Podstępny rak nerki – długo rozwija się bezobjawowo

Opublikowano: 28.09.2020 | Kategorie: Wiadomości z kraju, Zdrowie

Liczba wyświetleń: 915

Wcześnie wykryty rak nerki jest jednym z lepiej rokujących nowotworów. Jednak, jak podkreślają eksperci, długo rozwija się bezobjawowo i u niemal 30 proc. pacjentów chorobę rozpoznaje się już w postaci przerzutowej. W Polsce coroczna liczba zdiagnozowanych pacjentów wynosi ok. 4,5 tysiąca.

Chociaż jest to obecnie trzeci co do częstotliwości występowania nowotwór urologiczny, największym problemem pozostaje wciąż zbyt późna diagnostyka. Dzieje się tak ponieważ przez długi czas choroba ta rozwija się niemal bezobjawowo.

“Wielu pacjentów nie jest świadomych rozwoju choroby, aż do późnego jej stadium. Powodem tego stanu jest bezobjawowy przebieg choroby w początkowej fazie. Często zdarza się również, że jej symptomy mylone są z innymi dolegliwościami. Przyczyny rozwoju tej choroby w dużej mierze pozostają nieznane, jednak jej występowanie łączy się z otyłością, cukrzycą i nadciśnieniem tętniczym. Większy odsetek chorych obserwuje się także wśród osób palących papierosy” -wyjaśnił dr hab. Lubomir Bodnar, kierownik Kliniki Onkologii i Immunoonkologii z Oddziałem Dziennym Terapii Onkologicznej w Szpitalu MSWiA w Olsztynie.

Do rozwoju nowotworu mogą przyczynić się również predyspozycje genetyczne, a także kontakt z niektórymi substancjami toksycznymi, takimi jak azbest, ołów, benzen czy kadm.

Nowotwory nerki zaczynają się od drobnej zmiany, która z czasem może rosnąć. Choć początkowo rozwijają się bezobjawowo, istnieją pewne symptomy, których pojawienie się może sygnalizować obecność choroby.

“Częste stany podgorączkowe, silne bóle w okolicy brzucha, nasilające się infekcje dróg moczowych, krwiomocz, bóle w okolicy lędźwiowej, nadciśnienie tętnicze krwi, brak apetytu, anemia, aż wreszcie utrata masy ciała, mogą wskazywać na pojawienie się nowotworu nerki. Co prawda objawy te są niespecyficzne i nietrudno pomylić je z innymi chorobami, jeśli jednak dotychczas nie występowały, warto czujnie obserwować swój organizm, by w razie podejrzeń, jak najszybciej udać się do lekarza” – powiedział dr hab. Marek Roslan, kierownik Kliniki Urologii Collegium Medicum Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego.

Mężczyźni są dwukrotnie bardziej narażeni na ryzyko wystąpienia raka nerki niż kobiety. To obecnie ósmy najczęściej występujący nowotwór wśród mężczyzn. Podobnie jak większość innych nowotworów, rak nerki pojawia się zazwyczaj u osób starszych, najczęściej rozpoznaje się go u dorosłych po 40. roku życia. Średni wiek, w którym pacjenci zachorują na raka nerki wynosi 55 lat. U dzieci choroba ta występuje rzadko.

Im wcześniej wykryta choroba, tym większa szansa na jej wyleczenie. W skutecznym i szybkim diagnozowaniu pomocne może być badanie USG. “Wiele przypadków nowotworu nerki wykrywanych jest dzięki ultrasonograficznemu badaniu jamy brzusznej. Niestety najczęściej choroba diagnozowana jest zupełnie przypadkowo, przy okazji badania wykonywanego z zupełnie innego powodu. Tymczasem bezbolesne i łatwe w wykonaniu USG dla wielu pacjentów może być szansą na szybkie wykrycie choroby. Dlatego warto je systematycznie wykonywać”– podkreślił prof. Marek Roslan.

Obok USG, w celu rozpoznania raka nerki wykonuje się także szereg innych badań, w tym laboratoryjne oraz obrazowe, jak tomografia komputerowa czy rezonans magnetyczny. O tym jakie badanie wykonać decyduje lekarz na podstawie indywidualnych wskazań. W przypadku nowotworu urologicznego, jakim jest rak nerki, niezwykle ważna jest także współpraca specjalistów z różnych dziedzin.

