Wina ofiar

Opublikowano: 08.02.2018 | Kategorie: Historia, Polityka, Publicystyka | RSS komentarzy

Przeczytano 34 razy!

Burza wokół ustawy o IPN po raz kolejny wywołała we mnie refleksję dotyczącą traktowania dziejów własnego kraju zarówno przez zwykłych Polaków, jak i tak zwanych luminarzy nauki czy też, pożal się Boże, elity polityczne.

Nie wiem, czy najnowsza regulacja dotycząca IPN jest dobra, czy naprawdę zawiera tak wielkie wady, że jest się o co wykłócać. Nie jestem prawnikiem, a chaos informacyjny nie pozwala mi na wyrobienie sobie jednoznacznej opinii. Sam pomysł takiej ustawy bardzo mi się podoba, ale zdaję sobie sprawę, że diabeł tkwi w szczegółach. Przypuszczam, że – jak to zwykle bywa w przypadku obecnie rządzącej partii – świetny projekt został mocno popsuty na poziomie realizacji. Z PiS tak już jest – idee miewają wyśmienite, aż ręce składają się do oklasków, tylko potem w działaniu im to jakoś marnie wychodzi. Na dodatek docierają głosy z samego IPN, krytykujące ustawę.

Ale na nią wylano już takie hektolitry pomyj z jednej strony i perfum z drugiej, że nie widzę sensu dokładać własnego wiadereczka.

Przy podobnych dyskusjach uderza mnie natomiast coś szczególnego. I zastanawia, dlaczego tak niewielu wspomnianych luminarzy i „elitarzy” bierze pod uwagę i podkreśla kwestię zwykłego sprawstwa zbrodni i winy za jej zaistnienie. I nie tego sprawstwa, które jest ewidentne – to znaczy bezpośrednich zachowań Polaków wobec Żydów (i siebie nawzajem również). Jak wiadomo, wojna spowodowała, że w społeczeństwie zanotowano postawy największego bohaterstwa z jednej strony i najgłębszej podłości z drugiej. Mamy liczne przykłady niesamowitej odwagi, ale też nie mniej szokującego tchórzostwa. Nikt nie może zaprzeczyć, że znaleźli się w masie Polaków ludzie (niezasługujący zresztą na to szlachetne miano), którzy zachowywali się w sposób godny absolutnego potępienia. I nie chodzi mi tutaj o to, aby przeciwstawić im od razu postawy szlachetne, przypominać o działaniach „Żegoty” czy wyrokach na szmalcownikach, o wsparciu dla powstania w warszawskim getcie.

Rzecz w tym, że Niemcy przez kilkadziesiąt lat sukcesywnej indoktrynacji w sprytny sposób zepchnęli metodą „langsam, langsam aber sicher” cały dyskurs w bardzo nieciekawą dla nas stronę. Mianowicie winą za podłe postępki ludności okupowanego kraju obarcza się właśnie ów pokrzywdzony naród. Dla mnie to po prostu niebywałe. Bo w efekcie winne są ofiary, a nie sprawcy.

Przepraszam bardzo, ale czyją „zasługą” jest to, że w kotle wojny mogły wypłynąć na wierzch różne męty? Kto promował i premiował delatorstwo, kto popierał szmalcownictwo? Kto powypuszczał z więzień kryminalistów właśnie po to, aby spowodować jak największy chaos w okupowanym narodzie, aby tym łatwiej go okiełznać i upodlić? Czy to były jakieś tajemnicze hitlerowskie krasnoludki albo inwazja nazistów z kosmosu? Otóż nie! Ujawnię w tej chwili prawdziwą, niesamowitą tajemnicę tajemnic. Proszę państwa, otóż tego wszystkiego dokonali… Niemcy!

Szok, prawda? Taki kulturalny, a nawet multikulturalny naród…

To za ich sprawą i za ich poduszczeniem najobrzydliwsze kreatury, które w czasie pokoju albo siedziałyby cicho, albo znajdowałyby się pod kluczem, miały możliwość rozwinąć sępie skrzydła. To Niemcy sprawili, że degeneraci i psychopaci wszelkiej maści podnosili łby i mogli spokojnie działać, realizując swoje brudne marzenia i licząc w dodatku na duże profity. Podsumowując – nie kto inny jak Niemcy odpowiadają nie tylko za własne zbrodnie, ale również za podłości popełnione przez degeneratów w okupowanych krajach. I to odpowiadają bezpośrednio, faktycznie, a nie tylko na poziomie etycznych fantasmagorii.

