Wszystko było wspólne – jezuickie redukcje paragwajskie

Opublikowano: 11.08.2017 | Kategorie: Historia, Publicystyka, Społeczeństwo, Warto przeczytać

Wspólnoty Indian Guarani, założone i prowadzone przez jezuitów w XVII w. na terenach obecnego Paragwaju, Brazylii i Urugwaju, są chyba jednym z najbardziej oryginalnych i udanych eksperymentów społecznych w dziejach ludzkości.

Na pewno jest to jeden z najdoskonalszych przykładów w historii chrześcijaństwa, kiedy to od podstaw stworzono organizm społeczny całkowicie oparty na ideałach ewangelicznych. Przez okres trwania redukcji, dziesiątki tysięcy Indian żyło pokojowo pod kierunkiem garstki jezuitów, tworząc ustrój społeczny, który budził podziw autorytetów epoki Oświecenia.

Określenie „redukcje paragwajskie” nie jest wolne od dwuznaczności i niejasności, trzeba bowiem podkreślić, że ani hiszpańska jednostka administracyjna ówczesnego Paragwaju, ani jezuicka prowincja paragwajska nie pokrywały się z dzisiejszymi granicami tego kraju. Do ówczesnej jezuickiej prowincji paragwajskiej należały od 1625 r. dzisiejsza Argentyna, Urugwaj, Paragwaj, pograniczne regiony Boliwii oraz południowe tereny Brazylii [1].

Historia jezuickich redukcji paragwajskich [2] jest stosunkowo dobrze znana, choć w Polsce literatura na jej temat jest raczej skąpa. Zadziwia też milczenie, jakie spotyka redukcje ze strony autorów chrześcijańskich, nie do końca wierzących chyba w istnienie „szczęśliwego chrześcijaństwa”, założonego przez garstkę jezuitów w głębi dżungli, albo wstydzących się redukcji, które mylnie kojarzy się z krwawą konkwistą Ameryki Południowej.

Przyczyny takiego stanu rzeczy są trojakie. Z jednej strony, na negatywną konotację pojęcia „redukcji paragwajskich” złożyła się nagonka i wrogość wobec zakonu jezuitów, który ostatecznie uległ kasacie w 1773 r. Niechęć do jezuitów przełożyła się na niechęć do wszystkiego, co zrobili, bez głębszego wnikania w sens ich działań. Negatywną ocenę redukcji zapoczątkował eks-jezuita Ibanez, sam niewiele znający ich specyfikę, a wywody jego powtarzali w XVIII w. wszyscy wrogowie jezuitów. Do kanonu oskarżeń należało m.in. stwierdzenie, iż jezuici dążyli do stworzenia własnego państwa, że traktowali Indian jak dzieci, że stosowali wobec nich przemoc, że gromadzili wielkie bogactwa. Choć sam Ibanez odwołał oskarżenia przed śmiercią i kazał spalić swoją książkę, jego zarzuty weszły już do publicznego obiegu.

Druga przyczyna, uzasadniająca przemilczanie redukcji przez autorów chrześcijańskich, tkwi w fakcie, iż uważano je za posiadające wiele cech wspólnych z komunistycznymi wizjami ustrojowymi, dodatkowo rzutując na system społeczny panujący wśród Guarani marksistowskie pojęcie komunizmu. C. Lugon, autor świetnie udokumentowanej pracy „Chrześcijańska komunistyczna Republika Guaranów 1610-1678”, zdecydowanie skłania się ku zdaniu, iż redukcje stanowiły „państwo komunistyczne”, w którym nie było własności prywatnej, wszyscy musieli pracować otrzymując wynagrodzenie według swoich potrzeb, nie było pieniędzy i handlu prywatnego. Lugon pyta też otwarcie, jak możliwe było tolerowanie przez Kościół takiej formacji społecznej. Redukcje stawiają więc przed współczesnym chrześcijaństwem pytania zasadnicze: o najlepszą formę ustroju społecznego, o istotę stosunków pracy, o zasadę regulującą relacje między ludźmi czy wreszcie o naczelną zasadę porządku społecznego.

