Metanauka – co to jest nauka?

Opublikowano: 30.09.2017 | Kategorie: Nauka i technika, Publicystyka | RSS komentarzy

Przeczytano 7 razy!

Definicja, kryteria i próba odpowiedzi.

Do dziś nauka nie wie czym jest. Owszem próbuje siebie zdefiniować, ale nadal tego nie uczyniła. Nie dysponujemy zwięzłą i jasną definicją nauki, która w istocie wyjaśniłaby czym jest nauka. Nie mamy uniwersalnego prawa poznania (nauki). W filozofii nauki, metodologii znajdziemy wiele prób, nie tyle zdefiniowania nauki, co prób wyjaśnienia, co składa się na naukę. Opisywane są zjawiska towarzyszące nauce, ale nie ma uniwersalnego prawa nauki.

Mówi się, że na naukę składa się język i metoda. Błąd, w najlepszym razie to część tego, co zawiera nauka. Główną cechą nauki jest twórczy efekt. Do tego efektu prowadzi metoda, która musi uzgadniać myślenie teoretyczne z praktyczną działalnością. Zgodność myślenia i działania pozwala na stworzenie efektu jakim jest poprawa, lepszość, czegokolwiek, przedmiot konkretyzuje dyscyplina, ale w sensie uniwersalnym chodzi o lepsze życie. Język ważny jest tylko w sensie uniwersalnym, służy do komunikowania nauki. Ale czy on jest taki lub inny zależy wyłącznie od jego interpresonalności. Jeśli człowiek pierwotny z pomocą swojego wczesnego języka potrafił wskazać współplemieńcom źródło pokarmu, miał już język naukowy, mógł nauczyć innych gdzie i jak zdobyć pokarm.

W języku tkwi największa trudność. W czasie około ostatnich 100 lat ludzką naukowość zdominowała dbałość o język. W domyśle ma to znaczyć, że język jest źródłem nauki. To wielki błąd. Rezultatem jest przerost formy nad treścią. Można napisać pracę naukową, która będzie zawierała mnóstwo egzotycznego słownictwa, wielość przypisów, ale będzie o niczym. Tym nazywa się te prace naukowe, które zwie się „makulaturą naukową”.

Trudność polega na tym, że nie mamy definicji nauki, nie wiemy czym ma wyróżniać się naukowa treść, ażeby daną pracę nazwać „pełną gębą” pracą naukową. „Zamieszanie” językowe sprzed ponad 100lat pozwoliło na to, aby w filozofii i w następstwie w całej nauce pojawiło się zjawisko nadmiernej dbałości o język, formę nauki. Ale to dotyczy formy, nie treści. Spowodowało to, że jeśli ktoś ma rzeczywiście trafny pomysł, ale nie zna się na wzorowym formułowaniu treści – ginie. Nie zostanie wysłuchany, nie ma gdzie napisać, nie ma się do kogo zwrócić. Nie ma, taka jest rzeczywistość. Bowiem z drugiej strony jeśli jeden naukowiec ocenia drugiego, a obaj zajmują się innymi dziedzinami wiedzy, w jaki sposób ma ocenić wartość merytoryczną jego pracy, jak ma poznać jego naukowość? Istniejący sposób, przy założeniu, że najczęściej chce poświęcić jak najmniej uwagi poznaniu, polega głównie na tym, że kieruje się właśnie przerośniętą formą. Wystarczą egzotyczne słowa, jakieś „wytworne” neologizmy, „góra” przypisów i mamy naukowca. Nie ma na to zgody? Oczywiście, że nie ma, jedynie trzeba jeszcze sprawdzić jak ma się ta niezgoda na ten stan rzeczy, do rzeczywistości, do tego jak faktycznie zachowujemy się.

Można wskazać pewne kryteria naukowości, jest ich wiele, różnie są formułowane, spróbuję wskazać najczęstsze, najbardziej przekonujące:

1. Moc eksplanacyjna. Wartościowa koncepcja ma wyjaśniać jak dochodzi do danego zjawiska, najlepiej tak bardzo szczegółowo, że nie budzi dalszych pytań. Brak pytań, to ideał nie osiągnięty do tej pory. Zatem nie ma także takich koncepcji, które jakiś przedmiot wyjaśniają zupełnie. Kryterium to jest o tyle trafne, że dana koncepcja wnosi coś nowego, co do tej pory nie było znane o danym przedmiocie. W tych ramach może jeszcze nie wyjaśniać zupełnie wszystkiego, ważne że wyjaśnia coś nowego.

