (głównie z tego powodu, że od stuleci zabija w sobie wszystkie pożyteczne mechanizmy i jest wybitnie słaby biologicznie, dla niego każda adaptacja czegoś nowego to ryzyko śmierci).

    Antybiotyk to z greki anti – przeciw, bios – życie. Jak coś jest przeciw życiu to z pewnością nigdy go nie może ratować. Antybiotyki mają przecież zabijać a skoro wcześniej pisałem, że natura błędów nie popełnia i nie może, to nie ma czego zabijać, błędy popełniają ludzie i można zabijać tylko to co oni wytworzyli. Przydają się jedynie przy ostrych infekcjach i być może u kogoś w przypadku mocnego zatrucia powstrzymały rozprzestrzenienie się szkodliwych bakterii i wtedy być może i uchroniły POŚREDNIO od zgonu. Współcześnie jednak w 90% przypadków ich podawanie jest wybitnie szkodliwe i osłabiające, bo bardzo rzadko dochodzi do tak drastycznych infekcji, chyba że mowa o organizmie współczesnego Amerykanina który jest kaleką, ma wyniszczone wszystkie naturalne funkcje immunologiczne i jest kompletnie niesamodzielną istotą biologiczną, właśnie dlatego, że od dziecka wyniszcza się i osłabia antybiotykami i innymi cudami medycyny.
    Zgodziłbym się, że antybiotyk ratuje życie ale tylko wtedy kiedy temu życiu zagraża bakteria/infekcja wcześniej wyhodowana przez człowieka i jego głupotę lub jego zanieczyszczenia toksyczne. To co się nazywa chorobą zakaźną bardzo rzadko nią jest, bo to „zakażanie” zazwyczaj dotyczy tylko tych którzy już wcześniej mają wybitnie upośledzone funkcje odpornościowe. Ktoś w prawidłowej i dobrej kondycji zdrowotnej nigdy się grypą ani niczym innym nie zakazi bo jego organizm nie reaguje konfliktem i walką na takie bakterie.

  26. Maximov 02.10.2016 10:11

    @Wacek
    Antybiotyki ratują BEZPOŚREDNIO życie, np. w przypadku sepsy.
    To też jest wg Ciebie bakteria wyhodowana przez człowieka?
    Co do chorób zakaźnych to się nie kompromituj.
    W Średniowieczu ludzie mieli upośledzone funkcje odpornościowe i dlatego ginęli od dżumy czy ospy?
    Tak w ogóle to grypa czy katar są wywoływane przez wirusy, dokształć si trochę.
    Nie zgadzam się również, że „Ktoś w prawidłowej i dobrej kondycji zdrowotnej nigdy się grypą ani niczym innym nie zakazi bo jego organizm nie reaguje konfliktem i walką na takie bakterie.”.
    Organizm i jego układ odpornościowy to CIĄGŁA walka z infekcjami.
    Tak się kształtuje jego skuteczność.
    Zdrowy organizm bardzo dobrze sobie radzi i nawet nie jesteś świadom zwalczanych przez twój organizm drobnoustrojów chorobotwórczych, co nie znaczy, że takie zjawisko nie występuje.
    Ale Ty i tak pewnie podważysz/odrzucisz tę oczywistą wiedzę.

  27. realista 02.10.2016 11:02

    jakie ty Wacek masz mierne pojęcie o rzeczywistości, to aż żal czytać…
    wrzucasz do jednego wora wszystkie bakterie, a tych jest więcej gatunków niż reszty pozostałych organizmów. nie rozróżniając ich kompromitujesz się niemiłosiernie…

    a grypę powodują wirusy, ignorancie… .. .

  28. lboo 02.10.2016 12:22

    @Maximov: „Co do antybiotyków, pomogły miliardom ludzi (tak, miliardom!)”
    Chyba raczej pomogły zarobić miliardy „ludziom”.
    Albo pomogły miliardom nabawić się chorób przewlekłych i skutecznie osłabić układ odpornościowy.
    Przy czym nie oceniam tu antybiotyków a skutek ich stosowania.

    „obecnie dopiero w pełni odkrywamy skutki ich stosowania”
    Czyli nie wiedzieliśmy do tej pory nie znaliśmy skutków ich działania, ale na pewno pomogły i z Twoich słów wynika że pewnie połowie całej populacji ;)
    Nie ma to jak naukowe podejście, najpierw stosujemy na ludziach a potem uczymy się jak naprawdę działają.

    „W Średniowieczu ludzie mieli upośledzone funkcje odpornościowe ”
    Antybiotyki niszcząc florę bakteryjną jelita grubego upośledzają funkcje odpornosciowe. Łykaj antybiotyki, wrócisz do średniowiecza :)

  29. realista 02.10.2016 13:17

    boo, ale zbaczasz na temat NIEWŁAŚCIWEGO stosowania antybiotyków. to jest OSOBNY TEMAT.
    Max pisze o odkrywaniu PEŁNI skutków, czyli np. nabywanie odporności przez bakterie (a raczej pozostawanie przy życiu tych odpornych).
    to, że antybiotyki zabijają bakterie nie podlega dyskusji. a skoro infekcje bakteryjne są przyczyną zgonów, to antybiotyki URATOWAŁY życie masie ludzi.
    my nie twierdzimy, że antybiotyki nie mają skutków ubocznych. i naprawdę jest problem z odpornością bakterii, przez co konieczne jest posiadanie tzw. antybiotyku ostatniej szansy. ale to nie jest tajemnica i nikt takiemu stanowi rzeczy nie przeczy.

