Polska „noc długich noży”

Opublikowano: 24.08.2022 | Kategorie: Historia, Publicystyka

Liczba wyświetleń: 1373

75 lat temu w Warszawie miało dojść do zamachu stanu. Przygotowane były listy proskrypcyjne, a zamachowców przeszkolono i uzbrojono. Dlaczego noc z 25 na 26 października 1937 r. nie przeszła do historii jako polska „noc długich noży”?

Po śmierci Józefa Piłsudskiego w maju 1935 r. w łonie obozu sanacyjnego nie pojawiła się żadna osoba zdolna udźwignąć ciężar rządów dyktatorskich. Po pewnym czasie ukształtował się układ z dwoma ośrodkami władzy. Jednemu przewodził prezydent Ignacy Mościcki, a drugiemu Edward Rydz-Śmigły, sprawujący funkcję Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych. Wyrazem rosnącej pozycji tego drugiego stało się ogłoszenie 13 lipca 1936 r. okólnika premiera Felicjana Sławoja-Składkowskiego:

“Zgodnie z wolą Pana Prezydenta Rzeczypospolitej Ignacego Mościckiego zarządzam co następuje: Generał Śmigły-Rydz, wyznaczony przez Pana Marszałka Józefa Piłsudskiego, jako Pierwszy Obrońca Ojczyzny i pierwszy współpracownik Pana Prezydenta Rzeczypospolitej w rządzeniu państwem, ma być uważany i szanowany, jako pierwsza w Polsce osoba po Panu Prezydencie Rzeczypospolitej. Wszyscy funkcjonariusze państwowi z prezesem Rady Ministrów na czele okazywać Mu winni objawy honoru i posłuszeństwa.”

W końcu grudnia 1936 r. Bogusław Miedziński, wpływowy polityk sanacyjny (ówczesny wicemarszałek Sejmu), ogłosił w rządowej „Gazecie Polskiej” artykuł pt. „Dekompozycja”. Oficjalnie przyznał w nim, że obóz piłsudczykowski nie stanowi już monolitu. Najbliższa przyszłość potwierdziła jego słowa. 21 lutego 1937 r. pułkownik Adam Koc, blisko związany z Rydzem-Śmigłym, proklamował w przemówieniu radiowym powstanie nowej masowej organizacji politycznej, mającej stanowić zaplecze dla rządów sanacyjnych. Przyjęła ona nazwę Obóz Zjednoczenia Narodowego. Wzorowała się ona do pewnego stopnia na partiach faszystowskich, wprowadzając w swych szeregach daleko idącą dyscyplinę, a strukturę opierając hierarchicznie na wzorach wojskowych. OZN, zwany prześmiewczo „ozonem”, skupił w swoich szeregach kilkadziesiąt tysięcy członków i stał się poważnym narzędziem politycznym w rękach Rydza-Śmigłego. Jego polityczne ambicje rosły. Gdy w październiku 1937 r. doszło do poważnego konfliktu pomiędzy Prezydentem a Marszałkiem, Rydz-Śmigły miał zdecydować się na przejęcie pełni władzy.

BOLESŁAW PIASECKI NA SCENIE

Na posiedzeniu rządu w początku października 1937 r., Adam Koc wyraził buńczuczną opinię, że ma „dziesiątki tysięcy młodzieży do dyspozycji”. Mówił prawdę. Jeszcze wiosną 1937 r. OZN utworzył swoją młodzieżówkę pod nazwą Związek Młodej Polski, zwaną też popularnie „młodym ozonem”. Jej organizacja powierzona została działaczom związanym z faszyzującym Ruchem Narodowo-Radykalnym „Falanga”, ugrupowaniem powstałym na skutek rozłamów w ruchu narodowym w latach 1934-1935. Współpraca pomiędzy RNR a OZN stanowiła ogromne zaskoczenie. Nie dość bowiem, że „Falanga” była organizacją nielegalną, to jeszcze uważano ją za ugrupowanie skrajnie antysanacyjne.