2. Samokrytycyzm. Czyli zdolność do dostrzeżenia niezupełności jakiegoś wyjaśnienia, zdolność stawiania pytań o to, co pozostało niejasne, pytania o niuanse, o wyjątki itp. Podważanie wiedzy, aby zweryfikować ją dokładniej.

3. Zasada racjonalnego uznawania przekonań. Czyli równowaga pomiędzy dogmatyzmem a sceptycyzmem, gdy równowaga odzwierciedla stopień uzasadnienia koncepcji w relacji do wyrażanego stopnia przekonania. Właściwie to kryterium jest nieważne, bo uznanie koncepcji wynika z jej praktycznej użyteczności. Nie wyklucza to filozofii, ta też jest po to, aby uczynić życie lepszym, jedynie trzeba mieć taką koncepcję filozoficzną, która jest również praktyczna.

4. Porządek logiczny. Czyli logiczna dedukcja koncepcji naukowej. Koncepcja naukowa ma być dedukcyjnym systemem twierdzeń, w ramach którego pewne twierdzenia wynikają z innych w sposób logiczny. Czyli powstaje wiedza jako struktura zgodnych relacji, w której wszystkie elementy są jasno zrozumiałe i co ważne, a czego nie akcentuje się zbyt mocno, muszą być użyteczne. Każda koncepcja przez użyteczność musi uzgadniać teorię i praktykę.

5. Teoretyczność. Jeśli dysponujemy wieloma przykładami różnych zjawisk i spostrzegamy, że wszystkie podlegają jednemu prawu uniwersalnemu, teoretyczność polega na opisaniu tego prawa. Najbardziej uniwersalne prawa są oderwane od konkretnych doświadczeń, ale można je sprowadzić do konkretnych doświadczeń dołączając do prawa: przedmiot i warunki w jakich występuje. Innymi słowy to idealizacja szeregu doświadczeń.

6. Przewidywalność. Trafnie poznane prawo pozwala przewidywać, jakie zjawisko będzie rezultatem istniejącego stanu rzeczy i oddziałujących na siebie w tym stanie rzeczy sił. Jeśli rzeczywiście będzie trafne pozwoli przewidywać wszystkie zdarzenia jakie mu podlegają. To kryterium najmocniej wskazuje na praktyczną stronę nauki. Wedle niego tworzymy narzędzia służące do kształtowania świata.

7. Heurystyka. Czyli moc koncepcji polegająca na tym, że umożliwia jeszcze lepszą koncepcję naukową. Chodzi o zasygnalizowanie możliwości jeszcze niezbadanych, wskazanie nowych kierunków poszukiwań, o naukową płodność.

Uważam, że te kryteria są niejasne, głównie, bo są w nich pomieszane porządki. Bowiem to co najważniejsze w nauce to trafne poznanie, bo zgodne z doświadczeniem. To podstawowe kryterium. W jego ramach „na upartego” nie trzeba jeszcze martwić się o dokładność, bo o dokładność zadba doświadczenie. Jeśli koncepcja naukowa jest niedokładna poznamy to w szeregu użycia tej koncepcji. Oczywiście, ktoś może zaprotestować, bo wiemy już z doświadczenia naukowego, że trzeba zadbać o szczegóły. Tak, zgadzam się, ale na ile wiemy o jakie szczegóły trzeba zadbać? Ile i jakie szczegóły trzeba wziąć pod uwagę wynika z doświadczenia. My w ramach poznania teoretycznego dysponujemy spekulacją lub nazywając ładniej logiczną dedukcją, w ramach której możemy, ale często nie potrafimy wziąć pod uwagę wszystkich uwarunkowań i wszystkich własności badanego przedmiotu. Te nierozpoznane warunki i własności manifestują się dopiero w doświadczeniu. Więc o szczegóły możemy zadbać o tyle o ile już je poznaliśmy. Gdy nowa koncepcja to taka, która opisuje te szczegóły dotąd niepoznane i jej twórca może także nie znać wszystkich szczegółów dotąd poznanych. Powiem ktoś, że jest niedouczony? Więc skoro niedouczony jak może wpaść na nową koncepcję? Może, po prostu, to czego nie powiedział otwarcie zna intuicyjnie, a jego nowa koncepcja bierze tak wiele szczegółów pod uwagę, że trudno jednemu człowiekowi tak wiele opisać razem. Innymi słowy jest tu dużo więcej pracy niż się wydaje.

