Tam, gdzie pan może Pana Prezesa pocałować

Opublikowano: 25.03.2016 | Kategorie: Polityka, Prawo, Publicystyka

Liczba wyświetleń: 822

Mam apel do kolegów po fachu: przestańmy zadawać głupie pytania. Żadnego kompromisu w sprawie Trybunału Konstytucyjnego nie będzie. Na nikim nie zrobią też wrażenia demonstracje KOD, choćby ich liczebność przebiła pielgrzymki Radia Maryja.

No bo powiedzcie szczerze: czy na miejscu Jarosława Kaczyńskiego poszlibyście na jakikolwiek kompromis?

Jest dość oczywistym, że spora liczba pisowskich ustaw nie przeżyłaby konfrontacji z Trybunałem. Rozszerzenie możliwości inwigilacji obywateli bez sądowej kontroli, oficjalne upartyjnienie mediów publicznych, likwidacja konkursów na kluczowe stanowiska, ograniczenie możliwości dysponowania własną ziemią, czy choćby najnowszy projekt, wyposażający IPN w faktyczną władzę nad samorządami — wojewoda na polecenie Instytutu będzie mógł narzucać samorządom nazwy ulic i obiektów użyteczności publicznej — to wszystko budzi bardzo poważne konstytucyjne wątpliwości. Nawet słynne 500+ mogłoby nie przejść konstytucyjnej kontroli w tym obszarze, w którym państwo różnicuje dzieci wedle kolejności narodzin, co może być uznane za przejaw nierówności wobec prawa.

Pisowska nowelizacja ustawy o TK — tzw. ustawa naprawcza — pomyślana była w ten sposób, żeby przedłużyć prace Trybunału i utrudnić mu wydawanie orzeczeń poprzez zmianę większości zwykłej na kwalifikowaną. Co do tego wszyscy przeciwnicy władzy się zgadzają. Skąd zatem pomysł, że PiS jest zainteresowany zakończeniem sytuacji, która jest z jego punktu widzenia jeszcze lepsza: bowiem pozwala w ogóle ignorować wydawane przez TK wyroki? Toż szczęśliwszego rozwiązania prezes nie mógłby sobie wymarzyć.

W praktyce sytuacja będzie teraz wyglądać następująco: Trybunał będzie obradował i wyrokował na podstawie ustawy z marca 2015, uznając, iż jego niedawny wyrok unieważnił tzw. ustawę naprawczą. Władza będzie ignorować te wyroki, mówiąc, że do unieważnienia nie doszło, bo posiedzenie było nielegalne, toteż Trybunał musi pracować na zasadach ustalonych przez PiS w grudniu, a skoro tak nie czyni — wszystkie jego orzeczenia są, podobnie jak wyrok dotyczący ustawy naprawczej, jedynie „stanowiskiem pewnej grupy sędziów”, bez żadnej mocy prawnej. Rząd po prostu przestanie publikować wyroki TK w „Dzienniku Ustaw”, wobec czego Trybunał wypracuje alternatywną metodę ich ogłaszania, najpewniej na własnej stronie internetowej. Rząd będzie twierdził, że metoda ta jest nielegalna, toteż ogłoszenia uzna za niebyłe, a decyzje Trybunału za nieobowiązujące. Doprowadzi to do dualnego systemu prawnego: rząd i jego agendy, wszyscy urzędnicy państwowi, a także prokuratura pracować będą na podstawie „prawa sejmowego”. Sądy (a przynajmniej ich większość), a także samorządy pozostające w rękach PO i PSL posługiwać się będą „prawem trybunalskim”. Tam, gdzie dojdzie do sądowej konfrontacji między tymi dwiema normami — trybunalskie najczęściej będzie na wierzchu, bo rozstrzygający głos będzie należał do sędziów, a tym bliżej do TK niż do prezesa Kaczyńskiego; ale będzie to dotyczyło ułamka przypadków, większość działań władz publicznych ma charakter administracyjny i do sądów nie trafia. Ten dziwaczny konstrukt jest oczywiście toksyczny z punktu widzenia prawa i państwa — ale Prawu i Sprawiedliwości najzupełniej odpowiada, albowiem PiS zainteresowany jest wyłącznie praktycznym wymiarem sprawowania władzy i wzniosłe zasady ma w dupie.

No bo — powiedzmy sobie szczerze — co mu za to grozi?