    Wacuś w ogóle kwestionuje bakterie jako źródło chorób i kwestionuje antybiotyki jako skuteczną metodę walki z nimi, i o tym jest tutaj mowa… .. .

  30. WacekPlacek 02.10.2016 14:15

    Grypę powodują wirusy tylko w WASZYM DOGMACIE który wam ktoś sprzedał i teraz powtarzacie bez sensu naokoło.
    Gwarantuje, że mogę się zetknąć z każdym „wirusem grypy” i nie będę jej miał bo wirusy i bakterie NIGDY i to PRZENIGDY nie wywołują żadnych chorób. Infekcja czy zatrucie NIE JEST CHOROBĄ, Sepsa również nie jest chorobą, to są procesy zetknięcia się organizmu z czymś nowym i próba adaptacji, bolesna próba która kończy się powodzeniem albo niepowodzeniem. To coś nowego jest nowe w wyniku omylnej działalności człowieka (jak serwowanie antybiotyków na które bakterie chcą się uodpornić więc mutują się w coś do czego ciało biologiczne nie zostało przystosowane, bez tych leków i antybiotyków takich problemów by nigdy nie było). Choroba jest czymś innym, grzyby, bakterie i wirusy są zawsze obecne w chorobie, są odpowiedzialne za OBJAW choroby i są naturalnym procesem organizmu służącym samouleczeniu bo OBJAW jest końcem choroby, jest informacją systemu nerwowego o złym postępowaniu a nie złośliwością natury która wysyła wrogie wirusy i inne pozmyślane bzdury. Wasza „wiedza” na temat zdrowia pochodzi od medycyny która może się pochwalić jedynie systematycznym wzrostem chorób z roku na rok, niczym więcej.
    Pisałem wyżej – natura nie popełnia błędów i nie może, więc nic w naturze nie może wywołać choroby, nie ma na to żadnej możliwości. Układ odpornościowy jest układem nerwowym, ciągle walczy z infekcjami tylko u upośledzonej kaleki która z wszystkim co się zetknie ma problem. U osoby zdrowiej w normalnej codzienności nerwów i konfliktów nie ma więc układ odpornościowy z niczym nie musi walczyć. Walka wszystkiego ze wszystkim jest tylko w dogmatycznej akademickiej biologi. W życiu nie występuje tak często jak to pisze w idiotycznych książkach.

  31. realista 02.10.2016 14:42

    jesteś zwyczajnie stuknięty… .. .

  32. lboo 02.10.2016 14:44

    @realista: „to, że antybiotyki zabijają bakterie nie podlega dyskusji. a skoro infekcje bakteryjne są przyczyną zgonów, to antybiotyki URATOWAŁY życie masie ludzi.”

    ” aż żal czytać…
    wrzucasz do jednego wora wszystkie bakterie”

    Zabijają też bakterie niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania systemu odpornościowego, a więc podobnie nie ulega wątpliwości że były PRZYCZYNĄ wielu zgonów.

    Chcesz się dalej przegadywać upierając się przy swojej jedynie słusznej opinii?

  33. realista 02.10.2016 14:47

    TAK, ALE NIKT TEMU NIE ZAPRZECZA!!!… .. .

  34. WacekPlacek 02.10.2016 14:52

    @realista
    Masz kiepską wyobraźnie. Pozostaje ci czekać, aż o tym gdzieś kiedyś przeczytasz od jakiegoś naukowca.

  35. lboo 02.10.2016 14:53

    @realista: Fajnie ze doszliśmy do konsensusu ;)
    To jeszcze proponuje dal pełnego obrazu pisząc że antybiotyki ratują wiele istnień jednocześnie pozbawiły życia również wiele istnień. Nie określając proporcji których nie jesteśmy w stanie określić.

  36. realista 02.10.2016 15:27

    ty masz za to bardzo bujną wyobraźnię, Wacuś…

    boo, doszlibyśmy do konsensusu, gdyby w temacie niszczenia bakterii przez antybiotyki istniała różnica zdań.
    nie sądzę, aby antybiotyki bezpośrednio pozbawiły kogoś życia, ale niech ci będzie. ludzie używają antybiotyki nieodpowiedzialnie, i z wielkiego dobrodziejstwa przerodzi się to w olbrzymi problem. mówiłem o tym już daaaaaaawno temu… .. .

  37. lboo 02.10.2016 15:36

    @ealista: ” i z wielkiego dobrodziejstwa przerodzi się to w olbrzymi problem. mówiłem o tym już daaaaaaawno temu”

    I właśnie dlatego tak naciskałem żeby zachwalając zalety jednoczenie nie zapominać o niebezpieczeństwa. I gdy mówimy że ratują życie nie zapominajmy że jednocześnie mogą je odebrać. O czym zdaje się zapominać większość konowałów którzy jeszcze bezczelnie podpierają się przy tym autorytetem nauki.

  38. MasaKalambura 02.10.2016 21:21

    Albo zamiast się niszczyć, nauczmy prawidłowo stosować tzn rzadko i w ostateczności.

  39. lboo 02.10.2016 21:47

    Jeszcze jedna ciekawostka o antybiotykach. Stosowanie antybiotyków modyfikuje florę bakteryjną skutkując przyrostem wagi. Nawet do 15%. Pewnie dlatego hodowcy tak chętnie faszerują zwierzęta antybiotykami. Jak zwykle, nauka w służbie ludzkości :)

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.

pl Polish
X