Przechodząc do meritum, czyli definicji nauki, którą można dzięki tej definicji wyzwolić z przerośniętej formy naukowej:

1. Nauka to zjawisko, które w podmiocie poznającym wywołuje wzmocnienie świadomości (rozbudzenie poznawcze) w wyniku uświadomienia nowych możliwości.

2. Nauka to odkrycie nowych możliwości.

Znaczy to, że kiedy ktoś z nas bierze do ręki pracę naukową, ta jest pracą naukową, bo po jej przeczytaniu poznajemy jak poprawić swój byt, teoria zgadza się z praktyką, doświadczeniem, poznanie jest użyteczne. Nie musi polegać, a nawet nie powinna, ze względu na dostępność dla każdego człowieka na egzotycznym słownictwie i neologizmach. Przypisy są w niej o tyle ważne, aby umocować nową koncepcję w wiedzy do tej pory zgromadzonej. Ale ten warunek jest względny, bo oznacza faktycznie, że jeśli nowa koncepcja jest niezrozumiała należy poznać wcześniejsze. Ta uwaga jest o tyle ważna, że my potrzebujemy nowych rozwiązań, nie zamęczania nowatorskiego naukowca „dłubaniem” w wielości wcześniejszych prac, aby tylko „zakorzenił” swoją koncepcje w starych. Bowiem może przy tym wyjść, że w starych pracach poczyniono wiele błędów i ten będzie musiał wszystkie po kolei wyjaśniać, bo przyzwyczailiśmy się myśleć w sposób błędny i on musi odwrócić myślenie bardzo wielu ludzi, aby wreszcie dojść do opisu swojej koncepcji, co mógł uczynić dużo wcześniej i dopiero po tym zająć się „ukorzenieniem”. Język jest o tyle ważny, aby był prosty i łatwy do zrozumienia, tego warunku dzisiejsza nauka nie spełnia. Jest nawet gorzej, bowiem króluje pogląd, że egzotyczne słownictwo, ta forma, jest wyrazem naukowości. Tymczasem to tylko słowa, czasem trafne o tyle, że w zrozumieniu danego słowa „upakowane” jest zrozumienie starszych koncepcji. Jednak takie „upakowanie” czyni naukę trudno dostępną. Dlatego to nowe możliwości, uzgadniające logiczne poznanie i użyteczne działanie stanowi naukę, język jest drugorzędny. Język ma być taki, aby każdy mógł zrozumieć nową koncepcję i poznać jej metodę, najlepiej bez względu na to, ile poznał do tej pory. Język ma umożliwić użycie prowadzące do lepszego życia. Poznanie dotyczy więc Prawdy, użycie dotyczy przeżycia, przeżycia najlepszego, czyli ma urzeczywistnić Miłość do siebie i Bytu. W ten sposób możemy spełnić Ideał poznania.

Protest w odniesieniu do takich kryteriów naukowości może podnieść ten, którego naukowa intuicja jest tak bardzo niejasna, że musi rozjaśniać ją stopniowo przez poznawanie starych koncepcji, używanie egzotycznego słownictwa i szereg innych zabiegów formalnych. Jest to o tyle niepotrzebne, że kiedy pozna w sposób bardzo jasny swoją niejasną intuicję, przekona się także, że to samo prawo może wyjaśniać na wiele sposobów i użycie bardzo różnych języków. Innymi słowy, Prawdę można formować na wiele różnych sposobów, gdy dobrze się ją zna. Taka znajomość Prawdy dotyczy tak wysokiego stopnia poznania uniwersalnego prawa, że zna się także wszystkie uwarunkowania w jakich może to prawo wystąpić i wszystkie własności tego prawa, czyli jak może ulec przekształceniu pod wpływem różnych warunków. Zatem trzeba poznać swój przedmiot w sposób absolutny, czyli sięgnąć wiedzy Boga. Aby to uczynić, po pierwsze, trzeba pozbyć się pierwszego z fałszywych przeświadczeń, że Boga poznać nie można i wreszcie spróbować. To mówi metanauka. Czym jest metanauka? Bogiem samym, to poznanie dysponujące całą nauką.