Makiaweliczny zwrot polityczny wykonany przez RNR dokonał się za sprawą jednoosobowej decyzji wodza „Falangi” Bolesława Piaseckiego. Jak wspominał po latach jego bliski współpracownik, Wojciech Wasiutyński, “Punktem wyjścia Piaseckiego zawsze była taktyka. Jak można teraz działać? Na tym budował następny człon rozumowania: co można zrobić? Dopiero potem przychodziło zagadnienie: jak to uzasadnić?” W taki też sposób Piasecki, sprawujący w swoim ugrupowaniu niepodzielną wodzowską władzę, zadecydował o związaniu się z największym wrogiem ideowym. Jego celem było w pierwszym rzędzie uzyskanie wpływu na władze sanacyjne, a następnie samodzielne przejęcie władzy.

Wielkim atutem Piaseckiego była jego nieodparta charyzma. Wedle relacji miał on tak skutecznie oczarować szefa OZN, pułkownika Koca, że ten czuł się w jego towarzystwie „jakby znowu był w Legionach”. Niebawem wódz RNR uzyskał podobny wpływ na drugą osobę w państwie, Edwarda Rydza-Śmigłego. Marszałek miał uważnie słuchać sugestii zaledwie dwudziestodwuletniego (sic!) Piaseckiego.

POLSKA TOTALITARNA?

Ruch Narodowo-Radykalny jak i Obóz Zjednoczenia Narodowego były oskarżane o ciągoty totalitarne. Nie bez podstaw. Doktryna „Falangi” opierała się na zasadzie wodzowskiej, głoszącej, że wola wodza ma wartość najwyższą i stoi ponad wszelkim innym prawem. W tzw. „zielonym programie” z lutego 1937 r., udało się falangistom dokonać oryginalnego połączenia idei nacjonalistycznych i właśnie totalitarnych. Opiewali oni również daleko idący kolektywizm, łącząc go ze skrajnym antysemityzmem. RNR widział Polskę jako państwo jednolicie katolickie, w którym niepodzielne rządy sprawowałaby niezwykle rozbudowana monopartia nazywana Organizacją Polityczną Narodu. Wszelka aktywność polityczna poza tą organizacją byłaby w praktyce niemożliwa, a kontrola państwa nad życiem jednostki – pełna.

W końcu lat 1930. na polskiej scenie politycznej wciąż prężnie działały partie opozycyjne, a wśród nich m.in. Stronnictwo Narodowe, Polska Partia Socjalistyczna, Stronnictwo Ludowe czy Stronnictwo Pracy. W tym kontekście formowanie OZN dość powszechnie uważano za próbę budowy monopartii, która z czasem wyeliminowałaby pozostałych przeciwników politycznych i pozwoliła Rydzowi-Śmigłemu objąć nieograniczone rządy dyktatorskie. Partie opozycyjne były jednak przeciwnikiem wyraźnie słabszym i mniej istotnym w grze o władzę. Zasadnicze znaczenie miało mieć decydujące zwycięstwo nad tymi politykami w łonie obozu sanacyjnego, którzy sprzeciwiali się totalitarnym zakusom Rydza-Śmigłego.

PRZECIWNICY

niego grupa polityków, zwana nieformalnie „obozem zamkowym”. Należeli do niej m.in. ministrowie Eugeniusz Kwiatkowski, Marian Zyndram-Kościałkowski, Juliusz Poniatowski, Wojciech Świętosławski i Emil Kaliński. Politycy ci opowiadali się za ograniczonym dialogiem z opozycją i poszukiwaniem dróg porozumienia z ugrupowaniami znajdującymi się poza szeroko pojętym obozem sanacyjnym.

