Polonia wystrychnięta na Dudę

Opublikowano: 21.03.2015 | Kategorie: Polityka, Publicystyka

Liczba wyświetleń: 225

Wybory prezydenckie mają dla Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii tak samo marginalne znaczenie jak Polonia dla kandydatów ubiegających się o najwyższy urząd w kraju. Hipokryzja wymaga jednak, żebyśmy udawali, że jest inaczej.

Tygodnik „Cooltura” zasadniczo polityką krajową się nie zajmuje. Redakcja wychodzi ze słusznego założenia, że dla Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii ważniejsze są procesy polityczne i społeczne zachodzące w Zjednoczonym Królestwie. Bo to one mają znaczący wpływ na życie, dobrostan oraz samopoczucie Polonii. Nawet jeśli sami Polacy nie do końca zdają sobie z tego sprawę i w zdecydowanej większości polityką brytyjską nie są specjalnie zainteresowani. Ale przekonanie, że ważniejsze dla nas jest przypatrywanie się i analiza działań brytyjskiego establishmentu to nie jedyny powód, dla którego polska polityka zajmuje na tych stronach marginalne miejsce. Istotne jest również bowiem to, że krajowa polityka w gruncie rzeczy jest jałowa, wyprana z jakichkolwiek wizji programowych, idei i istotnych różnic. Partyjny konflikt, który tam od lat się rozgrywa, bazuje na emocjach, personalnych urazach i animozjach oraz na plemiennej przynależności. Polityka tożsamościowa, która ma coraz większe znaczenie na Zachodzie, w Polsce już dawno zadomowiła się w centrum, stając się osią i fundamentem, na którym opiera się cała polityczna rozgrywka. I chociaż, jak przekonują teoretycy polityki, jak chociażby wybitna belgijska filozofka Chantal Mouffe, demokratyczna polityka musi być stronnicza i musi być antagonistyczna, emocjonalna i tożsamościowa, to jednak powinna też dawać ludziom możliwość dokonywania autentycznych wyborów. A to w polityce krajowej brakujący element. Prawo i Sprawiedliwość oraz Platforma Obywatelska walczą ze sobą zażarcie. Wściekle atakują się nawzajem sympatycy obu ugrupowań i ich medialni akolici, ale w praktyce – gdyby pogrzebać dokładnie w programach oraz hasłach, to okaże się, że konflikt dotyczy w gruncie rzeczy spraw marginalnych. Didaskaliów. Wybory prezydenckie tylko to jeszcze bardziej uwypuklają. Prawicowa, konserwatywna hegemonia w Polsce będzie trwała bez względu na to, który z kandydatów osiągnie lepszy wynik. W ten jałowy konflikt Polonia nie powinna dać się wciągać. A dała.

INSTRUMENT DĘTY

Zeszłotygodniowa wizyta w Londynie kandydata na prezydenta z ramienia PiS Andrzeja Dudy wywołała małe zamieszanie i trochę większy medialny skandal. Bo Duda przyjechał do stolicy Anglii na kilka godzin i nikomu z polonijnych mediów nic o tym nie powiedział. Nie było więc szans na wywiad ani na spotkanie publiczności z kandydatem na prezydenta. Była za to tzw. wrzutka medialna, w której to Duda oświadczył, że „pan prezydent miał swoją szumnie zapowiadaną konwencję, ja w tym czasie rozmawiam z Polakami na Wyspach Brytyjskich”. Chociaż tak naprawdę rozmawiał jedynie z ludźmi ze swojego sztabu wyborczego i z dokładnie wyselekcjonowaną publicznością. Polonijne fora zawyły z oburzenia. Podobnie jak publicysta m.in. „Krytyki Politycznej” i „Newsweeka”, pomieszkujący od czasu do czasu na Wyspach Cezary Michalski, który sprawę nieco rozdmuchał. Niepotrzebnie. Wizyta Dudy w Londynie była bowiem kompletnie bez znaczenia. Zarówno dla Polonii, jak i dla samego kandydata, dla którego przylot tutaj był jedynie okazją do PR-owego zdjęcia na tle Big Bena, wyreżyserowanej pogadanki w szkole sobotniej i pretekstem do wygłoszenia kilku nic nieznaczących banałów. Bo bez względu na to, czy nam się to podoba, czy nie, polski Londyn dla naszych rodzimych kandydatów na urzędy państwowe jest – z politycznej perspektywy – prowincją. Miejscem bez znaczenia. Przystankiem do odhaczenia w kampanijnym grafiku. Wyborczą pustynią, na której niewiele można ugrać. Można za to trochę stracić, o czym przekonali się inni polscy politycy – Donald Tusk, Jarosław Kaczyński, Bronisław Komorowski, Ryszard Kalisz czy Janusz Palikot, którzy byli tutaj wygwizdywani, wybuczeni albo otrzymywali gumowe wibratory. Wykorzystywali to później ich polityczni oponenci. Głównie do kpin i żartów. Nie dziwi więc, że sztab Dudy takich niefortunnych wydarzeń i ich konsekwencji wolał uniknąć. Zwłaszcza że nic na tym nie stracił. Głosy Polonii nie mają większego znaczenia w ostatecznym rachunku wyborczym, a oburzenie słabych polonijnych gazet i portali nie ma przełożenia na medialną narrację w kraju. Na ewentualnym spotkaniu otwartym nie zyskałaby też sama Polonia. Nie tylko dlatego, że Andrzej Duda, podobnie zresztą jak pozostali kandydaci, nie ma nic interesującego do powiedzenia, ale głównie dlatego, że większość z nas do kraju szybko nie powróci i skutków swoich politycznych wyborów nie odczuje. Do tego jeszcze dochodzi charakterystyczna dla Polaków bez względu na miejsce zamieszkania polityczna apatia. I mniejsza lub większa wrogość do polskich wybrańców narodu. Brak politycznego zaangażowania Polonii powoduje, że nie możemy uzyskać politycznej podmiotowości i jesteśmy traktowani czysto instrumentalnie. W zależności od koniunktury i dominującej narracji raz jesteśmy „straconym pokoleniem”, nad którym boleją wszyscy politycy, innym razem nieudacznikami na zmywaku, a czasem prężnymi, przedsiębiorczymi, młodymi wykształciuchami, Europejczykami. Odpowiadamy jednak tym samym zbiorem nieprzemyślanych stereotypów. I tak polska klasa polityczna to złodzieje, związkowcy – nieroby, ZUS – wytwór diabła, podatki są za wysokie, urzędnicy są katami dla przedsiębiorców itd. itp. Czyli w praktyce jakakolwiek rozmowa pozbawiona jest sensu.