“Pacjenci z nowotworem nerki wymagają ścisłego współdziałania onkologa i urologa. Te specjalizacje nawzajem się uzupełniają. Urolog odpowiada za wykrycie choroby i prowadzenie pacjenta, ale gdy konieczne jest przewlekłe leczenie systemowe, kluczowa staje się pomoc onkologa. Tym samym pacjent pozostaje pod opieką dwóch specjalistów, choć lekarzem prowadzącym wciąż jest urolog” – podkreślają prof. Marek Roslan oraz prof. Lubomir Bodnar.

W przypadku rozpoznania nowotworu w jego początkowej fazie, podstawową metodą leczenia jest chirurgiczne usunięcie guza lub całej nerki. Jednak, ponieważ choroba długo rozwija się w ukryciu, zazwyczaj diagnozowana jest już w postaci przerzutowej. Gdy operacyjne usunięcie guza nowotworowego nie jest możliwe, konieczne staje się zastosowanie farmakoterapii.

Jak wyjaśnia prof. Lubomir Bodnar obecne możliwości leczenia sprawiają, że rak nerki staje się powoli chorobą przewlekłą.

Przełomem w leczeniu raka nerki było pojawienie się leków ukierunkowanych molekularnie, czyli tzw. terapii celowanych. Ich działanie polega na zahamowaniu wzrostu komórek nowotworowych poprzez zapobieganie tworzeniu się naczyń krwionośnych dostarczających nowotworowi substancji odżywczych. Tego typu rozwiązanie w porównaniu do jeszcze niedawnych możliwości leczenia, pozwala znacząco zmniejszyć ryzyko zgonu oraz progresji choroby. Obok terapii celowanych w leczeniu zaawansowanego raka nerki stosuje się także immunoterapię.

Eksperci podkreślają jednak, że nawet nowoczesne i skuteczne leczenie nie zastąpi szybkiej i prawidłowej diagnostyki. To ona jest prawdziwym kluczem i największą szansą na powodzenia terapii.

W tym roku, od stycznia do lipca, w Warmińsko-Mazurskim Centrum Onkologii poddano leczeniu 35 osób ze zdiagnozowanym nowotworem złośliwym nerki, a w całym 2019 roku hospitalizowano 56 chorych.

Autorstwo: Agnieszka Libudzka
Źródło: NaukawPolsce.PAP.pl

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...

TAGI: , ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

17
Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Arcetron
Użytkownik
Arcetron

A możne to porostu pasożyty ? wytwarzają te raki wszystkie ” motylica “

rici
Użytkownik
rici

Jak czytam to “brak apetytu i utrata masy ciala!, to mi sie chce smiac. Do tej pory chyba z 5 razy z powyzszych powodow diagnozowano mi 5 przeroznych chorob, i zawsze po okolo 2 tygodniach badan i obserwacji prowadzonych najczesciej w klinikach, diagnozy sie nie potwierdzaly.

realista
Użytkownik

to się ciesz.
gorzej, że nadal nie wiesz co to powoduje. daj cynka jak się dowiesz… .. .

rici
Użytkownik
rici

Ja wiem, tylko lekarze nie wiedza. Jezeli mam ogromny apetyt to znaczy ze za kilka dni bede chory, jezeli nie mam apetytu to znaczy ze jestem w miare zdrowy. Organizm sam reguluje apetyt, wie kiedy bedzie zmuszony potrzebowac wiecej energi,m a kiedy nie. Poprostu obserwuje swoj organizm, i jezeli cos sie powtarza jestem w stanie to przeanalizowac i wyciagnac wnioski.

realista
Użytkownik

aha, nic nie czaję. :]
to jesteś chory czy nie? jak nie to nic dziwnego, że lekarze nie wiedzą. :)
myślałem, że cię to jakoś martwi i szukasz porady u lekarzy. a wychodzi na to, że twój układ nerwowy odpowiada na jakieś “niestandardowe bodźce”, też mam parę takich dziwnych rzeczy (;) a lekarze szukają standardowych schorzeń, a te mają często takie same objawy i ciężko odróżnić. na pewno jednak da się znaleźć jakieś prawidłowości, a sam twierdzisz, ze znalazłeś, więc chyba luzik?… .. .