Międzynarodowy ostracyzm? To coś, na co opozycja bardzo liczyła, ale już widać wyraźnie, ze się przeliczyła. Naciski zewnętrzne nie tylko nie robią na władzy wrażenia, ale mają efekt wręcz przeciwny: prezes zadał sobie trud szczególnego podkreślenia tego faktu w rozmowie w Telewizji Trwam, gdzie powiedział, że tworzona przez PiS w Sejmie komisja ekspertów do zbadania opinii Komisji Weneckiej będzie musiała „rozważyć różnego rodzaju konteksty, które niestety powstały” — i jako najważniejszy wymienił „nacisk zewnętrzny”.

— My chcemy i musimy być państwem suwerennym, więc ponieważ doszło do poważnych nacisków z różnych zupełnie stron, w naszym przekonaniu całkowicie bezprawnych, w związku z tym to też przy podejmowaniu decyzji przez Sejm musi być brane pod uwagę jako czynnik istotny, bo Polska musi zachować suwerenność, zachować godność — ogłosił Kaczyński. Inaczej mówiąc — im bardziej będziecie biegać na skargę zagranicę, tym większego fucka wam pokażemy. To groźba dość pusta, zważywszy, że większego już się nie da, ale przekaz jest dość jasny: zapomnijcie o pomocy z zewnątrz.

Ubawił mnie szczerze Ludwik Dorn, który w TVN24, powołując się na swoją znajomość modus operandi Jarosława Kaczyńskiego, tłumaczył, że lider PiS nie cofa się nigdy, chyba, że woda sięga mu nie do podbródka, ale wysoko powyżej nosa i kompletnie odcina dopływ tlenu. Ale tę — niewątpliwie trafną — diagnozę szybko uzupełnił o zupełnie absurdalne stwierdzenie, że prezes zacznie się dusić, jeśli Komisja Europejska przejdzie do kolejnego etapu procedury kontroli praworządności i stwierdzi, że istnieje poważne ryzyko, iż w Polsce doszło do naruszenia wartości UE. Zabawność tej diagnozy tkwi w fakcie, iż Dorn sam podkreśla, że ostatni etap procedury — stwierdzenie złamania przez Polskę zasad praworządności i związane z tym sankcje — jest niemożliwy do przeprowadzenia, bo wymaga jednogłośnej decyzji UE, a przeciw zagłosują Węgry i Czechy. Ale mimo tego były trzeci bliźniak uważa, że Kaczyński przejmie się drugim etapem, albowiem — uwaga — „będzie oznaczało, że jesteśmy pariasem, jakim nikt nigdy nie był”. Serio? I to jest to, co ma spłoszyć Jarosława Kaczyńskiego?

Niewiele bardziej realistyczny jest drugi optymistyczny scenariusz Dorna: Kaczyński zlęknie się USA, gdy te zadeklarują, że „nie jesteśmy dla nich partnerem i odmówią rozmów powyżej stanowiska wiceministra”. Rzeczywiście, w odróżnieniu od Unii Europejskiej, wobec której PiS od początku okazuje wrogość, Stany Zjednoczone były dotychczas na jego nader krótkiej białej liście. Ale to już się zmienia: wystarczy wspomnieć oburzenie listem trzech amerykańskich senatorów do Beaty Szydło, czy ostatnie uwagi Antoniego Macierewicza o państwach, co mają dwieście lat i nie powinny nas pouczać w temacie demokracji. Zgoda, antyrosyjska obsesja mogłaby skłonić obecną władzę do ustępstw w sprawach wewnętrznych, gdyby Jarosław Kaczyński był przekonany, że zabawy z Trybunałem mogą nas pozbawić dobrodziejstwa w postaci paru setek amerykańskich wojaków. Ale nawet zaprzedani wrogowie nowej władzy — jak choćby dwukrotny szef MON, Janusz Onyszkiewicz — przyznają, że ewentualne decyzje dotyczące tzw. wschodniej flanki NATO będą podyktowane interesami Ameryki w tym regionie i w żaden sposób nie będą zależały od wewnętrznej politycznej sytuacji w Polsce, czy też klimatu stosunków na linii RP-USA. Więc znów: czego Kaczyński miałby się zlęknąć? „Ochłodzenia stosunków”? Wolne żarty.

