10 „duchowych” działań, które są totalną ściemą

Opublikowano: 16.04.2017 | Kategorie: Paranauka, Publicystyka, Społeczeństwo

Liczba wyświetleń: 46

Nikt mnie nigdy nie uprzedził, że duchowość może być podstępną pułapką na ego. Ponad trzy lata spędziłem na poznawaniu duchowych nauk i próbach wprowadzania ich do własnego życia, zanim dowiedziałem się, że duchowość ma też ciemną stronę.

Moje wibracje są potężne, a wszystkie czakry mam jak pod sznurek.
Kurcze, jestem duchową supermanką!

Bardzo to mną wstrząsnęło, poczułem się zdradzony. Jakim cudem coś, co wyglądało na tak czyste i dobre, może w rzeczywistości być szkodliwe?

Odpowiedź ma wiele wspólnego z tym, co psychologowie nazywają duchowym eskapizmem. Termin ten wprowadził we wczesnych latach 80. psycholog John Welwood, chcąc odnieść się do praktyk i wierzeń, których używamy, aby uniknąć konfrontacji z niewygodnymi uczuciami, niezagojonymi ranami oraz podstawowymi potrzebami emocjonalnymi i psychologicznymi.

Według pracującego w nurcie integralnym psychoterapeuty Roberta Augusta Mastersa, duchowy eskapizm sprawia, że odsuwamy się od nas samych i od innych, by skryć się za zasłoną metafizycznych przekonań i praktyk. Jak mówi: “Dystansuje on nas nie tylko wobec naszego bólu i osobistych problemów, ale również wobec własnej autentycznej duchowości, pozostawiając nas w metafizycznej pustce, strefie przesadnej łagodności, przymilności i powierzchowności.”

BOLESNE DOŚWIADCZENIA: MÓJ WŁASNY ESKAPIZM

W swojej przełomowej książce “Duchowy eskapizm: kiedy duchowość odłącza nas od tego, co naprawdę ważne”, Robert Masters napisał: “Aspekty duchowego eskapizmu obejmują przesadny dystans, emocjonalne zobojętnienie i wytłumienie, nadmierną afirmację pozytywności, całkowite odrzucenie złości, ślepe lub nadmiernie tolerancyjne współczucie, słabo zaznaczone bądź zbyt przepuszczalne granice, wypaczony rozwój (kognitywna inteligencja często dalece wyprzedza inteligencję emocjonalną i moralną), osłabienie oceny własnej negatywności, obniżenie osobistych relacji z duchowością i złudzenia dotyczące osiągnięcia wyższego poziomu istnienia.”

Pierwszy raz zetknąłem się z ideą eskapizmu duchowego w książce Mastersa. I chociaż trudno było mi to przyznać, od razu wiedziałem, że na jakimś poziomie mówi to o mojej własnej sytuacji.

Im dłużej się nad tym zastanawiałem, dostrzegałem coraz więcej ciemnych stron duchowości, i zdałem sobie sprawę, że wiele razy nieświadomie się do nich stosowałem.

Chociaż było to bolesne, uważam, że to jedno z najważniejszych przebudzeń, jakich w życiu doznałem. Pomogło mi przerwać stosowanie wypaczonych form “duchowości” jako dopalacza do „ego” i zacząć brać większą odpowiedzialność za rozwiązywanie własnych problemów, zarówno psychologicznych jak i życiowych.

10 „DUCHOWYCH” DZIAŁAŃ, KTÓRE ZATRZYMUJĄ NAS W ROZWOJU

Najlepszym sposobem opisania duchowego eskapizmu jest wskazanie go na przykładach. Przygotujcie się zatem na trochę przykrości.

Zamierzam szczegółowo opisać dziesięć sytuacji typowych dla fałszywej duchowości.

Uwaga: niektóre z nich mogą was dotknąć.

Ale pamiętajcie też, że odnalezienie ich u siebie nie jest niczym wstydliwym. Podejrzewam, że niektóre stosują się do każdego, kto kiedykolwiek starał się nad sobą pracować. U siebie odnalazłem większość tych zachowań, a z niektórymi wciąż walczę.

Celem tego tekstu nie jest osądzanie nikogo, ale pomoc w zwiększeniu samoświadomości, by zbliżyć się do duchowości uczciwszej, wzbogacającej i pożytecznej. Zatem do roboty.

1. UDZIAŁ W „DUCHOWYCH” AKTYWNOŚCIACH TYLKO PO TO, BY POCZUĆ SIĘ LEPSZYM OD INNYCH

To chyba najczęstsza z ciemnych stron duchowości, w dodatku przybierająca wiele form. Jedni czują się lepsi, ponieważ czytają Alana Wattsa. Inni, bo do pracy jeżdżą na rowerze albo nie oglądają telewizji, albo nie jedzą mięsa. Albo też używają kryształów. Albo chodzą do świątyń. Albo praktykują jogę czy medytują. Albo biorą psychodeliki.

Zauważcie, że nie mówię niczego o wartości uczestniczenia w tych aktywnościach. Sam cenię Alana Wattsa i sądzę, że medytacja przynosi wiele korzyści. Mówię tylko, że niepokojąco łatwo jest dopuścić, aby duchowe idee i praktyki stały się pułapką dla „ego”—uwierzyć, że skoro je podejmujemy, to z pewnością jesteśmy o całe niebo lepsi i bardziej oświeceni niż ludzki tłum dookoła. Jednak taki sposób podejścia do „duchowości” nie jest ani trochę lepszy, niż przekonanie o własnej wyższości wynikające z posiadania magisterki czy bycia kibicem Legii. Ta dysfunkcja w rzeczywistości ogranicza nas w duchowym rozwoju, sprawia bowiem, że skupiamy się współzawodnictwie z innymi, zamiast na kultywowaniu poczucia wspólnoty z kosmosem i odczuwaniu poetycznego podziwu wobec wspaniałości istnienia.

2. UŻYWANIE „DUCHOWOŚCI” JAKO USPRAWIEDLIWIENIA DLA BRAKU ODPOWIEDZIALNOŚCI

Istotą tego punktu jest ogromna łatwość, z jaką możemy przekształcić pewne mantry czy idee w usprawiedliwienia własne nieodpowiedzialności czy nierzetelności.

„Świat jest tym, czym jest” albo „Wszechświat jest doskonały”, albo „Nic nie wydarza się bez powodu”. Wszystkie te zdania mogą funkcjonować jako doskonałe uzasadnienia dla własnej bezczynności czy braku uczciwej autorefleksji. Nie odnoszę się do prawdziwości czy nieprawdziwości tych stwierdzeń. Mówię tylko, że jeśli wiecznie spóźniasz się na spotkania, często zaniedbujesz bliskie związki, a ludzie wynajmujący z tobą mieszkanie nie mogą liczyć, że dołożysz swoją część na czas, może powinieneś przestać powtarzać sobie “co tam, rzeczywistość, to i tak iluzja” i stać się kimś, na kim można polegać…?

