Rozbój „konieczny i legalny”. 20 lat po napaści na Jugosławię

Opublikowano: 25.03.2019 | Kategorie: Historia, Polityka, Publicystyka

Liczba wyświetleń wpisu: 3182

“Użycie siły przez NATO było konieczne i legalne” – tymi słowami rzecznicy Sojuszu Północnoatlantyckiego skomentowali wczorajszą dwudziestą rocznicę bombardowania Jugosławii. Od tej kapiącej cynizmem wypowiedzi już tylko krok do szczerego powiedzenia prawdy. Ta – widzimy to po dwudziestu latach i kilku nowych interwencjach – brzmi mniej więcej tak: „wolny świat”, z Ameryką na czele, może zaatakować dowolne państwo pod dowolnym pretekstem, zabić każdą liczbę jego mieszkańców, dokonać jakich chce zniszczeń w infrastrukturze cywilnej, a potem dalej przekonywać o swojej przyrodzonej dobroci i wskazywać, że zło czai się gdzie indziej. Można to zrobić nawet z pominięciem własnych, i tak stanowiących zwykle zasłonę dymną procedur: napad na Jugosławię nastąpił wszak nawet bez autoryzacji ONZ.

Trzy miesiące nalotów NATO zmusiły rząd w Belgradzie do oddania jednej z prowincji swojego kraju, by mogło tam powstać marionetkowe państwo rządzone przez „polityków”, których w innych okolicznościach nazywano by – zgodnie z prawdą – wyłącznie terrorystami i gangsterami. Nikt wtedy, gdy w Kosowie powstawała baza Sojuszu, nie opowiadał o „nienaruszalności granic” czy „imperialnej agresji w Europie Wschodniej”. Tygodniami bomby spadały na zakłady przemysłowe, szpitale, szkoły i przedszkola, siedziby mediów, elektrownie. W pewnym momencie pozbawione energii elektrycznej było 80 proc. terytorium Jugosławii. Jeden z ataków zniszczył pociąg pasażerski, inny – autobus, jeszcze inne nękały obozy dla uchodźców. Trzydzieści tysięcy nalotów, a w tle jeszcze większa liczba zmanipulowanych doniesień i jednostronnych komentarzy (nie było jeszcze modnego słówka fake news, a zresztą ono liberałów i NATO nie dotyczy), utwierdzających cały świat w przekonaniu, że oni, Serbowie, sami są sobie winni.

Przekaz był jeden: nie warto żałować ani jednej z co najmniej pół tysiąca ofiar cywilnych. Nawet kobiet w ciąży, które zginęły w pociągu Belgrad-Saloniki. Nawet chorych, którzy nigdy nie wyszli ze zbombardowanego szpitala. Ani kilkunastu cywilów, którzy zginęli podczas bombardowania belgradzkiego radia i telewizji, ani tych kilkudziesięciu, których bomby dopadły na rynku w Nišu, ani kolejnych, zamordowanych z powietrza na moście w Varvarinie, kilkadziesiąt kilometrów od najbliższego obiektu wojskowego. Tym bardziej nie warto pochylać się nad faktem, jakie konsekwencje dla środowiska i społeczeństwa miało bombardowanie fabryk używających metali ciężkich przy produkcji czy niszczenie infrastruktury energetycznej, nieuchronnie oznaczające emisję substancji silnie toksycznych i rakotwórczych. Ofiary interwencji będą padały jeszcze lata po jej zakończeniu. Ale Zachód walczył przecież o wyższe wartości!

Taka była „pierwsza wojna o prawa człowieka”. Po niej następne: obrócony w perzynę Irak, faktycznie rozbita na kawałki Libia. Za każdym razem główny medialny nurt (czy raczej ściek) głosił, jak to dobrzy demokraci obalą okrutnego dyktatora i nauczą jego uciśnionych poddanych prawdziwej wolności. Zapominano tylko dodać, że każdy z siłą obalanych wcześniej przez wiele lat cieszył się przychylnością tych samych demokratów, dopóki wdrażał „reformy” w odpowiednim duchu i nie miał ambicji szkodzenia interesom mocarstw. „Zapominano” też relacjonować, co dzieje się w „naprawianym” państwie po interwencji. Pogromy prawosławnych Serbów w „wyzwolonym” Kosowie dało się przemilczeć bez problemu, konflikt religijno-etniczny w Iraku przebił się na czołówki gazet dopiero wtedy, gdy przybrał przerażającą twarz Państwa Islamskiego, straszącego starą, sytą Europę. Notabene – część dżihadystów walczących w Syrii i Iraku miała za sobą szkolenie w ramach tworzenia „demokratycznej syryjskiej opozycji” w bazie amerykańskiej w Kosowie. Kolejne ogniwa imperialistycznego łańcucha zniszczenia.

Łańcuch ten będzie rozwijał się bez końca, jeśli nie napotka oporu: oddolnego, przekonanego o swoich racjach, zorganizowanego. Nie takiego, jak większość polskiej – i nie tylko – lewicy, która uwierzyła w zalety NATO i nie potrafi już ani w rocznicę napaści na Jugosławię nazwać jej po imieniu, tak jak nie potrafiła zmobilizować swoich sympatyków na demonstrację przeciwko konferencji antyirańskiej w Warszawie, czyli przeciwko nawoływaniom do nowej wojny. Mając takich „przeciwników” światowy kapitalizm, z definicji żądny krwi, może spać spokojnie. A raczej, niestety, nie spać, tylko rujnować kolejne państwa.

Autorstwo: Małgorzata Kulbaczewska-Figat
Źródło: Strajk.eu

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Liczba głosów: 14, średnia ocena: 4,93 (max 5)
Loading...

TAGI: , ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU: Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

Zobacz również

Srebrenica jest sfabrykowanym mitem?

Czeski prezydent krytykuje bombardowanie Jugosławii

Serbia może przebaczyć NATO agresję, ale nigdy nie zapomni jej ofiar



Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
Powiadom o
pl Polski
X