Oszołomom mówimy „nie”

Opublikowano: 19.11.2017 | Kategorie: Polityka, Publicystyka | RSS komentarzy

Przeczytano 76 razy!

Już-już zaczynałem się przekonywać do rządów Dobrej Zmiany, gdy oto pojawił się pomysł zburzenia Pałacu Kultury – niechybny dowód, że w miejsce złodziei przyszli wariaci…

Kiedy za zburzeniem Pałacu Kultury w Warszawie opowiada się Jan Pietrzak albo Wojciech Cejrowski, nie przywiązuję do ich zdania większej wagi, bo mam wyrobione zdanie o intelektualnych możliwościach tych panów, nawet jeśli niektóre ich występy czasami lubię. Ale kiedy podobne zdanie wygłasza urzędujący minister lub inny ważny funkcjonariusz państwa – sprawa robi się poważna. Uważam, że osoba taka kompromituje siebie, swój urząd i swoją partię. Dlaczego?

Najpierw o samej idei i praktycznej możliwości wyburzenia Pałacu.

Po pierwsze: Aby od strony prawnej w ogóle było to możliwe, trzeba by uzyskać zgodę nie tylko dzierżawcy budynku, ale i właściciela działki, na której stoi. Budynek PKiN należy do miasta Warszawy. Trudno sobie wyobrazić, aby odpowiedzialne władze miasta wydały zgodę na jego zburzenie. Kiedy stawiano PKiN, to nikt się nie przejmował takimi kwestiami, jak sprawa własności gruntu. Teraz jednak żyjemy w innej rzeczywistości prawnej i tej kwestii zlekceważyć się nie da. A uzyskanie wszystkich zgód i przeprowadzenie procedur mogłoby trwać wieczność. Z prawnego punktu widzenia jest to więc bzdura, o której w ogóle ciężko na poważnie rozmawiać.

Po drugie: Pałac nie jest w środku pusty. Mieszczą się tam cztery teatry, Sala Kongresowa, kilka sal wystawowych, kino, cztery muzea, siedem szkół i uczelni, osiem klubów, kawiarni i barów oraz kilkadziesiąt innych firm i instytucji. Większość z nich, jeśli nie wszystkie, mają wieloletnie umowy najmu, obwarowane klauzulami odstąpienia lub rezygnacji. Gdyby zdecydowano się, aby ten „Dar Stalina” zamienić w stertę gruzów, wszystkie te firmy i instytucje musiałyby znaleźć sobie inne miejsca i to także w centrum Warszawy, aby nie stracić swych klientów i bywalców, bo inaczej mogłyby się sądzić o rekompensatę z tytułu utraconych korzyści. Wiążą się z tym ogromne koszty, a roszczeniom i procesom nie byłoby końca.

Po trzecie: Sama techniczna operacja wyburzania i rozbiórki, wraz z problemem ewakuacji, demontażu sprzętu, odzysku części materiałów, usuwania i wywożenia gruzów itp. w samym centrum stolicy jest ogromnym zadaniem logistycznym i musiałaby się wiązać z horrendalnymi kosztami i trudnymi do wyobrażenia, długotrwałymi zakłóceniami w funkcjonowaniu całego centrum miasta, jego komunikacji, bezpieczeństwa transportu miejskiego, użytkowania sieci metra, kilkudziesięciu linii autobusowych i tramwajowych, trzech dworców kolejowych w bezpośrednim sąsiedztwie, a ponadto biurowców, hoteli, restauracji, sklepów i galerii handlowych dookoła Pałacu, też w bezpośrednim sąsiedztwie. Obiekty te również mogłyby skarżyć odpowiednie władze o utratę korzyści, spadek obrotów, zakłócenia w funkcjonowaniu itp. Wszystkie wymienione kłopoty, koszty i czas trwania bałaganu należy następnie pomnożyć nawet kilkakrotnie, bo przecież po ewentualnym wyburzeniu i wywiezieniu tego, co wywieźć byłoby trzeba, teren ten stałby się placem budowy, a raczej placem budów następnych obiektów, co zajęłoby znowu przynajmniej kilka kolejnych lat. W tym czasie miliony ludzi w Warszawie oraz przyjezdni musieliby znosić niewygody zablokowanych ulic w centrum miasta, niemożność normalnych podróży PKP i PKS, wydłużenia czasu dojazdu do pracy itp. Czy ktoś z pomysłodawców wyburzenia zastanawiał się choć przez chwilę, co by to miało znaczyć i jak przeklęto by władzę, która by takie szaleństwo podjęła, czyli jaki byłby dla niej także tzw. koszt polityczny?