W podobny sposób zaskakująco łatwo jest oszukiwać się, że kiedy inni mają problem z moim zachowaniem, to dlatego, że „nie szanują prawdy mojego istnienia” czy wręcz „potrzebują jeszcze dojrzeć duchowo”. O wiele trudniej uznać, że to my zachowujemy się bezczelnie, samolubne czy bezmyślnie i przysparzamy tym zmartwień otoczeniu. O wiele trudniej przyznać, że nam samym również wiele brakuje do doskonałości oraz że procesy wzrostu i nabywania wiedzy nie mają końca.

3. PODEJMOWANIE NOWYCH HOBBY, ZAINTERESOWAŃ I PRZEKONAŃ DLATEGO, ŻE SĄ AKTUALNIE NA TOPIE

Ludzie zawsze chcą się do czegoś dopasować. Wszyscy mamy głęboką potrzebę przynależności. I żeby tę potrzebę zaspokoić, tworzymy najrozmaitsze grupy. Duchowość jest tylko jednym z wielu tematów, wokół których ludzie się grupują. Potencjalnie to świetna sprawa, ale ma też swoją ciemną stronę.

Dla wielu ludzi „duchowość” to niewiele więcej niż fajna zajawka, która kręci znajomych. Jednak często tyle wystarczy, żeby samemu zacząć praktykować jogę, nosić niuejdżowe ciuchy, jeździć na festiwale, pić ayahuaskę itd., bo to wszystko czyni z nich ludzi „uduchowionych”. Tacy „pasażerowie na gapę” rozmywają znaczenie głębokiej duchowości, kontemplacji, doświadczeń i świadomości. Z moich doświadczeń wynika też, że to im najłatwiej przychodzi używanie „duchowości” do podbudowania ego.

4. POTĘPIANIE WYRAŻANIA PRZEZ INNYCH ZŁOŚCI CZY PODOBNIE MOCNYCH UCZUĆ, NAWET KIEDY WYNIKAJĄ ONE Z SYTUACJI

To jeden z pierwszych aspektów, jakie zauważyłem u siebie, gdy zapoznałem się z teorią duchowego eskapizmu. Zdałem sobie sprawę, że kiedy znajomi złościli się na mnie czy denerwowali, moją typową odpowiedzią było: „Złość niczego nie rozwiązuje” albo „Myślę, że gdybyśmy zachowali spokój, oszczędzilibyśmy sobie wielu problemów.” Wewnętrznie od razu osądzałem takich ludzi, myśląc że „gdyby byli bardziej świadomi, uniknęlibyśmy całego zamieszania”. W wielu sytuacjach był to jednak tylko mój sposób na unikanie głębszych kwestii, których wygodniej było nie zauważać.

Kiedy zaczynasz interesować się duchowością, jedna z pierwszych zasad, jakie napotykasz brzmi: „Trzymanie się złości jest jak wzięcie w dłoń rozżarzonego węgla z zamiarem skrzywdzenia kogoś; tym, kto poparzy się najmocniej, jesteś ty sam.”

Ten cytat często jest błędnie przypisywany Buddzie, podczas gdy w rzeczywistości jest to parafraza twierdzenia Buddhaghosy z V wieku n.e. Finezją tej mądrości jest to, że nie potępia ona gniewu jako takiego. Mówi ona tylko, że nie powinniśmy się go trzymać. Jak najbardziej powinniśmy go odczuć, wyrazić jeśli trzeba, a potem odpuścić. Jednak bardzo łatwo jest laikom przyjąć, że według tej prawdy każdy gniew, w każdej formie, oznacza że ktoś jest niemądry lub mało świadomy. A to nieprawda. Gniew i złość to naturalne ludzkie emocje, w wielu sytuacjach stanowiące doskonale uzasadnione reakcje. Co więcej, gniew często bywa cenną wskazówką, że coś w nas samych czy naszych związkach domaga się większej uwagi.

Jak na ironię, wielu pracujących nad sobą ludzi tłumi wszelkie “niższe” emocje i sztucznie pompuje “duchowe” odczucia i cechy, takie współczucie, dobroć i spokój. Prowadzi to do braku autentyczności. Ktoś wiecznie usiłujący przedstawiać się jako zrównoważona, uprzejma i miła osoba, pogodzona ze sobą i światem, kończy wyglądając i czując się jak oszust.

5. UŻYCIE „DUCHOWOŚCI” JAKO USPRAWIEDLIWIENIA DLA NADMIERNEGO UŻYCIA NARKOTYKÓW

Wielu ludzi (łącznie ze mną) uważa, że narkotyki mogą wywoływać doświadczenia mistyczne i w ten sposób wzbogacać (świecką) duchowość. Pięknie i ładnie, jednak niektórzy idą w tym za daleko, używając tego twierdzenia do racjonalizowania zachowań autodestrukcyjnych i zakrywania przed samym sobą niebezpiecznych aspektów różnych substancji.

W skrajnych przypadkach „uduchowieni” ludzie kończą na „celebrowaniu ceremonii cannabis”, jak Boży dzień długi, braniu narkotyków zbyt często lub w niewłaściwych sytuacjach oraz całkowitym wypieraniu jakichkolwiek negatywnych efektów tych substancji. O ile raczej popieram psychodeliki, chcę postawić sprawę jasno: narkotyki, włącznie z marihuaną, zdecydowanie mają swoje ciemne strony. Jeżeli używasz ich nieodpowiedzialnie lub po prostu masz pecha, silniejsze psychodeliki jak LSD czy zawarta w grzybkach psylocybina może czasami wywołać traumatyczne przeżycia o dalekosiężnych skutkach. Również marihuana, chociaż jest narkotykiem łagodnym i nie uzależnia, może przy zbyt częstym i obfitym używaniu rozwinąć nawyk, niezauważalnie przyćmiewający rozum i osłabiający motywację. Należy zatem do tych substancji podchodzić z respektem i stosować je odpowiedzialnie.

