Przypowieść anonimowa

Opublikowano: 06.04.2020 | Kategorie: Opowiadania

Liczba wyświetleń: 1019

Na wjeździe do dużego miasta, na powalonym pniu drzewa nieopodal karczmy, siedział starzec posiwiały pracowicie rzeźbiąc coś w kawałku lipowego drewna. Na chwilę wyprostował się dając oczom i dłoniom nieco odpoczynku. Wzrokiem uchwycił nadchodzącą w jego stronę chudą, nieco przygarbioną postać z kosą na ramieniu. A był to czas morowego powietrza, kiedy ludzie odchodzili z tego świata, jakby im miejsce robić śpieszno było dla czegoś, bądź kogoś wielkiego.

– Ty tu czego? – zapytał z wyraźną zaczepką i niechęcią w głosie.

– Przyszłam zebrać sto dusz nowych – odparła markotnie nawet nie zerkając spod nasuniętego na połowę bladego oblicza kaptura, po czym nie zwalniając kroku ruszyła dalej w drogę ku miastu.

Starzec przetarł ręką czoło, przecząco jakby brakiem zgody pokręcił głową i wrócił do swej rzeźby mamrocząc coś pod nosem, co mogło być jedynie przekleństwem. Minęło zaledwie godzin parę jak od miasta pojawiła się w czerwonym blasku zachodzącego słońca jakaś mara. Otaczały ją istne roje przeźroczystych postaci. Rozpoznał rzeźbiarz w prowadzącej ten tłum poranną kostuchę i rzecze:

– Coś ty uczyniła, że z tym tłumem miasto opuszczasz? Miałaś wszakże 100 dusz uprowadzić, a tu jakieś 1000 uchodzi?

– Oj, miałam, miałam. Tak się widzisz złożyło, że jak po te 100 sięgnęłam, to reszta ze strachu pomarła. Oto i oni.

Powiedziawszy te słowa dała znak do wymarszu, albo raczej rozpłynięcia się w niemierzalnym nieba błękicie. A na ziemi tuż przy pniaku lipowym, wśród sterty świeżo spadłych strużyn, został krzyż z rozpostartą na nim figurą losu człowieczego.

Opublikowała: Jola

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Liczba głosów: 1, średnia ocena: 5,00 (max 5)
Loading...

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

2
Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Aaron Schwarzkopf
Użytkownik

Piękne…

robi1906
Użytkownik

Literackie rozwinięcie dowcipu o kichnięciu i papierze toaletowym, w epitafium powinno być: sterowanego losu ludzkiego, bo strach jest w nas zasiewany.
Oczywiście opowiadanie należy pochwalić.