Mały Powstaniec, duża hańba?

Opublikowano: 14.08.2016 | Kategorie: Historia, Kultura i sport, Publicystyka

Liczba wyświetleń: 1378

Mały chłopiec z karabinem stojący w Warszawie u zbiegu ulic Podwale i Wąski Dunaj, dla jednych jest wzruszającym przypomnieniem o bohaterstwie dzieci poległych w Powstaniu Warszawskim, inni dostrzegają w nim przesadę zwracając uwagę, że broń niekoniecznie dobrze komponuje się z dzieciństwem. Trzydzieści lat po odsłonięciu pomnika Małego Powstańca nie milkną spory o jego sens.

Bardzo dobrze pamiętam jedną z moich pierwszych świadomych wycieczek do Warszawy. Było to w drugiej klasie szkoły podstawowej. Jednodniowa podróż siłą rzeczy ograniczała ilość miejsc, które mogliśmy odwiedzić. Przypominam sobie, że zabrano nas na Powązki, obejrzeliśmy także Łazienki, Starówkę, a na koniec pozwolono wjechać na taras widokowy Pałacu Kultury skąd rozpościerał się wspaniały widok na miasto, a w szczególności lunapark Cricoland, jeden z zapomnianych symboli przemian i pozorną namiastkę Europy w szarym molochu ówczesnej stolicy. Zwiedzanie Starego Miasta – które niektórzy złośliwcy nazywają najdoskonalszą makietą w skali 1:1 – oczywiście zakończyliśmy spacerem wzdłuż zrekonstruowanych murów obronnych. Prawdopodobnie wtedy pierwszy raz zobaczyłem pomnik Małego Powstańca. Przyjąłem go najpewniej bezrefleksyjnie. Przewodnik bajał o niezwykłym bohaterstwie warszawskich dzieci, a mnie i moim rówieśnikom jakoś trudno było sobie wyobrazić, że chłopiec z pomnika mógł być w naszym wieku, że każdy z nas mógł tam stać w za dużej kurtce i hełmie, oraz przyciężkim karabinem zawieszonym na szyi. O ile dobrze pamiętam w pobliskim sklepie kupiłem nawet miniaturkę momumentu. Nie dlatego, że wzbudził we mnie jakieś niezwykłe uczucia, ale raczej z czystego dziecięcego konformizmu, który każe iść za tłumem i masowo wykupywać te same zbiory pamiątek. Mały Powstaniec stał później w moim domu i wspaniale spełniał swoją rolę rzeczy, na której perfekcyjnie osadza się kurz. Ot, kolejny gadżet przywieziony z podróży, który dziś najpewniej leży na gdzieś dnie szafy w zdartym kartonie.

Figurka chłopca towarzyszyła mi jednak na kolejnych etapach edukacji szkolnej. Kazano mi się nią wzruszać przy okazji lektury wierszy Baczyńskiego, przy poznawaniu powstańczych piosenek, które każdy uczeń kończący podstawowy kurs muzyki powinien znać, oraz na lekcjach historii przy okazji odkrywania kolejnych tajemnic przeszłości. Pomnik Małego Powstańca stał się wręcz nieznośną sztampą, która pojawiała się zawsze, gdy mówiono o tym narodowym zrywie, tak jak gdyby wydawcy wszystkich książek szkolnych nie mieli innego pomysłu na ilustrowanie tego wydarzenia. Być może chodziło tu o chęć utożsamienia nas uczniów z postacią tego chłopca, tyle że ten cel nie został chyba nigdy osiągnięty. Symbol nie skłaniał do refleksji, lecz z każdym kolejnym podręcznikiem ulegał dewaluacji. Zresztą nigdy nie mówiono o nim więcej niż to, że przedstawia on bohaterskie dziecko, które najpewniej poległo na gruzach stolicy.

DZIECKO-BOHATER

Pomnik Małego Powstańca zbudowany jest z paradoksów i tak samo paradoksalna jest jego historia. Pierwszy jego projekt powstał już w 1946 roku. Rzeźba chłopca nie miała być nigdy pomnikiem. Jej twórca, Jerzy Jarnuszkiewicz – wybitny polski plastyk – twierdził, że miała być jedynie wyrazem jego uczuć, formą hołdu oddanego dzieciom poległym w walkach. „Dziecko-bohater” – jak pierwotnie nazywano figurkę – funkcjonować zaczęła jednak wśród rodzin powstańców jako symbol, wspomnienie bliskich, którzy na barykadach stracili życie. W latach 80-tych, kiedy władze komunistyczne zdecydowały się włączyć warszawski zryw do własnej narracji historycznej, powstał pomysł postawienia pomnika upamiętniającego powstanie. Rzeźba Jarnuszkiewicza zdawała się być dla wielu idealna do realizacji tego celu. Myśl ta zakiełkowała w głowach harcerzy z Chorągwi Stołecznej ZHP im. Bohaterów Warszawy. Sam twórca podchodził do pomysłu niechętnie.