6. PRZESADNE PODKREŚLANIE „POZYTYWNOŚCI”, POZWALAJĄCE UNIKAĆ KONFRONTACJI Z PROBLEMAMI ZARÓWNO OSOBISTYMI, JAK I OTACZAJĄCEGO ŚWIATA

„Bądź pozytywny!”, to hasło często stosowane przez „uduchowionych” ludzi jako mechanizm unikania trudnej pracy odnoszenia się do własnych wewnętrznych problemów, ran i obciążeń, nie mówiąc już o problemach dotyczących świata. Ruch „pozytywności” w ostatnich latach dosłownie eksplodował w kulturze Zachodu. Internet jest przepełniony niekończącymi się memami i tekstami powtarzającymi z grubsza to samo przesłanie: „Myśl pozytywnie!”, „Bądź pozytywny!”, „Nie skupiaj się na negatywnym!”

Chociaż kultywowanie wdzięczności za wiele cudów naszej egzystencji z pewnością ma dużą wartość, ruch ten wydaje się pomijać coś kluczowego: ciemne aspekty życia nie znikną tylko dlatego, że zamykamy na nie oczy. Na odwrót, wiele problemów zarówno własnych jak i świata tylko się skomplikuje i urośnie, kiedy je zignorujemy. Tak jak absurdalne byłoby proponowanie hasła „myśl pozytywnie” jako rozwiązania problemów heroinisty. Podobnie absurdalna jest wiara, że pozytywne myślenie cokolwiek pomoże w takich sprawach, jak zmiana klimatyczna, ubóstwo, przemysłowy ubój zwierząt czy zagrożenie dla przetrwania ludzkości.

Nie znaczy to, że mamy brać na barki wszystkie problemy świata i czuć się nimi ciągle zdołowani. Warto widzieć napawające optymizmem fakty, dostrzegać, że pod wieloma względami świat zmierza ku lepszemu. Jednak musimy ten optymizm połączyć z odwagą podejmowania i rozwiązywania napotykanych problemów, od prywatnych po globalne.

7. WYPIERANIE NIEMIŁYCH EMOCJI, NIE PASUJĄCYCH DO „UDUCHOWIONEGO” OBRAZU SAMEGO SIEBIE

„Nie ma mowy, żebym kiedykolwiek był w depresji, samotności, lęku czy niepewności. Zbyt mocno kocham życie i za bardzo jestem [Zen / mądry / oświecony], żebym na to pozwolił.”

Natknąłem się na ten problem, kiedy na rok wyjechałem do Płd. Korei uczyć angielskiego. Myślałem, że wykształciłem u siebie niewzruszony spokój oraz taoistyczną umiejętność „płynięcia z prądem życia” i unoszenia się na nim jak spławik, pod którym przewalają się fale życiowej rzeki.

A wtedy doznałem szoku kulturowego, dojmującej samotności oraz ogromnej tęsknoty za domem i sam przed sobą musiałem przyznać, że nie jestem takim mistrzem Zen jak mi się wydawało. Albo raczej, musiałem zdać sobie sprawę że umiejętność „płynięcia z prądem” i akceptacji wszystkiego, co się wydarza oczywiście ma ponadczasową wartość, ale czasem jednak oznacza również akceptację faktu, że czujesz się jak kupa gówna.

Łatwo oszukiwać samego siebie, że poprzez duchowość będziesz w stanie płynąć przez życie jak na chmurce, ale w praktyce tak nie jest. Życie wciąż jest pełne cierpienia, i jeśli mamy rzeczywiście rosnąć i uczyć się z własnego doświadczenia, musimy być uczciwi co do naszych uczuć i przeżywać je w pełni. W moim przypadku potrzeba bycia “Zen,” „płynięcia z prądem” i prezentowania sobie oraz innym obrazu wewnętrznego spokoju uniemożliwiła mi dostrzeżenie prawdy różnych sytuacji/przeżyć, jak również wzięcia odpowiedzialności za radzenie sobie z nimi.

8. ODCZUWANIE GŁĘBOKIEJ AWERSJI I POGARDY DO SAMEGO SIEBIE PRZY KONFRONTACJI Z WŁASNĄ UŁOMNOŚCIĄ

Po poznaniu koncepcji duchowego eskapizmu zauważyłem to u siebie bardzo szybko. Mój narcystyczny obraz samego siebie jako osoby, która osiągnęła „wyższy” poziom świadomości stwarzał kosmiczne ilości dysonansu poznawczego. Osądzałem się bardzo surowo i miałem kolosalne, druzgocące poczucie winy przy okazji swoich mniej szlachetnych postępków.

Kiedy zaczynasz interesować się duchowością, łatwo jest idealizować takie postacie, jak Budda czy Dalaj Lama i wierzyć, że osiągnęli oni najwyższy poziom człowieczej doskonałości, działając zawsze z pełną świadomością oraz współczuciem. W rzeczywistości prawie na pewno tak nie jest. Nawet, jeśli niektórzy ludzie osiągają świadomość pozwalającą im “czynić dobrze” we wszelkich możliwych okolicznościach, musimy uznać, że coś takiego dostępne jest bardzo nielicznym. A osobiście podejrzewam, że w ogóle jest to niemożliwe.

W rzeczywistym świecie wszyscy jesteśmy ułomni i wszyscy popełniamy błędy Karty są ułożone przeciwko nam. Praktycznie niemożliwe jest przeżycie choćby tygodnia bez popełnienia kilku błędów.. Zdarza się to wszystkim, i to jest w porządku. Wybaczaj sobie. Wszystko co robisz, to uczysz się na własnych błędach i starasz się być lepszym w przyszłości.

Paradoksalnie, najwyraźniej duchowa lekcja wybaczania samemu sobie może być specjalnie trudna do przyswojenia dla ludzi zainteresowanych duchowością. Duchowe nauki i mądrości mogą po sobie pozostawić sięgające stratosfery ideały, skutkujące ogromnym poczuciem winy i obrzydzenia do samego siebie w przypadku nie sprostania im. To jest główny powód, dlaczego tak często uduchowieni ludzie odrzucają odpowiedzialność, ponieważ uczciwość wobec samego siebie byłaby zbyt bolesna. Co ironiczne, musimy być wobec siebie uczciwi co do własnych błędów, abyśmy mogli się na nich uczyć i osiągać coraz wyższe poziomy świadomości i współczucia. Pamiętaj: jesteś tylko człowiekiem. Masz prawo do błędów. Naprawdę. Ale później przyznawaj się do nich i wyciągaj z nich wnioski.

9. WPADANIE W KŁOPOTY Z POWODU NADMIERNEJ TOLERANCJI ORAZ ODMOWY CZYNIENIA ROZRÓŻNIEŃ MIĘDZY LUDŹMI

To jest na 100% moje. Od dawna bardzo poważnie traktowałem ideę, że każda istota ludzka zasługuje na dobroć i współczucie. Nadal tego nie odrzucam, ale dziś zdaję sobie sprawę, że w wielu sytuacjach inne troski powinny wziąć górę nad moim pragnieniem traktowania wszystkich ludzi z jednakowym współczuciem.

