Szczepienia i powikłania poszczepienne

Opublikowano: 24.08.2014 | Kategorie: Publicystyka, Zdrowie | RSS komentarzy

Przeczytano 341 razy!

Data publikacji: 27.06.2008

Szczepienia i powikłania poszczepienne u niemowląt i małych dzieci. Niebezpieczeństwa i niemoralne tło szczepień.

1. WSTĘP

W poniższym artykule chciałbym omówić ogólne problemy dotyczące szczepień. O większości z nich nie mówi się głośno, gdyż lekarze – przez wzgląd na własny interes albo z niewiedzy – szczepią dzisiaj wszystko, co się rusza.

Dlatego też już najmniejsze dziecko dostaje pozornie ‚ochronne’ szczepienia na wszystko, tak samo jak starszy człowiek dostaje swoje roczne szczepienie przeciw grypie.

W dodatku z reguły nie zwraca się uwagi na to, czy obaj kandydaci do szczepienia są w ogóle na tyle zdrowi, żeby można ich było w odpowiedzialny sposób zaszczepić. Znane jest mi wystarczająco dużo przypadków, kiedy zaszczepiono zarówno zakatarzonego malucha jak i zaziębionego seniora.

W rzeczywistości robi się w ten nieodpowiedzialny sposób interes na zdrowiu pacjenta.

2. WŁASNE OBSERWACJE DOTYCZĄCE SZCZEPIEŃ

Wcześniej nie traktowałem szczepień aż tak krytycznie, jednak w ostatnich latach przyjrzałem się tej problematyce dokładniej. W mojej praktyce lekarskiej coraz częściej mam do czynienia z dziećmi zapadającymi na choroby nietypowe dla ich sytuacji rodzinnej i ich otoczenia: zaczynając od kurzajek na dłoniach i stopach, a kończąc na słabych wynikach w szkole i ciągle powracających przeziębieniach.

To doświadczenia kazało mi inaczej spojrzeć na problem szczepień. Skutek tego jest taki, że dzisiaj każę moim pacjentom przynosić ze sobą książeczkę szczepień i sprawdzam po kolei energetyczne skutki zaaplikowanych szczepień. Z reguły po dłuższych poszukiwaniach trafiam przy szczepieniach na przyczynę choroby.

Według moich obserwacji ‚winne’ są wszystkie szczepionki, bez wyjątku!

Czasem nawet kilka szczepionek jednocześnie pozostawia swój szkodliwy ślad w młodym organizmie. Wtedy każdą ze szkodliwych substancji ‚wyprowadzam’ z osobna z organizmu.

3. OTOCZENIE DZIECKA

W dyskusjach o szczepieniach pomija się zazwyczaj fakt, że w naszym kręgu kulturowym z jego wysokim standardem życiowym małe dziecko jest dosyć dobrze chronione przed wszelkimi chorobami. Niemowlę leży na kocyku lub w łóżeczku i nikt nie pozwala dotknąć mu czegokolwiek, co mogłoby wywołać jakąkolwiek chorobę.

Kontakt z brudem i zarazkami jest zatem możliwie najmniejszy. Dziecięcy system odpornościowy dojrzewa powoli i ostrożnie. Dziecko stopniowo poznaje zarazki występujące w jego bezpośrednim otoczeniu, a jego system odpornościowy powoli się do nich przyzwyczaja.

Jedynym źródłem, od którego niemowlę może się zarazić, są przeziębieni rodzice albo rodzeństwo, które gdzieś ‚złapało’ jedną z dziecięcych chorób. Jednak, gdy niemowlę jest karmione piersią, choroby te nie stanowią dla niego prawdziwego zagrożenia, gdyż z mlekiem matki dostaje odpowiednie przeciwciała.

4. WCZESNE SZCZEPIENIA CELEM ZATUSZOWANIA REAKCJI UBOCZNYCH

Gdybyśmy pozostawili dziecko w tym idealnym otoczeniu, zaczęłoby ono w końcu chodzić i mówić i wszyscy mogliby potwierdzić, że rozwija się ono doskonale. Gdyby zaszczepić takie dobrze rozwinięte dziecko, każdy mógłby bez problemu dojrzeć związek między szczepieniem a ewentualnymi upośledzeniami i powikłaniami po szczepieniu. Przed szczepionką mieliśmy przecież normalnie rozwinięte dziecko, które chodziło i mówiło i które nagle po kilku tygodniach lub miesiącach tego nie robi i w ogóle nie rozwija się tak, jak tego byśmy oczekiwali. Całe grono krewnych i przyjaciół mogłoby więc potwierdzić poprzedni normalny rozwój dziecka i każdy sąd uznałby, że dziecko doznało uszkodzeń w wyniku szczepienia.

Nagle do odpowiedzialności pociągnięty byłby lekarz, który nie poinformował należycie rodziców o możliwości wystąpienia takich powikłań i przemysł farmaceutyczny, który wyprodukował tą truciznę.

Sprzedawcy szczepionek bardzo szybko rozwiązali problem odpowiedzialności za skutki szczepień: żaden pediatra nie czeka dzisiaj ze szczepionką, aż dziecko osiągnie taki etap rozwoju, który mógłby być potwierdzony przez osoby trzecie.

Tylko dlatego szczepi się dzisiaj dzieci w stadium, w którym nie są jeszcze w pełni rozwinięte, mianowicie w wieku 3-6 miesięcy!

Przez to bardzo trudno jest udowodnić, że dalszy stan zdrowia dziecka jest wynikiem powikłań poszczepiennych. Nikt z rodziny ani nikt z dalszego otoczenia dziecka nie jest w stanie udowodnić przed sądem prawidłowego rozwoju dziecka przed szczepieniem i tym samym związku między szczepieniem a szkodami na zdrowiu dziecka.

5. NEGATYWNE REAKCJE POSZCZEPIENNE U MAŁYCH DZIECI

Według badań prowadzonych przez monachijski Uniwersytet Ludwika Maxymiliana przeciw odrze i śwince szczepi się obecnie w Niemczech ok.70% dzieci, przeciw kokluszowi i różyczce ok. 50%, a przeciw żółtaczce typu B ok. 20%. Z tendencją opadającą (liczby te pochodzą z gazety „Heilpraktiker-News-letter” z dnia 15.05.2004).

Jako homeopata pytam się jednak, po co szczepić zapobiegawczo przeciw odrze i śwince, różyczce czy kokluszowi. Są to choroby, które pokolenia przed nami przeszły bez żadnych problemów i na mój rozum trzeba by mieć naprawdę dobre powody, żeby mimo to w pojedynczych przypadkach szczepić.
Szczegóły na ten temat można znaleźć w świetnej książce: dr med Gerhard Buchwald „Impfen – das Geschäft mit der Angst” , Droemersche Verlaganstalt, 2000 („Szczepienia – biznes strachu”).