Po swojej stronie Rydz-Śmigły miał ministrów Juliusza Ulrycha, Witolda Grabowskiego i Tadeusza Kasprzyckiego. Ten ostatni, sprawujący funkcję szefa Ministerstwa Spraw Wojskowych, zapewnić miał neutralność armii oraz przymknąć oko na zaangażowanie żołnierzy niższych stopni w przeprowadzenie planowanego zamachu. Decydującym atutem miały jednak być tysiące młodych ludzi zrzeszone w Związku Młodej Polski, a przede wszystkim młodzi fanatyczni falangiści, gotowi do najdalej posuniętych poświęceń na rozkaz Bolesława Piaseckiego.

NAPIĘCIE SIĘGA ZENITU

W początku października 1937 r. konflikt pomiędzy Mościckim a Rydzem-Śmigłym poważnie się zaostrzył. Na posiedzeniu rządu Marszałek oficjalnie zażądał, aby prezydent mianował nowy gabinet, ze zwolennikiem rządów twardej ręki Witoldem Grabowskim na czele. Ten ostatni miał z kolei manifestować wolę bardzo ostrej rozprawy z przeciwnikami politycznymi. Obiecywał m.in. rozgromienie żydokomuny, rozwiązanie PPS, likwidację związków zawodowych, wywłaszczenia Żydów i ogłoszenie ustaw w nich wymierzonych. W trudnej dla siebie sytuacji Mościcki zdecydował się symulować chorobę, co pozwalało mu zyskać na czasie. Równocześnie jednak, w Warszawie rozpowszechniły się pogłoski na temat tego, iż fanatyczne oddziały falangistów zostały przeszkolone do akcji zbrojnej wymierzonej w umiarkowane skrzydło sanacji. W stolicy powiało grozą.

Plotki zaalarmowały przeciwników Koca i Rydza-Śmigłego. Polityczne działania Głównego Inspektora Sił Zbrojnych oraz szefa OZN skrytykował m.in. wpływowy marszałek Sejmu Stanisław Car. Mobilizację dało się również dostrzec w ruchu związkowym, na tzw. lewicy sanacyjnej oraz w środowiskach centroprawicowych związanych z Frontem Morges, grupującym m.in. Ignacego Paderewskiego, Wojciecha Korfantego czy Józefa Hallera. To właśnie dokumenty pozostawione przez to ostatnie ugrupowanie stanowią jedno z najważniejszych świadectw dotyczących próby październikowego zamachu stanu w 1937 r.

Zamach stanu miał być wyznaczony na noc z 25 na 26 października 1937 r. Data ta nie była przypadkowa. Marszałek Rydz-Śmigły znajdował się wówczas z wizytą w Rumunii, co miało stanowić dla niego alibi w przypadku fiaska puczu. Celem „nocy długich noży” miała być fizyczna likwidacja działaczy związanych z umiarkowaną częścią obozu sanacyjnego jak i grup polityków opozycyjnych. Podawane liczby potencjalnych ofiar są zróżnicowane. Mówi się o fizycznej likwidacji od 300 do prawie 1,5 tys. osób oraz o aresztowaniu od 700 do 1,5 tys. kolejnych. Wśród głównych ofiar zamachu wymieniano m.in. Ignacego Mościckiego, Aleksandrę Piłsudską, Aleksandra Prystora, Walerego Sławka i Eugeniusza Kwiatkowskiego.

Do zamachu jednak nie doszło.

PROWOKACJA CZY NIEUDOLNOŚĆ?

Czy „krwawy kwadrans” z października 1937 r. rzeczywiście mógł się wydarzyć? Historycy są podzieleni w opiniach.

Ci którzy przyjmują, że był on możliwy, pytają o to, dlaczego się nie powiódł. Odpowiedzi mogą być rozmaite. Wskazuje się na przykład na fakt, iż na krótko przed planowaną datą zamachu środowiska falangistów zostały zdziesiątkowane aresztowaniami. Zostały one spowodowane przez bardzo ostry atak na prezydenta Mościckiego zamieszczony w jednym z pism RNR. Z drugiej strony, powtarzana jest opinia, że zamach został storpedowany przez wyższych wojskowych (m.in. przez generała Tadeusza Piskora), którzy gwałtownie zaprotestowali przeciwko planom Koca i Rydza-Śmigłego. Trzecią hipotetyczną możliwością jest rezygnacja Marszałka z przeprowadzenia zamachu w ostatniej chwili. Główny Inspektor Sił Zbrojnych znany był z wahań nastroju i dość miękkiego charakteru. Tak czy inaczej, jeżeli spełnił się któryś z powyższych wariantów, należy mówić o nieudolności spiskowców.