Podróżując po świecie kilka razy znalazłem się w sytuacjach zagrożenia życia, ponieważ zbytnio ufałem ludziom, których nie znałem, lub dałem za duży kredyt zaufania osobom, które sam oceniałem jako podejrzane. Na szczęście nigdy nie skończyło się to obrażeniami, ale dobre kilka razy oszukano mnie czy okradziono. W każdym przypadku chciałem wierzyć, że ludzie z którymi się stykałem, byli w głębi ducha „dobrzy” i jeśli wykażę dla nich zrozumienie, odpłacą mi tym samym. Okazało się to strasznie naiwne, a ja do dziś próbuję zmienić swoje postępowanie i przyjąć, że są na świecie sytuacje, w których ciepło i dobroć nie działają.

Pozostaje smutnym faktem, że chociaż nas samych już to nie dotyczy, ogromna liczba ludzi na planecie wciąż toczy regularną walkę o przetrwanie. Wielu wyrosło w nędzy i przestępczości, ucząc się, że jedynym sposobem życia jest żerowanie na słabszych. Większość ludzi na świecie raczej tak nie uważa, jednak jeśli trafiasz do miasta czy środowiska w którym bieda dominuje, powinieneś stosować podstawowe środki ostrożności, takie jak:

1. Nie wychodzenie na ulicę po zmierzchu.

2. Omijanie pustych, bezludnych miejsc.

3. Nie wdawanie się w interesy z natarczywymi przekupniami.

4. Rozróżnianie ludzi (zaufaj mechanizmom, które ludzki umysł kształcił przez wieki, ostrzegającym kiedy ktoś zachowuje się jakby był naćpany, niezrównoważony, zdesperowany czy niebezpieczny).

10. CAŁKOWITE LEKCEWAŻENIE NAUKI Z POWODU WIELKIEGO PRAGNIENIA, ABY RÓŻNE „DUCHOWE” PRAKTYKI OKAZAŁY SIĘ PRAWDZIWE

W sporej części „uduchowionej” społeczności istnieje mocny przekaz antynaukowy. Uważam, że powinniśmy się tego wstydzić. Wydaje mi się, że wielu ludzi wykazuje wrogość wobec nauki dlatego, że podważa ona sens pewnych wysoko cenionych wierzeń czy praktyk. Jednak jeśli jakieś wierzenie czy praktyka są uważane za pseudonaukowe i polegające tylko na wierze, to jeszcze nie znaczy, że są nieprawdziwe czy szkodliwe. Znaczy tylko, że nie zostały dotąd potwierdzone w powtarzalnych, laboratoryjnych eksperymentach.

Tymczasem metoda naukowa jest jednym z najlepszych narzędzi, jakimi dysponujemy, aby rozumieć mechanikę obserwowalnego wszechświata. Pozwoliła nam odkryć głębokie prawdy biologicznej ewolucji, dostrzec najdalsze zakątki kosmosu, wydłużyć ludzkie życie o dziesięciolecia czy stąpać po powierzchni księżyca; całkowite odrzucanie nauki jest głupim rezygnowaniem z najskuteczniejszego dotąd sposobu poznawania i rozumienia rzeczywistości.

Jak to doskonale ujął Carl Sagan: “Nauka nie tylko daje się pogodzić z duchowością, ale jest też jej potężnym źródłem. Kiedy widzimy nasze miejsce w mierzonym latami świetlnymi ogromie czasu i przestrzeni, kiedy dostrzegamy stopień skomplikowania, piękno i subtelność życia, to niezwykłe uczucie jakiego doznajemy – łączące w sobie zachwyt i poczucie własnej małości – z całą pewnością jest duchowe. Tak samo, jak duchowe są emocje wywoływane przez wielkie dzieła muzyki i literatury, czy akty bezprzykładnego poświęcenia i odwagi Mahatmy Gandhiego i Martina Luthera Kinga. Pomysł, że nauka i duchowość w jakiś sposób się wykluczają, obu tym sferom wyrządza wielką krzywdę.”

DODATEK: REZYGNACJA Z MATERIALNEGO DOBROBYTU Z POWODU PRZEKONANIA, ŻE PIENIĄDZE I KAPITALIZM TO ZŁO

Wielu „uduchowionych” ludzi sabotuje własne możliwości materialnego sukcesu. Wygląda, jakby mieli alergię na bogactwo, automatycznie łącząc pieniądze z chciwością, nieuczciwością i ogólnie wszystkim co najgorsze. Kapitalizm zaś postrzegany jest jako źródło zepsucia i nierówności, które należy usunąć.

Sam też niegdyś miałem podobne poglądy, więc doskonale sobie zdaję sprawę, jak są kuszące. Jeśli pociąga cię duchowość, potępienie “materializmu” staje się naturalne. W rzeczywistości jednak jest to ogromne uproszczenie, a prawda o kapitalizmie złożona. Tak, kapitalizm ma swoje bardzo prawdziwe złe strony, ale uregulowany i odpowiedzialny kapitalizm na wiele sposobów okazał się być siłą służącą dobru, przynosząc ze sobą niezwykły postęp i wyciągając na całym świecie z biedy miliony ludzi. W roku 1820, 94% populacji Ziemi żyło w skrajnym ubóstwie. W roku 2015 ta cyfra spadła do 9.6%, głównie dzięki ekonomicznemu wzrostowi generowanemu przez regulowany kapitalizm:

Być może najbardziej optymistyczny z wykresów (za: Our World in Data).

Co więcej, pozwólcie mi powtórzyć: chęć robienia pieniędzy nie jest zła sama w sobie. Pieniądze to niezwykłe narzędzie. Miliarderzy w rodzaj Elona Muska i Billa Gatesa, używający swojego bogactwa do pomocy reszcie świata udowadniają, jak pożytecznie mogą być wykorzystywane. Weźcie pod uwagę również 139 bogaczy, którzy łącznie zadeklarowali przeznaczenie łącznie zadeklarowali przeznaczenie 732 miliardów dolarów na działania dobroczynne. I tak naprawdę dobrze by było, aby więcej współczujących ludzi robiło duże pieniądze, aby skutecznie i altruistycznie mogli ich używać do poprawiania świata.

