Dam pracę – albo i nie

Opublikowano: 31.07.2014 | Kategorie: Gospodarka, Prawo, Wiadomości z kraju

Liczba wyświetleń: 126

Ludziom interesu nie wystarczają przepisy o elastycznym czasie pracy. Zaczynają wymagać dyspozycyjności także od… potencjalnych pracowników.

HotMoney.pl przypomina, że nie tak dawno temu rząd utrzymał kryzysowe przepisy o elastycznym czasie pracy – po to, by ulżyć pracodawcom. Pozwalają one płacić znacznie mniej za nadgodziny w czasie dużego zapotrzebowania na wyroby czy usługi i obniżać koszty w czasach przestoju. Jednak rodzimi „przedsiębiorcy” znaleźli kolejny sposób na oszczędzanie, wzorowany na brytyjskich umowach „zero godzin”.

Okręgowy Inspektorat Pracy w Katowicach wykrył, że przedsiębiorcy chętnie zatrudniają pracowników na umowę cywilnoprawną bez gwarancji, że dana osoba cokolwiek przepracuje i zarobi. „W zamian ma być jednak do dyspozycji pracodawcy cały czas, bo nigdy nic nie wiadomo. Niestety, ta forma (nie)zatrudnienia jest legalna” – pisze Andrzej Mandel, autor artykułu. Ta „innowacja” była już proponowana senackiej Komisji Rodziny i Polityki Społecznej przez organizację pracodawców. Lewiatan chciał, by do polskiego prawa wprowadzić umowę o pracę dorywczą. Można więc domniemywać, że pracodawcy od dawna stosują takie praktyki.

„Polskie prawo dopuszcza przecież umowy o pracę tymczasową, są agencje pracy tymczasowej, które potrafią wynajmować pracownika nieledwie na godziny i z dnia na dzień. Tylko że wtedy pracodawca ma mniejszą pewność, że ktoś do niego przyjdzie i nigdy nie wie, kto do niego przyjdzie. No i za usługi agencji trzeba zapłacić, a tego polscy przedsiębiorcy najwyraźniej robić nie lubią” – komentuje Mandel. „Moim zdaniem, choć legalny, to nowy sposób pracodawców jest karygodny. Wymagają bowiem od pracowników tego, czego sami nie mogą zaoferować”.

Źródło: Nowy Obywatel

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...

TAGI: ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

9
Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
dona
Użytkownik
dona

A jeśli ojcu głodującej rodziny każemy oblizywać ewentualnie buty i jak będzie dyspozycyjny i dokładny, to ewentualnie mu zapłacimy np 5 zł za pracę, i jak on się na to zgodzi, to wszystko będzie ok?
Niezwykle łatwo jest wykorzystywać ludzi, którzy są w sytuacji bez wyjścia. Tym łatwiej, im bardziej obojętnie reszta społeczeństwa na to patrzy…

MichalR
Użytkownik
MichalR

@dona Znasz ludzi zatrudnionych w ten sposób? Ja znam. Firma ma kilku stałych pracowników zatrudnionych na umowę o pracę, a nowych najczęściej zatrudnia właśnie na fuchy. Płaci nie 5zł za godzinę ale 12zł na okolice miasta i 10zł na miasto. Chcesz się podjąć fuchy to ją akceptujesz, a jak nie to dzwonią do kolejnego z listy. Zazwyczaj od czasu podpisania umowy do pierwszego telefonu z firmy czeka się miesiąc, ale jak się już jest wytrwałym pracownikiem, to się pracuje kiedy się chce, bo jest się na liście priorytetowej – no chyba że się podpadnie, to wtedy nagle telefon cichnie na dłużej.

“Dziadki” w wieku 30+ zdeterminowani do pracy najczęściej dość szybko dostają ofertę pracy na umowę o pracę, ale jest i kilku na umowę o pracę mających nawet 25 lat.

Komzar
Użytkownik
Komzar

Ogólnie ta forma zatrudnienia nie ma większych wad. Prawda jest taka, że jak ktoś nie chce to nikogo nie zatrudni a warunki nie są przymusowe dla pracownika.
Nawet jak się podpisze taką umowę to nadal nic się nie zmieniło i nie ma się pracy czyli szuka się dalej. Jak zadzwonią to OK, i to bez znaczenia czy już się ma inne prace czy nie. Nie ma obowiązku przyjścia.
To tak na prawdę jak praca sezonowa, jesteś na liście do zbierania truskawek.
Problemem w Polsce są raczej stawki i to nie zależnie od rodzaju umowy.

sacro
Użytkownik
sacro

Sam pomysł uważam za bardzo dobry i korzystny, z tym że brakuje regulacji prawnych. Najwięcej udogodnień ma pracodawca bo nie płaci za zastój, ubezpieczenia urlopy itp. Dlatego stawki powinne być dużo wyższe gdyż taki pracownik nie ma gwarancji zatrudnienia, typu wykonywanej pracy, świadczeń socjalnych ani innych norm przewidzianych przez kodeks pracy. Dlatego wybierający taki typ zatrudnienia powinien być w stanie pozwolić sobie na umowę z kilkoma podmiotami, ubezpieczenie indywidualne, urlop czy wybór wykonywanych zajęć. Niech to będzie korzystne dla obu stron.

