Głośne i stanowcze „nie”

Opublikowano: 07.09.2012 | Kategorie: Gospodarka, Publicystyka

Liczba wyświetleń: 332

Będzie ciężko! We wszystkich kanałach TV ekspert za ekspertem przyznają: do Polski nadchodzi kryzys. Chociaż rzesze Polaków przeglądających oferty pracy już dawno przyswoiły sobie tę wiedzę, złowieszcze zapowiedzi mają nieco inną wymowę. Lepsze czasy (czyli rzekomo mające miejsce teraz) już wkrótce mają być ledwie wspomnieniem. W mądrze zarządzaną polską gospodarkę uderzyć ma europejski huragan, ten sam, który sieje zniszczenie na Zachodzie. Polska musi być przygotowana, aby przetrwać ten trudny czas.

TŁUMACZĄC Z POEZJI NA PROZĘ: IDĄ CIĘCIA

Brutalne, głębokie cięcia oszczędnościowe musiałyby objąć podstawowe funkcje społeczne państwa i samorządu, obejmując likwidację wielu szkół, szpitali, placówek opieki, nie mówiąc już o ośrodkach kultury. Tym działaniom, które wraz z impetem kryzysu będą nabierały rozmachu w przyszłym roku, należy się stanowczo przeciwstawić. Stawka jest jednak o wiele wyższa niż komfort i dobrobyt tej czy innej lokalnej społeczności.

Wiemy już, nie tylko z krajowego podwórka, że przywódcy polityczni potrafią być zaskakująco „pryncypialni”, podejmując tzw. trudne decyzje i trwając przy nich nieugięcie przeciwko „krótkowzrocznym” interesom rozmaitych grup społecznych. Dlatego nie licząc z tej strony na odruch społecznej empatii należy bez ogródek pozbawić fałszywą, szamańską mitologię cięć oszczędnościowych jakichkolwiek naukowych pretensji. Król jest nagi.

PO PIERWSZE: CIĘCIA WYDATKÓW NIE ZMNIEJSZAJĄ DEFICYTU BUDŻETOWEGO

W zasadzie argument ten nie powinien być częścią poważnej debaty o polityce gospodarczej. Wiele jednak musi się zmienić, zanim animatorzy rzeźnickiej pseudo-ekonomii zrozumieją, iż deficyt czasami jest wręcz strukturalnie potrzebny, gdyż absorbuje nadwyżkę oszczędności, wypuszczając ją do gospodarki. A jeszcze więcej minie, zanim rozwój nie będzie rozumiany pieniężnie, lecz tak jak powinien być: jako wzrost wiedzy i towarzyszący mu przyrost produkcji.

Właśnie dlatego w 2000 r. prof. James K. Galbraith narzekał na posiadaną ówcześnie przez USA nadwyżkę budżetową. Pieniądz tworzony jest arbitralnie przez państwo i nie stanowi wartości, lecz jedno z narzędzi jej tworzenia. Kwestia emisji pieniądza czyni bezsensownym porównania budżetu państwa i rozsądnie oszczędzającego gospodarstwa domowego. W tym pierwszym, aby mieć co zaoszczędzić, najpierw trzeba wydać – emitować pieniądz. Finansowane deficytem wydatki krajowe nie zubażają kraju, jeżeli tylko przyczyniają się do wykorzystania i rozwoju jego potencjału gospodarczego.

Ponieważ jednak żyjemy w czasach ubóstwiającego pieniądz hiper-neoliberalizmu (gdy banki centralne nie mogą skupować papierów dłużnych państw), niepodzielnie rządzący kartelowy „rynek finansowy” używa argumentu wysokiego deficytu budżetowego jako wymówki dla zgarniania nadmiernie wysokich prowizji za kupno tychże długów. Paradoksalnie, jak zobaczymy w punkcie drugim, dzięki wdrożeniu cięć (czy – jak mówią ludzie z poczuciem humoru – „reform”) obligacje tych państw rzeczywiście stają się bardziej ryzykowne, uzasadniając post factum wysoką „premię za ryzyko”. Ryzyko, oczywiście na skutek cięć kurczących gospodarkę, staje się w pewnym momencie pewną stratą. Jak to ujęła prezydent Argentyny: „Jakim cudem nieboszczyk spłaci długi?”.