Aby doprecyzować: jak najbardziej jestem za pilnowaniem kapitalizmu, tak by pracował dla wszystkich ludzi na planecie. Na przykład, powinny obowiązywać twarde przepisy chroniące środowisko i uniemożliwiające nadużycia w rodzaju pogoni za rentą i naginania prawa. Idealny system ekonomiczny powinien nagradzać innowacyjność i przedsiębiorczość, jednocześnie zapewniając odnawialność zasobów i zaspokojenie wszystkim podstawowych potrzeb. Nie wiem, jak można by wypełnić tak ambitne cele, ale dzisiejsze formy kapitalizmu radzą z tym sobie lepiej, niż postrzega to wielu ludzi, zwłaszcza pamiętając o ogromie wyzwania.

Popieram dalszą metodyczną, opartą na danych pracę nad ulepszaniem naszych systemów ekonomicznych, ale zanim potępimy kapitalizm w czambuł warto zauważyć i docenić wszystkie rzeczy, które w kapitalizmie naprawdę nieźle się udają. Bardzo polecam ten wyważony i dający do myślenia wykład Jonathana Haidta, badający wady i zalety kapitalizmu.

WSZYSCY SIĘ UCZMY…

Myślę, że aby różne, rozmaicie ze sobą powiązane elementy duchowości całego globu mogły być maksymalnie szanowane i skuteczne, muszą odnieść się do swoich ciemnych stron.

W tym tekście próbowałem wskazać najbardziej rozpowszechnione z błędów pokutujących wśród ludzi pracujących nad swą duchowością. Jak podkreślałem, większość z nich odnalazłem u samego siebie. Niepokojąco łatwo jest wpaść w niektóre pułapki duchowości i prezentować różne ograniczające przekonania i zachowania, zachowując przy tym uczucie osiągnięcia „wyższych” poziomów istnienia.

Nauka, jaka z tego wynika mówi, że wzrost i rozwój to procesy nie mające końca. Jeśli sądzisz, że niczego już więcej nie musisz się uczyć, robisz sobie krzywdę na wielu poziomach. Zapewne przyznanie się, że przez długi czas ktoś funkcjonował, opierając się na błędnych podstawach jest bardzo trudne, ale alternatywa jest o wiele gorsza. Jest nią bowiem rodzaj duchowej i intelektualnej śmierci — stan wiecznej stagnacji, w którym bez końca łudzimy się, że znamy już wszystkie odpowiedzi, że osiągnęliśmy wszystko, co było dla nas możliwe. W gwałtownie zmieniającym się świecie nie sposób przecenić wartości ciągłej nauki.

W swojej najlepszej postaci duchowość jest siłą, która może pomóc ludzkości w pełni wyrazić naszą wspólną tożsamość jako istot myślących, uzyskać świadomość ekologiczną i poczucie łączności z otaczającym nas wszechświatem oraz potraktować najpilniejsze problemy współczesności z troską, rozwagą, inwencją, i tym, co Einstein nazywał „świętą ciekawością.”

Duchowość jest siłą, która prowadzi nas ku bardziej harmonijnej, opartej na współpracy, zrównoważonej przyszłości. Taki jest też sens doskonalenia samego siebie, i w ten sposób przyczynienia się do powstania piękniejszego świata.

Autorstwo: Jordan Bates
Tłumaczenie: Jędrzej Jaxa-Rożen
Zdjęcie: Prosa1960 (CC0)
Źródło oryginalne: HighExistence.com
Źródło polskie: MediumPubliczne.pl

BIBLIOGRAFIA

1. http://highexistence.com/spiritual-bypassing-how-spirituality-sabotaged-my-growth/

2. http://realitysandwich.com/74388/spiritual_bypassing/

3. https://store.highexistence.com/products/30-challenges

4. https://www.amazon.com/Spiritual-Bypassing-Spirituality-Disconnects-Matters-ebook/dp/B003WUYPJC/ref=as_li_ss_tl?s=books&ie=UTF8&qid=1462122692&sr=1-1&keywords=spiritual+bypassing&linkCode=sl1&tag=bates0b-20&linkId=e8d0cde2e58f6dc6284931e35b07ec25

5. https://en.wikipedia.org/wiki/Shadow_(psychology)

6. http://highexistence.com/ultra-spiritual-hilarious-video-satirizes-shadow-tendencies-of-spiritual-tendencies/

7. https://www.youtube.com/watch?v=1kDso5ElFRg

8. http://highexistence.com/alan-watts-human-nature/

9. http://highexistence.com/26-scientifically-proven-superhuman-benefits-of-meditation/

10. http://highexistence.com/images/view/ego-trap/

11. http://highexistence.com/secular-spirituality-surrender-to-sacred-yosemite/

12. http://highexistence.com/existence-should-astound-us-a-meditation-on-the-ineffable-magnificent-mystery-of-being-itself/

13. https://www.youtube.com/watch?v=2ctu8NYJLkk

14. http://highexistence.com/why-politics-and-religion-make-everyone-crazy/

15. http://highexistence.com/when-to-take-ayahuasca-fashionable-path-awakening/

16. http://fakebuddhaquotes.com/holding-on-to-anger-is-like-grasping-a-hot-coal-with-the-intent-of-harming-another-you-end-up-getting-burned/

17. http://highexistence.com/gift-of-the-gods-why-visionary-plant-medicines-deserves-reverence-and-caution/

18. http://highexistence.com/secular-spirituality-surrender-to-sacred-yosemite/

19. http://highexistence.com/gift-of-the-gods-why-visionary-plant-medicines-deserves-reverence-and-caution/

20. http://highexistence.com/sam-harris-ted-talk-artificial-intelligence/

21. http://www.vox.com/2014/11/24/7272929/charts-thankful

22. http://highexistence.com/11-takeaways-from-8-months-of-unemployed-nomadism/

23. http://highexistence.com/how-to-not-give-a-fuck-like-a-zen-master/

24. https://en.wikipedia.org/wiki/Scientific_method

25. http://highexistence.com/carl-sagan-on-what-would-happen-if-advanced-aliens-contacted-earth/

26. https://www.youtube.com/watch?v=iOu_8yoqZoQ

27. http://waitbutwhy.com/2015/05/elon-musk-the-worlds-raddest-man.html

28. http://www.gatesfoundation.org/

29. https://en.wikipedia.org/wiki/The_Giving_Pledge

30. http://highexistence.com/1000-times-more-altruistic-with-a-single-dollar/

31. https://pl.wikipedia.org/wiki/Pogo%C5%84_za_rent%C4%85

32. https://www.youtube.com/watch?v=iOu_8yoqZoQ

33. https://medium.com/@schuyler_brown/the-world-in-a-state-of-extreme-transition-b30f0e7b535

34. http://highexistence.com/ultimate-flowchart-for-determining-how-you-can-help-the-world/

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...