Takie, moim zdaniem, kryminalne postępowanie należy potępić szczególnie dlatego, że małe dziecko jest szczepione nie tylko przeciw jednej chorobie, ale dostaje zazwyczaj szczepionkę skojarzoną przeciw kilku chorobom na raz.

To trzeba sobie uświadomić!

Wszystkim, którzy nie są pewni, czy szczepić, czy nie, polecam gorąco stronę internetową niemieckiej organizacji poszkodowanych przez szczepienia „Schutzverband für Impfgeschädigte e. V” – www.impfschutzverband.de – adres: Postfach 5228 – 58 829 Plettenberg, na której dostępne są statystyki dotyczące częstotliwości i rodzajów zachorowań po poszczególnych szczepionkach.

Z katastrofalnej szczepionki wieloskładnikowej z 7 składnikami zrezygnowano na razie, ponieważ dochodziło po niej do wczesnej śmierci łóżeczkowej niemowląt, a poza tym już 6-składnikowa szczepionka miała wielokrotnie śmiertelne następstwa. We wrześniu 2005 r. wycofano z rynku szczepionkę skojarzoną Hexavac firmy Pasteur MDS/Leimen, która miała chronić przed dyfterytem, tężcem, krztuścem, żółtaczką typu B, polio oraz Hib. Wycofano ją ponieważ rzekomo nie dawała wystarczającej ochrony przeciw żółtaczce typu B. Powtórnych szczepień na żółtaczkę u dzieci szczepionych tą szczepionką jednak nie zalecono. Wiadomo poza tym, że dochodziło do wypadków śmiertelnych po podaniu tej szczepionki.

Ale i 3- lub 5-krotne szczepionki są wystarczająco szkodliwe! Wydaje się, że są bezpieczne i że dzieci dobrze je znoszą. W pierwszym rzędzie mają jednak dla zwolenników szczepień tą zaletę, że bardzo trudno jest później udowodnić związek między szczepieniem a zaistniałymi reakcjami ubocznymi.
Kto więc uważa, że musi koniecznie zaszczepić dziecko, powinien obstawać przy pojedynczych szczepionkach i uważać, żeby dziecko było naprawdę zdrowe w momencie szczepienia. Szczególnie ważne jest, żeby do następnego szczepienia upłynęło kilka miesięcy.

Takie postępowanie ma dla fanatyków szczepień tą wadę, że nie mogą wcisnąć dzieciom w krótkim czasie tylu szczepionek, ile są w stanie sprzedać. A przez to zmniejszają się ich zyski! Reakcje uboczne po szczepieniu można poza tym najłatwiej udowodnić, jeśli dziecko w ogóle nie było szczepione przed ukończeniem drugiego, trzeciego roku życia.

Organizm dziecka nie jest w żaden sposób przygotowany na atak szczepionki skojarzonej. W szczególności mózg niemowlęcia nie jest jeszcze do końca rozwinięty, tak że wszystkie obecne w organizmie bakterie i częściowo wysoce trujące nośniki szczepionek, jak np. rtęć (Thiomersal) i jej pochodne dostają się także do niego.

Oczywiście mówimy tutaj o najmniejszych dawkach tych trucizn, ale kto jako terapeuta zna poważne uszkodzenia zdrowia wywołane plombami amalgamatowymi, ten wie, o czym mówię i nie zakwalifikuje tych ‚minimalnych’ ilości trucizny jako dopuszczalnych u małego dziecka. Stąd spotyka się dziecięce mózgi, które zostały jakby nadgryzione albo przeżarte przez szczepionki. Sam leczyłem już takie przypadki.

6. WOJNA PSYCHOLOGICZNA LEKARZY I PRZEMYSŁU FARMACEUTYCZNEGO PRZECIW RODZICOM

Tego opinia publiczna nie jest świadoma!

Ponieważ dzieci szczepi się tak wcześnie, problem skutków ubocznych po szczepieniach można łatwo rozmyć i zaciemnić. Powikłań poszczepiennych nie przypisuje się zazwyczaj szczepieniom, lecz zawoalowuje się je jako ogólne ‚genetyczne’ wady poszkodowanego dziecka.

Lekarze nie chcą z reguły przyjąć do wiadomości, że to z winy szczepienia dziecko wciąż choruje albo jest nawet upośledzone.

Nie ma się też co dziwić, że szkody poszczepienne zgłasza się bardzo rzadko i równie rzadko uznaje się je przed sądem, a cały świat udaje, że szczepienia są całkowicie bezpieczne. Inaczej byłoby, gdyby to szczepiący lekarz musiał udowodnić, że ewentualne reakcje uboczne nie są wynikiem szczepienia, a także gdyby był pociągnięty do odpowiedzialności za niepoinformowanie rodziców o ryzyku związamym ze szczepieniem.

Powszechnie wiadomo, że lekarze zazwyczaj nie informują rodziców o możliwych skutkach ubocznych szczepień. Mam tu na myśli nie zaczerwienienie i opuchliznę po ukłuciu, ale późne i długotrwałe następstwa takie jak: epilepsja, upośledzenie umysłowe, paraliż, uszkodzenie systemu nerwowego, uszkodzenie systemu immunologicznego (m.in. ciągłe choroby z powracającym zapaleniem uszu), problemy w nauce, nadpobudliwość, alergie, astma.

Z drugiej strony pediatrzy wywierają presję na niezdecydowanych lub wręcz niechętnych szczepieniom rodziców (w Niemczech szczepienia nie są obowiązkowe, a jedynie zalecane). Lekarze mówią przy tym otwarcie, że w przypadku odmowy szczepienia nie ponoszą odpowiedzialności za ewentualne szkody na zdrowiu poniesione w wyniku odmowy szczepienia dziecka.

Także chętne do pomocy media dają się w swojej naiwności świetnie zaangażować w reklamę na rzecz szczepień. Na przykład w mojej codziennej gazecie na stronie poświęconej zdrowiu znajduje się doniesienie, że zimą 2003/2004 roku ponad 5000 dzieci w wieku od 0 do roku trzeba było hospitalizować z powodu grypy.

Liczba warta zastanowienia. Jak do niej doszło?

W pierwszym rzędzie zastanawiam się, jak to sie stało, że maluchy miały w ogóle kontakt z ‚grypą’.W końcu nikt, kto jest mocno przeziębiony, a tym bardziej jeśli ma grypę, nie kontaktuje się normalnie z takimi małymi dziećmi. Zazwyczaj sam opiekun nie dopuszcza do takich kontaktów.

Poza tym nie wszystko, co lekarze nazywają grypą, jest rzeczywiście prawdziwą, spowodowaną przez wirus grypą. Lekarze, stawiając diagnozę, kierują się zazwyczaj wyczuciem, gdyż dokładne badania wirusowe na grypę są za drogie dla kas chorych.