Autorstwo: Marcin Kotasiński
Źródło: NEon24.pl

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...

TAGI:

OD ADMINISTRATORA PORTALU: Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

1 wypowiedź

  1. WacekPlacek 01.10.2017 13:12

    Nauka jako zjawisko społeczne, w kulturze, jest religią.

    W rzeczywistości poznanie (akt poznania konieczny aby była mowa o Nauce) możemy podzielić na przyrodoznawstwo i metafizykę.
    Przyrodoznawstwo poznaje świat zewnętrzny, materialny za pomocą zmysłów wyrażając się w taki sposób aby był on zrozumiały dla wszystkich, czyli uniwersalny co się nazywa potocznie obiektywizmem. Wiedza obiektywna to wiedza którą wszyscy pojmują w zbliżony sposób, nie jest ona „prawdziwsza” od wiedzy subiektywnej, jest tylko uogólniona do tak uniwersalnego stopnia, że może być przez każdego pojęta.
    Metafizyka poznaje świat z perspektywy subiektywnej, mówi o egzystencjalnych odczuciach poznającego o przedmiocie w taki sposób, że wyraża stan poznającego. Ciepło np jest wyrazem wewnętrznego przeżycia poznającego, jest metafizyką, w przyrodzie ciepła nie ma, w przyrodzie są jednostki miary oddające np temperaturę. Z perspektywy przyrodoznawstwa o właściwościach płomienia można mówić jedynie językiem miar, kiedy mówimy że płomień grzeje, jest ciepły, mówimy o własnym odczuciu i uprawiamy metafizykę. Przyrodoznawstwo mierzy i kataloguje rzeczywistość (byt- przedmiot poznania), redukcjonizmem tnie ją na najmniejsze kawałki i przypisuje im określone miejsce. Metafizyka mówi o tym jak interpretujemy rzeczywistość (byt – przedmiot poznania), czyli jak ona na nas wpływa dzięki czemu nadajemy rzeczywistości (bytowi – przedmiocie poznania) znaczenie i sens ontologiczny.
    W takim ujęciu nauka narodziła się w momencie kiedy człowiek zaczął pierwsze uprawiać metafizykę, czyli wyrażać i interpretować swoje przeżycia związane z egzystencją w rzeczywistości (obcowanie z bytem innym niż on sam) do czego była mu potrzebna świadomość. Z drugiej strony przyrodoznawstwo zrodziło się w momencie mierzenia rzeczywistości, np odległości lub wagi. Nauka jest więc tak stara jak świadomy człowiek rozumny.

    To co współcześnie nazywa się nauką jest czymś innym, nauka we współczesnym rozumieniu oprócz mierzenia i katalogowania, czyli uprawiania przyrodoznawstwa uprawia także metafizykę, ale uprawia skąpą i mocno okrojoną metafizykę, w której nie ma miejsca na cały ogrom ludzkich doświadczeń wewnętrznych. I tak np ludzie mogą mieć subiektywne odczucia obecności jakiś niewidzialnych istot lub sił, opisując to tworzą pewną metafizykę, tymczasem nauka nie mogąc tego zmierzyć w żaden sposób, odrzuci takie postulaty i odmówi im prawo do istnienia. Z całego więc spektrum ludzkich doświadczeń egzystencjalnych związanych z rzeczywistością, dla nauki istnieje tylko wąska powierzchowna ich część, ta mierzalna empirycznie, całej reszcie odmawia się statusu ontologicznego i właśnie w tym miejscu nauka jest religią, bo monoteizm też odmawia poganom prawa do urealniania ich przeżyć wewnętrznych związanych z obcowaniem z tym co oni nazywają politeistycznym bóstwem, mówi, że jest jeden bóg, innych nie ma.
    Czysta, właściwa nauka uznaje wielość ludzkich interpretacji obcowania z rzeczywistością, akceptuje wszystkie metafizyki, wszystkie teorie bytu bo każda mówi o pewnym sposobie przeżywania egzystencji, oczywiście wyrażanie się musi być zgodne z prawami logiki, nie mogą zachodzić wewnętrzne sprzeczności, niedopuszczalne są sofizmaty. Za każdym razem kiedy odmawia się jakiejś metafizyce statusu ontologicznego, czyli prawa do urealnienia, nie wykazując wewnętrznej sprzeczności logicznej ani sofizmatu, mamy do czynienia z szerzeniem dogmatu a nie z nauką. Szerzenie dogmatu jest nieuzasadnionym przyznawaniem własnej metafizyce statusu obiektywności i nadrzędności nad innymi metafizykami.

