Według legend w Amazonii żyje plemię pół-ludzi pół-małp

Opublikowano: 09.06.2019 | Kategorie: Paranauka, Publicystyka

Liczba wyświetleń: 285

Przez setki lat mało zbadane dżungle Ameryki Południowej były źródłem opowieści o dziwnych stworzeniach, w tym o wielkich ludziach podobnych do małp. Jest to o tyle dziwne, że w Ameryce Południowej nigdy nie znaleziono wielkich małp takich jak goryle, szympansy lub orangutany.

Największe naczelne występujące na tym kontynencie to małpy ważące od 6 do 8 kg. Skoro zatem legendy wspominają o dużych stworzeniach podobnych do ludzi, które wyglądają jak małpy, to jest to zdecydowanie coś bardzo nietypowego, a nie tylko przewidzenie kogoś kto spotkał zwykłą leśną małpę.

Wzrost tych stworzeń bywał opisywany na około metr do aż 3 metrów. Większość ludzi, którzy je widzieli twierdziło, że to na pewno nie były zwierzęta, ponieważ istoty te używały kamiennych narzędzi i polowały za pomocą łuków i strzał.

Według ludzi, którzy spotkali te hominidy mają one swój własny język, który wyróżnia się obfitością gwizdów i chrząkania. Lokalni Indianie nazywają te stworzenia różnie , ale najczęściej używane jest określenie Maricoxi. Pierwszym białym człowiekiem, który się o nich dowiedział, jest legendarny podróżnik Percy Fossett, który później zaginął w dżungli podczas swojej następnej podróży.

Fossett w swojej książce „Lost Trails, Lost Cities” napisał, że ci włochaci ludzie żyli w pobliżu leśnego plemienia Indian Maksubi. Podróżnik twierdził, że spotkał się z nimi w 1914 roku podczas wyprawy do obszaru Mato Grosso. Fossett i jego ekipa przeszli przez dżunglę Boliwii, a następnie dotarli do brazylijskiej rzeki Guaporé. To właśnie w tej okolicy słyszeli od miejscowych plemion historie o pół-ludziach, pół-zwierzętach.

Później, podczas dalszego marszu przez dżunglę, Fossett i jego współpracownicy zobaczyli dwie dziwne postacie poruszające się przed nimi i mówiące w niezwykłym języku. Mieli w rękach łuki i strzały, z których strzelali od czasu do czasu. Początkowo Fossett uznał, że są to miejscowi Indianie, ale potem zdał sobie sprawę, że się mylił.

Członkowie ekspedycji nie widzieli ich wyraźnie z powodu półcienia, ale wydawało im się, że są to bardzo wielcy mężczyźni, pokryci włosami i z bardzo długimi rękami. Ich czoła opadały do tyłu, a nad ich oczach widać było masywne brwi. nie mieli na sobie żadnych ubrań, a po spotkaniu nagle uciekli.

Rano odkrywcy poszli dalej i dotarli do małej osady na polanie. Z ich opisów wynika, że znaleźli tam prymitywne domostwa tych stworzeń. Niektórzy z nich siedzieli i robili strzały. Były to duże stworzenia podobne do małp, które wyglądały, jakby ledwo wyewoluowały poza poziom zwierzęcia. Gdy członkowie ekspedycji zostali dostrzeżeni jeden ze stworów zerwał się na równe nogi i zaczął skakać, trzymając łuk i strzały.

Jego głośne krzyki brzmiały jak „Ugh! Ugh Ugh!” a wszystkie krzaki wokół nagle zapełniły się tymi dziwnymi małpami, które również krzyczały „Ugh! Ugh!”. Zdaniem Fossetta wyglądało to bardzo niebezpiecznie. Podróżnicy probowali porozumieć się z nimi w lokalnym narzeczu Indian, ale ich nie zrozumieli. Skaczący przed nimi stwór w końcu zatrzymał się, a potem wycelował w Fossetta z łuku. Ten niewiele myśląc wystrzelił ze sztucera prosto pod nogi dziwnej małpy. Wszystkie stworzenia bardzo się przestraszyły odgłosu wystrzału i natychmiast uciekły w zarośla

O tych samych stworzeniach pisał też kryptozoolog i przyrodnik Ivan Sanderson, który w latach 30. XX wieku podróżował po Ameryce Południowej. On również usłyszał o istotach Maricoxi od miejscowych Indian z plemienia Maxubi. Dzicy uważali ich za ohydnych i prymitywnych ludzi i twierdzili, że są kanibalami, którzy polowali na ludzi dla ich mięsa. Ich zdaniem istoty te żyją w dziurach w ziemi, z których wychodzą głównie nocą.

Historia Fossetta o włochatych dzikusach w tamtych latach została przyjęta bardzo sceptycznie. Wielu twierdziło, że wszystko zmyślił, inni nawet oskarżyli go o rasizm, mówiąc, że trafił na zwykłych Indian, a potem, dla wrażenia, dodał opisy owłosionych pół-małp pół-ludzi.

Z kolei Ivan Sanderson wierzył Fossetowi, jednak z punktu widzenia nauki, on sam był szarlatanem, kryptozoologiem, który wierzył w istnienie mitycznych zwierząt. Dlatego teoria, że prymitywni ludzie, podobni do wymarłych Homo erectus, żyli w południowoamerykańskiej dżungli jeszcze na początku XX wieku, nigdy nie była poważnie rozważana.

Jednak gdy weźmie się pod uwagę fakt, że również afrykańskie goryle do XIX wieku były traktowane jako ciekawostka z dziedziny kryptozoologii, możliwość, że w Ameryce Południowej żyje jakaś forma Wielkiej Stopy czy też Yeti, nie może być tak od razu odrzucona.

Źródło: InneMedium.pl

1 gwiazdka2 gwiazdki3 gwiazdki4 gwiazdki5 gwiazdek (Liczba ocen: 4 , średnia ocena wartości wpisu: 4,75 na 5 możliwych)
Loading...

TAGI: , , , ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.