rici
Użytkownik
rici

Wszystko trzeba traktowac na luzie. Jakbym sie przejmowal, i sluchal lekarzy, to dawno wachalbym kwiatki od spodu.
Najwieksza przyczyna raka to jest wlasnie przejmowanie sie, a przejmowanie sie to jest stres, i to jest glowna przyczyna chorob, poza tym co masz w zolodku i flakach.
W organizmie egzystuje i jest potrzebne do egzystencji organizmu okolo 2 tys. bakteri,grzybow i wirusow. Wszystkie sa potrzebne do normalnego funkcjonowania organizmu. Pod wplywem stresu,zlej diety niektore sie bardziej uaktywniaja i nastepuje ich przyrost, i to jest wlasnie choroba.
Oczywiscie nie chodzi tu o jakies zlamania, czy inne “choroby chirurgiczne”

rici
Użytkownik
rici

Acha ja co 3 miesiace mam tzw. “Ambulantesprechstunde” na klinice uniwersyteckiej, wiec co 3 miesiace robia mi kompleksowe badania.

realista
Użytkownik

stres itp. to jeden rodzaj przyczyn (imho upośledza to system odpornościowy). ale są też przyczyny genetyczne, chemiczne czy drobnoustrojowe, bo drobnoustroje są dla nas i dobre, i neutralne, i szkodliwe. pełen wachlarz.

PS. troszkę ich więcej niż 2 tys. ;)… .. .

rici
Użytkownik
rici

W zasadzie nie ma chorob genetycznych. To co sie powszechnie nazywa chorobami genetycznymi, to zakazenia drobnoustrojami, ktorymi matka bedac chora, czasami o tym nie wiedzac zakaza swoje dziecko, to samo dotyczy, tylko w mniejszym stopniu, ojca. Jego sperma tez moze przenosic zakazenia. Takie choroby moga sie rozwijac zaraz, czy po kilku, czy kilkunastu, a nawet po kilkudziesieciu latach.
Czynnik chemiczny istnieje, ale mozna go podciagnac pod diete, chociaz moga to byc np. prespiranty, czy jakies inne materialy kosmetyczne, czy np. fluor w pascie do zebow, czy w soli kuchennej.
Ale najwieksza przyczyna chorob jest stres, a najgorszy jest strach.
Jak widze tych ludzi na ulicach w maseczkach, i z reguly sa to ludzie starsi, to im szczeze wspolczuje. Oni sie po prostu boja , boja sie smierci. I to wlasnie bedzie przyczyna ich wczesniejszej smierci.

realista
Użytkownik

cyt.:”W zasadzie nie ma chorob genetycznych.”

nie, no nie mów takich rzeczy. oczywiście, że są, i nic z drobnoustrojami nie mają wspólnego. np. wady rozwojowe.

cyt.:”Czynnik chemiczny istnieje, ale mozna go podciagnac pod diete”

no nie, praktycznie wszystko, co dzieje się w organizmie, to reakcje chemiczne, czasem zachodzą te, które nie powinny, albo jakieś nie zachodzą, czasami z powodu np. błędu genetycznego produkowane są niewłaściwe związki, nie produkowane właściwe. albo człowiek wchłania substancje dokonujące zniszczeń na poziomie komórkowym czy tkankowym. i bardziej bym się bał metali ciężkich czy tam jakichś benzenów niż fluoru. a wiadomo, że najwięcej wchłaniamy przez układ pokarmowy i oddechowy. ale dieta to chyba co innego…

cyt.:”Ale najwieksza przyczyna chorob jest stres, a najgorszy jest strach.”

widzę w tym iluzję kontrolowania czy złudzenie wiedzy o tym, co się dzieje. jednak, o ile jest w tym nieco prawdy (uważam, że to wpływ na system hormonalno-odpornościowy), to stwierdzenie, że jest to największa przyczyna jest grubiutko naciągane.
wiem, że to taka moda, coś po niemiecku, Maria się tym jarała, Wacek coś pitolił, ale sama psychika to nie wszystko. taki pogląd imho to złuda, przeciwieństwo hipochondrii.
a propos – znam hipochondryków, którzy twierdzą, że mają wszelkie objawy wszelkich chorób, a jednak nie są de facto chorzy – gdyby to była kwestia psychiki, to już dawno gryźli by ziemię… .. .

