Ameryka nie padła? To porozmawiajmy

Opublikowano: 08.03.2013 | Kategorie: Gospodarka, Wiadomości ze świata

Liczba wyświetleń: 839

Przez tygodnie przed automatycznymi cięciami w budżecie rządu federalnego (zwanych z łacińska „sekwestracją”) prezydent Barack Obama ostrzegał przed katastrofalnymi skutkami. Gdy weszły w życie pierwszego marca, okazało się że – przynajmniej na razie – nie ma żadnej tragedii.

Według Białego Domu wejście w życie cięć w wysokości 85 mld dolarów miało oznaczać kilkugodzinne kolejki na lotniskach cywilnych, dziesiątki tysięcy zwolnionych nauczycieli i pracowników rządu federalnego a nawet zatrzymanie wypłynięcia do Zatoki Perskiej lotniskowca i grupy bojowej. Prezydent ostrzegał przed katastrofą, spowodowaną przez „głupie i niepotrzebne” cięcia. Fakt, sekwestracja to cięcie wszystkich rządowych programów jak leci, bez wyznaczania priorytetów, z czego połowa miała objąć siły zbrojne. Zostały one wprowadzone automatycznie po tym, jak Biały Dom i Kongres nie dogadały się w sprawie długoterminowego porozumienia w sprawie zmniejszenia deficytu budżetowego oraz rozdętego długu publicznego.

Ale wbrew alarmistycznym sygnałom administracji, żadne z tych proroctw nie ziściły się. Kraj funkcjonuje dalej bez przeszkód – ostatecznie cięcia stanowią ledwie… 2,2 proc. całego, rocznego budżetu. Nie wykluczone oczywiście, że z biegiem czasu ludzie zaczną odczuwać skutki cięć, ale na razie jest spokój: koniec Ameryki nie nastąpił. To duży zawód dla Białego Domu, który pracował mocno w ostatnich tygodniach, aby wzbudzić złość w zwykłych Amerykanach przeciw „sekwestracji”. Z zamiarem wykorzystania tej energii i zmuszenia opornych republikanów z Kongresu do ustępstw, choćby ich zgody na podwyżkę podatków. Doszło do dosyć zabawnej sytuacji. Otóż Biały Dom, zawsze podkreślający sukcesy swej polityki chwaleniem nowych rekordów na Wall Street, niemal przemilczał wtorkowy rekord wszech czasów – Dow Jones osiągnął 14 253 punkty, wynik lepszy od poprzedniego rekordu z 2007 r. (a więc sprzed kryzysu gospodarczego). Ale prezydent Obama nie mógł się głośno cieszyć – przecież zgodnie z jego zapowiedziami Ameryka miała właśnie załamywać się pod ciężarami sekwestracji…

Co ciekawe, aż 61 proc. Amerykanów (według sondażu stacji NBC) zaakceptowało cięcia. Jeszcze gorsze okazały się wewnętrzne badania opinii publicznej – prezydent Obama stracił w nich od styczniowej inauguracji 6-7 proc. poparcia (głównie wśród najmłodszych i niezależnych wyborców) – widomy znak, że strategia prezydenta (straszenie w celu wymuszenia ustępstw ze strony republikanów) nie sprawdza się. Stąd nowe podejście – Obama rozpoczął ofensywę „czaru i życzliwości”. Zaczął dzwonić do polityków Partii Republikańskiej z Kongresu a nawet zaprosił dwunastu senatorów na prywatną kolację, podczas której dyskutowano szczegóły planu naprawy finansów publicznych. W czwartek do Białego Domu został zaproszony kongresman Paul Ryan – główny autor republikańskiego projektu budżetu i były kandydat na wiceprezydenta. Po niezwykle polaryzujących atakach sprzed ledwie tygodnia, dobry znak. Istnieje szansa na porozumienie a przynajmniej poważne rozmowy – a nie polityczny teatr – w sprawie rozwiązania długoterminowych problemów finansowych USA.

Autor: Paweł Burdzy z Chicago
Źródło: Stefczyk.info


TAGI: ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

1 wypowiedź

  1. whirlwind 08.03.2013 11:43

    Sporo oglądam amerykańskich programów o tematyce społecznej, ekonomiczne oraz politycznej i muszę napisać, że – przynajmniej w debacie publicznej – jest świat pustych haseł i licytowania się coraz to bardziej wymyślnymi epitetami czy porównaniami. Co ciekawe pojawiające się głosy apelujące o przedstawianie praktycznych rozwiązań, które można byłoby wdrożyć w konkretnych społecznościach (np. propozycje burmistrza miasta Newark w stanie New Jersey, Cory Booker – bardzo inteligentny i pro-społeczny człowiek tak przy okazji – dotyczące osób bezdomnych oraz kwestii złej żywności jako źródeł kosztów służby zdrowia) są zagłuszane bardzo chętnie podchwytywanymi hasłami, które nie mają żadnego praktycznego wydźwięku – np. popularny ostatnio podział na “Takers vs Givers” – “biorący” kontra “dający” – powstały na potrzeby debaty dotyczącej świadczeń socjalnych i reformy służby zdrowia w US.
    Media najczęściej przekierowują uwagę z praktycznych ale mało atrakcyjnych medialnie pomysłów, na te wzbudzające emocje i kontrowersje. O ile może to służyć samym mediom (oglądalność), o tyle nie ma absolutnie żadnego, praktycznego znaczenia dla ludzi realnie potrzebujących pomocy/wsparcia.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.