MichalR
Użytkownik
MichalR

@sacro
Całkowicie zgadzam się z Tobą! Należy stworzyć ministerstwo pracy dorywczej – jak wiemy ministerstwa rozwiązują problemy zwykłych ludzi. Należy stworzyć nowe rozwiązania systemowe, tak aby specjalny urzędnik ds pomocy pracodawcom i rozwiązywania problemów pracowników osobiście nadzorował rozwój pracowników dorywczych oraz dbał o uczciwe traktowanie pracownika przez pracodawcę. Można by też stworzyć a następnie pracować nad usprawnieniem systemu państwowego – renegocjacji umów o pracę dorywczą w któej doświadczeni pracownicy dostaliby broń przy walce o podwyżki. Dzięki takim rozwiązaniom zatrudnimy nowych ludzi w urzędach więc będzie można powiedzieć że walczymy z biedą i bezrobociem. Jeśli nawet nie wyjdzie, to potem wymyślimy kolejny plan walki z bezrobociem! Będziemy walczyć do upadłego!

dox888
Użytkownik

Pracę w Polsce można dostać na 2 pewne sposoby:
opcja A – kolesiostwo, ojciec, to wujek to brat wkręci do pracy.
opcja B – zgoda na za* po 12h w sezonie przez 6 dni w tyg. za grosze – czytaj niewolnictwo.

norbo
Użytkownik

To nie jest niewolnictwo. Niewolnik musiał mieć zapewnione utrzymanie przez cały rok a nie tylko w okresach gdy jego “pan” potrzebował siły roboczej. W przeciwnym razie system oparty na niewolnictwie załamałby się błyskawicznie. Nie zapominajmy, że w okresie niewolnictwa wydajność pracy była o wiele niższa niż obecnie a doświadczony pracownik-niewolnik był sporo wartym kapitałem. Podobnie w okresie feudalizmu, chłop musiał mieć zapewnione utrzymanie przez cały rok. Żaden “hrabia” nie mógł pozostawić chłopstwa bez środków do życia po zakończeniu ostatnich prac polowych w sezonie, kto pracowałby w następnym roku gdyby chłopi poumierali z głodu?

Żyjemy w ciekawych czasach (chińskie przekleństwo: “obyś żył w ciekawych czasach”), rodzi się nowy ład, który jeszcze nie ma chyba nazwy – ja obstawałbym przy neofeudalizmie. Współczesny robotnik tymczasowy (prekariusz) musi być stale dyspozycyjny – podobnie jak musiał być niewolnik i chłop pańszczyźniany, jednak nikt nie gwarantuje mu środków do życia w okresach braku zapotrzebowania na jego pracę. Coraz bardziej widoczna jest także różnica pomiędzy epoką wczesnego kapitalizmu a współczesnością – postęp technologiczny oraz wzrost możliwości przeniesienia produkcji w dowolny punkt globu (tam gdzie taniej oczywiście) powoduje stały spadek zapotrzebowania na siłę roboczą oraz wzrost niestabilności sytuacji robotnika. Niby-socjalna polityka rządów nic tu nie pomoże, służy raczej stabilizacji poziomu konsumpcji i uspokojeniu nastrojów społecznych. W niektórych krajach poczyniono nawet wyraźne kroki w stronę klasycznego feudalizmu/niewolnictwa – warunkiem otrzymania zasiłku jest gotowość podjęcia darmowej pracy (tzn. praca za zasiłek i prawo jego utrzymania) dla korporacji wskazanej przez urząd zatrudnienia. Jest to jednak działanie doraźne, społeczeństwo żyjące w warunkach stałej niestabilności i obniżania stopy życiowej przyzwyczaja się (bierność i spadek aspiracji), każdy kolejny ruch systemowej maszyny dokręcającej śrubę jest coraz łatwiejszy – polityka socjalna jest coraz bardziej ograniczana…

Sebek
Użytkownik
Sebek

proszę uprzejmie odwalić się od wolnych umów, między wolnymi ludźmi. Każdy ma prawo podpisywać umowy, na warunkach jakie mu odpowiadają. I każdy ma prawo takich umów nie podpisywać. Każda ingerencja w takie umowy to zamach na wolność człowieka i godność. Bo traktujemy wtedy ludzi jak bydło, które jest tak głupie, że samo o siebie nie zadba, a nie jak dorosłych ludzi.

norbo
Użytkownik

Takie umowy z samego założenia nie mogą być wolne, swoboda zawierania dowolnych porozumień może mieć miejsce jedynie w warunkach równości wszystkich stron. Robotnik tymczasowy żyjący w warunkach stałego braku stabilności oraz stresu związanego z ewentualnymi brakami środków niezbędnych na zaspokojenie potrzeb swoich i swojej rodziny nie jest równy pracodawcy – jest od niego zależny. Specyfika współczesnego rynku pracy daje pracodawcy możliwość wyboru pracownika z całej rzeszy bezrobotnych podczas gdy prawo wyboru po stronie pracownika jest tylko teoretyczne – robotnik jest wybierany i w rzeczywistości najczęściej nie może sobie pozwolić na odmowę z uwagi na przymus ekonomiczny (łapiesz taką pracę jaka się nadarza albo głodujesz). Wybór pomiędzy pracą na warunkach drugiej strony a nędzną wegetacją to nie wolność, to quasi-niewolnictwo.