Chociaż mniej uczeni ze zwolenników operacji na żywym organizmie społecznym twierdzą, że po odrąbaniu kończyny pacjent będzie szybciej biegał (wszak będzie lżejszy), inni wcale nie kryją, iż kondycja gospodarki nie ma dla podjęcia tak ważnej decyzji żadnego znaczenia. Do licha z produkcją, aktywnością gospodarczą, zatrudnieniem! – ważne są cyferki! Co prawda, twierdzą szczerze, będzie się gorzej żyło, ale za to deficyt będzie mniejszy.

Nieprawda. Pięć lat cięć oszczędnościowych w Grecji dawało rok po roku coraz to wyższy deficyt budżetowy. Po zaaplikowaniu greckiej kuracji kolejnym krajom, szczególnie z południa Europy, kryzys się rozprzestrzenia. Dlatego możemy przewidzieć, jak będą wyglądały kolejne kwartały. Banki zaangażowane w ryzykowny rynek pochodnych będą na gwałt szukać sposobów upiększenia swych wyników „na papierze”. Za pomocą agencji ratingowych zażyczą sobie większej premii za pożyczanie krajowi uznanemu za „ryzykowny” ze względu na rzekomo duży deficyt. Krajowi takiemu aplikowane są reformy. Europejski Bank Centralny, nie mogąc kupować obligacji państw, daje długoterminowy kredyt 1-procentowy bankom, aby mogły one pożyczyć temu krajowi. Sytuacja kraju się pogarsza, banki żądają jeszcze większej premii, instytucje finansowe wymuszają na kraju kolejne „reformy”.

Wytwarzane często przez niektórych komentatorów wrażenie, jakoby istniał konsensus naukowy co do konieczności „zaciskania pasa”, jest zupełnie błędne. Każdy ekonomista ma swój oryginalny pogląd (a czasami nawet dwa) na każdą sprawę, więc trudno w ogóle mówić o konsensusie. Można jednak z łatwością przybliżyć, iż w tej sprawie większość środowiska ekonomistów nie zgadza się z receptami „rzeźników”. Od dłuższego czasu, m.in. na łamach „New York Times”, z mitem cięć rozprawia się noblista Paul Krugman.

PO DRUGIE: CIĘCIA WYDATKÓW SZKODZĄ GOSPODARCE

Można by od razu dodać: oraz społeczeństwu. I przytoczyć tragiczne dane dotyczące szybko rosnącej liczby samobójstw czy zgonów spowodowanych cięciami w opiece medycznej w krajach południowej Europy. Rosnące poczucie beznadziei i przytłoczenia rzeczywistością w warunkach instytucjonalnie zadekretowanego braku perspektyw wydaje swoje straszne owoce. Skoro lepiej już było, to może być tylko gorzej. Właśnie tak można streścić efekty polityki cięć.

Polityka ta nie jest bowiem, jak się to czasem próbuje przedstawiać, krótkotrwałym, choć szalonym, lekarstwem na kryzys. Jest ona, jak zauważył w swej świetnej publikacji na ten temat prof. Alain Parguez, coraz bardziej obecna od dwóch, a nawet czterech dekad. W tym nowym paradygmacie zawsze dąży się do zmniejszenia wydatków państwa. Parguez wykazuje, iż skutkiem tej dekadenckiej polityki musi być wpadnięcie w maltuzjańską „pułapkę”. Malthus twierdził, że w pewnym momencie nie będzie można utrzymać stanu liczbowego ludzkiej populacji.

Po pierwsze, spadające wydatki oznaczają częściowe nierozwinięcie „dynamicznego całkowitego dobrobytu”, który powinien znajdować się na poziomie równym określonemu potencjałowi, wytworzonemu dzięki przeszłym inwestycjom. Czynnik ten jest kluczowy dla rozwoju, jako nadający dynamikę pracy i kapitałowi – Parguez za wzór stawia program kosmiczny i inne inwestycje „w nieznane”. Nierozwinięcie dobrobytu (np. edukacji) i ograniczanie go powoduje nie tylko jego spadek, ale także w długim okresie spadek poziomu potencjału rozwojowego. Innymi słowy, coraz trudniejsze jest powstrzymanie trendu kurczenia się dobrobytu, poziomu życia, zasobów materialnych i wiedzy.

To oznacza bezprecedensowe odwrócenie wektora postępu w stronę upadku, przejawiającego się coraz niższym poziomem płac i słabnącą produkcją. Rozwój nie jest bowiem procesem automatycznym i tak jak ludzkie działanie go napędza, tak też dewastujące połączenie chciwości i głupoty powoduje, iż ludzkość zacznie się zwijać. Wszystko za sprawą praktyków jaskiniowej ekonomii.