I nie chcę tutaj w żadnym stopniu umniejszać odpowiedzialności jednostek, dopuszczających się zbrodni, relatywizować podłości ich uczynków. To były demony, jakie drzemią w każdym społeczeństwie. Nie ma świętych narodów, to przecież wiadomo, i Polacy nie są w tym względzie wyjątkiem. Widzimy przecież wokół siebie ludzi małych i obrzydliwych, którzy w przypadku ostrej sytuacji brzegowej pokazaliby swoją skrzętnie ukrywaną w normalnych czasach naturę. Poza tym, każdy z nas ma wolną wolę, powinien postępować zgodnie z sumieniem własnym i prawem moralnym, nie można skutecznie tłumaczyć się tylko okolicznościami. Jednak stare przysłowie mówi, że okazja czyni złodzieja, a okupant właśnie taką okazję stworzył. Nie tylko niemiecki okupant zresztą, bo podobnie postępowali sowieci. I tutaj, tak na marginesie – uwaga w drugą stronę – ci, którzy wypominają Żydom, Litwinom czy Białorusinom witanie Armii Czerwonej kwiatami i denuncjowanie Polaków, zrzucając odpowiedzialność na całe narody, powinni brać pod uwagę, że najobrzydliwsze ludzkie fekalia wypłynęły z odmętów właśnie dlatego, że im to zwyczajnie umożliwiono. Zasadniczą winę za to ponoszą zaś ci, którzy do tragedii upodlenia doprowadzili, reszta była po prostu konsekwencją.

Oburza mnie też, kiedy różni „historycy” z przyległościami oskarżają dowództwo AK o tragedię powstania warszawskiego czy o represje niemieckie za akcje bojowe. Czy to nie Niemcy przypadkiem napadli i zajęli nasz kraj, doprowadzając go do ruiny? Czy nie powinni raczej opamiętać się, jeśli już do tego doszło, czym prędzej przeprosić i wynosić się natychmiast, przez całą drogę do Berlina na klęczkach błagając o wybaczenie każdego napotkanego Polaka? Czy ich zbrodniarze nie powinni ze wstydu wykopać wielkiego dołu, wskoczyć do niego i własnoręcznie się zasypać? Bo wychodzi koniec końców na to, że mieli prawo dokonywać rzezi, skoro Polacy na napaść i okupację odpowiadali czynem zbrojnym. To tak, jakby sąsiad wpadł do mojego domu, sterroryzował wszystkich, pozabijał mi połowę rodziny, dokonał gwałtów, zrabował kosztowności, zaś w momencie, kiedy próbowałbym bronić siebie i bliskich, zastrzelił mnie, a cały świat uznałby, że to wszystko moja wina, bo podjąłem walkę. Chyba coś tu jest nie tak, jak powinno… Cholernie nie tak.

Pomijam oczywiście wszelkie aspekty strategiczne i polityczne, związane z Powstaniem, bo o tym oczywiście należy dyskutować, warto kruszyć kopie i stawiać najróżniejsze hipotezy. Jednak na najprostszym możliwym do pojęcia poziomie mieliśmy święte prawo do obrony, a na tym samym poziomie Niemcy nie mieli prawa walczyć z nami na naszej własnej ziemi. Co więcej, w ogóle nie mieli prawa tu przebywać. I to jest ich wina, że ginęli Polacy, niezależnie od pochodzenia etnicznego. To wina Niemców i niczyja inna. Tymczasem odpowiedzialność przerzuca się na ofiary. Coś niesamowitego.

Właśnie tego mi brakuje – podkreślania na każdym kroku, że właśnie przez okupanta w Polsce działo się to, co się działo. Że Niemcy i tylko Niemcy odpowiadają za hekatombę ludności, na nich spoczywa ciężar win potworów, które dokonywały czynów straszliwych i rozmijały się z człowieczeństwem. Bo to właśnie działania Niemców wyzwoliły najgorsze instynkty.

