Poważne uzależnienie może się zacząć od recepty

Opublikowano: 18.07.2019 | Kategorie: Publicystyka, Zdrowie

Liczba wyświetleń wpisu: 2120

Refleksja o kryzysie opioidowym w USA.

Niedawno wróciłam ze stypendium w Stanach Zjednoczonych i jestem zdruzgotana tym co zobaczyłam… Słyszałam o kryzysie opioidowym w USA, bo zajmując się przemysłem farmaceutycznym, byłoby dziwne gdybym nie słyszała. Czytałam książkę „Dreamland. Opioidowa epidemia w USA” Sama Quinonesa, wiele artykułów prasowych na ten temat, ale absolutnie nie dało mi to wyobrażenia jak kryzys ten wygląda w rzeczywistości!

Krótkie wprowadzenie dla tych, którzy nie orientują się w sytuacji: problem z narkotykami w USA trwa od wielu, wielu lat – nikogo nie dziwi… Narkotyki, zdaniem wielu Amerykanów dotąd brał margines społeczny – biedni, nieudolni, niewykształceni itd… (czytaj „czarni”, ale tego nie można głośno powiedzieć! Ja też nie mówię!). Jednak niedawno coś się zmieniło… W nałóg zaczęli zaczęli popadać młodzi, biali, z dobrych szkół, bogatych rodzin… Dotąd problem ich nie dotykał, co się zatem zmieniło?

Pod koniec lat 1990. firma Purde Pharma zaczeła reklamować OxyContin (lek przeciwbólowy na bazie opioidów) jako zupełnie niegroźne, nieuzależniające rozwiązanie na ból. Ich przekaz był skierowany głównie do lekarzy pierwszego kontaktu, którzy wiedzę o leczeniu bólu mieli głownie z konferencji medycznych, na których występowali opłaceni przez firmę prelegenci. Lek więc zaczęto masowo przepisywać na zwyczajne bóle… Brali go więc robotnicy zmagający się np. z bólami stawów czy zawodnicy, którzy nadwyrężyli kończyny. Problem w tym, że lek ten nie był nieuzależniający jak twierdzili przedstawiciele firmy. I tak osoby, które zaczęły go brać zgłaszały się po coraz większe dawki… a lekarze, przekonani o jego bezpieczeństwie go przepisywali… To jest oczywiście duże uproszczenie, bo marketing tego leku był wielowymiarowy i oczywiście poparty „faktami naukowymi” prowadzony w imię walki z „ograniczeniami stosowania opioidów” dla ludzi, którzy naprawdę ich potrzebują…

Jednocześnie ponieważ tabletki były stosunkowo drogie i trzeba było „kombinować” żeby je dostać, dużo osób przerzucało się na heroinę. Heroina w postaci „czarnej smoły” stała się bardziej dostępna, bowiem sprzedający ją Meksykanie zmienili metodę jej dystrybucji, wystarczyło do nich zadzwonić i dostarczali ją do domów jak „pizzę” nie zwracając na siebie większej uwagi.

Wyobraźcie sobie młodego chłopaka grającego w Lacrosse, którego rodzice są prawnikami i mieszka w dobrej bogatej dzielnicy, której problem narkotyków nigdy nie dotykał. Ponieważ odczuwa ból, który utrudnia mu grę udaje się do lekarza, który daje mu OxyContin… Mam nadzieję, że dalszy ciąg historii potraficie sobie dopisać… Niestety wiele takich przypadków zaczęło się kończyć tragicznie… początkowo było to ukrywane przez rodziny, bo kto z takiego środowiska miał odwagę przyznać się, że dziecko umarło z przedawkowania…

Teraz już mówi się o tym dużo. Media informują o zagrożeniu i jak podaje lipcowy New York Times, przedawkowywanie opioidów spadło w USA pierwszy raz od 1990 roku.

Mieszkaliśmy w Filadelfii, która oprócz tego, że jest jednym z największych miast USA i bardzo ważnym ośrodkiem handlowym, edukacyjnym i kulturowym, to mierzy się bardzo boleśnie z kryzysem opioidowym. W 2017 roku około 1200 osób umarło w Filadelfii z przedawkowania narkotykami, w tym przede wszystkim opioidami.

Wiem, że niektórym trudno będzie w to uwierzyć, a nawet sobie wyobrazić, że w mieście tym jest dzielnica (Kensington), która jest „opanowana” przez osoby uzależnione. Ostrzegano nas żebyśmy przypadkiem tamtędy nie jechali, że należy tę dzielnicę omijać gdyż jest bardzo niebezpieczna… My to wiedzieliśmy, ale Google Maps już niekoniecznie…, bo dzielnica ta graniczy z tak zwaną „polską dzielnicą” gdzie jechaliśmy do sklepu. W sumie bardzo się cieszę, że jednak tam pojechaliśmy! Ulice były pełne brudnych ludzi, którzy na nich spali, krążyli nietrzeźwym krokiem, popijali dziwne trunki z butelek, bujali się … Budynki zamiast szyb miały dyktę… Baliśmy się, ale jednocześnie patrzyliśmy na to z zafascynowaniem… przynajmniej ja, nie wiem jak mój mąż, który pokrzykiwał, żeby światła się szybciej zmieniły. Wstawiłabym zdjęcia, ale bałam się wyciągnąć telefon. Myślę, że bez problemu znajdziecie je w sieci wpisując Kensington i Philadelphia.