TAGI: , ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

14
Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Szwęda
Użytkownik
Szwęda

Człowiek nie musi wierzyć w żadnych bogów i Boga i nie musi niczego praktykować, a i tak pozostaje istotą duchową – rzecz chyba w tym, żeby miał tego świadomość, świadomość własnej duchowości – i to chyba wszystko.

MasaKalambura
Użytkownik
MasaKalambura

10. Od dawna limit 120 lat słonecznych lub księżycowych (120 sol = 123,6 lat księżycowych) nie został przekroczony. Pierwszy o tym limicie donosi Genesis i umiejscawia jego początek do ok 5 tyś lat wstecz. Ponoć wg powyższej opowieści, wcześniej ludzie zasadzeni w Edenie mieli możliwość życia dłużej. Nawet 1000 lat. Nie wiadomo nic o plemionach ludzkich mających 120 letnie ograniczenie (homo sapiens, erectus i pozostałych) na swą żywotność. Czy byli wtedy równolegle z Edeńczykami. Czy raczej stworzeni potem. Czy może wcale nie uznawano ich jako istoty zasługujące na miano homo sapiens 1000 letnie i byli jak zwierzęta (stąd dwa opisy stworzenia ludzi – jeden jakby wynikający z ewolucji dla 6 dnia i istot lądowych zakończonych człowiekiem, i drugi jako opis szczegółowego oddzielnego projektu i działającego programu operacyjnego wysoce zaawansowanej istoty zdolnej do odczuwania myśli i emocji wszystkich wszechświatów na raz), a potem dla równowagi uznano wszystkie istoty wysoce rozumne jako ludzi, i za wzór pozostały nam wiara w Adama i Ewę jako doskonałość, jakiej my mali, dziś żyjący możemy tylko pozazdrościć. A która bierze się z łączności z Projektantem i Wykonawcą całości.

Homo sapiens 1000 letnie (jak donosi Genesis) zostało z Planety wykluczone przez Stwórcę już po Potopie z powodu znacznie słabszej jakości ich, wszystkich istot ludzkich, żywota po tym wydarzeniu. Dla Którego tak intensywne światło było zbyt nieznośnym więzieniem i zostało ono zatem zmniejszone i ukrócone. Jak widać, jakości tej do dziś znacząco nie wydłużono. Do dziś pozostajemy maksymalnie 116 latkami (ok 120 lat księżycowych).

Źródłem żywota człowieka jest Tchnienie Boga. Jego odejście od ciała, to śmierć.

Maximov
Użytkownik
Maximov

@Masa
A Ty dalej swoje…
… i nadal tkwisz w pułapce własnej “wspaniałej” wiary.

Artykuł bardzo dobry.
Świetnie ukazuje wpadki wszelkich “dalajlamów: :)

MasaKalambura
Użytkownik
MasaKalambura

Wyjaśnij słowo “pułapka” i zastanów się w jakim stopniu własna “niewiara” też nią jest.

9. Niedocenianie informacji o istnieniu dobra i zła, niezależnie od naszych przekonań, może być problemem. Wracający do życia duchem zwykle robią to ujeżdżając energię miłości. I bardzo słusznie, wszak tylko ją, spośród energii kształtujących i budujących, produkujemy w nadmiarze i cały czas. I dlatego też większość ścieżek duchowych właśnie tę drogę wspiera.

Jednak kierowanie się duchem to coś innego, niż samo miłowanie. Oglądanie świata w świetle miłości wykonuje się raczej od środka, a nie na zewnątrz, jak z oczami. Obserwować należy inne serca raczej, niż powierzchniowość. Szukać prawdy ukrytej (intencji) raczej niż tej oznajmianej.

Dlatego wpierw wysyłasz swoje miłosierdzie, jak sonar wokoło, bezwzględnie wszędzie i bezwarunkowo, potem obserwujesz, co do ciebie wraca, następnie słuchasz swego serca i rozumu, gdzie jest dobro a gdzie zło, i wybierasz światło. I wszystko to zanim otworzysz usta. Jeszcze w nocnej modlitwie, przy porannym witaniu z Bogiem kolejnego dnia, przy południowym odpoczynku przy Bogu, wieczornym Jego wspominaniu, przywitaniu nocy w ochronnej myśli Boga i cały czas przy każdym skierowaniu oczu serca na Boga, Źródło miłości.

Jedynym organem, dzięki któremu możemy modulować to światło jest serce, a dokładnie obszar na wysokości serca. Ci, którzy je obudzili, czują to jak stały dotyk. Sercem ogarniamy wpierw własne ja poprzez przyciąganie miłości ludzkiej. Od korzenia i Ziemi i miłości rodzicielskiej, poprzez sakralną i miłość poziomu erotycznego, tę którą odnaleźliśmy jako klucz do serca (naszą kobietę lub naszego mężczyznę), poprzez miłość siebie samego w poziomie pępka i bliźniego – zatem innych ego. Tak w sercu zbieramy te trzy niższe warstwy potęgując je tym co jest w sercu, dokąd dochodzi czyste Światło Tronu. W serca tych, które Tronu szukają.

Świadome oświetlanie w sercu tych niższych poziomów pozwala nam określić, co dla siebie wybieramy, jako ścieżkę serca. Oddzielić dobro od zła, odnaleźć bezpieczną przystań w tym niebezpiecznym rejsie po powierzchni Ziemi.

Jak dla mnie kluczem do rozpoczęcia kształcenia umiejętności świadomego oświetlania świata sercem było uświadomienie sobie, że jest gdzieś tam, w tym świecie serce mi bratnie, kobiece serce mej partnerki (niezależnie czy ją już znam czy też nie, czy jest blisko, czy też nie), które zna szyfr dostępu do mojego serca i jest z nim zsynchronizowane. Jest to droga naturalna, droga środka.

Dzięki tej świadomości mogę z wiarą się jej serca chwytać, dając jej całą swoja miłość jaką umiem jej dać i poczuć to rzeczywiście jak wychodzi a potem wraca. Tak jak czują zakochani. Tak jak bym oddychał. Miłość jest w oddechu.

Dawanie jej miłości jest początkiem nieprzerwanej sekwencji dawania jej wokoło, bezwarunkowo i całemu otoczeniu. A potem jest czas na patrzenie na to co wraca. Na czucie tego i słyszenie. Bo serce to więcej niż 5 zwykłych zmysłów. I wszystkie one na raz.

Można też łączyć się z sercem uniwersalnym, choć nie przychodzi mi do głowy żaden adres pewien bardziej, niż pewność, że Bóg dał każdemu Adamowi jego własną Ewę, by sercami mogli się zawsze wspierać i sobie towarzyszyć, niezależnie od tego gdzie aktualnie są. I czy nawet są razem. Bo są jednym ciałem na poziomie serca, a to jest więcej niż mięsień. To portal nadprzestrzenny dostępny świadomości ludzkiej.

