KE chce waluty euro w całej UE do końca 2025 r.

Opublikowano: 07.07.2018 | Kategorie: Gospodarka, Wiadomości ze świata

Liczba wyświetleń: 1355

Fakty są następujące – jeżeli Niemcy zamiast euro nadal mieliby swoją własną walutę (niemiecką markę), to spotkałby ich los analogiczny do losu Szwajcarii. Gwałtowne i trwałe zyskiwanie na wartości marki doprowadziłoby do utraty konkurencyjności niemieckiego eksportu, a – jak wiadomo – to na nim jest zbudowana potęga gospodarcza naszego zachodniego sąsiada. Aby utrzymać hegemonię i kontynuować politykę finansowego drenowania innych państw Niemcy muszą koniecznie wymusić rozszerzenie strefy euro. Najnowszy pomysł Brukseli doskonale się w to wpisuje.

Niemiecki dziennik “Frankfurter Allgemeine Zeitung”, powołując się na źródła w Komisji Europejskiej, stwierdził, że do 2025 roku wspólną walutę euro ma obowiązywać we wszystkich 27 krajach Unii Europejskiej. Ponadto Parlament Europejski miałby uzyskać dodatkowe kompetencje kontrolne nad ministrami finansów krajów wchodzących w skład eurolandu, a Europejski Bank Centralny zyskałaby prawo do emitowania własnych euro-obligacji celem finansowania nowego, ponadnarodowego euro-budżetu.

Zakładając, że doniesienia niemieckiej gazety są prawdziwe, automatycznie nasuwa się pytanie – kto zyska, a kto straci na takim rozwiązaniu? Mając na względzie dotychczasową politykę monetarną i gospodarczą krajów wchodzących w skład Eurolandu, z dużą dozą prawdopodobieństwa można zaryzykować stwierdzenie, że jedynym, autentycznym i bezkompromisowym wygranym takiego scenariusza byliby… Niemcy.

Gospodarka naszego zachodniego sąsiada opiera się przede wszystkim na eksporcie. Aby był on opłacalny waluta, za pomocą której dokonywane są transakcje, nie może być zbyt silna. Szczególnie względem walut obowiązujących u największych partnerów handlowych. Gdyby dzisiaj w Niemczech obowiązywała marka (DM), to nasz sąsiad podzieliłby los Szwajcarii, której gospodarka utraciła sporą część swojej konkurencyjności poprzez zbyt silną wartość franka szwajcarskiego. Eksport do innych państw przestał być na tyle zyskowny jak kiedyś, a import dóbr i usług jest niezwykle kosztowny.

Niemieccy stratedzy finansowi doskonale zdają sobie z tego sprawę. Dlatego będą robić wszystko, aby strefa euro uległa poszerzeniu, szczególnie o takie kraje jak Węgry czy Polska. Rozszerzenie Eurolandu przyczyni się do osłabienia euro wobec walut obowiązujących u największych partnerów handlowych naszego zachodniego sąsiada. To zaś jest gwarancją na utrzymanie gospodarczej hegemonii Niemiec w tej części świata i kontynuowaniu polityki finansowego drenowania innych państw.

Tymczasem okazuje się, że strefa euro, do której mielibyśmy wejść w 2025 roku, tonie w długach. Całkowite zadłużenie krajów Eurolandu przekracza obecnie 9 bln 500 mld euro. Co gorsze, nic nie wskazuje na to, aby miało się to w najbliższym czasie zmienić, skoro Europejski Bank Centralny wręcz zachęca państwa wchodzące w skład Eurolandu do dalszego zadłużania się po uszy. Pytanie nie brzmi czy, lecz kiedy to wszystko się zawali? Wszak zdolności do obsługi tak gigantycznego i ciągle się rozrastającego długu nie są nieograniczone.