Przede wszystkim trzeba tu przypomnieć, że właśnie w pierwszych 12 miesiącach życia dzieci dostają szczepionkę skojarzoną, którą niektóre z nich znoszą bardzo źle. U tych dzieci – szczególnie, gdy w momencie szczepienia nie były całkiem zdrowe, a to zdarza się bardzo często – nawet cięższe bakteryjne przeziębienie odbija się katastrofalnie na zdrowiu, więc na wszelki wypadek kieruje się je do szpitala. Tam ustala się, że rzeczywistym niebezpieczeństwem była grypa, a nie szkody wyrządzone przez szczepionkę. W oświadczeniu prasowym czytamy potem: „Izba lekarska Badenii-Würtembergii poleca wszystkim zagrożonym osobom, żeby zaszczepiły się przeciw wirusowi grypy.” A więc jeszcze więcej szczepień dla najmłodszych dzieci?

No i stoi tak ta młoda matka i nie wie, co ma robić. Bez żadnej fachowej wiedzy, ale z pogróżkami lekarza w pamięci! I chciałaby wszystko zrobić dobrze, bo nie jest przecież ‚nieodpowiedzialną’ matką, jak jej niektórzy dają do zrozumienia. Co powiedziałby mąż i krewni, gdyby dziecko zachorowało na skutek odmowy szczepienia? A ona sama dopiero? Poza tym wszyscy inni przecież też szczepią! I pan doktor też powiedział, że szczepienie nie jest niebezpieczne. A jeśli u dziecka jednak wystąpią jakieś powikłania, to i tak nikt nie będzie wiedział, czy to rzeczywiście od szczepienia. Lekarz przecież i tak tego nie potwierdzi, inaczej mogliby go zaskarżyć. Z drugiej strony jednak, czy zrobiła wszystko dobrze, szczepiąc dziecko, jak na posłuszną matkę przystało!?

7. ŚMIERĆ DZIECI BEZ SZCZEPIEŃ OCHRONNYCH?

Głównym argumentem przemawiającym za szczepieniami jest zawsze przytoczenie pojedynczych przypadków śmiertelnych połączone z dobitnym ostrzeżeniem, że to samo może się przydarzyć nieszczepionym dzieciom.

Oczywiście nie powinno się poddawać w wątpliwość tych śmiertelnych przypadków, ale z reguły żaden ze szczepiących w naszej miejscowości lekarzy nie zna dokładnych okoliczności śmierci, nie wie nic o stanie zdrowia i socjalnym otoczeniu zmarłego dziecka.

Wiadome jest tylko, na co ono zmarło. Ta wskazówka wystarcza jednak zazwyczaj, by nastraszyć rodziców i żeby zdrowemu niemowlakowi, dorastającemu w ochronnej atmosferze z dala od tego miejsca, w którym zmarło to podobno nieszczepione dziecko zaaplikować nie tylko jedną szczepionkę, ale zaraz kilka jednocześnie.

Z mojego punktu widzenia jest to nieodpowiedzialne działanie, gdyż wystawia się dziecko na ryzyko szczepienia, chociaż w swoim otoczeniu, w którym jest zazwyczaj chronione i otoczone opieką, nigdy nie miałoby kontaktu z wirusami tych ciężkich chorób.

W specjalistycznym czasopiśmie Co MED 05/2001 ukazał się artykuł renomowanego przeciwnika szczepień dr med. G. Buchwalda o rzeczywistym znaczeniu szczepień w wytępieniu chorób infekcyjnych. Dostępny jest on pod adresem: „Das neue Infektionsschutzgesetz – Gedanken und Rückblicke eines Arztes” – http://www.homoeopathiker.de/impfen/infektions.html.

Dr Buchwald udowadnia, że do wytępienia chorób infekcyjnych przyczyniły się nie szczepienia, ale spełnienie następujących warunków:

1. Nienagannie czysta, bakteriologicznie sterylna woda.
2. Kontrolowane usuwanie i oczyszczanie ścieków.
3. Czyste, jasne i ogrzewane mieszkania.
4. Wystarczająca ilość jedzenia (dopiero od 1950 roku wszyscy ludzie w zachodniej Europie mają codziennie wystarczającą ilość jedzenia).

Jeśli te warunki wśród ludności są spełnione, szczepienie nie jest potrzebne. Wpisane w cztery kwadranty krzyża, nazywa się te 4 warunki ‚krzyżem higieny’.

Tak więc decydujące znaczenie przy zachorowaniu na którąś z chorób infekcyjnych mają nie szczepienia, ale warunki życia dotkniętej osoby.

To też wyjaśnia, dlaczego przykładowo gruźlica w USA ma coraz większy zasięg. Kto zna zrujnowane stosunki socjalne potęgi militarnej, jaką jest USA, ten wie o ciągłym powiększaniu się slamsów w amerykańskich metropoliach, o konsekwencjach brakującego w Stanach ubezpieczenia zdrowotnego itd.

‚Walka z terrorem’ pochłania w USA rocznie setki miliardów dolarów, ale jednocześnie w Niemczech kwestuje się dla bezdomnych z Nowego Jorku, którzy wegetują tam w najbardziej niegodnych i nędznych warunkach jako odpady bogatej Ameryki.

Wśród tych ludzi mnożą się coraz bardziej choroby infekcyjne i okazuje się przy tym, że skuteczne kiedyś antybiotyki i sulfonamidy, dzisiaj najczęściej nie działają.

Zamiast jednak zadbać o dobre warunki socjalne jako nieodzowną i wystarczającą ochronę przed epidemią, nadużywa się wyników tego niedomagania jako argumentu, żeby szczepić ludzkość na korzyść amerykańskich koncernów farmaceutycznych.

Ten, kto leczy skutki uboczne szczepień, utwierdza się wciąż w przekonaniu, że obecnie lekarze szczepią małe dzieci bez umiaru. Wielu pediatrów nie ma w ogóle pojęcia, co robi! Roczne dziecko jest już 4 razy zaszczepione przeciw tężcowi i przeciw innym chorobom w szczepionce skojarzonej, więc nie ma się co dziwić (o ile w ogóle ktoś się jeszcze dziwi!!!), że wyrasta z niego później dziecko, które jest nadpobudliwe,rozdrażnione, ma osłabioną odporność i kłopoty w szkole. Z tego żyje potem cała rzesza przeróżnych terapeutów.

Nie pozwólcie tego zrobić z Waszymi dziećmi!

8. PRZYMUS I SZALEŃSTWO SZCZEPIEŃ

Do mojego gabinetu przychodzi coraz więcej dzieci, u których występują negatywne reakcje po szczepieniach. Po podaniu środków homepopatycznych przeciw tym szczepieniom następuje znaczna poprawa, co potwierdzałoby moje przypuszczenia, że dane dolegliwości są właśnie skutkiem szczepień.