Po czwarte: A co miałoby powstać w miejsce PKiN? Radek Sikorski uważał, że należałoby posiać trawę i wykopać staw, bo to ponoć „przyniosłoby mieszkańcom Warszawy więcej korzyści” (??). Minister Gliński chciałby w tym miejscu zbudować Żydom jakieś centrum historyczno-kulturalne, czyli kolejny pomnik za polskie pieniądze. (Niedoczekanie!). Bartosz Kownacki, wiceszef Ministerstwa Obrony Narodowej zadowoliłby się samym fajerwerkiem wyburzenia, bo jego zdaniem „byłyby to wspaniałe szkolenie, doskonały trening dla polskich żołnierzy”. (Ten to dopiero ma głowę stratega!). Inni nie mają jeszcze pomysłów, ale na pewno wiele by się znalazło. Jak wszyscy wiemy z życia, im większy palant, tym więcej ma pomysłów, zwłaszcza gdy przychodzi wydawać publiczne pieniądze.

Są jeszcze i inne kwestie praktyczne, związane z postulatem wyburzania, jak choćby status zabytku, jakim cieszy się PKiN, ale te kilka przeszkód, które wymieniłem wyżej wystarczy aby postawić wymóg, że każdy kto postuluje jego zburzenie powinien najpierw ustosunkować się do poruszonych wyżej kwestii praktycznych i wyjaśnić, jak należałoby je rozwiązać. Myślę, że nie tylko ja oczekuję od rządzących myślenia racjonalnego i gospodarskiego, a nie wygadywania głupstw pod publiczkę, niczym jakiś kiepski satyryk albo kabotyn jaki.

Przejdźmy teraz do kwestii wartości Pałacu. Warszawski PKiN wybudowany przez radzieckich budowniczych, został oddany do użytku w 1955 roku. Mając 42 piętra (187 metrów wysokości, a z iglicą 237) jest najwyższym budynkiem w Polsce. Z architektonicznego punktu widzenia to dość wartościowa rzecz i całkiem ładny budynek. Dookoła niego stoi kilka nowych, w guście o wiele gorszym. PKiN ma harmonijną bryłę w bardzo charakterystycznym stylu, co czyni go unikalnym obiektem architektonicznym w tej części Europy. Bez wątpienia zasługuje na status zabytku, zarówno jako dzieło sztuki budowlanej, jak też jako pamiątka minionej epoki, o której tylko głupiec może twierdzić, że jej nigdy nie było. Niestety, taka właśnie postawa „negacjonizmu PRL” jest u obecnej ekipy mocno ugruntowana, czego wyrazem jest szaleństwo zmian nazw ulic, demontaże pomników wdzięczności dla żołnierzy radzieckich, odbieranie odznaczeń i tytułów zmarłym oficerom LWP i inne podobne czyny, niezgodne z prawdą historyczną, polską racją stanu, polityczną dalekowzrocznością, rzeczywistymi potrzebami społecznymi, a przede wszystkim z przyzwoitością, ludzkim sumieniem, zdrowym rozsądkiem i względami praktycznej gospodarności.

Teza o tym, że PKiN to budynek znienawidzony i obcy jest fałszywa. To był i jest najbardziej znany budynek Warszawy, rozpoznawalny przez wszystkich unikalny symbol stolicy – jej wizytówka i zarazem drogowskaz. Urodziłem się, wychowałem i całe życie mieszkam w Warszawie, zawsze w cieniu tego Pałacu. Wiążę z nim wiele pozytywnych wspomnień. Jako dziecko chodziłem tam na zajęcia fakultatywne w ramach tzw. Pałacu Młodzieży, potem także wielokrotnie na różne imprezy, przedstawienia, wystawy i koncerty, nie tylko do Sali Kongresowej, również już za nowego ustroju. Kiedy na iglicy Pałacu instalowano antenę telekomunikacyjną nowej generacji, mój kuzyn – inżynier metalurg opracował dla niej specjalną recepturę tzw. stali uspokojonej i nadzorował jej wykonanie, co także mnie wtedy fascynowało. Kiedy przed wielu laty na szczycie Pałacu zagnieździła się para sokołów wędrownych, wjeżdżałem tam z zaprzyjaźnionym ornitologiem, który kręcił o nich filmy. Itd., itp. To nie jest budowla, którą chciałbym zniszczyć i usunąć. To jest ważna część mojej Warszawy od dzieciństwa.