Zsumowany poziom zadłużenia wszystkich 18 państw wchodzących w skład strefy euro to 9,5 bln euro (równowartość ok. 40 bln zł). Aby uświadomić sobie skalę tego długu, warto wiedzieć, że za równowartość tej kwoty można by wybudować ok. 19,7 tys. Stadionów Narodowych (zakładając, że koszt jego budowy wyniósł 2 mld zł, czyli ok. 0,48 mld euro) lub blisko 1 milion kilometrów autostrad (przyjmując założenie, że koszt wybudowania 1 km to 10 mln euro). Wszystko wygląda pięknie, gdy gospodarka ciągle się rozwija, a banki generują nowe pieniądze. Gorzej, kiedy przychodzi kryzys i nagle okazuje się, że zaczyna brakować pieniędzy na obsługę tak gigantycznego długu.

Niestety, Europejski Bank Centralny (taki odpowiednik NBP dla strefy euro), zamiast zachęcać kraje Eurolandu do ograniczania wydatków na kredyt, robi coś zupełnie odwrotnego. Chodzi o tzw. politykę luzowania ilościowego. Polega ona na tym, że EBC drukuje co miesiąc 80 mld euro, za które odkupuje od komercyjnych banków obligacje dłużne największych państw Eurolandu. W praktyce pożyczki Niemiec, Francji i Włoch stają się dzięki temu bezodsetkowe. Ten mechanizm EBC, zamiast zmniejszać zadłużenie, zachęca poszczególne państwa strefy euro do zaciągania kolejnych długów. Wszak mają one swego rodzaju “gwarancję” EBC.

W kontekście rekordowych poziomów nominalnego zadłużenia państw strefy euro oraz relacji długu do PKB (która jest znacznie wyższa niż w Polsce), zasadnym jest pytanie – kiedy to wszystko się zawali? Wszak wydaje się, że zdolności do obsługi tak gigantycznego i ciągle się rozrastającego długu są ograniczone. Czy Europa musi się zatem przygotować na głęboki i bezprecedensowy kryzys? Równie ważne jest pytanie, czy w tych okolicznościach powinniśmy wstępować do strefy euro?

Na podstawie: Stooq.pl, Forsal.pl, TradingEconomics.com
Źródło: Niewygodne.info.pl


TAGI: , , ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

12 komentarzy

  1. Maximov 29.05.2017 10:54

    To oczywiste, przynajmniej dla mnie, że każdy kraj musi mieć własną walutę.
    Inaczej nie jest suwerenny.
    Waluta EUR, i w ogóle cała strefa EURO, to jedna wielka ściema, aby utrzymać władzę banksterki nad światem.
    Jak wiadomo kapitał nie ma narodowości.
    W ogóle cała koncepcja rozwoju oparta na długu jest chora tak jak tzw. QE (quantitiative easing) – luzowanie ilościowe.
    System musi się zawalić.
    Pozostaje tylko pytanie kiedy?

    PS.
    Dlatego warto być gotowym na taki scenariusz, tj. mieć broń (np. czarnoprochową), wiedzę i zapasy na taki kryzys.

  2. 23wojtas 29.05.2017 16:51

    “do 2025 roku, wspólną walutę euro ma obowiązywać we wszystkich 27 krajach Unii Europejskiej. ” – 26 krajów, prawda panie prezesie?

  3. Balcer 29.05.2017 22:32

    A mnie uczono, że gospodarka ma głównie charakter importowy. Dla Szwajcara zakup auta to jak u nas zakup TV. Obecnie tanich pracowników od produkcji, to Szwajcarzy mają w świecie, w tym w Polsce, np. ABB. Dlaczego od 9 lat frank jest według łekonomistów “zbyt silny”, a Szwajcaria nie bankrutuje?

  4. Maximov 30.05.2017 13:54

    @Wacek
    To nie do końca jest tak jak piszesz.