Zarówno do rozwoju, jak choćby i do utrzymania obecnego poziomu potrzebne są inwestycje wytwórcze i wydatki ogólnospołeczne. Te pierwsze w krótkim okresie dyskontują obecny stan wiedzy i techniki. Te drugie poprawiają warunki życia ludzi, aby stworzyć warunki, w których ludzki potencjał może wejść dzięki innowacjom na kolejny poziom potencjału rozwojowego. Paradygmat cięć to wyklucza.

Stawką w walce przeciw cięciom nie będzie zatem jedynie powiatowy szpital czy szkoła blisko od domu. Ta stawka jest ogromna. Demaskowanie mitów powinno być zaczątkiem poważnej dyskusji o tym, jakiej polityki gospodarczej potrzebuje państwo, co zrobić, aby wzrastała siła nabywcza jego obywateli, aby wiedza i dobra produkowane w tym kraju jak najbardziej ubogacały jego mieszkańców. Na początku jednak trzeba powiedzieć NIE cięciom.

Autor: Krzysztof Mroczkowski
Źródło: Nowy Obywatel

O AUTORZE

Krzysztof Mroczkowski (ur. 1987) – publicysta, ekonomista i historyk. Propagator zapomnianej historii myśli ekonomicznej i teorii rozwoju. Stały współpracownik
„Nowego Obywatela”.

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...

TAGI: , , , ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

9
Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Murphy
Użytkownik
Murphy

Jak długo w polityce bankierzy będą pociągać za sznurki tak długo nic na lepsze się nie poprawi.

CD
Użytkownik

“iż deficyt czasami jest wręcz strukturalnie potrzebny, gdyż absorbuje nadwyżkę oszczędności, wypuszczając ją do gospodarki”

No tak, po co przedsiębiorca ma pożyczać cudze oszczędności i wydać na inwestycje?

“Pieniądz tworzony jest arbitralnie przez państwo”

A nie jest tworzony przez banki przypadkiem?

“Finansowane deficytem wydatki krajowe nie zubażają kraju, jeżeli tylko przyczyniają się do wykorzystania i rozwoju jego potencjału gospodarczego.”

Nie? A inflacja to co? A długów to niby nie trzeba oddać?

itd.. itp… Ogólnie artykuł zupełnie mija się z prawdą. Poza tym cięcia mają być po to, żeby obniżyć podatki. Jeśli natomiast dane państwo obniża wydatki np. na edukację ale jednocześnie te zaoszczędzone pieniądze idą na spłatę długu, to nie są to żadne cięcia a jedynie zmiana struktury wydatków budżetowych.

ManiekII
Użytkownik
ManiekII

Cytat “Pieniądz tworzony jest arbitralnie przez państwo i nie stanowi wartości, lecz jedno z narzędzi jej tworzenia. Kwestia emisji pieniądza czyni bezsensownym porównania budżetu państwa i rozsądnie oszczędzającego gospodarstwa domowego. W tym pierwszym, aby mieć co zaoszczędzić, najpierw trzeba wydać – emitować pieniądz.”
Pieniądz jest odzwierciedleniem towaru którego możemy wymienić na inny czyli jest też towarem. Więc zgodnie z cytatem powyżej jeżeli chcemy zaoszczędzić jakiś towar to najpierw państwo musi go wydać, ale czy państwo coś produkuje oprócz korupcji, praw pozbawiających jednostki własności, czy też podatków za które rząd może utrzymywać system przymusu w postaci różnego rodzaju policji. Oczywiście produkuje także inflację która powoduje stopniowe obniżanie pensji pracowników rencistów i emerytów.
Następny cytat “W zasadzie argument ten nie powinien być częścią poważnej debaty o polityce gospodarczej. Wiele jednak musi się zmienić, zanim animatorzy rzeźnickiej pseudo-ekonomii zrozumieją, iż deficyt czasami jest wręcz strukturalnie potrzebny, gdyż absorbuje nadwyżkę oszczędności, wypuszczając ją do gospodarki.”
Oczywiście że jest potrzebny bankierom którzy otrzymują premię za pożyczanie w Polsce obsługa długu wyniesie w 2012* 43mld złotych, możecie sobie teraz zadać pytanie ile rząd przeznaczy na szkolnictwo które według rządu jest mało istotne. * http://www.mf.gov.pl/_files_/dlug_publiczny/strategie_zarzadzania_dlugiem/strategia_zarzadzania_dlugiem_2011-14.pdf

XXIRapax
Użytkownik
XXIRapax

CD 07.09.2012 14:27

“Poza tym cięcia mają być po to, żeby obniżyć podatki.”
Teraz mają być, czy w przyszłości?
Do końca roku 3 miesiące. Od stycznia jak zwykle pójdzie wszystko w górę.