“Prowadzę ze sobą samym spór o tę rzeźbę. Uległem sentymentalnej potrzebie spłacenia długu walczącym dzieciom, potem jednak zacząłem się wstydzić tej rzeczy. Wyrzucałem sobie, że – choć nieświadomie – dokonałem manipulacji na najbardziej intymnych uczuciach, że zaniedbałem formę na rzecz treści, że zrobiłem knota” – twierdził z wyraźnym dystansem. Ostatecznie pomnik postawiono, choć w formie miniatury i na uboczu. W 1983 roku doszło do jego uroczystego odsłonięcia.

Waldemar Braniewski o monumencie pisał: “W rzeźbie tej realistyczne obrazowanie załamuje się w potężnej dawce dysharmonii i dysproporcji, zauważalnych niemal w każdym jej fragmencie.(…) Można z pewną doza umowności widzieć to dzieło w kręgu obrazowania idei Vanitas, przemijalności i marności życia, gdzie częste są wyobrażenia dziecka z czaszką lub klepsydrą.”

Na dzieło Jarnuszkiewicza nigdy jednak tak nie patrzono. Już w momencie odsłonięcia mało kto zwracał uwagę na formę antypomnika, którą w istocie przyjął. Choć nie stanął w żadnym reprezentacyjnym miejscu, będąc raczej zdominowanym przez okoliczną zabudowę, szybko stał się jednym z ważniejszych miejsc pamięci. Nikt nie dostrzegał chłopca przytłoczonego ciężarem wojskowe stroju i obciążonego karabinem, widziano raczej bohatera, osobę godną naśladowania, kogoś kogo należy pokazywać kolejnym wycieczkom szkolnym jako przykład heroizmu. Taką interpretację pogłębiał napis umieszczony w pobliżu monumentu. Warszawskie dzieci pójdziemy w bój, za każdy kamień Twój stolico damy krew – zacytowano znaną pieśń powstańczą. Chyba nikt w tym patriotycznym zgiełku nie zauważył, że na twarzy chłopca z pomnika wcale nie widnieje uśmiech, ani tym bardziej duma.

SYMBOL HAŃBY?

Pomnik Małego Powstańca zaczął wrastać w rzeczywistość nowej Warszawy. Dla jednych miał dalej wartość sentymentalną, dla innych był kolejną atrakcją turystyczną, z którą należało się sfotografować. Na ogół jednak kontrowersji nie budził – do czasu. W sierpniu 2010 roku aktor Marek Kondrat udzielił wywiadu tygodnikowi „Polityka”. Mówiąc o powstaniu warszawskim i sposobach jego upamiętnienia stwierdził: “Zajęło mi parędziesiąt lat, aby to sobie uświadomić. gdy dziś widzę w telewizji jakieś afrykańskie małe dziecko z karabinem na szyi, to myślę sobie: cóż za zbrodniarz mu ten karabin założył. A myśmy takiemu dziecku postawili pomnik. Pewnie znów się narażę.”

Wypowiedź ta nie pozostała się bez echa. Kondrat jednak nie tyle się naraził, co wywołał falę podobnych opinii. Rok po wypowiedzi aktora, w czerwcu 2011 roku, grupa happenerów przystroiła chłopca z pomnika balonami, pod monumentem postawiła dziecięcy basenik z wodą i zjeżdżalnię, a w rączkę włożyła plastikowy pistolet na wodę. W pobliżu pojawiło się też koło ratunkowe w kształcie żółwia i wiaderko. Tak małemu bohaterowi „przywracano dzieciństwo”. Na stronie inicjatorów akcji można było przeczytać: “Zastanówmy się, czy tworząc mit „małych żołnierzy”, bezrefleksyjnie śpiewając piosenki o „warszawskich dzieciach”, nie wmawiamy sobie, że dziecko z karabinem do wzorzec godny naśladowania?”

Cyryl Skibiński – jeden z uczestników happeningu – dodał w wypowiedzi dla „Gazety Wyborczej”: “Czy to pomnik bohaterstwa dzieci, czy okrucieństwa dorosłych? Pewno jedno i drugie. Ale zauważa się tylko jedną stronę. Oddajemy hołd, myślimy o dziecięcej ofierze i bohaterstwie. To jest czczone, podziwiane. Niejedna polska matka pewnie byłaby dumna z takiego dziecka. A jednocześnie oburzają nas fotografie dzieci z kałasznikowami gdzieś daleko w Afryce.”

