Tata

Opublikowano: 27.04.2018 | Kategorie: Opowiadania, Publikacje WM

Liczba wyświetleń: 846

Lumpenproletariacka dzielnica, lumpenproletariacka ulica. Stare, przedwojenne kamienice, każda ledwie stoi, wspierana przez podobnej kondycji sąsiadki. Pełna solidarność, wspólnota w ruinie. Co trzecia jest pustostanem, poważnie zagrożona zawaleniem. Mieszkańcy to głównie bezrobotni bez konkretnych zawodów, bez wykształcenia, bez nadziei. Fizyczni od wszystkiego. Ogrzewanie węglowe, woda tylko w korytarzu, na podwórku wspólny, obesrany kibel. Pijackie awantury, nadto widoczna bieda, gołębie.

Puszczone samopas małolaty mają ulicę dla siebie. Bieganina, krzyki, niegroźne bójki, w pustostanach ledwie skryte palenie papierosów, starsi publicznie delektują się tanim winem. Grupy według wieku ― pięć do dziewięciu lat to szczyle, dziesięć do piętnastu kurduple, starsi to już panowie. Tak w każdym razie każą na siebie mówić. Młodszym. O rozrywce typu książka, kino, nie mówiąc o teatrze, mało kto słyszał, a już na pewno nigdy nie doświadczył. Te śmierdzące slamsy, rynsztok, policyjne pałowania, wóda, to ich cały świat.

Szczyle mają swoje zabawy, swoje problemy. Jak każda z grup, jednak tutaj dominuje jeszcze przywiązanie do rodziców ― wśród chłopców do ojców. O ile są tacy, bo to przecież różnie bywa.

Jacek, mizerny sześciolatek, który jeszcze nie ma ksywy jak inni, urzęduje wraz z równie małymi kolesiami po zakamarkach pustych ruin. Pętają się wśród starszych, przeganiani z kąta w kąt plącze się pod nogami. Jednak w sumie jakoś tolerowani. Jeśli naturalnie znają swoje miejsce. A znają bezbłędnie.

Istotnym tematem ich rozmów są ojcowie ― który jest kim, co może, jaki odważny, silny, jak potrafi przywalić, sami supermani. Rzecz jasna pełna imaginacja, jednak na tyle silna, że warto jej bronić. Na wszelkie sposoby. Stoją teraz w trzech przed pustą ruderą i kłócą się zajadle. Kilka kroków dalej licho ubrane dziewczynki grają w klasy, a pod osłoną kruszejących murów starsi, krztusząc się, zawzięcie popalają zdobyte gdzieś papierosy.

― Mój tata jest marynarzem ― chwali się Jacek. ― Pływa na wielkim statku i po całym świecie.

Nigdy nie widział ojca, nie rozmawiał z nim, a w każdym razie nie pamięta, jednak matka trzyma na półce pożółkłą fotografię w ramce, przedstawiającą przystojnego, dumnego mężczyznę w kapitańskim uniformie. Mówi o nim zawsze: “Twój tata”. I dodaje: “Niebawem wróci”.

― Gówno prawda! ― zaprzecza Ślina. Dlatego Ślina, że pluje najchętniej i najdalej ze wszystkich szczyli. Czasem, gdy ma dobry dzień, aż na siedem kroków. ― Wszyscy wiedzą, że ty nie masz starego. Mówił mi mój tata. A on wie wszystko. Nawet gdzie jest Australia. I jest najwyższy!

― A gdzie ta… Australia? ― pyta podstępnie kulawy Kostek.

― Tam, na dole. ― Ślina pokazuje ręką na popękaną płytę chodnikową.  ― Z drugiej strony kuli.

― Jakiej kuli? ― dziwi się Kostek.

― Ziemskiej, baranie! ― Ślina spluwa w bok, ale bez ekstrawagancji. Blisko.

― On ma rację! ― próbuje rozstrzygnąć Jacek. ― Australia to… anty… pody. Tam też pływa mój tata.

― I nie spadnie na dół? ― Kostek demonstracyjnie puka się w czoło. ― Kłamiesz. Nie masz starego, a ta Australia, to bujda.

― Zaraz cię walnę! ― grozi Jacek. ― Mój tata tam pływa i… dzisiaj wraca do domu. Mama dostała telegram.

Zbiera mu się na płacz za taką niegodziwość, ale przecież nie okaże słabości. Jeszcze chwila i rzeczywiście walnie. Nie wymyślił tego telegramu przecież ― listonosz istotnie przyniósł matce jakieś ważne pismo, wymagające potwierdzenia odbioru. Jak ich przekonać?

― Dupa, dupa! ― krzyczy Kostek, ale nagle ucicha. Ucichają wszyscy wokół, bowiem nagle słychać jakieś dudniące o chodnik kroki. Zdecydowane, energiczne, coraz bliższe.

Zza rogu wychodzi wielki… marynarz. Wielki, to mało powiedziane ― ogromny, jakieś trzy metry wzrostu. Marynarz, to także nic. To regularny kapitan. Charakterystyczna, biało granatowa czapka z daszkiem, granatowy mundur z sześcioma złotymi guzikami, naramienniki, lampasy, spodnie w kancik, lśniące buty. W lewej ręce trzyma małą kapitańską torbę, a w prawej złożone niedbale, śnieżnobiałe, jedwabne rękawiczki. Przystojny jak wszyscy diabli, ogorzały od słońca i morskiej kipieli. Barczysty, widać, że wysportowany, energiczny, zwinny, szybki.

Kroczy pewnie, nie rozglądając się specjalnie na boki.

Wszyscy przytomni wywalają gały jak spodki, nieruchomieją w jednej chwili. Nikt nie próbuje uciekać, gdyż aż nadto jest oczywistym, że kapitan mógłby to uznać za swego rodzaju… dezaprobatę dla jego osoby, sprzeciw. A on sprzeciwu nie znosi ― to przecież widać. No i któż miałby najmniejszą choćby szansę umknąć wystarczająco szybko?

Zbliża się do trzech szczyli, patrzy uważnie, uśmiecha do Jacka szerokim, lśniącym uśmiechem.

― Witaj, synu! ― nachyla się nad grupką, mówi głośno niskim, męskim barytonem. ― Wróciłem na chwilę. Czy wszystko w porządku? ― lustruje jasnym wzrokiem kolegów, brudne rudery, okolicę.

― Tak, tato ― odpowiada dumny z ojca Jacek. ― Wszystko w porządku. To są moi koledzy Kostek i Ślina. Tam dalej koleżanki i… też koledzy. Wszystko w porządku.

― To dobrze ― mówi kapitan dudniąco. ― Daj rękę. Wybierzemy się do kina. I na lody.

Kapitan wkłada rękawiczki do kieszeni, wyciąga potężną rękę. Jacek ledwie sięga dłoni, więc ojciec jednym pewnym ruchem sadza go sobie na ramionach. Idą w kierunku miasta. Jacek ogląda się za siebie i cały szczęśliwy macha kolegom. Charakterny jest. Nie naskarżył ojcu, nie użalił się ani jednym słowem. Kto wie, co by się mogło zdarzyć? W jednej chwili zyskał niepomiernie w oczach całej ulicy.

O smutnej treści dostarczonej dziś matce wiadomości dowie się wieczorem. Gdy wróci do domu.

KONIEC

Autorstwo: Golesz
Zdjęcie: DariuszSankowski (CC0)
Źródło: WolneMedia.net

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...

TAGI:

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
Powiadom o