I wreszcie, na negatywną ocenę redukcji wpływa europejskie poczucie winy za konkwistę i kolonializm, czyli krwawe zniszczenie rdzennych kultur i wykorzystywanie ich bogactw oraz niewolniczej pracy ludzi. Jeżeli jednak potraktujemy redukcje paragwajskie jako element podboju Indian, wówczas ta perspektywa przesłoni nam ich faktyczny sens, którym była pokojowa ewangelizacja Indian, szanująca w dużym stopniu ich autonomię i pozostawiająca im możność decydowania o sposobie funkcjonowania redukcji oraz umożliwiająca uchronienie od niewolniczej pracy dla kolonizatorów.

Oczywiście ktoś mógłby zadać pytanie, które pada też w znakomitym filmie „Misja” Rolanda Joffé, poświęconym dramatycznemu końcowi misji paragwajskich, a mianowicie: „Czy nie byłoby najlepiej dla Indian, gdyby wiatry nie przygnały do nich naszych okrętów?”. Jest to jednak pytanie z gatunku fikcji historycznej i można by wiele spekulować na ten temat, ale fakty są takie, iż okrutna konkwista się dokonała, a jezuickie redukcje były jedynymi miejscami, gdzie Indianie nie zostali niewolnikami zmuszanymi biciem do pracy, pozostawionymi bez żadnej opieki i troski o ich los. Jezuici, przybywając na tereny nowo podbite i chcąc nieść tam Ewangelię, musieli najpierw odbudować zaufanie Indian do białego człowieka, położyli też duży nacisk na stworzenie spójnej organizacji społecznej, samowystarczalnej ekonomicznie, która odgrodzi Indian od świata zewnętrznego.

PRZED PRZYBYCIEM BIAŁYCH

Guarani byli bardzo starą grupą etniczną, liczącą ok. 3 tys. lat i wywodzącą się od jeszcze starszej społeczności nazywanej Caigag [3]. Społeczność Guarani charakteryzowała duża homogeniczność kulturowa. Rodzina miała u nich charakter patrylinearny, z typowym podziałem na funkcje kobiece i męskie.

Indianie żyli we wspólnotach zwanych guaras. Znajdowali się w fazie przejściowej między zbieractwem i łowiectwem a kulturą rolniczą, na wpół osiadłą. Podróżowali głównie w poszukiwaniu zwierzyny, gdy jednak wybrali miejsca dla swoich domostw, kończyli okres wędrowania. Tryb osiadły wymuszony został także przez przyrost demograficzny, który skłonił Indian do budowania dużych drewnianych domów, zwanych ogas. Każdy mógł pomieścić od 50 do 70 rodzin. Takich domów, skupionych wokół centralnego placu, powstawało z reguły 5-6 [4].

Głównymi instytucjami scalającymi społeczność guarańską był kacyk, który reprezentował wspólnotę w relacjach zewnętrznych, a w rządzeniu towarzyszyła mu starszyzna. Szaman – pół-lekarz, pół-czarownik – był przewodnikiem duchowym Indian, który prowadził ich do eschatologicznej „ziemi bez zła”. I wreszcie instytucja proroków, którzy uważali się za synów kobiety i bóstwa i podkreślali zły charakter świata, zachęcając do osiągnięcia na ziemi świata bez zła.

Guarani byli dobrymi rolnikami, uprawiali głównie kukurydzę, maniok, słodkie ziemniaki, fasolę, orzeszki ziemne, banany, tytoń, dynie i wreszcie wspaniały napój, który później stał się towarem eksportowym redukcji – yerba mate. Zajmowali się też hodowlą.

Ich życie przesiąknięte było religią – wedle ich wierzeń, cały świat zamieszkiwany jest przez istoty nadnaturalne. Wierzyli, iż świat został stworzony przez najwyższego Boga, Nande Ru Vusu. Miejscem kultu była świątynia położona w środku wioski.