Zatem jeśli ktoś opowiada o zbrodniach i podłościach naszych rodaków w okupowanej Polsce, niechże zawsze ma z tyłu głowy konstatację, kto jest naprawdę winien temu, że coś podobnego mogło się zdarzyć.

Autorstwo: Rafał Dębski
Źródło: Stefczyk.info

O AUTORZE

Rafał Dębski – pisarz, znawca historii, autor licznych powieści fantastycznych i historycznych.

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...

TAGI: , , , ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU: Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

4 komentarze

  1. janpol 08.02.2018 13:00

    DOKŁADNIE tak! W podobnym tonie zresztą wypowiadali się Marek Edelman i Szewach Weiss i inni racjonalnie myślący (zresztą warto też poczytać wywiad z dr. Normanem G. Finkelsteinem tu w WM opublikowanym). Zapomnieli o tym też autorzy głośnych filmów na ten temat (np. Shoah, Lazmana czy Miejsce urodzenia, Łozińskiego i wielu innych). Nie wolno też o tym zapomnieć wypominając Żydom różnych zwyrodnialców (takich jak np. nadgorliwi policjanci żydowscy itp.). Wojna to zło, która budzi demony a normalni ludzie muszą się ukrywać i kombinować. Dlatego też przerażają mnie ci, którzy uważają, że można cokolwiek z problemów społeczno – politycznych rozwiązać siłą (np. wywołując jakąś wojnę, choćby domową).

  2. Prawda Boli 09.02.2018 14:40

    „Oburza mnie też, kiedy różni „historycy” z przyległościami oskarżają dowództwo AK o tragedię powstania warszawskiego”
    No nie, jasne, to był super pomysł. Równie doskonały jak robienie ogniska na dogasającej stacji benzynowej.

  3. Atos 09.02.2018 15:48

    Troszkę historii (ułamek ) Dla młodych.
    Gen. Zygmunt Berling w swoich pamiętnikach pisał, cytuję: „… gdy wojsko odeszło daleko, w Lublinie straciło maskę i ukazało swoje oblicze żydowsko-kominternowskie sprzysiężenie. Sięgnęło po władzę. Pod płaszczykiem walki z kontrrewolucją rozpoczęło planowe wyniszczanie potencjalnej konkurencji, jaką mogła stanowić polska inteligencja. Zgodnie ze znaną dewizą: „aresztować a powód znajdzie się sam”. Zapełniano więzienia, opornych rozstrzeliwano w mieszkaniach i na ulicy, badania w śledztwie prowadzono z okrucieństwem przewyższającym metody Gestapo. I to nie jest fantazja! To prawda! To są przesłanki, które osobiście słyszałem w czasie posiłków w stołówce PKWN (…)”. „ Nie było żadną tajemnicą, że patronuje zbrodniom triumwirat magów w osobach Bermana, Zambrowskiego i Szyra”. Za ten stan rzeczy gen. Berling domagał się ukarania winnych. Jakiekolwiek próby zapobieżenia tym metodom spełzły na niczym, zaś różnego rodzaju kłopoty doprowadziły do tego, że 4 października 1944 roku został odwołany ze stanowiska dowódcy I Armii Wojska Polskiego.
    Dowódcą tej Armii został Karol Świerczewski „Walter”.

