Polskich firm nie stać na wdrożenie leku innowacyjnego

Opublikowano: 28.02.2017 | Kategorie: Nauka i technika, Wiadomości z kraju, Zdrowie

Liczba wyświetleń wpisu: 2

W Polsce prowadzone są badania nad lekami innowacyjnymi, których nie powstydziłyby się największe ośrodki badawcze na świecie, ale nie jesteśmy w stanie sami wprowadzić ich na rynek – ocenili w poniedziałek eksperci podczas konferencji naukowej w Warszawie.

Spotkanie zorganizowało Centrum Badań Przedklinicznych i Technologii (CePT), konsolidujące czołowe zespoły naukowe na Mazowszu współpracujące z biznesem przy wdrażaniu innowacyjnych projektów badawczych na rynek. CePT jest największym przedsięwzięciem biomedycznym i biotechnologicznym w Europie Środkowo-Wschodniej.

Od 30 lat w naszym kraju nie pojawił się żaden innowacyjny lek rodzimej produkcji. „Problemem nie jest jednak brak innowacyjnych pomysłów wśród naszych badaczy, lecz znalezienie partnera z przemysłu, który mógłby udźwignąć finansowo komercjalizację takiego projektu” – powiedział dyrektor Centrum Nowych Technologii Uniwersytetu Warszawskiego prof. Piotr Węgleński.

Specjalista podał przykład szczepionki przeciwnowotworowej przeznaczonej do leczenia czerniaka, w której wykorzystano wynalazek naukowców z Uniwersytetu Warszawskiego. „Licencję na ten produkt za kilkaset tysięcy dolarów trzeba było sprzedać do Niemiec (firmie biotechnologicznej BioNTech – przyp. PAP), która po dalszych nad nim badaniach odsprzedała ją za 300 mln dolarów firmie farmaceutycznej Sanofi oraz za 310 mln dolarów koncernowi Roche” – wyjaśniał prof. Węgleński.

Dyrektor Centrum Nowych Technologii UW podkreślił, że trzeba było tak zrobić, ponieważ żadna polska firma nie była zainteresowana przejęciem wynalazku naukowców UW i podjęcia nad nim dalszych badań.

Dr Jerzy Pieczykolan z firmy farmaceutycznej CelonPharma tłumaczył, że nikt w naszym kraju nie jest w stanie sfinansować bardzo kosztownych badań klinicznych, szczególnie II i III fazy, które są niezbędne, żeby wprowadzić nowy lek innowacyjny do praktyki. Wprowadzenie na rynek innowacyjnego leku wymaga bowiem ogromnych pieniędzy.

Specjalista przedstawił dane, z których wynika, że koszty opracowania i wdrożenia takich preparatów gwałtownie w ostatnich latach wzrosły. W latach 1970. wystarczyło zainwestować w nowy lek ok. 180 tys. dolarów, w latach 1990. kosztowało to już ponad 1 mld dolarów, a w pierwszym dziesięcioleciu XXI w. niezbędne do tego nakłady wzrosły do 2,5 mld dolarów.

„Wynika to z tego, że leki nowej generacji wymagają zastosowania nowych, znacznie droższych technologii. Z tego powodu rosną również koszty leczenia” – podkreślił dr Pieczykolan.

Dr Marcin Szumowski z innowacyjnej firmy biotechnologicznej OncoArendi Therapeutics powiedział, że polskie firmy innowacyjne są w stanie jedynie doprowadzić badania nad lekiem do pewnego etapu, a potem muszą odsprzedać licencję zainteresowanym koncernom farmaceutycznym. „Mam jednak nadzieję, że w przyszłości znajdzie się polska firma, która będzie w stanie wdrożyć nowy lek” – podkreślił.

Specjalista dodał, że na razie w naszym kraju nie ma nawet ośrodków, które byłyby w stanie zorganizować badania kliniczne (są one u nas prowadzone, ale nakładem zagranicznych koncernów farmaceutycznych – przyp. PAP).

Podczas konferencji zwrócono uwagę, że potrzebne są regulacje prawne, zarówno z obszaru nauki, jak i finansów, ułatwiające przepływ środków finansowych z przemysłu na badania naukowe oraz gwarantujące ośrodkom naukowym częściowy dochód ze skomercjalizowanych projektów. Wskazano również na skomplikowane procedury ubiegania się o fundusze publiczne na badania.

Doradca wiceprezesa Rady Ministrów, ministra nauki Piotr Ziółkowski powiedział, że zwiększeniu nakładów na badania i rozwój służy wprowadzona w styczniu 2017 r. tzw. mała ustawa o innowacyjności, zwiększająca ulgi podatkowe dla przedsiębiorców inwestujących w badania. „Prowadzimy teraz konsultacje społeczne nad kolejną, +dużą+ ustawą w tej sprawie” – dodał. Konsultacje te dotyczą Białej Księgi Innowacyjności, która ma być podstawą nowej ustawy, która ma wejść w życie w 2018 r.

Rektor Uniwersytetu Warszawskiego prof. Mirosław Wielgoś powiedział, że wspieranie innowacji w dziedzinie biotechnologii i biofarmacji stwarza ogromne szanse dla rozwoju naszej gospodarki opartej na wiedzy. „Nie brakuje nam pomysłów ani naukowców zdolnych realizować najbardziej ambitne projekty” – podkreślił.

Z danych przedstawionych na konferencji wynika, że chociaż w ciągu ostatnich 10 lat wydatki na innowacje w naszym kraju się podwoiły, to nadal znajdujemy się w dziesiątce krajów europejskich, w których stanowią one mniej niż 1 proc PKB.