Jeśli miałbym jednak podać adres takiego serca, było by to serce innego szczerze wierzącego w Boga. Nie ważne czy brata czy siostry. Każdego, kto w tej samej chwili szczerze szuka Jednego Boga i łączy się z Nim w modlitwie – spogląda sercem w kierunku Tronu tak jakby Tron był tuż obok ze szczerą wiarą że tak jest. To jest Ihsan.

MasaKalambura
Użytkownik
MasaKalambura

8. Bo jak innych ludzi miłuje ktoś, kto nie potrafi pokochać siebie samego?

Kluczem do pokochania siebie jest akceptacja stanu, w jakim się znajdujemy. Dopiero w pełni poznana prawda o sobie daje możliwość poprawy. Dopiero wyrozumiałość dla siebie samego pozwala odnaleźć odrobiny cierpliwości, by rozwijać się stopniowo ku lepszemu.

Wszyscy jesteśmy ludźmi. Wszyscy popełniamy błędy. Ale tylko mądrzy analizują co było dobre a co błędem i wyciągają wnioski i błędy naprawiają. Kiedy nauczysz się z pokorą przyjmować często niemiłą prawdę o sobie, i zamiast zniechęcenia wykażesz chęć poprawy, chęć rozwijania w sobie mistrza, wtedy idziesz we właściwym kierunku.

I wtedy dopiero masz szansę prawdziwie pokochać innych, widząc w nich siebie. Człowieka popełniającego błędy, ale też uczącego się na nich.

Choć lepiej jest uczyć się również na błędach innych. Wtedy samemu można uniknąć kilku pułapek tego świata i mieć możliwość zaatakowania szczytu mistrzostwa danego do zdobycia nam przez Stwórcę.

MasaKalambura
Użytkownik
MasaKalambura

7. Emocje to język ciała duchowego, zwanego astralem, jest to tylko kolejny zmysł. Emocje mamy na wierzchu. Ludzie widzący widzą kolory, które reprezentują nasze emocje. Możemy odczuwać emocje innych, poprzez współodczuwanie. Współczucie to umiejętność stapiania się z tym, co czują inni. Ale jak każdy inny zmysł, nie jesteśmy tym, co widzimy. Nie jesteśmy tym, co czujemy emocjami.

Mają one zadanie nas informować. To nasz duch się z nami komunikuje. Daje nam kolejne dane do analizy. Nie należy ich odrzucać. Ani zbytnio się z nimi utożsamiać. Ot uczucie. Rzecz ulotna. Ciekawe co ona oznacza, lub od kogo przyszła? Może nas popchnąć do działania, do myślenia, do wycofania się z działania. To źródło ulotnej ale istotnej wiedzy o sobie samym i o innych.

MasaKalambura
Użytkownik
MasaKalambura

6. Wspieranie pozytywnego charakteru przyszłości nie musi być tożsame z odrzucałem realności. Lepsza najgorsza prawda, niż najpiękniejsze kłamstwo. Prawda jest jaka jest. Walczyć z nią czy może lepiej ją poznać?

Ale wkładanie promieni światła w wizję świata snutą przez ciało i ducha nie jest błędem. Nadzieja jest matką Miłości, którą zrodzi Wiarą. Są to odmiany woli w aspekcie działania.

Jest to też rydwan pozwalający ujrzeć prawdę jutra oczami duszy – naszego ciała śniącego i snującego wizję pozazmysłową. Które jest jednocześnie w teraźniejszości, przeszłości i przyszłości, i które wraz z ciałem przeniknie. Jest to jedno z podobieństw stworzenia do jego Stworzyciela.

Nasze okno na własne jestestwo w tu i teraz osiągalne człowiekowi. Sumienie w wersji zaawansowanej. Potrafiące dotrzeć do siebie samego w przeszłości i w przyszłości od tu i teraz chwilowego. Właśnie przeżywanego. Nasz prywatny Dzień Sądu na życzenie. Dostępny każdemu, kto poprosi.

MasaKalambura
Użytkownik
MasaKalambura

5. Jednak tym, co programowo i zupełnie wyłącza człowieka z duchowości jest alkohol. Został on uznany za wyłącznik prawdy ducha. Czy ktoś w to wierzy, czy nie. Mimo, iż nie należy do 4 rzeczy zabronionych jako pożywienie, sam pożywieniem nazywany być nie powinien. I od wszelkiej modlitwy odstąp, gdy jesteś pijany.

Substancje zmieniające świadomość i postrzeganie mogą działać podobnie. I wtedy nie bierz ich koleżanko i kolego.

Ale mogą dać człowiekowi namiastkę „widzenia” i zbudować wiarę w trzeźwo wywołaną wizję duchową, zanim tam ona sama samoistnie w postrzeganiu się wyłoni. Kiedy praktyka trzeźwego rozwoju zacznie przynosić efekty.

Tak robili Indianie w Amerykach. Tak robił don Juan z Castanedą.

Czy jest sens w to brnąć? Czasem przynosi to pożądany efekt wzbudzenia zainteresowania „wizją” i „duchem”. Ale ponosi się wtedy olbrzymie koszta energetyczne. A wizję właściwą, prawdziwą nie iluzoryczną – narkotyczną – trzeba budować na trzeźwo. Poprzez gromadzenie energii milczenia oraz przetwarzania energii seksualnej oddechem w wyższe esencje miłości.
Sam don Juan przyznał Castanedzie, że wolałby ich uniknąć.

Milczenie staje się powagą zachowywaną w obecności Tronu.
A wzbudzanie najczystszych esencji z surowca seksualnego najłatwiej jest osiągnąć w rodzinie, a przynajmniej w parze z ukochaną, która tak jak ty, przed Majestatem Najwyższego stawać lubi.
W modlitwie z nią, ze zsynchronizowanym z nią sercem skierowanym Ku Górze, przez Koronę na czubku głowy aż do Tronu. Tak produkuje się esencję miłości najwyższej klasy. Najczystszej i najprawdziwszej miłości do Boga Wiekuistego.

MasaKalambura
Użytkownik
MasaKalambura

4. Uniknąć gniewu nie sposób, jeśli nie jest się jednym z tych nielicznych, którzy się nie gniewają, bo nie umieją. Reszta powinna nauczyć się gniew chwytać. Nie pozwolić się mu rozwijać, rozpalać, potęgować i trwać. Bo gdy wejdzie w postać nienawiści a więc zapamiętanego gniewu, albo przejdzie w działanie pod gniewu wpływem, wtedy powstrzymanie go jest bardzo trudne.