Wyjątkowo mocno zakorzenione jest przekonanie o konieczności i słuszności szczepienia przeciw tężcowi. W broszurze „Heilpraktiker-news-letter” z dnia 15.5.2004 czytamy:

„Nawet ludzie krytycznie nastawieni do szczepień uważają szczepienie przeciw tężcowi za rozsądne posunięcie, gdyż ‚w trakcie zabawy zawsze może się coś przydarzyć’. To przesąd, rzeczywistość bowiem wygląda zupełnie inaczej: w roku 2003 doszło w Niemczech do 42 przypadków zachorowań na tężec, z czego 5 było śmiertelnych. Wszyscy, którzy zachorowali, mieli ponad 55 lat… Tajemnicą pozostaje więc, dlaczego prześladuje się tą szczepionką małe dzieci.”

W końcu jednak szczepi się na wszystkie choroby i nikt się wcale nie dziwi, że mimo tych masowych szczepień dochodzi do sporej liczby zachorowań w przedszkolach i szkołach.

Jak poradzono sobie z opornymi wobec szczepień w ‚cywilizowanych’ krajach, pokazuje przykład USA, gdzie szczepi się wszystko, co porusza się na dwóch nogach. Podobnie jest w Austrii: jeśli dziecku brakuje jakiegoś szczepienia, nie dostanie ono miejsca w przedszkolu i nie zostanie nawet dopuszczone do szkoły.

Podobny sposób myślenia rozpowszechnia się coraz bardziej w Niemczech, chociaż szczepienia nie są tu obowiązkowe. Niektóre przedszkola zwlekają z przyjęciem nieszczepionych dzieci i w ten sposób – niezgodnie z prawem – zmuszają do szczepień.

Wszystko to dzieje się na korzyść przemysłu farmaceutycznego i jego pomocników, którzy robią na szczepieniach miliardowy interes!

Autor: Wolf-Alexander Melhorn – praktykujący lekarz
Tłumaczenie: Monice Drejer-Kaak
Źródło: www.melhorn.de

KONTAKT Z AUTOREM

Angebot unter Wolf-Alexander Melhorn
Schloßsteige 21
D – 73479 Ellwangen
Niemcy
Email: wolf-alexander@melhorn.de
Tel. 07961 – 51843

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...

TAGI:

OD ADMINISTRATORA PORTALU: Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

26 komentarzy

  1. 2w 27.09.2008 09:42

    gdzieś w którymś z polskich nexusów jest napisany artykuł żeby po takim „dobrowolnym” szczepieniu podawać sporo naturalnej witaminy C, ona trochę osłania przed najgorszymi skutkami tej „profilaktyki” między innymi syndromem bitego dziecka a będącego efektem szybko { „galopujaco”} postępujacego szkorbutu. Odpowiedzialnością za pękanie kości obarcza sie potem bogu ducha winnych rodziców .
    Ktoś musi być winny.

  2. Raptor 27.09.2008 14:01

    No to wypadałoby jeszcze do kompletu zamieścić artykuł o fluorku sodu – największym oszustwie i największej truciźnie wszech czasów w dziedzinie medycyny. Podobnie jak w przypadku szczepionek, wiele dzieci zmarło po obowiązkowym fluorkowaniu zębów, bo niestety połknęły to, czego nie powinny połknąć w takich ilościach. Ktoś chce szybko popełnić samobójstwo? Polecam zjedzenie zawartości tubki pasty do zębów, im większe stężenie fluoru tym lepiej ale 1000ppm powinno wystarczyć, żeby skutecznie wysłać się na tamten świat. Oby tylko nikt nie odratował, po co być do końca życia kaleką?

  3. Rodmin 27.09.2008 16:11

    Słowa słowa słowa…
    Mam dwie córki (5 lat i 8 miesięcy) obie były szczepione na wszystko, u żadnej z nich nie wystąpiły powikłania, efekty uboczne itd. Odnoszę wrażenie, iż autor tego artykułu jest światkiem jehowy, albo innym przedstawicielem pomniejszych sekt chrześcijańskich. Ile dzieci zmarło z powodu zaniedbania szczepień? A ile w wyniku powikłań po szczepionkach?
    Ludzie są roczniki statystyczne poczytajcie sobie troszkę zanim czacznienie klaskać jakiemuś szarlatanowi.

  4. Raptor 27.09.2008 17:07

    słowa słowa słowa… jak ktoś słusznie to ujął.
    Statystyka… to chyba synonim słowa kłamstwo.

  5. Redakcja 28.09.2008 03:44

    Do redakcji Wolnych Mediów zgłosiła się kiedyś rodzina Polaków, którzy wyemigrowali do Wielkiej Brytanii. Do chwili obowiązkowego szczepienia było wszystko w ich życiu OK, a po szczepieniu nagle dziecko doznało Syndromu Potrząsanego Dziecka a ich życie zamieniło się w piekło. Trafili przed sąd, bronili się, przedstawiali informacje od lekarzy o tym, że to wina szczepionki i… przegrali, bo sąd nie przyjął do wiadomości, że to była normalna, niepatologiczna rodzina. Dostali wyrok w zawieszeniu. Z tego co wiem postanowili wrócić do Polski, ale czy wrócili – nie wiem. Obiecali napisać o tym artykuł, ale nie zrobili tego i kontakt się urwał.

    O syndromie potrząsanego dziecka można przeczytać tutaj:
    http://wolne-media.h2.pl/?p=717

    Inne artykuły o szczepionkach:
    http://wolne-media.h2.pl/?p=719
    http://wolne-media.h2.pl/?p=741
    http://wolne-media.h2.pl/?p=760
    http://wolne-media.h2.pl/?p=6652
    http://wolne-media.h2.pl/?p=751

    O szkodliwości szczepionek robi się coraz głośniej, a najważniejsze, że zaczynają o tym mówić lekarze-pediatrzy, którzy opisują swoje doświadczenia zawodowe i wnioski do których dochodzą.

  6. Edyta 28.09.2008 17:24

    Pare słów do uzytkownika Rodmin: dlaczego jesteś taka pewna, ze nie wystapiły żadne skutki uboczne u twoich córek??? One maja dopiero 5 i niecały rok. Szczepionki wywyłują skutki przez całe życie takie, o jakich nawet nie śnisz. Mówi się, że to one odpowiadają za „epidemie” raka, białaczki i osteoporozy w pokoleniu naszych rodziców. I co ty na to, geniuszu???

    A co do statystyk prowadzonych po szczepieniach to pania rozczaruje: niech sie pani zapyta lekarza jakiegokolwiek jak sie to prowadzi takie statystyki, wtedy sie pani dowie, ze się tego nie prowadzi, bo lekarz ten nawet w rękach nie miał formularza do zgłaszania odczynów poszczepiennych !!!!!