Tym bardziej humorystycznie brzmią nadzieje na skuteczność jakiejkolwiek groźby wewnętrznej. Oczywiście — PiS nie wystraszy się doniesienia do prokuratury na premierzycę, czy też szefową jej kancelarii, w związku z odmową publikacji wyroku ws. „ustawy naprawczej” — ale nie ma to bezpośredniego związku z faktem, iż prokuratura podlega dziś Zbigniewowi Ziobrze. Szef klubu PO, Sławomir Neuman, w rozkosznym monologu stwierdził ostatnio, że Szydło wystraszyła się prokuratury i dlatego opublikowała poprzedni wyrok — ten, unieważniający wybór trzech z pięciu pisowskich nominatów do TK. Ale przecież opublikowawszy go, władza uznała jednocześnie, że nie ma on żadnej mocy obowiązującej (poza stwierdzeniem bezprawności działań PO co do pozostałych dwóch sędziów) i kompletnie nie wyciągnęła z niego żadnego wniosku. Następnych publikować nie będzie, niezależnie od tego, kto stoi na czele prokuratury, bo już zrozumiała, że może to zrobić absolutnie bezkarnie. Albowiem — żeby zacytować klasyka — „pan może panu majstrowi skoczyć tam, gdzie pan może pana majstra w dupę pocałować”.

Oczywiście równie groteskowe są nadzieje opozycji na wystraszenie władzy Trybunałem Stanu. Po pierwsze — najpierw opozycja musiałaby przejąć władzę, bo o postawieniu przed TK decyduje większość sejmowa. A po drugie — choćby nawet do tego doszło, odpowiedzialność konstytucyjna ma ten sam walor, co ostracyzm międzynarodowy: działa tylko na tych, którzy się nią przejmują. TK nie może wsadzić nikogo do pierdla, ani przysolić mu grzywny wiodącej do bankructwa: może (czasowo) pozbawić prawa wyborczego, odebrać medale i zakazać pełnienia stanowisk. Najgorsze co może zrobić — to pozbawić mandatu poselskiego, co rzeczywiście będzie bolesne dla kieszeni podsądnego, ale przecież partia mu nie da zginąć. Ewentualna odpowiedzialność karna jest jest jeszcze bardziej odległa, zważywszy, że prezydent Duda dysponuje prawem łaski i wykazał już, że nie zawaha się go użyć. A „hańbę” związaną z tymi wyrokami politycy PiS będą nosić z dumą, jako dowód męczeństwa za sprawę Dobrej Zmiany.

Brutalna prawda jest taka, iż najszerzej pojęta opozycja — wraz z Trybunałem Konstytucyjnym — strzeliła sobie we wrażliwą część ciała, podejmując próby zablokowania działań PiS na rzecz wymiany pięciu sędziów TK, wybranych (częściowo nielegalnie) pod koniec zeszłej kadencji. Gdyby tamta chucpa przeszła, dziś TK składałby się z 10 przedstawicieli poprzedniego układu i 5 pisowców — i mógłby normalnie pracować. Byłaby to sytuacja nieopisanie bardziej korzystna — tyleż z punktu widzenia demokracji, co opozycji.

Uczciwie trzeba przyznać, że opozycja mogła tego nie wiedzieć. Stopień bezczelności PiS rzeczywiście nie był do końca przewidywalny. W tej chwili jednak ma to mniejsze znaczenie. Większe ma odpowiedź na pytanie: na co przeciwnicy władzy liczą teraz? Wszelkie twardzielskie enuncjacje w duchu „nie ma targów o przestrzeganie konstytucji” mają urok retoryczny, ale nie przybliżają nas w żaden sposób do przywrócenia ładu konstytucyjnego. Na nikim nie zrobią też wrażenia demonstracje KOD, choćby ich liczebność przebiła pielgrzymki Radia Maryja. Czy ktokolwiek z opozycji ma jakikolwiek realny pomysł na wyjście z tej sytuacji?

Pozostaje mieć nadzieję. Choć, szczerze mówiąc, coraz trudniej pogodzić ją z rozumem.

Autorstwo: Agnieszka Wołk-Łaniewska
Źródło: pl.SputnikNews.com


TAGI: , ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

9 komentarzy

  1. qrde blade 25.03.2016 11:54

    Kłócą się w Kraju, kłócą w Warszawie
    Kłócą od Bugu do Nysy —
    Kim jest największy w Polsce szubrawiec?
    Kim jest największy s…..syn

    Wszak pretendentów liczne jest grono
    A zasłużeni są wszyscy
    By rzecz rozstrzygnąć, postanowiono
    Zorganizować plebiscyt

    Są tu kanalie, durne kołtuny
    złodziei jest cała masa
    Cel zniszczyć Polskę, kraj wielkich Lachów
    oby trafiła się kasa….