Gdy rozmawiałam o tym z osobami mieszkającymi całe życie w Filadelfii lub okolicach zwróciły mi uwagę na pewne rzeczy. Po pierwsze, żebym pomyślała, co się stało ze zwykłymi ludźmi, którzy jeszcze niedawno mieszkali w tej dzielnicy, a teraz ich domy są bezwartościowe… bo nikt tam nic nie kupi… Że to tragedia i jeżeli nie mogli się stamtąd wyprowadzić ich dzieci już na pewno są nałogowcami. Po drugie, uderzyło mnie, że osoby z którymi rozmawiałam, wcale nie potępiali tych osób w nałogu… Wręcz przeciwnie, starali się mi wytłumaczyć, że to często wina przypadku, złego zbiegu okoliczności… Prawdopodobnie dlatego, że kryzys ten jest tak olbrzymi, że każdy z nich znał kogoś „zwyczajnego”, kto znalazł się w takim położeniu… To dało mi dużo do myślenia…

Jedna z osób opowiadała również, że zna bibliotekarkę, która pracowała w Kensington i wyspecjalizowała się w ratowaniu życia osób, które przedawkowały, bowiem na jej zmianie umarło kilka osób i postanowiła, że już na to nie pozwoli…

Jadąc przez Pensylwanię możemy zobaczyć takie i podobne, już dużo mówiące bilbordy:

Tutaj już nikt nie przeczy, ze uzależnienie zaczyna się czasami od leku… I mam nadzieję, że nasz artykuł, w jakimś stopniu przyczynia się do kontroli społecznej przemysłu, żeby nie pozwolić by takie rzeczy działy się u nas… Chociaż w USA powiedziano mi, że na pewno się dzieją, tylko jeszcze o tym nie wiemy…

Autorstwo: MM
Zdjęcie: stevepb (CC0)
Źródło: NoFreeLunchPolska.wordpress.com

Print Friendly, PDF & Email

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Liczba głosów: 1, średnia ocena: 5,00 (max 5)
Loading...

TAGI: , , ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU: Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

Zobacz również

Leki – dobre, złe i brzydkie

W jaki sposób mózg chroni cię przed chorobami

Ile protekcjonizmu w „Aptece dla aptekarza”?



2
Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Krokodylowy

U nas takie rzeczy dzieją się jak najbardziej, tylko że to (jeszcze) nie inicjatywa big farmy, a przede wszystkim chciwych lekarzy, którzy za pieniądze wypisują receptę na wszystko. Co prawda jakiś czas temu padł na nich blady strach, bo policja zaczęła za nimi niuchać biorąc na spytki osoby, dla których recepty wystawiano. Znałem osobiście przypadek takiej kobiety, która była żoną, matką. I dosłownie z wyglądu i zachowania taka typowa Grażyna w lamparcich barwach z trwałą na głowie, jakich tysiące na ulicach. A w domu zapijała różne bunondole i podobne dębowymi mocnymi. Umysł kompletnie wypalony, miała problem ze zrozumieniem nieco bardziej skomplikowanych elementów rzeczywistości np. kompletnie nie rozumiała czym się różni tania i gówniana przetworzona żywność od tej droższej i lepszej. Takich przykładów na pęczki. Kobieta przekręciła się na raka błyskawicznego (niecały rok od diagnozy), ale za to w stanie terminalnym już się z niczym nie kryła i ćpała legalnie. W naszym kraju problemem są dopalacze. Tanie, łatwo dostępne, a pod sklepami z “artykułami kolekcjonerskimi” można spotkać małolatów, robotników budowlanych, zakołnierzykowanych krawaciarzy jak i babcie 60+. Cały przekrój społeczeństwa, które ćpa substancje o niezidentyfikowanym składzie chemicznym. Nie jestem wrogiem narkotyków. To część ludzkiej historii na dzień dzisiejszy z alkoholem na czele. Wszystko jest dla ludzi, ale nie wyobrażam sobie faszerowania się opiatami, benzodiazepinami (a to już jest chętnie wypisywane przez psychiatrów) czy o zgrozo czymś czego skład chemiczny stanowi zagadkę, a jeszcze większą zagadką jest oddziaływanie tego czegoś na ludzki organizm.
Ale to jest Polska. Jak ktoś wyleci przez szybę nago na ulicę bez kontaktu z rzeczywistością, gdzie 4 policjantów ma problem ze spacyfikowaniem delikwenta to media informują, że był pod wpływem marihuany….

P.S. Lubię sobie czasem pooglądać na YT kompilacje amerykańskich reklam z lat 70 i 80. Pełne pranie mózgu i z dzisiejszej perspektywy robienie z ludzi debili na całego, a połowa to właśnie farmaceutyki.

rici

Wszystkie chemiczne rzeczy sa szkodliwe. Taka np. marycha , tylko zeby nie byla zanieczaszczona roznymi dodatkami potrafi wyleczyc z wielu chorob, usmierzyc najgorszy bol. Wszystko tez jest dopuszczalne w odpowiedniej dawce najlepsze lekarstwo czy ziolo moze byc lekarstwem, a w odpowiedniej dawce trucizna. Taki narkotyk jak alkohol, moze byc uzalezniajacy, a rowniez moze byc lekarstwem, wszystko zalezy od dawki.Tyton do palenia jako papierosy wprowadzili lekarze w XIX wieku jako lekarstwo na choroby pluc, i tyton ma rzeczywiscie wlasciwosci lecznicze, miedzy innymi rozluznia flegme zalegajaca w plucach, szkodliwe sa chemiczne dodatki do tytoniu, jak i do ustnikow. Przestrzegal przed tym taki polski chemik /nie pamietam w tej chili nazwiska/ majacy kilka patentow, w przemysle tytoniowym, za to znaleziono go w 1968 roku martwego w jego posiadlosci na wyspach kanaryjskich.

pl Polski
X