Zapytajcie swoich znajomych, zwłaszcza tych, którzy mają 50 lat i więcej, jakie były ich pierwsze wrażenia z przyjazdu do Warszawy. Prawie wszystkim, których znam, Pałac kojarzy się pozytywnie. Wszyscy moi krewni i znajomi spoza Warszawy, bliżsi i dalsi, którzy przez dziesiątki lat przyjeżdżali do stolicy, rozpoznawali natychmiast tylko ten jeden budynek i według niego orientowali się w mieście. Kiedy mnie pytali o jakiś adres, chcieli wiedzieć, czy jest to daleko od Pałacu Kultury i w którym kierunku. Dzięki Pałacowi Warszawa dla wszystkich od razu stawała się swojska. Podczas spaceru albo zwiedzania miasta wystarczyło obrócić głowę, poszukać wzrokiem Pałacu i już każdy wiedział, gdzie sie znajduje i jak ma się dalej kierować. Także na koniec, kiedy trzeba było wracać do domu, każdy przyjezdny wiedział (i wie) jak trafić do dworca. Nawet zawsze punktualne zegary na wieży Pałacu były (i są) ważnym punktem potrzebnej orientacji w czasie. To nie jest budynek obcy ani wrogi. To najpewniejszy, znany od dzieciństwa i przyjazny dla wszystkich punkt na mapie stolicy.

Pomysł wyburzenia Pałacu Kultury pojawia się regularnie co kilka lat. Zawsze z tym samym uzasadnieniem – oszołomsko-politycznym, a nigdy nie racjonalnym, gospodarskim, kulturalnym, czy uzasadnionym potrzebami miasta. Jest to zresztą zwykle temat zastępczy i próba walki z architekturą w ramach walki z ideologią. W tym tkwi jakiś element dzikości. Za każdym razem jakiś oszołom popisuje się swoim „patriotyzmem” przez pięć minut w telewizji, po czym górę bierze normalność i zdrowy rozsądek. Skala zastrzeżeń, które wymieniłem na początku, zawsze bowiem ostudzi nawet najbardziej zakute i rozpalone łby. Oznacza to, że perspektywy takiej rozbiórki nie trzeba brać zbyt poważnie. Oszołomom, którzy chcą nam znowu rozwalić na lata pół Warszawy, za nasze pieniądze, ale dla własnego widzimisię, normalny, trzeźwy Polak zawsze powie NIE.

Autorstwo: Bogusław Jeznach
Zdjęcie: pwlodkowski (CC0)
Źródło: NEon24.pl

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...

TAGI: ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU: Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

3 komentarze

  1. Nestor 19.11.2017 17:42

    Mnie tylko zastanawia jedna rzecz, dlaczego przy takiej iglicy i widoczności nigdy nie powieszono tam ogromych rozmiarów flagi Polski?

  2. Szwęda 19.11.2017 17:52

    A może by tak zapytać mieszkańców stolicy o zdanie? Swoją droga ciekawe jaki byłby wynik jakiegoś badania społecznego na ten temat.

  3. PanOdkrywca 19.11.2017 18:50

    Szwęda 19.11.2017 17:52

    Były robione, choć fakt że dobre kilka lat temu.

    A tak bardziej serio- rozumiem, że działka pod Pałacem tania nie jest, ale pojawiały się wyliczenia, że:
    – kosztowałoby to minimum 1 MILIARD złotych
    – na dobre -naście miesięcy centrum Warszawy stoi w korkach i jest dokumentnie nie przejezdne
    – nikt (?) nie ma pomysłu, co z najróżniejszymi instytucjami, które w Pałacu się znajdują.

    Ale cóż- taki mamy klimat, że można oficjalnie najróżniejsze bzdury opowiadać i nikt takiej persony na badania psychiatryczne nie wyśle. Przykładów mamy spor, niestety.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.

pl Polish
X