rici
Użytkownik
rici

Realista, cos na temat chorob genetycznych; Moja siastra w USA jest z zawodu lekarzem, dla niej zawsze medycyna naturalna, to byly zabobony, oszustwa, w kazdym razie wyrazala sie o niej jak najgorzej, ale do czasu gdy jej corka zachorowala na SM- stwardnienie rozsiane, nawiasem mowiac przesliczna dziewczyna i inteligentna co sie rzadko zdarza, oczko w glowie tatusia. To bylo w czasie studiow. Siostra ze szwagrem poruszyli najwieksze slawy medyczne w Stanach, i nic sie nie da zrobic, nieuleczalna choroba genetyczna. Dziewczyna przerwala studia i bylo coraz gorzej. Szwagier dowiedzial sie ze w San Francisco jest emerytowany prof. med. ktory aktualnie zajmuje sie medycyna alternatywna, i leczy nawet nieuleczalne choroby. Wiec polecieli do San Francisco, spedzili prawie tydzien na roznych badaniach ktore zlecil prof. i ten prof. zaaplikowal siostrzenicy 3 razy dziennie herbatke , i po 6 miesiacach do kontroli. Po 6 miesiacach siostrzenica czula sie juz prawie dobrze, na kontroli prof. kazal jej jeszcze 3 miesiace pic te harbatke. I rzeczywiscie w sumie po 9 miesiacach picia herbatki dziewczyna calkowicie wyzdrowiala, skonczyla studia, wyszla za maz, ma w tej chwili 3 dzieci.
Podobna sytuacja byla z Monika Hohlmeier, corka bylego premiera Bawarii Franza Josefa Straußa, ja rowniez “znachor” wyciagnal z tej choroby nieuleczalnej i genetycznej.
Sam czytalem artykol w medycznym czasopismie opisujacy badania mozgow osob zmarlych na SM. 100 % tych osob mialo w mozgu kretki boleriozy, czesc z nich nigdy nie byla ukoszona przez kleszcza, i nie miala zadnych kontaktow z boleriosa. /kleszcze tylko przenosza boleriose ze szczurow i innych gryzoni na ludzi i inne zwierzeta, same nie choruja/
Ja sam mam 90% utraty zdrowia, mam tzw. “Schwerbehinderteausweis” z oznaczeniami B,G,Ag,na tej podstawie mam tzw. “niebieska karte inwalidy.”, poza tym Pflegestufe 2.
Moja glowna choroba jest COPD stufe IV, czyli POChP 4 stopien. Pewnie wiesz ze jest to choroba nieuleczalna, stale postepujaca. Gdy 11 lat temu mi zdiagnozowano POChP 4 stopien, lekarz prowadzacy powiedzial mi ze mam przed soba 5-6 lat zycia, i to wtedy jak rzuce palenie i bede bral tabletki. Palenia nie rzucilem, tabletek nie biore i zyje. Gdy tydzien temu bylem na “Ambulante sprechstunde” /razem z badaniami trwala 3 godz./ w trakcie rozmowy z lekarzem powiedzialem ze przyjechalem na rowerze /5 km./ to sie spytal czy na elektrycznym, i dlaczego jestem bez osoby towarzyszacej Symbol “B” w oznaczeniu i gdzie mam tlen, powiedzialem ze zona nie umie jezdzic na rowerze, dlatego nie przyjechala ze mna, a tlen jest w powietrzu. Myslalem ze faceta trafi szlag. Ale w sumie mam ich w nosie inwalidztwa nie moga mi cofnac, poniewaz POChP jest choroba nieuleczalna.