    Wiwat banksterka, wiwat masoni
    za waszą zdradę, knowania
    lewackim spiskiem kraj nasz zniszczono
    Polska na nogach się słania

    Nie myślcie sobie, że starym sporem
    głowy nam znowu zmącicie
    nie damy więcej kraść wam i truć nas
    bój będzie o śmierć lub życie !

  2. agama 25.03.2016 22:20
  3. smerf 25.03.2016 22:58

    Nie po to oddałem swój głos na TAK w referendum dotyczącym przystąpienia mojego kraju do wspólnoty europejskiej, by teraz uzurpatorzy mi tę wolę odbierali na podstawie własnego widzimisię.
    Mocno wierzę w to, że ulica pogoni “wizjonerów” tam, gdzie ich miejsce.
    Ja chcę żyć w Polsce stowarzyszonej z krajami demokratycznymi i wcale nie marzy mi się powrót do jedynowładztwa, autokratyzmu czy hasła “Partia z Narodem, Naród z Partią”…
    Prezes jest już leciwego zdrowia. W tym upatrywać należy nadzieję, że jego następca wymięknie…

    “Ojczyznę wolną, od oszołomów, racz nam wrócić, Panie”.

  4. lboo 25.03.2016 23:22

    @smerf: “Ja chcę żyć w Polsce stowarzyszonej z krajami demokratycznymi i wcale nie marzy mi się powrót do jedynowładztwa, autokratyzmu czy hasła „Partia z Narodem, Naród z Partią”…”

    No to jak wielu innych dałeś się oszukać. UE to układ wasalny gdzie słabsi pracują na silniejszych. Ile tam demokracji w tych krajach to możesz zobaczyć po tym jak traktuje się wolę obywateli, choćby w kwestii “uchodźców”. No i sterowanie centralne z Brukseli gdzie każda krytyka jedynie słusznej linii UE powoduje przyklejenie łatki wywrotowca i szkodnika. Tak ja to widzę.

    Wyjaśnij mi jak Ty w UE widzisz realizację tego co napisałeś, bo jakbym nie patrzył to widzę same przeciwieństwa.

    Od razu dodam że PiS dla mnie gra do tej samej bramki, a cały ten teatrzyk jest po to żeby ludzie mieli się czymś zająć a nie myśleli o “głupotach”.

  5. smerf 26.03.2016 00:36

    lboo

    Zgadzam się z Tobą w tylko jednym: “PiS dla mnie gra do tej samej bramki, a cały ten teatrzyk jest po to żeby ludzie mieli się czymś zająć a nie myśleli o „głupotach”. Pytanie tylko, o jakich niby głupotach?

    Napisałem: “chcę żyć w Polsce stowarzysznej z krajami demokratycznymi i wcale nie marzy mi się powrót do jedynowładztwa, autokratyzmu czy hasła „Partia z Narodem, Naród z Partią”…”.
    A co w tym nie rozumieć? PRL-bis mi się marzy, owszem (bo ludziom żyło się lepiej, bezpieczniej i dostatniej), ale nie w takim, jak dziś, wydaniu!
    Demokracja, czyli monteskiuszowski podział władzy, to dla mnie priorytet. Te wartości, jeszcze w latach 70-tych XX-wieku, wyniosłem z podstawówki. Ona oznacza równoważność władz: ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. Każda z osobna są od siebie niezależne i jednakowoż ważne. Wara każdej z nich z osobna do wtrącania się w kompetencje innej.
    Ale sądownicza, czyt. Trybunał Konstytucyjny, to organ kontrolny nad pozostałymi! Władza sądownicza musi powściągać niecne zapędy władzy ustawodawczej i wykonawczej! Tak to widział Montesquieu….
    Taki stan rzeczy istnieje w UE i takiż sam stan rzeczy istniał z naszym kraju do 3 grudnia 2015 roku.
    Co tu dalej tłumaczyć?
    Piszesz: “jak traktuje się wolę obywateli, choćby w kwestii „uchodźców” w UE”. No jak, do cholery???
    Ludzie, choćby w Niemczech, witali ich na peronach przyjaźnie, z uśmiechem na twarzach i machali flagami.
    Oczywiście, nacjonaliści w Berlinie byli innego zdania…
    A nasi narodowcy to też niebywałe lemingi:

    http://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2016-01-24/mieszkancy-gory-kalwarii-protestuja-przeciwko-przyjeciu-uchodzcow/

    Ja wiem. Pośród imigrantów mogli przybyć do Europy “zakapiory”. Ale i te “zakapiory” okazały się być pośród tych, którzy do Belgii przybyli już kilkanaście bądź kilkadziesiąt lat temu… Dali się, niestety, omamić ideologią ISIS i stąd te sprzed kilku dni zamachy w Brukseli.
    Nie mierzmy wszystkich ludzi jedną miarą.