W 2012 roku, w podobnym tonie wypowiedziała się Hanna Gill-Piątek, która w felietonie dla „Dziennika Opinii” napisała: “Nie wiem czemu, ale zawsze na widok Małego Powstańca chce mi się krzyczeć. Może jestem dziwna, ale dziecko – białe, czarne, czy brązowe – wysłane do walki za sprawy dorosłych wydaje mi się być symbolem ostatecznej hańby dla społeczeństwa, które nie tylko nie potrafi go ochronić, ale używa go do swoich najbrudniejszych celów. Takie fakty z historii należałoby moim zdaniem raczej poddać głębokiej krytycznej analizie, a nie stawiać dzieciom pomniki służące, jak widać, nie tyle pamięci, ile promocji podobnych zachowań w przyszłości.”

Te ostre wypowiedzi miały jeszcze jeden ważny kontekst. W momencie, w którym kolejne rocznice wybuchu powstania przybierać zaczęły charakter ogólnonarodowego festynu, coraz mocniej zauważalny był dysonans pomiędzy tym czym dla Warszawy skończył się ten zryw, a jak zaczyna być odbierany w przestrzeni publicznej. Dla ludzi, którzy choć w małym stopniu zdają sobie sprawę z okrucieństwa wojny, szokujące były zdjęcia dzieci ubranych w plastikowe hełmy z biało-czerwoną opaską. Do hekatomby, która pochłonęła tysiące ofiar, w żaden sposób nie pasował nastrój radości i zabawy, jaki w zadziwiający sposób towarzyszył świętującym 1 sierpnia. Na tej fali niezdrowego podniecenia płynęło zresztą część prawicowych publicystów. Tomasz Terlikowski z dumą ogłosił, że chciałby wychować swoje dzieci na powstańców. Co prawda w reakcji na krytyczne teksty jakie skierowane były pod jego adresem, odpowiedział, że miał na myśli wychowanie dzieci w poczuciu chęci obrony wyższych wartości, ale wrażenie, że przekroczono pewne granice, za którymi powstanie warszawskie zamieniło się jedynie w beztroski lunapark, pozostało. Nawet tłumaczenia, że chodzi o popularyzację historii zaczynały być mocno irytujące. I choć wydaje się, że wiele atramentu wylano na temat niestosowności takiego sposobu na upamiętnianie tego narodowego zrywu, to nadal polityka historyczna dotycząca tego wydarzenia nadal przypomina słynną imitację kanału z Muzeum Powstania Warszawskiego – miała uczyć, a wspaniale bawi.

Głosy krytyczne wobec pomnika Małego Powstańca, wyrosły więc nie tyle na gruncie kontrowersji związanych z jego formą, ale w reakcji na współczesny model upamiętnienia 63. dni okrutnych walk na terenie Warszawy, w który monument zdawał się wpisywać. Tyle, że chyba nikt w tym humanistycznym zgiełku nie zauważył, że na twarzy chłopca z pomnika wcale nie widnieje uśmiech, ani tym bardziej duma.

SAMOTNY WŚRÓD ZGIEŁKU

Problem Pomnika Małego Powstańca polega bowiem na tym, że tak naprawdę nikt go nie ogląda. Tak jak w 1983 roku potraktowano go jako pretekst do wyrażenia nagłej i spontanicznej chęci upamiętnienia bohaterów powstania, tak dziś urósł do rangi symbolu nieodpowiedzialnego sposobu wspominania wydarzeń z 1944 roku. W retoryce zarówno zwolenników jak i przeciwników monumentu, pomijane są kompletnie argumenty historyczne, które wyraźnie mówią, że dziecko takie jak stojące na obelisku (do 14 roku życia), z bronią w powstaniu nigdy nie brało udziału, lecz pełniło funkcje łącznika i listonosza poczty polowej. Nie było jednak mowy o tym, by chłopcy i dziewczęta w tym wieku stawały do walki na pierwszej linii. Nawet zdjęcia, które faktycznie przedstawiają niekiedy dzieci z bronią, są najpewniej jedynie pozowane i nie odzwierciedlają stanu faktycznego.