Historycy zaprzeczający teorii o zamachu stanu, wskazują na to, że brak jest twardych dowodów. Większość dywagacji na temat samego zamachu opiera się na niepotwierdzonych plotkach, kolportowanych w skłóconym ze sobą środowisku. Źródła tych plotek można doszukiwać się w różnych miejscach. Mogła nim być „grupa zamkowa”, lewica sanacyjna, zgrupowana w Stronnictwie Demokratycznym, czy też partie opozycyjne – wszystkie te grupy były żywo zainteresowane osłabieniem pozycji Edwarda Rydza-Śmigłego. W takim wypadku można więc mówić o prowokacji politycznej. Dodajmy zresztą, że nader udanej.

KONSEKWENCJE

Zamach nie doszedł do skutku, ale życie polityczne II RP nie zwalniało tempa. Ci o których jeszcze w październiku 1937 r. mówiono jako o możliwych przyszłych przywódcach kraju, mieli niebawem poznać gorycz klęski.

Już 27 października 1937 r. Adam Koc został zmuszony do oficjalnego stwierdzenia iż „Nie istnieje żaden związek między OZN a Falangą”. Był to początek końca współpracy Ruchu Narodowo-Radykalnego z Rydzem-Śmigłym – ostatecznie doszło do tego 22 kwietnia 1938 r. Zanim jednak to się stało, 10 stycznia 1938 r. Adam Koc odszedł ze stanowiska szefa OZN, a jego miejsce zajął bezbarwny gen. Stanisław Skwarczyński. Główną zaletą tego ostatniego było to, że jego brat Adam Skwarczyński, był wybitnym ideologiem obozu piłsudczykowskiego.

Coraz bardziej odczuwalne zagrożenie ze strony III Rzeszy i ZSRR doprowadziło do nieoczekiwanych przetasowań w obozie sanacyjnym. Niech świadczy o tym choćby fakt, że Eugeniusz Kwiatkowski, znajdujący się na liście potencjalnych ofiar niedoszłego zamachu stanu, w 1938 r. wielokrotnie pozytywnie wypowiadał się w publicznych przemówieniach o Obozie Zjednoczenia Narodowego. Natomiast Bolesław Piasecki musiał zapomnieć o przejęciu władzy. W końcu roku 1938 było już jasne, że polityczna śmierć „Falangi” jest kwestią czasu.

Autor: Michał Przeperski
Źródło: Histmag.org
Licencja: CC BY-SA 3.0

O AUTORZE

Michał Przeperski – absolwent historii w Instytucie Historycznym UW oraz prawa na Wydziale Prawa i Administracji UW; doktorant Instytutu Historii PAN. Interesuje się szeroko pojętą historią dwudziestego wieku, a przede wszystkim systemami totalitarnymi i propagandą. Obecnie sprawuje funkcję redaktora naczelnego portalu Histmag.org.

BIBLIOGRAFIA

1. A. Dudek, G. Pytel, Bolesław Piasecki. Próba biografii politycznej, Londyn 1990.

2. H. i T. Jędruszczak, Ostatnie lata II Rzeczypospolitej, Warszawa 1970.

3. T. Jędruszczak, Piłsudczycy bez Piłsudskiego, Warszawa 1963.

4. J. M. Majchrowski, Geneza politycznych ugrupowań katolickich, Paryż 1984.

5. W. Sznarbachowski, 300 lat wspomnień, Londyn 1997.

6. W. Wasiutyński, Dzieła wybrane, t. 1, Gdańsk 1999.

3

TAGI: ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

6 komentarzy

  1. vannamond 25.10.2012 14:01

    Czyli byla realna szansa na sojusz z Niemcami… Coz, nie po mysli Brytyjczykow i lobby syjonistycznego. I dlatego nic koniec koncow z tego nie wyszlo. Dla nich Polska musiala byc za wszelka cene zantagonizowana z III Rzesza.