realista
Użytkownik

dobre historie, ale nie świadczą o tym, że choroby nie istnieją, tylko że można je jednak jakoś leczyć albo przynajmniej żyć mimo tego. można “łatać” zdrowie i olewać jakieś dysfunkcje, ale nie znaczy to, że wszystko jest w porządku.
cieszę się, że dobrze się czujesz mimo POChP, nie ty jeden, ale prędzej czy później da to o sobie znać, bo niestety cudów nie ma. czasem wygląda na cud, no ale do czasu…
lepiej jednak się oszczędzaj, a przynajmniej nie forsuj.
mój dziadek mimo zżerającego go raka jeździł rowerem na działkę i kopał ogródek. było okej, aż nagle umarł. kolega miał w nosie zniszczoną wątrobę, cieszył się życiem, zawinął się w miesiąc… koleżanka żony “nie wierzyła w onkologię”, ale herbatki i trzymanie kciuków przez “antyonkologowców” nie pomogły, gryzie ziemię.
okej, wszystko da się przeżyć pod warunkiem, że się nie umrze… można podawać przykłady w obie strony. a wiesz dlaczego? bo maszyna biologiczna jest skomplikowana, i wiele jest dróg, by jakoś działać sprawnie. wiele jest też dróg, by coś się popsuło. stąd takie same objawy mogą oznaczać zupełnie różne schorzenia, albo tylko lekkie, nawet chwilowe dysfunkcje.
w końcu wszyscy umierają, niezależnie od tego czy chcą, czy nie, no nie? ;)

tak czy siak – szczerze zdrówka życzę… .. .

rici
Użytkownik
rici

No z tym forsowaniem, ja wlasnie sie forsuje. 11 lat temu gdy zdiagnozowano mi POChP 4 stopien, a z pierwszego na czwarty zajelo mi to 4 lata, a to wlasnie przez stres, wtedy tez zdiagnozowano mi raka krtani. 11 lat temu mialem rowniez 3 smierc kliniczna, z powodu niedotlenienia. Po tym mialem takie wizje, jeszcze w szpitalu na intesywnej, jak mam sie leczyc, z poczatku nie mialem pojecia dlaczego i co oznaczaja. 5 lat pozniej gdy nie moglem sie juz praktycznie ruszac/ na przejscie 10 m potrzebowalem 10 minut/, zaczalem sobie je przypominac, i wlasnie na sile sie forsowalem. Pomoglo mi to ze kiedys ponad 40 lat temu bylem sportowcem /amatorem/ cwiczylem wschodnie sztuki walki, jak judo i karate. I zaczalem stosowac wlasnie ten rezim treningowy co wowczas, ruszalem sie do tego gdy juz nie moglem zlapac oddechu, pozniej chwila odpoczynku i znowu. Pluca to sa miesnie jak kazde inne, i aby funkcjonowaly potrzeba by byly uzywane, czyli cwiczone. I to jest wlasnie problem wiekszosci chorych na pluca, w mysl zasady organ nieuzywany zanika. Wiekszosc po prostu gdy ma problem z plucami to przestaje je uzywac, wola siedziec przed telewizorem, czy lezec w lozku.
A z tym strachem, rowniez moj przyklad; U mnie zaczelo sie wszystko od boleriozy. pozniej przyszla diagnoza rak krtani, po dwuch latach okazalo sie ze diagnoza byla falszywa. Ale te dwa lata i ten strach ktory wtedy przezylem, to jak dwa lata w celi smierci z wyrokiem. Wtedy to wlasnie rozwinelo mi sie POChP na 4 stopien.
Gdy przyjezdza do mnie pogotowie to pierwsze co mi podaja to morfina. Morfina na ogol kojarzy sie z bolem, ale to silny srodek uspokojajacy. Po 10 minutach od dostania dozylnie 2 g. morfiny wraca mi normalny oddech. Moj brat ktory jest lekarzem w pogotowiu w Polsce ,gdy go spytalem o morfine, to mnie wysmial, powiedzial ze morfine mozna podac tylko w przypadku bardzo silnych boli, a nie przy niewydolnosci plucnej. a mnie wlasnie pomaga, i tu sie ja stosuje w takich przypadkach jak moj.
Tak ze wiem czym jest strach i jakie sa tego konsekwencje.