  7. zbawiony-7 29.09.2008 07:09

    Kilka lat temu uległem modzie na zimowe szczepionki przeciw grypie i pozwoliłem sobie zaaplikować wirusa. Tamtej zimy tak zachorowałem na grypę, że już od kilku lat „uprzejmie dziekuję i nie zakanszam”. I co najwazniejsze nie choruję na grypę.

  8. Raptor 29.09.2008 14:12

    Ja nie choruję wcale od kilku lat. Nie pamiętam też kiedy ostatnio widziałem lekarza. Widzę tutaj jakąś prawidłowość, bez lekarzy człowiek zdrowszy.

  9. Mehitabel 29.09.2008 14:13

    Bo lekarze mają z założenia leczyć,a nie wyleczyć…

  10. Raptor 29.09.2008 14:43

    Więc póki nie zaczniesz leczenia, nie będziesz musiał się leczyć, czyli będziesz nadal zdrowy :)

  11. MamaMarysi 27.10.2008 23:38

    Nie chodzi jednak o to, by w ogole nie szczepic, ale by szczepic pozniej, bo wielu chorob niemowle po prostu nie jest w stanie „zlapac” bedac w domu w niemalze sterylnych warunkach, Malutkie cialko faszerowane jest 5cioma chorobami na raz w dodatku z dodatkiem zwirzecego bialka w momencie, gdy ledwo radzi sobie z trawieniem matczynego mleka…
    Szczepienia – tak, ale po co tak wczesnie? I czemu nie mamy na te wlasnie terminy wplywu??? Unia Europejska??? smiechu warte….

  12. Marcin 01.11.2008 23:32

    Skoro lekarze tak pewni są szczepionek, dlaczego rodzice sa zobowiązani podpisac zgodę na nie i sami ponosić odpowiedzialność w razie powikłań. Jeśli wszytsko byloby takie piekne, podpisy i odpowidzialność nie byłaby składana na rodziców. Żyjemy w kraju zakłamnia, a za wmawiane kłamstwo nikt nie chce ponosić odpowiedzialności.

  13. justa 03.11.2008 19:08

    Julu urodził się z 10 pkt Apgar. W drugiej dobie życia miał drgawki i był mocno niespokojny, płakał. Chyba nie muszę przypominać rodzicom, że był już po dwóch szczepieniach (WZW i gruźlica). Zrobiono USG – wylew II st. – encefalopatia. I niech mnie ktoś spróbuje przekonać, że to nie szczepienia. Szkoda, że dowiedziałam się o tym dopiero po 4,5 roku… Polecam stronę http://www.faceci.com.pl/subskrypcja40.html – można tam również znaleźć rozporządzenie Ministerstwa Zdrowie nt skutków ubocznych szczepień. Szok!!!!

  14. pingwin 04.11.2008 15:16

    Temat bardzo ciekawy ale nacisk powinien raczej iść w kierunku zintensyfikowania badań nad szczepionkami a nie wycofywaniu ich. Niestety wiarygodności artykułowi odbiera fakt, że autor jest homeopatą. Nikt jeszcze nie udowodnił, że homeopatia jest skuteczniejsza niż placebo. Od ilus lat jest ustanowiona pokaźna nagroda finansowa dla osoby, która udowodni skuteczność homeopatii. I nic.

  15. żabusia 07.11.2008 16:16

    Witam ja też byłam przekonana, że szczepienia pomagają mojemu dziecku. do dziś
    Parę miesięcy temu mój synek zachorował na grużlicę kości, po długiej hospitalizacji jesteśmy już w domu, nadal jest leczony, ale dziś właśnie dowiedziałam się że z badań wynika, iż ta grużlica jest skutkiem ubocznym szczepienia jakie przeszedł w dniu narodzin.
    nie jestem za wstrzymaniem szczepień ale jak już tu ktoś napisał za póżniejszym ich aplikowaniem. mam nadzieję że przy kolejnym dziecku będe mądrzejsza. napewno juz nikt mnie nie namówi na szczepionki skojarzone.

  16. Kosia 15.11.2008 16:53

    Witam, uczestniczyłam w kongresie naukowym zorganizowanym przez Instytut Psychiatrii Neurologii w Warszawie. Bardzo cieszę się, że w Polsce rozpoczęła głośna dyskusja na temat szczepień. Nie ma znaczenia czy jest się homeopata czy lekarzem. Można być lekarzem – homeopatą. Jestem terapeutą, słucham tego co mówią rodzice o swoich dzieciach. Niestety to co usłyszała na kongresie, moje obserwacje i głosy rodziców potwierdzają występowanie powikłań poszczepiennych, często bardzo poważnych . . Dane epidemiologiczne są zatrważające. Liczba dzieci zgłaszających się do terapii coraz większa. Życzyłabym sobie, żeby pediatrzy bardziej zainteresowali się co dzieje się po szczepieniach i faktycznie odnotowywali powikłania a nie zbywali rodziców. Może wtedy łatwiej byłoby rozmawiać o faktach. Jestem przekonana o słuszności badań przedstawionych podczas kongresu. Należałoby przynajmniej zmienić kalendarz sczepień, jeśli chcemy mieć zdrowe społeczeństwo. Polecam książkę – Szczepienia- niebezpieczne, ukrywane fakty”

  17. Kari 13.12.2008 18:23

    Moje dziecko ma powikłania poszczepienne, nigdy nie pogodzę się z tym co się z nią stało. Była zdrowym dzieckiem miała 18 miesięcy kiedy ją zaszczepiłam, teraz każdy dzień to walka by mogła żyć.Młodszej córki już nie szczepię. Jest okazem zdrowia. Jeśli chodzi o fluorek sodu, dla mnie to porażka po fluorowaniu w szkole na moich zębach pojawiły się białe plamy, czy kogoś to obchodzi jak ja się z tym czuję? powinni mi za to zapłacić odszkodowanie.

  18. qazsew 19.12.2008 03:42
  19. Przemek 01.01.2009 22:25

    Witam serdecznie
    mój syn ma 1,5 roku i nie był szczepiony. Na nic. jaki efekt?
    w ogóle nie choruje – nie wiemy z żoną, co to znaczy chore dziecko.
    ale nie nie jest też tak, że jemy byle co i byle jak.
    Odżywiamy się zgodnie z regułami kuchni pięciu przemian, i dzięki temu nie mamy lekarza rodzinnego, młody nie choruje, i po prostu jesteśmy zdrowi.
    Niby to samo życie, jak wszędzie, a jednak inne…
    Długo się zastanawialiśmy: szczepić-nie szczepić.
    Zdrowy rozsądek wygrał.
    I młody rozwija się rewelacyjnie!
    A ma kontakt ze społeczeństwem :-)
    nie mieszka w słoju z formaliną, aby być piękny, młody, zdrowy…
    Ale każdy sam musi zrozumieć, jakim darem jest życie, i każdy sam podejmuje decyzję za swoje zdrowie.