STRAŻNIK ŻYRANDOLA

Przed większym zaangażowaniem i śledzeniem wyborów prezydenckich w Polsce powstrzymuje także ich specyfika i znaczenie. Bo choć prezydent ma niezwykle silny mandat demokratyczny – wybierany jest w końcu w powszechnych wyborach – to jednak jego prerogatywy są ograniczone. Stosunkowo niewielkie uprawnienia polskiej prezydentury powodują, że walka o tę funkcję nie jest traktowana z odpowiednią powagą. Przynajmniej przez ugrupowania, bo dla mediów to idealny tasiemiec do obróbki. Personalizacja, uproszczenie przekazu, obietnice, które nie mają żadnego znaczenia, bo nie mogą być spełnione, bombastyczna oprawa kampanii – wszystko to idealnie wpasowuje się w politainment. Informacyjną rozrywkę pozbawioną głębszej refleksji. Jednak prawdziwa władza jest w parlamencie, a nie w Belwederze. Urząd prezydenta to raczej kwestia partyjnego honoru, pokazania siły, symbolika, splendor i żyrandol. Pierwszorzędny urząd drugorzędny. Wszystko to powoduje, że wybory prezydenckie nie są tak przećwiczone jak parlamentarne. Do końca nie wiadomo, jaki klucz doboru kandydatów ma tu obowiązywać. Status najwyższej funkcji w państwie sugerowałby, że powinno być to zwieńczenie politycznej kariery, nobilitacja, docenienie dorobku życia i moralnej postawy. Ale tak nie jest. Zwłaszcza dziś. W przeszłości bowiem do wyścigu stawały polityczne tuzy. Wałęsa i Mazowiecki. Kwaśniewski i Krzaklewski. Tusk i Kaczyński. A za tymi politykami wagi ciężkiej szły olbrzymie pieniądze na kampanie, medialne oraz społeczne zainteresowanie i silne emocje. Teraz wybory są kameralne. Ich znaczenie zmalało. A być może nastąpiła odpowiednia korekta i powoli dojrzewamy do tego, aby prezydenta wybierało Zgromadzenie Narodowe. Tegoroczni kandydaci, w tym sam urzędujący prezydent, to politycy z drugiego, a nawet trzeciego szeregu. Niektórzy zaś, jak np. kandydatka SLD Magdalena Ogórek, nie są politykami w ogóle. Nikt z pierwszej ligi nie podjął rękawicy. Bo dla polskich ugrupowań majowe wybory są jedynie etapem w wyścigu do parlamentu. Każdy będzie tutaj liczył małe punkty. SLD i Palikot walczą o przetrwanie, Zieloni z Grodzką chcą zaistnieć w głównym nurcie, PSL zaakcentować swoją obecność itd. W rzeczywistości to plankton. Liczą się jedynie Bronisław Komorowski i Andrzej Duda. Obaj konserwatyści. Obaj bez polotu i charyzmy. Bez żadnych zadatków na mężów stanu. Obaj mówiący tak, żeby nic nie powiedzieć, ale żeby ładnie brzmiało. To dwóch prawicowych kandydatów, którzy mówią i będą mówili to samo: rodzina, bezpieczeństwo, praca. W tym kontekście pytanie o brak spotkania z Polonią jednego z tych dwóch kandydatów staje się bezprzedmiotowe.

Autorstwo: Radosław Zapałowski
Źródło: eLondyn

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...

TAGI: , ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

4
Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
agama
Użytkownik

Jest przecież dużo lepszy wybór: Kukiz albo Tanajno z Demokracji Bezpośredniej:

https://www.facebook.com/Pawel.Tanajno.publicznie

Ludzie do grobu będą głosować na podległych mafii międzynarodowej kandydatów zamiast wybrać niezależnych i cokolwiek dobrego uzyskać

mua
Użytkownik
mua

Ano niestety, obecnie nasz wybór partyjny ogranicza się do wyboru zła lub większego zła. Ten cały istniejący “układ” jest mocno zakorzeniony np. Sikorski i afera podsłuchowa.( w żadnym normalnym państwie polityk po takiej wpadce nie ma prawa utrzymać stanowiska)Rządowe media zapychają głowy obywateli malo istotnym, jak na obecną chwile informacjami odwracając uwagę od swoich przekrętów. Dopóki nie zepniemy pośladów i nie wyjdziemy na ulice jawnie protestować, dając rządowi do zrozumienia ze wiemy o ich wałach i przekrętach na przerażająca skalę, to polska przestanie istnieć za kilkadziesiąt lat.

mua
Użytkownik
mua

Aha i jeszcze a propos obecnej sytuacji politycznej zapraszam wszystkich do obejrzenia starego materiału zrobionego przez byłego członka KGB. Wpiszcie na yt Jurij bezmienow jak napaść na państwo. Uważam ze tego typu materiał powinien być puszczany obowiązkowo w szkole.