    Tak Żydzi odwdzięczyli się gen. Berlingowi. Sami zaś zaczęli obsadzać w Polsce swoimi ludźmi resorty i urzędy, np. Borejsza (Goldberg) organ prasowy „Rzeczpospolita”. W resorcie bezpieczeństwa znalazł się sławny później Różański (brat Borejszy), pierwszym szefem Zarządu Politycznego został Wiktor Grosz itd.
    Pod różnymi pozorami usuwali Polaków z zajmowanych stanowisk, szczególnie, gdy odważyli się cokolwiek krytycznego na ich temat powiedzieć.
    Na I Zjeździe Centralnego Komitetu Żydów w Polsce w Wałbrzychu w kwietniu 1946 roku, Adolf Berman wygłosił tajną doktrynę, w której podkreślił, że Żydzi mogą wziąć w swe ręce całość życia państwowego w Polsce i roztoczyć nad nim swoją kontrolę.
    Przestrzegał, by nie zajmowali stanowisk reprezentacyjnych. Należy tworzyć „drugi garnitur” i sprawiać wrażenie, że rządzą Polacy. W rękach Żydów muszą się znaleźć w pierwszym rzędzie propaganda, film i radio. Następnie w wojsku należy obsadzić Żydami stanowiska polityczne, gospodarcze i wywiad. Wśród ministerstw w pierwszej kolejności wymienił: spraw zagranicznych, skarbu, handlu, przemysłu i sprawiedliwości.
    Następnymi instytucjami centralnymi były banki państwowe, zjednoczenia i centrale handlowe oraz spółdzielczość. Podkreślił, by siedzieć za plecami Polaków, lecz wszystkim kierować. Antysemityzm uznawać za zdradę główną i bezwzględnie go tępić. Do likwidowania takich osobników (chodziło o Polaków) wykorzystywać Urząd Bezpieczeństwa lub bojówki PPR, nie wyjaśniając sedna sprawy. Wcześniej na posiedzeniu egzekutywy Komitetu Centralnego Żydów w Polsce nakłaniał Żydów do przyjmowania polskich nazwisk.
    Po wyborach do Sejmu 19 stycznia 1947 roku prezydentem został Bolesław Bierut a premierem E. Osóbka-Morawski, wicepremierem i ministrem Ziem Odzyskanych Wł. Gomułka, zaś drugim wicepremierem Antoni Korzycki (SL). Jednak już 8 lutego 1947r. naciskająca Żydowska Socjaldemokratyczna Partia Robotnicza – „Poalej Syjon” zmusiła E. Osóbkę-Morawskiego do rezygnacji ze stanowiska premiera, a nowym premierem został Józef Cyrankiewicz (Izaak Cymerman). W wybranym rządzie obok J. Cyrankiewicza było 8 Żydów, którzy kierowali następującymi resortami: bezpieczeństwa publicznego – Radkiewicz, komunikacji – Baranowski, oświaty – Skrzeszewski, przemysłu – Minc, skarbu – Dąbrowski, sprawiedliwości – Świątkowski, spraw zagranicznych – Modzelewski, żeglugi i handlu zagranicznego – Grossfeld.
    Jednocześnie w tym samym roku bardzo intensywnie rozbudowuje się służba bezpieczeństwa, w której prawie 80% zatrudnionych pracowników było pochodzenia żydowskiego. Od szefa Radkiewicza, jego zastępców: Mieczysława Mietkowskiego i Romkowskiego, po kadrową Julię Bristigerową, prowadzącą tajne biuro matrymonialne kojarzące Żydów z wybitnymi i inteligentnymi Polakami, Anatola Fejgina dyr. Departamentu X, jego zastępcę Józefa Światło (Izaak Flajszfarb), czy dyr. Departamentu Śledczego – Różańskiego (Goldberga).
    Na czerwcowym plenum KC PPR w 1948 roku Wł. Gomułka krytycznie ocenił KPP za niewłaściwy i nihilistyczny stosunek do kwestii niepodległości Polski. Tego już tacy działacze żydowscy jak Berman, Zambrowski, Minc, Radkiewicz, Albrecht, Borejsza, Chełchowski, Dworakowski, Izydorczyk, Jędrychowski, Kalinowski, Ochab, Modzelewski i wielu innych, nie mogło mu wybaczyć.
    20-go stycznia 1949 roku odwołano Gomułkę z funkcji wicepremiera i Ministra Ziem Odzyskanych a na jego miejsce wyznaczono Aleksandra Zawadzkiego. Wł. Gomułce przedstawiono zarzuty jakoby zdradził partię i odszedł od podstawowych założeń marksistowsko–leninowskich.Żydzi w różny sposób działali, by swoimi zaufanymi ziomkami obsadzać najwyższe stanowiska w partii bądź rządzie, eliminując z tych stanowisk Polaków. Przykładem tego niech będzie następujący fakt: w trzecim kwartale 1949 r. odbyli wiele tajnych spotkań, w których brali udział: J. Berman, R. Zambrowski, St. Radkiewicz, E. Ochab, H. Minc, R. Romkowski i wielu im podobnych. Celem tych spotkań była ocena nastrojów kadry Wojska Polskiego niezadowolonej z działań Centralnego Komitetu Żydów w Polsce. Na kolejnym spotkaniu w powyższej sprawie w mieszkaniu J. Bermana w dniu 20 sierpnia 1949r. R. Zambrowski i H. Minc zaproponowali, by na miejsce Michała Roli-Żymirskiego – Ministra Obrony Narodowej – powołać marszałka Konstantego Rokossowskiego.
    Po przyjęciu tej propozycji J. Berman udał się 4 września 1949r. do Moskwy. Uzyskując poparcie Berii już 7 września otrzymał zgodę Stalina na realizację tej propozycji. Kilka dni wcześniej mianowano E. Ochaba na stopień generała brygady i powierzono mu stanowisko Szefa Głównego Zarządu Politycznego WP i wiceministra Obrony Narodowej.

