Złoczyńca

Opublikowano: 22.10.2017 | Kategorie: Opowiadania

Liczba wyświetleń: 4

Przed sędzią śledczym stoi mały, niezwykle chudy chłopek w zgrzebnej koszuli i łatanych portkach. Jego zarośnięta, dziobata twarz i oczy, ledwo widoczne spoza gęstych, obwisłych brwi, mają wyraz posępnej surowości. Gęsta, splątana, dawno nie czesana czupryna nadaje jeszcze więcej surowości jego twarzy.

— Denis Grigoriew! — zaczyna sędzia — podejdź bliżej i odpowiadaj na moje pytania. Siódmego lipca dróżnik kolejowy Akinfow, obchodząc rano tor, schwytał cię na odkręcaniu muterki[1], którą przymocowuje się szynę do podkładu. Oto ta muterka. Z nią cię zatrzymał. Czy tak było?

— Czego?

— Czy tak było, jak mówi Akinfow?

— Wiadoma rzecz, że było.

— Dobrze, a po cóż odkręcał?

— Czego?

— Daj spokój z tym „czego”, a odpowiadaj na pytania: po coś odkręcał?

— Gdyby nie była potrzebna, to bym nie odkręcał — odpowiada ochrypniętym głosem Denis, patrząc na sufit.

— Na co ci była potrzebna muterka?

— Muterka? My z nich robimy ciężarki.

— Kto to — my?

— My, naród… To jest chłopi Klimowscy.

— Słuchaj, nie udawaj idioty i mów do rzeczy. Po co kłamać o jakichś ciężarkach?

— Nigdy nie kłamałem, a teraz od razu niby kłamię… — mruczy Denis, mrugając oczyma. — Czyż można bez ciężarka, panie sędzio? Jeżeli osadzi się na haczyku żywca, to czyż pójdzie na dno bez ciężarka? Kłamię… — uśmiecha się Denis. — A po kiego diabła żywiec, jeżeli będzie na powierzchni pływał! Okuń, szczupak, miętus zawsze się na dnie łowią, a na powierzchni to tylko wyrozub[2] i to bardzo rzadko. W naszej rzece go nie ma… Ta rybka wymaga dużej przestrzeni.

— Ale co ty mi o jakimś wyrozubie opowiadasz.

— Czego? A przecież się pan sam pyta! U nas i panowie tak łowią. Najmniejszy dzieciak nie będzie łowił bez ciężarka. Kto nie ma pojęcia — ten, rozumie się, i bez ciężarka łowi. Na głupców nie ma rady.

— Więc mówisz, że odkręciłeś tę mutrę, żeby zrobić z niej ciężarek?

— A dla czego innego? Nie dla zabawki przecież.

— Ale na ciężarek mogłeś wziąć ołów, kulę… gwóźdź jakiś.

— Ołowiu na drodze się nie znajdzie, trzeba kupić, a gwóźdź się nie nadaje. Lepszego, jak mutra[3], nie ma… I ciężka, i dziurkę ma.

— Udajesz głupca! Jakbyś się wczoraj urodził albo z nieba spadł. Czyż nie rozumiesz, ośla głowo, do czego prowadzi takie odkręcanie? Gdyby dróżnik nie spostrzegł, pociąg by się wykoleił, ludzie by się pozabijali. Ty byś ludzi zabił!

— Niech Bóg broni, panie sędzio! Po co ludzi zabijać!? Czyż my — to nie chrzczeni albo zbóje jacyś! Bogu dzięki, żyliśmy, panie dobry, dotychczas i nie tylko nie zabijaliśmy, ale ani nam to na myśl nie przychodziło. Niech nas Matka Boska broni!… Co pan mówi!

— A od czego, według ciebie, bywają katastrofy kolejowe? Odkręć dwie-trzy mutry — i gotowa katastrofa!

Denis uśmiecha się i niedowierzająco mruży oczy.

— Ho! Od wielu lat już cała wieś odkręca mutry i chwała Bogu, nic się nie stało, a teraz od razu — katastrofa… zabójstwo… Gdybym szynę zabrał albo, dajmy na to, kłodę w poprzek położył — wtedy, ma się rozumieć, pociąg by się przewrócił, ale mutra — wielka rzecz!

— Zrozumże nareszcie — mutrami szyna jest przymocowana do podkładów!

— To my rozumiemy… Przecież nie wszystkie odkręcamy… Zostawiamy… Nie po głupiemu robimy… rozumiemy. — Denis ziewa i robi znak krzyża.

— W zeszłym roku wykoleił się pociąg — mówi sędzia śledczy. — Teraz rozumiem, dlaczego…

— Co takiego?

— Teraz, powiadam, rozumiem, dlaczego w zeszłym roku pociąg się wykoleił… Rozumiem!