POCZĄTKI REDUKCJI

Do ojczyzny Guaranów Hiszpanie dotarli w 1516 r. pod wodzą Jana Diaza del Solis, który szybko zginął z rąk miejscowej ludności. W 1609 r. została założona przez Marciela del Lorenzanę redukcja San Ignacio Guazú, która dała początek tzw. Republice Guarańskiej, bezpośrednio zależnej od Korony hiszpańskiej. Od początku, jak potwierdza François-Xavier Charlevoix, jezuicki historyk, autor sześciotomowej historii Paragwaju, zakonnicy obmyślali projekt republiki, mającej „odtworzyć w tym barbarzyńskim kraju najpiękniejsze dni początków chrześcijaństwa” [5].

Hiszpańscy osadnicy od początku patrzyli z wielką niechęcią na działania misjonarzy, którzy walczyli o wyzwolenie Indian spod prawa nakazującego im wykonywanie posług osobistych na rzecz kolonistów.

Wioski misyjne powstawały w sposób stopniowy i długotrwały. Po spotkaniu misjonarzy z Guarani, wspólnie dokonywano wyboru odpowiedniego miejsca, karczowano las i wznoszono budynki. Fakt, iż redukcje powstawały z dala od miast hiszpańskich nie oznaczał, że jezuici chcieli ukryć się przed innymi i budować swoją potęgę. Było to natomiast koniecznością wynikającą z przykrych doświadczeń. Indianie byli często porywani i stawali się niewolnikami osadników. Szczególnie krwawe boje toczono z tzw. paulinistami (od miasta São Paulo w Brazylii), Portugalczykami, którzy organizowali zbrojne wyprawy przeciw Indianom [6]. Taka sytuacja spowodowała, iż w 1640 r. pozwolono Indianom na posiadanie broni palnej, której wyrobem i składowaniem kierowali misjonarze [7].

Wszystkie wioski powstawały wedle identycznego planu architektonicznego, więc były praktycznie nie do odróżnienia [8]. Centrum stanowił plac o wymiarach 100 na 130 metrów. Przy placu, gdzie toczyło się życie osiedla, stawiano okazałe i bogato urządzone świątynie.

W pobliżu kościoła stał dom dla zakonników, szkoła, dom sierot i wdów i inne publiczne budynki (ratusz, spichlerz). Z placu ku peryferiom osiedla rozchodziły się budowane równolegle domy Indian. Sześć lub siedem domów tworzyło kwartał, który oddzielony był od innych szerokimi ulicami (od 13 do 20 metrów), przecinającymi się pod kątem prostym. Wedle jezuitów, tak szerokie drogi miały zapewnić osiedlom odpowiednią ilość świeżego powietrza i zapobiegać roznoszeniu się chorób zakaźnych [9]. Domy były jednakowej wielkości i ze wszystkich stron otoczone krużgankami. Każda wspólnota miała na swe potrzeby młyn, cegielnię, warsztaty rzemieślnicze, gdzieniegdzie istniały drukarnie i stocznie. Każda wioska miała wodę bieżącą oraz odpowiedni system dróg i mostów.

Organizacja administracyjna wiosek ulegała ewolucji. Początkowo opierała się na instytucji kacyków, którym zezwalano nawet na zachowanie wielu żon. Z czasem, gdy narodziło się w redukcjach nowe pokolenie Indian, instytucja kacyków straciła na znaczeniu i doszło do stworzenia nowego systemu lokalnej hierarchii. Władza zwierzchnia spoczywała w rękach jezuitów, którzy jednak przychylnie patrzyli na zaangażowanie Guarani w życie społeczne i branie za nie odpowiedzialności. Na czele każdego osiedla stał corregidor, czyli przewodniczący, któremu podlegali alkadzi (komisarze), wiceprzewodniczący i dwóch alkadów będących sędziami w sprawach karnych, dwóch innych pełniło funkcję policji i straży ulicznej, urzędnik skarbowy z zastępcą i czterech radnych mających pieczę nad różnymi działami usług. Wszyscy funkcjonariusze wybierani byli przez samych Indian, choć nie wiadomo dokładnie, jak przebiegał ten proces. Na pewno jednak misjonarze mogli skontrolować listę kandydatów przed jej ogłoszeniem.