    Druga rzecz to – współczesna nauka jako zjawisko w kulturze jest alternatywą dla religii, jej teorie to teologia, bo nie są odzwierciedleniem obcowania z rzeczywistością, nie wynikają z subiektywnych przeżyć, czyli z aktów bezpośredniego poznania. Coś powstające z niczego (Big Bang) nie jest ani zjawiskiem obserwowalnym, ani możliwym do przeżycia osobiście, jest to teologia, czyli interpretacja pisma, w tym przypadku pismem są wyniki pomiarów, lub rzeczy już poznane, nazwane. Losowa mutacja nie jest także ani możliwa do przeżycia ani do zaobserwowania bo nikt nie widział zjawiska przypadku/losowości, jest to interpretacja pisma, czyli interpretacja rzeczy poznanych za pomocą przyrodoznawstwa. Tym się właśnie różni teologia od metafizyki, że ta druga wynika z subiektywnych przeżyć wykraczających poza możliwość empirycznego mierzenia, sposobem wyrazu tych przeżyć jest logika. Teologia natomiast interpretuje metafizykę, ewentualnie przyrodę, czyli to co zmierzone i już nazwane, nie zajmuje się poznawaniem, a jak nie ma aktu poznania rzeczywistości to nie ma mowy o nauce.
    Mamy więc współcześnie przyrodoznawstwo z którego korzysta teologia zwana przez wszystkich nauką. Metafizyki w kulturze już praktycznie nie posiadamy żadnej, są tylko w sferze prywatnej, ewentualnie w niezależnych szkołach filozoficznych która nasza teologiczna nauka nazywa – pseudonauką.

    Podsumowując- jeśli mamy kontakt z bytem, przedmiotem poznania to wyrażamy się językiem miar, mówimy o masie, kształcie, wielkości, jednostkach itd. Określamy też działanie przedmiotu na nas samych, jak go przeżywamy nadając mu w ten sposób znaczenie. Poznanie jest więc pełne (oczywiście można to robić mniej lub bardziej dokładnie). W momencie jednak w którym nie obcuje się bezpośrednio z bytem, przedmiotem poznania, obcuje się tylko z czyjąś miarą i z czyimś opisem znaczenia, nie poznajemy bytu w pełni, interpretujemy czyjeś poznanie, poznanie innych ludzi. To niepełne poznanie sprawia, że rzeczywistość jest zaklinana, przekłamana, jest przeżyta z drugiej ręki, przez czyiś pryzmat. Za każdym razem więc, kiedy wiedza o rzeczywistości jest uzupełniana teorią, w akt poznania wmieszana jest czyjaś interpretacja, jest on zmącony i niepełny, przez co obraz rzeczywistości ulega pewnemu przekłamaniu. Nauka więc jako dziedzina kultury do której każdy ma dostęp w czystej formie jest niemożliwa, zawsze będzie pewną formą religii i zawsze będzie teologią. Czysta nauka jest możliwa tylko wtedy kiedy jest uprawiana osobiście. Społeczeństwo jednak bez religii nie potrafi się samo określać czyli istnieć i nie może być mowy o społeczeństwie naukowym, bez dogmatów i religii.
    Nauka jest więc jedną z religii.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.

pl Polish
X