  2. papamobile 25.10.2012 21:58

    Realista bywa pyskaty:) Ot, młody, uczuciowy, porywczy człowiek. Chociaż nie widzę w tym wątku próby znieważenia kogokolwiek z komentujących. Natomiast co do programów Wołoszańskiego, to nie traktowałbym ich jak biblię. To tylko popularnonaukowy program pełen nadinterpretacji i przekłamań.
    Szanowny Łukaszu, jeżeli to one cię uczą historii, to nic dziwnego, że piszesz takie dyrdymały, jak na początku przedostatniej swojej wypowiedzi. Czasami prezentowana przez Ciebie poprawność polityczna połączona z niedoinformowaniem, może być w efekcie bardziej obrzydliwa, niż twarde, męskie słowa. Przynajmniej dla niektórych. Nie oznacza to jednak przyzwolenia na zniżanie poziomu dyskusji do rynsztoka. O nie.
    Warto także dbać o poprawną polszczyznę, którą prezentujemy publicznie. Jeżeli nie my, Polacy, to kto?
    Postać Piłsudskiego (nie Piłsudzkiego) i jego działalność są kontrowersyjne, lecz w tamtych czasach chyba musiały takie być. To cud, że Polska odrodziła się po 123 latach rozbiorów, a spory w nim udział miał właśnie Piłsudski, choć nie był zapewne bez grzechu. Niestety, w politykę nie bawią się ministranci.

  3. papamobile 26.10.2012 00:10

    Nie ujmuję zasług Rozwadowskiemu, ale wodzem był Piłsudski. Co naprawdę zaszło, że Piłsudski go tak potraktował? Szczerze mówiąc – nie wiem. Ale poszukam i poczytam.
    A czy Wołoszański wspomina coś o przyczynach biedy, bezrobocia, łamania praw pracowniczych w Polsce? Czy obarcza nimi Piłsudskiego? Tak było wtedy w całej Europie i w USA. Z czyjej winy? Naprawdę się nie domyślasz? A kto w Polsce miał fabryki, banki, przekupywał polityków? Kto wywoływał zamieszki w Europie od początku XX wieku i rewolucję w Rosji? Ko stał na ich czele?

  4. papamobile 26.10.2012 17:04

    Weź, proszę, pod uwagę w jakim stanie była wtedy Polska utworzona z ziem odzyskanych z trzech zaborów, każdy w innej sytuacji politycznej, społecznej, monetarnej, finansowej, gospodarczej, w międzyczasie wojna z bolszewikami, Litwą, walki i plebiscyty na Śląsku, później walka polityczna o władzę w Polsce, liczne reformy, wysiłki w celu scalenia kraju, uprzemysłowienia. Polityka Piłsudskiego, choć niepozbawiona być może pewnych błędów, przyniosła jako taką stabilność państwu, dzięki czemu była możliwa jego modernizacja, wprowadzenie niezbędnych reform, wzmocnienie militarne. Piłsudski był jedynym człowiekiem, który miał niezbędny autorytet wśród obywateli, aby to wszystko przeprowadzić. Inaczej, obawiam się, że polityczne polskie piekiełko (podobne do dzisiejszego), infiltrowane przez różne zagraniczne siły, doprowadziłoby do osłabienia raczkującej wtedy jako suwerenne państwo Polski.
    Nie twierdzisz chyba, że kryzys z lat dwudziestych nie miał negatywnego wpływu na Europę, w tym na odradzającą się Polskę? Czy Piłsudski musiał dowodzić osobiście, skoro miał takich wspaniałych doradców? Jednak to on podejmował wiele ważnych decyzji, bo tego od niego oczekiwano.
    Nie łudziłbym się co do polityki zagranicznej, że można było osiągnąć więcej i uzyskać większe wsparcie militarne sojuszników. To były deklaracje bez pokrycia. Cóż dla Anglii i Francji znaczyła wówczas Polska? Dlaczego dopuścili wcześniej do takiego obrotu spraw w Niemczech. Nie zaiterweniowali po aneksji Austrii, Czech. Dlaczego mieliby to zrobić w interesie Polski? Oni chcieli za wszelką cenę wojny uniknąć i gotowi byli na daleko idące ustępstwa wobec Niemiec, aby tylko oddalić wojnę od siebie. Polacy im trochę pomieszali szyki walcząc z Niemcami, więc z przymusu, aby obronić honor, przystąpili do wojny. Ale jakie to było przystąpienie, to już wiemy. Liczyli, że Hitler skończy na Polsce i da im spokój. Jakże się mylili. To, co piszesz, wydaje mi się naiwne i nacechowane pewnymi intencjami, do których na siłę próbujesz dopasować fakty i ich interpretację.