  20. Wojtek_S 18.02.2009 00:53

    Dlaczego nikt nie sprawdza ŹRÓDEŁ takich rewelacji?! Przecież ten artykuł napisał jakiś szarlatan. Sprawdza ‚skutki energetyczne’ szczepionek? ”Wyprowadza’ szkodliwe substancje z organizmu? Co to za pseudomedyczny bełkot?! Pokolenia przeszły odrę, świnkę, różyczkę i koklusz ‚bez żadnych problemów’? Czy pan ‚doktor’ nie słyszał o uszkodzeniach płodu wskutek różyczki albo zapaleniu opon mózgowych wskutek odry? Na krztusiec (koklusz) zmarło w USA w 2001 roku 17 dzieci, a w 2003 z ponad 2100 dzieci chorujących na krztusiec 10% dostało zapalenia płuc, a połowa wylądowała w szpitalu. Jak można ufać człowiekowi, który przemilcza takie fakty?!

  21. W. 18.02.2009 05:29

    A słyszałeś, ile dzieci zmarło w USA z powodu szczepionek? Poczytaj inne artykuły w WM nt. szczepionek.
    http://wolnemedia.net/?tag=szczepionki
    Polecam 3 artykuły „Syndrom potrząsanego dziecka”, „Adjuwanty – trucizna zawarta w szczepionkach” i „Szczepionki: Czy na pewno bezpieczne i skuteczne?”.

  22. Wojtek_S 19.02.2009 16:58

    Nie słyszałem, ile dzieci zmarło w USA z powodu szczepionek. Chętnie się dowiem. Ale z podlinkowanych wyżej artykułów trudno się czegoś dowiedzeć…
    Pierwszy ma wycięte wszystkie przypisy. Nazwisko badacza i rok nie zawsze wystarczą, aby odnaleźć pracę, o którą chodzi. Ale spróbujmy:

    „Szczepionki takie jak ta przeciwko kokluszowi są obecnie używane do wywoływania u zwierząt laboratoryjnych zapalenia mózgu i rdzenia (eksperymentalne alergiczne zapalenie mózgu i rdzenia). Badania te prowadzili Levine i Sowinski w roku 1973.”

    Cytat z abstraktu tej pracy (http://www.jimmunol.org/cgi/content/abstract/110/1/139):
    „A single immunization with mouse spinal cord, mycobacterial adjuvant and pertussis vaccine produced clinical signs of EAE in most members of susceptible strains after 12 to 18 days. One apparently resistant strain was converted to susceptible by inoculations directly into lymph nodes. In one susceptible strain, inoculation into lymph nodes made it possible to produce EAE without pertussis vaccine. ”
    Czyli chodzi o myszy hodowane specjalnie do badań nad chorobami, szczepy wrażliwe (susceptible) do tego stopnia że da się u nich wywołać zapalenie nawet nie podając im (zabitych) bakterii krztuśca. Pani doktor zdaje sobie z tego sprawę, czego dowody daje w drugim artykule, pisząc o wstrzykiwaniu myszom tej toksyny wprost do węzłów limfatycznych, by skuteczniej wywołać zapalenie.

    „W roku 1981 Munoz badał razem z innymi naukowcami9 biologiczną aktywność krystalicznego pertussigenu – toksyny produkowanej przez bakterie Bordetella pertussis, które wywołują koklusz i są aktywnym składnikiem, zarówno w postaci komórkowej, jak i bezkomórkowej, wszystkich typów szczepionek badanych na myszach laboratoryjnych.”

    To pewnie to: http://iai.asm.org/cgi/content/abstract/33/3/820
    Dlaczego pani doktor cytuje z ich pracy tylko część na temat wysokiej toksyczności pertussigenu, a przemilcza tę:
    „Treatment of pertussigen with glutaraldehyde eliminated this toxicity. Mice immunized with 1,700 ng of detoxified pertussigen were protected against intracerebral challenge with 3 x 10(4) viable Bordetella pertussis cells.” W szczepionce jest ta druga, obezwładniona postać toksyny zwana toksoidem.

    „W swojej pracy z roku 1981 Cody15 podał, że w jednym przypadku na 1750 szczepień przeciwko DPT występują konwulsje, które mogą spowodować nie wyjaśnione przypadki nagłych upadków dzieci, które potrafią już siedzieć lub stać.”

    Dlatego też ta szczepionka nie jest już używana (a raczej, jako tańsza, jest używana w Trzecim Świecie, co jest osobnym skandalem). Używa się szczepionki DTaP, w której nie ma całych, choć zabitych bakterii.

    Jedźmy dalej:
    „Adjuwanty – trucizna zawarta w szczepionkach”. Autorka jakby znajoma… ale co tam.
    Najpierw długo się rozwodzi o historii adjuwantów olejowych, by na koniec przyznać, że się ich nie stosuje. Potem wspomina o związkach aluminium, też nie wiem jakie wnioski mamy z tego wyciągnąć. Fosforan wapnia nawet chwali. A potem:

    „Składniki Bordetella pertussis – Zabite Bordetella pertussis (pałeczka krztuśca) dają silny efekt wspomagający w stosunku do toksyn dyfterytu i tężca w szczepionkach DPT. Jest jednak wiele uznanych i dobrze opisanych reakcji na nie, takich jak konwulsje, kurcze u niemowląt, epilepsja, syndrom nagłej śmierci niemowląt (SIDS), syndrom Reya, syndrom Guillian-Barre’a, poprzeczne zapalenie rdzenia i ataksja mózgowa. Nie trzeba wspominać, że istnienie związku przyczynowego między tym adjuwantem i tymi objawami jest często (jeśli nawet nie zawsze) poddawane w wątpliwość i na ogół uważane za “przypadkowe”.

    Tylko że patrz wyżej, szczepionki całokomórkowe wycofano na skutek tych „uparcie przemilczanych” działań ubocznych! W USA od 1991 roku używa się DTaP, ostatnie szczepionki DTP utraciły ważność w 2002, autorka powołuje się na badania z 2000 roku, więc strasząc szczepionką całokomórkową, powinna tu umieścić stosowne zastrzeżenie – gdyby była uczciwa.

    „Takie niszczycielskie działanie jest spowodowane przez toksynę kokluszową, czynnik powodujący chorobę (koklusz jest chorobą spowodowaną przez toksyny), stosowaną jako aktywny składnik we wszystkich szczepionkach kokluszowych zawierających całe komórki lub w bezkomórkowych (Pittman, 1984). Gupta i inni (1993) stwierdzili że PT jest zbyt toksyczny żeby podawać go ludziom, ale chemicznie detoksyfikowany lub genetycznie nieaktywny PT może nie wytwarzać działań wspomagających porównywalnych z nienaruszonym PT.”