Pomniku Małego Powstańca nie można więc traktować dosłownie, jako świadectwa przeszłości. Ma on wymiar symboliczny, bez którego dostrzeżenia nie warto dyskutować. Zarówno miejsce, w którym stoi jak i forma nie uprawnia nas do prostej interpretacji widzącej w nim jedynie oblicze bohaterskiego dziecka. Mały, przytłoczony przez uzbrojenie, samotny wśród zgiełku współczesnego Starego Miasta i bezradny, nie jest wcale wyrazem dumy, lecz największej tragedii jaka mogła spotkać dziecko. Rzeźba jest pełna sprzeczności i elementów, które wzajemnie się wykluczają. Tak jak hełm w żaden sposób nie pasuje do głowy chłopca, tak to dziecko nie pasuje do heroicznego obrazu jaki starano mu się przez lata przykleić. Tym samym pomnik Małego Powstańca zaczyna być tym o czym mówią jego krytycy – hołdem dla powstańców, ale z pewnością nie wzorem do naśladowania, czy wyrazem dumy, bardziej symbolem tragedii, niż jakąkolwiek ilustracją tego o czym powinniśmy myśleć i marzyć. Podobnie jak Marek Kondrat czy Hanna Gill-Piątek czuję odrazę gdy widzę dziecko z karabinem. Może dlatego chciałbym, aby Mały Powstaniec dalej stał tam gdzie stoi…nie dla poczucia dumy, ale ku przestrodze. Bo ten chłopiec wcale nie ma uśmiechniętej twarzy…

Autor: Sebastian Adamkiewicz
Zdjęcie: Cezary p
Źródło: Histmag.org
Licencja artykułu i zdjęcia: CC BY-SA 3.0


TAGI: ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

27 komentarzy

  1. RolandVanRonald 04.10.2013 10:12

    Pomnik jest oczywiscie symbolem, w zaden sposob przynajmniej dla mnie nie propagandowym. Czy mialy dzieci w rece karabin czy tez pod ostrzalem przekazywaly depesze nie ma tu dla mnie znaczenia. Faktem jest, ze walczyly. Braly udzial nie w budowaniu babek z piasku a w walkach. Ciekawi mnie ile z tych dzieci sie smialo idac w boj, ile mialo twarda dumna mine jak plakat z podobizna Stalina..no ile? Od kiedy to wojna kojarzona jest z usmiechem?. Duma? Byc moze ale bardziej w sercu niz na twarzy. Porownanie mlodych powstancow do Afryki gdzie sila i przemoca sa porywane przez oddzialy partyzantow, czesto odurzane narkotykami, zmuszane do okrucienstw tylko dlatego

  2. RolandVanRonald 04.10.2013 10:26

    Pomnik jest oczywiscie symbolem, w zaden sposob przynajmniej dla mnie nie propagandowym. Czy mialy dzieci w rece karabin czy tez pod ostrzalem przekazywaly depesze nie ma tu dla mnie znaczenia. Faktem jest, ze walczyly. Braly udzial nie w budowaniu babek z piasku a w walkach. Ciekawi mnie ile z tych dzieci sie smialo idac w boj, ile mialo twarda dumna mine jak plakat z podobizna Stalina..no ile? Od kiedy to wojna kojarzona jest z usmiechem?. Duma? Byc moze ale bardziej w sercu niz na twarzy. Porownanie mlodych powstancow do Afryki gdzie sila i przemoca sa porywane przez oddzialy partyzantow, czesto odurzane narkotykami, zmuszane do okrucienstw tylko dlatego by walczyly za chore sprawy doroslych. Nie przypominam sobie by dzieci w Warszawie byly porywane, poddawane praniu mozgow a nastepnie wysylane do walk.
    W obecnych czasach widze chore sytuacje, tzw poprawnosc polityczna, spoleczna. Prosze powiedziec ile tych chlopaczkow suchych jak galazka, przylizanymi wloskami idacymi jakby w dziecinstwie poddano ich kastracji poszloby w boj czy nawet sie zainteresowalo. Bo z tego co widze to gdy idzie o wazne sprawy i trzeba wyjsc na ulice to pojawiaja sie najstarsi, ktorzy walcza wlasnie o dobro mlodszego pokolenia. A co robia mlodsi? Sacza jad niezgody, wpatrzeni w kolorowe telefoniki postuja na fejsbuczku o kolejnym wspanialym wypadzie do gelryjki.(LOL)
    Jestesmy rozkradani, statek Polska jest prowadzony przez pijana zaloge ktora by nie wzbudzac paniki pieknie usmiecha sie do nas w telewizorze i na plakatach. Za duzy chelm, brak usmiechu na twarzy powstanca…litosci! Za kilka lat przyczepia sie ze Kopernik czesal sie inaczej a na pomniku nie ma wystarczajaco dobrze oddanego jego talentu astronomicznego a twarz przypomina troche zbrodniarza z lat 60 z Peru.
    Polemika nad takimi problemami jest dla mnie jak (wybaczcie) czy krowe jalno smierdzi bardziej od konskiego.