  5. papamobile 26.10.2012 18:26

    Niezmiernie rzadko widuję tyle fałszu, nadinterpretacji, głupot i propagandy w jednej wypowiedzi. Bijesz na głowę Krytykę Polityczną, a nawet GW. Dalszą dyskusję w tej kwestii uważam za niecelową, a wręcz niemożliwą. Nie rozmawiam z betonowymi ścianami.

  6. grzech 28.10.2012 11:19

    Włączę się do rozmowy jednorazowo

    1. Była możliwość sojuszu z Niemcami, którzy zwyciężyliby pod Moskwą, gdyby mieli brakującą ilość wojska a tę miała dostarczyć Polska. Gdybyśmy przystąpili nie byłoby nas dzisiaj. Nazizm był zbrodniczy – tylko Niemcy ponad wszystko. Wybić Słowian a pozostali mieli mieszkać na Sybirze. Sojusznicy nie pierwszy raz zdradzili. Byliśmy bez wyjścia. Ocaliliśmy przynajmniej godność i tkankę narodową. I jesteśmy…
    2. Piłsudski uwięził Rozwadowskiego, ale został on zwolniony i później zgładzony. I trzeba dodać że wysiłek na rzecz niepodległości podjął cały naród, nie jest to tylko wysiłek jednego człowieka. Ale trzeba pamiętać kto tchnął ducha ku niepodległości i pokierował rozbitym zaborami narodem.
    3. Polska we wrześniu 39 była osamotniona, Rydz nie jest tu bez winy ale postępował prawidłowo w myśl planu uzgodnionego z “sojusznikami” (dwa tygodnie obrony-czas dla Francji i Anglii na przygotowanie zebranie się i uderzenie na Niemcy. Jednakże nas zdradzili. A my? Prawie że ich sami rozbiliśmy bo już 17 września mieliśmy przejść do natarcia. Niemcy były już wyczerpane dwutygodniową wojną (nawet brakło paliwa!) a my ustablilizowaliśmy front a na Kresach mieliśmy cały zapas wszystkiego. Gdyby nie Sowieci może byśmy zwyciężyli. Wołoszański o ile ma dobry program to podobno był agentem. Pamiętacie jego zaangażowanie po stronie układu okrągłego stołu na rzecz wstąpienia do Eurokoryta? Historyk znając nasze dzieje na pewno nie podpisywałby się pod zdradą i zgubą Polski.
    4. Bieda i same nieszczęścia gospodarcze to był wynik Wielkiego Kryzysu który ze stanów rozprzestrzenił się na całą Europę. Błędem rządów sprzed 1926 r. było przejęcie części długów po Austro-Węgrach i nie
    przejęcie majątków zagranicznych w Polsce. Gdy nastąpił kryzys cały kapitał uciekł z Polski by ratować swoje kraje i zaczęło być naprawdę źle. Czy Piłsudski spowodował krach na giełdzie w Stanach? Ten scenariusz się u nas powtarza teraz. Polak przed szkodą i po szkodzie głupi.
    5. Piłsudski dowodził jako Wódz Naczelny. Można się spierać kto był autorem planu Bitwy Warszawskiej. Może i nawet nasz wywiad, gdzięki któremu znaliśmy rozkład wojsk wroga i kierunki jego natarcia? Ale to Piłsudski wbił klin w wojska bolszewickie.