    Dlatego w szczepionkach nie używa się go w aktywnej postaci jako adjuwantu, lecz jako antygenu.

    [Skwalen:]”Działanie wspomagające niejonowego bloku kopolimera środków powierzchniowo czynnych zostało zademonstrowane, gdy podano je z dwuprocentową emulsją skwalenu w wodzie. Adjuwant ten spowodował jednak kaskadę reak-cji zwanych “syndromem wojny w Zatoce”, które stwierdzono u żołnierzy biorących w niej udział.”

    W chwili, gdy pani Scheibner to pisała, nie było to wcale pewne (raczej wprost przeciwnie). Schorzenia te powiązano ze skwalenem, ponieważ u żołnierzy znajdowano przeciwciała przeciwko niemu. Jednak późniejsze badania (http://cvi.asm.org/cgi/content/full/13/9/1010) wykazały, że przeciwciała te występują powszechnie.
    Potem – o ile zrozumiałem – autorka tłumaczy, że według prac Waksmana z 1962 roku nadmierne pobudzenie układu immunologicznego może być przyczyną chorób autoimmunologicznych:

    „Zarówno przeciwciała humoralne, jak i uczulone komórki mogą działać w chorobach autoimmunologicznych. […] Powstawanie uszkodzeń w stałych unaczynionych tkankach wydaje się zależeć od reakcji opóźnionej nadwrażliwości […]”

    Zgoda, może być a nawet pewnie jest. Tylko że tu autorka wykonuje taką oto woltę:

    „Jest obecnie całkiem oczywiste, że te same mechanizmy autoimmunologiczne są odpowiedzialne za te same choroby u ludzi że zakres takich uszkodzeń jest ogromny i stale się powiększa, z coraz większą liczbą szczepionek dodawanych do “zalecanego” kalendarza szczepień.”

    To jest najważniejsza część artykułu, i moim zdaniem autorka używa tu określenia „Jest obecnie całkiem oczywiste” dokładnie w tym celu co nasz prezydent, aby uciąć dyskusję o czymś co wcale oczywiste nie jest. O ile wcześniej popiera swoje tezy jakimiś pracami, choćby wybiórczo je cytując, to tu na poparcie kluczowego wniosku ma swoje głębokie przekonanie oraz tragiczną historię trzech (z 747) pielęgniarek z lat 1932-46 które „zaszczepiono na śmierć” jakąś chorą liczbą szczepionek i toksyn w odstępach jednego-dwóch tygodni, po czym wnioskuje:

    „ten rodzaj “leczenia” był i jest stosowany bezkarnie na milionach niemowląt, dzieci, nastolatków i dorosłych w tak zwanych wolnych i demokratycznych krajach”

    No przepraszam bardzo, ale na widok takiej intelektualnej nieuczciwości ręce opadają. Mam dwoje dzieci i wiem, w jakich odstępach i czym się je szczepi. I nie przypomina to opisanego przypadku. Po to się stosuje odstępy minimum 6 tygodni, po to używa zniszczonych bakterii, wirusów i toksyn, żeby takie rzeczy się nie działy!
    Rozdział końcowy z wnioskami… jego analiza z pozycji zdroworozsądkowych jest możliwa, ale bolesna. Dość powiedzieć, że nie mówiąc tego wprost, autorka nawołuje w nim do całkowitej rezygnacji ze szczepień. Jednocześnie pisze, że układ odpornościowy dzieci jest delikatny i namawia do przechodzenia chorób „naturalnych”. I kończy:

    „W rezultacie rodzice małych dzieci i wszyscy potencjalni pacjenci otrzymujący szczepionki i poddawani innemu ortodoksyjnemu leczeniu powinni być nieufni w stosunku do każdego członka służby zdrowia (która jest w gruncie rzeczy mocno upolitycznionym biznesem)”

    Ja dziękuję bardzo, gdybym zaczął od tej deklaracji paranoiczki, nie musiałbym sobie głowy zawracać czytaniem jej wypocin. Czy pani doktor może mi wyjaśnić jak prostemu chłopu, dlaczego ten upolityczniony biznes funkcjonował także w bloku wschodnim włącznie z ojczyzną komunizmu, gdzie do produkowania czegokolwiek na sprzedaż podchodzono z głębokim obrzydzeniem? A pani Scheibnerowa powinna znać na to odpowiedź, bo jest z Bratysławy.
    I jeszcze śmieszna notka na koniec: „Dr Viera Scheibner jest emerytowanym doktorem nauk przyrodniczych.” Co, boją się napisać że jest mikropaleontologiem? To już człowiek bez wykształcenia w omawianej dziedzinie nie może mieć racji? Głupie to – używać kiepskiego argumentu (z autorytetu) i się jednocześnie tak wystawiać na strzał.
    Sinclaira przeczytam, jak wrócę do domu

  23. Wojtek_S 19.02.2009 17:01

    Dla jasności, o pertussigenie napisałem:
    „Dlatego w szczepionkach nie używa się go w aktywnej postaci jako adjuwantu, lecz jako antygenu.”
    powinno być:
    „Dlatego w szczepionkach nie używa się go w aktywnej postaci jako adjuwantu, lecz w nieaktywnej jako antygenu.”

  24. Redakcja 19.02.2009 17:47

    Cytat i tabelka z artykułu „Szczepionki: Czy na pewno bezpieczne i skuteczne?”:

    „W roku 1958 masowe szczepienia spowodowały dramatyczny wzrost występowania przypadków polio w USA i Kanadzie.”

    Więcej tutaj:
    http://wolnemedia.net/?p=12195
    http://wolnemedia.net/?p=12198

  25. Wojtek_S 19.02.2009 23:38

    Przeczytałem fragmenty książki Sinclaira. Trudno ją analizować czy nawet dyskutować, bo to publicystyka, a nie praca naukowa – autor często niedostatecznie dokładnie identyfikuje źródła, cytuje artykuły z rozmaitych pism łącznie z gazetami codziennymi, posługuje się omówieniami zamiast cytatów.

    Jeśli chodzi o szczepionkę DTP (u nas Di-Per-Te), mamy do czynienia z traktatem historycznym. Sam autor pisze, że już się jej nie stosuje (poza krajami Trzeciego Świata, co jak wspominałem jest osobnym skandalem – chodzi o to że cena DTP jest 100 razy niższa niż DTaP). Jeśli ten fragment czegoś dowodzi, to chyba tylko tego, że szczepionkę się ulepsza, kiedy się okazuje, że trzeba.