Postępować z gniewem należy, jak z każdym innym uczuciem i emocją, jakich dostarcza nam ciało emocjonalne. Trzeba go zauważyć, zaakceptować i zanalizować sens jego pojawienia się. Wstrzymać reakcję aż się ulotni, bo jak każda emocja, jest ulotny i eteryczny. To tylko informacja.

Różnie ludzie reagują. Ale gniew wywoływany jest w ludziach zazwyczaj, gdy coś nie idzie zgodnie z ich wolą. Tudzież, gdy łamana jest zasada sprawiedliwości, co zasadniczo jest odmianą tego pierwszego. Czasem (to jest u mnie) gdy ktoś mi wciska na siłę kłamstwo jako prawdę. Ale to też jest odmiana pierwszego.

Podobno najbardziej zapalczywi w swym gniewie są bałwochwalcy, czczący dzieło rąk ludzkich i wymysły człowiecze. Zamiast Prawdy.

hashi
Użytkownik
hashi

Artykuł gniot ukazane problemy to jakaś patologia i niema nic wspólnego z duchowością. To jakieś wypaczenie tej tematyki.
Egocentryzm, narkotyki, tłumienie emocji, mentalność ubóstwa, uleganie modzie. Serio? Ta osoba miała problemy z samym sobą i to chyba wszystkie z możliwych.
W duchowości jest wszystko wręcz odwrotnie, niema miejsca na ego, narkotyki są zakazane, akceptuje się emocje, promuje się obfitość, ceni się samostanowienie, samoograniczenie i nie uleganie modzie.

MasaKalambura
Użytkownik
MasaKalambura

3. Albo bo wszyscy się przyłączają, a nie wypada się różnić od stada.

Czy jest to właściwa intencja? Może być powodem powstania hipokryty. Ale może się też przerodzić w rzeczywistą drogę. Nikt nie powinien nikogo osądzać. Bo może przez hobby nie koniecznie on, ale ktoś w jego rodzinie albo otoczeniu odnajdzie odpowiedzi. I pójdzie drogą serca – oczu duszy – ku Prawdzie (jedno z Imion Stwórcy)?

To Bóg prowadzi nas po tej Ziemi. To on wybiera serca, które ku Sobie przyciąga.
Podejmij tylko pierwszy krok w Jego stronę, a On zacznie biec ku tobie.

MasaKalambura
Użytkownik
MasaKalambura

2. Rzeczywiste wejście w duchowość ma miejsce właśnie w tym momencie, w którym naprawdę podejmujesz się wziąć odpowiedzialność za siebie. Za swoje życie. Za swoje myśli, słowa i czyny, bo świadom stajesz się, że każda z nich jest zanotowana w Odwiecznym Twardym Dysku Drogi Mlecznej. I każda zostanie ci odtworzona w Dniu Sądu.

Odpowiedzialności natomiast możesz przestać się bać, kiedy śpisz i realizujesz swoje ukryte często przed sobą samym pragnienia. W trakcie snu Pióro Wszechpisarza jest uniesione. Kiedy zaczynasz być świadom tego co śnisz, możesz poznać siebie i dowiedzieć się, jakimi drogami podąża całość ciebie, nie tylko Jawa, jaką znasz.

Natomiast, gdy jesteś w ciele materialnym, rób wszystko jak mistrz, najlepiej jak umiesz. Bez wiecznego próbowania, ale wreszcie najdokładniej jak potrafisz z przekonaniem, że wyjdzie.
Początkowo będzie to trudne. Ale z czasem przyniesie właśnie efekt rzeczywistego wzięcia za siebie odpowiedzialności. Czasem trwa to chwilę, a czasem wiele lat.

Nauka cierpliwości też wiele lat praktyki wymaga.

MasaKalambura
Użytkownik
MasaKalambura

1. Zamiast tego, przyłącz się by poczuć się od innych lepiej. By odnaleźć prawdziwy spokój i szczęście. By żyć życiem i ciałem przepełnionym miłością. By stać się najlepszą wersją siebie, dla siebie samego. I ku dobru innych.

Jeśli szukasz szczęścia dla siebie, odejdzie od ciebie. Jeśli szukasz szczęścia dla innych, przyjdzie do ciebie. Bo radość i szczęście nie z tego co masz pochodzi, tylko z tego co innym dajesz i jakim czynisz świat. Swoją obecnością. Swoim słowem i czynem. Ale też tym, jak modlisz się za niego.

Kiedy wejdziesz na ścieżkę ducha staniesz się lepszym od innych, którzy na tej ścieżce nie są. Będziesz miał więcej umiejętności i możliwości. Więcej energii i lepszą percepcję. Twoja wiedza będzie większa i szlachetne cechy. Przez uważność zaczniesz świadomie gromadzić dobre uczynki, będące walutą w świecie ducha. Bardzo pożądanym pieniądzem. Możesz również liczyć na nagrodę tam, gdzie dla innych tylko marny koniec czeka. Będąc z Bogiem w przyjaźni jesteś lepszy od tych, którzy Boga unikają.

Jednak nie daje ci to prawa do osądzania. Bo rzadko wiesz co jest w sercach innych ludzi. I nie znasz ich ostatecznego losu. I nie wiesz, czy może przypadkiem nie mają większych zasług od ciebie w Oczach Boga.

Dlatego pracować trzeba do samej śmierci.
I ducha do samego końca kształcić.
I przez cały ten czas gromadzić zasługi u Stwórcy, aby udało się przez Sąd przejść zwycięsko.

Bo tylko poza Sądem jest właściwy rozwój Ducha. I prawdziwa rzeczywistość do której Duch prowadzi. I wieczna nagroda w Bogu.

@atos
Pokój Tobie

Dorota Nawigatorka
Użytkownik
Dorota Nawigatorka

Bardzo dobra obserwacja i wnioski. Zbiezne z moimi obserwacjami- a krece sie w srodowisku osob tzw. duchowych juz od jakiegos czasu i sama dla siebie przyjelam pewne kryteria, patrzac jak duchowosc potrafi wyprowadzac ludzi w pole. Szczegolnie niebezpieczne i trudne do weryfikacji jest tzw. pozytywne myslenie i tepienie/ wypieranie tzw. negatywnych emocji. Stad p. 4 i 6-8 wynikaja z tego samego: braku odpowiedniego kryterium, ktore pozwoliloby zlapac rownowage…
Ciesze sie, ze ktos tez tak to widzi- DZIEKUJE autorowi za ten artykul :). I tłumaczowi, za podjecie trudu, by nam go przyblizyc :).