    6. Wojska Francji i Anglii nie wkroczyłyby do Polski proszę sobie poczytać co postanowiły 12.09.1939 w Abbeville. Polska walczyła osamotniona od początku. Gdyby nie było ciosu w plecy i udałoby się wyprzeć Niemców z Polski i wojna byłaby już przesądzona to pewnie by wkroczyły na wschód by mieć łatwy łup…
    7. A na koniec do pana Łukasza Mastalerka. Widzę że jest Pan komunistą. Proszę się zagłębić w niezależne opracowania o II RP a nie kadr PRL-u. Gospodarka II RP powstała z niczego. Zapomniał Pan chyba że I wojna ograbiła i zniszczyła ziemie polskie. Na odbudowę potrzeba czasu. Polska systematycznie podnosiła się z kolan. Gdyby nie wojna bylibyśmy znaczącym krajem. Nawet powstałby autostrady, które były w planach. COP, Gdynia, kolej, węgiel, ropa pod Lwowem to nie jest osiągnięcie? I to własnym wysiłkiem! Wszystko to w spadku otrzymało PRL (no może poza ropą bo Lwów nam zabrał bratni sojusznik dla naszego dobra.
    Bieda była bo na świecie panował wielki kryzys, wyzysk był gorszy w PRL-u zna pan pojęcie przodownika pracy i hufiec pracy a ponadto obozy zagłady na Sybirze? Darmocha… a w obozach śmierć. Zada Pan pytanie po wojnie Polacy byli zsyłani? Tak. Ci co nie złożyli broni i ludzie “podejrzani” nazywani wg Pana kapitaliści. Dodałbym tylko ziemian.
    Łamanie praw obywatelskich i pracowniczych myślę że strajki oraz stan wojenny wystarczy za przykład tego co wyrabiała władza przywieziona na czołgach T-34 z prawami obywatelskimi…
    W PRL-u też był kontrast pomiędzy nieliczną warstwą bogatą (ludzie na stanowiskach oczywiście z PZPR) a pozostałymi.
    W PRL-u i obecnie politycy nie interesują się narodem i gospodarką byleby im było dobrze. Za II RP pomimo braku środków, zniszczeń itp itd zrobiono więcej – Polska była niepodległa a pomimo tego że mieliśmy dyktaturę po 1926 r. celem działań państwa zawsze był naród. Nawet politykę zagraniczną prowadziliśmy samodzielnie. Nie jak teraz jeżdżą do Berlina, Moskwy czy Tel-Awiwu.
    Nie udało się utrzymać państwa bo sprzymierzyły się dwa mocarstwa byli nasi zaborcy. Poczytaj sobie Pan o tym co napisałem powyżej…
    A po tym przestań pan słuchać profesorków wykształconych w PRL, czytać GW i inne niepolskie czasopisma, oglądać TV prowadzoną przez kadrę wywodzącą sie z PRL, a weź się za niezależną literaturę.
    Socjalizm i komunizm to zło. Odbiera żywotność i niezależność jednostkom. Ich przedsiębiorczość. Sprawia że stajemy się dojnymi krowami lub owcami. Bowiem całe twoje życie zależy od decyzji władzy a nie od ciebie samego.
    Jeżeli uważasz inaczej to polecam podróż do braterskiej Rosji w jedną stronę.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.