    Tekst o szczepionce przeciw polio, której dotyczy powyższa tabelka, to też traktat historyczny, tylko o jeszcze dawniejszych dziejach. Znów okazało się, że szczepionka zawierająca kompletne, choć nieaktywne czynniki chorobotwórcze, tym razem wirusy, może wywołać poważne komplikacje, a w tym wypadku nawet samą chorobę (szczególnie w wypadku obniżonej odporności). Pewnie dlatego lekarze, którzy twierdzą, że szczepionki są całkowicie bezpieczne, występują dziś już głównie w propagandzie antyszczepionkowej. Tym bardziej cieszmy się, że polio zostało właściwie wyeliminowane (około 1000 przypadków rocznie na świecie).

    Potem kawałek o szczepionce przeciwko odrze. Autor cytuje Journal of American Medical Association:

    „Mimo iż w Stanach Zjednoczonych ponad 95 procent dzieci w wieku szkolnym było szczepionych przeciwko odrze, w szkołach nadal występują wielkie epidemie zachorowań na tę chorobę i w większości przypadków obejmują one wcześniej szczepione dzieci”.

    Jeśli to ten tekst:
    http://jama.ama-assn.org/cgi/content/abstract/264/19/2529
    to stwierdził on przede wszystkim, że pojedyncze szczepienie nie daje pełnej odporności i trzeba je powtarzać, co podkreśla rolę odporności zbiorowej. Nie jest to odkrycie na miarę Kolumba. Potem jest dużo cytatów z różnych osobistości i oderwanych fragmentów artykułów, z których ma się wyłaniać obraz szczepionki przeciw odrze jako niebezpiecznej i nieskutecznej. Szkoda, że tu zabrakło już konkretnych danych. Służę wobec tego swoją tabelką (trzeba przewinąć w dół):
    http://news.bbc.co.uk/1/hi/health/7872541.stm
    Jakoś ta nieskuteczna szczepionka trzymała odrę w szachu, póki ją stosowano.

    Szczepionka przeciw różyczce – oooo, to mocny kawałek. Ostatecznie mnie przekonał, że celem autora nie było zaalarmowanie ludzi o skutkach ubocznych szczepionek i wywołanie dyskusji o ich skuteczności, tylko ordynarne trzepanie kasy na wywoływaniu sensacji. Oto wniosek końcowy, z tchórzostwa chyba wygłoszony cudzymi ustami:

    „Komentując szczepienia przeciwko różyczce, Mendelsohn twierdzi:
    ‚Nie ma konieczności zabezpieczania dzieci przed ta nieszkodliwą chorobą, ponieważ reakcje uboczne na szczepionkę są nie do zaakceptowania w świetle korzyści uzyskiwanej przez dziecko… W Connecticut grupa lekarzy prowadzona przez dwóch znakomitych epidemiologów odniosła sukces skreślając różyczkę z listy prawnie wymaganych szczepień”.

    Przeciwko różyczce szczepi się po to, aby nie zapadały na nią kobiety w pierwszym trymestrze ciąży, bo to kończy się ciężkimi defektami płodu (a w 20% wypadków jego śmiercią).
    Przeciwko różyczce szczepi się dzieci, bo kiedy szczepiono dorosłych, okazało się, że jest to a) nieskuteczne i b) powoduje częste powikłania.
    Dzieci się szczepi, aby nie zarażały – nie po to, aby nie chorowały na różyczkę, która generalnie, poza pierwszym trymestrem ciąży, jest niegroźna.
    Człowiek, który o tym nie wie, pisząc książkę o szczepionkach, jest ignorantem.
    Człowiek, który to przemilcza w książce o szczepionkach, jest łajdakiem.
    Dotąd czytało się to trochę jak opowieści z pierwszych trudnych lat awiacji, które jednak nie odstraszają nikogo rozsądnego od latania. Po tej „rewelacji” dalszą lekturę uważam za tyleż odrażającą co bezprzedmiotową.

    Po napisaniu tego czuję, że muszę wyjaśnić moje stanowisko, żeby mnie ktoś nie wziął za zdeklarowanego i ślepego miłośnika szczepień.

    W skuteczność szczepionek wierzę, bo „widzę, że nie widzę” chorób, które miały wyeliminować. Przynajmniej tam gdzie są stosowane rzetelnie.
    Jeśli jednak chodzi o badanie sprawy ich bezpieczeństwa, jestem dopiero na początku drogi (szukam od paru tygodni). Oficjalne raporty są trudno dostępne w internecie i rzadko padają w nich jasne sformułowania – jakie są procentowe szanse na jakie powikłania. W zaskakującym miejscu natknąłem sie na zaskakująco otwarte dane o współczenych szczepionkach:
    http://www.pg.gda.pl/chem/Katedry/Mikrobiologia/wns.html
    To politechnika, wydział chemii, katedra mikrobiologii. Pliki to materiały pomocnicze do wykładów, slajdy w Power Poincie.
    Natomiast odkryłem też rzecz bardzo zasmucającą. Właściwie wszystkie teksty kwestionujące bezpieczeństwo szczepionek są napisane w jeden i ten sam sposób: autor najpierw stawia sobie tezę, że szczpionki szkodzą, a potem szuka danych, które ją mogą uzasadnić. I to często traktując je wysoce selektywnie jak pani doktor Scheibner. To w najlepszym wypadku, bo w wielu innych autor po prostu kłamie w nadziei, że przerażony czytelnik go nie sprawdzi.
    To nie pomaga w poszukiwaniach prawdy. Bo kiedy widzę, że ktoś próbuje mną manipulować, zamiast informować, nieodwołalnie tracę do niego zaufanie – czy to będzie lekarz mówiący, że szczepionka jest całkowicie bezpieczna, czy homeopata twierdzący, że jest niebezpieczna i zbędna.

  26. dfg 24.08.2014 07:05

    Nie da się jednoznacznie rozstrzygnąć sensowności szczepień, bo to problem bardzo złożony o wielu „za i przeciw”.
    Z mojego punktu widzenia, w kwestii szczepień, najbardziej kontrowersyjnym punktem w dyskusji jest przymus państwa i wyzbycie się odpowiedzialności za skutki uboczne wszelkich podmiotów odpowiedzialnych. Jeśli zmusza się rodziców by szczepili swoje dziecko i jednocześnie obarcza się ich ciężarem za ewentualne powikłania, to dla mnie jest przejawem wielkiej niesprawiedliwości. Po pierwsze powinna być prowadzona otwarta, rzetelna statystyka, badania nad powikłaniami i ich szeroka publikacja, a po drugie odpowiedzialność państwa powinna polegać na dożywotnim (lub odpowiednio długim) wypłacaniu renty dla osoby poszkodowanej. Innym rozwiązaniem jest likwidacja przymusu szczepień. Czy ta prosta prawda nie trafia do elity tego kraju – do lekarzy? Dlaczego nie możemy doczekać się protestu z ich strony? Przecież nie chodzi tu o kwestionowanie skuteczności szczepień, a jedynie o elementarną sprawiedliwość i wolność. A może w środowisku medycznym definicje tych dwóch pojęć są całkiem inne?

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.

pl Polish
X