Posiedzenia rady odbywały się regularnie i trwały długo. Ponadto codziennie na posiedzeniach z udziałem proboszcza, przewodniczącego i członków rady przeprowadzano krótką naradę, dotyczącą bieżących spraw osiedla (gdy w 1768 r. doszło do likwidacji redukcji, Hiszpanie wszędzie natrafili na rady wybrane przez lud).

W zakresie administracji wewnętrznej każda wioska stanowiła autonomiczną jednostkę, nie była zaś wolna w zakresie spraw karnych, wojskowych i ustawodawstwa cywilnego. Nad całością redukcji czuwał jezuicki superior generalny.

LABORA

Każde osiedle posiadało od 6 do 8 wielkich warzywników i sadów, nie licząc ogrodu misjonarzy, który miał charakter doświadczalny. Dzięki wielkiemu wysiłkowi jezuici poznali tajniki uprawy yerba mate, co nikomu wcześniej się nie udało.

Powszechne zdziwienie obserwatorów budził fakt, iż mimo braku rud żelaza czy wyszkolonych rzemieślników, redukcje osiągnęły wysoki stopień uprzemysłowienia, który przewyższał wszystko, co działo się w Ameryce Południowej, a niewiele ustępował osiągnięciom europejskim w XVII w. Przykładowo, stocznie rzeczne nad Urugwajem i Paraną budowały doskonałe statki transportowe, budzące podziw Hiszpanów. Jak pisze C. Lugon, „Młyny, tartaki i garbarnie, położone nad brzegami wód bieżących, mieściły się w dużych, mocnych budynkach. Podobnie wyglądały też cukrownie, olejarnie, cegielnie. (…) Kuźnie i odlewnie, które początkowo w tej ubogiej w kruszec okolicy przedstawiały się skromnie (…) doszły w końcu do tego, że na miejscu wytwarzały wszelką potrzebną broń palną, działa i amunicję [10].”

Główne zawody zgrupowane były w cechach. W poszczególnych osiedlach, ze względu na ich specyfikę, zamiłowania mieszkańców i potrzeby Republiki, dochodziło do specjalizacji w poszczególnych dziedzinach rzemiosła i przemysłu.

NOWE DROGI

Jak podkreśla włoski historyk, Ludwik Antoni Muratori, „Jednym z najtrwalszych fundamentów pokoju i jedności panujących wśród Indian jest całkowity brak srebra i złota i wszelkiego innego pieniądza. Owe bożki chciwości są najzupełniej nieznane [11].” Podstawowymi środkami płatniczymi była yerba mate, a także tytoń, miód i kukurydza. Wartość towarów była też wyceniana w walucie peso, ale w sposób czysto symboliczny.

Mechanizm kształtowania cen uzależniał je od rzeczywistej wartości dóbr, a więc ilości pracy niezbędnej do ich wytworzenia. Wpływ na wartość towaru miały też jego rzadkość lub obfitość występowania. Wspólnota, która zarządzała magazynami, hamowała lub przyspieszała spożycie poszczególnych artykułów, podnosząc albo obniżając ich cenę. Każdej rodzinie wydzielano raz dziennie przysługującą porcję mięsa, a dwa razy dziennie porcje yerba mate.

Nie istniało też zjawisko, by korzystna sytuacja jednej z dziedzin gospodarki zachęcała do bogacenia się kosztem innych. Zabroniony był także handel towarami konsumpcyjnymi i nieruchomościami. Handel zaś między poszczególnymi osiedlami był zmonopolizowany i kierowany wyłącznie przez rady wspólnot. Monteskiusz, w swym dziele „O duchu praw”, tak podsumowuje realia Republiki Guarańskiej: „Handel uprawiano dla dobra społeczeństwa, nie zaś dla zysku jednostek” (księga IV, rozdz. VI).