    Ad.1
    Państwa narodowe istnieją i będą istnieć, choć nie do końca w takiej formie jak niegdyś.
    Moim zdaniem pójdzie to w stronę coraz większej autonomii regionów.
    Co do dalszej części to trochę mylisz przyczyny ze skutkami.
    Rozwinięta gospodarka to gospodarka wydajna.
    My nadal się rozwijamy i choć duży postęp się dokonał to nadal pokutuje u nas pozostałość starej mentalności, tj. do pracy idziesz na ileś tam godzin a nie po to, żeby wykonać określona pracę.
    Niemiecka gospodarka jest w tak dobrej kondycji, gdyż żeruje na gospodarkach innych krajów właśnie poprzez UE.
    Fakt, pracujemy za długo i przez to nie mamy czasu na aktywność obywatelską.
    Moim zdaniem to celowe działanie.
    Co do urzędników to zdanie mamy podobne.

    Ad.2
    Tu się z Tobą zgodzę aczkolwiek nie wrzucaj wszystkich do jednego wora.
    Wielu profesorów zdaje sobie sprawę z patologii toczącej to środowisko ale nie ma za bardzo możliwości zmiany tego stanu rzeczy.
    Do gruntownej przebudowy jest nasza cały system edukacji ale to temat na osobną dyskusję.

    Ad.3
    Upadnie, upadnie.
    Jak tylko przestanie być potrzebna (Niemcom).
    Moim zdaniem wystarczy naprawdę niewielki kryzys i UE się sypie.
    Ot, chociażby krach na giełdzie w NY lub erupcja wulkanów we Włoszech.
    Wtedy każdy kraj zaczyna dbać głównie o siebie i nikt nie będzie się specjalnie przejmował jakąś “solidarną” UE.
    Zgadzam się, że banksterka chce nam zafundować NWO (niestety są dość skuteczni) ale zawsze jest jeszcze czynnik losowy.
    To błąd zapominać o nim.

    Ad.4

    Nie jest nieuniknione i zdziwiłbyś się ilu jest inteligentnych i świadomych Polaków świadomych konsekwencji tego kroku.
    Nie byłbym również takim pesymistą.
    Owszem, przeciw Polakom i świadomości obywatelskiej toczy się praktycznie od lat ’90 XX wieku kampania mająca zohydzić politykę i zminimalizować świadomość ekonomiczną.
    Tutaj ręka w rękę idzie nasz system edukacji wraz z zachodnimi koncernami medialnymi.
    Efekty opisałeś dość trafnie, niewolnik-podatnik.
    Społeczeństwo jednak działa czasem dość zaskakująco i nie poddaje się naciskowi, czego efektem jest chociażby Ruch Kukiz’15 czy liczne kanały internetowe opisujące realia np. Podziemna TV czy Gadowski TV.
    Nie jest tak źle, i wg mnie idzie ku lepszemu.
    Świadomość obywatelska rośnie.

    Podsumowując…nie jest dobrze ale dramatu też nie ma.
    Pomimo wieloletniego prania mózgów przez media głównego ścieku, kler oraz system edukacji
    Polacy nadal się nie poddają.
    To chyba taka nasza wada narodowa… 😉
    Idą duże zmiany i na fali tych zmian Polacy powstaną z kolan.
    Trzeba być cierpliwym, pracować u podstaw (tj. edukować współobywateli) i nie zmarnować szansy, która wkrótce się pojawi.

  5. Maximov 30.05.2017 15:40

    @Wacek
    Popadasz w skrajny pesymizm.
    Pamiętaj, zawsze jest jeszcze czynnik losowy pomimo tego jak sobie jakakolwiek władza poukłada świat.

    “Dziś bank i korporacja ma WSZECHWŁADZĘ nie do obalenia żadną siłą, po prostu zerowe szanse.”