    P.S. Myślę, że gdyby wszyscy Polacy w czasach szkolnych uważnie uczestniczyli w lekcjach WOS, czyli wiedzy o społeczeństwie, byliby dzisiaj bardziej wyedukowani.
    Poza tym. Gdyby w szkołach, zamiast lekcji religii (katolickiej), zaserwowano im lekcje z religioznawstwa (czyli wiedzy o innych religiach, istniejących w świecie, takich jak: judaizm, prawosławie, luteranizm, ewangelizm, buddyzm itp.), a wreszcie obiektywne spojrzenie na ateizm to nie mielibysmy dzisiaj problemów ze zrozumieniem ludzi o innych poglądach religijnych czy światopoglądowych.
    Niestety. Jako obywatele jesteśmy skazani na… samoedukację. Najsmutniejsze jednak w tym wszytkim jest to, że mający władzę mają jednocześnie z naszej niewiedzy… uciechę, a przy tym alibi dla swych niecnych, antyobywatelskich, poczynań.

  6. Anonymous-X 26.03.2016 08:13

    @smerf

    “A nasi narodowcy to też niebywałe lemingi”

    Dlaczego wy, miłośnicy tych “imigrantów”, nie przyjmiecie ich do swoich domów?
    Tylko zmuszacie do tego ludzi którzy ich nie chcą?
    Dlaczego chcesz narzucać innym swoją wole?

    PS. partia która legalnie w demokratyczny sposób wygrała wybory, nie jest uzurpatorem, czy tobie się to podoba, czy nie. Zainwestuje troszkę w samoedukację.

  7. lboo 26.03.2016 09:45

    @Anonymous-X: Szkoda czasu i energii. Zachowaj na coś konstruktywnego.

  8. smerf 26.03.2016 20:39

    lboo

    Czyli moje wyjaśnienie zdało się na nic? Ja Ci daję rzeczową argumentację, a Ty to kwitujesz krótkim: “Szkoda czasu i energii”? Znaczy się dostaliśmy od UE worki pieniędzy na rozwój i infrastrukturę, a teraz mamy się od niej odwrócić? A co ze zwrotem kaski?

    Anonymous-X

    Ja nie neguję, że PiS wygrała w sposób demokratyczny wybory. W innym miejscu już wyliczałem, że raptem 37% uprawnionych zagłosowało na nią, a to się w prostym rachunku przełożyło na 15, lub jak niektórzy podają, 18% obywateli. Zatem 4/5 społeczeństwa jest albo przeciwne poczynaniom PiS, albo obojętne.
    Piszesz: “Dlaczego wy, miłośnicy tych „imigrantów”, nie przyjmiecie ich do swoich domów?
    Tylko zmuszacie do tego ludzi którzy ich nie chcą? Dlaczego chcesz narzucać innym swoją wole?”
    Po pierwsze uchodźcy, a właściwie, imigranci ekonomiczni nie marzą o pobycie w Polsce. Uciekli od ichniejszych “talibów” nie po to, by wpaść w łapska “kato-talibanów”.
    Załóżmy, że przyjąłbym rodzinę np. z Iraku pod swój dach w pokornej odpowiedzi na prośbę najszlachetniejszego z papieży, czyli Franciszka I. Nie uczynię tego jednak, bo codziennie bym żył w strachu przed takimi jak Ty i tylko obmyślał, jak się obronić, kiedy przyjdziecie “wytłumaczyć” mi ręcznie i dobitnie, że jestem zdrajcą… Czyli gorszym sortem.

  9. beth 27.03.2016 07:30

    W odniesieniu do tworu o nazwie T.K. zainicjowanego przez dawne służby trzymające władzę w P.R.L. gorąco zachęcam do poznania n/w portalu

    http://www.nasznowyjork.org/cosie-dzieje-w-polityce/archives/01-2016

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.