Jeżeli chodzi o własność prywatną, to była wśród Indian nieobecna, choć pod koniec trwania Republiki jezuici chcieli Indianom zaszczepić pragnienie posiadania – bez większych jednak sukcesów. Indianie nie byli tym zainteresowani.

Oprócz wspólnie uprawianych pól tupamba, każda rodzina miała przydzieloną „własną” działkę, zwaną abamba. Choć działka była „własnością” rodziny (a dokładniej mówiąc: kawałkiem ziemi wypożyczonym przez wspólnotę), nie mogła ona nią swobodnie dysponować – po śmierci użytkownika działka wracała do wspólnoty – podobnie jak i zamieszkiwaną przez siebie chatą. Praca na obu rodzajach działek była regulowana i kontrolowana. Wspólnota dostarczała też do pracy na obu działkach zwierzęta pociągowe, narzędzia do uprawy i ziarna. Plony uzyskiwane przez każdą rodzinę z uprawy „własnego” poletka były własnością wspólnoty.

Wszystkie budynki publiczne powstawały na koszt wspólnoty i były jej własnością. Młode małżeństwa otrzymywały dożywotnio dom w chwili ślubu. Nie istniały prywatne warsztaty pracy. Wspólne były też środki transportu.

Na koszt wspólnoty utrzymywano chorych, wdowy i starców. Od początku opiekę medyczną sprawowali nad Indianami jezuici, w połowie XVI w. powstała pierwsza apteka, która dostarczała wszystkim wioskom potrzebne lekarstwa. Pierwsi jezuici-lekarze przybyli do redukcji w drugiej połowie XVII w., a pod koniec istnienia redukcji w kilku osadach działali na stałe bracia farmaceuci.

Dzień pracy, którą objęci byli bez wyjątku wszyscy, rozpoczynał się od mszy świętej i nie przekraczał w redukcjach ośmiu godzin, a praktycznie ograniczał się do sześciu. Równość wszystkich wobec obowiązku pracy była wyrazem powszechnej równości panującej w redukcjach. „Równość w chwili urodzenia i przy zakładaniu rodziny, równość warunków mieszkaniowych, równość warunków pracy i spędzania wolnego czasu [12].”

TWORZENIE PIĘKNA

Guarani wykazywali wielkie zdolności w dziedzinie rzeźbiarstwa, malarstwa, a przede wszystkim muzyki. Szczególne zasługi dla krzewienia muzyki położył ojciec Jean Baes, słynny w Europie mistrz muzyki i nauczyciel na dworze Karola V, który przekazał Indianom znajomość najdoskonalszego jak na owe czasy zapisu nut. Od tego czasu w każdym osiedlu istniała szkoła śpiewu gregoriańskiego, muzyki instrumentalnej i tańca. Z czasem założono ogólnokrajową szkołę muzyczną, do której kandydatów wybierano spośród najlepszych uczniów. Grano na skrzypcach, wiolonczeli, flecie, harfie, lutni, a wszystkie instrumenty pochodziły z warsztatów Indian.

Szczegółowo rolę muzyki w redukcjach jezuickich omawia habilitacja Piotra Nawrota „Indigenas y Cultura Musical de las Reducciones Jesuíticas” (Indianie i kultura muzyczna w redukcjach Jezuitów). Ojciec Nawrot, werbista z Poznania, prowadzi do dziś prace badawcze w Boliwii, gdzie odszukuje indiańskie nuty i odtwarza z nich muzykę. Muzyka ta jest ponownie wykonywana przez Indian. W Boliwii co drugi rok odbywa się Międzynarodowy Festiwal Muzyki Amerykańskiego Renesansu i Baroku.