  3. Collega 04.10.2013 10:42

    Podpisuję się pod tym tekstem obiema rękami.

    Rozmawiałem kiedyś z kolegami o sensie walk z takimi np. zaborcami.
    Pytam: Po co było walczyć z zaborcami, okupantami?
    Mówią: Żeby odzyskać niepodległość.
    Pytam: Po co?
    Mówią: Żeby nie podlegać obcym.
    Pytam: Dlaczego?
    Mówią: Bo nas uciskali, germanizowali, itd.
    Ja: Ale zaczęli dokręcać śrubę gdyśmy zaczęli wywoływać rozruchy, powstania. Ludność polska miała równe prawa co niemiecka w dostępie do urzędów i używaniu języka polskiego w szkołach, sądach i administracji. Mogliśmy kultywować swój język, promować polską kulturę. Mieliśmy nawet swoich posłów w parlamencie.
    To o co tak naprawdę chodzi? Czy nie o to, że jakieś ambitne jednostki chcą przejąć władzę, by służyć im a nie tamtym? Czy nie dlatego poświęcają kwiat młodzieży ginącej w powstaniach i rewolucjach, by oni mogli rządzić a tym biednym dzieciom wciskają idee o rzekomej wolności i niepodległości? Przecież wojenne zniszczenia Warszawy były skutkiem nie września 1939, lecz powstania z sierpnia 1944.

    I te kwestie pozostały już bez odpowiedzi…

  4. aZyga 04.10.2013 10:53

    @Collega jak obiema rękami, to jak trzymasz komórkę ?
    A tak serio to ja zgadzam się z @RolandVanRonald i podpisuje się pod jego postem obiema rękami , obiema bo telefon się akurat ładuje 😉

  5. Jacek K. Poreda 04.10.2013 14:08

    Historia jest po to, by wyciągać z niej wnioski. Niewątpliwie należy walczyć o niepodległość, tylko walka musi być skuteczna. Walka dla walki, bez skutku, czyli niepodległości, jest głupotą, a takżę zbrodnią, takżę zbrodnią na tych młodych, którzy ginęli za wolność kraju i tych młodych, którym dzisiaj się wciska propagandowy kit. Jak wytłumaczyć fakt, że Polacy – naród niewątpliwie rewolucyjny, przez ostatnie ponad 200 lat, zaznał może 18 lat niepodległości? Jak wytłumaczyć fakt, że powstania Polaków zazwyczaj były prowokowane przez naszych wrogów? Kto pamięta, że przed powstaniem w Warszawie, propaganda bolszewicka namawiała Polaków do powstania, obiecując kokosy, a po wybuchu, nagle umilkła i szybko postępująca ofensywa bolszewicka nagle się zatrzymała, a nasi sojusznicy Rosjanie, których rząd chciał powitać jako gospodarze, zatrzymali się i pozwolili z zimną krwią zmiszczyć Niemcom miasto i wypędzić ludność ocalałą z walk? Kto jest winny tej głupoty? Tysięcy niepotrzebnie zabitych, wysiedlonych? Kto na tym skorzystał? Tylko Rosjanie. Kto jest odpowiedzialny? Oczywiście nie chłopcy powstańcy, ale dowódctwo AK i Rząd TYmczasowy. Nie wiedzieli jakie są cele Bolszewików? NIe wiedzieli dlaczego zginął Sikorski i kto go zabił? (zginął na rozkaz Churchilla, z pomocą polskiego szpiega pracującego dla Brytyjskiego wywiadu Żyda Ratzingera, który po wojnie został jednym z założycieli grupy Bilderberg – rządu światowego). I niech nikt nie mówi, że nie było ostrzerzeń. Przywódcy z ,,band WIN” ostrzegali wyraźnie przed tego typu akcją i między innymi dlatego doszo do konfliktu. Każde ważne powstanie o którym dzieci są uczone w szkole, było prowokowane przez naszych sąsiadów – Rosjan, Niemców, Austriaków, bo tylko oni na nich korzystali. Oglądałem film o jednym z przywódców AK – szefie Kedywu – gen. Nilu, kiedy wrócił z wygnania do Polski i spotkał swego młodego byłego podwładnego z AK, dał mu mądrą radę – teraz należy walczyć z wrogiem wykształceniem, nie karabinem. Tego i wielu innych rzeczy, nie uczy się na lekcjach historii. Jeśli Roland zastanawia się nad tym co najbardziej śmierdzi i narzeka na tragiczną sytuację naszego narodu, to powinien wiedzieć, że młodzi potrzebują madrych wzorców, nie pustych symboli, potrzebują wykształcenia i wiedzy, bo rozumieli to co się dzieje wokół nich. Bez wiedzy i patriotyzmu opartego na włąsciwych wzorcach, nie na pustej symbolice, wkrótce nas nie będzie – jako niezależnego narodu. Dzisiaj, jak 60 czy więcej lat temu, sytuacja nasza jest podobna – jesteśmy zbyt słabi, jak Syria, Libia, Afganistan, by walczyć zbrojnie o niepodległość, ale możemy uczyć się od mądrych ludzi jak być wolnym bez użycia broni. Każde powstanie pogarszało naszą sytuację, ale nasi przywódcy nie wyciągali z tego wniosków. Niektórzy z głupoty, niektórzy dlatego, że byli agentami wywiadów naszych sąsiadów (najlepszym przykładem jest Piłsudski – wielki ,,polski” przywódca, który był agentem wywiadów austriackiego i niemieckiego i prowadził też stosowną do swej roli politykę). Takich przykładów można by mnożyć. Historia jest wspaniałą nauczycielką, jeśli tylko zna się prawdziwą historię i rzeczywiście dąży się nie do egoistycznych celów, ale do dobra narodu.