Z opublikowanego pod koniec 2016 r. raportu GUS wynika, że w 2015 r. nakłady na badania i rozwój w dziedzinie biotechnologii wyniosły nieco ponad 850 mln zł, co oznacza wzrost o zaledwie 4,1 proc. w stosunku do 2014 r. Tymczasem jedynie próby przedkliniczne nowego innowacyjnego leku mogą kosztować nawet 50 mln zł.

Autorstwo: Zbigniew Wojtasiński
Źródło: NaukawPolsce.PAP.pl

Print Friendly, PDF & Email

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...

TAGI: , , ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU: Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

Zobacz również

Popularny puder dla niemowląt zawierał azbest

Technicy farmaceutyczni wyjdą na ulicę

Czy Novartis stosuje strategię zastraszania ws. leków ratujących życie?



3
Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
gajowy

“Wprowadzenie na rynek innowacyjnego leku wymaga bowiem ogromnych pieniędzy”.
Każdy innowacyjny lek (ksenobiotyk) jest dla organizmu silną trucizną. Na dodatek substancją co do stosowania której nie ma żadnych doświadczeń historycznych. Więc coby w przyspieszonym tempie nie pozabijać pacjentów trzeba jego dzialanie dokladnie zbadać. Co więcej trzeba zbadać możliwe interakcje z wieloma popularnymi lekami (truciznami). To wszystko musi kosztować!
Nie rozumiem dlaczego niektórzy tak bardzo pokładają nadzieję w nowych lekach, skoro wiadomo że każdy lek widowiskowo poprawia jeden aspekt zdrowotny a po cichu rujnuje dziesięć. (Gdyby było inaczej leki byłyby zalecane zdrowym ludziom). Dlatego leki prawidłowo stosuje się tylko przez krótki czas. Dłuższa interwencja farmakologiczna kończy się katastrofą.
W przypadku starych leków przynajmniej wiadomo jakie są skutki uboczne przy dłuższym stosowaniu. Dlatego są one bezpieczniejsze. Bardziej bałbym się zażywać innowacyjny lek niż wypić porcję plynu Lugola.

Sankio1

gajowy, ja Cię proszę: “Nie rozumiem dlaczego niektórzy tak bardzo pokładają nadzieję w nowych lekach, skoro wiadomo że każdy lek widowiskowo poprawia jeden aspekt zdrowotny a po cichu rujnuje dziesięć. (Gdyby było inaczej leki byłyby zalecane zdrowym ludziom)”
Gdy chory na nowotwór złośliwy przeżywa 5 lat po leczeniu, to jest sukces. Dajesz komuś 5 lat. I pieprzysz to, że po 10 umrze na niewydolność wątroby. Zwalczyłeś coś co zabiło by w pół roku. Zrozumiałeś?
W przypadku starych leków itd. jak starych? Czy efekt mutagenny był na pewno odpowiednio obserwowany? Czy też nikt nie monitorował tego na początku, bo nikomu to nawet do łba nie przyszło? I bardzo trudno byłoby po 3 pokoleniach (i 2 wojnie w międzyczasie) wykazać dysfunkcję receptorów neurotransmiterów bo i dziś nikt nie umie tego monitorować, a np. depresja u coraz większego odsetka populacji jest obserwowana. Zachodniej populacji, u Chińczyków i Azjatów w ogóle trudno zebrać dane…
Jeśli tylko co stare i sprawdzone historycznie (note bene w jakiej kulturze kulinarnej, temperaturze, dla jakiego genotypu ludzkiej populacji?) byłoby odpowiednie, to czy byłby sens badać nowe leki, być może ratujące życie lub przynajmniej mocno poprawiające jego komfort? Czy mielibyśmy terapie hormonalne dla kobiet po menopauzie, dzięki którym teściowe przestają być straszliwymi zołzami ;), bo niwelowane są problemy z zanikiem hormonów?

gajowy

@Sankio1
Jeżeli chory na nowotwór złośliwy przeżywa jeszcze we wmiarę dobrej kondycji 5 lat to rzeczywiście jest to sukces. Nie piszę że nowoczesne leki są nic nie warte. Chodzi o to że są przereklamowane a zwykły “konsument” farmacji nie zdaje sobie sprawy z ich destrukcyjnej dla organizmu roli.

“jak starych” – conajmniej 25 lat a najlepiej kilka pokoleń. 25 lat to magiczna okres po którym kończy się wyłączność na produkcję danego specyfiku przez firmę która go wymyśliła. Ten czas to okres krytyczny dla producenta, który jest wtedy niezwykle silnie zmotywowany do ukrywania skutków ubocznych a nowet do sądowego ścigania ludzi którzy ujawniają niewygodne informacje dotyczące leku. Przez te 25 lat musi odbić sobie bowiem z nawiązką poniesione koszty. Później lek produkowany jest już z mniejszą marżą przez pomniejszych producentów jako generic. Nie mają oni takich funduszy i takiej sily przebicia by urabiać opinię publiczną i wtedy mamy już bardziej wyważone informacje co do działania specyfiku. I oczywiście zbieramy praktyczne doświadczenie.

Wśród nowych leków znajdują się pewnie też perełki ale o tym przekonamy się za co najmniej 25 lat. Ogromna większość to przereklamowane toksyny.

“to czy byłby sens badać nowe leki” – owszem jest sens biznesowy dla producenta.

pl Polski
X