Wnętrza kościołów olśniewały bogactwem i przepychem. W stylu przeważał barok hiszpański. Najcenniejsze ozdoby otaczały tabernakula. Bardzo wiele ozdób wykonanych było z cedru, inkrustowanych złotem i srebrem.

Dla ludnych osiedli należało budować obszerne świątynie. Przy budowie kościoła w San Miguel przez 10 lat pracowało 1000 Indian. Wchodziło się do niego po sześciu monumentalnych stopniach. Środkowa nawa mierzyła 36 metrów długości i 6 metrów szerokości.

W 1753 r. naczelny architekt okupacyjnych wojsk hiszpańskich oszacował wartość budowli na milion peso.

KONIEC EKSPERYMENTU

Stworzenie przez jezuitów systemu ekonomicznego, w którym dobro wspólne było ważniejsze od korzyści indywidualnych, stało się jedną z przyczyn wielkiego sukcesu redukcji. Jezuici słusznie przyjęli założenie, iż warunkiem owocnej ewangelizacji Indian jest zapewnienie im odpowiedniego zaplecza ekonomicznego.

W okresie największego rozkwitu na początku XVII w., Republika Guarańska składała się z trzydziestu wiosek, w których żyło około 110 tys. Indian. Osiedla liczyły od 3-5 tys. mieszkańców do nawet 15 tys. (w 1725 r. Buenos Aires miało zaledwie 5 tys. mieszkańców).

I to właśnie pomyślny i trwały rozwój redukcji stał się jedną z przyczyn ich zguby – władze kolonialne przekonane były, że na ich terenie w sekrecie wydobywane jest złoto i ruda żelaza, czego nie potwierdziły nigdy wielokrotnie przeprowadzone inspekcje.

Kres redukcjom położyły ostatecznie rozgrywki polityczne w Europie. W 1750 r. na mocy umowy granicznej między Hiszpanią i Portugalią (traktatu madryckiego), ta pierwsza oddała połowę swoich terytoriów na terenie Ameryki Południowej, w tym redukcje paragwajskie. Zbiegła się z tym akcja wymierzona w jezuitów. Mimo silnego oporu Indian, jezuici musieli opuścić redukcje, które powoli zaczęły marnieć, aż wreszcie upadły zupełnie.

Monteskiusz bardzo pozytywnie wypowiadał się o redukcjach paragwajskich, porównując je do starożytnej cywilizacji greckiej [13]. Oświeceniowy filozof Guillaume-Thomas Raynal pisał o redukcjach: „Ustrój, gdzie nikt nie próżnuje i nikt nie jest obarczony nadmierną pracą (…); gdzie starcy, wdowy, sieroty i chorzy korzystają ze świadczeń nieznanych w innych stronach ziemi; gdzie duża liczba dzieci w rodzinie stanowi pociechę i nie może nigdy stać się ciężarem; gdzie korzysta się z dobrodziejstw handlu bez obawy zarażenia się przywarami, jakie miewa zbytek [14].”

Z kolei według Thomasa O’Briena redukcje nie były szczęśliwą wspólnotą, nawet jeżeli wynika tak z niektórych opisów. Były tworem wzorowanym na europejskiej kulturze katolickiej i utopijnym połączeniu Pisma Świętego z żywotami świętych, nie zaś miejscem panowania egalitarnej ideologii. Stanowiły rodzaj autokracji zawierającej elementy samostanowienia [15].

Paul Lafargue, francuski socjalista, zięć Karola Marksa, nieraz mało życzliwie opisujący ustrój panujący wśród Guarani, zamieścił w swej „Historii socjalizmu” taką opinię: „Chrześcijańska republika jezuitów budzi zainteresowanie socjalistów z wielu powodów. Przede wszystkim daje ona dość dokładny obraz społeczeństwa, które Kościół katolicki usiłuje stworzyć. A następnie stanowi ona eksperyment społeczny i to doprawdy jeden z najciekawszych i najniezwyklejszych, jakich kiedykolwiek dokonano [16].”