    Skoro idziemy w niewłaściwym kierunku (jako ludzkość) to może trzeba się cofnąć i pójść inną drogą?
    Wyłącz prąd i zobacz gdzie są te korporacje i rząd?
    Gdzie jest pieniądz i bogactwo?
    Kto wie, może trzeba zrobić hard reset społeczeństwu, aby ludzie się obudzili?
    Gdzieś dawno czytałem, że człowieka od rewolucji dzielą dwa niezjedzone obiady…

  6. Maximov 31.05.2017 00:52

    @Wacek
    Zgadzam się z wieloma rzeczami, które napisałeś ale nie we wszystkim masz rację.
    Piszesz o rewolucji…
    Tak, masz rację, w obecnych warunkach nie ma możliwości zaistnienia.
    Ale warunki mogą w każdej chwili się zmienić, gdyż nadal nie uwzględniasz czynnika losowego. np. burza magnetyczna taka jak w 1859 roku.
    Kredyt (i w sumie większość pieniędzy) obecnie to tylko elektroniczny zapis.
    Brak zapisu ===>>> ???
    Co wtedy, gdy ich zabraknie?
    Konsolidację władzy globalnej banksterki zapewnia błyskawiczna komunikacja.
    Bez tego nie są w stanie utrzymać nad wszystkim kontroli.

    Co do edukacji to pełna zgoda,to klucz do władzy nad ludźmi.
    Obecna to jakiś dramat i trzeba to zmienić.
    Aby to zrobić trzeba zdobyć władzę, to oczywiste, a do tego potrzeba rewolucji…

  7. Czejna 31.05.2017 01:49

    Brawo Panowie!
    Z waszych komentarzy moglby powstac
    swietny artykul pod szyldem WM.
    Pomyslcie o tym.

  8. Maximov 31.05.2017 10:25

    @Wacek
    W ostatnim akapicie trafiłeś w sedno problemu – odpowiedzialność za siebie i za innych.
    Ja jestem odpowiedzialny, a przynajmniej za takiego się uważam… 😉
    Dlatego chciałbym decydować o własnym leczeniu, na co idą moje podatki (fundusz obywatelski ale w znacznie większym stopniu, niż obecnie) czy np. o posiadaniu przez siebie broni palnej.
    Niestety w naszym państwie to jest nieosiągalne, przynajmniej teraz.

    Tak jak pisałeś, kluczem jest edukacja, a moim zdaniem największy nacisk powinien być położony na edukację i świadomość obywatelską.
    To przełoży się na patriotyzm lokalny (np. handlu), którego tak nam brakuje.
    Ja twierdzę, że mamy teraz błędne koło, z którego o własnych siłach nie damy rady się wyrwać.
    Dlatego taki nacisk kładę na czynnik losowy, który może być katalizatorem jakże potrzebnych zmian.

    @atos

    Cenne spostrzeżenia choć dla mnie nic nowego.
    Myślimy podobnie.
    Ciągle tkwimy w błędnym kole z edukacją, kiepską władzą przedstawicielską i brakiem odpowiedzialności za siebie i otoczenie.
    Dlatego musimy edukować współobywateli, choć nie jest to proste.

  9. Maximov 31.05.2017 13:53

    @Wacek
    Zapominasz, że innowacyjność i jakość kosztuje.
    Jeśli nie kupisz od polskiego przedsiębiorcy to nie będzie miał on środków na modernizację i innowacje.
    Bez sprzedaży te firmy padną i pomimo wszystko, trzeba je wspierać.
    Co do patriotyzmu lokalnego to doskonałym przykładem jest Orlen w Niemczech.
    Gdy występowali po polskim szyldem kiepsko szło.
    Niemcy nie chcieli kupować paliw od polskiego koncernu, chociaż w niczym nie ustępują niemieckim.
    Dopiero zmiana logo na neutralny Star zmieniła sytuację.
    Także o patriotyzmie lokalnym nie zapomnę – jest ważny i ma realny wpływ.