rici
Użytkownik
rici

Realista opisze ci taka jedna historie; Na poczatku lat 90-tycg jechalem pociagiem relacji Frankfurt am Mein- Krakow. W Boleslawcu wsiadl do mnie do przedzialu facet i czytal gazete. Zaczelismy rozmowe, i tak w czasie rozmowy spytal czy widze ze on czyta gazete, no mowie ze widze, a on mi ze on jest niewidomy,i na dowod tego pokazuje legitymacje inwalidy niewidomego. No i zaczal opowiadac swoja historie; Byl niewidomy na jedno oko mial -30, na drugie -32. czyli praktycznie niewidomy.Dowiedzial sie ze w klinice nalezacej do grupy wojsk radzieckich w Polsce jest okulista ktory operuje oczy. Nie mial nic do stracenia. Napisal do dowodctwa radzieckiego i dostal zgode odrazu, ale musial dostac rowniez zgode z kilku polskich urzedow. To zajelo mu okolo roku czasu. Wydowiadywal sie tam trzeba zabrac, bo Rosjanie nie brali zadnych lapowek, no to zabral ze soba worek bandazy i opatrunkow i takich podstawowych lekarstw. Byli mu za to bardzo wdzieczni. Lekarz ktory go operowal, ze szkoly Fiodorowa, najbardziej rozchwytywani okulisci na swiecie, wykonal operacje pod chamskim znieczuleniem miejscowym, tak ze przez kilka dni nie czul twarzy. Lekarz wykonywal operacje wlasnorecznie zrobionym przez siebie skalpelem z diamentu. Po operacji powiedzial mu ze wyprowadzil mu oczy na -6 i -7 , ale teraz nie moze wiecej , i jezeli przyjdzie na nastepna operacje to wyprowadzi mu oczy na 0. Przebywal tydzien w tej klinice, ale takich spartanskich warunkow nie widzial nigdy w swoim zyciu. Po powrocie do domu musial sobie zrobic okulary na wlasny koszt, no bo po co komus oficjalnie uznanym za niewidomego, okulary. Po roku gdy oczy mu sie dobrze zagoily pojechal drugi raz do tej kliniki, tym razem zabral ze soba reklamowke strzykawek i srodkow przeciwbolowych.No i ten lekarz wyprowadzil mu oczy na 0, tak ze nawet okularow nie potrzebowal. W sumie byl jedynym Polakiem w tej klinice, Rosjan tez tam bylo niewielu, tak to pod klinika parkowaly glownie samochody na niemieckich, francuskich, angielskich numerach. W zwiazku z tym ze widzial to jego inwalidctwo zniklo, wiec chcial podjac prace, ale oficjalnie jako niewidomy nie mogl, wiec staral sie o cofniecie inwalidztwa, ale nie dostal ,lekarze argumentowali ze po takiej operacji, ktorej oni nie znaja moze widziec rok, lub dwa , i pozniej znowu bedzie niewidomym. Powiedz niewidomemu ze moze widziec normalnie przez rok albo dwa, to by cie ozlocil. Pytal sie rowniez czy ten lekarz po opuszczeniu przez wojska radzieckie Polski, moglby zostac w Polsce, ale wszyscy polscy lekarze do ktorych sie zwracal byli przeciwni.
No i takie sa cuda, dla jednych sa, dla drugich nie istnieja. Dla jednych jest to nauka , dla drugich religia. Jeden jak zobaczy przeszkode na drodze, to ja obejdze, lub przeskoczy, drugi sie na niej potknie, ale dalej bedzie twierdzil, ze jej tam nie ma.

realista
Użytkownik

kolejna dobra anegdotka. tyle, że ma się to nijak do tego, że choroby istnieją, niektóre są nieuleczalne, niektóre wydają się jedynie nieuleczalne, a niektóre kończą się śmiercią.
co do anegdotki, to korekcja wzroku to nie jakiś cud, to wyrzeźbienie rogówki. w zasadzie zabieg mechaniczny. okulista opracował metodę korekcji do 24 dioptrii? to dwa razy więcej niż BEZPIECZNIE koryguje się obecnie. to szkoda, że nie podzielił się tą metodą ze światem…
ja ci opowiem inną historię – “złota rączka” z Polski remontował dom w UK. kiedy podczas prac przepalił się bezpiecznik, z braku zapasowego, “złota rączka” postanowił użyć gwoździa zamiast bezpiecznika – “będzie pan zadowolony!”. i wszyscy byli zadowoleni, dom został wyremontowany, ładnie i tanio. jednak po paru miesiącach radości dom spłonął. eksperci orzekli, że to z powodu wadliwej instalacji elektrycznej…
ciekawe co się stało… .. .