  4. Atos 09.02.2018 15:52

    Przypomnę, że w 1951 roku nastąpiła seria aresztowań znanych osób w naszym kraju. Pierwszego aresztowano Mariana Spychalskiego, następnie Wl. Gomułkę. Aresztował ich Józef Światło (Flajszfarb). Wł. Gomułka bez sądu był osadzony w willi na osiedlu Miedzeszyn do grudnia 1954r. Kolejnymi osobistościami, które aresztował J. Światło byli: ks. Kardynał Stefan Wyszyński i Michał Rola-Żymirski.
    Księdza kardynała na początku umieszczono w klasztorze koło Lidzbarka a następnie w klasztorze w Komańczy. Wymienione wyżej osoby nigdy nie stanęły przed sądem! Pod koniec lat czterdziestych i na początku lat pięćdziesiątych żydowscy działacze wysnuli fałszywą tezę, że w miarę umacniania się ustroju socjalistycznego, rośnie a nawet wzmaga się walka klasowa, rozszerza się opór i działanie sił wrogich, antysocjalistycznych. Ten tok rozumowania (fałszywy) powodował szukanie tych wrogów wszędzie, co doprowadziło do aresztowań i poddawania niewinnych ludzi surowym represjom. Dodam, że wśród aresztowanych było 39 starszych oficerów Ludowego Wojska Polskiego (LWP). Po bezpodstawnych wyrokach, na karę śmierci skazano i stracono 21, w tym gen. Emila Fieldorfa czy rotmistrza Witolda Pileckiego. Był to okres niezmiernie trudny dla Polaków, gdyż nieomal w każdym obywatelu widziano „wroga” socjalizmu.
    Represjonowano najwybitniejszych przedstawicieli nauki polskiej, takich profesorów, jak Kotarbiński, Ajdukiewicz, Ingarden, Tatarkiewicz, Twardowski, Ossowski i wielu innych. W tej haniebnej, wręcz destrukcyjnej działalności na Uniwersytecie Warszawskim mieli udział tacy „naukowcy” jak: Adam Kersten, Jerzy Holzer, Krzysztof Pomian (Furman), Bronisław Geremek (Berele Lewartow), Włodzimierz Brus czy Bronisław Baczko (Gildeom vel Łukasz Nirszowicz)Należy wspomnieć, że nie tylko zastraszano, ale wręcz terroryzowano środowiska polskich dziennikarzy. Udział w tym brali: Zambrowski, Kliszko, Morawski, Starewicz, Nowak, Arski (Apfelbaum), S. Brodzki (Bronstein), Górnicki, R. Szydłowski (Szancer), J. Kozłowska, Toruńczyk, Groszowie, Schaff, Unger i wielu, wielu innych. Podobną rolę w szykanowaniu i zastraszaniu polskiego społeczeństwa wykazywały następujące osoby: Mieczysław Wagrowski (Pustelman), Władysław Wicha, Zygfryd Sznek, Tadeusz Daniłowicz (Izraelowicz), Stefan Staszewski, Jerzy Zarzycki, Jerzy Albrecht.Gdy w 1953 roku toczyła się rozprawa sądowa w procesie Żydów Kaczorowskiej i Ludwika Kalksteina za to, że wydali w ręce Gestapo generała Stefana Grota-Roweckiego, sędzia Rozenfeld oświadczył, że to nie oni, lecz Grot-Rowecki i Armia Krajowa były antypolskie!
    Ta okupacja narodu polskiego trwała nieprzerwanie.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.

pl Polish
X