— Na to wykształceni jesteście, dobrodzieje nasi, żeby rozumieć. Bóg wiedział, komu dać rozum… Pan też rozpatrzył, co i jak, a ten dróżnik, prosty chłop, bez wszelkiego rozumu, łapie za halz i ciągnie. Przedtem rozpatrz — a potem ciągnij. Wiadoma rzecz — chłop i chłopski rozum… Niech pan, z łaski swojej, zapisze także, że mi dwa razy dał w zęby i w pierś uderzył.

— Przy rewizji znaleziono u ciebie jeszcze jedną mutrę… Tę — kiedy i w jakim miejscu odkręciłeś?

— To pan o tej mutrze, co leżała pod czerwoną skrzynką?

— Nie wiem, gdzie leżała, tylko znaleźli ją u ciebie. Kiedyś ją odkręcił?

— Ja jej nie odkręcałem, tylko dostałem ją od Ignaca, syna Siemiona. To ja o tej, co pod skrzynką, a tę, co była w sankach, na dworze, tośmy ją razem z Mitrofanem odkręcali.

— Z jakim Mitrofanem?

— Z Mitrofanem Pietrowem… Czyż pan o nim nie słyszał? Sieci u nas robi i panom sprzedaje. Tych muter potrzeba jemu niemało. Na każdą sieć z dziesięć sztuk.

— Posłuchaj, paragraf tysiąc osiemdziesiąty pierwszy ustawy karnej mówi: „Za każde świadome uszkodzenie kolei żelaznej, jeżeli ono naraża na niebezpieczeństwo idący po torze pociąg i jeżeli winowajca wiedział, że skutkiem tego może być nieszczęście… — Rozumiesz? Wiedział! A ty nie mogłeś nie wiedzieć do czego prowadzi to odkręcanie… — zostaje skazany na zesłanie do katorgi.”

— Rozumie się, pan lepiej wie… Myśmy ludzie ciemni… czy my co rozumiemy?

— Wszystko rozumiesz! Kłamiesz, udajesz!

— Po co kłamać? Niech się pan spyta we wsi, jeżeli pan nie wierzy… Bez ciężarka tylko ukleję się łowi; nie ma marniejszej ryby od kiełbia, a i ten nie da się wziąć bez ciężarka.

— Jeszcze o wyrozubie opowiadaj! — uśmiecha się sędzia.

— Wyrozuba u nas nie ma. Zarzucamy wędkę bez ciężarka na powierzchnię — na karpia, ale rzadko bierze.

— No, cicho…

Następuje milczenie. Denis przestępuje z nogi na nogę, patrzy na stół, pokryty zielonym suknem i gwałtownie mruga oczyma, jakby widział nie sukno, lecz słońce. Sędzia śledczy coś prędko pisze.

— Mogę odejść? — pyta Denis po krótkim milczeniu.

— Nie. Muszę cię zaaresztować i odesłać do więzienia.

Denis przestaje mrugać i podniósłszy swe gęste brwi, pytająco patrzy na urzędnika.

— Jak to, do więzienia? Wasza Wielmożności! Ja nie mam czasu, muszę na jarmarku odebrać trzy ruble za sadło.

— Milczeć, nie przeszkadzać!

— Do więzienia… Gdyby było za co, to bym poszedł, a tak, ni stąd, ni zowąd… Za co?… Przecież nie kradłem, ani się nie biłem… A jeżeli wedle podatków, to niech pan nie wierzy wójtowi. Sumienia nie ma ten wójt.

— Milczeć!

— Ja i tak milczę — mruczy Denis. — A wobec tego, co wójt nazmyślał w raporcie, to gotów jestem przysiąc. Jest nas trzech braci: Jegor, ja i…

— Przeszkadzasz mi… Hej, Semionie! — krzyczy sędzia. — Wyprowadzić go!

— Jest nas trzech braci — mruczy Denis, podczas kiedy dwóch tęgich żandarmów bierze go i wyprowadza. — Brat za brata nie odpowiada… Kuźma nie płaci, a ty, Denisie, odpowiadaj… Sędziowie!… Umarł nieboszczyk pan generał — Panie, świeć nad jego duszą! — on by wam, sędziom, pokazał… Trzeba sądzić z rozumem, a nie byle jak… Cóż, bij, jeżeli jest za co, ale wedle sumienia…

Autorstwo: Anton Czechow
Tłumaczenie: A. W.
Źródło: WolneLektury.pl

PRZYPISY

[1] muterka (zdr.), własc. mutra — nakrętka na śrubę. [przypis edytorski]

[2] wyrozub — ryba z rodziny karpiowatych. [przypis edytorski]

[3] mutra — nakrętka na śrubę. [przypis edytorski]

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
Powiadom o