  6. MilleniumWinter 04.10.2013 14:57

    To jest ważny pomnik.
    POMNIK HAŃBY!
    Jak inaczej nazwać wykorzystywanie w swoich wojnach dzieci? Dziecko nie rozumie pojęcia śmierci, dziecko nie ma swojej własnej woli. To dlatego seks z dzieckiem jest przestępstwem a nie dlatego że jest młode czy nie rozwinięte płciowo. Dziecko bardzo łatwo zmanipulować.
    Zapytajcie psychologa dziecięcego co myśli o dzieciach obecnie walczących w wojnach na kontynencie afrykańskim czy azjatyckim.

  7. Hunt 04.10.2013 16:25

    Może się czepiam szczegółu ale to nie karabin a pistolet maszynowy. Coś na wzór MP40.

  8. bro 04.10.2013 17:27

    “…Trzydzieści lat po odsłonięciu pomnika Małego Powstańca nie milkną spory o jego sens…”

    Sens pomnika jest jedynie taki, że za czasów Komuny, inny pomnik nie mógłby powstać. To mały pomniczek, a do tego pomnik dziecka, aby bezpieka go nie zniszczyła i aby nie traktowała go w pełni poważnie. To jedyne jak mozna było uczcić powstanie jeszcze w latach 80, bo było ono wymazane z histori.

    Pomnik powstania mógł powstać dopiero po upadku Komuny

  9. MilleniumWinter 04.10.2013 18:38

    @bro
    Widzę że już padłeś ofiarą prania mózgów 🙁
    Smutne ale niestety typowe dla dzisiejszych czasów.

    PS. Film “Kanał” też pewnie nakręcono dopiero po upadku “Komuny”.

  10. kudlaty72 04.10.2013 19:03

    Czy powstanie miało sens? Moze pójdżmy dalej i postawmy pytanie czy nasza kampania wrześniowa miała sens? Czy jest sens się bronić wobec przeważającej siły wroga wiedząc ,że i tak wiekszość polegnie?Moze wywiesić biała flagę i wylizać tyłki najeżdżcy?Pieprzenie o sensie powstania uwłacza pamięci bohaterów ,którzy oddali życie za Wolną Polskę w czasie całej wojny i po niej.

    Chwała bohaterom!

  11. goldencja 04.10.2013 19:51

    Powstanie Warszawskie miało sens głównie dla tych, którzy uciekli za granicę z polskim złotem tworząc samozwańczy rząd na uchodźstwie. Powinno być upamiętnione w podręcznikach jako hańba generałów i bohaterstwo walczących. Jak to w przyrodzie bywa, tchórze żyją dłużej i tworzą rządy, za które giną odważni. W powstaniu tym zginęło zbyt wielu ludzi za złodziejów, a nie za ojczyznę. Do dziś nie mamy tego złota, które złodzieje wywieźli. Nie wiadomo czy kiedykolwiek je odzyskamy. Życia zabitych nikt nie odzyska.

  12. heniek_666 04.10.2013 19:59

    Myślę, że o ocenę powstania warto by posłuchać głosów uczestników, a nie samemu dywagować z ciepłego fotela w ogrzanym mieszkanku.