Piron
Użytkownik
Piron

Witaj rici, na twój stres (radzenie sobie z nim) jest mnóstwo sposobów, zarówno fizycznych, (np lekka praca fizyczna, jogging, jakieś hobby, itp – najważniejsze żeby ci to zajęcie sprawiało przyjemność) jak również nie fizycznych, (np trening autogenny Schultza, relaksacja według Jacobsona, medytacja TM, itp) skutecznie możesz walczyć ze stresem również metodami które są połączeniem wyżej wymienionych (np Tai Chi, ćwiczenia oddechowe, Falun Dafa, itp).

Mądry lekarz na stres w pierwszej kolejności poradzi ci umiarkowany wysiłek fizyczny, potem prace z umysłem, a dopiero na samym końcu środki psychotropowe. Osobiście do walki ze stresem stosuję jogging, oraz znaną i skuteczną technikę medytacyjną: https://zenjaskiniowca.pl/jak-skutecznie-medytowac-bez-bzdur-i-ideologii/.

Pozdrawiam serdecznie :).

rici
Użytkownik
rici

Dzieki Piron, od kiedy przestalem wierzyc lekarzom, olewam to wszystko, i radze sobie ze stresem. Lekki wysilek fizyczny to bylo w jednej z pierwszych wizji jakie mialem, tylko ze troche pozno zaczalem to stosowac, ale wtedy jeszcze wierzylem lekarzon, i ze tabletkami mi pomoga.Jezeli ktos jest chory, to musi sie sam leczyc, jak powiedzial mi jeden z moich znajomych lekarzy, to on mi moze zaproponowac lekarstwo, ale o tym czy to lekarstwo bedzie mi pomagac, czy nie to on nie wie, poniewaz kazdy czlowiek jest inny, i lekarstwa /tak samo ziola/ dzialaja na kazdego inaczej, to co jednego uzdrowi, dla drugiego moze byc trucizna. Gdy stwierdzilem ze akademicka medycyna mi nie pomaga to zaczalem probowac wszystkich innych medot, metoda prob i bledow. Stosuje medycyne ayuverdyjska i chinska, medycyne ludowa, i medycyne naturalna, refleksoterapie, akupresure. Atemterapie, czyli terapie oddechowa polaczana z masarzami to stosuje 2 razy w tygodniu, kasa chorych placi za to, wiec co mam nie chodzic, zreszta tam ucza ciekawych metod oddychania, i musze powiedziec ze mi to pomaga. Ataki paniki ze nie bede mogl zlapac oddechu tez sie nauczylem jak temu przeciwdzialac, raz przez odpowiedni oddech, drugi, w ciezki przypadkach to takie krople oparte na ziolach Calmavalera.
Owszem staram sie znajdowac zawsze jakies zajecie, np. prawie caly rok zbieram w parku ziola, jak zaczne w lutym od czosnku niedzwiedziego, to koncze w grudniu na jemiole. W tym roku / w poprzednich tez/ zebralem w parku i przerobilem na sok okolo 250 kg. derenia. Ja to pije codziennie przez caly rok.
Poza tym samo leczenie w Niemczech jest o wiele tansze niz w Polsce, mi jako choremu na choroby przewlekle przysluguja recepty N3 czyli potrojna dawka, i tak place za wszystko po 5 €, popza tym jak jestem w szpitalu to moge sobie zazyczyc leczenia przez “znachora” czyli Heilpraktiker, to sa lekarze wyksztalceni w takich uczelniach jak Instytut Paracelsusa, zreszta kazdy szpital musi miec przynajmniej jednego takiego na etacie. lekarstwa na recepty tzw. zielone , to sa recepty na rozne preparaty ziolowe i homeopatyczne, ktore nie sa refinansowane przez kase chorych. moge dostac do 100 € zwrotu.