Autor: Bartosz Wieczorek
Źródło: „Obywatel” nr 2 (46) 2009

PRZYPISY

1. Zob. A. Wolanin, Jezuickie „redukcje” paragwajskie /w:/ „Studia Bobolanum” nr 1/2007, s. 23.

2. Reductio to po łacinie „sprowadzenie”, „przyprowadzenie z powrotem”. Mianem tym określa się okręgi misyjne lub metodę misyjną. Pierwsza redukcja powstała w 1524 r. w rejonie La Platy i była prowadzona przez zakon franciszkanów. Jej istota była jednak zupełnie różna od formy, którą stworzyli jezuici. Redukcje franciszkańskie aprobowały system encomiendy, czyli formy przymusowej pracy Indian na rzecz kolonizatorów. Jezuici stworzyli redukcje wolne od jakiegokolwiek zniewolenia, chcąc, by każda redukcyjna wioska była miejscem ewangelizacji połączonej z wolnym, osobowym rozwojem mieszkańców. Zob. J. Brzozowski, Znaczenie trzech pierwszych synodów limskich dla ewangelizacji misyjnej Indian Guarani na przykładzie redukcji jezuickich w prowincji paragwajskiej w latach 1604-1767, Warszawa 2007, s. 104.

3. Zob. J. Brzozowski, op. cit., s. 89.

4. ibidem, s. 90.

5. Cyt. za C. Lugon, Chrześcijańska komunistyczna Republika Guaranów 1610-1678, Warszawa 1971, s. 329.

6. Jeden z napadów na osiedle Encarnación skończył się wedle opisu jezuickiego historyka Charlevoix następująco: Ludność pracującą w rozproszeniu po polach skuto łańcuchami i uprowadzono, mordując opornych. W drodze pomordowano też dzieci i starców nie wytrzymujących forsownego tempa marszu (…). Cyt. za C. Lugon, s. 49. Pojmali oni w niewolę w latach 1628-1631 około 16 tys. Indian. Zob. B. Ganson, The Guarani under Spanish Rule in the Rio de la Plata, Stanford University Press 2003, s. 45.

7. Z czasem oddziały guarańskie rozpoczęły służbę dla Korony hiszpańskiej, ale Guarani nie przyjmowali żołdu, nie chcąc być najemnikami, lecz żołnierzami świadczącymi dobrowolnie Koronie przysługi. Zob. C. Lugon, op. cit., s. 112.

8. K. Łagoda-Kaźmierska, Metody ewangelizacji w jezuickich redukcjach Indian Moxo, Poznań 2007, s. 67.

9. Straszliwe żniwo zbierały epidemie ospy, w 1718 r. mogło zginąć z jej powodu od 20 do 50 tys. osób. Zob. C. Lugon, op. cit., s. 83. Wielkim problemem była też śmiertelność wśród niemowląt i dzieci, sięgająca w niektórych osiedlach 75%. Zob. B. Ganson, op. cit., s. 55.

10. Zob. C. Lugon, ss. 130-131.

11. ibidem, s. 147.

12. ibid., s. 209.

13. Zob. B. Ganson, op. cit., s. 6.

14. Cyt. za C. Lugon, op. cit., s. 325.

15. T. O’Brien, Utopia in the Midst of Oppression? Reconsideration of Guaraní/Jesuit Communities in Seventeenth and Eighteenth Century Paraguay /w:/ „Contemporary Justice Review” t. 7, nr 4/2004, s. 401.

16. Cyt. za. C. Lugon, op. cit., s. 15.

TAGI: ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU: Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

1 wypowiedź

  1. buli 09.09.2009 13:17

    aby wygrać z Babilonem trzeba uciąć wężowi głowę, nieustanna walka ze skutkami nic nie daje ogon odrasta, czas zająć się przyczynami czt. głowom. Do puki się nie zorganiuzjemy i tego nie zrobimy wszędzie będzie panować zło

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.