  13. cetes 04.10.2013 21:21

    @ Jacek K. Poreda

    Pisząc o “zasługach” Piłsudskiego zapomniałeś o jego mocnym wejściu w świat zdrajców i agentów.
    Było nim wydanie własnego brata, który wraz z bratem późniejszego W. I. Lenina, czyli Uljanowicza, został powieszony za udział w zamachu na cara Aleksandra II.

    @ kudłaty 72

    Mój wujek, brat mojej mamy, zginął w Powstaniu Warszawskim. Miał 25 lat.
    Moi rodzice powstanie przeżyli, gdyż udało im się uciec z moją siostrą, do Puszczy Kampinowskiej, gdzie dotrwali do wyzwolenia Polski przez ARMIĘ CZERWONĄ.
    Jakoś nie wyzwolili Polski nasi “sprzymierzeńcy”, ci kulturalni, z Anglii, Francji, czy juesej, ale dokonała tego “dzicz” ze wschodu.

    To może teraz należałoby tych wszystkich zawdzięczających życie “wschodniemu bydłu” poddać “kuracji” w otwartym w tym celu kurortowi Auschwtz-Birkenau?

  14. cetes 04.10.2013 21:25

    @ manczesteru

    Zapoznaj się z poglądami Carla von Clausewitza.
    On twierdził, ze wojna jest prowadzeniem polityki innymi metodami.

  15. kudlaty72 05.10.2013 08:17

    @cetes tak się zastanawiam ilu z nas byłoby w stanie oddać życie za naszą ojczyznę tu i teraz jak Twój wujek.To byli wspaniali ludzie,naprawdę słów po prostu brakuje by opisać ich postawę.
    Jeśli chodzi o wczasy w kurorcie to zaprosiłbym tam całą zydowską międzynarodówkę.Oczywiście dysponując nowymi technologiami proces utylizacji śmieci byłby znacznie wydajniejszy ale i tak parę lat by się zeszło.

  16. aZyga 05.10.2013 08:34

    Gnębi mnie jedno pytanie, jak niby ci nasi wschodni wyzwoliciele mogli wygrać z Niemcami nie przechodząc przez Polskę ? I czy to było wyzwolenie czy zmiana okupanta ? No tak, to są dwa pytania.

  17. MilleniumWinter 05.10.2013 09:35

    @aZyga
    Gdyby Stalin nie umarł to faktycznie była by to zmiana okupanta. Na szczęście umarł i skończył się komunizm w ZSRR dzięki czemu Polska cieszyła się większą niezależnością niż obecnie.

  18. bro 05.10.2013 10:43

    @ MillenniumWinter
    Kto tu ma wyprany mózg? Dokładnie pamietam dzień w którym Pomnik był odsłoniety i to jaka była wokół niego atmosfera. Film kanałnie został nakrecony w czasie stanu wojennego a podczas odwilży po smierci Stalina

  19. lboo 05.10.2013 11:48

    Chwała i cześć bohaterom!
    Tym którzy oddali coś najcenniejszego czyli swoje życie po to żeby innym było lepiej. Umarli w imię idei w którą wierzyli. Ilu współczesnych potrafiło by oddać swoje życie dla dobra ogółu? Ilu współczesnych potrafiło by oddać cokolwiek dla dobra ogółu.

    To dzięki takim bohaterom wbrew wszystkiemu mamy wciąż własny język własną tradycje, poczucie wspólnoty narodowej. Niestety walczyli z niewłaściwym wrogiem i dla dobra tych którzy na to nie zasługują.

    Hańba tym wszystkim którzy w sprzeniewierzyli najwyższy dar wolności w imię lepszego samochodu, większego domu, komórki z większym ekranem.

    Jeśli komuś nie podoba się polska tradycja, polski język, narzeka na wszystko naokoło, droga wolna. Wystarczy nauczyć się trochę języka, pożebrać pod ambasadą, jest dużo tyłków bogatych ludzi do podtarcia. Można się szybko dorobić i patrzeć z góry na naiwnych wierzących w cokolwiek więcej niż pieniądze.
    Egoistów w Polsce nam nie trzeba, na egoizmie społeczeństwa nie zbudujemy, jedźcie dla dobra waszego i tych którzy pozostaną.

    Walczyć – tak. Ale wpierw rozpoznać wroga, wciąż jednak za mało tych którzy wiedzą kto i co jest naszym prawdziwym wrogiem. Jedyna nadzieja w tym że ci którzy wiedzą będą w stanie przekonać wystarczającą część społeczeństwa. To też jest walka i w tym momencie najważniejsza.