    Co do tego, że Polska jest obecnie rynkiem zbytu i kolonią dostarczającą taniej siły roboczej to się zgadzamy. Tak to niestety wygląda.
    Największym hamulcowym dla polskiej innowacyjności jest system prawny – zbyt skomplikowany, niejasny i kosztowny.
    Tutaj jest pole do naprawdę dużych zmian, które znacząco poprawiłyby konkurencyjność polskich przedsiębiorstw jak również pozwoliłoby na niższe koszty funkcjonowania państwa.
    Obniżka podatków również by pomogła ale to wymaga świadomości i odpowiedzialności, także na tym etapie nie da się tego zrobić.

    Co do społeczeństwa to już pisałem.
    Nie wymagaj od ludzi zabieganych i zmęczonych pracą jakiejś ekstra aktywności, dodatkowo ogłupionych przez zagraniczne media i nasz rodzimy i zakłamany kler.
    Nie mają na to po prostu energii i o to właśnie chodzi “elytom”.
    Efekt można zobaczyć na polskich manifestacjach, które choć często słuszne, nie zachwycają frekwencją.

  10. Maximov 31.05.2017 21:41

    @Wacek
    Podaj mi przykład firmy, która wypuściła od razu, tuż po założeniu, świetny produkt o wysokiej jakości.
    Jakoś mi nic do głowy nie przychodzi…

  11. Maximov 01.06.2017 13:24

    @Wacek
    “A jak powstawały marki, np samochodów? Zaczęli od tych najgorszych co się psują?”
    Dokładnie tak było, tylko że była to modna nowość.
    Tylko dlatego bieżąca sprzedaż pozwoliła wczesnych modnych bubli, gdzie na utrzymanie się firmy na rynku, na powolny rozwój i innowacje.

    “Niemcy nie dorobili się na okradaniu, bo narody nie kradną, tym się zajmują poszczególne jednostki. Niemcy dorobili się na tym, że budowali kulturę wysoko jakościową, wydali z siebie ogromną ilość intelektualistów i naukowców, nieporównywalną do innych, co im owocuje do dziś nawet pomimo tego, że przegrali obie wojny i do dziś są pod okupacją USA, i tak żyje im się najlepiej z wszystkich bo z wszystkich najlepiej dbają o jakość.”

    Niemcy właśnie dorobili się na okradaniu.
    Splądrowali prawie całą Europę w czasie II WŚ i przetransferowali to bogactwo do USA, poprzez Szwajcarię i Bank Rozrachunków Międzynarodowych.
    Później odbudowa Niemiec zachodnich odbywała się za czyje pieniądze, tzw. plan Marshalla?
    Niemców czy amerykańskiego podatnika?
    Z kolei Japonia grabiła okupowane Chiny.
    Także to twierdzenie nie ma racji bytu.

    Ciągle poruszasz temat handlu i bogactwa płynącego z niego.
    Zgoda, ale żeby czymś handlować trzeba najpierw to wyprodukować/wytworzyć/wymyślić.
    Z drugiej strony musi być ktoś odpowiednio rozwinięty i zamożny, kto będzie chciał to nabyć.
    Produkty zbyt wysokiej jakości będą zbyt drogie i przegrają z tańszymi bublami.
    Prawo rynku… 😉
    Masz słuszne spostrzeżenia ale nie wyciągasz w pełni poprawnych wniosków.

  12. dariuszk 04.06.2017 21:58

    Wprowadzenie euro w naszym kraju niosłoby ze sobą naprawdę negatywne skutki, poroniony pomysł. Niby nasza gospodarka ma wiele lat, aby “dogonić” czołówkę europejską, ale dla mnie utrata własnej waluty, to rezygnacja ze swojej historii. Nie wyobrażam sobie, aby w przyszłości przestać płacić “złotówką”. Nie trzeba przywoływać tutaj sytuacji Łotwy, gdzie wprowadzenie euro odbiło się czkawką.
    Swoją drogą ciekawe co do powiedzenia mają bogatsze kraje UE, np. taka Szwecja – http://vacacion.pl/ciekawostki-ze-swiata/294-szwecja-ciekawostki

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.