Żądamy ośmiogodzinnego dnia myślenia!

Opublikowano: 19.06.2016 | Kategorie: Polityka, Prawo, Publicystyka

Liczba wyświetleń: 221

Legislacyjna biegunka skończy się w polskim sejmie, kiedy posłowie na chwilę odsapną i będą mieli czas pomyśleć: po co to wszystko robimy? Gdzie to się wszystko toczy i po co…

Żądam ośmiogodzinnego dnia myślenia!

Rozczuliła mnie niedawna radiowa informacja: „Minister Pracy i Polityki Społecznej powołała zespół wybitnych ekspertów, którzy opracują nowy kodeks pracy”.

Jak wiadomo – już od przedwojnia, Polska II RP przyjęła ośmiogodzinny dzień pracy i tej prostej zasady trzymamy się w wielu dziedzinach właściwie do dziś. Ściśle mówiąc w tych dziedzinach i w tych firmach, do których może przyjść inspektor pracy i sprawdzić, czy pracownicy nie są zmuszani w jakiś sposób do pracy nocnej, czy też np. przekraczającej osiem godzin na dobę.

Bo praca zbyt długa wyczerpuje i np. zmęczony tokarz mógłby wkręcić sobie paluch w tokarkę, albo nie dopilnować jakości i nawypuszczać bubli.

Podobnie kierowca tira ma nawet zamontowany w aucie tachograf, który pilnuje żeby gość nie jechał zbyt długo, bo zmęczony może zasnąć za kierownicą i narobić szkód.

Generalnie postulat ograniczenia pracy do ośmiu godzin dziennie wynikał nie tylko z chęci dania robotnikowi czasu na życie rodzinne, ale z obserwacji, że zmęczony człowiek nie jest w stanie dopilnować jakości, nie pracuje efektywnie, rusza się jak mucha w smole, przysypia – słowem zupełnie nieefektywne jest przedłużanie godzin pracy i standard ośmiogodzinnego dnia pracy stał się powszechny.

Co ciekawe, niestety ośmiogodzinny dzień pracy nie obowiązuje np. w polskim Sejmie. Ostatnio wyrobnicy poselscy z ul. Wiejskiej 6 pobili chyba wszystkie rekordy. W środę obrady trwały od 9.00 rano do 2.30 w nocy (16,5 godzin). W czwartek udało się marszałkowi zakończyć sesję po 16 godzinach. I tylko w piątek głosowania zaczęły się o 11.05, a skończyły o 19.43. Na nic poszedł mój światły postulat, żeby chociaż w piątek dać ludziom odpocząć i wrócić do domów.

Cóż postulaty Roberta Owena też długo przebijały się do społecznej świadomości.

Kiedy tak, jako nowy poseł, patrzę na to wszystko z pewnym zdumieniem, zastanawiam się, czy inaczej nie dałoby się zorganizować pracy Sejmu, boć przecież obecna forma działania parlamentu jest jawnym zaprzeczeniem sprawności działania.

Maraton sejmowy nie wynika bowiem bynajmniej z rzeczywistych potrzeb. Po pierwsze – połowa ustaw, które przyjmujemy, jest moim zdaniem całkowicie zbędna, a druga połowa byle jaka. Pisane na kolanie i wprowadzane nocą, na zasadzie “hurra – wpieriod na miny!” prawo stanowione przez Sejm bezie za chwilę wymagało nowelizacji, poprawek, znów nowelizacji i tak dalej.

Bo przecież potem, być może niedługo, przyjdzie kolejna ekipa i znów będzie wszystko odwracać do góry nogami od początku.

Jestem przekonany, że u podstaw tej radosnej twórczości legislacyjnej stoi fałszywe przekonanie – właściwe dla mentalności urzędniczej – że wszystko należy regulować do najdrobniejszego szczegółu. Oczywiście w wyniku takiego założenia dominującą pozycję zdobywają administratorzy – ministrowie i ich pomocnicy – bo to oni przynoszą do Sejmu te sterty ustaw.

A posłowie?

Posłowie są zbyt oszołomieni tym tempem, zbyt zmęczeni, żeby mogli pomyśleć i zadać proste pytanie: po co to robimy?

Oto uchwaliliśmy ustawę 500+ i okazuje się, że kiedy dowiedzieli się o tym… komornicy – zabierają niektórym rodzinom pieniądze, które w ramach ustawy wpływają na konta.

No bo zamiast wydać proste rozporządzenie ministra, że skoro pieniądze z 500+ nie podlegają egzekucji, to komornik ma sprawdzić, czy to czasem nie były właśnie te pieniądze, a jak zabierze musi zwrócić je z odsetkami.

I szybciutko by się chłopaki z firm komorniczych – a często są już firmy uprawiające w Polsce proceder bardzo przypominający rozbój – nauczyli, co mogą egzekwować, a co nie.

Zamiast tego Sejm przyjmuje ustawę, którą zmienia aż trzy ustawy: kodeks rodzinny, kodeks cywilny i prawo bankowe, a wszystko w trosce o to, żeby komornik miał łatwiej!!!

Sejmowa gorączka ustawodawcza, przypomina mi coraz bardziej kawał z epoki PRL, kiedy robotnicy na budowie biegali tam i nazad z pustymi taczkami, bo mieli tyle roboty, że nie było kiedy taczek załadować.

Zdaje mi się, że owa legislacyjna biegunka skończy się w polskim sejmie, kiedy posłowie na chwilę odsapną i będą mieli czas pomyśleć: po co to wszystko robimy?

Gdzie to się wszystko toczy i po co…

Autorstwo: Janusz Sanocki
Źródło: NEon24.pl

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...

TAGI: , ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
Powiadom o