  20. kudlaty72 05.10.2013 12:26

    @lboo dobry komentarz

  21. Anonymous-X 05.10.2013 12:35

    Nie żebym się czepiał ale Pan Kondrat to mógłby przestać bredzić, w prasie mówi cytat “Nie wierzę, że Jezus poszedł do nieba” “Wszystko mi się podoba, co jest przeciwko Kościołowi” – mawia w wywiadach. A co roku w sobotni poranek na Warszawskim wilanowie maszeruje ze święconką do tego samego kościoła. Ze nie wspomnie o jego wujaszku który w czasie II wojny światowej zagrał w antypolskim filmie Powrót do ojczyzny (niem. Heimkehr), za co skazany został przez władze podziemne na infamię(historii to od wujaszka się uczył).

    Chwała bohaterom wszystkich Polskich powstań, bo bez nich nie było żadnej Polski

  22. robi1906 05.10.2013 16:43

    bro
    naprawdę pamiętasz ?.
    bo mi się wydaje że pomnik miał być upamiętnieniem niewinnych ofiar jak i powstańców .
    I tak miał być kojarzony ,stąd jego forma ,dzieci nie przyjmowano do oddziałów powstańczych.

    Gdyby autor tego artykułu sięgną do gazet z tego okresu to też by się o tym dowiedział.

    goldencjo _ bardzo dobrze napisałaś

  23. MilleniumWinter 05.10.2013 19:27

    @ Iboo
    “…mamy wciąż własny język własną tradycje, poczucie wspólnoty narodowe…”
    Żyjesz chyba w świecie wyobraźni a nie tym prawdziwym.
    1. Owszem mówimy swoim językiem (tak jak w czasie zaborów) ale żeby dostać jakąkolwiek lepszą czy ważniejszą pracę musisz znać (bardzo dobrze) język angielski mimo że do tej pracy nie jest potrzebny. W czasie zaborów zamiast angielskiego mieliśmy rosyjski lub niemiecki a w czasie PRL … polski.
    2. Tradycja polska to już chyba tylko na wschodzie i po wsiach została, reszta trzyma się tego co im TV pokazuje jako polską tradycję.
    3. Poczucie wspólnoty? Najlepiej to widać po meczach klubowych czy przy ocenie katastrofy smoleńskiej. Już nie mówię o takich drobiazgach jak podwyżki dla … (wstaw co Ci pasuje) czy przywilejach branżowych … (wstaw co Ci pasuje).

    Największym wrogiem Polaka nie jest Niemiec czy inny naturalny wróg Słowian ale inny Polak! 🙁

  24. cetes 05.10.2013 21:20

    @ Millenium Winter

    Świetne, ale, niestety, smutne i jeszcze gorzej, bo prawdziwe, podsumowanie.

  25. bro 06.10.2013 17:44

    @ robi 1906
    “…pomnik miał być upamiętnieniem niewinnych ofiar jak i powstańców .
    I tak miał być kojarzony … Gdyby autor tego artykułu sięgną do gazet z tego okresu to też by się o tym dowiedział…”

    Jasne, gazety z tego okresu, czy wypowiedzi rzecznika Jerzego Urbana, są wykładnią wiedzy historycznej

  26. janpol 08.10.2013 02:34

    Ale się “nagadali”…
    Niestety wielu naszych artystów lepiej oglądać (ich kreacje) niż słuchać, bo opowiadają głupstwa. Faktycznie chyba tylko głupiec lub cyniczny łajdak nie odróżnia sytuacji porywanych, indoktrynowanych i szkolonych na morderców dzieci afrykańskich od kierujących się PATRIOTYCZNYMI pobudkami, często uciekającymi z domu wbrew zakazom i których nikt rozsądny nie kierował do walki na barykadach tylko do działań pomocniczych, warszawskich dzieci.

    A wojny ani Powstania Warszawskiego nie wywołali ci co ten pomnik wystawili. Jego forma, cóż jest jaka jest… Może warto pomyśleć o innym, bardziej odpowiednim?

    A post nr 3 niejakiego Collegi jest głupi i żenujący, szkoda czasu aby z nim dyskutować.

    cetes a którego to brata Józef Piłsudski wydał i z tego powodu został niby powieszony? Co to za głupoty?

  27. wtem 14.08.2016 16:01

    @ Millenium Winter
    ile ty masz lat, chyba mniej niż ja pałek z ruska poucził?
    wiesz że polska to w 70% to wieś?
    i co to są mecze klubowe? …że brydż???

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.