“Jeśli natomiast dane państwo obniża wydatki np. na edukację ale jednocześnie te zaoszczędzone pieniądze idą na spłatę długu, to nie są to żadne cięcia a jedynie zmiana struktury wydatków budżetowych.”

Bardzo dobrze znasz regułkę. Brawo! Piątka z +!
Szkoda tylko, że regułki nie przekładają się na rzeczywistość.
To nie jest zwykła zmiana “struktur wydatków budżetowych”, bo nie zmienia tylko ich struktur… Można to nazwać długoterminowym kredytem zaciąganym przez państwo wobec społeczeństwa, za który płaci społeczeństwo.

CD
Użytkownik

Możesz to nazwać jak chcesz, ale nie są to cięcia. Cięć nie było, nie ma i nie będzie, ale być powinny. Taka jest rzeczywistość, a definicje podstawowych pojęć, które nazywasz “regułkami” są bardzo ważne, dlatego staram się je prostować. Powinniśmy to robić, ponieważ w tym serwisie są też ludzie, którzy nie rozumieją ekonomii tak jak my i warto im pewne podstawy uświadamiać.

norbo
Użytkownik

Im więcej komentarzy czytam tym bardziej rozumiem dlaczego świat jest taki jaki jest…

davidoski
Użytkownik

Ostateczne rozwiązanie kwestii bankierów już blisko…

Komzar
Użytkownik
Komzar

Artykuł typowo teoretyczny całkowicie oderwany od naszej rzeczywistości.

Podany przykład propozycji deficytu o którym mówił James K. Galbraith nie ma nic wspólnego z tym co jest w Polsce. Deficyt w postaci stymulacji gospodarki, czyli wyemitowanie obligacji które sprzedane są wśród obywateli nie przyniesie dużej szkody. Jednak teraz dług zaciągany jest za granicą lub w prywatnych instytucjach potężniejszych niż państwa, nie u ludzi. To doprowadza do zadłużenia którego już nie da się spłacić ze względu na chore odsetki.

Ponadto, cięcia budżetowe są jak najbardziej potrzebne. Nie jednak w szkolnictwie ale wśród darmozjadów takich jak posłowie. Polska wydaje najwięcej pieniędzy na nic. To jest problem. Należy więc ciąć i zmieniać przepisy tak by nie potrzeba było tylu urzędasów, Oni mają pracować, robić coś konkretnego, choćby skarpetki na drutach. To będzie lepsze niż jak utrudniają życie innym i żadnej skarpetki nie udziergają.
By to było jednak możliwe trzeba ustalić proste przepisy co będzie z korzyścią dla wszystkich.

Kolejna rzecz to cięcia ale w obsłudze długu. Jak nas nie stać na jego spłacanie to się go nie spłaca. Koniec kropka. Najpierw trzeba zapewnić życie państwu i obywatelom a potem zagranicznym instytucjom finansowym.

Pożyczanie oznacza słabość ekonomiczną, im więcej pożyczamy tym bardziej zależni jesteśmy,. To jest oczywiste.
Jak chcemy coś budować to nie musimy pożyczać.
Powiedzmy, że państwo chce wybudować most. W kraju w którym may nadwyżkę żywnościową nie musimy pożyczać z zagranicy pieniędzy by dać je robotnikowi który buduje most by mógł sobie kupić jedzenie które i tak w Polsce zostało wyprodukowane. Wystarczy właśnie wtedy wyemitować obligacje państwowe które kupią producenci żywności i sfinansują ten most a robotnik będzie miał co jeść. Potem producenci i handlarze zarobią na nowej drodze i moście mogąc lepiej oferować swoje produkty.

Jak nikt z polaków nie będzie chciał finansować jakiejś inwestycji państwowej i nie kupi na to obligacji to znaczy, że ludzie tego nie chcą i nie można zaciągać na to długo za granicą potem każąc im płacić za co czego nie chcieli i to dwa razy drożej.

peter_toolovitz
Użytkownik
peter_toolovitz

Na takie arty, trzeba spuścić zasłonę milczenia. Tu nie ma co komentować. Dziecko we mgle.